ak70
15.12.05, 07:53
...z moim jeszcze-nie-ex zostały podjęte. Inicjatywa była moja (jak zwykle),
on łaskawie (no dobra, jestem złośliwa) wyraził zgodę. Pierwsza rozmowa
odbyła sie w jego mieszkaniu, gdzie - załamana na maxa, uryczana, z
zapuchniętymi oczami - pojechałam i czekałam pod drzwiami pół godziny, bo
jeszcze go nie było. Potem rozmawialiśmy na neutralnym gruncie - wtedy
dowiedziałam się, że on nie wie czy mnie jeszcze kocha, nie wie co do mnie
czuje, ale dla niego bliskość to sex i jak chcę go do siebie przywiązać i
przekonać to mam się z nim kochać (?!!). Po lekturze książek z
serii "Marsjanie i Wenusjanki..." chyba wiedziałam, że tak może być, ale
problem polega na tym, że ja się zwyczajnie boję. Dla faceta sex to tylko
sex, a kobieta, kiedy kocha (a niestety tak jest w moim przypadku-nie
potrafie przestac go kochac) oddaje sie nie tylko ciałem, ale i dusza.
Jeszcze nie wylizalam i nie wygoilam ran po poprzednim rozstaniu, dlatego
panicznie boje sie, ze kiedy dam mu to czego chce (wymaga?) bede cierpiec
jeszcze bardziej (zwłaszcza, że nie wiadomo, co z tych rozmów wyjdzie). Kiedy
kilka dni potem poszliśmy na zakupy świąteczne dla dzieci, a ja kupiłam dla
siebie do domu parę rzeczy - celowo zabrał je do domu, abym musiała po nie
przyjechać. Kiedy to zrobiłam - w jego domku nastrój, kadzidełko, Karmi dla
mnie, piwko dla niego "usiądź, pogadamy jeszcze", itp. Nie zwietrzyłam
podstępu, pełna dobrych chęci zostałam, a potem okazało się, że on chciał
najzwyczajniej w świecie zaciągnąć mnie do łóżka. Pewnie nasi forumowicze
płci męskiej teraz stwierdzą, że to normalne, ale dla mnie to nie było
normalne - rozstaliśmy się, przez prawie pół roku nie wykazywał chęci
porozumienia, a teraz po dwóch spotkaniach uważa, że mam z nim iść do łóżka
jakby nigdy nic. "Bo to mu ułatwi podjęcie decyzji, bo wtedy być może znowu
odczuje moją bliskość i będzie chciał być z nami".
Nie rozumiem tego i nie wiem co robić... Kiedy mnie czasem pocałuje na do
widzenia (tak, tak, to sie mu zdarza), czuję, że mam ochotę na więcej. Ale
ten paniczny strach przed konsekwencjami, których bym nie chciała po prostu
mnie paraliżuje... co robić????!!!