ak70
26.06.06, 11:44
Nie wiem czy jeszcze pamietacie mnie i moja historie, wiec może pokrótce
przypomne, bo pilnie potrzebuje Waszego - jak zwykle trzeźwego i z boku -
zdania w pewnej sprawie.
Jesteśmy małżeństwem od prawie 13 lat, w zeszłym roku żyliśmy juz obok siebie
jak obcy ludzie, mamy dwóch wspaniałych synów (9 i 3 lata). Kłopoty
finansowe, brak pracy i pieniedzy zmusiły nas do sprzedania mieszkania i
spłaty długów... mąz wtedy zadecydował, że sie rozchodzimy, wynajął
mieszkanie, ja z dziećmi trafiłam do rodziców (listopad 2005)... Żadne z nas
nie złożyło papierów rozwodowych, dla mnie to był czas na przemyślenie
naszego związku, złapanie oddechu po kilkuletniej szarpaninie i podjęcie
decyzji na spokojnie... on twierdzi, że dla niego oznaczało to rozstanie, a
rozwód był kwestia czasu (ale papierów nie złożył)... nie szukałam nikogo, on
namiętnie czatował z dziewczynami, choć (jak twierdzi) z nikim sie nie
spotykał. Po 1,5 miesiaca mieszkania osobno, podjęłam decyzję,że jednak chcę
spróbować odbudować nasz związek, dojrzałam do rozmowy. Spotkałam sie z nim
parokrotnie w jego mieszkaniu, najpierw były kłótnie i wzajemne oskarżenia,
potem powoli nawiazywała się nić porozumienia, pojechałam do niego w Wigilie
i spędziliśmy noc... potem były kolejne... czasem się kłóciliśmy, on ciągle
mówił, że mi nie ufa,że na pewno nie potrafie sie zmienic (dowiedziałam się w
listopadzie, że jestem DDA i to otworzyło mi oczy na przyczyne moich pewnych
zachowań,które męża wkurzały), żebym dała mu czas.
Postanowiłam wynająć mieszkanie, aby mógł nocować u mnie i więcej czasu
spędzać z dziećmi, pokazac mu, że naprawde chcę sie zmienic. Ucieszył sie i
powiedział, że pomoże mi się przeprowadzić,ciagle jednak nie dawał mi
deklaracji, że będzie z nami, ale nie mówił tez nie - po prostu prosił o
więcej czasu. Na poczatku lutego powiedział, że wyjeżdza do kolegi z wojska
na weekend... a pojechał do dziewczyny, z którą cały czas rozmawiał na GG w
tym samym czasie kiedy spotykał sie ze mną. Spędził z nią weekend, zdradził
mnie... po przyjeździe okazało się, że podjął decyzję, ze chce rozwodu.
Strasznie to przeżyłam, chodziłam za nim trzy dni, prosiłam, błagałam,
płakałam - dziewczyny znacie to, prawda? - tłumaczyłam, wysyłałam smsy... W
końcu zdecydował, że zostaje z nami, a ja czułam się jakbym wygrała los na
loterii. Obiecał mi, że jak zamieszkamy razem więcej sie z nią nie
skontaktuje. Przeprowadziliśmy sie do wynajętego przeze mnie mieszkania i od
1 marca 2006 mieszkamy razem.
Na początku sielanka... ale 8 marca intuicja (jak w przypadku zdrady)
podpowiedziała mi kolejny raz, że chyba oni sie kontaktują... sprawdziłam
jego komorke (wiem, że to okropne, ale czasem człowiek nie panuje nad sobą) i
znalazłam sms, który do niej wysłał: "słoneczko, tesknie za tobą, wszystkiego
najlepszego z okazji dnia kobiet"... chyba nie musze pisac jak sie
poczułam... zdradzona po raz kolejny, oszukana, pusta... Powiedziałam mu, że
wiem o smsie - najpierw się wkurzył, potem przepraszał, że to chwila
słabości, obiecał, że nigdy więcej, że chce być z nami, itp. Ale chyba wtedy
moje uczucia do niego sie zmieniły... jakby przestało mi tak bardzo
zalezec...nie wiem... taka pustka w środku...
W kwietniu zaczelismy chodzic na terapie malzenska... cieszylam sie, bo w
domu trudno bylo zmusic go do rozmowy o nas, a tam musial mowic o swoich
uczuciach, chciałam go zrozumiec.... po raz kolejny skontaktował sie z nia 25
maja, kiedy byl na urlopie... calkiem niedawno... znowu intuicja kazala mi
zapytac... najpierw sklamal, ale kiedy zapytalam czy moge zajrzec na jego GG
skapitulowal... powiedzial, ze to zwykla rozmowa, bo byl ciekawy czy u niej
ok, no bo ja tez skrzywdzil dajac nadzieje, itp. (a dodam, ze ona jest
mezatka tuz przed rozwodem i ma dziecko... moze niektorym sie nie spodoba to
co powiem, ale dobrze jej tak! niech trzyma łapy z daleka od cudzych mężów -
wiedziała, że jest żonaty i ma dwoje dzieci). Bardzo mnie to zabolało po raz
kolejny i zaczelam sie zastanawiac czy jeszcze kiedykolwiek mu zaufam?
I teraz moje pytanie do Was kochani forumowicze: czy jest sens brac wspolny
kredyt i kupowac mieszkanie w tym momencie? Czy warto jeszcze poczekac?
Dodam, że maz średnio sprawdza sie jako ojciec (powiela niestety schemat z
domu rodzinnego: dzieci maja miec sie w co ubrac, co zjesc, a poza tym
siedziec cicho), co mnie bardzo boli ,zwlaszcza, ze mialam problemy z
zajsciem w ciaze, a teraz mamy dwoch naprawde wspanialych chlopcow. Traktuje
okropnie zwlaszcza starszego, mlodszy jest pewnie jeszcze za maly, ale w
ostatnia sobote on tez dostal od tatusia po lapach, bo przeszkadzal mu w
zabawie na komputerze. Kiedy probuje o tym rozmawiac to maz sie obraza, mowi,
ze chce wiecej czasu. W sobote byla znowu awantura o starszego syna...
zabralam dzieci sama na spacer na pol dnia, potem po 4 godzinach chodzenia po
upale, biegania za malym, podsadzania go na drabinki i hustawki, wrocilam do
domu, maz przed TV, nie ruszyl sie aby mi pomoc, sama musialam zrobic
dzieciom kolacje, umyc malego i uspic... nastepnego dnia nadal sie do mnie
nie odzywal, a jak wyszlam na spacer napisal mi smsa, że chyba zacznie sobie
szukac mieszkania, bo to nie ma sensu, żebym sobie znalazla kogos, kto bedzie
robil to co ja chce, nie bedzie mnie zdradzal, że on cokolwiek by nie zrobił
to ja mam zawsze pretensje, że nie potrafie sie zmienic, itp.
Wieczorem troche pogadalismy, choc oczywiscie on nie omieszkal wypomniec mi
wszystkich moich grzechow z 12 lat, wyszlo na to, ze caly czas byl
nieszczesliwy, ze go nie rozumialam, robilam co chcialam, nie liczylam sie z
jego uczuciami, itp. Ja tez powiedzialam, ze mam dosc sluchania jaka to
jestem beznadziejna, ze te 12 lat to on byl taki biedny, a ja to nic nie
robilam tylko flirtowalam na lewo i prawo, itp. Skonczylo sie na tym, ze ja
poplakalam sie i poszlam do kuchni, a on poszedl spac.
Ale dzisiaj rano dostalam smsa, ze on nadal chce ze mna byc, ze chce kupic to
mieszkanie (mamy juz upatrzone i ugadane z wlascicielami), ale, ze chce miec
we mnie oparcie (!!) a nie zyc z poczuciem winy, jakby kogos zabil.
Wiem, ze pisalam moze zbyt chaotycznie, ale chodzi mi o Wasze zdanie w
sprawie mieszkania. Ja nie ufam mu, jak jest zły to nie patrzy na nic, tylko,
aby dać upust swojej złości... boje się takiego związania. I - patrząc na
jego stosunek do dzieci - zastanawiam się, czy facet moze zmienic swoj sposob
myslenia i zachowania, czy geny maja nad nim wladze calkowita?
Dziekuje wszystkim ktorzy doczytali do konca i bardzo, bardzo prosze o pomoc
w podjęciu decyzji.