Brak oparcia....

30.03.06, 10:57
Przez 8 lat mojego malzenstwa nie mialam oparcia,ja bylam glowa rodziny.
Teraz z powodu bycia samej z dzieckiem tez go nie mam, ale odkrylam, ze jest
mi latwiej,bo martwie sie tylko o siebie i dziecko.
Czasami mysle,ze fajnie byloby moc na kims polegac, ale do wszystkiego mozna
sie przyzwyczaic.
Dlaczego wszyscy mezczyzni, ktorych poznaje sa jak "huby"?
Juz raz sie sparzylam, drugi raz nie popelnie tego bledu, chyba lepiej byc
samemu niz sie rozczarowac....
    • azb11 Re: Brak oparcia.... 30.03.06, 11:51
      Ja też uważam że to główny powód rozpadu mojego małżeństwa. Zawsze sama do
      przodu. Oczekiwałam partnerstwa. Brałam na siebie coraz wiecej i w pewnym
      momencie przestałam już dawac radę. Zaczęły sie pretensje i walka o pomoc.
      Doprowadziły do tego ze jestem na tym forum. Bo zeby rozwiazac problem trzeba
      go w ogóle dostrzec i umieć sie przyznać do błędu.
      Ja się do błędów przyznaję a niektórym łatwiej i wygodniej jest uciec i robić
      to na co się ma ochotę
      • libra22 Re: Brak oparcia.... 30.03.06, 11:56
        Nauczyłam się liczyć na siebie w pewnych sprawach małżeństwa (nie we
        wszystkich ), ale zawsze bolało. Teraz wiem, że jestem sama i nie boli. A
        przynajmniej mało i z rzadka.
    • yashka Jakbym czytała 30.03.06, 12:05
      historię mojego małżeństwa smile. Mam jednak nadzieję, ba, głęboko w to wierzę,
      że tacy mężczyźni to jednak zdecydowana mniejszość (wśród moich znajomych tylko
      ja miałam pecha). Pozdrawiam!
      • lizy Re: Jakbym czytała 30.03.06, 23:37
        Ja zylam jak na bombie-w kazdej chwili mogl sie zacpac albo zapic, albo stracic
        wszystkie pieniadze (to jego byly, mial prawosmile). Uff, teraz mam mniej, ale
        spokojniejsze zycie.
    • tachazit Re: Brak oparcia.... 31.03.06, 11:16
      Wczoraj mnie olśniło - dlaczego ciągle muszę liczyć tylko na siebie.
      Bo sama daję takie sygnały otoczeniu - jestem samodzielna, dam sobie radę,
      radzę sobie sama, zosia samosia, pani doskonała, doskonałe plany realizacji
      marzeń, nawet w marzeniach widzę jak idę sama drogą przez las. Rzadko
      przychodzi mi do głowy, że ktoś mógłby mnie odciążyć, że potrzebuję drugiego
      człowieka.

      Spotkałam wspaniałego mężczyznę, a on powiedział mi: widzę, że trudno Ci
      zostawić swoją samotność i twój plan nie uwzględnia wspólnego tworzenia życia.

      Zastanawiam się, czy tak naprawdę chcę być sama, a jeśli z kimś, to do czego
      byłby mi potrzebny ?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja