Dodaj do ulubionych

Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom

08.08.05, 14:10
że sie rozwodzicie, że tatuś się wyprowadzi? Jak zareagowały? Może lepiej nie
mówić prawdy (zasadniczo jestem temu przeciwna), bo może jednak nie dojdzie
do rozwodu? Jak to ugryźć? Dzieci zaczną ryczeć, a wtedy ja też. Czy jest
jakiś "dobry" sposób?
Obserwuj wątek
    • kocur.czarny Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 08.08.05, 15:52
      Po ilosci wpisow widac, ze to jeden z trudniejszych tematow. Jakos nikt sie nie
      kwapi wracac do tej chwili - tak sobie to tlumacze.
      • tricolour Moje było małe... 08.08.05, 15:56
        ... i tak by nie zrozumiało więc nie było żadnego uświadamiania.
        • czekolada72 Re: Moje było małe... 08.08.05, 16:11
          Moj ciaglejeszcze nim sie ostatecznie wyprowadzil przez ok5 lat czesto nocowal
          poza domem, wiec Dziecko niejako bylo przyzwyczajone, ze taty czest w domu
          niema.
          Jednakze ostateczna rozmowa z Dzieckiem spadła na mnie... Przygotowywałam
          powoli - mowilam, ze np kolega z klasy mieszka tylko z mama, a taty nigdy nie
          mial ; znajomi sie rozwiedli i tak teraz wyglada ich zycie a zwlaszcza ich
          dziecka itd ; ze teraz tak sie zdarza, ze ludzie sie rozstaja i razem nie
          mieszkaja itd. no a tuz przed rozprawa, prawie po prawie 2,5 roku - co to jest
          rozwod jak moze wygladac i ze tatus zdecydowal, ze kocha inna pania, a nie mame
          i chce z nia mieszkac. Ale ze zawsze bedzie tata.

          Niedawno zas, czyli po kolejnym pol roku - dowiedzialam sie od Dziecka, jak to
          tatus mu tłumaczy, ze nie ma co zawracac sobie głowy dotrzymywaniem
          przyrzeczen, zobowiazan, wiary, lojalnosci itd
          • kocur.czarny Re: Moje było małe... 08.08.05, 16:16
            Ile lat mialo twoje dziecko jak mu to mowilas?
            • czekolada72 Re: Moje było małe... 08.08.05, 16:22
              kiedy ex sie wyprowadzil miało 10, a wiec rozmowy trwaja od lat 10 do 12,5

              Przy czym zaznaczam - nie bylo u nas gonitw z nozem, bicia, przemocy, ogolnie,
              partrzac z boku - mozna by powiedziec ze ten proces przebiegl łagodnie... Do
              tego w klasie u Dziecka jest wlasciwie 1/2 a nawet 2/3 dzieci z tzw niepełnych
              rodzin, wiec nie jest jakims niesamowitym wyjątkiem.

              A watpliwosci mam do dzis
    • nangaparbat3 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 08.08.05, 17:34
      Dzień dobry, czytuje Was często, ale jeszcze nie pisałam.
      Mąż sie wyprowadził 6 lat temu, corka miala 8 i była wtedy z dziadkami na
      wakacjach. W naszym związku nie było picia, bicia, o ile wiem, nawet zdrady -
      po prostu przestał sie mną interesować i uznał, że chce sie rozstać. To sie
      stalo nagle, z dnia na dzien. Przez roku stawałam na głowie, zeby uratować
      rodzinę, ale po roku spasowałam.Narzuciła tylko termin - zanim dziecko wroci,
      zeby nie patrzyło, jak tatuś (bardzo sie kochali) pakuje swoje rzeczy.
      Pojechalismy po nia razem, już pod domem powiedziałam, "A wiesz, tatus teraz
      będzie miszkał z dziadkami", a ona: "Spodziewałam się czegoś takiego".
      Żadnego płaczu, rozpaczy, nic z tych rzeczy.
      Ojciec od tamtego czasu widuje sie regularnie 2 razy w tygodniu i bardzo tego
      pilnuja oboje, chociaż on notorycznie sie spóźnia i córka bardzo źle znosi
      czekanie.Czasem wyjeżdżają razem. Dalej bardzo sie kochają.
      Ja odżyłam i wiem, że samotność jest w porównaniu z nieudanym zwiazkiem czymś
      absolutnie cudownym. Moje relacje z Eksem są bardzo dobre, zdecydowanie lepsze
      niż przed rozstaniem - wiecej ciepła, więcej szacunku, więcej zyczliwości.
      Kiedy po roku od wyprowadzenia się meża spytalam córki niesmiało, czy bardzo
      zła jest na nas, ze sie rozstalismy, powiedziala: Zwariowałaś? zła na wasz
      byłam, jak się kłóciliście. Miałam ochotę was zabić albo uciec z domu.
      Cały dowcip w tym, ze mysmy sie nawet nie kłócili, tylko ta obojętność i
      napiecie.

      • buba77 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 08.08.05, 17:55
        Nangaparbat3 - wielkie dzięki za te słowa, u mnie właśnie zbliza sie dzien, gdy
        powiemy dzieciom, że sie rozstajemy (ex powoli wywozi rzeczy, tak żeby nie bylo
        widać). Są już duze - 14 i 17 lat - więc mam nadzieję, ze dobrze to przyjmą, bo
        od jakiegoś czasu nawet sami pobąkują, że nam to sie nie układa, że w sumie nie
        wiadomo po co jesteśmy razem. Po twoim poście pomyslałam, ze to naprawdę moze
        być dla nich całkiem normalna wiadomość. Też chcę uniknac wynoszenia mebli na
        ich oczach itp. Nam z exem już sie lepiej układa (!) bo ROZMAWIAMY o nas, a
        tego nigdy nie było. Żeby tylko nie zapomniał o chlopcach, to myśle, ze bedzie
        dobrze. Boli oczywiscie, i bardzo bym chciała to miec za sobą. Zwłaszcza po tym
        co tu napisałaś.
        Też sie zastanawiam ciagle jak powiedzieć dzieciom i to na pewno zależy od ich
        wieku. Naszym chcemy powiedzieć razem, zeby czuli, ze ciagle dla nich jesteśmy
        rodzicami. Nie mamy problemu rozwodu. Myślę, że dopóki sam rozwód sie\ dzieje i
        nie wiadomo jaki bedzie jego wynik, to - zwłaszcza jak małe dziecko - nie
        mówiłabym nic. Może nie zrozumiec. Trzeba mówic tak, zeby rozumiało. A
        najważniejsze moim zdaniem, to dogadać sie z partnerem, ze dziecko w tym
        najwazniejsze, nic nie jest winne i ma jak najmniej odczuć całą sytuacje.
        • nangaparbat3 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 08.08.05, 22:19
          Dobry wieczor, Bubo, ciesze sie , jesli mogłam w czymś pomoc, choc w takich
          okolicznosciach.
          tak sobie myslę, ze dobrze Wam sie ułozy, to znaczy bez większej szkody dla
          dzieci. My sie z eksem teraz niemal przyjaźnimy, a za wspólnych czasów nie
          moglismy dwoch zdań zamienic z soba po ludzku.
          Jedno mnie dziwi w Twoim poscie: że on wynosi rzeczy, a dzieci nie wiedzą.
          Jakos w to nie wierzę, załozylabym sie, że świetnie wiedzą, co jest grane,
          tylko nic nie mowią, bo nie chcą Was martwic.
          Ja przyjęłam za zasadę, ze niczego przed dzieckiem nie ukrywamy, wiec jak
          koleżanka z klasy doniosla małej, ze tatus spotyka się z ich znajomą, corka
          nie była zaskoczona - juz wczesniej rozmawiałysmy o tym, ze tata jakos
          odmieniony i pewnie sie zakochał.
          Wydaje mi sie, że człowiek może bardzo duzo zupełnie nieźle znieść, pod
          warunkiem, ze nie robi mu się wody z mózgu. Dlatego na przykład kiedy przed
          rozprawa przyszła pani kurator przepytac mnie na okoliczność relacji eks-corka,
          kazalam córce siedziec obok i słuchać, zawsze lepiej WIEDZIEĆ, niż Bóg wie co
          sobie wyobrażać (oczywiscie o eksie nie powiedziałam w tej sytuacji złego
          słowa, zresztą nie miałam powodu).
          A Ty sie nie martw, bedzie dobrze, chłopcy juz nie sa malutkimi dziećmi.
          Problem - jesli to mąż odchodzi, może mieć poczucie winy wobec chłopcow, ze ich
          zostawia, i to poczucie winy bedzie mu utrudniac kontaktowanie się z nimi. U
          nas tak było, w ogole było cięzko, do czasu aż powiedziałam meżowi (juz pół
          roku wtedy mieszkalismy osobno), że jest naprawdę dobrym ojcem i że córka
          bardzo go kocha. Bardzo mu to ułatwiło kontakty z dzieckiem, i naprawdę jest
          dobrze, teraz ( lat po rozstaniu i rok po rozwodzie) urodziła mu sie coreczka,
          i córka bardzo ją lubi, cieszy sie, ze ma siostrę (lubi tez macochę, która jest
          jak najbardziej w porządku).
          Pozdrawiam serdecznie i zyczę wszystkiego dobrego
          • kocur.czarny Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 08.08.05, 22:33
            Wielka madrosc i dobro ze slow twych emanuje. Piszesz o tak trudnych sprawach w
            sposob pozbawiony zlych emocji. Ale to chyba mozna osiagnac pobierajac nauki na
            terenach skad pochodzi twoj nick.
            • nangaparbat3 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 09.08.05, 13:52
              kocur.czarny napisał:

              Piszesz o tak trudnych sprawach w sposob pozbawiony zlych emocji. Ale to chyba
              mozna osiagnac pobierajac nauki na terenach skad pochodzi twoj nick.


              hahaha - to nie moja zasługa, tylko mi sie poszczęścilo , mam niezwykłą mamę,
              to po niej. A nick oddaje raczej moją ciemna stronę - chciałam byc groźna choć
              w necie smile))
          • buba77 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 09.08.05, 00:10
            Dzieki jeszcze raz. Dzieci nie wiedza, były na wakacjach, coś tam znikneło z
            garderoby, na pewno sie nie domysla (starszy syn wrócil wczoraj). Dam znac jak
            bedzie po rozmowie.
            • buba77 Ciekawa jestem, jak Ty sobie układałas życie 09.08.05, 00:13
              może cos napiszesz? jak sie bardzo boje samotnosci. I czuje sie ciagle mocno
              zaangazowana w ten zwiazek.
              • nangaparbat3 Re: Ciekawa jestem, jak Ty sobie układałas życie 09.08.05, 13:49
                Z przyjemnością napiszę, za parę dni, wlasnie wyjeżdżam na spóźniony i za
                krótki urlop. Pozdrawiam serdecznie i trzymam za Ciebie kciuki.
    • e07 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 09.08.05, 10:47
      U mnie dwie córki b. kochają tatę. On rzadko miał dla nich czas. Teraz, od
      kiedy złożył pozew, poświęca im zdecydowanie więcej czasu. Kiedyś nawet nie
      zawsze wiedziały, że np. wyszedł, a nawet wyjechał, bo i tak zwykle siedział
      przy komputerze i nie należało mu przeszkadzać. Dlatego, paradoksalnie, sama
      decyzja o rozwodzie już ich zbliżyła. Oczywiście to mnie cieszy. Mam jednak
      obawy, że to tylko słomiany zapał, czy nie daj boże próba zdobywania punktów.
      Dzieci widziały albo kłótnie, albo całkowitą ciszę między rodzicami. Może też
      już sie domyślają (11 i 7 lat).
      • buba77 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 09.08.05, 20:34
        To tak jak u mnie. Z tym kontaktem między ojcem i dziecmi. Też trzymam kciuki.
        A u nas rozmowa bedzie albo dzisiaj, bo za godzinę wróci młodszy syn, albo
        jutro. Nie mogę o niczym innym myśleć, niczym innym sie\zajac.
        • kvinna1 Buba, trzymaj sie 09.08.05, 22:37
          Długi wieczór Cie dzisiaj czeka, zycze spokoju jesli to wogole mozliwe.
          U mnie za tydzien i cztery dni rozmowa(w sobote jedziemy na tydzien wspolnego
          urlopu z dziecmi, a odrazu po powrocie maż ma im powiedziec). Jestem duchem z
          Tobą
          • buba77 Re: Buba, trzymaj sie 10.08.05, 13:35
            Dzięki, ja też będę trzymac kciuki. ciekawa tez jestem, jak Wam będzie. Miałam
            początkowo pomysl, aby takze dolaczyc do wspolnego wypoczynku ojca z dziecmi,
            może nie na caly tydzien, ale np. na 3 dni. Ale zrezygnowalam. Chyba na chwile
            pojawily sie jakies nadzieje (naprawde nie rozumiem skad), ale chyba chodzilo o
            jakies bezsensowne dawanie wszystkiego z siebie (czyli katowanie siebie) - po
            co? Nie wiem. Wiem, ze nie ma po co. Ale wcale nie jest mi przez to lzej. Jak
            jest u Ciebie? Myśle, ze potrzebny jest duzy dystans do sprawy, aby spedzić
            razem czas.
    • bezecnymen jakoś 10.08.05, 09:14
      omijałem ten wątek, chyba podświadomie czułem, że czegoś nie zrobiłem jak
      należy...
      bo ja po prostu nie rozmawiałem z synem o tym co się stanie, exia załatwiła
      wszystko we własnym zakresie, wywożąc syna do teściów i tam go zostawiając na
      czas wyprowadzki, zapewne wtedy od niej dowiedział się o rozwodzie, jego
      przyczynach i skutkach i założe się, że trwało to wystarczająco długo, by
      przestał słuchaćuncertain
      syna zobaczyłem jakie 2 tygodnie później, zadzwonił do drzwi, czego dotąd nie
      robił, powiedział cześc tata, masz coś ciepłego do picia? (była zima) miałem,
      dałem, podsuszyłem rekawiczki na kaloryferze i dziecko sobie poszło brykać na
      podwórkosmile
      teraz jest pełnoletni i nadal do tego nie wracamy w rozmowach, nasuwa mi się
      jednak temat na powazna rozmowę, bo niedawno rzucił wychodząc ode mnie: też
      chce szybko zamieszkać sam...
      • akacjax Re: jakoś 10.08.05, 09:45
        Czy dobrze zrozumiałam-to żona się wyprowadzała?
        Nie martw się tym, że chce zamieszkać sam, myslę, że to zdrowy objaw. Też sobie
        myslę, że moi synowie mówią o tym podpierając się sytuacją w domu, ale to nie
        do końca jest jedyna przyczyna.
        Ja praktycznie nie mieszkałam w domu od 16 roku życia, z jedną przerwą
        jednoroczną. Mój j.-m. też od zawsze poza domem rodzinnym, może to geny?smile
        A może nadeszła moda z Zachodu (wreszcie)
        Ja chciałabym by synowie byli samodzielni, by mieszkali na własnych śmieciach
        niekoniecznie daleko, ale osobno. Chciałabym by było ich na to stać.

        U mnie było tak, że synowie sugerowali od dawna, bym coś zrobiła z sytuacją w
        domu. Pierwsze było wystąpienie o alimenty. Od razu po zaniesieniu pozwu do
        sądu im to powiedziałam. I trochę zaskoczyła mnie reakcja młodszego, a może to
        tylko tak zabrzmiało w moich uszach? cyt. "skoro tak zdecydowałaś"
        Potem powiedziałam, że czekam z pozwem aż skończy się matura, bo ja też mam
        swoje ograniczenia wytrzymałości nerwowej, też od razu powiedziałam. Teraz nie
        jest lekko bo wygodny pasożyt za ścianą nie wykazuje chęci na samodzielne
        wyprowadzenie się(choć w sądzie zgodził się na separację bez orzekania o winie).
        Tylko, że jego dzieci nie interesują tylko złośliwości.
        Jestem przekonana, że gdy się wyprowadzi, to spotka się z nimi chyba
        przypadkiem, albo na sprawie o podwyższenie alimentów.
        • bezecnymen Re: jakoś 10.08.05, 10:17
          zdrowy albo i nie...muszę z niego wyciągnąć przyczyny takiej chęci...
          tak to exia się wyprowadziłasmile muszę przyznać, przygotowała się solidnie:
          zażądała rozdzielności majątkowej, kupiła mieszkanie, wyprowadziła się i
          dopiero wtedy złożyła pozew
          co do syna...w maju matura, coś nie bardzo ma chęc na studiasad chce szybko
          zacząć zarabiać, może ma rację, mnie wykształcenie kokosów nie dałotongue_out
          zaczynam się cieszyc na mozliwośc pomagania mu w remoncie i urządzaniu domu,
          całkiem nieźle nam się wtedy układa współpracasmile
    • eevita Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 09:26
      A ja ciagle ie wiedziałam, jak to zrobić... I dlatego chodizłam do psychologa
      dziecięgo, żeby cos mi poradził. Mój syn, 4 letni, nie bardzo zauwazył,że tatus
      sie wyprowadził, spędza z nim 2 dni w tygodniu ( odbiera go z przedszkola i
      przywozi wieczorem do spania). Psycholog poradziła,żeby dziecku na razie nie
      mówić.. skoro dla niego to juz jest taki stereotyp, i nie intersuje sie,
      dlaczego tatus nie spi w domu, i ciagle wychodzi.Przyzwyczaił sie chyba juz do
      tego, i , jak na razie, nie widzi w tej sytuacji nic niezwykłego..
      Ale chyba jednak bede musiałą mu to jakos powiedzieć, bo mój eks chce go poznać
      ze swoja next... I znowu musze iśc do psychologa...
      • julka1800 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 09:40
        Tak niektórzy twierdza ze jak dzieci są małe to jest łatwiej, może jest to po
        części prawda, ale myśle, że niezależnie od wieku trzeba dzieciom tłumaczyć i
        rozmawiać z nimi.
        Najlepiej by oboje rodzice byli przy takich rozmowach, mnie sie po czesci to
        udało, rozmawialiśmy z synem razem /corka miala wtedy jakies 3 latka/,
        wcześniej ustalając co powiemy. Jednego nie powiedzieliśmy, a raczej nie
        powiedział Ex mianowicie ze mieszka z inna Panią /to betka/ i ze ma
        dzidziusia !/to juz cos, bo moj syn i corka mają de facto "siostre"/.
        Dzieci nie wiedzą o tym do dziś, i nie wydaje mi sie zebym to ja im miala
        tłumaczyć z kim zyje tatuś. W przeciwienstwie do EeEvity, myśle ze jesli ojciec
        zaklada nową rodzine to on powinien o tym z dziecmi porozmawiać i im wyjaśniać.

        I tak jak napisał Bezecny, prawie zawsze jest coś czego boimy sie "dotknąć",
        temat którego unikamy, sami przed sobą czesto nie przyznając sie to tego ze on
        istnieje
        • eevita Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 09:49
          Wiesz, co mi uświadomiła ta psycholog? I z czym się zgadzam? Ze teraz ja jestem
          dla dziecka wyrocznią, że ode mnie sie wszystkiego dowiaduje,że mnie bedzie o
          wszystko pytał ( i pyta ). I dlatego to niestety jest przede wszystkim mój
          obowiazek..informowanie go o wszystkim. Bo nawet jeśli ex mu powie ( albo nie,
          jak bedzie chciał, moze po prostu zawiezie go do swojej next, i tyle ), to i
          tak z pytaniami przyjdzie do mnie, i to ja musze być na wszystko przygotowana,
          i jeszcze muszę wiedziec, jak to sprzedać z jak najmniejszą krzywdą dla dziecka.
          • julka1800 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 10:12
            EEvita, napisałam ze POWINIEN Ex wytłumaczyć porozmiawiac, tak uważam i na
            razie nie tlumacze nic dzieciom sama, bo po pierwsze moj były mąż odwiedza je z
            czestotliwościa lotów kosmicznych i wizyty /z 2 wyjątkami/ odbywaja sie u nas w
            domu/, po drugie ja sama nie wiem co sie tak wlasciwie w jego zyciu dzieje i
            jak mialaby tlumaczyc to dzieciom /tzn gdzie mieszka, gdzie pracuje, o tym ze
            ma dziecko, kiedy sie urodzilo, jak ma ma imie, dowiedzialam sie nie od niego
            lecz od komornika, z nim nigdy nie rozmawialam o tym/
            Wybiegając w przyszłość mysle ze to ja bede osobą ktora im o tym powie ale na
            razie jeszcze nie
    • e07 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 10:06
      Ja w ramach przygotowań do zapoznania młodszej (7) z sytuacją, wypożyczyłam z
      biblioteki książeczkę dla dzieci "Nowy tatuś Marty" autorstwa Danielle Steel
      (tak, tak, to ta od romansideł). Cieplutkie opowiadanie o małej dziewczynce,
      która cały czas marzy, że rodzice znów będą razem, ale w końcu akceptuje nowego
      m mamy. I wiecie co. Córka za każdym razem, jak jej to czytałam zwracała przede
      wszystkim uwagę, że mama i tata nie są razem. Ten drugi, nowe szczęście mamy,
      spokój taty jakoś jej umykały. Płakała!!!
      To mnie właśnie przeraża. Jak to będzie, jak dowie się, że jej rodzice
      zgotowali jej podobny los, że taty nie będzie na codzień, mimo, ze tak jak
      pisałąm i tak obie przebywają głównie ze mną. Wasze posty troche mnie podniosły
      na duchu, ale mimo wszystko w bezbolesne rozstanie chyba nie wierzę.
      Co do starszej (11) to ona się wycofuje, ucieka od problem, udaje, że nic nie
      widzi, nie chce rozmawiać, nie komentuje. I nawet jeśli pozornie jej to nie
      obejdzie, to z pewnością będzie to dla niej duży problem.
      • czekolada72 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 10:31
        e07 napisała:

        > Co do starszej (11) to ona się wycofuje, ucieka od problem, udaje, że nic nie
        > widzi, nie chce rozmawiać, nie komentuje. I nawet jeśli pozornie jej to nie
        > obejdzie, to z pewnością będzie to dla niej duży problem.


        No wlasnie! Przerobilam dokladnie to samo, wlasciwie od momentu nie tyle
        ostatecznego wyprowadzenia sie exa - wczesniej czesto bywal poza domem, wiec to
        akuratprzeszło łagodnie, ale od momentu kiedy wyszła sprawa rozwodu. Psycholog
        uczulala, ze moze odbic sie ta sytuacja na nauce i zachowaniu i niestety miala
        racje. Pewnego pieknego dnia ex wbrew naszym wczesniejszym ustyaleniom zabral
        Małą do swojego nowego mieszkania (po 3 latach) i pokazal panienke i ich 1,5
        roczne dziecko. No i na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac - dziecko sie
        zamknelo w sobie jeszcze bardziej, a i z nauka poszło kiepsko sad
        • julka1800 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 10:39
          Mały pasztet rzekłabym, podejscie swietne, pokazać dziecku na oczy nową rodzine
          nie tłumacząc nic...
          Czekolado, mozesz odpowiedziec czy Ex utrzymuje kontakty z córką i jakie mimo
          zalozenia nowej rodziny?
          moze wolisz porozmawiać na @?,
          • czekolada72 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 11:43
            Troche o kontaktach napisalam nizej, a na @ - bardzo chetnie, na gazetowego smile
            • julka1800 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 12:20
              napisałam @
              • czekolada72 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 13:02
                odpisalam
        • e07 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 10:42
          A ile Twoje dziecko miało wtedy lat? Czy było związane z ojcem?
          Bo to z czym zostaje rodzic, który mieszka z dziećmi to niestety nie tylko
          kontynuacja zwykłej opieki. To znacznie więcej, nowe problemy wynikające z
          faktu, że nie ma taty, czy mamy. Z moich przemyśleń wynika, że nie ma wielkiego
          znaczenia, że czasem to tylko FORMALNIE się zmienia. A nowa rodzina rodzica, to
          już naprawdę nie wyobrażam sobie. Przecież nawet w zwykłej rodzinie nowe
          dziecko jest różnie przyjmowane przez rodzeństwo.
          Trzymaj się czekolada. Gdybyś potrzebowała, to znam fajna pania psycholog
          dziecięcą na Ursynowie.
          • czekolada72 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 11:36
            e07 napisała:

            > > Trzymaj się czekolada. Gdybyś potrzebowała, to znam fajna pania psycholog
            > dziecięcą na Ursynowie.

            Dzieki, ale ja jestem z poprzedniej stolicy smile)

            Mała miała wtedy juz 12 lat i byla na poczatku 6 klasy - czyli trza sie bylo
            skupic na przygotowaniach do testow kompetencyjnych i konczeniu podstawowki....

            Jaki wczesniej miala kontaktz ojcem - to tak szło etapami chyba.
            Do jakis 4-5lat ex poswiecal jej stosunkowo duzo czasu.
            Potem zaczal robic kariere naukowa oraz prowadzic podwojne zycie, wiec czasu
            coraz mniej, mniej takiego normalnego codziennego zajecia sie dzieckiem, ja zas
            staralam sie aby te wyrwane dni , weekendowe itp byly wykorzystane na maxa,
            czyli kolejne 5 lat to de facto - tatus weekendowy - tatus nie wymaga, od
            wymagan jest mama. A jk tatus sobie przypomnial, ze trzeba wymagac, tak ni z
            gruszki ni z pietruszki - histeria.
            Potem 2 lata praktycznie 0 kontaktu
            No i od momentu zlozenia przez exa pozwu - nastapil kontakt ozywiony, sprowadza
            sie do spotkan weekendowych lub wedrowki Malej do jego firmy. Niestety, to
            Mała, jej szkola, jej zajecia, jej nauka , jej normalne domowe obowiazki maja
            sie dostosowac do trybu zycia exa sad

            Mama nadal jest od wymagania sad
    • pchelka Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 12:30
      Nasjbardzie się chyba wlasnie bałam powiedzieć dzieciom - no, prawie nie
      dzieciom juz.
      Najpierw pokazałam im nasze mieszkanie.
      Zaakceptowali, później jakos tak na okrągło im o tym mówiłam.
      Ze strachu.
      Ex nie jest ich tatusiem, ale wychowywali się z nim.
      Ułatwił mi zadanie o tyle, że nie odzywał się do nas prawie przez rok.
      I kontakt tak jakby się rozluźnił.
      Wbrew mojemu przerażeniu cieszą się, ze jesteśmy u siebie.
      Powinnam była się domysleć, że dla nich ta sytuacja była nie do zniesienia.
      Taka wegetacja.
      A ja się bałam...
      • buba77 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 13:15
        powiemy dzisiaj wieczorem. Od rana chodzę po ścianach. Że też mam akurat ten
        cholerny urlop. Jednak czuje sie ogromnie winna, ze nie potrafilam wszystkiego
        tak poukladac, zeby wszystkim bylo dobrze. Tak. Takie sobie kiedyś wyznaczylam
        zadanie. Jak to możliwe, zeby człowiekiem targało tyle przeciwstawnych uczuć?
        Czytam jak to trzeba żyć dla siebie, robić sobie przyjemności, dbac o rozwój
        duchowy, cos, co robi nam dobrze. Nie znajduje takich rzeczy. Po prostu nie. I
        zaraz zawalę coś w pracy (mimo urlopu, musze pilnować pewnych rzeczy). Chyba
        pójde na jakieś zwolnienie, czy co, bo po prostu nie moge niczym się zająć.
        • e07 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 13:57
          Czyli wczoraj nie powiedziałaś...
          Trzymam kciuki dzisiaj. Daj znać jak poszło.
          U mnie to wszystko dopiero zaczęło sie rozgrywać, aja też nic nie robię tylko
          siedzę na forum. Jak mnie wyleja to będzie pięknie...
          • scriptus Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 10.08.05, 16:11
            Czytam i czytam i też jestem przerażony...
            Ja bowiem także, czego trudno uniknąć, mam przed sobą rozmowy z dzieckiem o
            naszej sytuacji ;-(. Co z tego, że jestem mężczyzną i muszę "stawić temu
            czoła", boję się jak cholera, że go skrzywdzę...
        • kvinna1 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 00:28
          Oj Buba, niełatwe zadanie przed Tobą. Jak wspomniałam u mnie taka rozmowa za
          chwile. Tyle tylko ze mój mąż zawsze był anjlepszym ojcem na świecie,
          najlepszym mężem, naj... To poprostu dobry człowiek, tylko mu odbiło. Nie mam
          pojęcia jak synowi (14 lat) to wytłumacze. Nawet dzisiaj siedziałam z mezem w
          salonie i zaśmiwalism sie oglądając jakis film, syn zszedl na chiwle z sypialni
          i powioedział, ze polozył siostre spac i mamy wolne... Jak mu wytłumaczyz cez
          tata juz mamy nie kocha? Ja sie chyba pogodziłam z tym wszystkim. misiąc płaczu
          i poczucia beznadziei wystarczy.. Ale dzieci. A wakacje, tez nie mam wyboru -
          jak tu nie dac dzieciom chocby jeszcze tygodnia poczucia szczescia. Odkąd
          dzieciw wrócily z wakacji mąż zachowuje sie b. milo, ograniczyl telefony i smsy
          do nowej kobiety, ja tez staram sie znieczulac do[iero ciemną nocą i generalnie
          wszystkoz zewnątrz wygląda jak najbardziej ok. DEo bani to wszystko. Buba,
          trzymaj sie, jakby co to pisz, moze chocoaz duchowo mozna Cie wesprzecc.
          • akacjax Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 07:37
            Szczerze mówiąc to, co robicie to oszustwo w białych rękawiczkach. Wcale nie
            jestem pewna, czy to najlepsze. Pojedziecie na wczasy i będziecie udawać
            przykładną rodzinę, a potem zrobicie dzieciom chirurgiczne ciecie na emocjach.
            Z drugiej strony takie zachowanie męża, chęć przebywania blisko Ciebie, wspólny
            wyjazd, jest dla mnie znakiem, że nie wszystko stracone. Może mąż podjął
            pochopną decyzję. Skoro Ty tolerujesz jego bywanie w domu, wspólne spędzanie
            czasu, mimo, że wiesz o drugiej, to...może jest jeszcze szansa na otrząśnięcie
            się.
            I Twój dżentelmeński mąż powinien dopuscić do siebie myśl, że mógł się pomylić
            i jednak lepiej przyznać się do błędu przed Tobą i sobą, niż brnąć dalej.

            Niech dobrze się zastanowi.
            Czteranstoletni chłopak przeżywa sporą huśtawkę uczuć ze swoimi emocjami,
            dołożyć mu niestabilność rodziny, to może być niebezpieczne. Lepiej byłoby
            gdyby to szło na raty. Gdyby tata nie bywał w domu, gdyby dziecko widziało, że
            nie spędzacie czasu razem itd.
            A to co chcecie zrobić spowoduje, że on będzie winił Ciebie za to, Ty będziesz
            pod ręką, z Toba będzie mieszkać, nie z tatą. Dzieci inaczej interpretują fakty.
            I to jest powód by rozwodzić się gdy dzieci młodsze i nie liczyć, że nastolatek
            łatwiej zrozumie.

            Dajcie sobie szansę, ustalcie może, że to próba, że jeżeli mąż się wyprowadza,
            to jest szansa powrotu, a sądzę, że Ty na to przystajesz, bo możesz wspólnie
            bawić się przy ogladaniu filmu.
            • czekolada72 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 10:46
              Akacjo, to nie jest tak do konca, ze jezeli wiadome jest, ze sie rozstajecia,
              ale jeszcze wyjezdzcie na wakacje z dziecmi - tzn, ze jest szansa na uratowanie
              tego zwiazku.
              Patrzac z tego punktu - to szansa istnieje zawsze jezeli nie goni sie wzajemnie
              z nozem czy nie dochodzido mordobicia (sorry. ze sie tak wyraze).

              My po przyznaniu sie exa, ze od 5 lat jest zwiazany z inna tez wyjechalismy na
              wspolne wakacje, razem ze znajomymi, co bardziej przez caly czas ex powtarzal,
              ze na swoj sposob nadal mnie kocha, i ogolnie to byl zdziwiony, ze nie zgadzam
              sie na dalszy, juz jawny trojkacik.....

              Myslisz, ze gdybym powiedziala Malej, ze nici z wyjazdu, ze wspolnych wakacji z
              ukochana ciocia i wujkiem, na ktore czekala iles tam miesiecy , za to
              poinformowala, ze poniewaz tatus ma kogos, to guzik z wakacji i mama sobie
              bedzie przez reszte wakacji plakac - byloby lepiej?

              Natomiast uwazam, ze absolutnie nie mozna doprowadzic, zeby dziecko bralo wine
              na siebie! To juz chyba lepiej, niech wie, ze rodzice sie kłócą i nie moga
              dogadac.

              Inna jeszcze rzecz, ze tak na zdrowy rozsadek - jezeli rozwodzi sie malzenstwo
              bezdzietne, to to jest faktycznie rozwod meza i zony, jezeli maja dzieci - to
              to jest rozwod jednego malzonka i reszty rodziny. Nie oszukujmy sie - to nie
              serial amerykanski, gdzie ex, exia, kolejne i -ne next, ich wspolne dzieci i
              osobne - wszyscy zyja na kupie niczym jedna wielka kochajaca sie rodzina
              • akacjax Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 11:00
                A może gdyby nasze zachowania były zawsze jednoznaczne nie dawalibyśmy dzieciom
                podstaw do myślenia, że mogą nami manipulować?

                Czekoladko, Wy tak zrobiliście i czy to cokolwiek załatwiło i ułatwiło?
                Pomijam podłość i perfidię exa, który łudził jeszcze wakacjami mimo oczywistych
                faktów, które tworzył.

                Może odezwie się ktoś kto po otrzymaniu wieści o odejściu nagłym(!)
                współmałżonka od razu tak zaczął się zachowywać, jak wyglądała sytuacja?
                • czekolada72 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 11:18
                  akacjax napisała:

                  > Czekoladko, Wy tak zrobiliście i czy to cokolwiek załatwiło i ułatwiło?
                  > Pomijam podłość i perfidię exa, który łudził jeszcze wakacjami mimo
                  oczywistych faktów, które tworzył.
                  >

                  Ja absolutnie nie twierdze, ze tak jak my zrobilismy wtedy, to wzorzec do
                  nasladowania!
                  Tyle tylko, ze byl miesiac wakacji, czas ktory Mala spedzila z rodzicami
                  (sypiajacymi w osobnych łózkach smile) ), ciocia i wujkiem na wakacjach
                  zaplanowanych od daaawana.
                  Było w tym tez i mojej perfidii i zlosliwosci - za wakacje placil rowniez ex no
                  i panienka nie miala go przy sobie przez ten miesiac wink

                  A powaznie - sadze, ze akurat w naszym przypadku nie wyszloby na zdrowie Malej,
                  gdybym z dnia na dzien powiedziala - Kochanie - zmiana planow, zostajemy w domu
                  i nigdzie nie jedziemy! To byly wakacje, o ktorych ona wiedziala, ze w tym
                  czasie oboje mamy wolne. Po wakacjach zaczela siepraca, szkola, zupelnie inny
                  rytm życia, przy okazji zniknal z niego ex.

                  • akacjax Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 11:26
                    Dziwi mnie tylko, że on tam Wam był potrzebny. Małej-bo nie wiedziała-rozumiem,
                    ale gdyby wiedziała, czy chciałaby nadal jechać na te wakacje z nim.
                    Ja nie mówię, że by nie jechać, ale dać dzieciom szansę na wybór, powiedzieć
                    przed wyjazdem.
                    • czekolada72 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 11:42
                      Szczerze? - mozecie mnie potem tu zjesc i poszatkowac - byl to chyba
                      jedynyprzypadek kiedy myslalam głównie o kasie - w ten sposob ex musial wydac
                      pieniadze na wakacje, a nie na panienke smile)
                      Fakt, moglam sie zaprzec i powiedziec, ze jade sama, a on niech od razu spada,
                      ale - bylabym z 1/4 przewidzianej na wakacje kasy i bez samochodu

                      I mysle, ze gdyby czas sie cofnal,to akurt w tej sytuacji postapilabym tak
                      samo. Ale mowie - w tej konkretnej, i wcale nie namawiam do nasladownictwa wink
                      Poprostu sadze, ze dla Malej nic lepszego by nie wyniknelo, a ja mialam wtedy
                      taki okres, ze bylam na tyle zmobilizowana, nie wiem - adrenalina?? - ze
                      spokojnie znosilam, obcego uczuciowo dla mnie faceta obok. a ze poooootem i do
                      dzis przychodza dolowy i zalamania? - to wlasnie mam swoista terapie na F wink
                      • akacjax Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 22:46
                        A czy nie chciałby z Wami pojechać gdybyście przed wyjazdem powiedzieli Małej?
            • kvinna1 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 11:08
              akacjax, zeby to bylo takie proste. Ja nie che dzieic oszukiwac, ale wiem jak
              sie zmienilo moje zycie, jak ja sie zmienilam odkąd wim o decyzji mojego meza.
              Ja chce dac dzieciom jeszcze te pare dni... chociaz pewnie bede musiala udawac
              ze jest dobrzesad

              Wiem, ze beda problemy, zwlaszcza z synem jak sie dowie. To dziecko bardzo
              uczuciowe i boje sie tego co moze sie stac, ale jaki ja mam wybór? Rozmawialam
              z mezem, prosilam, nie winilam go. Mialam nadzieje, ze mu minie, ze doceni to
              co mam teraz i nie zrezygnuje tak latwo. Ale jego decyzje są ostateczne,
              przynajmiej na dzis. Jak odejdzie ma zamiar od razu zamieszkac z nowa kobieta i
              jej dziecmi - czy w takiesytuacji mozna myslec o dawaniu szansy w przyszlosci i
              mozliwosci powrotu? Komu dac nadzieje? Co do syna, to mąż chcialby go zabrac ze
              sobą, ale nie sądze, zeby syn chcial, zreszta uwielbjają sie z siostra i nie
              wyobrazam sobie rozdzielenia dzieci.

              Wiesz akacjax, chcialabym zeby to sie nie dzialo, chcialabym zapomniec o tym i
              mog sprobowac jeszcze raz. Byly dwie rzeczy, których bylam pewna w zyciu, ze
              mój mąż kocha (kochał) mnie szczerze i gleboko i zawsze wiedzialam, ze jedyne
              co moze nas rozdzielic to, jak sie zakocha w innej. I teraz stalo sie. I nic
              nie moge zrobic.

              teraz bede starac sie byc z dziecmi jak najblizej. Mąż deklaruje opieke nad
              nimi, taka codzienna i pomoc w odbieraniu córki z przedszkola, i co drugi
              weekend, nie wygląda to tak strasznie. Zreszta jestem przekonana, zeon odchodzi
              ode mnie a nie od dzieci.


              • akacjax Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 11:23
                A mimo wszystko, gdybym znalazła się w Waszej sytuacji i tak wolałbym
                przedstawić swoja wersję, bo ex może powiedzieć-postanowiliśmy z mamą....a
                sądzę, że to on postanowił.
          • scriptus Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 11.08.05, 07:49
            Ja po prostu nie wiem, nie rozumiem, co się w tej drugiej osobie dzieje, co się
            stało. W moim, Twoim i kilku innych nałżeństwach... Tu na forum. Brzmi to
            bezsensownie. Ludzie przez lata żyją ze sobą, kochają się, wszystko ok, i naraz
            , pewnego niezbyt pięknego dnia, komuś wychodzi przez gardło sformułowanie "nie
            kocham Cię, chcę odejść", czasem dodatkowo "mam kogoś". Toż to brzmi
            nieprawdopodobnie, jak absurd.
            Małżonek ma dzieci, kóre kocha. O czym myśli, mówiąc "koniec". W mojej rodzinie,
            jeszcze to wygląda tak, że żona wyobraża sobie, że odejdzie i zabierze dziecko,
            ale u Ciebie, Kvinna?? Czy to wszystko nie wygląda, jak jakaś psychiatryczna
            jednostka chorobowa?
            Czy taka osoba kocha dziecko, przecież nastolatek po czymś takim może zrobić coś
            niemądrego, sięgnąć po narkotyki, itp.
            To przechodzi moją zdolność pojmowania ... sad
            • buba77 Oj, Scriptus, 11.08.05, 09:03
              my mówimy, że facetowi odbija w pewnym wieku (niektórym całe życie, pss) nie
              słyszałeś?
              • scriptus Re: Oj, Scriptus, 11.08.05, 09:06
                sad(((((((((( to znaczy, odbiło mi.
                • buba77 Re: Oj, Scriptus, 11.08.05, 09:17
                  ja zrozumiałam, że to Twojej zonie?
                  • scriptus Re: Oj, Scriptus, 12.08.05, 10:22
                    Sam już nie wiem, czy ktoś u nas jest normalny sad ale mówi się, że to facetom
                    po 40 odbija, a ja się do takich niestety już zaliczam.
              • buba77 No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 09:15
                Właściwie ex powiedział, bo ja miałam zbyt ściśnięte gardło i walace serce,
                niestety łzy też sie pokazały (za późno wzięłam srodki uspokajające). I "już
                nie mój facet" powiedział całkiem spokojnie i to co trzeba. Naprawde zachował
                się po mesku, moge być z niego dumna. Tylko nie jestem pewna czy mu naprawde
                przykro, ale może to juz moje zboczenie, zawsze co innego mówił, co innego
                robił. Na razie jest jednak super. Pomaga. Teraz w pakowaniu rowerów do mojego
                z chłopcami wyjazdu na 4 dni. To byla inicjatywa chłopcow, ale w tych dniach on
                sie wyprowadzi.
                A dzieci. Przyjęły to dosc spokojnie i stosownie do swojego temperamentu:
                starszy się nie odzywał, momentami miał łzy w oczach. Młodszy po chwili szoku
                zaczął sie\wypytywac: a gdzie on sie wyprowadza, a co z praca (ma z nia obecnie
                male problemy), no i - co mnie ogromnie zaskoczylo - z czego my bedziemy
                musieli zrezygnować, na czym oszczędzać. Nawet zaproponował, ze w razie czego,
                zeby w domu byly nizsze koszty utrzymanai, on zamieszka z jednymi dziadkami, a
                brat z drugimi... Wyobrażacie sobie? Nie wiem, na razie co o tym naprawde
                myślec. Akacjax, może Ty podpowiesz? Młody ewidentnie brał na siebie
                odpowiedzialność?
                Oczywiscie zgodnie zapewnilismy, ze oni sa dla nas najwazniejsi i zrobimy
                wszystko, aby poniesli jak najmniej kosztow.
                No i tyle. Właściwie niewiele czuje i chyba dobrze, ze wyjedziemy na pare dni.
                Niby dobrze, że juz mamy to za soba, ale ciagle mam wrazenie, ze swiat mi sie
                caly czas wali.
                • e07 Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 10:11
                  Buba, brawo! Ważne, że zrobiliście to razem i on zachował sie jak należy.
                  Rozstać sie kulturalnie i bez prób zdobywania punktów u dzieci, to chyba b.
                  ważne.
                  Wypocznijcie na tych wczasach. Trzymaj sie cieplutko.
                  • buba77 Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 10:25
                    Tak, chyba nam sie faktycznie udalo to dobrze zrobic. Ale przygotowywaliśmy sie
                    do tego bardzo dlugo. Myśle, że warto było.
                    Tak sobie myslę, że nawet jeśli sobie kiedyś powiem, że zrobilismy to za późno
                    (dzieci jednak dobrze pamietają jak sie klocilismy, choc, od prawie dwoch lat,
                    juz klotni nie ma a tylko obojetnosc), to bede miala swiadomosc, ze
                    przynajmniej dojrzelismy, aby rozstac sie spokojnie. I jak najmniej raniac
                    dzieci.
                    POzdrawiam wszystkich i dziekuje. No i zycze odwagi. Potrzeba jej duzo.
                • akacjax Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 10:18
                  Młody tak zareagował, bo wyczuł Twoją niemoc. Poczuł, że musi być za rodzinę
                  odpowiedzialny. To nie jest dobre.
                  Ze swojego doświadczenia powiem tak: gdy m. przestał dawać kasę, a zanim
                  napłynęły alimenty to zapozyczyłam się, ale nie chciałam, by dzieci nagle
                  odczuły, że i one wszystko tracą. To byłoby za dużo dla nich.
                  Dopiero teraz powoli mogę nie dać na to, czy na tamto, bo wiadomo są cięcia.

                  Powtarzaj dzieciom, że to Ty rozstajesz się z tatą, a nie oni. Skoro ex jest na
                  tyle odpowiedzialny, że zadba o kontakty z nimi, będzie dobrze. Oni muszą
                  wiedzieć, że i w Tobie i w nim mają zawsze oparcie. Że o każdej porze dnia i
                  nocy mogą się do każdego z Was zwrócić o pomoc. Jak sobie z tym poradzi ex, to
                  już inny temat, ale tak byłoby idealnie.

                  W jakim wieku są chłopcy?



                  • buba77 Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 10:41
                    Tak, tez mi tekst mlodego "niedobrze" zabrzmiał. Ale myśle, że on wie, ze ja
                    nie radze sobie tak zawodowo (finansowo) jak ojciec (zwlaszcza, ze ostatnio
                    jestem na pol etatu, bo koncze studia). Staram sie takze dbac o dom, spedzac z
                    chlopcami duzo czasu (17 i 14 lat), nawet jesli to jest tylko bycie razem w
                    domu, sa juz przeciez duzi. Swoja droga tym odpowiedzialnym to jest raczej
                    starszy syn. Mlodszy, to nasza "maskotka", choc ostatnio juz bardzo wydoroślała
                    maskotka. Zastanawia mnie jego podejscie, ze to oni musza z czegos zrezygnować,
                    anie tatus, ktorego stac na rozne ekstrawagancje. Daje mu prawo do
                    samodzielnego zycia (ex powiedzial od razu, ze z kims sie spotyka) i czuje ze
                    schodzi na dalszy tor? choc ci moi chlopcy to niezle bystrzaki, to tu mnie
                    zaskoczyla jego reakcja.
                    Chociaz juz wiem. Za duzo sie doszukuje. On po prostu widzi jak jest w innych
                    rodzinach. Że jednak ciecia sa. Nawet niedawno mial taki przyklad u swojego
                    kolegi, ktorego mama z nim przeprowadzila sie z domu do malego mieszkania.
                    Zmiany u tego kolegi zrobily na mlodym duze wrazenie. to na pewno to.
                    Po Twoich slowach upewniam sie ze wszystko na razie przeprowadzilismy dobrze.
                    Bylo powiedziane i to, ze to tylko my sie rozstajemy, ze dla nich chcemy jak
                    najmniej zmian, chyba ze z powodu gorszych pensji. Że zawsze moga na niego
                    liczyc, zeby dzwonili, ze bedzie ich odbieral z zajec i odwozil (tak tak, zeby
                    się "nie tlukli autobusami"), nawet ze pewnie teraz bedzie z nimi wiecej
                    spedzal czasu niz dotychczas (tu mnie zaskoczyl i niestety nie do konca mu
                    wierze, ale ja juz jestem zboczona; mam nadzieje ze tak bedzie). I dobrze, ze
                    to powiedzial im ojciec.
                    I mimo ze nie powinnam brac za niego odpowiedzialnosci, to mysle ze bede mu o
                    tych slowach przypominac...
                    • akacjax Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 10:52
                      A może pomogłoby, gdyby był pewny, że ex będzie finansowo Was wspierał.
                      Ponieważ on ponosi winę i Ty możesz liczyć na jego wsparcie finansowe, nie
                      tylko dzieci.
                      Tylko ważne by uniknąć takiego myślenia, że alimenty są dla dziecka. Bo one są
                      na jego utrzymanie, a nie na jego zbytki. Jeden z moich synów tak kiedyś
                      powiedział, że przecież ojciec daje dla niego alimenty. I na całe szczęście
                      zaraz mu wytłumaczyłam, ile kosztuje jego utrzymanie i sam stwierdził, że on
                      mnie kosztuje więcej niż ojca.

                      Dzieci teraz widzą wiele niepełnych rodzin dookoła i to ułatwia, nie czyni
                      ich "innymi", bo takiego wyróżnienia dzieci nie lubią.
                      Odpocznij, przygotuj się na rozmaite pytania ze strony dzieci i nie staraj się
                      tłumaczyć zachowań ex. Za te niech sam się tłumaczy.
                      Trzymaj się.
                      • buba77 Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 11:08
                        Mlody nawet sie spytal czy ex bedzie pomagal finansowo i uzyskal potwierdzenie.
                        Oj, zeby tylko exowi sie niedlugo nie zmienilo. Przeciez co z oczu, to z serca.
                        Nie wiem czy mam na to jakis wplyw. Musze myslec, ze nie.
                        Dzieki jeszcze raz
                        • akacjax Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 11:18
                          Właśnie z tego powodu najlepsze są uregulowania prawne, chociażby alimenty.
                          To nie kosztuje, a dla Ciebie i test na jego działanie i zabezpieczenie.(Bo
                          zaufaniem to już trudno go obdarzać, czyż nie?)
                      • kocur.czarny Re: No i powiedzieliśmy. 11.08.05, 11:14
                        To dosc niebezpieczne (zostawienie tlumaczenia exowi). Co jesli w przyplywie
                        emocji lub podswiadomie (dzialanie obronne) zacznie zrzucac wine na ciebie?
                        Zaczniesz tracic autorytet.
                        • buba77 A dzieci po wczorajszej rozmowie 11.08.05, 11:41
                          jeszcze śpia...
                          Faktycznie pomysle, aby prawnie pozalatwiac sprawy finansowe. Ktos mi musi
                          poradzic, bo nie wiem jakie moge stawiac wymagania. Teraz dobrze zarabia, ale
                          to sie moze zmienic. Czy to sie liczy procentowo? Mysle o jakiejs umowie
                          notarialnej, bo nie jestesmy malzenstwem.
                          A o autorytet na razie sie nie boje. Chlopcy widzieli co sie dzieje i zawsze
                          mialam z nimi dobry kontakt. Mam nadzieje, że to sie nie zmieni.
                          • tricolour Jak zwykle... 11.08.05, 19:52
                            ... po facecie została tylko kasa...

                            Bardzo przykre.
                            Ale mamy tutaj zestawienie, że dziecko kodsztuje 1400 zł miesięcznie, co daje
                            pewne podstawy do roszczeń...
                            • buba77 Re: Jak zwykle... 11.08.05, 22:50
                              To jego wybór, czy to będzie tylko kasa. Mam nadzieję, że nie. Ale dla Was to
                              często najwygodniejsze, nie uważasz? Dać kase - i problem rodziny zalatwiony.
                              • tricolour Mam inne doświadczenia. 11.08.05, 23:06
                                Mówię o swoich doświadczeniach, a nie czyichś, których nie znam.

                                I z moich doświadczen wynika, że... kasa!
                                Dziecko ojca nie potrzebuje.
                                • buba77 Re: Mam inne doświadczenia. 11.08.05, 23:23
                                  Mam nadzieje, ze to nie Ty uważasz, że dziecko ojca nie potrzebuje. Dla mnie
                                  najważniejsze jest, aby dzieci mialy ojca. I oby moje mialy.
                                • e07 Re: Mam inne doświadczenia. 12.08.05, 09:24
                                  Co za brednie! Może ty sam nie umiesz i nie chcesz dać siebie dziecku, bo to
                                  trudne. Wolisz dać kasę i mieć czyste sumienie. Ktoś kiedyś powiedział ze
                                  najtrudniej podzielić się ... czasem.
                                  Ale ciekawa jestem co na ten temat sądzi, czy kiedyś bedzie sądzić Twoje
                                  dziecko.
                                  Poza tym matka , choćby najkepsza nigdy nie da dziecku tego, co powinien dawać
                                  ojciec...
                                  Pomyśl, bo albo Cie nie zrozumiałąm, albo żyjesz w jakich fałszywych
                                  przekonaniach.
                                  • julka1800 Re: Mam inne doświadczenia. 12.08.05, 09:38
                                    miałam nie zabierać głosu w tej sprawie ale....
                                    Po raz kolejny pojawia sie temat: Kasa

                                    Drodzy Panowie sadzą ze nas, matki pozostające z dziećmi interesuje tylko Kasa.
                                    Otóz nie!
                                    My chcemy zeby ojcowie nadal
                                    1. interesowali sie dziecmi, zyli z nimi na codzien, a nie tylko w weekendy,
                                    2. i lozyli na nie tyle ile trzeba.
                                    Niestety jak pokazuje zycie, z reguły braknie tego pierwszego czyli
                                    zainteresowania dziecmi, potem braknie i tego drugiego.
                                    Wedlug Panow okazuje sie wtedy że ich byle żony ciagle czegos od nich chcą /ja
                                    slysze ciągle: "TY ZNOWU CZEGOS ODEMNIE CHCESZ"/.
                                    Otóz nie: "JA NIC OD CIEBIE NIE CHCE, TYLKO MASZ DZIECI I OBOWIAZKI WOBEC NICH"

                                    Ałć, ugryzlam sie w jezyk, mialam nie zabierac glosu w sprawie ww Kasy
                            • scriptus Re: Jak zwykle... 12.08.05, 10:46
                              Tri, zestawienie zestawieniem, jedno dziecko kosztuje 10 000 złotych, drugie
                              tylko 300, to pierwsze może być nieszczęśliwe i niekochane, to drugie wręcz
                              przeciwnie. Mam w pobliżu znajomych, którzy żyją w trójkę z dzieckiem z rent,
                              razem 900 zł. Żyją bardzo skromnie, ale żyją. Ciekaw jednak jestem, jakie by w
                              razie rozwodu były w tamtym związku naliczone alimenty ... czy też 600 -700
                              złotych?? A u bezrobotnych, ludzi pracujących w przysłowiowych hipermarketach
                              za minimalne pensje? Śmieszne jest dla mnie gadanie o kosztach utrzymania,
                              koszty utrzymania są takie, jakie pieniądze można na nie wydać. Tak więc
                              roszczenia zawsze powinny być współmierne do zarobków, nie ma powodu, żeby
                              tatuś, który zarabia 8000 złotych , nie dał ze 2-3 tysiące na dziecko i nie
                              jest możliwe, by ten, który bierze na rękę 580 minimalnej pensji, czy 430
                              zasiłku dla bezrobotnych, dał 600, bo tyle wyszło w tabelce, jako koszt
                              utrzymania.
                • scriptus Re: No i powiedzieliśmy. 12.08.05, 10:26
                  Buba, łezka mi w oku stanęła, jak przeczytałem Twój post... Dobre i kochane
                  masz dzieciaki.
                  • buba77 Reaktywuję 23.09.05, 23:54
                    Jakos zyjemy. Od ponad miesiąca, jak sie ex wyprowadzil. Z czym mam problem.
                    Trudno wszystko zebrać tak, zeby działało bez zarzutu. Nie bardzo wiem czym
                    obarczać dzieci (oj, to juz nie dzieci), zeby własnie to nie bylo obarczanie a
                    obowiazki. Maja dużo zajec, ale ja też. Trudno mi jest to zaplanowac
                    iprzeprowadzic. Z przyzwyczajenia wiekszosc rzeczy robie sama (oni naprawde
                    późno wracaja i duzo sie ucza), ale chyba juz niedługo dam rade.
                    Poza tym czuje, ze powinnam zyc przede wszystkim dla siebie i chyba tego nie
                    umiem. Ale to trudno tu wytłumaczyc. Nie umiem byc szczesliwa. Nie umiem czegos
                    chciec i do tego dazyc (oczywiscie robie wiele rzeczy, moze nawet wiecej niz
                    przecietnie ludzie robia, ale jakby nie do konca na własne zyczenie). Nie mam
                    marzen. Staram sie po prostu przezyc zycie bez wyrzutów. Być w porzadku.l Od
                    zadania do zadania. Bez przyjemnosci. No moze malutkie, które ciesza, ale...
                    Czy ktoś z Was tak ma?
                    • kasia9873 Re: Reaktywuję 24.09.05, 00:07
                      Ja już tak nie mam.
                      Cieszę się każdym nowym dniem.Stawiam sobie w zyciu kolejne cele, które
                      realizuję.
                      Pomimo, że jestem sama nie czuję się samotna. Staciłam męża, ale zyskałam w
                      zamian dużo więcej. Przede wszystkim mozliwośc decydowania o sobie, możliwość
                      realizowania siebie.
                      Jestem wolna i cieszę się wolnością.
                      Zobaczysz, że to przyjdzie z czasem, jak minie ból i rany się zabliźnią.
                    • berek_76 Re: Reaktywuję 24.09.05, 11:19
                      Buba, wysłałam Ci priva smile

                      -----------------------
                      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                      You've got to kick a little
                      • dariaa76 Re: Reaktywuję 24.09.05, 23:28
                        Najgorsze jest to ze dzieci cierpią najbardziej, chociaz czasami tego nie
                        pokazuja od razu, a wychodzi to u nich po jakims czasie...Mój "kochany" jeszcze
                        mąż nie miał żadnego problemu z powiedzeniem córce prawdy..poprostu wpdał do
                        przedszkola na 5 minut usiadł z pięcioletnim dzieckiem na ławeczce i jej
                        powiedział, ze juz z nami nie będzie mieszkał, mamy jej nie kocha,ma inną
                        panią, zreszta jej młodszej siostry tez nie kocha i tylko ona jak będzie
                        chciała będzie mogła go odwiedzac w nowym mieszkaniu, a za jakies kilka dni
                        przyjechał z nową panią po dziecko do przedszkola, zeby wieczorem wpasc do mnie
                        z dyktafonem i nagrac moją złość jak dowiedziałam się ze nawet nie pomyslał o
                        uczuciach dziecka jak zobaczyła tak szybko tatusia z nową kobietą. Tylko
                        njgorsze jest to,że córka bardzo mocno to przezyła i nadal przezywa, ale z tym
                        zostałam sama...bo tatusia to juz nie obchodzi, on na złość dla mnie dopiął
                        swego i powiedział dziecku wtedy kiedy sam uznal za stosowne...czy ktoś taki ma
                        jakiekolwiek uczucia?
    • konik_morski Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 25.09.05, 03:52
      Przeczytałam ten wątek w całości i z wielkim przejęciem.
      Nie wiem czy jestem w stanie napisać nawet część tego co mi przechodzi przez głowę.
      Ja mam za sobą ponad trzy lata od rozstania. Trzy lata trudne ale bardzo szczęśliwe.
      Ma być o dzieciach...
      Więc ostatnie trzy lata naszego małżenstwa to było raz rozstanie na trzy
      miesiące a drugi raz na pół roku .Z powodów zawodowych exa.

      On się nigdy dziećmi regularnie nie zajmował , ot jak miał kaprys więc jak nie
      widziały Go w ogóle trzy miesiące nie było dużego problemu.
      Ostatnie pół roku naszego małżenstwa widywały Go co kilka tygodni.

      Decyzja o rozstaniu zmiojej strony pojawiła się w ciągu sekundy ,choć rosła we
      mnie od kilku lat.

      Syn miał 12 lat , córka 16.
      Nie wdawałam się zbytnio wszczegóły , dzieciom powiedziałam że tato jedzie do
      kolejnej pracy i na razie nie wróci a my się przeprowadzimy do innego miasta ze
      względu na ich szkoły co było zgodne z prawdą.
      Myślę że domyślały się że się rozstajemy definitywnie ale syn długo mnie o nic
      nie pytał ani specjalnie nie sprawiał wrażenia że ojca mu brakuje.
      Natomiast przeprowadziłam kilka rozmow z córką.
      Byłam zaszokowna jak wiele wiedziała o naszej wzajemnej niechęci ,ile było w
      Niej żalu i pretensji do ojca.
      Syn wreszcie zrozumiał ze tato nie wróci i nie przeżył tego specjalnie.
      Natomiast problemem okazała się pierwsza wizyta exa u nas po blisko rocznej
      nieobecności.
      Spotykał dzieci kilka razy w międyczasie, spędzili długie wakacje z synem,
      sporo czasu z córką.
      Ale to było na terenie neutralnym.
      Natomiast jak wszedłw mieszkanie które ja znalazłam i wynajęłam , próbował
      ingerowac w moją nowo zdobytą niezależność panoszyć się i roztawiac dzieci po
      kątach zaczęły się konflikty i to ostre.
      Dzieci , zwłszcza corka stanęły murem za mną.
      Może piszę nie na temat , ale myśl przewodnia jest taka że dzieci czują i
      rozumieją niezywykle dużo.
      Nie ma sensu utrzymywac nieudanego związku dla dzieci . Ja to robiłam i to był
      mój wielki bład.
      Konik
      • konik_morski Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 25.09.05, 04:08
        Teraz po ponad trzech latach dzieci mają z ojcem idealne układy.
        Z synem poszło szybciej , bo ex zabierał go od kilku lat , jeszcze przed naszym
        rozstaniem często na wakacje i byli sami dwa - trzy tygodnie.
        Od dwóch lat syn spędza prawie dwa miesiące latem z Ojcem a w tym roku doszło
        do tego trzy razy po dwa tygodnie świąt i ferii.
        Ex mieszka bardzo daleko dlatego może spędzać z synem czas tylko w ten sposób.

        Córka bardzo długo potrzebowała żeby zaakceptować ojca. Były momenty że
        przestałam wierzyć w to że kiedykolwiek się dogadają. Jeszcze w te wakacje
        boczyła się na niego trochę.
        Przełom nastąpił jak dostała się , zresztą znakomicie na studia. Ex naprawdę
        stanąl na wysokości zadania i pomaga jej bardzo dużo.

        Wiem że ten post trochę odbiega od tematu. Ale czytając Wasze wypowiedzi
        widziałam wiele lęków i niepewności które ja przezyłam.
        I wiem dziś że nie ma nic gorszego dla dzieci jak dwoje rodziców wrogich
        sobie,kłocących się , skoncentrowanych tylko na wzajemnej niechęci.
        Ostatnio szczerze rozmawiałam z córką , ma w końcu 19 lat. Pytałam czy nie ma do
        mnie żalu o to że odeszłam od Jej ojca.
        Powiedziała że nie. Ale że ma żal że zrobiłam to tak późno.
        Konik.


        • buba77 Re: Kiedy i jak powiedzieliście dzieciom 26.09.05, 00:03
          Ja też uważam, ze dzieci są mądrzejsze niz nam sie wydaje i chłona jak radary
          wszystko co sie w domu dzieje. Ale jednocześnie bardzo pragną, aby rodzice sie
          kochali i szanowali. Chcą mieć pełna rodzine. Stabilizację.
          Ciągle sie zastanawiam, jak na moich chłopców wpłynie to, że nasza rodzina była
          zawsze jakoś ułomna, słabe były więzi między mną a exem. Starałam sie
          organizować rodzinne spotkania, z dziadkami z dwóch stron, siostrami i braćmi,
          ale to było przez exa lekceważone, bywało, ze w nich nie uczestniczył. Obawiam
          się, ze chłopcy wyrośli w atmosferze, ze troche kazdy zyje po swojemu i jak mu
          wygodnie. Nie było (w sumie na szczęście) kryzysowych sytuacji, gdy rodzina
          musiała się jakos specjalnie wspierać, mobilizować do wspólnych działań w
          wypadku np. jakiejs choroby. A może przesadzam? Przeżywam jakis kryzys
          wartości, czy co?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka