Dodaj do ulubionych

Jak uratowac DUME

26.01.06, 15:59
Jestesmy małżeństwe 4 lata,mamy syna 3 latniego.
Duza pracujac ponad 12h dziennie na 2 etaty, podczas ciazy i wychowania
dziecka przez 2 lata zabilem milosc zony.
Zona nie pracuje i swietnie sie bawi zdradzaja mnie z roznymi facetani
poznanymi przz internet, gdy jestem w pracy.
Aktualnie ona chce rozwodu, mojej wyprowadzki z mieszkania, przepisania jej
mieszkania (kupili jej rodzice, zapisujac na nas).
Ogolnie czuje sie zdolowany, zaistaniala sytuacja, to nie ja zdradzilem a mam
placic za to....

Zle nie chcialem nie mam zadnych nalogow (procz pracowitosci) co ona uznaje to
za chorobe.
On juz mnie nie szanuje, a ja nie wiem jak odzyskac jej szacunek.
Rozmow nie podejmuje, tylko zarzuty ze ja zle traktuje.
Z archiwow wiem jaki i gdzie szuka kochankow.
Ja przez jej zachowanie zle sie czuje trodno mi o pozadanie wobec niej wiec
nie uklad nam sie w lozku (wiecie choroby moga sie przypaletac).

Jeszcze jestsem zdolny jej wybaczyc, moze zaufac, ciagle tli sie we mnie
uczucie. Jest w szczegolnosci wielka milosc do wspanialego syna.

A)
Czy jako facet powienienem wywalic zone na zbity pysk z domu?
Zmienic zamki? Okupowac mieszkanie przez pare dni (bedac na urlopie?)
To byloby szybko zweryfikowane przez police.
B)
Wyjechac w kraj z synem?
- porwanie.
C)
Pozew o rozwod z jej winy? To bedzie wojna i zniszczy mnie i ja.
D)
Obic - to nie w moim stylu.

E)
Dac sobie spokoj i odejsc w zgodzie, rozwod i nowe zycie.


Pozdrawiam moze ktos mi poradzi co zrobic...
Obserwuj wątek
    • frankhestain Re: Jak uratowac DUME 26.01.06, 16:14
      E - ja tak zrobilem szybki podzial majatku rozwod bez orzekania o winie dla mnie
      jedyne rozsadne wyjscie

      po jakims czasie przynajmniej bedziesz mial dla siebie szacunek ze postapiles
      jak facet

      wszystkie inne rozwiazania nic nie zmienia jeszcze pogorsza a pokazesz ze jestes
      slaby stracisz czas i zdrowie na walke z rzeczywistoscia



    • nangaparbat3 Re: Jak uratowac DUME 26.01.06, 16:21
      Dobrymi radami piekło jest wybrukowane, jak pewnie wiesz. Więc czytaj
      ostroznie.
      Jesli w Tobie tli się jeszcze uczucie i chciałbyś ratować małżeństwo, to trzeba
      sie upewnić, że ona o tym wie. Tak mi sie wydaje, że żeby cokolwiek z tego
      było, niezbędny Wam będzie mediator.
      Czy jesteś pewien, że ona Cie zdradzała? Może tylko flirtowała - nawet ostro -
      przez internet. Z archiwum wiesz, że się umawiała - ale to jeszcze nie znaczy,
      że na pewno zdradziła.
      Jeśli zdradzała z facetami poznanymi przez internet, to masz rację, że trzeba
      brać pod uwagę choróbska. Przebadać się po prostu.
      I jeśli wszystko co piszesz, jest prawdą, to pamietaj, że takie postępowanie
      świadczy o niej, nie o Tobie. Ona powinna się wstydzić, nie Ty.
      • y016172 Re: Jak uratowac DUME 26.01.06, 16:45
        Wiem ze dobrymi radami pieklo wybrukowane.
        Ale potrzebuje wielu opinii.

        E. rozwiazanie zostalo przedystkutowane z nia i zgodzilismy sie na podzial i
        szybko rozwod.
        Tylko ze ja sie czuje oszukany jako czlowiek, maz, chrzescijanin itd.
        To nie ja SWIADOMIE niszcze rodzine.

        Cod odowodow to zdjec nie mam, ale inne sa wystarczajace, chociaz czy warto
        zbierac te zdjecia? Robic nalot i pokazywac jawnie ze sie wie i ma dowody
        obijajac dupkowi morde?
        Moze to by bylo odpowiednie do sadu dla orzekania o winie. Tylko szkoda zdrowia
        i majatki ktorego wiekszosc zje sprawa i panstwo.

        Moze tli se we mnei nadzieja ze po pewnym okresi ona zmadrzeje i wroci na dobra
        droge, chyba te kobiety do glupie istoty.

        Moze tez zlapie HIVa.

        Mediatora juz proponowalem 1.5 roku temu po wizycie w poradni, spoktalem sie ze
        stanowczym NIE.
        • frankhestain Re: Jak uratowac DUME 26.01.06, 18:10
          y016172 napisał:

          > Wiem ze dobrymi radami pieklo wybrukowane.
          > Ale potrzebuje wielu opinii.
          >
          > E. rozwiazanie zostalo przedystkutowane z nia i zgodzilismy sie na podzial i
          > szybko rozwod.
          > Tylko ze ja sie czuje oszukany jako czlowiek, maz, chrzescijanin itd.
          > To nie ja SWIADOMIE niszcze rodzine.

          ty 12 godzin w pracy a ona z kochankim to nazywasz rodzina
          >
          > Cod odowodow to zdjec nie mam, ale inne sa wystarczajace, chociaz czy warto
          > zbierac te zdjecia? Robic nalot i pokazywac jawnie ze sie wie i ma dowody
          > obijajac dupkowi morde?
          > Moze to by bylo odpowiednie do sadu dla orzekania o winie. Tylko szkoda zdrowia
          > i majatki ktorego wiekszosc zje sprawa i panstwo.
          >
          zrobisz magiel nic ponadto

          > Moze tli se we mnei nadzieja ze po pewnym okresi ona zmadrzeje i wroci na dobra
          > droge, chyba te kobiety do glupie istoty.
          >

          premawia przez ciebie zlosc
          > Moze tez zlapie HIVa.
          >


          > Mediatora juz proponowalem 1.5 roku temu po wizycie w poradni, spoktalem sie ze
          > stanowczym NIE.

          NIE tzn NIE podjela decyzje i trzeba to uszanowac

          tak naprawde ni ma spsobu zeby zmusic kobiete zeby z toba byla
          pozwol odejsc i niech emocje opadna a potem zobaczysz moze i tobie bedzi lepiej
        • phokara Re: Jak uratowac DUME 26.01.06, 18:31
          > Tylko ze ja sie czuje oszukany jako czlowiek, maz, chrzescijanin itd.
          > To nie ja SWIADOMIE niszcze rodzine.

          No ale sam napisales, ze to Ty zabiles milosc zony, wiec w jakis sposob (swiadomie czy nie) ta
          rodzine tez zniszczyles. Wiec nie wiem czemu tak sie strasznie czujesz oszukany. Mysle, ze
          ona tez sie moze czuc oszukana i zawiedziona, stad takie dzialanie. Czy 'zmadrzeje' i wroci to
          nie wiem, paradoksalnie moze byc to najglupsze rozwiazanie z mozliwych.

          Natomiast sprecyzujmy pytanie: czy ono brzmi 'jak uratowac dume' czy 'jak uratowac
          malzenstwo'?. Bo jesli to drugie to nie wiem, a na pierwsze dostales chyba sluszna rade od
          kolegi Frankenstaina. Nie ma co sie szarpac i robic sobie i jej pod gore, bo zadnego pozytku z
          tego nie bedzie, a juz z pewnoscia utraconego w oczach zony szacunku Ci to nie wroci. Tylko
          sie nameczysz, a sam slusznie napisales, ze szkoda zdrowia. Godnosci zreszta tez.

        • nangaparbat3 Re: Jak uratowac DUME 26.01.06, 19:10
          Jakoś myslałam, ze to świeża sprawa, a Ty piszesz, ze juz 1,5 roku temu było
          źle.
          Myślę, że oszukany czuje się każdy, komu się małżeństwo rozpoada, bo nie tak
          miało być, i nie ma to wiele wspolnego z winą czy jej brakiem.
          Chcesz rady? Spójrz na żonę jak na starą znajomą, z którą wiąże Cię juz tylko
          jeden wspólny cel - zeby dziecko wyszło z tego wszystkiego z jak najmniejszą
          szkodą.
    • tricolour Jeżeli rzeczywiście jest jak piszesz... 26.01.06, 23:31
      ...że Ty pracujesz i utrzymujesz dom, a zona Cię zdradza, to pisz pozew o rozwód
      z winy żony. Ogranicz jej pieniądze i wyślij do pracy.

