Dodaj do ulubionych

Czy ktoś słyszał....

14.05.06, 01:43
... na własne uszy, że można sobie "załatwić" nieważnośc małżeństwa
kościelnego za pieniądze? No i kto proponował wzięcie łapówki za stosowny
dekret? Biskup, sędzia trybunału?

Chodzi mi o sprawy z własnych doświadczeń, a nie opowieści kolegów, znajomych,
którym rzekomo proponowano takie rozwiązanie.

Obserwuj wątek
    • scriptus Re: Czy ktoś słyszał.... 14.05.06, 10:03
      Tri, czy unieważnienie małżeństwa kościelnego za łapówkę naprawdę uspokoi czyjeś
      sumienie? Czy sakramenty przyjmowane po czyms takim będą naprawdę ważne?
      Ja słyszałem o czymś takim, jak łapówki w kościele, wiadomo, kościół to też
      ludzie, ale czy to o to chodzi??
      • tricolour Właśnie dlatego pytam... 14.05.06, 10:25
        ... bo taki "wyrok" niczego nie uspokoi i nie załatwi.

        Ale kilka razy na forum padło stwierdzenie o łapownictwie i chciałbym dowiedzieć
        się, na ile jest to prawda. Otwarcie kiedyś pisałem, że mój proces też kosztuje
        niemało, ale nie w znaczeniu łapówek.
        • scriptus Re: Właśnie dlatego pytam... 14.05.06, 11:30
          Tri, łapówki w kościele są na pewno, podobnie jak w lecznictwie, szkolnictwie,
          policji, urzędach, bowiem wśród tysięcy ludzi (przypominam, każdy ksiądz jest
          człowiekiem) zawsze znajdzie się choć kilku nieuczciwych. Nie znaczy to, że cały
          Kościół jest nieuczciwy. Jednak, o ile dawanie łapówek w urzędzie za załatwienie
          sprawy, nauczycielowi za promocję, milicjantowi za odstąpienie od wymierzenia
          kary, sędziemu za niesprawiedliwy wyrok, czy lekarzowi za dopuszczenie do
          wykonania zabiegu ratującego życie i zdrowie, takie wręczenie łapówki zwykle
          jest skuteczne, to powiedz, co sądzisz o skuteczności sakramentu małżeństwa
          uzyskanego po stwierdzeniu nieważności poprzedniego w zamian za łapówkę ???????
          Moim zdaniem jest duża różnica. Myślę, że Pan Bóg nie jest łapownikiem smile
    • kruszynka301 Re: Czy ktoś słyszał.... 14.05.06, 11:36
      Tri, ale nawet jeśli nie za łapówkę, to uważasz, że unieważnienie małżeństwa załatwia problem własnego sumienia?

      Dowiedziałam sie, że mam podstawy do unieważnienia małżeństwa, ale dla mnie byłoby coś fałszywego - nie mogę powiedzieć, że tego małżeństwa nie było. Bo było, i do pewnego momentu było nam ze sobą bardzo dobrze, czego zresztą dowodem jest córeczka.
      Co innego rozwód cywilny, gdzie status rozwódki znaczy, że było małżeństwo, ale niestety się nie udało, a co innego wogóle wykreślenie faktu ślubu - nigdy bym się zdecydowała na unieważnienie małżenstwa.
      • tricolour A kto mówi o unieważnieniu? 14.05.06, 13:57
        Nie ma żadnego unieważnienia. Jest tylko stwierdzenie nieważności, a to wielka
        różnica.

        Bo z unieważnienia wynika, że coś było ważne, ale nagle teraz traci ważność. A z
        nieważności wynika, że było nieważne od samego początku.
        • kruszynka301 Re: A kto mówi o unieważnieniu? 14.05.06, 15:10
          Bo z unieważnienia wynika, że coś było ważne, ale nagle teraz traci ważność. A
          > z
          > nieważności wynika, że było nieważne od samego początku.

          Rozumiem. Tylko czy sam w to wierzysz, że było nieważne? Że przez kilka lat tkwiłeś w fikcyjnym (bo nieważnym związku?). To dla również jest balansowanie na granicy sumienia i uczciwości.
          Sam kiedyś pisałeś, że na początku odrzucałeś możliwość stwierdzenia nieważności, więc dlatego pytam.
          • tricolour Na początku odrzucałem, to fakt. 14.05.06, 15:23
            W głowie mi się nie mieściło, że coś, co trwało lata, dało dziecko, wspaniałe
            chwile, może być nieważne. Publicznie broniłem swoich myśli o nierozerwalności
            małżeństwa. Moje małżeństwo nie było fikcyjne - lepiej nie kręć przy znaczeniach
            słów, bo wiem, że to potrafisz tongue_outP.

            Zmieniłem zdanie pod wpływem nauki Kościoła, który miał na moją okazję
            odpowiednie paragrafy, jurysdykcję, doświadczenie procesowe. Zmieniłem zdanie
            inspirowany uczuciem do kobiety, z którym nie miałem co zrobić, bo stało w
            kolizji z wiarą i szansą na drugi związek.

            Uznałem, że rozpocznę proces o nieważność, uprzednio sprawdzając, czy są
            podstawy. Były... i tak się zaczęło. Tak jak wcześniej uważałem, że było ważne,
            tak teraz mam spokojne sumienie, że zawarłem je nieważnie.

            Tak jak kiedyś ludzie myśleli, że Ziemia jest w centrum Wszechświata, tak pod
            wpływem WIEDZY zmienili zdanie.
            • tk_s Re: Na początku odrzucałem, to fakt. 14.05.06, 23:50
              To jest bardzo kontrowersyjna kwestia dla mnie. Kościół stał się ostatnio
              bardzo liberalny w kwestiach dotyczących ludzi, którym "nie wyszły" małżeństwa.
              Część z nich to tzw. dobrzy parafianie, którzy nagle stali się osobami
              ekskomunikowanymi, jako grzesznicy. Zwłaszcza w USA był to palący problem, bo
              wierni tam są mniej ortodoksyjni i po prostu przenosili się do kościołów
              protestanckich w których rozwód nie był traktowany jako problem. U nas teraz
              zaczyna się to samo - artykuły w prasie, poradniki, kancelarie etc.
              Moja opinia jest taka - trzeba naprawdę wyjątkowych okoliczności, żeby uznać,
              że małżeństwo było nieważne od zarania. Paragrafy, wytyczne - wszystko fajne,
              pytanie czy nie skonstruowane specjalnie, by zabić wyrzuty sumienia
              zainteresowanych. Ja mógłbym zapewne ubiegać się o unieważnienie, ale w moim
              sumieniu czułbym, że to nadużycie, mimo, że kościół pokazałby mi stosowne
              paragrafy. Natomiast zgoda Tri co do jednego - jeśli moja przyszła kobieta
              będzie bardzo mocno naciskać na takie rozwiązanie, to może je rozważę. Ale
              raczej dla jej szczęścia niż swojego sumienia.
              --------------------------------------------------------
              Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
              Carter)
              --------------------------------------------------------
              • tricolour Oczywiście, bo rośnie świadomość wiernych... 15.05.06, 00:19
                ... którzy nie tylko potrafia klepać pacierz (a ile nie potrafi?) ale interesują
                się także myślą Kościelną, historią. Artykuły w prasie pomagają, bo mówią o
                dotychczasowym tabu i zachęcają do poszukiwań.

                Zapewniam Cię, że proces nie powoduje u mnie żadnych wyrzutów sumienia, a wręcz
                przeciwnie. Czuję, że zbliżam sie do podstaw wiary, która przestała wynikać z
                "niczego" a staje się czymś mającym logikę, konsekwencję, zasady itp.

                Rozumiem też niechęć innych ludzi do procesów, bo nagle muszą zmienić swoje
                myślenie, co obarczone jest pracą nad sobą. Nagle z prostej zasady "nie można"
                robi sie, że "można", ale trzeba sie postarać. Trzeba zabrać się do pracy,
                poszperać w pamięci o zdarzeniach sprzed wielu lat, zorganizować świadków,
                napisać pisma, które spełniać muszą rygorystyczne wymogi, a sąd pomocny nie
                jest, bo wychodzi z założenia, które opisane jest w jednym z kanonów: "Obowiązek
                udowodnienia spoczywa na tym, który coś twierdzi" - lubię taką prostotę.

                Mnie ta praca sie podoba szczególnie ze względu na to, że to JA mam wykonać
                całość, a lubie takie obowiązki. Wiem, że nikt mi nie pomoże i cała inicjatywa
                jest po mojej stronie. Zaspokaja to też moją ambicję. Wielkie znaczenie ma fakt,
                że całość ma opierać sie na prawdzie, którą cenię.

                A wyrzuty sumienia miałbym przez zaniedbanie, gdyby okazało się, że mogłem
                uzyskać nieważność, a nie zrobiłem przez lenistwo lub złe rozumienie swoich praw
                jako katolik. Bo wierny ma też prawa, a nie same obowiązki.

                smile
              • tricolour I jeszcze jedno... 15.05.06, 00:32
                Zauważ, że przez całe życie uczymy się, pracujemy. Uczymy sie języków, szkolimy
                zawodowo, dbamy o karierę. W życiu wszystko sie zmienia wraz z naszym
                doświadczeniem, rozwojem.

                Dleczego tylko nasza wiara miałaby zostać na poziomie katechizmu ze szkolnej
                ławki? Większość ludzi bardzo infantylnie podchodzi do wiary - msza w niedzielę
                i może jakiś paciorek co piętnasty dzień - to wszytsko. Niczego nie czytają, z
                nikim nie dyskutują, nie interesują się życiem Kościoła. Jakie ci ludzie mają
                podstawy, by w ogóle wiedzieć coś o nauce Kościoła, która jest zywa i zmienna
                jak cały świat?
                • matkapolka007 Re: I jeszcze jedno... 15.05.06, 08:13
                  "Niczego nie czytają, z
                  > nikim nie dyskutują, nie interesują się życiem Kościoła."

                  O, tu sie zgadzam ciekawe ile osob zna np Biblie? Ostatnio bylam
                  swiadkiem "smiesznej" scenki. Przed Kosciolem stala babinka z kubeczkiem w
                  rece. Mala, pomarszczona, biednie ubrana. Po chwili pojawila sie druga,
                  podobnie wygladajaca, ale miala nad ta pierwsza przewage - byla uzbrojona w
                  laske. Wymienily miedzy soba jakies slowa i nagle patrze a ta z laska oklada te
                  bez. Bo ta bez osmielila sie stanac na "jej" miejscu. Ta z laska z wsieklosci,
                  ze nie udalo jej sie przegonic tej bez zrzucila a wlasciwie wykopala jej po
                  schodach torbe. I dziwnym zbiegiem okolicznosci kiedy ludzie zaczeli wychodzic
                  z Kosciola obie jakos sie bardziej przygarbily rece zaczely sie im trzasc...

                  Nie jestem przeciwko uniewaznianiu malzenstw w Kosciele, w momencie kiedy jedna
                  ze stron, kochajaca, myslaca, ze to zwiazek na zawsze w czasie trawnia
                  malzenstwa padla ofiara oszustwa, bo przez jedna ze stron zataila jakas wazna
                  informacje. Ale uniewazniac malzenstwo tylko dlatego ze nie wyszlo, ze wspolne
                  zycie zweryfikowalo, ze jednak nijak nie idziemy w te sama strone i wystapily
                  roznice uniemozliwiajace wspolne zycie? Ze nas ktos przestal kochac bo moze
                  nigdy nie kochal, ze zdradzal, ze zostawil w chwili gdy go najbardziej
                  potrzebowalismy itp? Nie wiem czy to podstawa do uniewaznienia. (JA nie wiem,
                  zeby bylo jasne smile) Jesli w chwili zawierania tego malzenstwa przed Panem
                  Bogiem oboje bylismy przekonani ze to wlasnie chcemy zrobic, to chyba (chyba)
                  nie wystapilabym o uniewaznienie go w Kosciele.
                  Nie wiem jaki masz Tri powod (i nie chce wiedziec, choc moze to pomogloby mi
                  zrozumiec)ze jestes przekonany ze mozesz uniewaznic swoje malzenstwo i bedzie
                  ok. Mysle, ze to indywidualna sprawa kazdego z nas. Ja chyba (chyba) nawet dla
                  kogos kogo BARDZO pokochalabym, po mezu nie wystapilabym o uniewaznienie bo
                  wiem ze z mezem naprawde chcialam byc do konca zycia. A ze po zawarciu nowego
                  zwiazku wyklucza mnie z pewnych obrzedow Kosciola? Trudno. Moze potraktowalabym
                  to jak niespodziewane zapadniecie na chorobe wykluczajaca spozywanie jakiegos
                  produktu do konca zycia. Cos mi sie przytrafilo i MUSZE (bo nie mam innego
                  wyjscia) dalej z tym zyc.
                  A Pan Bog i tak przeciez w koncu wie kto w moim malzenstwie chcial a kto nie
                  isc w te sama strone.
                  pozdrawiam i zycze (serio) powodzenia.

                  aaa, z ciekawosci zapytam, bo naprawde nie wiem czy jesli sie uniewaznia
                  malzenstwo to to uniewaznienie dostaje tylko jedna ze stron - ta "niewinna" czy
                  niewaznosc dostaja obie? Bo jesli obie to dla mnie to jest bez sensu dlaczeo
                  zyskuje ta strona ktora nic zyskac nie powinna?

                  pozdrawiam



                  pozdrawiam.
                  • tricolour Nie ma żadneego UNIEWAŻNIANIA. 15.05.06, 09:45
                    Nie ma takiego pojęcia i stąd Twoje i innych mieszane uczucia w związku z procesem.
                    Jest stwierdzenie nieważności czyli nieważności od samego początku.

                    I to jest też odpowiedź na końcowe pytanie. Jak coś było nieważne, to dla obu stron.
                • tk_s Re: I jeszcze jedno... 17.05.06, 23:48
                  Nie kwestionuję Twojego przypadku. Mam jednak wrażenie, że może ze 2-5% liczy
                  małżeństw uznanych za nieważne ma do tego dostateczne podstawy. Reszta jest po
                  prostu swojego rodzaju hipokryzją - coś popsuło się w trakcie, a nie było nie w
                  porządku przed czy w trakcie ślubu. I to jest według mnie infantylne czy raczej
                  instrumentalne traktowanie wiary. Przysięga małżeńska jest jasna w swej treści.
                  O ile wiem, jeszcze nie tak dawno uznanie małżeństwa za niebyłe zdarzały się
                  tylko w przypadku braku skonsumowania związku...
                  --------------------------------------------------------
                  Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
                  Carter)
                  --------------------------------------------------------
                  • tricolour A skad wziales 2-5% ??? 18.05.06, 00:12
                    Z wiedzy i doswiadczenia czy wyobrazni i wrazenia?

                    Pytanie jest jak najbardziej serio, skoro zarzucasz ludziom hipokryzje.

                    smile))
                    • tk_s Re: A skad wziales 2-5% ??? 18.05.06, 11:52
                      OK, to tylko moja estymacja oparta na obserwacji wycinka rzeczywistości i
                      własnej sytuacji. Nie musi być prawdziwa, to tylko szacunki. Wielu ludzi samych
                      się przyznaje do tego, że występują o unieważnienie (skrót myślowy, nie chce mi
                      się cały czas pisać formułki "uznanie... itp"wink) z motywacji zewnętrznej (tj.
                      presji ze strony nowego partnera, środowiska etc.). A to się w katechiźmie nie
                      mieści. Ponadto Kościół sam namawia przyszłych małżonków, żeby głęboko
                      rozważyli swój krok, ponieważ jest on nieodwracalny. Czy mógłbys podać, jako
                      ekspert, najbardziej powszechne powody unieważnienia? Czytałem gdzieś, że
                      najczęściej jest to ten paragraf kodeksu kanonicznego, w który można wrzucić
                      prawie wszystko... myślę, też, że wielu ludzi na forum byłoby zainteresowanych
                      szczegółami takiego postępowania a bardziej przyczynami na których podstawie
                      można uznać małżeństwo za nieważne od zarania. Może okazać się, że coś "pasuje"
                      do ich sytuacji.
                      --------------------------------------------------------
                      Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
                      Carter)
                      --------------------------------------------------------
                      • crazysoma Re: A skad wziales 2-5% ??? 18.05.06, 13:41
                        Zaintrygowana roznica miedzy - uniewaznienie a niewaznosc zaczelam szperac w
                        googlach i znalazlam strone kosciol.pl. Po powierzchownej (brak czasu) lekturze
                        glownie forum na wiadomy temat dochodze do wnioskow ze:
                        - istnieje duzo wiecej przyczyn uzyskania niewaznosci slubu koscielnego niz
                        ewidentne zatajenie informacji przez jedna ze stron i nieskonsumowanie zwiazku,
                        - ta niewaznosc wcale nie oznacza ze cos bylo dla osoby starajacej sie o to
                        niewazne
                        - paradoksalnie (ale to tylko moje wnioski) o niewaznosc zwiazku wystepuja ci,
                        ktorzy chcieli byc z ta druga osoba do konca zycia.
                        - zaczynam rozumiec dlaczego niektorym zalezy na uzyskaniu niewaznosci

                        ale tak czy inaczej denerwuje mnie ze niewaznosc zyskuja obie strony i uparcie
                        twierdze ze to niesprawiedliwe smile
                        pozdrawiam
                        • tricolour W takim razie powiedz, która strona... 18.05.06, 16:29
                          ... powinna dostać nieważnośc, a która zostać "zatrzymana" przed kolejnym związkiem?
                          Rozumiem, że strona winna rozpadu małżeństwa powinna być jakoś ukarana i to ona
                          nie mogłaby dostać tej nieważności, prawda?

                          I tu jest pewien kłopot, bo ludzie w sądzie cywilnym nie chcą wykazywać winy
                          (argumentując niechęcią do prania brudów) i najczęściej mają rozwód bez
                          orzekania o winie. Ten cywilny rozwód jest istotnym elementem procesu
                          kościelnego i jak można mówić o winie kościelnej, skoro przed sądem cywilnym
                          orzeczono brak winy? Albo tak albo śmak!


                          -------
                          Zainteresowanych procesem kościelnym odsyłam do licznych stron, portali, for w
                          Necie. Wystraczy byle jaka wyszukiwarka.
                      • tricolour Co się w katechizmie nie mieści? 18.05.06, 16:35
                        Presja zewnętrzna się nie mieści?
                        No nie przesadzaj. Ludzie mają różne inspiracje - jeden zrobi coś sam z siebie,
                        drugi potrzebuje zachęty, a trzeci kopniaka. Tak jest w szkole, na boisku, także
                        w Kościele i tak jest dobrze. Jeden idzie na mszę z wewnętrznej potrzeby, a inny
                        bo jest niedziela - czyli przymus. Ważne, że idzie.

                        Nie wiem jaki jest najbardziej powszechny powód nieważności. Może alkoholizm, bo
                        w tym pięknym kraju co dziesiąty ma problem z piciem...
                        • tk_s Re: Co się w katechizmie nie mieści? 18.05.06, 21:03
                          Inspiracja inspiracją a dorabianie ideologii do wydarzeń z przeszłości to
                          osobna sprawa. Jeśli pod presją kolejnego partnera zacznę proces, bo w głębi
                          serca wiem, że coś rzeczywiście kwalifikuje się do "unieważnienia" to OK, ale
                          jeśli tylko szukam pretekstu, żeby znów móc stanąć przed księdzem i przysięgać
                          to chyba nie o to chodzi, prawda?
                          --------------------------------------------------------
                          Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
                          Carter)
                          --------------------------------------------------------
                          • tricolour Podejrzewam, że z samego pretekstu... 18.05.06, 22:33
                            ... wyjdą nici tzn. odrzucą pozew. Bo to niechętne bractwo jest...

                            smile)
          • tricolour Dam Ci pewien przykład. Prawdziwy. 14.05.06, 15:34
            Kiedyś przyjaciel poprosił mnie o napisanie za niego egzaminu z informatyki.
            Miał z nią problemy i obawiał się, że nie zda... Poszedłem, napisałem, zdałem za
            kolegę. Nikt o tym nie wie, a kolega jest szanowanym inżynierem.

            Mam podejrzenie, że gdybyśmy z tym kolegą CHCIELI, to moglibyśmy wygrać przed
            sądem proces o nieważność jego dyplomu inżynierskiego ze względu na fałszerstwo
            jednego z egzaminów. Gdybyśmy mieli dowody, świadków, to taki proces jest do
            wygrania.

            Ten kolega nie jest teraz fikcyjnym inżynierem, tylko inżynierem z jednym lewym
            egzaminem. Nikt nie kwestionuje jego zawodowych osiągnięć, a po ewentualnej
            stracie dyplomu nie zniszczy tego, co zbudował. Mój przyjaciel do dziś jest
            dobrym inżynierem z felerem w postaci tego egzaminu.

            W Kościele (podejrzewam, że gdzie indziej też) jest to podstawą do stwierdzenia
            nieważności.
    • 1madzia Re: Czy ktoś słyszał.... 14.05.06, 13:51
      Unieważnienie małżeństwa w myśl prawa kanonicznego, to nie stwierdzenie, że
      takowy związek nie zaistniał. To, że Tricolour podjął w tym kierunku kroki,
      świadczy o wrażliwym sumieniu a nie jego zagłuszaniu. Widocznie Tri ma podstawy
      ku temu, by uzyskać wyrok w tej sprawie w Kościele, a skoro mu na tym zależy,
      to najlepszy dowód, że jest wierny swoim zasadom i przekonaniom i chce żyć w
      zgodzie ze swoim sumieniem chrześcijańskim. Człowiek opoka.
      Tak więc, pełna podziwu dla Twojej postawy, życzę Ci - Tri, abyś wytrwał w tym
      dążeniu i aby Ci się powiodło!

      Co prawda mam dwóch księży w rodzinie, ale nie wiem czy przyznaliby się do
      tego, że biorą łapówki, więc do meritum sprawy się nie odnoszę...
      • tricolour Taka ze mnie opoka jak z koziej dupy trąba. 14.05.06, 13:59
        No i dziekuję za życzenia smile))
        • 1madzia Re: Taka ze mnie opoka jak z koziej dupy trąba. 14.05.06, 14:09
          Dokładnie nie badałam zależności między trąbą a kozią dupą, aczkolwiek ta
          ostatnia też wydaje jakieś odgłosy, bo dźwięki to za dużo powiedziane...
          • anja_pl Re: Taka ze mnie opoka jak z koziej dupy trąba. 14.05.06, 14:13
            ROTFL
        • anja_pl Re: Taka ze mnie opoka jak z koziej dupy trąba. 14.05.06, 14:13
          znając osobiście jednego z "kanonistów" w naszej kurii, mogę z czystym
          sumieniem powiedzieć, że on łapówek nie brał, nie bierze i nigdy nie weźmie,
          ale także orzeczenia nieważności mojego małżeństwa po znajomości nie załatwię...
          a innych podstaw nie mam wink
          • ladyhawke12 do tri 15.05.06, 09:03
            Ok masz swiadkow i powowdy, co w przypadku gdy sa podstawy a nie ma mozliwosci
            na swiadkow.
            • tricolour Nie wiem. 15.05.06, 09:47
              Do trudnych spraw konieczna jest kancelaria z doświadczeniem i może coś ma na
              takie okoliczności.
    • akacjax ważność 16.05.06, 06:53
      Ostatnio gdzieś przeczytałam(nie pamiętam gdzie), że problemem staje się "ważność" ślubów kościelnych. Być może gdyby był obowiązek prześwietlania dla stwierdzenia ważności, to wiele więcej byłoby nieważnych niż ważnych.

      Mój pewnie też byłby nieważny, może kiedyś sam Bóg mi to powie, ale póki co tkwię w przekonaniu (i samotności), że mimo separacji jestem mężatką.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka