Dodaj do ulubionych

poddałam się

07.04.06, 22:43
wynajmuje adwokata i walczę o rozwód z jego winy, przeczytałam dzisiaj w
sądzie zarzuty jakie ma do mnie, na podstawie których sąd miałby orzec moja
winę, stek kłamstw typu niezamieciona podłoga,

nie mogę juz więcej czekać na człowieka, który kłamie, strasznie się
zeszmacił, nie wierzyłam,ze tak nisko mozna upaść,

tri zadowolony? sad
Obserwuj wątek
    • tricolour W sadzie przyda Ci się spokój... 07.04.06, 23:12
      ... i rzeczowość. Trenuj to na forum, bo to dobre miejsce. Jeżeli chcesz zrobić
      ze mnie worek treningowy, to nie zgadzam się.

      Życzę powodzenia w walce o swoje miejsce.
      • anja_pl Re: W sadzie przyda Ci się spokój... 07.04.06, 23:21
        nie chcę z Ciebie zrobić worka treningowego big_grinbig_grinbig_grin

        mam gdzie zawiesić prawdziwy sad

        a o to zadowolenie pytałam, bo kilka dni temu post do mnie pisałeś, jakbys
        oczekiwał, ba nawet "naciskał" bym to zrobiła,

        na razie nie mogę się uspokoić, spać tez nie moge sad
        • tricolour Przykro mi, że tak to się kończy... 07.04.06, 23:33
          ... Przykro, że miałaś nadzieję, a ta pryska w taki sposób. Z drugiej strony
          jakos tak czułem, że Twoja nadzieja jest bez podstaw i stąd moje "popychanie".
          Bardzo broniłaś instytucji małżeństwa jakbyś chciała w ten sposób wzmocnić swój
          związek - tak to odczuwałem i stąd moje komentarze.

          Masz w nas swoich sprzymierzeńców w walce z facetem, który okazuje się godny
          pogardy.

          smile)
          • anja_pl Re: Przykro mi, że tak to się kończy... 07.04.06, 23:52
            dzięki tri,

            bo dziś zrozumiałam, że facet, którego pokochałam nie żyje sad,
            tamten był człowiekiem honoru, odpowiedzialnym, uczciwym, dlatego mogłabym mu
            bez obaw zaufac ponownie

            ten obrzuca mnie błote, bo chce osiągnąć swój cel, choćby po trupach,

            dobrze,że nie zgodziłam sie na rozwód bez orzekania o winie, byłabym juz po
            rozwodzie, a ciągle bym nie poznała tego faceta,

            ta nauka boli okropnie, ale może teraz mi bedzie łatwiej, nie wiem...

            a małżeństwa bronię, nadal,
            wg prawa koscielnego będę mężatką i nie mam szans tego zmienić....

            może na podatkach zaoszczędzę, rozliczać się będę z dziećmi
            • tricolour Powiem Ci, Aniu tyle: 08.04.06, 00:25
              Dwa lata temu jedna z moich znajomych zapytała mnie nieśmiało czy nie chciałbym
              cos zadziałać "w temacie" nieważności małżeństwa. Pokłóciliśmy się (troszke mnie
              znasz smile), bo tak broniłem małżeństwa.
              Potem były inne pytania od innych osób - ja broniłem.

              Potem poznałem Przyjaciółkę i zacząłem miec problem z tą znajomością w
              kontekście sakramentu.

              Potem zainteresowałem sie różnymi filozofiami (by jakoś Boga przegonić), które
              doprowadziły mnie do wniosku, że to krętactwo. Że szóste przykazanie jednak jest
              na liście dziesięciu.

              Potem nie miałem nadziei i nie wiedziałem, co robić.

              Potem na spowiedzi ksiądz "zaproponował" proces o nieważność w oparciu o prawo
              kanoniczne...

              Piszę tylko po to by Ci powiedzieć, że WSZSTKO może jeszcze przed Tobą smile))))))))
              • scriptus Re: Powiem Ci, Aniu tyle: 08.04.06, 00:33
                Anju, może jestem źle poinformowanym pesymistą, ale wierzę, że jeszcze będziesz
                szczęśliwa, przejdziesz przez to wszystko, co Cię czeka i jakoś Ci się wszystko
                ułoży i odnajdziesz znowu swoje szczęście. Nie wiem, jak to będzie wyglądało,
                ale jesteś tak miłą i pogodną osobą, jestem przekonany, że na pewno Ci się uda.
                • brzoza75 jestem 10.04.06, 09:21
                  trzymam kciuki anju, walczę cały czas, przygotuj się proszę na walke
                  rozciągniętą w czasie, ja mam wrażenie, że sądy jeśli chodzi o orzekanie o winie
                  świadomie przeciągają,sen wróci z czasem i spokój.
              • anja_pl Re: Powiem Ci, Aniu tyle: 08.04.06, 08:12
                byłam u specjalisty z prawa kanonicznego, jeszcze walczyłam o małżeńswto, ale
                tak "przy okazji" zahaczyłam, wiem, nic z tego...
                a kłamać nie mam zamiaru,
                • brzoza75 ... 10.04.06, 10:03
                  ja też nie miałam zamiaru i nie skłamałam w sądzie a stek bzdur i kłamstw też
                  usłyszałam i pewnie jeszcze usłyszę bo następna w lipcu, trzymaj się!
              • brzoza75 do Tri 10.04.06, 09:25
                oj tak Tri ja też myślę o tym kurcze...
    • scriptus Re: poddałam się 07.04.06, 23:54
      Anju, smutno mi się zrobiło. Smutno mi się zrobiło, że jednak Cię złamał. Bardzo
      mi imponowałaś Twoją postawą i oczywiście bardzo Cię szanuję nadal. Życzyłem Ci,
      żeby jednak się spełniło Twoje marzenie.

      Przyznaję, rozwodzenie się z powodu niezamiecionej podłogi jest zbyt żałosne
      nawet na dowcip. Uważaj na siebie. Szykuje się bijatyka, uważaj, na siebie i
      dzieci, żeby Was to jak najmniej pokaleczyło.
      Przepraszam, że się tu mądrzę. Jednak tak, jak życzyłem Ci, żeby Twoja miłość
      zwyciężyła, wierzę w Twoją siłę i rozwagę w tej trudnej walce, która Was teraz
      czeka. Nie znam się na sprawach związanych z rozwodem. Nie jestem w stanie
      pomóc, tu chyba Tri jest ekspertem, jednak, gdyby Ci było źle i smutno, mogę
      próbować dodawać otuchy ...
      • anja_pl Re: poddałam się 08.04.06, 00:03
        ponad trzy lata walczyłam, zapraszałąm na święta (nidgy nie przychodził, ale
        zawsze dawał dzieciom złudną nadzieję, że tym razem może będzie),

        zniosę wiele, ale nie obrzucanie błotem, kłamstwami,

        zdrada? no cóz, każdy ma prawo popełniać błędy, a my kochając mamy obowiązek je
        wybaczać, byle się to nie powtórzyło, - druga szansa...

        zawsze byłąm wobec niego uczciwa, a on mi z kłamstwami wyjeżdża, a swojej
        kochance słowa nie powiedział
        • daleko_do_siebie Re: poddałam się 08.04.06, 00:11
          Teraz już tylko zadbaj o siebie jaknajlepiej. Tak to jest - zna się kogoś wieki
          całe, a jak przychodzi taki czas to dopiero poznajesz go prawdziwego.
        • scriptus Re: poddałam się 08.04.06, 00:26
          Nie znoszę ludzi, którzy krzywdzą swoje dzieci.
          Narobić dziecku nadziei i zawieść ją, to duża krzywda.
        • gossamer2 Re: poddałam się 08.04.06, 00:41
          Anja (czytam to forum od ponad roku, przedstawiałam się tu w styczniu, ale
          wciąż trudno mi pisać) - nie mów, że Ty się poddałaś - chyba raczej zabrakło
          osoby, o którą można walczyć. A to zupełnie co innego niż poddac się i
          zrezygnować.
          • anja_pl Re: poddałam się 08.04.06, 08:16
            dzięki, może rzeczywiście masz rację,
            faktem jest, że stwierdziłam, iż człowieka, o którego walczyłam, już nie ma ...
            a o kłamcę trudno walczyć, nie chcę budować przyszłości na kłamstwach
            • kasiar74 Re: poddałam się 08.04.06, 13:33
              anja zrobiłas wszystko co w swojej mocy, cały czas byłas w zgodzie ze sobą i
              swoimi uczuciami i zasadami, możesz wstać rano i bez obaw spojrzeć w lustro.
              Przykro że to się jednak skończyło, ale teraz masz przynajmniej pewność że już
              nie ma o kogo walczyć
              • zwierciadlo0 Re: poddałam się 09.04.06, 11:23
                Najbardziej boli rozczarowanie, ze On to nie On w gruncie rzeczy. Kiedy zdamy
                sobie juz sprawe z tego ze TAMTEGO juz nie ma i nie bedzie, budzimy sie w
                wielkiej pustce. Anju, jestem z Toba.
                Walka z uczuciami skonczona, teraz powalcz o siebie, zycze Ci duzo , duzo sily.
                Przytulam.
                • kruszynka301 Re: poddałam się 09.04.06, 11:27
                  Owszem, budzimy się w wielkiej pustce, ale jest to pierwszy krok do normalności. Anja przez lata żyła złudzeniami, dla mnie to o wiele gorsze, niż uczucie pustki czy rozczarowania.
                  Teraz będzie już powoli coraz lepiej, naprawdę.
                  • zwierciadlo0 Re: poddałam się 09.04.06, 11:35
                    Oj tak, pomalutku, ale do przodusmile Tez przez to przechodzilam. Najsmutniejsze
                    jeszcze beda kolejne odkrycia zawodu i pytania - moje o poranku - jak moglam
                    tego nie widziec wczesniej? Szok, ale tak bywa.
                  • kurka_wodna2 poddałam się 09.04.06, 12:25


                    Kiedyś-niedawno,gdzieś czytałam,że młode sędziny są bardzo zasadnicze w sprawach
                    zdrady.
                    Załatw jakoś z dziewczynami w kancelarii sądu,aby taka wzięła twoją sprawę.
                    Wtedy pan karbowy otrzyma pytanie:jak wygląda mop i zmiotka w domu powoda? 8))
                    • scriptus Re: poddałam się 09.04.06, 13:22
                      Eeee, mop i zmiotka na pewno wyglądają porządnie, bo dochodząca pani od
                      sprzątania nie będzie sprzątać byle czym i każe kupić, co trzeba sad
                      • kurka_wodna2 Mopy 09.04.06, 13:52

                        Niektorzy panowie domagając się opieki nad dziećmi nie znają ich daty
                        urodzin,klasy,nazwiska wychowawczyni...

                        A co ma powiedzieć karbowy o mopie?
                        • tricolour Mało mnie przekonuje taki argument... 09.04.06, 14:02
                          ... że znajomośc nazwiska nauczycielki jest konieczna do opieki nad dzieckiem.
                          Może dlatego nie zna tego nazwiska, że nie mógł jeszcze poznać.

                          To tak samo jakby odrzucić kandydata na studia, bo nie zna nazwisk profesorów.
                          • kurka_wodna2 Mało mnie przekonuje taki argument., 09.04.06, 14:54
                            sądu też nie przekonuje.
                            Jeśli opiekuje się ktos dzieckiem,to jak moze nie znać wychowawczyni?
                            Przecież chodzi na wywiadówki,uczestniczy w zyciu przedszkolaka,jego
                            problemach,załatwia zrzutki za języki i zajęcia dodatkowe.
                            Albo ktoś się faktycznie opiekuje dzieckiem i pragnie to tylko sądownie
                            uprawomocnić albo takim powództwem ma zamiar dokopać partnerowi.
                            • scriptus Re: Mało mnie przekonuje taki argument., 09.04.06, 16:23
                              Ja nie pamiętam nazwiska wychowawczyni!!! Ale imię znam smile))))))
                              Znam jednak numer sali, gdzie urzęduje, numer jej komórki na pamięć, mówię jej
                              dzień dobry zawsze, jak spotkam, a oficjalnie spotykamy się kilka razy w
                              miesiącu w szkole.
                              Za to ona doskonale zna mnie, łącznie z numerem mojej komórki smile)))

                              Nie pamiętam nazwiska... czy to znaczy, że nie opiekuję się moim dzieckiem
                              należycie?

                              Faceci nie pamiętają nieraz takich rzeczy, jak nazwiska, zresztą niektóre
                              kobiety zbyt często je zmieniają tongue_out
                              • kurka_wodna2 przekonuje taki argument., 09.04.06, 17:11


                                Wychowawcą mego dziecka też był osobnik płci przeciwnej,apetyczny bardzo 8).

                                Informacji jednak miałam dużo więcej od Ciebie,ale nie z powodów sądowych-hihi.
                                • scriptus Re: przekonuje taki argument., 09.04.06, 22:37
                                  Pragnę podkreślić, że jestem człowiekiem żonatym, zatem wychowawczyni mojego
                                  potomka interesuje mnie wyłącznie jako wychowawczyni mojego potomka, chociaż
                                  jest starą panną, i to jeszcze nawet w wieku zbliżonym do mojego. W moim wieku
                                  panny juz sa dawno starymi pannami, czego się nie da powiedzieć o kawalerach.
                                  smile))))))
                                  • scriptus Re: przekonuje taki argument., 09.04.06, 22:39
                                    scriptus napisał:

                                    > Pragnę podkreślić, że jestem człowiekiem żonatym, zatem wychowawczyni mojego
                                    > potomka interesuje mnie wyłącznie jako wychowawczyni mojego potomka, chociaż
                                    > jest starą panną, i to jeszcze nawet w wieku zbliżonym do mojego. W moim wieku
                                    > panny juz sa dawno starymi pannami, czego się nie da powiedzieć o kawalerach.
                                    > smile))))))

                                    Dodam jeszcze, że wdowa w moim wieku zostanie jednak nazwana młodą wdową, to
                                    tytułem rekompensaty, chociaż nie wiem, czy to sprawiedliwe tongue_out
                                    • mindsailor Re: przekonuje taki argument., 10.04.06, 09:39
                                      oj, ten Twój relatywizmwink)
                                      • scriptus Re: przekonuje taki argument., 10.04.06, 11:18
                                        Owszem, nie przeczę, chociaż jest równouprawnienie, pod niektórymi względami
                                        faceci mają lepiej, ale owszem, pod innymi również gorzej smile)
    • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 08:47
      Aniu,

      przykro misad mimo, że mam zdecydowanie inne zdanie od Twojego na temat
      małzeństwa, miąłam nadzieje, że u Ciebie skończy sie to inaczej.
      będę za Ciebie trzymac kciuki, aby sprawa kosztowal Cię jak najmniej nerwów.

      trzymaj sięsmile)
      • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 09:38
        Przeczytałam ten watek wczoraj i powiem Wam szczerze, że mną wstrząsnął.
        To straszne!
        Dlaczego?
        W 99 roku mój mąż nie chciał mi dać rozwodu.By go uzyskać złożyłam wniosek o
        rozwód z orzeczeniem o jego winie i załozyłam sprawe karną która wygrałam (w
        pozwach nie posunęłam się do kłamstw, nie musiałam. Ale gdybym musiała? Nie
        wiem!Nie chciałam być żoną swojego mężą!!!Nie mogłam!). Rozwód uzyskałam.
        Każdy z nas stworzony jest do wolności psychicznej. Ania robiła to co uważała
        za najlepsze dla siebie, jej mąż to co uważał za dobre dla siebie.
        Nie zatrzymamy nikogo zamykając oczy i wołając "nie chcę, nie zgadzam się z
        rzeczywistością !!!".
        Odszedł, bo nie kochał. Chciał załatwić sprawe polubownie. Nie mógł. Co mu
        pozostało? Ania chciała by był jej meżem, on nie chciał mieć jej za żonę.
        Teraz będzie wojna na której ucierpi każdy, z dziecmi włącznie.
        Kiedys moja koleżanka zaprosiła swojego męża który odszedł na niedzielne obiady
        ze wzgledu na dzieci. Przyszedł pare razy. Potem w sądzie utrzymywała, że wiele
        ich ciągle łączy, np. niedzielne obiady i chłop długo udowadniał, że kocha
        dzieci i dlatego przychodzi a nie dla związku z nia. Przestał przychodzić. Kto
        na tym ucierpiał???? Nie znam sytuacji Ani, wiec nie twierdze, ze jest tak
        samo. Ale moze tego sie bał? Nie wiem.Może Ania i jej mąż mogli zostac dobrymi
        rodzicami swoich dzieci??? Teraz juz zafunduja sobie i im szermierkę, walki i
        obrzucanie błotem.
        Mógł zostać szacunek i wspomienia. Mogła zostać bliskość osób które maja
        wspólne dzieci. Teraz będa myśleć o sobie z niesmakiem i żalem i zastanawiać
        się "jak mogłem pokochac taką osobę?". Nawet ja czasem żałuję, że mój rozwód
        wyglądał tak a nie inaczej. Ale to było fatalne małżeństwo. Ale mimo wszystko,
        mogło stać sie inaczej.
        Szkoda, że tak sie stało
        • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 09:41
          > Mógł zostać szacunek i wspomienia. Mogła zostać bliskość osób które maja
          > wspólne dzieci.

          własnie, dlatego przykro, że tak się stałosad(
          a co do postepowania Ani męża, skoro tak bardzo chciał rozwodu, mógł złozyc
          wniosek, nie uciekając sie do kłamstw. moim zdaniem w żaden sposób nie tłymaczy
          go postępoiwanie Ani.
          • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 09:45
            Z tego co zrozumiałam (może źle, ja czasem nieuważnie czytam), proponował
            rozwód bez orzekania o winie. By otrzymac w ten sposób rozwód Ania musiałaby
            się na niego zgadzac, a wydaje mi sie, ze nie chciała. Może to desperacja???
            Nie wiem.
            Nasze działania zawsze mają jakies konsekwencje. Akcja wywołuje reakcję.
            Alez ja go nie pochwalam!!!! Ja zastanawiam sie dlaczego ktoś kogo uważała, za
            dobrego męża i przyjeciela posunał się do takiego czynu???
            • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 09:48
              tego tez nie doczytałamsad o propozycji orzekania bez winy.

              a może Ania uważała go za takiego dobrego, bo chciała go takim widzieć? a może
              to zwykła swinia i tyle?
              • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 09:51
                może tak? Może nie? Znali sie iles tam lat. Nie wiem, nie znam faceta. Dla mnie
                moze to byc swinia dla kogos innego ideał
                Ja mam przeczucie (ale to tylko moje zdanie), że to desperacja.
                • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 09:55
                  nie wierzę, że facet tak na siłe, za wszelką cenę chciałby rozwodu! (ale to tez
                  tylko moje zdanie). zazwyczaj mężczyznom na tym nie zależy.
                  a może robi na złośc?
                  • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 09:56
                    moze nawzajem sobie robią. Jesli ma kochanke, moze chce oficjalnie byc wolny?
                    • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 09:59
                      ale na co mu to? znasz faceta, który chciałby rozwodu za wszelką cene? bo ja
                      nie.
                      • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 10:01
                        Tak. Mój facet. Narazie próbuje polubownie. Od dłuzszego czasu. Prosi, błaga,
                        zostawił dom, mieszkanie, samochód, lokaty. Prosi o dwie rzeczy: widzenia z
                        dziecmi i rozwód.
                        • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 10:04
                          a Ty nie chcesz się zgodzic?
                          • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 10:06
                            Nie, ja nie chce sie zgodzic na zamieszkanie z nim. Nie chce sie zgodzic na
                            zadne wiazace ruchy bo: po pierwsze moje małżeństwo pokazało mi, że może to byc
                            straszna rzecz i sie boje, po drugie on ma oficjalnie rodzine, po trzecie ja
                            lubie swoja prywatnosc.
                            • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 10:13
                              aha, przepraszam. myślałam, że piszesz o swoim mężusmile
                              może jak będzie po rozwodzie, to się zgodzisz?
                              a ja chciałabym aby ojciec mojego dziecka był oficjalnie po rozwodzie, mimo, że
                              nie zamierzam za niego wychodzic za mąz. po prostu chciałabym, aby nie miał
                              zonysmile
                              • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 10:18
                                A ja nie wiem, czy mi zależy? Chyba bardziej jemu? Ja mam argument, żeby
                                powiedzieć "nie możemy razem mieszkać". Ja po moim mężu panicznie sie tego
                                boję. Pomimo tego, że obecny to ideał. O niezależność długo walczyłam i chyba
                                się od niej uzależniłam. Pewnie konsekwencje mojego małżeństwa i koszmaru
                                siedmiu lat.
                                • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 10:29
                                  pewnie Ci zależy, ale wolisz sie asekurować.
                                  nie dziwie się.
                                  • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 10:31
                                    Widzisz Mind, wcale nie jestem taka pewna, czy mi zależy. Bo ja nie wiem, czy
                                    jak on wolny bedzie to czy ja wtedy zmienie zdanie. Narazie twierdze , że nie i
                                    obawiam sie ze tak zostanie. A on bedzie wtedy nalegał. Zagubiłam sie w tym
                                    wszystkim.
                                    Patrze na te jego rozpaczliwe próby uzyskania rozwodu i jedyne co mnie wkurza
                                    to ból dzieci.
                                    Ale to ich sprawa. Dwoje rodzicow w koncu wie, co robi. Ja sie nie wtracam.
                                    Ja mam to za soba.
                                    • mindsailor Re: poddałam się 10.04.06, 10:47
                                      moim zdaniem, jak coś masz, to nie doceniasz i sie nawet nie zastanawiasz, co
                                      by było, jakbys to straciła. dopiero jak tego nie ma, albo może nie byc, to
                                      wiesz, jak Ci zależało. ja tak mam na przykład.
                                      a jego zona nie zgadza sie na rozwód?
                                      • to.ja.kas Re: poddałam się 10.04.06, 11:47
                                        Nie, nie zgadza sie
            • chalsia Re: poddałam się 13.04.06, 16:28
              to.ja.kas napisała:

              > Z tego co zrozumiałam (może źle, ja czasem nieuważnie czytam), proponował
              > rozwód bez orzekania o winie. By otrzymac w ten sposób rozwód Ania musiałaby
              > się na niego zgadzac, a wydaje mi sie, ze nie chciała. Może to desperacja???
              > Nie wiem.


              Niekoniecznie. To po prostu dbanie też w własne interesy (słuszne) np. nie
              bycie obciążoną 50% kosztów rozwodu. Nie znam sytuacji zyciowej autorki, ale
              być może alimenty na nią też są ważne.
              A po za wszystkim uważam za normalne i emocjonalnie usprawiedliwione, że
              zdradzona/porzucona kobieta chce by oficjalne rozstanie odbyło się ze
              wskazaniem winnego tegoż. Być może to dal niej jedyna forma zadośćuczynienia.
              Chalsia
              • kruszynka301 Re: poddałam się 13.04.06, 16:49
                chalsiu, nie koniecznie trzeba być obciążoną 50% kosztów sądowych. Można się wcześniej umówić, kto je pokrywa, i na początku rozprawy powiedzieć o tym Sądowi.
                Rozwód bez orzekania winy to dla mnie przede wszystkim mniejszy stres i oszczędność czasu, a to są dla mnie priorytetowe.
                Poczytaj relację z rozwodu mgrani. Moim zdaniem, właśnie tak powinien wyglądać rozwód (mój miał zresztą bardzo podobny przebieg, miałam jeszcze rozprawę wstępną):
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=40192863
                • chalsia Re: poddałam się 13.04.06, 17:11
                  ale my tu nie dyskutujemy nad tym, czy rozwód bez orzekania o winie jest lepszy
                  czy gorszy, ale o tym, że autorka wątku nie chciała się zgodzić na rozwód bez
                  winy, teraz ma z orzekaniem winy i jest wstrząśnięta tym co mąż w pozwie
                  napisał. I o tym, że zdecydowała się na rozwód z orzekaniem winy bo widać miała
                  ku temu jakieś powody - natomiast nie wszyscy widać rozumieją jakie.
                  Ludzie mają różne priorytety, jak również te priorytety zmieniają się z upływem
                  czasu.
                  Chalsia

                  PS. nie muszę czytać jak powinien wyglądać rozwód (zwłaszcza ten bez orzekania
                  o winie), bo sama taki też miałam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka