Pytanie może nieco...dziwne, ale mam nieodparte wrażenie,że faceci jak ognia
unikają nawet podjęcia próby związania się /lub nawiązania kontaktu/ z
kobietą "po przejściach", a już nie daj Boże jeszcze z dzieckiem, co
wnioskuję np. po sobie , dwóch-trzech koleżankach i kilkunastu rozmowach z
dziewczynami na necie, mającymi podobną sytuację życiową.
No właśnie: czemu?
Może napiszę na swoim przykladzie, będzie łatwiej analizować: jestem wciąż
jeszcze (wg polsko-zaściankowo-katolickich kryteriów) młoda, wykształcona, ze
średnio dochodową, ale stabilną pracą; na ulicy nikt nie odwraca się na mój
widok z odrazą; mam wspaniałego, rezolutnego, pogodnego, kilkuletniego syna,
który naprawdę mógłby byc marzeniem i wzorem syna dla niejednego Taty, pisze
to (prawie)zupełnie obiektywnie, naprawdę jest świetny, moja rodzina,
znajomi, przygodnie poznani ludzie są nim oczarowani-no i tu wlaśnie
zaczynają się schody:
Przykład: poznaję jakiegos faceta(wiek różny,głównie pomiędzy 2%a 40l.),
niezobowiązująca rozmowa, spędzamy miło wieczór, gawędząc i flirtując, temat
w ktoryms momencie schodzi na nazwijmy to uklady prywatne, i kiedy wspominam
o tym,że jestem po rozwodzie(czego nie ukrywam, ale też nie nosze naklejki na
czole,że jestem "po"), facet najczęściej lekko sztywnieje, pyta z reguły, czy
mam dzieci, a kiedy odpowiadam,że tak, mam kilkuletniego syna, najczęściej
powowli zaczyna się wycofywac i w zależności od klasy własnej znika w różnym
tempie. czasami taka znajomość trwa 10 minut, czasami wieczór, czasami
tydzień.
Dla wyjaśnienia:
-NIE JESTEM: Matką-Polką,nawiedzoną wizją genialności własnego potomstwa i
wystawiającą je na piedestały, zamęczającą rozmówcę opowieściami z jego
dzieciństwa
-NIE SZUKAM rozpaczliwie męża, ani ojca dla dziecka (bo go ma), nie
oświadczam się po 10 minutach i nie próbuję złapać faceta na cokolwiek,byle
złapać.
BOże, czy to takie NIENORMALNE, że rozwódka, mimo wcześniejszych życiowych
komplikacji chciałaby sobie na nowo ułożyć życie??!
Czy to takie nienormalne,że się chce z kimś być, mimo tego,że kiedyś tam juz
raz się człowiek sparzył??!
Czego wy się tak w tych rozwiedzionych-i tych z dziecmi- boicie??!
(przepraszam za literówki-zmęczenie materiału

)