      Bedzie wojna, ale jest do wygrania. Cena mniej istotna, bo na wojnie liczy się
      tylko zwycięstwo...

      Powodzenia.
      • nangaparbat3 Re: Jeżeli rzeczywiście jest jak piszesz... 26.01.06, 23:39
        tricolour napisał:

        > ...że Ty pracujesz i utrzymujesz dom, a zona Cię zdradza, to pisz pozew o
        rozwó
        > d
        > z winy żony. Ogranicz jej pieniądze i wyślij do pracy.
        >
        > Bedzie wojna, ale jest do wygrania. Cena mniej istotna, bo na wojnie liczy się
        > tylko zwycięstwo...
        Słusznie. Niech ta wojna rozpieprzy do reszty swiat trzyletniemu dziecku, byle
        wygrać.
        • tricolour Rozumiem... 26.01.06, 23:43
          ... że zdrada żony scala świat trzyletniego dziecka. Tak?
          • nangaparbat3 Re: Rozumiem... 27.01.06, 00:14
            tricolour napisał:

            > ... że zdrada żony scala świat trzyletniego dziecka. Tak?
            Nie.
            Ale jesli zło już sie stało, nie ma sensu go zwiększać, lepiej - naprawdę dla
            dobra wszystkich zainteresowanych, ale najbardziej przecież dziecka - starać
            się ograniczać złe następstwa do minimum.
            • tricolour Też jestem tego zdania... 27.01.06, 00:25
              ... ale czasem lubie postawic sprawe na opak. Wyobraź sobie taką sytuację: Ty
              pracujesz na całą rodzinę, a mąż siedzi w domu. No i zdradza Cię.

              Jakie zdanie miałabyc w takiej sytuacji i jak rozumiałabys dobro swoje i dziecka?
              • blask.fantastyczny Re: Też jestem tego zdania... 27.01.06, 05:51
                Popieram Tri.
                Ja bym zrobil taka zadyme, ktora sasiedzie ich dzieci i wnuki wspominalyby przez
                dlugie lata. I nie mialoby znaczenia czy wygram czy przegram. Walczylbym o swoja
                godnosc, o to zeby nie odejsc jak pies, z podkulonym ogonem.
                A tak na marginesie, trzyletniemu dziecku jest wszystko jedno z czyjej winy sad
                orzeknie rozwod rodzicow, wiec nie ma co smieci zamiatac pod dywan.
                • frankhestain Re: Też jestem tego zdania... 27.01.06, 10:02
                  powiedzial co wiedzial najpierw badzi w takiej sytuacji a potem sie madrzyj
              • nangaparbat3 :). 27.01.06, 15:32
                tricolour napisał:

                > ... ale czasem lubie postawic sprawe na opak. Wyobraź sobie taką sytuację: Ty
                > pracujesz na całą rodzinę, a mąż siedzi w domu. No i zdradza Cię.
                >
                Ja pracuje na całą rodzinę, a on sprząta, gotuje, pierze, robi zakupy, zajmuje
                sie dzieckiem. Mógłby mnie zdradzać, byle wciąz lubił sypiać i ze mną, no i
                zadbał o bezpieczeństwo (to prawdziwy kłopot, bo nie ma metod 100%).

                > Jakie zdanie miałabyc w takiej sytuacji i jak rozumiałabys dobro swoje i
                dziecka?
                Ja pracuje, dom zadbany, tatus w dobrym humorze, więc i dziecko zadowolone.
    • anja_pl Re: Jak uratowac DUME 27.01.06, 07:51
      A - okupować mieszkanie możesz, tylko jak długo?
      B - możesz wyjechac z synem, masz pełne prawa rodzicielskie i nie nie będzie to
      żadne porwanie, chyba,że o czymś nie wiemy,
      C - to jest najlepsze rozwiązanie,
      D - przemoc niczego nie załatwia,
      E - to jest ucieczka psa z podkulonym ogonem, upokorzenie i brak jakiejkolwiek
      DUMY!!!! jeśli byś jeszcze potrafił żyć w zgodzie z żona po takim załatwieniu
      sprawy, to nie w was żadnego uczucia do siebie, zero szacunku, zero DUMY, nic...
      • z_mazur Re: Jak uratowac DUME 27.01.06, 08:50
        Mieszkania okupować nie może. To ich wspólne mieszkanie i żona ma prawo z niego
        korzystać, wystrczy że przyjdzie z policją i facet sobie narobi tylko
        problemów. Nawet po rozwodzie być może będą zmuszeni mieszkać w jednym
        mieszkaniu.

        Tak w ogóle to za mało danych o tym co się dziej w związku. Dziwią mnie
        niektóre stwierdznia. Niby od dłuższego czasu jest źle ale dochodzi do zbliżeń
        czyli więź fizyczna nadal jest, więź gospodarcza również skoro tylko on pracuje
        i utrzymują wspólne gospodarstwo. Wychodzi na to że są problemy tylko z więzią
        emocjonalną. W takiej sytuacji ze względu na dobro małoletniego dziecka sąd
        moze nie orzec w ogóle rozwodu tylko skierować na mediacje i terapię. Musiałyby
        obie strony bardzo chcieć rozwodu żeby do niego dorpowadzić w tej sytuacji.
        Wydaje mi się że tu jest nadal spore pole do działań w kierunku naprawy
        związku. Chyba że źle interpretuję pewne informacje.
        Być może działania żony są desperacką próbą zwrócenia uwagi męża na problemy.
        Być moze żona czuje się zaniedbana i porzucona. Pracoholizm to też nałóg.
        • anja_pl Re: Jak uratowac DUME 27.01.06, 09:13
          z_mazur napisał:

          > Mieszkania okupować nie może.

          chodziło mi o okupowanie w znaczeniu, że weźmie urlop i troche Z żona w nim
          pomieszka. Nigdzie nie pisałam, że ma żone z mieszkania wyrzucić.
        • psychoanalityk Re: Jak uratowac DUME 27.01.06, 09:28
          z_mazur napisał:

          > Dziwią mnie
          > niektóre stwierdznia. Niby od dłuższego czasu jest źle ale dochodzi do zbliżeń
          > czyli więź fizyczna nadal jest, więź gospodarcza również skoro tylko on
          pracuje> i utrzymują wspólne gospodarstwo.


          Dziwie sie, ze sie tym dziwisz.
          tak sie zachowuje wiekszosc tych "nieudanych malzenstw" . tkwia w zwiazku
          rownoczesnie szukajac kogos innego, poki ktorys z malzonkow nie znajdzie innej
          osoby -do ktorej bezpiecznie moga sie przeniesc i zaoferuje mu ta osoba cos
          lepszego niz dotychczasowy codzienny malzonek (ktorego nawet nie lubią).
          poki tej pewnosci na nowe zycie nie ma -poty jest ten stary malzonek z ktorym
          sie ma wspolnote we wszystkim oprocz uczuc i pozytywnych emocji.
          jesc i uprawiac seks przeciez trzeba z kims(kto jest pod reką) na co dzien.
          I okazuje bardzo czesto ze "mąż chciał odejść a żona zaszłą w ciążę" - zapewne
          wiatropylnie. musialo im byc bardzo źle ze sobą. śmiechu warte.
          • z_mazur Re: Jak uratowac DUME 27.01.06, 12:25
            W pewnym stopniu się zgadzam. Jednak wydaje mi się że dopóki jednak dwie osoby
            nie są na tyle zdecydowane żeby się definitywnie rozstać zawsze istnieje
            możliwość jakiegoś dogadania się. Oczywiście duże znaczenie ma tutej wiele
            przesłanek: czy któreś z nich jest zaangażowane emocjonalnie z inną osobą, jak
            długo trwa związek, czy są dzieci, czy partnerzy wcześniej rzeczywiście się
            kochali, jak dużo potrzeb wzajemnie sobie zaspokajają, jaki jest ich
            swiatopogląd itp. itd.
            Kazde małzeństwo przechodzi kryzysy, niestety pewne decyzje często są
            podejmowane pod wpływem emocji i często są nieodwracalne. Niestety do
            rozwiązywania problemów małżeńskich zbyt często obecnie jest stosowana przez
            jedną ze stron metoda uzyta do węzła gordyjskiego. smile
            Takie czasy
      • frankhestain Re: Jak uratowac DUME 27.01.06, 10:04
        anja_pl napisała:

        > A - okupować mieszkanie możesz, tylko jak długo?
        > B - możesz wyjechac z synem, masz pełne prawa rodzicielskie i nie nie będzie
        to
        >
        > żadne porwanie, chyba,że o czymś nie wiemy,
        > C - to jest najlepsze rozwiązanie,
        > D - przemoc niczego nie załatwia,
        > E - to jest ucieczka psa z podkulonym ogonem, upokorzenie i brak
        jakiejkolwiek
        > DUMY!!!! jeśli byś jeszcze potrafił żyć w zgodzie z żona po takim załatwieniu
        > sprawy, to nie w was żadnego uczucia do siebie, zero szacunku, zero DUMY,
        nic..
        > .

        Dumy chyba chorej dumy


      • nangaparbat3 Re: Jak uratowac DUME 27.01.06, 15:46
        anja_pl napisała:

        >> C - to jest najlepsze rozwiązanie,
        A C to własnie było tak:
        >>>>Pozew o rozwod z jej winy? To bedzie wojna i zniszczy mnie i ja
        Jakoś autor wątku ma dość wyobraźni i zdrowego rozsądku by wiedzieć, że takie
        rozwiązanie zniszczy i żonę, i jego. Ale pal sześć z nimi - wojna miedzy
        rodzicami niszczy dziecko, zawsze.
        > E - to jest ucieczka psa z podkulonym ogonem, upokorzenie i brak
        jakiejkolwiek
        > DUMY!!!! jeśli byś jeszcze potrafił żyć w zgodzie z żona po takim załatwieniu
        > sprawy, to nie w was żadnego uczucia do siebie, zero szacunku, zero DUMY,
        nic..
        > .

        A E to był rozwód w zgodzie i budowanie nowego życia - osobno.
        Jedyne racjonalne wyjście, ratujące cokolwiek jeszcze da sie uratować, a poza
        tym dające szanse na uchronienie dziecka przed nadmierna traumą.
        Ale dla Ciebie ważniejsze, żeby się zemścić na złej żonie (czy złym mężu, ganz
        pomada, o kogo chodzi). Dowalić, nawet za cene zniszczenia tego, co dla nas
        najdroższe (dziecka).
        • y016172 Re: Jak uratowac DUME i moze Małżeństwo 27.01.06, 17:58
          >Mieszkania ..... Nawet po rozwodzie być może będą zmuszeni mieszkać w jednym


          Coraz bardziej rozumiem stare zasady naszych dziadkow oraz "muzulmanskie"
          podejscie do niewiernosci.....
          W tej naszej demokracji wszystko postawili na glowie.

          >Niby od dłuższego czasu jest źle ale dochodzi do zbliżeń czyli więź fizyczna
          >nadal jest.
          >Wychodzi na to że są problemy tylko z więzią emocjonalną.
          Raczej nie, to jest trodne, chyba kazdy wie ze po paru latach to powinna byc
          wiez uczuciowa. Jak jej brakuje lub zona wyprawia TAKIE numery to maz moze byc
          co najmniej wstrzemiezliwy, ale to pogarsza sprawe. Tylko napreca spirale.

          >więź gospodarcza również skoro tylko on pracuje i utrzymują wspólne gospodarstwo.

          Jak najbardziej, ale Ci faceci to osly. Tylko dlaczego polskie prawo pozwala
          aby TAKIE matki zadzily losem dzieci.?
          No i ona sobie niezle kombinuje dostanie rozwod, mieszkanie, wysobie alimenty,
          wiec bedzie sobie sporwadzala do domu meneli i alfonsow - ma wolnosc!.
          A ojciec niech tyra i placi na dziecko i na nia.
          Przed tym sie bunktuje przed elementarna sprawiedliwoscia!
          To jak ma on sobie ulozyc potem zycie, bo che miec rodziene a nie stale imprezki.

          >W takiej sytuacji ze względu na dobro małoletniego dziecka sąd moze nie orzec
          >w ogóle rozwodu tylko skierować na mediacje i terapię.
          I co da taka terapia? Czy kobieta ktora mowi ze nie kocha zmieni sie? Przydala by
          sie jej terapia wstrzasowa. , przezyc pol roku w Pegeerze, za 800zl, bo maz
          alkocholik, brak pracy itd itp .


          >Musiałyby obie strony bardzo chcieć rozwodu żeby do niego dorpowadzić w tej
          sytuacji.
          >Wydaje mi się że tu jest nadal spore pole do działań w kierunku naprawy związku.

          Zatem nie poddawac sie, walczyc o malzenstwo.
          Ale to oznacza przyjmowanie upokozen ustnych ze strony zony ktora nie chce juz w
          domu
          tego ktoremu powiezdiala TAK i NA DOBRE i na ZLE.

          >Być może działania żony są desperacką próbą zwrócenia uwagi męża na problemy.
          To by rozmawiala, ale ona wybucha na proby rozmowy.

          >Być moze żona czuje się zaniedbana i porzucona. Pracoholizm to też nałóg.
          Tak sie czula, prosilem o zacisniecie zebow, przez 1,3 lat.
          Teraz po tym jak jest luzniej z praca i sa efekty mowi wprost ze chce podzialu
          majatku
          i polowy dla siebie.


          >tak sie zachowuje wiekszosc tych "nieudanych malzenstw" . tkwia w zwiazku
          >rownoczesnie szukajac kogos innego,

          To ona tak tkwi, tak sobie postanowila.


          >poki ktorys z malzonkow nie znajdzie innej osoby - do ktorej bezpiecznie moga
          sie przeniesc i
          >zaoferuje mu ta osoba cos lepszego niz dotychczasowy codzienny malzonek
          (ktorego nawet nie lubią).

          I tu jest sedno postepowania zony, ona chce abym sie wyniosl aby mogla sobie
          znalezc inna osobe.
          Jak chce rozwalac rodzine niech sama sobie szuka innego domu, niech sie do kogos
          wyprowadza
          ale dziecko zostawi w domu z ojcem.
          Ale tak dobrze nie jest w Polsce matka jest wladca dziecka i na wygranej pozycji.

          >poki tej pewnosci na nowe zycie nie ma -poty jest ten stary malzonek z ktorym
          >sie ma wspolnote we wszystkim oprocz uczuc i pozytywnych emocji.
          Smutna prawda.

          >I okazuje bardzo czesto ze "mąż chciał odejść a żona zaszłą w ciążę" - zapewne
          >wiatropylnie. musialo im byc bardzo źle ze sobą. śmiechu warte.
          Czy to jest ostrezenie? ze moga byc jeszcze ladne kwiatki z tego?

          >W pewnym stopniu się zgadzam. Jednak wydaje mi się że dopóki jednak dwie osoby
          >nie są na tyle zdecydowane żeby się definitywnie rozstać zawsze istnieje
          >możliwość jakiegoś dogadania się. Oczywiście duże znaczenie ma tutej wiele
          >przesłanek:

          >- czy któreś z nich jest zaangażowane emocjonalnie z inną osobą,
          Ona ciagle szuka, ale przeciez jej nie uwiaze, nie tedy droga.
          Powinienem sie wyprowadzic albo inaczej dobudowac moja pozycje, chyba najlepiej
          zabrac dziecko
          i wio na dluuugi urlop.

          >jak długo trwa związek,
          4.3 lat + 4 przed slubem.

          >czy są dzieci,
          jedno.

          >czy partnerzy wcześniej rzeczywiście się kochali,
          Mysle ze tak, ale ona wyciaga jakies fakty z przeszlosci. Mowi ze to nie bylo to.

          >jak dużo potrzeb wzajemnie sobie zaspokajają, jaki jest ich swiatopogląd itp.
          itd.
          Duzo.

          >Kazde małzeństwo przechodzi kryzysy, niestety pewne decyzje często są
          >jedną ze stron metoda uzyta do węzła gordyjskiego. smile
          Rozejscie nawet polubowne to taki wezel gordyjski.


          >E - to jest ucieczka psa z podkulonym ogonem, upokorzenie i brak
          >jakiejkolwiek
          >> DUMY!!!! jeśli byś jeszcze potrafił żyć w zgodzie z żona po takim załatwieniu
          >> sprawy, to nie w was żadnego uczucia do siebie, zero szacunku, zero
          DUMY,nic..
          >>>Dumy chyba chorej dumy
          I tutaj budzi sie meska DUMA, ale czy ona ma prawo istniec przy dziecku?

          > E to był rozwód w zgodzie i budowanie nowego życia - osobno.
          >Jedyne racjonalne wyjście, ratujące cokolwiek jeszcze da sie uratować, a poza
          >tym dające szanse na uchronienie dziecka przed nadmierna traumą.
          I z tym sie zgadzam, ale jeszcze nie do konca !!!
          Moze ktos ma rozwiazanie.

          "W milosic potrzeba stanowczosci" przejrzalem cos takiego, za pozno.
          Tam sa porady jak zalatwic takie sprawy na poczatku, ale w tej sytuacji, nie mam
          zadnego srodku nacisku na zone, panstwo mi nie pozwala , pie... kraj.




          pozdrawiam
          • anja_pl Re: Jak uratowac DUME i moze Małżeństwo 28.01.06, 08:27
            y016172 napisał:

            > Jak najbardziej, ale Ci faceci to osly. Tylko dlaczego polskie prawo pozwala
            > aby TAKIE matki zadzily losem dzieci.?
            > No i ona sobie niezle kombinuje dostanie rozwod, mieszkanie, wysobie
            alimenty,
            > wiec bedzie sobie sporwadzala do domu meneli i alfonsow - ma wolnosc!.
            > A ojciec niech tyra i placi na dziecko i na nia.

            alimenty na dziecko, jesli zostanie z żoną, a jak nie chcesz płcić alimentó na
            zonę, to wystąp o rozwód z jej winy, udowodnij, że to ona jest winna rozpadu,
            udowodnij, że sprowadza sobie meneli, masz wtedy szanse i na opiekę nad
            dzieckiem, nie jest tak, że z prawa wynika od razu, że dziecko zostaje przy
            matce. Znam takie przypadki, gdzie opieka została powierzona ojcu. Ale to jest
            rozwiązanie C!!!
            I dla dziecka nieważne jest, kto był winien, przynajmniej teraz, dziecko i tak
            przeżywa, że rodzice sie rozchodzą i tego nic nie zmieni. Wojna będzie tylko
            między Wami.


            > > E to był rozwód w zgodzie i budowanie nowego życia - osobno.

            bzdura wg mnie. Uważam,że aby rozpocząć nowe życie, trzeba rozliczyć się do
            końca z przeszłością. Na pewno potwierdzą to Ci ,którzy rozeszli się "w
            zgodzie" a dziś się im to czkawką odbija.

            Przeczytaj np. co pisze Julka 1800 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
            f=24087&w=35552110&a=35726387.

            Nierozliczona przeszłość nie pozwoli na trzaśnięcie drzwiami i odcięcie się od
            niej.
            • nangaparbat3 nie musi się odbijać (czkawką) 28.01.06, 12:20
              anja_pl napisała:

              > E to był rozwód w zgodzie i budowanie nowego życia - osobno.

              >>>bzdura wg mnie. Uważam,że aby rozpocząć nowe życie, trzeba rozliczyć się do
              >>końca z przeszłością. Na pewno potwierdzą to Ci ,którzy rozeszli się "w
              >>>zgodzie" a dziś się im to czkawką odbija.

              Rozstalismy się w zgodzie ponad 6 lat temu, jakos żadna czkawką się nie
              odbija, wprost przeciwnie, oczywiście nigdy nie mogę ręczyć, co bedzie dalej,
              ale dziecku darowalismy już 6 lat spokojnego i w miarę stabilnego zycia.
              Że komuś sie odbija nie znaczy, że musi każdemu.
              A jest o co powalczyć, zdecydowanie bardziej to opłacalne niż wojna o to, by
              odegrać się na mężu/żonie, nawet żeby nie wiem jak zawinili.
              Wojna między rodzicami zawsze odbija się na dziecku, nie łudź się, że można
              tego uniknąć.
              • anja_pl Re: nie musi się odbijać (czkawką) 29.01.06, 08:42
                wyjątek potwierdza regułę wink
                • nangaparbat3 Re: nie musi się odbijać (czkawką) 29.01.06, 23:35
                  anja_pl napisała:

                  > wyjątek potwierdza regułę wink
                  Aniu, ani ja wyjatek, ani to reguła. Udaje nam się, bo wcześniej spotkałam
                  osobę, która też zyje w zgodzie. Naprawdę można.
                  Nie chcę powiedzieć, ze każdy musi. Ale źle jest wychodzić z założenia, ze się
                  nie da. Wtedy naprawde nie ma najmniejszej szansy sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka