anja_pl 14.03.06, 08:52 media.wp.pl/kat,19511,wid,8226380,wiadomosc.html?rfbawp=1142322092.866&ticaid=113e9 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
zwierciadlo0 Re: straszne 14.03.06, 10:18 Emocje, emocjami, ale poziom rozwodu to czesto poziom zycia tych ludzi w trakcie malzenstwa. U mnie bylo spokojnie, moze to kwestia tez czasu. Od momentu rozejscia sie a podjecia decyzji o rozwodzie. Co nie znaczy wcale ze bylo latwo. Rozsypalam sie emocjonalnie. Odpowiedz Link
lizy Re: straszne 14.03.06, 20:50 Rozwod jest podobno drugim (pierwszym jest smierc wspolmalzonka) najbardziej stresujacym wydarzeniem w zyciu. Dlaczego tak to boli? A moze sa ludzie po ktorych to splywa? Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: straszne 14.03.06, 21:25 A moze sa ludzie po > ktorych to splywa? Dla mnie sam rozwód nie był stresujący (okoliczności, które do niego doprowadziły, owszem). Natomiast jeśli się omówi wszystkie sprawy, nie ma punktów spornych, oraz obie strony dążą do rozwodu - to nie widzę miejsca na stres. Rozwód dla mnie oznaczał początek nowego rozdziału, zresztą co się sprawdziło w 100%, ponieważ tydzień po orzeczeniu rozwodu spotkałam drugiego męża - i co najdziwniejsze, poznaliśmy się na czacie, gdzie opisywałam sprawę rozwodową. Nie chciał wierzyć, że można rozstać się kulturalnie i zaproponował spotkanie - miesiąc później zamieszkalismy ze sobą, i tak mieszkamy już 6 lat. Odpowiedz Link
zwierciadlo0 Re: straszne 14.03.06, 21:32 Podziwiam za szybkosc. Ja przyplacilam to kilkuletnia deprecha i totalna izolacja. Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: straszne 14.03.06, 21:56 od odejścia eksa do orzeczenia rozwodu minął rok, otrząsnęłam się po 6 miesiącach od rozstania, później zaczęłam się już spotykać z innymi. Tak sobie myślę, że ponieważ eks zostawił mnie z 3-tygodniowym maleństwem (bo przed porodem nie chciał mnie stresować odejściem, taki wyrozumiały))), i właśnie córeczka, zajmowanie się nią, codzienne kilkugodzinne spacery po lesie z wózkiem sprawiły, że tak szybko stanęłam na nogi. Izolacji też nigdy nie doświadczyłam, znajomi, rodzina byli cały czas przy mnie - wiem, że miałam szczęście. Najtrudniej przychodzi uświadomienie sobie, że to już koniec, że już koniec z oglądaniem się za siebie. Później może być tylko lepiej. Co do szybkości poznania i zamieszkania z drugim mężem, to do dzisiaj tego nie rozumiem - po prostu czułam, że to moja druga połówka. 6 lat spędzonych ze sobą, bez kłótni, w w harmonii, w przyjaźni potwierdza tylko moją tak absurdalną na pierwszy rzut oka decyzję - chociaz nawet nie mozna tego nazwać decyzją - wiedziałam, że jesteśmy stworzeni dla siebie, i nie pomyliłam się. Dlatego zawsze rozwód będę traktować jako rzecz konieczną do zakończenia pewnego etapu życia, będącą szansą na przejście do kolejnego. I nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy ze wszystkich sił utrudniają uzyskanie rozwodu - przecież tak naprawdę działają na swoją niekorzyść. Zamiast zacząć od nowa, jeszcze tkwią w dawnych układach. Odpowiedz Link