Dodaj do ulubionych

Rozmowy...

15.12.05, 07:53
...z moim jeszcze-nie-ex zostały podjęte. Inicjatywa była moja (jak zwykle),
on łaskawie (no dobra, jestem złośliwa) wyraził zgodę. Pierwsza rozmowa
odbyła sie w jego mieszkaniu, gdzie - załamana na maxa, uryczana, z
zapuchniętymi oczami - pojechałam i czekałam pod drzwiami pół godziny, bo
jeszcze go nie było. Potem rozmawialiśmy na neutralnym gruncie - wtedy
dowiedziałam się, że on nie wie czy mnie jeszcze kocha, nie wie co do mnie
czuje, ale dla niego bliskość to sex i jak chcę go do siebie przywiązać i
przekonać to mam się z nim kochać (?!!). Po lekturze książek z
serii "Marsjanie i Wenusjanki..." chyba wiedziałam, że tak może być, ale
problem polega na tym, że ja się zwyczajnie boję. Dla faceta sex to tylko
sex, a kobieta, kiedy kocha (a niestety tak jest w moim przypadku-nie
potrafie przestac go kochac) oddaje sie nie tylko ciałem, ale i dusza.
Jeszcze nie wylizalam i nie wygoilam ran po poprzednim rozstaniu, dlatego
panicznie boje sie, ze kiedy dam mu to czego chce (wymaga?) bede cierpiec
jeszcze bardziej (zwłaszcza, że nie wiadomo, co z tych rozmów wyjdzie). Kiedy
kilka dni potem poszliśmy na zakupy świąteczne dla dzieci, a ja kupiłam dla
siebie do domu parę rzeczy - celowo zabrał je do domu, abym musiała po nie
przyjechać. Kiedy to zrobiłam - w jego domku nastrój, kadzidełko, Karmi dla
mnie, piwko dla niego "usiądź, pogadamy jeszcze", itp. Nie zwietrzyłam
podstępu, pełna dobrych chęci zostałam, a potem okazało się, że on chciał
najzwyczajniej w świecie zaciągnąć mnie do łóżka. Pewnie nasi forumowicze
płci męskiej teraz stwierdzą, że to normalne, ale dla mnie to nie było
normalne - rozstaliśmy się, przez prawie pół roku nie wykazywał chęci
porozumienia, a teraz po dwóch spotkaniach uważa, że mam z nim iść do łóżka
jakby nigdy nic. "Bo to mu ułatwi podjęcie decyzji, bo wtedy być może znowu
odczuje moją bliskość i będzie chciał być z nami".
Nie rozumiem tego i nie wiem co robić... Kiedy mnie czasem pocałuje na do
widzenia (tak, tak, to sie mu zdarza), czuję, że mam ochotę na więcej. Ale
ten paniczny strach przed konsekwencjami, których bym nie chciała po prostu
mnie paraliżuje... co robić????!!!
Obserwuj wątek
    • zwierciadlo0 Re: Rozmowy... 15.12.05, 09:24
      Hm, moj tez mowil, ze bliskosc to sex, ze UWAGA - on ma potrzeby a ja jako zona
      powinnam je zaspakajac, spelniac - w sensie kiedy i gdzie on chce. Troche jak
      maszynka. Kiedy tlumaczylam, ze dla mnie sex to co wazniejszego jak
      tylko "ruchy frykcyjne"smile to sie oburzal ze ksiezniczka jestem.

      ak70, nie znam Waszej sytuacji dokladnie, ale zdazylam sie zorientowc ze macie
      dzieci, wiec sie nie wypowiem, bo sama tego nie przeszlam. Ale szacunek sie
      Tobie nalezy zdecydowanie!! jako kobiecie, zonie, matce! Poza tym znam paraliz
      asexualny pochodzacy z obawy przed partnerem i braku zaufaniasad Zbulwersowalo
      mnie stwierdzenie Twojego Meza: ze masz z nim isc do lozka to mu ulatwi
      podjecie decyzji. On szuka najprawdopodobniej w Tobie tej kobiety ktora nie
      jestes.
      Co nie zmienia chyba ogolnie przyjetego faktu ze mezczyzna szuka ostrej babki w
      lozku i lagodnej matki dla swouch dzieci, a to jest trudne do pogodzenia
      najczesciej...
      Trzymaj sie dzielnie!
    • tricolour A czy Wy wiecie... 15.12.05, 11:32
      ... za kogo wyszłyście za mąż?

      Bo tak to się jawi, że zupełna niewiadoma nagle! Albo "spostrzeżenie", że faceci
      różnią się od kobiet...

      • maheda Odezwał się przedstawiciel płci. 15.12.05, 12:06
        która WCALE po jakimś czasie po ślubie nie mówi "moja żona myśli i ocenia świat
        w tak porąbany sposób, ma taki system wartości, że mi się w pale nie mieści!"
        big_grin big_grin big_grin
        ROTFL smile)))))))))))))))))))))))))))
        • tricolour Już po raz kolejny... 15.12.05, 12:19
          ... czepiasz się mojej byłej żony. Czy mógłbym Cie prosić, abyś się od niej
          odpimpała?
          • maheda Nie mówię o Twojej Eks-Żonie 15.12.05, 12:24
            Mówię, że jesteś przedstawicielem płci, której inni przedstawiciele właśnie w
            ten sposób mówią o swoich żonach.
            Oczywiście, wiem, że zdarzają się wyjątki.
            Ale jest znaczna ilość mężczyzn, którzy po ślubie też się "nagle orientują", że
            kobiety się różnią od mężczyzn (mowa o różnicy psychicznej).
            • tricolour Kończąc temat mojej byłej żony... 15.12.05, 17:33
              ... dodam tylko, że nie obchodzi mnie, co robi, jak żyje, jaki mam system
              wartości, a jakie zachowania. Kiedyś napisałem nawet, że nie obchodzi mnie czy
              ma co jeść i to też jest prawda. Prawda w takim sensie, że jak nie rozmawia się
              o niczym, to o jedzeniu w szczególności.

              Są w niej rzecy, które mi sie nie podobają, a są i takie, które podziwiam. Ale
              nie przywiązuję do tego większego znaczenia, bo takie różne odczucia żywię też
              do innych osób i moja była żona nie jest nikim wyjątkowym poza jednym: jest
              matką mojego jedynego dziecka. Ale to też się pewnie zmieni...
              • maheda Re: Kończąc temat mojej byłej żony... 15.12.05, 17:40
                O tyle, że zacznie być matką pierwszego dziecka wink

                U Ciebie też tak na dworze wieje? U nas bardzo...
                • tricolour Wieje jak cholera... 15.12.05, 17:41
                  ... a do tego pełnia.

                  Nie dziwota żem wredny ponad ludzką miarę...
    • akacjax Re: Rozmowy... 15.12.05, 18:18
      ak70 napisała:
      > Nie rozumiem tego i nie wiem co robić... Kiedy mnie czasem pocałuje na do
      > widzenia (tak, tak, to sie mu zdarza), czuję, że mam ochotę na więcej. Ale
      > ten paniczny strach przed konsekwencjami, których bym nie chciała po prostu
      > mnie paraliżuje... co robić????!!!


      Zastanowiło mnie to...czy tu potrafisz stwierdzic, czy tęskno Ci za bliskością i seksem z m., czy po prostu czujesz się samotna i byłoby fajnie mieć męskie wsparcie?
      Bo to odpowiedź, czy jeszcze kochasz na tyle, że mogłabyś powalczyć?
      Ale on na razie jakoś wypada blado...sam nie wie, czego chce(oprócz seksusmile, nawet nie wie, czy mógłby się postarać, przyłożyć do naprawy Waszego małżeństwa. A naprawa akurat dokładnie odwrotnie, nie powinna zacząć się od seksu, ale raczej seks powinien pojawić się jako efekt naprawy...



      • zwierciadlo0 Re: Rozmowy... 15.12.05, 20:23
        Dokladnie tak, poza tym ulegajac jego "zachciankom" nie najwyzszych lotow
        pokazujesz mu, ze zawsze i wszystko jestes w stanie mu dac, czyli znow on gora.
        Nie zapominaj o sobie!
        • ak70 Re: Rozmowy... 16.12.05, 10:32
          Dziewczyny... obie macie racje, bo tak naprawdę ja nigdy nie mialam innego
          faceta i zresztą nie chciałam go mieć. Ale - jak powiedziała zwierciadlo -
          znowu zapominam o sobie. Zapomnialam na tyle, aby wczoraj dac mu to czego
          chcial... potem zapytał: żałujesz? powiedziałam mu, że i tak i nie, ale on po
          chwili - kiedy się rozbeczałam jak dziecko pod wpływem nagromadzonych emocji,
          które w końcu musiały znaleźć ujście - powiedział: wiem, że żałujesz. Leżeliśmy
          przytuleni i kiedy zamknęłam oczy poczułam się jak dawniej, ale kiedy otwarłam
          i zobaczyłam, że to nie jest nasz dom - tylko jego wynajęte mieszkanie - eech!
          Chciałam tak leżeć i zatrzymać czas... choć w sobie czułam wielki ból...
          Potem odwiózł mnie do domu... do tej pory zero kontaktu... żadnych smsów...
          Powiedzcie, że to nie był błąd!!! Czy muszę dać mu czas na przemyślenia??? Nie
          wiem... ten natłok myśli, pragnień, tęsknot, strachu, bólu, rozczarowania - nie
          potrafię sobie z tym poradzić... powiedzcie coś, proszę...
          • dobrydzien Re: Rozmowy... 16.12.05, 12:32
            dziewczyno

            zacznij nowe życie

            to był błąd i nawet On to zrozumiał
            • porucznikk Re: Rozmowy... 16.12.05, 12:51
              Dowala Ci w absurdalny, ordynarny sposób, na wszelkie sposoby chce Cię poniżyć.
              Pracowałem wśrod facetów, wśrod mundurowych jest wielu rozwodnikow.On liże swoje
              rany, nie umie inaczej, bo nikt go nie nauczył, ale to już nie Twój Problem.
              por.
          • shimmya Re: Rozmowy... 17.12.05, 03:33
            ak70 nie czuj się winna, proszę...
            To naturalne, że czujesz się strasznie, że potrzebujesz ciepła. Zobacz, czy
            dostałaś naprawdę ciepło...sad Nie powinnaś czuć się winna, powtórzę to jeszcze.
            To nie Ty potraktowałaś bliską Ci osobę przedmiotowo a ona Ciebie. To, co
            piszesz, na to wskazuje. Choć nigdy nie można być pewnym najgłębszych intencji
            w sercu drugiego człowieka...
            Ważne jest to, że Ty sama czujesz, że nie tędy droga. Nie chcę Ci dawać żadnych
            rad. Sama widzisz wszystko dobrze. Jeśli nie chcesz naprawdę takich sytuacji,
            staraj się unikać okoliczności, w których o nie łatwiej. Radzenie sobie w
            pojedynkę to też dla Ciebie ból, ale chyba inny ból, prawda?

            Aha, jaki ma sens takie dziwne uogólnienie, że "dla faceta sex to tylko sex".
            Chcesz eksa usprawiedliwić, że jest jednym z wielu a nie taki najgorszy?

            Pozdrawiam i życzę sił!!!
          • nangaparbat3 Re: Rozmowy... 17.12.05, 23:48
            KOchanie, wydaje mi sie, ze robisz z seksu cos w rodzaju karty przetargowej.
            piszesz, ze kiedy calował Cię na pozegnanie chciałaś czegoś wiecej, a zaraz w
            następnym poście, że DAŁAŚ MU CZEGO ON CHCIAŁ - a przecież Ty tez tego
            chciałaś. I nie powiedziałaś mu , co czujesz, że chciałabys zatrzymać czas i
            tak leżeć przytulona do niego, za to powiedziałaś, że żałujesz, że mieliście
            seks. Wydaje mi się, że on może myśleć, że sypiasz z nim z łaski albo z
            obowiązku. Za to Ty chyba traktujesz seks smiertelnie poważnie i łączysz z nim
            poczucie winy, ewidentnie tak jest, boisz się, że jesli pójdziesz z własnym
            mężem do łóżka zapłacisz za to jakimś wielkim cierpieniem. I to działa jak
            samospełniająca sie przepowiednia.
            ja wiem tylko tyle, co w tym wątku, moze gdzieś było więcej, ale on wcale takim
            potworem mi sie nie wydaje. Natomiast wydaje mi się, że on może sądzić
            (absolutnie przy tym nie twierdzę, ze słusznie), że to Ty traktujesz jego
            przedmiotowo. Albo traktowałaś.
            W ogóle wydaje mi się, że część Twoich problemów bierze się stąd, że myslisz o
            seksie, że "mężczyzna bierze, a kobieta daje, i najczęściej musi za to bolesnie
            zapłacic".
    • zwierciadlo0 Re: Rozmowy... 16.12.05, 13:44
      ak70,
      potwornie mi Ciebie zal, czuje ze jestes pogubiona, ale kochajaca. Znam to
      uczucie sprzed lat. Nie boj sie zawalczyc o siebie!! O wlasna godnosc,
      szacunek. Nie moze byc tak ze robisz cos na sile, dla niego, sama cierpiac
      potwornie. On Ciebie poniza...sad Dowartosciowuje sie Twoim kosztem. Zwiazek to
      kompromis przyjety przez 2 ludzi, nie tylko przez Ciebie, a za przeproszeniem
      jasnie Pan sie zgodzi lub nie byc z Toba. Zdenerwowalam sie.
      Przytulam Ciebie! Pamietaj, ze jestes tak samo wazna! Nic na sile.
      • porucznikk Re: Rozmowy... 17.12.05, 09:09
        zwierciadlo0 napisała:

        > Zwiazek to
        > kompromis przyjety przez 2 ludzi, nie tylko przez Ciebie, a za przeproszeniem
        > jasnie Pan sie zgodzi lub nie byc z Toba.
        Zastanawiałem się niedawno, z kim stworzyłbym ewentualnie nowy związek.
        Musiałaby to być taka kobieta, która sama umiałaby dostrzegać moje granice.
        Wiem, że nie zawsze jest to możliwe. Jestem za stary i chyba zbyt zniechęcony,
        żeby mi się jeszcze chciało budować barykady i ich bronić. Oczywiście
        dopuszczam wszelki rozsądny kompromis, inaczej - zrozumienie potrzeb,
        uwarunkowań, ale na drodze wzajemnego przepływu informacji, a nie wymuszonych
        ustępstw i wywalczonego pola.
        por.
        • zwierciadlo0 Re: Rozmowy... 17.12.05, 19:15
          Tam gdzie sie zaczyna walka konczy sie zwiazek.
          • ak70 Re: Rozmowy... 19.12.05, 08:13
            Zwierciadlo - jedno zdanie, ale w samo sedno. Przeczytałam co napisaliście -
            wielkie dzięki za wszystkie słowa otuchy! Nie znam Was, ale czuję jakbym nie
            była sama z problemem, a to dla mnie bardzo dużo znaczy.
            On nie jest zły - wiem, powiecie, że go bronię - myślę, że też się pogubił, bo
            sytuacja dla nas obojga była bardzo złożona. Kłopoty z pracą, biznes, który nie
            wypalił, a pozostawił po sobie tylko furę długów, decyzja o stołowaniu sie u
            rodziców, bo nie było nas stać na obiady, pojawienie się drugiego dziecka...
            Bardzo dużo sie na nas zwaliło w krótkim czasie i oboje nie potrafiliśmy sobie
            z tym poradzić, jedno wyładowywało frustracje i bezsilność na drugim. To trwało
            przez prawie 3 lata, aż do mnie dotarło, że nie tędy droga. Przez ostatni rok
            kiedy mieszkaliśmy jeszcze razem starałam się scalić to małżeństwo, ale byliśmy
            juz za daleko od siebie, a jednocześnie za blisko (wspólne mieszkanie). On
            warczał na mnie bez przerwy, nie pomagał przy dzieciach, w zasadzie w ogóle nie
            pomagał, celowo robił mi na złość (przyznał się teraz do tego). Znosiłam to
            przez ponad pół roku, ale drogo mnie to kosztowało, w końcu sie wypaliłam,
            postanowiliśmy sprzedać mieszkanie, spłacić wszystkie długi i rozstać się. A co
            dalej to już wiecie...
            Jak będzie teraz? Nie wiem... bardzo się boję, bo jeszcze moje rany po jego
            zachowaniu są bardzo świeże. Ale mamy dwóch wspaniałych synów, którzy bardzo
            ojca potrzebują (zwłaszcza starszy-9 lat-który jest okropnie zagubiony i nie
            bardzo potrafię sobie z nim teraz poradzić i dotrzeć do niego) i tęsknią za
            nim... ja też tęsknię za tym co było przed, choć wiem, że tak już nigdy nie
            będzie. Jednak uważam, że zasługujemy na drugą szansę.
            Narazie rozmowy są prowadzone, a co z tego wyjdzie nie wiem... bardzo sie boję,
            bo jeśli zdecydujemy sie zejść i nam nie wyjdzie najbardziej ucierpią dzieci, a
            starszy już stwarza problemy. Mały ma dopiero 2 lata i narazie niewiele
            rozumie, choc tęskni za tatą.
            Ale macie rację, że seks nie załatwi sprawy...
            • maheda Re: Rozmowy... 19.12.05, 08:26
              No to pozostaje trzymać kciuki za Twojego (byłego) męża - żeby przestał myśleć
              tylko o tym, że JEMU jest źle i zaczął być odpowiedzialny również za Twoje
              uczucia, no i oczywiście uczucia Waszych dzieci.
              Czego Ci życzę od zaraz. Pstryk! i jest... *wzdychuś*
    • berek_76 Re: Rozmowy... 17.12.05, 22:21
      ak - nie daj sobą manipulować. Ja jestem teraz w podobnej sytuacji i walczę z
      zaciśniętymi zębami. Jest trudno. Ale chyba się da.

      Spokoju na Święta.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • ak70 Re: Rozmowy... 19.12.05, 12:16
        Jest bardzo trudno. Dzięki za życzenia - Tobie też spokoju, miłości,
        wdzięczności, ciepła rodzinnego.
        • kuragan Re: Rozmowy... 19.12.05, 19:05
          Nie wiem dlaczego tak jest, ale z tego czego doswiadczylam wynika, ze jesli w
          ogole chce sie ratowac zwiazek, jesli to mezczyzna mowi ze "nie wie czy kocha"
          to lepiej zeby seksu na jakis czas nie bylo.
          Nie potrafie w tej chwili zadnej sensowenej teorii na ten temat wyprodukowac,
          ale tak wynika z moich doswiadczen.
          Ja wiem, ja cie rozumiem, tez potrzebowalam bliskosci i ciepla, ale...

          pozdrawiam cieplo
          • ak70 Re: Rozmowy... 22.12.05, 09:07
            Masz rację... ale... zastosował wobec mnie szantaż, bo powiedział (oczywiście
            nie wprost, ale taki był sens jego słów), że jeśli nie pójdę z nim do łózka to
            w ogóle nie będzie się na nasz temat zastanawiał, że narazie jest na rozdrożu i
            jak chcę go do siebie przekonać to musze zrobić to co on chce, itp. Wiem, to
            był błąd, że uległam... teraz ciągle pyta kiedy znowu do niego przyjdę - choć
            wiem, że nie po to aby rozmawiać sad
            Ale ogólnie nasze relacje sie poprawiły, więc jest też jakis niewielki
            pozytywny skutek moich "działań".
            Nie wiem juz co o tym myśleć...
            • dobrydzien Re: Rozmowy... 22.12.05, 11:53
              Jeśli myslisz że Twoje "działania" naprawią związek to jesteś ogromnie uboga
              emocjonalnie. Traktujesz sex jako kartę przetargową nie jesteś wcale lepsza od
              swego męża. Mam wrażenie że do siebie wrócicie bo Tobie odpowiada związek bez
              miłości z jego strony, wystarczą "dzialania", szafujesz uczuciami dzieci a on
              jeszcze nie znalazł jeszcze innej kobiety.
              • ak70 Re: Rozmowy... 22.12.05, 12:14
                Nie masz zielonego pojęcia o czym mówisz, więc nie skomentuję Twojej
                wypowiedzi...
                • nangaparbat3 Re: Rozmowy... 22.12.05, 23:53
                  Ak, Dobrydzień bardzo ostro to powiedział, niepotrzebnie to o dzieciach, nie
                  widzę, skąd takie wnioski, ale co do seksu - Ty naprawdę robisz z niego karte
                  przetargową, już to napisałam parę dni temu, bo widać to jak na dłoni. Sądzę,
                  że czynisz to podświadomie , absolutnie bez złej woli.
                  Pytasz, czy dla Ciebie już za późno na szczęście? Myslę, że nie, w końcu nie
                  tak trudno znaleźć kobietę, z którą by mozna sypiać - widać zależy mu, by robić
                  to z Tobą, Ty chcesz to robić z nim, i fajnie. Ale mowisz o seksie jak
                  szesnastolatka, która naczytała się romansów z XIX wieku. Popełniłam błąd, bo
                  mu uległam.. Kobieto, o czym Ty mówisz? jestes jego żoną, masz z nim dzieci,
                  kochasz go, a przynajmniej zalezy Ci na nim, i chcesz z nim sypiać - a potem
                  wypisujesz takie rzeczy????
                  • zwierciadlo0 Re: Rozmowy... 23.12.05, 09:11
                    Wyluzujcie przed Swietami. Kazdy ma prawo do wypowiedzi. Wszystko mozna
                    powiedziec tylko moze nie w taki drastyczny sposob...
                    Ak70! Nie zapominaj o swoich potrzebach i szacunku do samej siebie, ale to juz
                    pisalam...
                    Pozdrawiam.
                  • ak70 Re: Rozmowy... 27.12.05, 08:33
                    Robię z tego karte przetargową... może macie i rację, ale czy miałam jakieś
                    wyjście? Jeśli wyraźnie powiedział mi, że jak nie będzie seksu to nie będzie i
                    rozmów... ale teraz juz wiem, że to był błąd. Teraz oczekuje, że będę do niego
                    przychodzić, robic mu niespodzianki, kusić, starać się przekonać go do siebie.
                    Ostatnio podczas rozmowy zarzucił mi, że nigdy nie starałam się być dla niego
                    atrakcyjna - pewnie miał rację, ale on też się nie starał, a pomimo to był
                    jedynym facetem na którego patrzyłam i z którym chciałam być... Mamy inne
                    poglądy na pewne sprawy - czy mamy drugą szansę, czy ja sie tylko łudzę? Dla
                    mnie rodzina jest święta, kiedy wyszłam za jednego faceta inni dla mnie nie
                    istnieją. On bez krępacji na ulicy ogląda się (w mojej obecności) za
                    dziewczynami w mini i z dużym dekoltem - tłumaczy, że jest wzrokowcem i
                    normalnym facetem, ale, że mnie nie zdradził. Czy ja jestem nienormalna? Jeśli
                    się pobraliśmy i mamy dzieci, to czy to oznacza, że nadal musze o niego
                    zabiegać, uwodzić go i przekonywać do siebie? Czy ja tego od niego wymagam?
                    Nie! On jest moim mężczyzną i to jest w nim najbardziej atrakcyjne! Dlaczego to
                    musi być takie trudne? Ja nie potrafię uwodzić, dzięki jego zachowaniom
                    (oglądanie zdjęć panienek, gapienie się na inne kobiety, uwagi co do mojego
                    ubioru czy zachowania) czuję się brzydka, nieatrakcyjna i w ogóle do niczego...
                    a on chce, abym go uwodziła??! To jest niewykonalne... Nie wiem czy to jeszcze
                    ma sens, bo mam wrażenie, że nasze oczekiwania są bardzo daleko od siebie...
                    nadajemy na różnych falach... Nie ma w nim takiej opiekuńczości, np. wczoraj
                    poprosiłam go czy nie pohjechałby do Tesco kupić pampersy dla małego,
                    powiedział, że nie ma kiedy, bo pracuje na drugą zmianę (od 10), więc ja na to,
                    że przecież może pojechać rano, a on, że sie musi wyspać. I tak było zawsze,
                    jego potrzeby najważniejsze. To ja się teraz będę tłuc z zakupami autobusem, po
                    pracy, bez obiadu (on zabrał samochód, kiedy się rozstawaliśmy)- czy to jest
                    wyraz miłości?? Chyba tak... ale wyłącznie do siebie...
                    Już nie wiem co o tym myśleć i co robić...
                    • wena10 Re: Rozmowy... 27.12.05, 23:32
                      Pytasz, co o tym myśleć... Myśl jak najgorzej. To będzie wyraz trzeźwej oceny
                      sytuacji. Według mnie Twojemu panu (tak! tak! jest Twoim właścicielem) wcale na
                      Tobie nie zależy. Żaden facet, który kocha swoją kobietę, który ją szanuje,
                      nie postępowałby tak, nie wyobrażam tego sobie. I nie wyobraża tego sobie mój
                      mężczyzna. A Wy, Panowie?
                      • porucznikk Re: Rozmowy... 28.12.05, 11:02
                        Wolałbym zapłacić panience, która żyje z sexu. Byłoby uczciwie: usługa - kasa.Aż
                        tak bym się nie poniżył, żebym zmuszać szantażem.
                        por.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka