Dodaj do ulubionych

Totalna rozpacz

07.02.06, 15:08
Witam. Właśnie : rozwód i co dalej?
Dla mnie to co wydarzyło się w moim życiu to kleska wszystkiego w co
wierzyłem. Mam żonę, syna. Kilka miesiecy temu urodzila sie córeczka. Radosci
było mnostwo. Porod rodzinny, powrót do domu, ... do czasu jak sie
dowiedziałem, ze nie moja. To był bezsensowny skok w bok żony.Krótki romans.
I zajście w ciąże z obcym facetem.
W małżenstwie nie było przed zajściem w ciaze najlepiej. Odchodzilismy od
siebie. Nie rozumielismy się. Jej zdrada to była terapia, chciała zazanać
czegos nowego.
Po tym jak sie dowiedziałem było strasznie. Płacz, rozpacz. Obwinianie jej,
siebie, awanury, picie. Nie często się traci córkę.
Emocje troche opadły. Nie wyprowadziłem sie. Jestem. Zraniony potwornie,
nieszczęsliwy ale jestem z rodziną. nikt nie wie. mam terapie rodzinna.
próbujemy ustalić co dalej. Rodzina była dla mnie wszystkim, zawsze myślałem
o niej. teraz wiem ze zona jest DDA. Mam do niej żal że nie rozmawiała ze
mna. Ze była nieszczęsliwa w małzeństwie a nie mówiła tego. Teraz zapewnia
mnie o swojej miłosci i jej wierzę. Ja chyba też ja kocham , choc to takie
trudne.
I co dalej? Rozwód?
Jest kilkuletni syn, nie wyobrazam sobie zycia bez niego, wspólne zabawy na
dywanie, bijatyki na niby, sklejanie samolotów, odrabianie lekcji, gra w
piłkę, jazda na rowerze.
A ta dziewczynka, rodziła sie na moich rękach, a teraz patrzę i widze czasami
w niej tego faceta. Ale biorę ją na rece, kupuję jej wszystko, czuję sie za
nia odpowiedzialny. i ... chyba za zonę też.
Przysięgałem przed ołtarzem, " na dobre i na złe" i sie zastanawiam czy to
złe to własnie teraz .
Ale przyjać bezwarunkowo dziecko obcego faceta,? A moje uczucia, duma,
poczucie skrzywdzenia. czy bede w stanie tak zyć? Zyć z nie swoim dzieckiem?
A moze zaprzeczyć ojcostwu (mam jeszce czas) i niech zona ściga tamtego,
niech płaci alimenty na dziecko. To przecież ich dziecko.
Ale rozwód? myśle o tym ale chyba się tym unieszczęsliwie. Będe codziennie
myślał co u nich, co u zony, dzieci.
Kompletnie sie zaplatałem. Co nie zrobie bedzie zle.
czy potrafie pozbierać sie po rozejsciu? po rozwodzie? Ileczasu bedzie
musiało minać.
Sorry, musiałem się wyzalić.
Obserwuj wątek
    • anja_pl Re: Totalna rozpacz 07.02.06, 16:17
      mój teść kiedys powiedział: " nieważne czyje, wychowa się jak własne",
      wiesz jakie to szczęście mieć to maleństwo, a tamtem nie zazna tego, to może
      byc TWOJA ukochana córeczka,
      pomyśl o tym,
      • tricolour Rozumiem, że Twój teść... 07.02.06, 18:34
        ... miał właśnie nieślubne dzieci i przyjął je jak swoje. Porządny facet, ale
        nie każdy ma takie podejście.
        Nie każdy potrafi żyć z takim obciążeniem, niepewnością i zagrożeniem, że
        pewnego dnia pojawi sie tatuś biologiczny z radosnym uśmiechem twarzy, z
        pytaniem "gdzie jest MOJE dziecko?".
        • gutek1231 Re: Rozumiem, że Twój teść... 07.02.06, 19:02
          Problem nie jest chyba w dziecku jako takim ale w fakcie iż jest ono owocem
          zdrady. Ludzie przecież kochają nie swoje dzieci. Jednak w takim przypadku mnie
          by chyba zabrakło odwagi.Z własnego doświadczenia wiem, że przebaczyć to wcale
          nie znaczy zapomnieć, a życie niesie różne niespodzianki. Przyjdzie szarość
          dnia,kłopoty wychowawcze, sprzeczki małzeńskie i tamto wróci jak bumerang.Nie
          jest to jednak rada z mojej strony, Może wyjedź jak możesz choć na trochę, żeby
          samemu sobie to jakoś poukładać, zobaczyć co naprawdę jest dla Ciebie
          najważniejsze. Bo doskonale rozumiem, że bardzo trudno jednym pociągnięciem
          zostawić za sobą wszystko / a przedewszystkim normalne życie z synem/Bardzo Ci
          współczuje.
          • tricolour Mnie też w pierwszej chwili odrzuca... 07.02.06, 22:20
            ... gdy pomyslę, że żona przychodzi do domu z nie moim dzieckiem. Mysle, że ją
            też by cholera wzięła gdybym oznajmił, że właśnie zmajstrowałem dzidziusia.

            Ale jestem w stanie wyobrazic sobie wspólne życie po takim szoku. Czekałbym
            jednak na takie zachowanie żony, które UDOWODNIŁOBY, że można jej ufać. I
            pomysłu jak mi to udowodnić oczekiwałbym od niej!
        • anja_pl dziwne wnioski 07.02.06, 19:55
          wyciągasz, Tri,
          nigdzie nie napisąłm ,ze miał nieslubne dzieci wink
          o ile mi wiadomo, nie miał takowychh big_grinbig_grinbig_grin

          ja myślę, że tak naprawdę to zalezy czy chcesz pokochać dziecko,
          inaczej nie byłoby adopcji, rodzin zastępczych itd
          • tricolour A to jeszcze lepiej... :))) 07.02.06, 20:43
            Wynika bowiem, że Twój teść mówi, że komus bedzie łatwo wychowywać nieslubne
            dzieci. "Nieważne czyje, ale ważne kto wychowa".

            A skąd Twój teśc WIE, że dla kogoś innego będzie to NIEWAŻNE?

            I oto mi chodzi, że łatwo sie mówi, co mają robic inni...
    • tricolour Niegdzie nie jest powiedziane, że musisz... 07.02.06, 18:31
      ... bezwarunkowo wszystko znosić.

      Żona dała koncert największej nieodpowiedzialności, na jaką stać kobietę. Nie
      dość, że zdradziła, to jeszcze ciąża.
      Masz prawo nie wierzyć w jej słowa i zapewnienia miłości, bo teraz (po takim
      wyskoku) obieca Ci wszystko, co zechcesz. Co jej zraszta innego zostało? Samotne
      życie z dwójką dzieci, a na dodatek syndrom DDA?

      Jeżeli Twoja żona nigdy wcześniej nie leczyła sie z DDA, to masz teraz najlepszy
      czas, by wymóc na niej terapię. Inaczej żona nie zmieni się i trzeba liczyć się
      z kolejnym przejawami nieodpowiedzialności. Z drugiej strony terapia też zmienia
      człowieka i może się stać, że po niej oddalicie sie jeszcze bardziej od siebie.

      Reasumując: Ty nie nawaliłeś i nic nie musisz robić. Nawaliła Twoja żona i to
      ona ma naprawić krzywdy. Jak nie będzie chciała, to możesz jej podziękować za
      wspólne życie...
      Poza tym DDA + zdrada + obce dziecko + liczne "odejścia" w trakcie małżeństwa
      dają w sumie szansę na proces o nieważnośc małżeństwa kościelnego... jeżeli to
      dla Ciebie ważne.

      Pozdrawiam.
      • nangaparbat3 Re: Niegdzie nie jest powiedziane, że musisz... 07.02.06, 20:39
        Tri, teraz przypominasz Gabriellę.
        • tricolour Gabriella chce się zemścić... 07.02.06, 20:48
          ... i nie dać rozwodu.

          Ja piszę, że jak ktoś zawiódł, to ma naprawić wyrządzone krzywdy. Jak okazało
          się, że jest DDA, to trzeba z tym na terapię, bo inaczej bedzie się ciągnęło
          latami i nie wiadomo, co jeszcze przyniesie.
          A jak winny zdrady nie chce nic ze sobą robić, to trzeba rozważyć rozwód. A po
          rozwodzie cywilnym można starać się o nieważnośc kościelnego - jeżeli są podstawy.

          Ja nie chcę się mścic - ja chcę z opisanej sytuacji znaleźć WYJŚCIE.
          • nangaparbat3 Re: Gabriella chce się zemścić... 07.02.06, 21:15
            a Ty słusznie ukarać? Bo cos takiego wynika z Twego podsumowania.
            • berek_76 Re: Gabriella chce się zemścić... 07.02.06, 21:48
              nangaparbat3 napisała:

              > a Ty słusznie ukarać? Bo cos takiego wynika z Twego podsumowania.

              Nie ukarać, nanga. teraz przypominasz mi mojego męża, który na wszelkie moje
              wymagania odpowiada "bo ty mnie chcesz ukarać". Jeśli coś się popsuło, trzeba
              to naprawić. Naprawić i skutki - rany po zdradzie goją się długo, a tutaj obce
              dziecko... - i przyczyny - bo przecież coś doprowadziło do tej zdrady i tej
              katastrofy. A naprawiać skutki zdrady powinna osoba, która zdradziła, prawda?
              Ja tak zrozumiałam to, co napisał tri.

              Bo jeśli Wojtek nie będzie wymagał, jeśli pozwoli całej sprawie przyschnąć i po
              prostu spróbuje jakoś z tym żyć, to wszystko, co spowodowało katastrofę, gdzieś
              tam pozostanie i kiedyś może odezwać sie znowu.

              Jeśli w domu pękła ściana, to nie można po prostu zachlapać szpary gipsem i
              mieszkać sobie dalej. Przez dziurę i tak będzie wiało, a ta wada konstrukcji,
              która doprowadziła do pęknięcia, prędzej czy później sprawi, że dom zawali się
              nam na głowę.

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • tricolour A co uważasz za karę? 07.02.06, 21:49
              Bardzo mnie ciekawi, która część mojego pisania to kara?

              Odpowiedz, proszę.
              • nangaparbat3 Re: A co uważasz za karę? 07.02.06, 21:59
                tricolour napisał:

                > Bardzo mnie ciekawi, która część mojego pisania to kara?
                >
                > Odpowiedz, proszę.

                Odpowiadam:
                Reasumując: Ty nie nawaliłeś i nic nie musisz robić. Nawaliła Twoja żona i to
                ona ma naprawić krzywdy. Jak nie będzie chciała, to możesz jej podziękować za
                wspólne życie...
                Poza tym DDA + zdrada + obce dziecko + liczne "odejścia" w trakcie małżeństwa
                dają w sumie szansę na proces o nieważnośc małżeństwa kościelnego... jeżeli to
                dla Ciebie ważne.
                Bo niby co to ma znaczyć, że "ona musi naprawić krzywdy"? Oddać dziecko?
                Całować go po nogach? Urodzić mu parę jednojajowych?
                A dziecko nie jest obce - wynosiła je jego żona, jest siostrą jego syna.
                Wszystko zależy od punktu widzenia.
                Mój były mąż ma córeczkę i ta maleńka nigdy nie była dla mnie obca - to siostra
                mojej córki, podobna do niej, kochają się.
                Z tego, co pisze autor wątku, czuję, ze jest w stanie pokochać to dziecko (i
                chyba już kocha), że razem z żoną mają na czym budować. Czy naprawdę nie można
                wyjść poza "to moje"?
                • tricolour Co ma znaczyć "naprawić krzywdy"? 07.02.06, 22:11
                  A o to niech sie martwi winny!

                  I spróbuj wyjśc poza tą emocjonalna sytuację. Winny kradzieży powinien zwrócić,
                  co ukradł. Winny zdrady powinien naprawić wyrządzoną krzywdę, a w jaki sposób,
                  to jego inwencja. Jak umiał zdradzić, to niech ruszy głową i szuka sposobów na
                  przeproszenie i naprawienie krzywd. Nie chodzi o całowanie po nogach i rodzenie
                  jednojajowych - no chyba, że kogoś to satysfakcjonuje.

                  Czy to takie trudne do zrozumienia? Jak Ci ukradnę samochód, to pozwolisz mi nim
                  dalej jeździć i śmiać sie w twarz, czy pójdziesz na policję i zażądasz zwrotu?

                  I masz rację: wszystko zależy od punktu widzenia więc pozwól mi mieć własny
                  punkt widzenia.
                  Ja też Twój szanuję: można sie pieprzyć z kim popadnie, a dzieci nieślubne
                  kochać jak swoje!

                  ;PPPPPPPPPPP
                  • nangaparbat3 Re: Co ma znaczyć "naprawić krzywdy"? 07.02.06, 22:34
                    Dlaczego sądzisz, że wg mnie "mozna się pieprzyć z kim popadnie"? Zadziwiasz
                    mnie.
                    Natomiast rzeczywiście uważam, ze dzieci nieslubne ( a chodzi chyba raczej o
                    pozamałżeńskie) mozna kochac jak swoje. Zresztą znam takie dwa przypadki, jeden
                    w rodzinie przyjaciół, drugi we własne, choć odległej - mężczyzna kocha cudze
                    dziecko jak swoje.I co - komuś od tego ubędzie? Chyba na odwrót.
                    A Ty mojego zdania wcale nie szanujesz, gdybyś szanował, nie pisałbys w ten
                    sposób o tym "pieprzeniu".
                    • tricolour To "pieprzenie" to tylko narzędzie... 07.02.06, 22:44
                      ... bys sie opamietała z tą swobodą w rozgrzeszaniu winnego zdrady.

                      Nie napisałem, że dzieci nieślubnych kochać nie można. Powiem inaczej: można
                      kochac jak swoje. Ludzi, którzy by to potrafili podziwiałbym za pokorę wobec
                      przeciwności losu.

                      Ale jedna sprawa to miłośc do dzieci, a druga sprawa życie ze świadomością
                      zdrady. Albo mówiąc inaczej: oczekiwałbym jakichś (nie wiem jakich) zachowań,
                      które przywróciłyby zaufanie.
                      Rozumiesz? Należy PRZYWRÓCIĆ zaufanie. PRZYWRÓCIĆ!

                      Że jak żona pojedzie na sympozjum na tydzień, to żeby nie drżeć, że znów wróci z
                      dzieckiem...
                      • nangaparbat3 Re: To "pieprzenie" to tylko narzędzie... 08.02.06, 22:04
                        No cóż - jakoś zdrady specjalnie mnie nie obchodzą, to znaczy z czasem coraz
                        mniej. Są nieskończenie gorsze rzeczy niz seksualna zdrada. Wydaje mi sie, że
                        tylko umówilismy się, że jest ona czymś tak strasznym.I stosowanie reagujemy.
                        Że to wyuczone. Niekoniecznie prawdziwe.
    • tricolour Do WojtkaP67 07.02.06, 23:02
      Po tej całej wymianie zdań napiszę Ci co bym zrobił... chyba, bo na pewno, to
      nie wiem.

      Przyjąłbym to dziecko i starał sie pokochać. Pewnie przyszłoby to łatwo, bo
      takie maluszki są rozkoszne...
      Ale rozważyłbym czy przyjąć ojcostwo. Piszę to serio, bo lubie prawdę, a ta jest
      taka, że nie jesteś ojcem.

      Pozdrawiam.
      • wojtekp67 Re: Do WojtkaP67 08.02.06, 08:45
        Dzięki za opinie i rozmowy. No cóz, właśnie tak zamierzam zrobić.
        Prawdopodobnie złożę do sądu wniosek o zaprzeczenie ojcostwa. Zostało mi parę
        dni na to, a póżniej prawnie będzie już moje i ... różnie moze byc.
        Ja nauczyłem się jednego. Nie moge oceniać żony po tym co mówi ale co robi.
        Dla mnie szokiem jest to, ze tak mnie potrafiła oszukać, wykorzystać. Ze
        potrafiła tak kłamać, ze niczego się nie domyślilem. Zobaczymy jak to się
        ułozy. Nie wiem czy tamten powinien być wpisany jak ojciec i czy powinien łozyć
        na top dziecko. Jednak dwoje ludzi to zrobiło, chciał tego i chyba powinno
        ponosić konsekwencje swoich czynów. a teraz cała odpowiedzialność za los mojej
        i rodziny tamtego faceta spadł na mnie. To ja musze decydować. Czy powiedzieć
        tamtemu czy nie, tam też jest dziecko. sad
        Ale cały czas wracaja mysli o rozwodzie. Jestem po prostu tym wszystkim
        zmęczony i mam takie myśli, zeby to wszystko w diabły rzucić i zaczać życ, dla
        siebie, tak po prostu egoistycznie.
        Pozdrawiam.
        • czekolada72 Re: Do WojtkaP67 08.02.06, 10:34
          Czesc dorzuce swoje trzy grosze
          Jest jeszcze dziecko, ktore pewnego dnia moze dowiedziec sie prawdyo swoim
          biologicznym ojcy (np inna grupa krwi itp) to tez jest sprawa do przemyslenia,
          zeby dziecko jak najmniej ucierpialo i szczerze moiac - zupelnie nie mialabym
          pojecia jak to rozwiazac
          Pozdrawiam i zycze, abyWam sie układało pomyslnie!
        • berek_76 Re: Do WojtkaP67 08.02.06, 11:05
          Trzymaj się. Wydaje mi się, że rzeczywiście pozew o zaprzeczenie ojcostwa ma
          sens. Jeśli biologiczny ojciec dziecka nie będzie nim zainteresowany, a Ty
          będziesz chciał uznać je za własne, zawsze możesz je adoptować. Poza tym ja
          wychodzę z założenia, że im mniej udawania, półprawd, a więcej prawdziwej
          prawdy, tym łatwiej na tym coś zbudować.
          A Twoją walkę z chęcią do egoistycznego, samodzielnego życia rozumiem aż za
          dobrze sad . Sama w tej chwili zmagam się z czymś takim, więc daj Boże, żebyśmy
          wyszli z niej zwycięsko smile Będę o Tobie myślała ciepło.
          Dobrych wyborów życzę

          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • tricolour Aaa... czyli tatuś nie wie... 08.02.06, 17:14
          ... że bedzie miał dziecko... to należy mu powiedzieć i zapytać jak się
          odnajduje w nowej roli.

          Ja bym powiedział. Normalnie zrobiłbym zebranko trzech osób (a nawet czterech -
          niech i tamta pani wie co ją czeka) i postawił sprawe jasno. Inaczej widmo
          niedomówień, półprawd bedzie się ciągnęło i dusiło.

          Poza tym omijając prawdę stałbym sie cichym wspólnikiem zdrady...

          Nie jestem typem męczennika - raczej szukam rozwiązań.
    • nangaparbat3 Re: Totalna rozpacz 08.02.06, 22:09
      wojtek, wybacz pytanie, ale ciekawość mnie zżera (oczywiście jak nie odpowiesz
      nie będę marudzić):
      Po jakie lich żona Ci o tym powiedziała?
      I czy to jest pewne, ze córka jest jego?
      • samosia75 Re: Totalna rozpacz 08.02.06, 23:03
        Czytam to i nie mieści mi się w głowie.. dlaczego ludzie robią takie rzeczy
        swoim najbliższym?
        Do założyciela wątku - pamiętaj, że w całej sprawie zupełnie niewinne są
        dzieci. Pomyśl o tym podejmując decyzje - oby nie umknął Ci ten fakt podczas
        rozgrywek z "dorosłymi"
        Pozdrawiam
        • tricolour Niewinne i co z tego? 09.02.06, 07:21
          Co z tego, że czyjeś dzieci są niewinne?
          • wojtekp67 Po jakie licho powiedziała? 09.02.06, 08:35
            No cóz, bo nie potrafiła z tym żyć, nie umiała powiedzieć w ciazy i zaraz po
            porodzie, był nerwowa, inna, to i wszystko wyszło na jaw. Mówiła, ze ten
            ciężar był zbyt duży i nie mogła tak dalej życ. To też jest dla mnie dosyć
            istotne. Ja po tym jak się dowiedziałem od razu chciałem rozwód, zrobiłem
            badania genetyczne. Rozwód i koniec , bo nie wyobrażałem sobie życia. Powoli
            emocje opadają, chociaż wściekły ciągle jestem. I zacząłem się zastanawiać jak
            ja będe żył po rozwodzie, co z moim synem itp. Spróbuje, moze uda sie to
            posklejac. Problemem jest oczywiscie miejsce dziecka w rodzinie, mój stosunek
            do niego ..
            A żona,... coż ludzie się zdradzają, ale powinni to robić z głową czyli z
            zabezpieczeniem.Skrajna nieodpowiedzialność. Jeden skok w bok i ciaza, prawie
            jak 6 w totolotka cholera.
            Nie byl to płomienny romans, uwiódł ją zawodowo kolezka z pracy. Wykorzystał
            sprzyjający moment i zaatakował. I dostał co chciał. sad
            Coż ja jestem totalnie zdołowany i nie wiem jak się to wszystko potoczy. Bo na
            razie gniewu jest we mnie tyle, że trufno być optymistą co do przyszłosci
            małzenstwa i rozwód moze sie okazać jedynym wyjsciem. Pozdrawiam.
            • ak70 Re: Po jakie licho powiedziała? 09.02.06, 09:20
              Podziwiam Cie i trzymam kciuki... żeby Ci sie udało zapomnieć... lub
              przynajmniej starac sie o tym nie myśleć... myślałam, że nigdy tego nie
              doświadczę (jak pewnie większość z nas), ale juz wiem czym jest zdrada
              ukochanego i wiem jaki to ból...
              Trzymaj się... idź i przytul swoją córeczkę... jest Twoja, to Ty pierwszy
              trzymałeś ją na rękach i - jeśli tak zdecydujecie - będziesz jedynym tatusiem
              jakiego będzie znała. I najlepszym smile)
              • buba77 Re: Wojtek, 09.02.06, 13:44
                Współczuję, ale i podziwiam. Po Twoich postach jakoś ufam, ze dasz radę.
                Potrzebna siła w takich sytuacjach i super, że szukasz wsparcia, choćby na
                forum. Chaos normalny w takiej sytuacji. Ale pomimo to pokazujesz mnóstwo
                trzeźwego spojrzenia i zwykłej odpowiedzialności, w przeciwienstwie do Twojej
                żony. Moim zdaniem dobrze, że Ci powiedziała, prawda - ważna rzecz (nie
                opowiadam sie co jest słuszne, co nie, ważne są fakty, takie jakie są teraz).
                Ale jednocześnie zrzuciła z siebie czesc odpowiedzialności. Czujesz to, prawda?
                Zobacz, gdyby potrafiła z tym życ - świadczyłoby to o jej sile, mimo wszystko,
                to ona to wzięłaby w całości na siebie całą odpowiedzialność. A tak obciążyła
                całą rodzinę, głównie Ciebie. Podzieliła swój błąd na dwa, dostarczyła Ci bólu.
                Choć jednocześnie, jak przez to oboje przejdziecie, to może być swietny
                związek, jednak jezeli ona wyciągnie z tego odpowiednie wnioski. Tak to bywa,
                ze ludzie sa mniej i bardziej odpowiedzialni. Myśle, ze na Tobie spoczywa teraz
                obowiązek nauczeniaa zony odpowiedzialności. Zmuszenia jej do jakis ruchów.
                Bardzo moze pomóc psycholog (tylko dobry!). MOim zdaniem dobry jest pomysl
                odrzucenia ojcostwa, ale bycie tym ojcem, czyli nie rozwodzenie sie. Jeżeli
                tylko widzisz sens bycia wspólnego razem. Bo dzieci to jedno, a bycie z drugą
                osobą, to troszke drugie, choc bardzo ze sobą powiazane. Pokazanie: zgodzę sie
                na różne rzeczy, ale na pewnych warunkach (np. terapia żony, rozmowy na różne
                tematy, podejmowanie wspólnie zobowiązań). Także, jak inni mówią: kochac
                dziecko przede wszystkim, to ja bym dodała: kochać, ale mądrze (uojcowic mozesz
                zawsze). Kochać i żonę i dzieci, bo sama miłość wystarcza na rok, dwa a nie na
                cale odpowiedzialne życie. Tak to widze. Życzę siły i rozwagi. Pozwalaj sobie
                tez na uczucia i daj sobie czas. Masz do nich prawo. Trzymam kciuki.
                • tricolour Ze wszystkim się zgadzam, co napisałaś... 09.02.06, 18:10
                  ... poza jednym zdaniem.

                  Otóż na Wojtku nie spoczywa ŻADEN "obowiązek nauczeniaa zony odpowiedzialności".
                  Chyba, że przez ten obowiązek rozumiesz EGZEKWOWANIE odpowiedzialności (brzmi to
                  troszke strasznie, ale taka jest konsekwencja podeptania zaufania).
                  • nangaparbat3 Ależ Wy pieprzycie! 09.02.06, 21:33
                    "obowiązek nauczenia żony", "egzekwowanie" - małzonek niedługo bedzie pełnił
                    jednocześnie funkcje nauczyciela, wychowawcy, policjanta, sędziego i kata.
                    Zawsze sprzeciwiam sie kobiecemu dążeniu do "wychowania" sobie mężow. teraz
                    mamy na odwrót - każecie mężowi wychowywać (i w dodatku w nurcie czarnej
                    pedagogiki) żonę.
                    Z tego, co pisze Wojtek, można sądzić, że im obojgu zależy na tym, żeby byc
                    razem. Że jest w nich jeszcze duzo dobrego dla siebie, jest na czym budować>
                    A Wy mu radzicie nauczać i egzekwować. Wierzcie mi, nauczanie i egzekwowanie
                    zniszczy nawet najlepszy związek, no chyba że para jest sado-maso.
                    Kobieta popełniła jeden błąd, ktorego żałuje - a Wy (przynajmniej niektórzy)
                    jesteście gotowi żądać, by płaciła całym życiem.
                    Czy nie może być tak, zeby Wojtek i jego żona zobaczyli w tym drugim
                    cierpiącego, zagubionego człowieka, spróbowali o tym pogadać bez gniewu,
                    spróbowali sobie nawzajem pomóc? Zaopiekować się sobą?
                    Czy Wojtek nie mógły sie skupić raczej na bezradności i żalu żony niz na
                    rozpamietywaniu tego, ze go oszukała? Czy sam nie byłby wtedy spokojniejszy?
                    Przecież im więcej rozpamietuje zdradę, tym bardziej cierpi - właśnie to jest
                    cierpiętnictwo, którego niektórzy tak nie lubią. Siła jest w wybaczeniu, w
                    zapomnieniu, w skupieniu sie na tym, co jest - nie na tym, co było.
                    • tricolour "Ja odżyłam i wiem... 09.02.06, 21:47
                      ...że samotność jest w porównaniu z nieudanym zwiazkiem czymś
                      absolutnie cudownym. Moje relacje z Eksem są bardzo dobre, zdecydowanie lepsze
                      niż przed rozstaniem - wiecej ciepła, więcej szacunku, więcej zyczliwości..."

                      No i bądź tu mądry i zrozum o co chodzi kobiecie? Szczególnie, że co innego
                      serwuje sobie, a co innego radzi innym...

                      tongue_outPP
                      • nangaparbat3 Re: "Ja odżyłam i wiem... 09.02.06, 22:22
                        tricolour napisał:

                        > ...że samotność jest w porównaniu z nieudanym zwiazkiem czymś
                        > absolutnie cudownym. Moje relacje z Eksem są bardzo dobre, zdecydowanie lepsze
                        > niż przed rozstaniem - wiecej ciepła, więcej szacunku, więcej zyczliwości..."
                        >
                        > No i bądź tu mądry i zrozum o co chodzi kobiecie? Szczególnie, że co innego
                        > serwuje sobie, a co innego radzi innym...
                        >
                        > tongue_outPP
                        Tri, to była zupełnie inna sytuacja. Nasz problem nie polegał na tym, ze któreś
                        z nas zrobiło coś złego. Nie było czego wybaczyć - za to nie dało się razem
                        wytrzymać. Mój (były) mąż nie mogł znieść mojej obecności, a ja z czasem i
                        jego. Było w nas takie napięcie, ze czułam fizyczny ból, kiedy znajdowalismy
                        się w jednym pomieszczeniu. Prawie się nie kłocilismy, chyba nie zdradzalismy
                        (przynajmniej nic o tym nie wiem). Bylismy wobec siebie lojalni.
                        Z tego, co pisze Wojtek, wydaje mi się, że on ma żal i gniewa się na żonę z
                        powodu jej konkretnego uczynku, ale w gruncie rzeczy chciałby z nia być - a
                        jeśli tak, to naprawdę można wybaczyć i zapomnieć.
                        Coraz częściej wydaje mi się, ze czujemy nie tyle co, co wypływa z nas samych,
                        ile to, co - jak nas nauczono - powinniśmy w danej sytuacji odczuwać. Uważam,
                        ze te wyuczone, narzucone reakcje bardzo nam szkodzą, i nam, i naszym bliskim.
                        Wydaje mi się, ze przypadek Wojtka jest własnie z tych. Ale to jest oczywiscie
                        moja fantazja i moze byc całkowicie fałszywa.
                        • tricolour A czy Ty i ex nie mogliście... 09.02.06, 22:29
                          ... "zobaczyć w tym drugim cierpiącego, zagubionego człowieka, spróbować o tym
                          pogadać bez gniewu, spróbować sobie nawzajem pomóc? Zaopiekować się sobą?"

                          Nie zrozum mnie źle. Po prostu z niewiadomych przyczyn bardzo chcesz, by Wojtek
                          z żoną byli razem. I to mnie dziwi.
                          • nangaparbat3 Re: A czy Ty i ex nie mogliście... 09.02.06, 23:05
                            tricolour napisał:

                            > ... "zobaczyć w tym drugim cierpiącego, zagubionego człowieka, spróbować o tym
                            > pogadać bez gniewu, spróbować sobie nawzajem pomóc? Zaopiekować się sobą?"
                            Ależ zrobilismy to. W naszym przypadku wymagało to ode mnie akceptacji prostego
                            faktu, że Ex nie chciał już ze mną dłużej byc i zgody na rozwod. Za to on
                            zachowywał się naprawdę przyzwoicie i zachowuje - przede wszystkim dba o córkę,
                            zajmuje sie nią, postepuje tak, że ona - po 6 latach od naszego rozstania - nie
                            ma cienia wątpliwości, że tato ją kocha. A i ja w razie czego mogę liczyć na
                            jego pomoc (staram sie z niej korzystać w ostateczności, ale sama swiadomość,
                            że w razie czego mogę na niego liczyc, to bardzo dużo).
                            > Nie zrozum mnie źle. Po prostu z niewiadomych przyczyn bardzo chcesz, by
                            Wojtek
                            > z żoną byli razem. I to mnie dziwi.
                            Nie rozumiem źle, ani ani.
                            Jeśli chodzi o Wojtka wydaje mi się, że problem lezy w faktach zdecydowanie
                            bardziej niz w relacji (dokładnie na odwót niz unas, póki jeszcze bylismy
                            razem.)
                            a poza tym, jakby każdy kto tu pisze zrobił rachunek sumienia, czy nigdy nie
                            zdradził męża/żony bez pewnego zabezpieczenia - podejrzewam, że wielu sie
                            udało, moze nie raz.
                            widzisz, ja mam taki obraz tej historii, ze gdyby corka była jego, byliby
                            szczęśliwą rodziną. Przecież ludzie adoptują i kochaja dzieci całkiem "obce", a
                            ta mała "w połowie jest ich". Przecież tamta zdrada nie oznaczała wcale
                            odrzucenia Wojtka. Zgadzam się z Bubą, ze żona zrzuciła na niego połowę
                            odpowiedzialności, ale też nie chcę tego oceniać - nie wiem, czy w takiej
                            sytuacji zachowałabym sie mądrzej, więc uważam, że nie mam prawa jej potępiać.
                            A z drugiej strony powiedziała mu, BO NIE JEST JEJ WSZYSTKO JEDNO. I Wojtkowi
                            tez nie jest wszystko jedno.Dlatego mysle, że mają szanse byc razem i kochać
                            się. a jeśli maja taką szansę, szkoda ją marnowac.
                            • tricolour Ja Ciebie też nie rozumiem... 10.02.06, 08:15
                              ... i zostawmy to już, bo nasza rozmowa do niczego nie prowadzi.

                              smile
                              • czulaglista jeśli mogę się wtrącić 18.02.06, 14:15
                                ja na miejscu Wojtka rozważyłabym, czy tamten facet ma się kiedyś dowiedzieć o
                                tym, że jest ojcem i temu podporządkowała wszystkie działania. Po pysku zawsze
                                jeszcze można mu dać za samo przystawianie się do mężatki, ale nie musi
                                wiedzieć, że jest ojcem.
                                Myślę, że to jest dobra kara dla faceta, który przystawia się do żony innego
                                faceta. Nieświadomość tego, że ominęło go szczęście posiadania takiego skarba,
                                jakim jest córeczka.
                                A po co mieszać w to innych ludzi? Ludzie są tacy, że się cieszyć będą, że ktoś
                                ma takie kłopoty.
          • samosia75 Re: Niewinne i co z tego? 09.02.06, 22:19
            Załóżmy, że Wojtek zdecyduję się zostać, wychowywać to dziecko. Jeżeli uda im
            się posklejać to i żyć szczęsliwie..czy razem z żoną nie będą czuli się
            sztucznie i źle w takim układzie, kiedy jedno z dzieci będzie miało inne
            nazwisko? Nie będzie im to przypominało ciągle tych bolesnych chwil? Nie
            mówiąc już o tym dziecku, ktore własnie sie urodziło! Mama, "tata" i rodzeństwo
            będzie rodziną a on do końca nigdy nie będzie mógł sie czuć pełnoprawnym
            członkiem rodziny. I nie będzie można go już wtedy adoptować, bo ono będzie
            miało oficjanie gdzieś tam innego ojca.
            To jest dopiero sztuczny układ. Dobrego wyjścia z sytuacji też nie widzę.
            • tricolour Dziecku nie nadaje... 09.02.06, 22:25
              ... się automatycznie nazwiska ojca i można nadać nazwisko mamy. Problem
              "nazewnictwa" znika...
    • ucho76 Re: Totalna rozpacz 18.02.06, 06:07
      Koniecznie zaprzecz ojcostwu. Dziecko moze miec zony nazwisko, czyli
      prawdopodobnie Twoje. Zawsze bedzie czas je zaadoptowac jesli miedzy Wami sie
      ulozy. Pomysl o takim scenariuszu. Przyjmujesz dziecko. Za jakis czas ona sie z
      nim zwiaze. Ale to Ty bedziesz placil im na ich dziecko.
    • frankhestain Re: Totalna rozpacz 18.02.06, 15:51
      jezeli ona jest DDA to Ty pewnie jestes alkoholikiem

      i wtedy to wszystko mam "sens"
    • marek_samulski Re: Totalna rozpacz 19.02.06, 15:04
      To prawda co zrobisz bedzie zle, napewno bedzieszsię zastanawiał..co dalej nie
      oglądaj się
      • kurka_wodna2 Totalna rozpacz 26.02.06, 22:20
        Spotkała Cię wielka przykrość,trudno byłoby się otrząsnąć z takich wspomnień.
        Skoro zacząłeś temat dziecka-wydaje mi się że odgrywa ono w Twoim życiu już
        piękną rolę,ma swoje miejsce w domu i Twych uczuciach.
        Męczy Cię pozycja między młotem i kowadłem,chcesz także zadbać o swoją przyszłość.
        Trudno byłoby to pogodzić,a może weź pod uwagę zaprzeczenie ojcostwa a
        jednocześnie nie ustalanie go.Dziecko bedzie miało Wasze nazwisko/nazwisko
        matki/ a jednocześnie ten mężczyzna nie będzie miał prawa do dziecka.
        Sąd rodzinny i jego decyzje są tajne,więc dziecku nie grożą dwuznaczności.
        Nie będziesz musiał tatusia oglądać w swoim domu odwiedzającego swą córkę.
        Taka sytuacja komuś z kamienia sprawiłaby ból.
        Nie wiem,czy wybaczysz-ja nie umialabym,nie chciałabym .
        Jednak przy rozpadzie małżeństwa nie będziesz musiał łożyć na dziecko,będziesz mógł.
        Małżonka będzie mogła zawsze założyć kolejny związek i stworzyć mu dom,a może
        doszłoby do adopcji.
        Trzymaj sie dzielnie i nie rób nic,co Cię zabolałoby,już Ci wystarczy wrażeń.
        • ladyhawke12 Totalna rozpacz 27.02.06, 09:30
          Cholera najbardziej zal mi dziecka, glupota ludzka nie zna granic, natomist
          bardzo prosto potrafi znalezc granice jesli chodzi o wlasne ego.

          Strasznie jest to wszystko przykre, nie bronie zony Twojej bo nie ma tu nic na
          usprawiedliwienie tego co zrobila, ale juz sie stalo, z tego co piszesz sklejac
          juz nie ma co, nie zufasz i nie kochasz, co innego syn co innego nie Twoja
          corka, czy chcesz czy nie kochasz je, oboje sa psychicznie Twoje choc fizycznie
          nie. Zaprzecz ojcostwu to trzeba zrobic, niestety, poza tym najgorsze co mozna
          zrobic to zostawac na sile, w sercu zal, nieustajaca walka z brakiem zaufania i
          patrzenie na corke po kim ma rysy twarzy, ocenianie i niepotrzebne rozterki czy
          jak zganisz to wolno i nie dlatego ze nie Twoje, z synem zawsze mozesz sie
          widywac tyle razy ile chcesz przeciez zalezy to tylko od Ciebie. Fakt mozna
          kochac nie swoje dzieci i lozyc na nie i byc dla nich ojcem ale musi to sie
          opierac na zaufaniu i milosci nie tylko do dzieci ale tez do drugiej osoby.
          Oczywiscie ta ogromnie trudna decyzja nalezy do Ciebie, ale konsekwencje tej
          decyzji beda ponosic wszyscy Ty tez, wiec jesi bedziesz sklejal to pamietaj ze
          stale wypominanie nie pomoze, a ona chocby skaly sraly i tak nie bedzie wstanie
          udowodnic ze jest Ci wierna bo niby jak, jesli nie bedziesz sklejal to pamietaj
          ze dzieci sa i nie zapominaj o nich mimo iz jedno z nich to nie Twoje, zabieraj
          oboje na spacer, baw sie z obojgiem, nigdy nie przynos prezentu tylko dla
          jednego, bo Twoj syn ma rodzenstwo, ktore powinien nauczyc sie kochac, pamietaj,
          jestes ponad to i potrafisz byc wspanialym ojcem.
          • kasiar74 Re: Totalna rozpacz 27.02.06, 09:51
            swoją drogą Wojtku co postanowiłeś?
            • wojtekp67 Re: Totalna rozpacz 01.03.06, 09:38
              Co postanowiłem?
              W tym problem, ze nie jestem pewien swoich decyzji. Terapeuci tez nie pomogli.
              Nie chcę nikogo skrzywdzić, ale jednocześnie dlaczego ja mam prostować błędy
              mojej żony, udawać,ze nic się nie stało.
              Strasznie mi szkoda dzieciątka, bo co ona jest winna. Powinna mieć normalny
              dom, kochajacych rodziców. Takie małe dzieci tak łatwo się kocha. Wystarczy
              jeden uśmiech maleństwa, jeden jego zachwyt i robi się cieplutko w sercu.
              Ale musze być twardy. Zostało mi dosłownie klka dni i musze napisać pozew, po
              prostu musze się do niego zmusić, dla siebie, dla swojego egoistycznego dobra.
              Ale czy nie będe załował, gdy ona nie powie do mnie tato? Czym są geny? czym
              wychowanie, miłość? czytam i głupieje. Ale w tym wszystkim widzę jaką krzywdę
              żona mi wyrządziła. Niestety na całe życie. dzięki za pomoc. Pozdrawiam.
              • ladyhawke12 Totalna rozpacz 01.03.06, 09:51
                To wszystko takie trudne jest.
              • kasiar74 Re: Totalna rozpacz 01.03.06, 12:05
                cholera, naprawde ci współczuje że życie zafundowało ci takiego bolesnego
                kopniaka, ale widać że jesteś mądrym i dobrym człowiekiem i znajdziesz
                najlepsze rozwiązanie tej sytacji, bede mocno trzymać kciuki za ciebie i twoją
                rodzinę
                • anna9612 Re: Totalna rozpacz 01.03.06, 18:52
                  Jestem po Twojej stronie (chociaz zazwyczaj trzymam strone kobietsmile). Zona
                  okazala sie nieodpowiedzialna. Tego nie mozna zrobic nawet wrogowi. Ja bym nie
                  przezyla takiej sytuacji. W koncu masz tez swoja godnosc.
              • ak70 Re: Totalna rozpacz 02.03.06, 07:53
                Wojtek!
                Nie rób tego! Wiem co czujesz... ale ta mała Cie potrzebuje... Twoja żona też.
                Przysięgałeś "na dobre i na złe" dlaczego chcesz trwać w tym związku tylko na
                dobre? Złe też trzeba przetrwać! Dla Waszego dziecka, aby miało pełną rodzinę...
                Nie pochwalam tego, co zrobiła Twoja żona, uważam, że postąpiła podle... wiem
                też, że faceci mają dumę i nie potrafią przełknąć "obcego w swoim gnieździe".
                Ale to jest malutka dziewczynka, która niczemu nie zawiniła, że spłodziło ja
                dwoje nieodpowiedzialnych ludzi! Czy nigdy ma nie poznać słowa tato? Masz
                rację, że małe dzieci łatwo sie kocha... ale jeśli zostaniesz i na to pozwolisz
                to - pomimo zaprzeczenia ojcostwa - ona będzie TWOJĄ córeczką...
                Może to trywialne co teraz powiem, ale dla mnie pierwowzorem ojca - głowy
                rodziny jest Święty Józef mąż Maryi... on też przyjął pod swój dach brzemienną
                żonę... wychował Jezusa jak swojego syna. To wielkie wyzwanie... może to Twój
                krzyż? Nie wiem czy jesteś wierzący i czy w tym trudnym momencie będziesz
                potrafił oddzielić uczucia gniewu, frustracji, rozczarowania, wściekłości i
                bólu od obiektywnego spojrzenia na całą sytuację (przez pryzmat wiary, jakiejś
                misji, którą każdy z nas ma do spełnienia na ziemi, próby charakteru)... To
                jest bardzo, bardzo trudne i niewielu ludzi to potrafi. Może ta nieTwoja
                córeczka będzie miała szczęście i okażesz sie jednym z nich?..
                Życzę mądrych decyzji, dużo, dużo siły, opieki św. Józefa i trzymam kciuki,
                abyś był szczęśliwy cokolwiek postanowisz.
                • to.ja.kas Re: Totalna rozpacz 02.03.06, 20:49
                  ak70, przepraszam Cię, bardzo się cieszę, że Ci się udało (obyś mogła tak
                  powiedzieć po kilku latach), ale piszesz takie głupoty, że aż żal ściska.
                  Wychowywałabyś z radością dziecko Twojego kochanki? Traktowałabyś je jak własne?
                  Kobieto, opamietaj się!Są może takie ideały jakich wymagasz od autora watku,
                  ale życie to "niejebajka", jak kiedyś słyszałam.Miłością nie zagłuszysz
                  wszystkiego.A już napewno nie można wpędzać człowieka w poczucie winy,że nie
                  chce czy waha się żyć z cudzołożną żoną i dzieckiem które poczęła z
                  kochankiem.Myślę, że to odpowiedzialność wiedzieć zawczasu, że pewne sytuacje
                  mogą być problemem nie tylko dla nas, ale w przyszłości rzucać się duzym
                  cieniem na zycie dziecka, jeśli będzie czuło, że "tatuś" coś nie kocha go tak
                  samo jak innych dzieci i ono nie bedzie wiedziało dlaczego.Wtedy bedzie
                  cierpiec.
                  To cholernie trudna sytuacja i bezmyslne pisanie "wez i pokochaj", albo "wez i
                  odejdz" jest głupotą.
                  Piszesz "dla Waszego dziecka". Przepraszam Cię, ale jakie to jego dziecko? czy
                  jak Twój mąż bedzie płodził dzieci innym kobietom, też bedziesz je uważała za
                  własne?
                  Zastanów sie co mówisz.
                  Kobiety mają tendencje do zwalania winy na kochanki, usprawiedliwiania mężów i
                  siebie.Jakby kobieta napisała"Mój mąż ma dziecko z kochanką, i chce bym ja je
                  kochała" to byście popukały się w czoło.Jak facet piszę, że żona miała
                  kochanka, ma z nim dziecko i ona chciałaby by on je kochał jak własne, to taką
                  żonę usprawiedliwicie niemalże i bedziecie trzymać kciuki by się babce
                  udało.Kochanki to ździry, zony posiadające kochanków to biedne, błądzące
                  owieczki.

                  Wojtek, jeśli nie bedziesz prawnie ojcem Małej, ale będziesz ją kochał jak
                  własne dziecko, zawsze możesz ja adoptować.Jeśli będziesz formalnym ojcem, a
                  nie bedziesz umiał Małej zaakceptować, to będzie dopiero dramat dla
                  dzidzi.zastanow sie i rozważ co dla Ciebie i Malutkiej lepsze.Nie teraz.na
                  zawsze. Bo jak juz podejmiesz decyzję, że chcesz być jej ojcem, to zapomnij o
                  tym jak znalazła się i dzieki komu na tym świecie. Wtedy to MUSI BYĆ i POWINNO
                  BYĆ Twoje DZIECKO
                  • anja_pl Re: Totalna rozpacz 02.03.06, 22:03
                    to.ja.kas dobrze napisałaś, zgadzam się z Tobą całkowicie

                    jak wojtek poczuje,że kocha i jest w stanie byc PRAWDZIWYM OJCEM dla małej, to
                    wtedy może ja adoptować, w każdej chwili,
                    a jak nie, to nie ...

                    Wojtku siły i wiele cierpliwości Ci życzę, bo to wszystko bardzo trudne i
                    pogmatwane
                    • ak70 Re: Totalna rozpacz 03.03.06, 08:07
                      anja... a nie patrzysz na to, że dziecko nie będzie być może miało przyjemności
                      w czekaniu na to czy Wojtek zdecyduje się je adoptować czy nie? Ono tez ma
                      uczucia i potrzeby a wy wszyscy tutaj traktujecie je jak przedmiot, który można
                      przyjąć lub wyrzucić.
                      Wiem, że wychowywanie dziecka kochanki nie jest łatwe i każde spojrzenie na nie
                      będzie wywoływało bolesne wspomnienia, ale to tylko dziecko!! Boże
                      stworzenie... parafrazując znane powiedzenie o matce można tu powiedzieć "nie
                      ten ojciec co zrobił tylko ten co wychował". I zgadzam sie z tym.
                      • anja_pl Re: Totalna rozpacz 03.03.06, 11:24
                        zanim dziecko zacznie odczuwać "przyjemność" w czekaniu, Wojtek bedzie miał
                        czas na okreslenie swoich uczuć do małej. O małą powinni troszczyć sie jej
                        rodzice: zóna Wojtka i jej kochanek. Oboje sa tak samo odpowiedzialni za
                        dziecko i uważam, że kochanek powinien wiedzieć, że ma dziecko.
                        Bo co: jak jest skok w bok i nie ma dziecka, to wszystko w porządku, ale jak
                        jest dziecko to kobieta tylko jest winna? Facet zawsze dostaje rozrzeszenie?

                        Co ja bym zrobiła:
                        1. wyparła sie ojcostwa,
                        2. po kilku latach bym wiedziała, czy kocham to dziecko i czy mogę je spokojnie
                        traktować jak własne,
                        3. obserwować żonę, może separacja byłaby dobrym rozwiązaniem, aby w spokoju
                        uporządkować uczucia,

                        piszemy, że Wojtek może w każdej chwili adoptować dziecko, ale czy tak jest
                        naprawdę? przecież, ojciec dziecka nie będzie pozbawiony praw rodzicielskich,
                        chyba, że żona nie będzie kochanka w nic wciągała, nie wiem jak to wygląda z
                        prawnego punktu widzenia

                  • ak70 Re: Totalna rozpacz 03.03.06, 08:04
                    to.ja.kas... odpowiem Ci po kolei:

                    >Wychowywałabyś z radością dziecko Twojego kochanki? Traktowałabyś je jak własne
                    > ?> Kobieto, opamietaj się!Są może takie ideały jakich wymagasz od autora
                    watku, > ale życie to "niejebajka", jak kiedyś słyszałam.Miłością nie
                    zagłuszysz > wszystkiego
                    Powiem to tak: jest "miłość" i miłość... a różnica polega właśnie na
                    cudzysłowie.

                    > Piszesz "dla Waszego dziecka". Przepraszam Cię, ale jakie to jego dziecko?
                    czy
                    > jak Twój mąż bedzie płodził dzieci innym kobietom, też bedziesz je uważała za
                    > własne?
                    Miałam na myśli ich własne dziecko - syna.

                    > Wojtek, jeśli nie bedziesz prawnie ojcem Małej, ale będziesz ją kochał jak
                    > własne dziecko, zawsze możesz ja adoptować.Jeśli będziesz formalnym ojcem, a
                    > nie bedziesz umiał Małej zaakceptować, to będzie dopiero dramat dla
                    > dzidzi.zastanow sie i rozważ co dla Ciebie i Malutkiej lepsze.Nie teraz.na
                    > zawsze. Bo jak juz podejmiesz decyzję, że chcesz być jej ojcem, to zapomnij o
                    > tym jak znalazła się i dzieki komu na tym świecie. Wtedy to MUSI BYĆ i
                    >POWINNO BYĆ Twoje DZIECKO
                    No i tu sie zgadzamy.
                    Różnica między naszymi wypowiedziami polega tylko chyba na tym, że ja nie
                    staram się narzucic nikomu swojego sposobu myślenia. Ja po prostu sugeruję
                    Wojtkowi - wbrew całemu gremium na tym wątku - aby się jeszcze raz zastanowił,
                    głębiej zastanowił... bo na początku w swoim własnym pierwszym poście napisał,
                    że dziecko nie jest niczemu winne, że czuje sie jakby stracił córkę - ja
                    odczułąm, że jest mu z tym źle i że chyba wolałby nie wiedzieć, jaka jest
                    prawda. Myślicie o Wojtku a zapominacie o małej, dla której ON jest tatusiem -
                    innego nie zna i - jeśli Wojtek tak zdecyduje - nie pozna.
                    Myślałam, że idea forum polega na tym, aby dawać do myślenia, a nie narzucać
                    swoje rozwiązania.
                    • kopytkami_w_gwiazdy Re: Totalna rozpacz 03.03.06, 13:47
                      ak70 napisała:
                      > Kiedy Bóg zamyka drzwi, gdzieś otwiera okno smile
                      Jest nadzieja na przeciąg?


    • emde74 Re: Totalna rozpacz 03.03.06, 10:05
      jeśli ją kochasz, poddajcie się tej terapii, ona Cię oczyści, ułatwi wiele
      rzeczy. jeśli żona pokaże, że jej zależy, nie rozwodź się. życzę Wam szczęścia.
      M.
      • anna9612 Tak, najlepiej przebacz 03.03.06, 19:36
        Tak, najlepiej przebacz. Zonka poczuje sie bezkarnie. Moze zrobi jeszcze jeden
        skok bok? Moze tym razem sie udasmile i nie "zajdzie". Jestem za odpowiedzialnoscia
        i konsekwentym ponoszeniem kary za jej brak. Zona byla swiadoma swoich czynow.
        • to.ja.kas Re: Tak, najlepiej przebacz 03.03.06, 20:53
          Ak70, Twój post zaczyna się dramatycznie "Nie rób tego!". I Ty mówisz, o tym,
          że niczego nie narzucasz???? Cała reszta jest w tym samym, radząco - poboznym
          tonie.
          Jeśli miłość różni się od "miłości" to nie rozumiem, dlaczego nie powiesz mi
          wprost na pytanie -Gdyby Twój mąż zrobił dziecko kochance i przyprowadził je do
          domu i kazał wychowywać i kochać, to czy zaakceptowałabyś je zgodnie z boskimi
          prawami o jakich prawisz? A jakby sytuacja sie powtórzyła, to co wtedy? Wojtka
          żona też może zasponsorować mu replay.
          Niczego Wojtkowi nie nakazywałam, wręcz przeciwnie, napisałam, że sytuacja jest
          trudna, niejednoznaczna i nakazywanie czy dawanie dobrych rad jest nierozsadne.
          To prawda, że chodzi o dziecko, ale chodzi też o Wojtka.
          Wojtek będzie dobrym ojcem dla dziecka jeśli w pełni przekonany wejdzie sam w
          tą rolę, a nie gdy będzie kierował się chciejstwem żony, Boga, Twoim, moim czy
          Zenka z drugiej klatki.
          Nie mozna szantażowac go żonglując hasłem "Wszystkie dzieci nasze są" czy
          przykazaniami Bożymi, albo historiami z Ewangelii.
          W Prawie Bozym jak byk stoi "Nie cudzołóż" a w starożytnym Izraelu za
          cudzołustwo było przewidziane kilka kamyków o wadze powyżej 1 kg.
          Wybacz, ale inna była sytuacja Przenajświętszej Panienki i z jej Niepokalanym
          Poczęciem, a inna żony Wojtka, uprawiającej sex na boku z obcym facetem i
          podrzucającej nie Jego dziecko jak kukułka jajo. Więc albo każda zdradzająca
          zona i mąż są według Ciebie na równi z Marią Panną i obowiązkiem partnera jest
          przyjąć takiego jak Józef Maryję, albo Maryja równa takim cudzołożnym
          partnerom, albo masz problem z odróżnieniem dobra od zła i zwykłej
          sprawiedliwości i miłości, również do siebie samego.
          Wojtek martwi się, że może nie pokochać tego dziecka i skrzywdzić je brakiem
          miłości jeśli zostanie tatą.Dlatego lepiej niech się zastanowi czego chce tego
          teraz jak mała jest niemowlakiem, niż miałby ją odrzucić za parę lat, bo za
          szybko się zdecydował ją zaakceptować.
          Brzydzę się braniem partnera na litość , NIGDY bym sobie na to nie pozwoliła i
          może dlatego nie zaznałam jakiejś zdrady czy odrzucenia. Osoba która żyje ze
          mną wie, wóz, albo przewóz i ona tez ma takie prawo. Przede wszystkim chce spac
          spokojnie i tuląc się do faceta nie zastanawiać się czy może mysli o innej, czy
          była lepsza, czy porównuje. Wojtek też ma prawo do spokojnego snu.
          A dziecko ma obydwoje rodziców, Wojtka żonę i jej kochanka. I to oni tak
          naprawde są odpowiedzialni za małą. Apele o miłości w imię Boże powinno się
          kierować przede wszystkim do nich. Bo to na rodzicach spoczywa obowiązek dbania
          o dziecko
          Jeśli Wojtek zdecyduje się pokochać Małą, to będę go podziwiać i kibicować. Ale
          NIE MA TAKIEGO OBOWIĄZKU i apele takie jak Twoje pokazują, że nie masz za grosz
          empatii.
          • anja_pl Re: Tak, najlepiej przebacz 03.03.06, 21:07
            i znowu się z Tobą zgadzam, to samo wyżej napisałam
          • ak70 Re: Tak, najlepiej przebacz 07.03.06, 07:45
            No dobra... przekonałaś mnie... o to chodziło??!
            Ja po prostu chciałam, aby Wojtek spojrzał na sytuację pod innym kątem. Ale
            może to nie był najlepszy pomysł i porównanie...
            Gdyby mój mąż zrobił dziecko kochance i przyprowadził je do domu to zabiłabym
            kochankę, a dziecko wychowała sama wink A jeśli byłaby to dziewczynka to chyba
            nawet byłabym szczęśliwa... to oczywiście lekki żart, ale tak naprawdę chyba
            pokazałabym mu drzwi.
            To.ja.kas. życie nie jest białe i czarne niestety... ma mnóstwo odcieni
            szarości. Łatwo jest nam radzić komuś coś... ale nie jesteśmy w sytuacji
            Wojtka, on sam bije się z myślami i uczuciami, bo - sądząc z jego postów -
            chyba zdążył już pokochać małą... w końcu pomagał przyjść jej na świat! To
            rodzi dużą więź... Spójrz na jego pierwszy post a potem - po waszych
            wypowiedziach - na kolejne. W pierwszym zastanawia się czy nie przyjąć małej, a
            już w kolejnych zrzeka się ojcostwa i myśli o rozwodzie. Mój post miał mu pomóc
            znaleźć sprzymierzeńca, jeśli zdecyduje się wychowywać małą - bo większość z
            was mu to odradzała. Napisałam aby tego nie robił, bo myślę, że cokolwiek zrobi
            bedzie cierpiał. Tu nie ma dobrego rozwiązania... Co do replay'u żony to zawsze
            można zażądać od niej hmm... ostatecznego ubezpłodnienia. I tyle.
            • to.ja.kas Re: Tak, najlepiej przebacz 07.03.06, 11:33
              Ak70, jestes słodka smile)))
              Wiem, że tego chciałaś i Twoja życzliwość dla świata jest wspaniała.
              Ja trzymam kciuki za Wojtka i za Mała. Naprawdę.
              Wierz mi, że nie cieszyłabyś sie z dziewczynki która poczułby Twój mąż z
              kochanką. Skąd wiem???Byłam kochanką, jestem z osobą która należała do kogoś
              innego.
              Nawet nie jesteś w stanie pojąć jak trudno mi było i jest do tej pory.
              Doskonale wiem, że świat nie jest czarny i biały.
              Myślisz, że ubezpłodnienie to wyjście???
              Oj, Droga Ak, czy wyjsciem na ewentualny replay Twego meza jest podwiazanie
              nasieniowodów???smile))))
              Mysle, że jesli Wojtek jest dorosły i odpowiedzialny to kieruje się własnymi
              odczuciami a nie nasza pisanina na forum smile

              Pozdrawiam Cie serdecznie
              • wojtekp67 Re: Tak, najlepiej przebacz 07.03.06, 12:53
                tak, kieruję sie odczuciami, ale dzięki za opinie. One też pomagają. taka moja
                mała prywatna terapia. smile
                Ja caly czas nie rozumiem jak kobieta wyksztalcona , majaca rodzinę idzie z
                ledwo poznanym facetem do łózka bez żadnych zabezpieczeń. Bo myślała," ze
                jeszcze nie ma dni płodnych". Jak kobieta po kilkunastu latach małzenstwa moze
                być tak okrutna , wykorzystać w czasie ciazy , po porodzie, widzieć jak sie
                staram, jak skaczę , dbam o nią i dziecko i co moze tak patrzeć? Patrzec na
                miłosć, która daję i wiedziec że zaraz dostanę nozem w plecy. Tak sie nie robi
                obcemu a wlasnemu mezowi, któremu sie mówi że sie kocha. Przykre, niestety. i
                uczy jednego , dbaj o siebie, nie ufaj, nie mozesz na nikim polegać, nikomu
                wierzyć. Lepiej być samemu i sie nie bać. Pozdrawiam.
                • ak70 Re: Tak, najlepiej przebacz 07.03.06, 14:55
                  Wojtek... przykro mi... po części wiem co czujesz, bo mój mąż po 12 latach
                  małżeństwa też mnie zdradził... poczułam sie jak... eech! szkoda gadać! czuję
                  sie fatalnie do tej pory (choć narazie nie wiem nic o owocu tego skoku w bok),
                  ale pozwoliłam mu wrócić, próbujemy jeszcze raz... nie wiem tylko czy jestem w
                  stanie wybaczyć, bo zapomniec sie nie da.
                  Trzymaj się, cokolwiek postanowisz!
                • buba77 Wojtek, daj sobie czas. 10.03.06, 12:26
                  Podpisuje sie wszystkimi rekami pod tym co napisała ta.ja.kas.
                  I daj sobie czas, to okropne co Cie spotkało i tylko Twoje rozważne i
                  odpowiedzialne decyzje moga z czasem naprawić ten związek - czytaj: sprawić, że
                  oboje będziecie za niego odpowiedzialni, a nie tylko Ty. Jakoś nie wydaje mi
                  się, żeby Twoja żona była zdolna do samoistnej "przemiany".
                  Może z czasem zrozumie i to doceni. Ale nie musi tak być. I to jest smutne. Ona
                  nie musi się zmienić. Dobrze jest być gotowym i na taką ewentualność. Moim
                  zdaniem dużo od Ciebie zależy: na ile dasz jej do zrozumienia, co czujesz, na
                  ile przebaczyć, na ile "ukarać" - chcę być dobrze zrozumiana, chodzi mi tutaj o
                  szczerość we wzajemnych stosunkach. To ogromny sprawdzian i wysiłek. Myślę, że
                  rozłąka na jakiś czas mogła by pomóc, choć to pewnie trudne ze względu na
                  dzieci. Ale może warto zadbać o swój komfort właśnie teraz.

                  Mnie w trudnych chwilach z moim byłym juz partnerem pomagała myśl dlaczego z
                  nim się związałam - nawet po wielu latach i wielu kryzysach tamto "coś" było
                  dla mnie ciągle żywe.
                  Pozdrawiam Cię serdecznie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka