Dodaj do ulubionych

Poradźcie, co zrobic????

26.06.06, 11:44
Nie wiem czy jeszcze pamietacie mnie i moja historie, wiec może pokrótce
przypomne, bo pilnie potrzebuje Waszego - jak zwykle trzeźwego i z boku -
zdania w pewnej sprawie.
Jesteśmy małżeństwem od prawie 13 lat, w zeszłym roku żyliśmy juz obok siebie
jak obcy ludzie, mamy dwóch wspaniałych synów (9 i 3 lata). Kłopoty
finansowe, brak pracy i pieniedzy zmusiły nas do sprzedania mieszkania i
spłaty długów... mąz wtedy zadecydował, że sie rozchodzimy, wynajął
mieszkanie, ja z dziećmi trafiłam do rodziców (listopad 2005)... Żadne z nas
nie złożyło papierów rozwodowych, dla mnie to był czas na przemyślenie
naszego związku, złapanie oddechu po kilkuletniej szarpaninie i podjęcie
decyzji na spokojnie... on twierdzi, że dla niego oznaczało to rozstanie, a
rozwód był kwestia czasu (ale papierów nie złożył)... nie szukałam nikogo, on
namiętnie czatował z dziewczynami, choć (jak twierdzi) z nikim sie nie
spotykał. Po 1,5 miesiaca mieszkania osobno, podjęłam decyzję,że jednak chcę
spróbować odbudować nasz związek, dojrzałam do rozmowy. Spotkałam sie z nim
parokrotnie w jego mieszkaniu, najpierw były kłótnie i wzajemne oskarżenia,
potem powoli nawiazywała się nić porozumienia, pojechałam do niego w Wigilie
i spędziliśmy noc... potem były kolejne... czasem się kłóciliśmy, on ciągle
mówił, że mi nie ufa,że na pewno nie potrafie sie zmienic (dowiedziałam się w
listopadzie, że jestem DDA i to otworzyło mi oczy na przyczyne moich pewnych
zachowań,które męża wkurzały), żebym dała mu czas.
Postanowiłam wynająć mieszkanie, aby mógł nocować u mnie i więcej czasu
spędzać z dziećmi, pokazac mu, że naprawde chcę sie zmienic. Ucieszył sie i
powiedział, że pomoże mi się przeprowadzić,ciagle jednak nie dawał mi
deklaracji, że będzie z nami, ale nie mówił tez nie - po prostu prosił o
więcej czasu. Na poczatku lutego powiedział, że wyjeżdza do kolegi z wojska
na weekend... a pojechał do dziewczyny, z którą cały czas rozmawiał na GG w
tym samym czasie kiedy spotykał sie ze mną. Spędził z nią weekend, zdradził
mnie... po przyjeździe okazało się, że podjął decyzję, ze chce rozwodu.
Strasznie to przeżyłam, chodziłam za nim trzy dni, prosiłam, błagałam,
płakałam - dziewczyny znacie to, prawda? - tłumaczyłam, wysyłałam smsy... W
końcu zdecydował, że zostaje z nami, a ja czułam się jakbym wygrała los na
loterii. Obiecał mi, że jak zamieszkamy razem więcej sie z nią nie
skontaktuje. Przeprowadziliśmy sie do wynajętego przeze mnie mieszkania i od
1 marca 2006 mieszkamy razem.
Na początku sielanka... ale 8 marca intuicja (jak w przypadku zdrady)
podpowiedziała mi kolejny raz, że chyba oni sie kontaktują... sprawdziłam
jego komorke (wiem, że to okropne, ale czasem człowiek nie panuje nad sobą) i
znalazłam sms, który do niej wysłał: "słoneczko, tesknie za tobą, wszystkiego
najlepszego z okazji dnia kobiet"... chyba nie musze pisac jak sie
poczułam... zdradzona po raz kolejny, oszukana, pusta... Powiedziałam mu, że
wiem o smsie - najpierw się wkurzył, potem przepraszał, że to chwila
słabości, obiecał, że nigdy więcej, że chce być z nami, itp. Ale chyba wtedy
moje uczucia do niego sie zmieniły... jakby przestało mi tak bardzo
zalezec...nie wiem... taka pustka w środku...
W kwietniu zaczelismy chodzic na terapie malzenska... cieszylam sie, bo w
domu trudno bylo zmusic go do rozmowy o nas, a tam musial mowic o swoich
uczuciach, chciałam go zrozumiec.... po raz kolejny skontaktował sie z nia 25
maja, kiedy byl na urlopie... calkiem niedawno... znowu intuicja kazala mi
zapytac... najpierw sklamal, ale kiedy zapytalam czy moge zajrzec na jego GG
skapitulowal... powiedzial, ze to zwykla rozmowa, bo byl ciekawy czy u niej
ok, no bo ja tez skrzywdzil dajac nadzieje, itp. (a dodam, ze ona jest
mezatka tuz przed rozwodem i ma dziecko... moze niektorym sie nie spodoba to
co powiem, ale dobrze jej tak! niech trzyma łapy z daleka od cudzych mężów -
wiedziała, że jest żonaty i ma dwoje dzieci). Bardzo mnie to zabolało po raz
kolejny i zaczelam sie zastanawiac czy jeszcze kiedykolwiek mu zaufam?

I teraz moje pytanie do Was kochani forumowicze: czy jest sens brac wspolny
kredyt i kupowac mieszkanie w tym momencie? Czy warto jeszcze poczekac?
Dodam, że maz średnio sprawdza sie jako ojciec (powiela niestety schemat z
domu rodzinnego: dzieci maja miec sie w co ubrac, co zjesc, a poza tym
siedziec cicho), co mnie bardzo boli ,zwlaszcza, ze mialam problemy z
zajsciem w ciaze, a teraz mamy dwoch naprawde wspanialych chlopcow. Traktuje
okropnie zwlaszcza starszego, mlodszy jest pewnie jeszcze za maly, ale w
ostatnia sobote on tez dostal od tatusia po lapach, bo przeszkadzal mu w
zabawie na komputerze. Kiedy probuje o tym rozmawiac to maz sie obraza, mowi,
ze chce wiecej czasu. W sobote byla znowu awantura o starszego syna...
zabralam dzieci sama na spacer na pol dnia, potem po 4 godzinach chodzenia po
upale, biegania za malym, podsadzania go na drabinki i hustawki, wrocilam do
domu, maz przed TV, nie ruszyl sie aby mi pomoc, sama musialam zrobic
dzieciom kolacje, umyc malego i uspic... nastepnego dnia nadal sie do mnie
nie odzywal, a jak wyszlam na spacer napisal mi smsa, że chyba zacznie sobie
szukac mieszkania, bo to nie ma sensu, żebym sobie znalazla kogos, kto bedzie
robil to co ja chce, nie bedzie mnie zdradzal, że on cokolwiek by nie zrobił
to ja mam zawsze pretensje, że nie potrafie sie zmienic, itp.
Wieczorem troche pogadalismy, choc oczywiscie on nie omieszkal wypomniec mi
wszystkich moich grzechow z 12 lat, wyszlo na to, ze caly czas byl
nieszczesliwy, ze go nie rozumialam, robilam co chcialam, nie liczylam sie z
jego uczuciami, itp. Ja tez powiedzialam, ze mam dosc sluchania jaka to
jestem beznadziejna, ze te 12 lat to on byl taki biedny, a ja to nic nie
robilam tylko flirtowalam na lewo i prawo, itp. Skonczylo sie na tym, ze ja
poplakalam sie i poszlam do kuchni, a on poszedl spac.
Ale dzisiaj rano dostalam smsa, ze on nadal chce ze mna byc, ze chce kupic to
mieszkanie (mamy juz upatrzone i ugadane z wlascicielami), ale, ze chce miec
we mnie oparcie (!!) a nie zyc z poczuciem winy, jakby kogos zabil.

Wiem, ze pisalam moze zbyt chaotycznie, ale chodzi mi o Wasze zdanie w
sprawie mieszkania. Ja nie ufam mu, jak jest zły to nie patrzy na nic, tylko,
aby dać upust swojej złości... boje się takiego związania. I - patrząc na
jego stosunek do dzieci - zastanawiam się, czy facet moze zmienic swoj sposob
myslenia i zachowania, czy geny maja nad nim wladze calkowita?
Dziekuje wszystkim ktorzy doczytali do konca i bardzo, bardzo prosze o pomoc
w podjęciu decyzji.
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 11:53
      Ak, Kochana zastanawiałam sie co u Ciebie???
      A jak Ty czujesz?
      Jestes szczesliwa teraz w tym zwiazku jaki jest i jak wyglada???
      Ufasz mu?
      Dlaczego pozwalasz na podłe zachowanie wobec dzieci???
      Tego nie pojmę !!!!!!!!!!!
      Ja nie pozwoliłam na to nawet swojemu eks małżonkowi, mimo, ze to konczylo sie
      dla mnie źle.
      Ale jakby ktos był zły dla mojej Juz-Nie-Małej...........zabiłabym chyba.
      To jedyna istota dla ktorej zrobiłabym wszystko i w jej obronie wydrapała oczy.
      I mysle, ze to jest wiekszy problem.
      Jak tworzyc rodzine z kims kto nie umie kochac własnej rodziny, własnych dzieci
      i własnej Ciebie????
      On wie co Cie zaboli, ale robi to.
      Wie, ze jest niedobry dla syna - ale nie zmienia tego
      Nie pomaga Ci w domu - chociaz wie, ze potrzebujesz pomocy.
      Po diaska takie zycie kobietom to ja tego nigdy nie zrozumiem???
      To jak małzeństwo moich rodziców.
      Bez sensu, bez uczuc, ...ale juz tyle razy o tym pisałam, ze nie warto.
      Wy sie tam mordujcie ze soba jak sie Wam chce, ale dzieci powinny miec i ojca i
      matke i obydwoje powinni je kochac i umiec im to pokazac. !!!!!
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 15:30
        To.ja.kas... widzisz, problem w tym, ze ja nie wiem co czuje... niby to moj
        maz, ale jakby obcy facet. Co do relacji ze starszym synem to musze przyznac,
        ze ja tez nie jestem swieta, bo Piotrek jest naprawde trudnym dzieckiem (ADHD),
        ale ja staram sie nad soba panowac i swoje wybuchy zlosci, ktorych nie zawsze
        potrafie uniknac rekompensowac mu poswiecanym czasem... okazywaniem uczucia,
        uwagi... przytulaniem, troska... rozmowami, itp. A maz tylko wymaga, nie
        slucha... nie poswieca czasu, nie rozmawia... jak odpowiada to jakby warczal
        pies... a potem dzieciak pyta: "mamo czemu tata mnie nie lubi? on kocha tylko
        Mateusza"... a mnie się plakac chce. Ja nie pozwalam na takie zachowanie i tez
        sie to dla mnie żle konczy, tzn. jest awantura "a skad wiesz, ze masz monopol
        na dobre wychowanie dzieci?"
        I nadal nie wiem co robic...
        On w domu pomaga, pozmywa, zakupy zrobi, sprzatnie jak go poprosze.
        • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 15:38
          Ak, szukasz dla niego samych usprawiedliwien. Nie stawiasz wymagan bo on i tak
          ich respektował nie bedzie i Ty o tym wiesz. Skoro zgadzasz sie na taki stan
          rzeczy to przeczytaj Pho....madrze napisała.

          Nie mam patentu na dobre wychowanie córki, ale moja córka nie ma kompleksów,
          nie pyta sie " czemu ktostam mnie nie kocha/nie lubi?". I to jej szczescie i
          radosc zycia pokazuja mi, ze wybrałam słuszna droge.
          Czy ADHD u Twojego syna potwierdził lekarz? Jaka terapie stosujecie?
          • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 16:05
            Niby nie jest to do konca zdiagnozowane, bo on ma tych cech ok. 80%. Lekarz-
            psycholog zalecil: spokojną atmosfere w domu (ha ha ha!), krotkie polecenia
            powtarzane do znudzenia, cichy ton w rozmowie (ha ha ha!), schematyczny (w
            miare możliwości rozkład dnia, dawanie poczucia bezpieczeństwa (ha ha ha!),
            bardziej nagradzanie za osiagniecia i ich podkreslanie niz karanie i
            wypominanie złych zachowań, itp. Niestety... nijak sie to miało do
            rzeczywistości... ale "to ja wychowałam Piotrka i tylko do siebie moge mieć
            pretensje" (!) Teraz mowie do syna np. "posciel łóżko" - zero reakcji,
            powtarzam kilka razy - zero reakcji... i tak jest ze wszystkim o co poprosze...
            jak ma dobry humor to zrobi, ale czasem jak wstanie rano taki zdiabolały to nic
            KOMPLETNIE NIC do niego nie dociera...
            Staram sie stawiac mezowi wymagania, dogadujemy sie w sprawach codziennych, co
            do odbioru dzieci, zakupow, planu dnia, obiadu, itp. Ale jakoś nie możemy sie
            dogadac jeśli chodzi o nas... ja myśle, że jak ktos sie karmi bez przerwy TV i
            komputerem, pornosami i stronami erotycznymi to musi sie cos stac z jego
            psychiką... a z nim tak bylo... jak nie TV przez cale popoludnie, to jakas
            strzelanka na kompie lub zdjecia panienek...
            Nie, nie zgadzam sie na taki stan rzeczy... ale ciągle wierze w to, że mozna to
            zmienic... choc moze przyjdzie mi przekonać się, że to walka z wiatrakami?? sad
            • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 16:31
              Ak, bo to JEST walka z wiatrakami !!!!
              Kochana, jakby chciał to by sie zmienił !!!
              On jak by chciał, a nie , że Ty chcesz by on sie zmienił!!!!!!!!!
              Czujesz Kochana różnice???
              Narazie to Ty chcesz, on nic nie musi chciec bo Ty chcesz za Was dwoje.
              On miał romans, on odszedł, on wrócił bo Ty chciałas, on chce zmian u Ciebie,
              zamiast Ty konsekwentnie wymagac. On od siebie nie oczekuje narazie niczego.
              Wszystko zwalił na Ciebie.
    • ladyhawke12 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 11:56
      Przepraszam że będę brutalna, daj sobie spokój z facetem, nie jest wart tego, a
      Ty sobie poradzisz sama, budowanie związku na tak kruchym lodzie jest tylko
      strata czasu i siebie. I najważniejsze dzieci nie powinny ogladac waszej ciagłej
      szarpaniny, maja prawo do spokoju i normalnego rozwoju.
    • 1madzia Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 12:04
      Ja nie potrafiłabym na tym zbudować czegoś dobrego i z człowiekiem, który wciąż
      szuka okazji do zdrady.
      Podziwiam (zupełnie szczerze!) Twoją wytrwałość. Oczywiście, mojego zdania nie
      traktuj jako rady, bo nigdy nie odważyłaby się powiedzieć komuś, że powinien
      lub nie - rozstać się ze swoim mężem.

      Życzę Ci dużo odporności psychicznej smile
    • mirlen Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 12:07
      Odpuść sobie. Ja walczyłam przez 10 miesięcy. Były zapewnienia, że już nic, że
      to tylko koleżanka. W tym czasie zaszłam w ciążę, kończyliśmy remont, były
      plany na przyszłość. Schematyczne zachowanie zamotanego mężczyzny. Teraz
      zostałam sama i bardzo się cieszę, że nie zrobiliśmy pewnych zobowiązań
      finansowych, bo problem byłby znacznie większy.
    • bellima Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 12:13
      nie wiaż sie (takze finansowo) z kims komu NIE MOZESZ UFAC.
      • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 12:19
        Ja kiedys zaufałam tak mojemu eks i wziełam kredyt na jego firme, bo miało juz
        byc dobrze. Dobrze nie było, od eks odeszłam a kredyt spłacic musiałam sama.


        Takie finansowe zobowiazania podejmuje sie TYLKO WTEDY jak ma sie pewnosc !!!!
        A Ty masz ją???

        Opowiadałam juz chhyba ta historie, ale ja przypomne.
        Mam kolezanke. Syn chory na cukrzyce. Maz był no...moze nie taki jak moj eks,
        ale tez nie byl dobry. Koledzy, romans, od czasu do czasu jakas szarpanina,
        zero szacunku, zero pomocy.
        Odeszła.
        I wtedy nastapiła metamorfoza. dzwonił, prosił, błagał.
        Ja nie wierzaca w takie zmiany dałam sie nawet nabrac, aczkolwiek na poczatku
        mówiłam "Beata, uwazaj, nie daj sie podejsc". Ale potem omamił nawet mnie.
        Beata bez niego odzyla, zrobiła sie wesoła i w koncu przestała płakac na co
        drugim spotkaniu. Bo wczesniej to było "A bo on....(i tu opowiesc)...ja taka
        nieszczesliwa jestem.
        Wróciła.
        Terapia. Jakas w kosciele, nie znam sie, terapie mi niepotrzebne, w kosciele
        nie bywam.
        Miód!
        On sie starał, ona też.
        Poezja.
        Drugie dziecko
        kredyt na mieszkanie
        On teraz jest jej pewny bo uwiazana dwójka i polowa kredytu co zrobi???
        No i teraz daje popalic.
        Znow oddzielne sypialnie, znow placze i znow "dlaczego ja głupia wróciłam???".

        I na to pytanie nie umiem jej odpowiedziec.
      • bellima ps 26.06.06, 14:33
        tak mysle jeszcze,.. podkreslasz swoje DDA, .. ale tylko w kontekscie swoich
        zlych zachowan w stosunku do meza- ktore chcesz zmienic. a co z druga stroną ?
        z Twoim brakiem wymagan w stosunku do męża, nie stawianiem mu granic, nie
        wyciaganiem konsekwencji z jego niedotrzymanych obietnic?
        juz kilka razy zlamal dana Ci obietnicę, Ty nadal mu wierzysz i rozwazasz branie
        z nim wspolnego kredytu, ktory ci zwiaze rece i mozliwosci manewru. a on
        pozostanie bezkarny jak i do tej pory, bedzie obiecywal i robil co chce...

        "DDA są lojalne do ostateczności, nawet w obliczu dowodów, że druga strona nie
        zasługuje na lojalność".
    • kasiar74 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 12:25
      jesooo, kobieto obudź się, jak ty chcesz coś budowac na czyms takim?
      podejmij ta decyzję i zacznij od nowa, zobaczysz że to jest możliwe i ze
      będziesz szczęsliwsza, pomysl o sobie w takim zwiazku zostaniesz strzępem i
      wiórem, pokochaj siebie! zamknij ten rozdział, na zwiazku bez zaufania nic nie
      zbudujesz, nie da się, chciałoby się , kocha się są wspomnienia i dzieci ale to
      już nie wróci, powodzenia zycze
    • phokara Re: Poradz´cie, co zrobic???? 26.06.06, 12:30
      Proponuje zrobic tak...

      Kupcie to mieszkanie i badz dla meza 'oparciem', ktorego on tak bardzo potrzebuje. Licz sie z
      jego uczuciami i za wszelka (tak - wszelka) cene staraj sie go zrozumiec, zeby nie byl dluzej
      nieszczesliwy. To karygodny blad unieszczesliwiac meza. A juz niewybaczalne jest
      ograniczanie mu kontaktow z pania kochanka, ktore sa przeciez tylko humanitarnym odruchem
      troski o istote, ktora skrzywdzil. Wiec tak naprawde dowodza szlachetnosci jego charakteru, a
      to dla Ciebie chyba wazne aby zyc z czlowiekiem szlachetnym i prawym. Wiec nie badz
      wredna i pozwol mu dac upust jego prawosci. Nie czepiaj sie tez, ze facet klamie, robi to
      przeciez tylko po to zeby Ciebie chronic, znaczy by tez mogl byc dla Ciebie 'oparciem'.
      Prawdziwy mezczyzna lubi sie czuc jak oparcie dla swojej kobiety. Lub kobiet. Liczba mnoga
      sugeruje wrecz, ze zbliza sie on do prawdziwego bohaterstwa. Nie rujnuj wiec jego wielkiego ego
      tylko pomoz mu je budowac i umacniac. Gdy siedzi na kanapie i nic nie mowi caly dzien, nie
      przeszkadzaj mu w wewnetrznych naradach, bo to go niepotrzebnie rozproszy i wyploszy z jego
      jaskini. Zreszta skoro na terapii malzenskiej sie otwiera to chyba w zupelnosci wystarczy. Nie
      badz drobiazgowa. W kwestii dzieci takze a moze zwlaszcza. To juz maz wie najlepiej, jak
      wychowac i jaki dac przyklad dwom wspanialym synom.
      Naucz sie liczyc z jego uczuciami i nie wpedzaj go w poczucie winy. On byl, jest i bedzie
      niewinny. Jesli trudno Ci sie z tym pogodzic i w pelni mu zaufac to znaczy, ze masz problem. Ty
      - nie on. On ma tylko problem z czepialska, kontrolujaca i 'beznadziejna' jak to okreslil - zona.
      Zona, ktora go nie rozumie, ktora wymaga od niego dziwnych rzeczy i nie potrafi docenic skarbu,
      ktory ma (z powrotem) w domu.
      Nie badz taka. Tyle czasu walczylas o to malzenstwo, wiec nie schrzan tego. Kupcie sobie
      mieszkanie na kredyt i badzcie dla siebie oparciem, z tym ze nie opieraj sie o swojego meza za
      mocno, bo sie facet rozsypie. Jak bujany fotel. Nie pozwol na to, bo staraci najwiekszy talent
      swego zycia - bujanie.



      • ak70 Re: Poradz´cie, co zrobic???? 26.06.06, 15:45
        Pho... rozumiem, że zjadliwość postu miała mnie otrzeźwic i przywrócić do
        pionu? smile)
        • phokara Re: Poradz´cie, co zrobic???? 26.06.06, 15:53
          > Pho... rozumiem, z˙e zjadliwos´c´ postu mia?a mnie otrzez´wic i przywrócic´ do
          > pionu? smile)

          Wylacznie.
          czasem jak sie czlowiek na siebie z boku popatrzy to mu to dobrze robi. A Ty sobie robisz
          niedobrze i trudno mi to zrozumiec.
      • czajka74 Re: Poradz´cie, co zrobic???? 27.06.06, 09:21
        jestem pod wrażeniem postu Phosmile rewelacja! jesteś fajną inteligentną babeczką!
        a do autorki głównego wątku - kurcze, dziewczyno, chyba jesteś podobna do mnie -
        te nasze uległe charaktery, ciągła wiara, że będzie dobrze, kolejne szanse ...
        dziś juz wiem, że to nie ma sensu. Podjęłam decyzję - jutro pierwsza sprawa
        rozwodowa... Strasznie się boję ale nie zawrócę już z tej drogi. Trzymaj się! a
        kredytu nie bierz!!!!!!!
      • misbaskerwill PIĘKNE... 27.06.06, 15:22
        ...kolejna perełka wykonana w pracowni Sz. P. Phokarysmile)
        RESPECT!

        > ...i badzcie dla siebie oparciem, z tym ze nie opieraj sie o
        > swojego meza za
        > mocno, bo sie facet rozsypie. Jak bujany fotel. Nie pozwol na to, bo staraci
        >najwiekszy talent swego zycia - bujanie.

    • kruszynka301 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 12:38
      za nic w świecie nie bierzcie razem kredytu!
      Moim zdaniem facet jedynie czeka, żeby odejść (kiedy tamta dziewczyna dostanie
      rozwód).
      No chyba, że jesteś w stanie spłacać go sama, ale wtedy kup mieszkanie na
      siebie.
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 15:52
        On twierdzi, że juz więcej nie zadzwoni, że po ostatnim razie zrozumiał, ze
        zrobił mi krzywde i zepsul wszystko co do tej pory zbudowalismy. Wykasował jej
        telefony z komorki po 8 marca, a nr GG z komputera po 25 maja...
        Dlaczego tak bardzo chcę mu uwierzyc a jednoczesnie nie ufam? Nie wiem czy
        zaufam kiedykolwiek... "z zaufaniem jest jak z sercem: jeśli raz zdarzy sie
        atak, na zawsze pozostaje nadwrażliwość i niepewność"...
        Widzę, że sie stara... tak na codzień jest ok... ale ja ostatnio sie
        zablokowalam na seks... on mówi, że sie odsunęłam, że go odpycham, a on juz nie
        moze tego znieść...
        Chyba nie wezmę tego kredytu... bedzie musial przebolec ten mój brak
        zaufania... albo zrozumie i zostanie, żeby budować związek dalej, albo
        odejdzie... wtedy będę tu płakać, a Wy mnie pocieszycie... jakos sie pozbieram
        w koncu...
        Wielkie dzięki za wszystkie wypowiedzi!! smile***
        • sinsi Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 16:48
          Tylko nie "chyba" a na pewno nie bierz tego kredytu! Zamierzasz całe życie
          sprawdzać gdzie jeszcze ma nieskasowane namiary na jakąś inną? Nie ufasz mu i
          masz rację, bo nie dał Ci powodów do tego żebyś mu miała ufać. I to on ma
          zawalczyć, żeby utracone zaufanie odbudować, a Ty przestać dawać mu ciągle
          dowody, że wybaczysz mu kolejne podobne wyskoki, bo na pewno skorzysta po
          najbliższej większej kłótni. I nie daj mu sobie wmówić, że jego odejscie to
          Twoja wina bo nie chcesz wziąć kredytu. Nie daj się, powodzenia.
          • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 16:55
            Ak, widzisz, niestety kazdy kij ma dwa konce.
            Pisałaś, ze wybłagałas jego powrót - skoro Ty blagałas on wie, ze Tobie zalezy
            tak bardzo, ze wybaczysz mu wszystko. A skoro wybaczysz wszystko, to
            przepraszam Cie bardzo, po co on ma sie starac????
            Nie postawiłas granic, nie zazadalas, nie złozyłas na Jego barki żadnej
            odpowiedzialnosci. To Ty chcialas by wrocił, Ty o to walczylas i wrocił...z
            całym dobytkiem inwentarza.
            Co mu grozi jak sie nie zmieni???
            Kolejna kłotnia i Twoje łzy???
            On to przezyje, bo on ma to w poważaniu.
            A jak go wkurzysz to on sobie pojdzie, no bo w koncu to Tobie zależało i zależy.

            Obudz sie Ak, jestes tak fantastyczna babka, nie pozwól na to by jakikolwiek
            facet tak Cie traktował.
            Piszesz o kochance, ze dobrze jej tak, ze ja zostawił.
            Ale to do niej napisał smsa, ze teskni. A wiesz dlaczego???Bo ona dala mu
            odejsc. Bo milosc, to nie posiadanie, milosc to wolnosc. Uczucia do kogos, a
            zycie z kims to dwie rozne sprawy.
            Postaw sie, zacznij zadac i dbaj o siebie i dzieci. A on??? On i tak zrobi to
            co dla niego najlepsze. Niestety.
            • bet66 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 17:02
              mój boszeee, kochanka dała facetowi wolność i oczywiście "prawdziwą miłość",
              a "wstrętna" żona nie chce mu dać tej wolności, tylko zmusza do spełniania
              męzowskich i ojcowskich obowiązków.
          • ta_kochana Re: Poradźcie, co zrobic???? - kredytowi nie 28.06.06, 10:25
            W zadnym wypadku nie kupuj teraz mieszkania! I zastanow sie, czy chec bycia z
            mezem wlasnie nie jest troche nakrecana faktem, ze chcesz miec wreszcie "znow"
            bezpieczna przystan. domyslam sie, ze Ci bardzo trudno tak, jak jest teraz -
            musialas sprzedac dom, potem mieszkac u rodzicow, teraz wynajac - no i patrzec
            jak pieniadze z czynszu ida do kasy wynajmujacego.
            Ale w sytuacji, ktora opisujesz, nie powinnas kupowac mieszkania - sluchaj
            glosu rozsadku i doswiadczenia. Jesli chcesz miec te przystan dla siebie i
            dzieci, to musisz niestety sie rozwiesc, zapewnic sobie alimenty i wtedy wziac
            na siebie zobowiazanie kredytowe. Jesli kupisz teraz mieszkanie, to przywiazesz
            sie do meza, a w razie rozwodu wyladujesz sama bez mieszkania. Brutalne ale
            prawdziwe. W zadnym wypadku nie bierz kredytu na siebie. Mieszkanie i tak
            bedzie wspolne i bedzie podlegalo podzialowi gdyby wam sie nie udalo. Ew.
            jessli czujesz, ze dla zdrowia psychicznego potrzebujesz "wlasnego mieszkania",
            kupcie je na twoich rodzicow, jesli masz rodzenstwo, to niech rodzice od razu
            zaznacza ze w testamencie to ma byc dla Ciebie. Wtedy w razie rozstania chata
            nie bedzie podlegala podzialowi... (Albo przynajmniej kup na spolke z
            rodzicami - im mniejszy udzial meza tym lepiej) Trzymamy kciuki za Twoje
            szczescie...
            Wika
            • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? - kredytowi nie 28.06.06, 10:39
              Wika... dzięki za dobre rady... kredytu nie wzięłam, mieszkamy nadal w
              wynajętym i tak chyba będzie do wiosny. Jak ułoży sie miedzy nami? Czy terapia
              spowoduje, że zobaczymy swoje winy i będziemy unikac pomyłek w dalszym życiu?
              Czy on wytrwa w postanowieniu? Czy ja zaufam? Na te pytania odpowie czas...
              Pozdrawiam i dzięki za kciuki smile
    • anja_pl Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 19:57
      ak, nie bierz kredytu, poczekaj,
      poczuje,że związął Coę kredytem, dziecmi i wtedy: "hulaj duszo, piekła nie ma".
      A ty związana spłatą, nawet nie podskoczysz....
      sugerowałam Tobie, aby to mąz poszukał terapii dla was, ale tłumaczyłas go,
      zawsze będziesz go tłumaczyła, ja twoi rodzice: jedno drugie...(DDA)
      daj sobie i dzieciom spokój,
      nobrazi sie ,że nie chcesz wziąc kredytu, niech weźmie na tylko siebie, ale
      najpierw spiszcie intercyzę,
      czy ma prace i czy ma z czego spłacać kredyt, czy tylko ty będeziesz zasuwała
      na 3 etaty, a on przy pornosach czas spędzać będzie?
      daj sobie i dzieciom spokój,
      on nie wykazuje, żednej dobrej woli, aqni chęci bycia z tobą, jest , bo
      kochanka jeszcze sie nie rozwiodła, bo WYKORZYSTAŁ okazję, że go błagałaś,
      a czy tobie złożył życzenia? kupił kwiatka bez okazji?
      pomógł ci w domu, bez twojego proszenia?

      kubeł wody sobie na głowę wylej i
      daj sobie i dzieciom spokój,
      nie sie wyprowadzi, i jesli będziesz chciał to moze wrócić, jak cie przekona,że
      warto mu ponownie zaufać, a to na pewno nie bedzie łatwe,

      daj sobie i dzieciom spokój,

      trzymaj się ciepło ( u nas +33), wiem, że to niełatwe, ale może w ten sposób
      zyskasz sobie jego szacunek i zacznie ciebie cenić,
      ale naucz suę zyc bez niego i chodź na terapie dla siebie (DDA), dbaj o sibie i
      dzieci, nie o niego,
      daj sobie i dzieciom spokój,



      • akacjax Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 09:19
        anja_pl napisała:

        > ak, nie bierz kredytu, poczekaj,
        > poczuje,że związął Coę kredytem, dziecmi i wtedy: "hulaj duszo, piekła nie ma".
        > A ty związana spłatą, nawet nie podskoczysz....

        Tak świeta racja-on szuka sposobu na takie uwiązanie Ciebie(może to robic nie do końca świadomie, ale skutki takie samesad

        > nobrazi sie ,że nie chcesz wziąc kredytu, niech weźmie na tylko siebie, ale
        > najpierw spiszcie intercyzę,

        No nie wiem, czy ta rada jest najlepsza w jej przypadku(albo ja nie zrozumiałam intencji anji)-bo gdy on kupi mieszkanie po spisaniu intercyzy, to będzie tlko jego-a ona każdego dnia usłyszy, że mieszka u niegosad Gdy on weźmie kredyt na siebie-watpię by bank mu dał-chyba, że ma olbrzymie dochody, to byc może mieszkanie będzie jednak wspólne-na zawiłościach prawa się nie znam, ale póki jest wspólnota majatkowa-to zakup mieszkania czyni je wspólnym-ale to do sprawdzenia. A za kredyd w świetle nowych przepisów jest odpowiedzialna osoba podpisana pod umowa kredytu-jak oboje małżonkowie-to kredyt wspólnie-solidarnie, co nie znaczy równo, ale i tak jest obciążające.


        Jeżeli on zechce się zmienić, to musi przejść dobrą terapię-to po pierwsze. Tobie też by się przydała, chociaz po to, by osłabić cechy DDA w tobie. Zapewne je znasz:
        Cechy DDA:
        zgadują co jest normalne
        mają trudności z przeprowadzeniem swoich zamiarów od początku do końca
        kłamią, gdy równie dobrze mogłyby powiedzieć prawdę
        osądzają siebie bezlitośnie
        mają kłopoty z przeżywaniem radości i z zabawą
        traktują siebie bardzo poważnie
        mają trudności z nawiązywaniem bliskich kontaktów
        przesadnie reagują na zmiany, na które nie mają wpływu
        bezustannie poszukują potwierdzenia i uznania
        myślą, że różnią się od wszystkich innych
        są albo nadmiernie odpowiedzialne albo całkowicie nieodpowiedzialne
        są niezwykle lojalne, nawet w obliczu dowodów, że druga strona na to nie
        zasługuje
        ulegają impulsom
        czują się winne stając w obronie własnych potrzeb i często ustępują innym
        czują strach przed ludźmi, a zwłaszcza przed wszelkiego rodzaju władzą i
        zwierzchnikami
        czują strach przed cudzym gniewem i awanturami
        lubią zachowywać się jak ofiary
        bardzo boją się porzucenia i utraty
        obawiają się ukazywania swoich uczuć
        łatwo popadają w uzależnienia albo znajdują uzależnionych partnerów
        są impulsywne. Mają tendencję do zamykania się w raz obranym kierunku
        działania bez poważnego rozpatrzenia innych możliwości postępowania i
        prawdopodobnych konsekwencji podjętych działań. Ta impulsywność prowadzi DDA
        do zamieszania, nienawiści do samych siebie i utraty kontroli nad otoczeniem;
        w dodatku potem zużywają przesadną ilość energii na oczyszczenie sytuacji




    • berek_76 Re: Poradźcie, co zrobic???? 26.06.06, 22:34
      AK, myślę, że to jest największy problem naprawiania związku, który się
      rozleciał - równouprawnienie. Starać się muszą obie strony. Starać się to nie
      znaczy być i czekać na łaski, tylko działać. I jeśli macie być razem, IMHO
      musicie ustalić, co wymaga naprawy i to naprawiać. A jeśli Książę Małżonek nie
      zgadza się na to, to najlepszy znak, że nic się nie zmieni.

      A decyzję, szlag by to, niestety musisz podjąć sama.

      Ale ja myślę, że Ty sama już wiesz, jaka ona powinna być.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • der1974 Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 03:07
      Dziewczyno odpuść go sobie. Już nic nie zbudujesz z nim.
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 09:47
        Bardzo, BARDZO Wam dziekuję za wszystkie wypowiedzi! Wiedziałam, że moge na Was
        liczyc smile
        Jest sporo racji we wszystkich postach, ale - chcąc być sprawiedliwym i
        obiektywnym - trzeba powiedziec, że znacie sytuację tylko z MOJEGO punktu
        widzenia. Dlatego też cenna jest dla mnie wypowiedź der1974 jako jedynego
        mężczyzny, który wypowiedział sie w tej kwestii.
        Być może gdybyście poznali sytuację ze strony mojego męża Wasze wypowiedzi
        byłyby inne... może - jak ja - stwierdzilibyście, że warto jeszcze walczyć,
        próbować... nie wiem...
        Ale kredytu nie bierzemy... pewnie powiecie, że jestem tchórzem, ale wczoraj
        wzielam kartke i przedstawilam mu czarno na bialym ile bedziemy miec oplat
        miesiecznie i ze nie bardzo damy sobie rade, poza tym mamy umowy na czas
        okreslony, poza tym w zwiazku z tym, ze przez ostatnie 3 lata nie mielismy kasy
        to mamy sporo różnych zaległości, np. dentysta, ortodonta dla Piotrka, ubrania
        dla dzieci, bo juz ze wszystkiego powyrastały, dla nas tez jakieś kurtki na
        zimę, bo chodzimy w powycieranych 7-letnich, bo nie było pieniędzy, itp.
        Zastanawiam sie tez nad wyjazdem gdzieś na wakacje z dzieciakami, bo nie
        byliśmy nigdzie od 6 lat....
        Tak,to tchórzostwo wiem... ale DDA tak mają, choc to mnie wcale nie
        usprawiedliwia... od pażdziernika ide na terapię... to też mu powiedziałam...
        powiedziałam tez, że może sie okazać, że Agnieszka która skończy terapię nie
        będzie zupełnie podobna do jego żony i może sie okazać, że ta zmiana wcale mu
        sie nie spodoba... to tez był argument, aby poczekać do wiosny...
        Wiecie, kiedy do mnie wrócił nie myślałam o jego kochance... po 8 marca
        uswiadomiłam sobie jej fizyczność i fakt, że ona istnieje... po 25 maja nie
        potrafię powstrzymać się od uszczypliwych uwag w stosunku do męża (nie zdarza
        sie to często, średnio raz na kilka dni, ale jednak... on mówi, że nie chce żyć
        w ciągłym poczuciu winy)... czuję ten ból duszy... do trzech razy sztuka??
        Pozdrawiam i ściskam wszystkich chłodno... z racji upałów oczywiście smile)
        • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 09:50
          Zdradził, nie zmienił sie, ale poczucie winy to uczucia ktorych miec nie
          zamierza???
          To co chce z tego powodu czuc????
          Dumę i zadowolenie????

          • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 10:00
            To.ja.kas... ale on czuje sie winny... mowi, że probuje się zmienić, ale to nie
            jest łatwe kiedy mu ciągle przypominam...
            No dobra... wiem, że masz rację... że powinnam wymagać, stawiać warunki... ale
            to JA chciałam, aby wrócił! I może to był błąd... może gdybym pozwoliła mu
            odejść, a im by nie wyszło, wróciłby do mnie z podkulonym ogonem, a relacje
            byłyby inne? Nie wiem... i juz sie nie dowiem... ale wtedy nie chciałabym z nim
            być. Jednorazowy wyskok jakoś mozna spróbować przeboleć, ale regularny związek
            to juz cos wiecej niz zauroczenie...
            To.ja.kas... masz GG? Jeśli tak to kliknij jak będziesz miała czas, pogadamy on-
            line (moje GG 900374)
            • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 10:02
              Ak mam skypa. W pracy taki wymóg i w domu tez skypa uzywam. Zreszta w domu moja
              Mała okupuje do nocy komputer bo teraz wakacje, kladzie sie pozno i czekam az
              wyjedzie.
              Jesli mozesz na skypa to słuze swoja osoba.
              • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 10:34
                Ja niestety nie mam sad tylko GG i Tlen... i tylko w pracy...
                W jakim wieku jest Twoja Mała, że tak długo siedzi? Mój starszy - 9-latek - ma
                pozwolenie 1 godz./dzien i to jest surowo przestrzegane smile W końcu wakacje i
                umysł ma wietrzyc przed nowym rokiem szkolnym smile)
                • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 10:43
                  Moja Mała-Już_nie_Mała skonczyła 14 lat. Cały dzień gdzieś biega, pogoda w
                  końcu piekna i wakacje. Wracamy do domu wieczorem, ona tak jak wczoraj pozniej
                  niz ja, bo była w kinie. A jak wróci no to komputer jest jej.....wrrrrrr.
                  Ja ostatnio padam koło 23 bo rano wstaje, Mała spi do południa bo w koncu moze,
                  a Ona spioch, wiec nawet nie wiem o ktorej gasi swiatło.
                  W szkole uczy sie doskonale, zawsze ma czerwony pasek, problemów wychowawczych
                  nie sprawia żadnych, wiec niech sobie siedzi jak chce.

                  Ma jedna wade - jest POTWORNĄ bałaganiarą !!!!!
                  No ale ideałów nie ma niestety smile))))
                  • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 11:11
                    Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale ja tez taka byłam smile Dopiero przy moim mężu,
                    który jest pedantem (ale nie takim aż do nawiedzenia) nauczyłam się porządku.
                    Zobaczyłam, że to miło ZAWSZE wiedzieć gdzie co jest... to jedna z niewielu
                    pozytywnych rzeczy, które mu zawdzięczam (oczywiście pomojając absolutnie
                    wspaniałe dzieciaki) smile))

                    PS. A wzięliśmy ślub jak miałam 23 lata, więc chyba jeszcze musisz się
                    pomeczyc wink
                    • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 11:18
                      Moja córka tak jak jej mama rosnie na feministke. Do ślubu i miłości się chyba
                      nie spieszy i ma swoje wymagania, a wsrod nastolatków trudno o takie perły :-
                      ))))
                      Dla mnie ideałem jest Falacci i Janda, dla mojej córki jak widze tez jakies
                      niezależne, młode damy smile))
                      W wieku 23 lat to onama sie uczyc, a nie za maz wychodzic smile))))
                      Oczywiscie, ze zrobi jak zechce, ale mysle, ze jest na tyle rozsadna i na tyle
                      ma rozwiniety zmysł obserwacji i wyciaga całkiem mądre wnioski, że rozumie, ze
                      nie ma sie co spieszyć z pewnymi decyzjami.
                      Mój mówi, że nie spotyka się tak rozsadnych dzieci jak moja Mała.
                      I ja sie z nim zgadzam smile
                  • crazysoma Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 22:27
                    "A jak wróci no to komputer jest jej.....wrrrrrr."

                    Mam to samo hehe. Moja Starsza Mloda tez 14 lat posiada i dokladnie tak samo
                    okupuje komputer. Teraz poszla pod prysznic posiedzi tam pewnie 40 minut (tez
                    tak masz? smile wiec rzucilam sie do MOJEGO smile)) kompa jak zagubiony na pustyni
                    turysta do wody. Doszlo do tego, ze Ci wszyscy ze skypa i gg mysla, ze jak sie
                    pokazuje komunikat "dostepny" to na bank musi byc Ona, no bo kto inny? I nieraz
                    ucinalam sobie pogawedke z Jej kolegami (jeden to nawet chce zebym go
                    zaadoptowalasmile)
                    A w kwestii balaganu to tez ... tak samo smile, ale pocieszam sie, ze i tak jest
                    porzadniejsza ode mnie bo ja w Jej wieku wpychalam wszystko do szafy i
                    upychalam noga, zeby sie zamknela. Gorzej jak musialam te szafe otworzyc. A
                    teraz dokladnie odwrotnie - moj ideal to laboratorium smile
                    Ale i tak sa fajne, prawda?
                    pozdrawiam
                    • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 08:48
                      Crazy w kwestii szafy mi tak zostao do dziś sad(((( Moje Szczescie jak to widzi
                      to wznosi oczy do nieba. By nas nie mylono na skype i gg to mamy oddzielne
                      pulpitydo logowania, ale jak pozwoliłam jej przekuć nos i poprosiłam by ta
                      koleżankę która jej przekłuwała zapytała o pępek dla mnie, to tamta
                      stwierdziła, ze Mała ma niesamowicie fajna matke. No ja sie z tym calkowicie
                      zgadzam smile)))
                      Teraz wyrosłam na porządną (poza ta szafą), ale jak byłam w jej wieku.....nie
                      no chyba taka straszna nie byłam smile
          • sinsi Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 10:02
            Dumę i zadowolenie smile)) a ze strony AK dozgonne docenianie jego poświęcenia dla
            niej smile)). I jej wdzięczność i nagradzanie go za to, że zostać z raczył i
            zrezygnował z intensywnych kontaktów z tamtą...
            "Poczucia winy" są tylko dla wybrańców smile Ech.
    • maheda Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 09:37
      Kochana, nie bierz z nim tego kredytu!!!
      Jeśli Ty sama dla siebie nie jesteś ważna - to Twój problem. Ale patrz, na
      litośc, na dzieci!
      Czy zaczął stosować się do rad psychologa względem starszego? Z tego, co
      piszesz, wątpię! Z tego, co piszesz, wszedł w stare, utarte tory i nie zmienił
      WCALE swojego postępowania!
      Nie daj mu zmarnować chłopcom życia.
      Przytulam Cię bardzo, bardzo mocno. Trzymaj się, dziewczyno.
      M.
    • crazysoma Re: Poradźcie, co zrobic???? 27.06.06, 15:15
      Ak ja juz nic nie dopisze, juz chyba wiesz co masz zrobic. Za to wyciagam Cie
      na piwo pod KCK albo gdzie sobie zyczysz (ale tam jest ok). W Twoim miescie
      bede od chyba niedzieli... wiec?
      pozdrawiam
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 10:11
        OOO!!! Jak fajnie, że wreszcie kogos z forum zobacze smile
        Jak długo będziesz w Kielcach? Ja niestety pracuję i wolna jestem dopiero od
        15.30-16...
        Napisz na maila gazetowego, ew. jakis telefon, dam Ci swój to sie zdzwonimy.
        Od razu mi sie humor poprawił smile) Pozdrawiam!!
        • crazysoma Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 22:32
          no troche bede, zaraz Ci wysle moje namiary na meila gazetowego. Hehe humor to
          Cie sie poprawi jak sie piwa napijesz zimnego smile

          pozdrawiam
      • phokara Re: Poradz´cie, co zrobic???? 28.06.06, 10:43
        Zara, zara... kolezanko Crazy, co to za emigracja, skoro w poniedzialek jest przewidziny "sledz
        po warszawsku". A?
        • 13monique_n Poniedzialki po warszawsku.... 28.06.06, 10:47
          ...kurcze, moze warto sie zastanowic nad emigracja do Wawy? ostatecznie pare
          milych osob tam mieszka, robia, co moga, by poprawic nienajlepszy PR "stolycy" big_grinDDD
        • ak70 Re: Poradz´cie, co zrobic???? 28.06.06, 11:13
          Pho... cholerka, no nie bądź taka! Wy sie tam w swojej stolycy spotykacje
          często... a do mojego Scyzorykowa to nikt zajrzeć nie chce sad A jak sie już
          ktoś odważy (hiih...) to inni muszą siać mu jakiś zamęt w głowie... to nie
          fair!!
          wink)))
          • phokara Re: Poradz´cie, co zrobic???? 28.06.06, 11:20
            No dobra nie bede taka.
            Lepiej namowic Crazy, zeby Cie z tego Scyzorykowa zabrala i wywiozla na troche do Warszawy!
            My Ci juz tu zrobimy odpowiednia terapie... wstrzasowa i w ogole. Od razu Ci sie lepiej zrobi,
            haha.

            Monique... rozumiem, ze szukamy Ci pracy w stolicy?
            • crazysoma znaczy sie 28.06.06, 22:51
              mam misje do wypelnienia? OK, zapamietalam smile

              pozdrawiam
            • 13monique_n szukajcie, szukajcie... 29.06.06, 09:22
              ... skoro juz tyle wysilku wlozylas w robienie PR stolicy, to ja bardzo chetnie.
              big_grinDDD
            • ak70 Re: Poradz´cie, co zrobic???? 29.06.06, 09:42
              Pho... Jestem pewna, że zrobiłoby mi się lepiej smile) Może faktycznie wybrałabym
              sie i do stolycy i do Krakowa... gdyby nie paniczny lęk przed samotnymi
              podróżami sad((( Nie wiem czemu tak mam, ale mam to od dziecka... chociaż juz
              jestem stara baba to niestety nie mija... fobia jakaś czy co??
              • 13monique_n Re: Poradz´cie, co zrobic???? 29.06.06, 10:28
                AK, samotna podorz pociagiem to - czas na czytanie ksiazek (normalnie orgia
                smile)), to czas na sluchanie muzyki - tak samo; to czas na bycie w swiecie
                rownoleglym (tez potrzebne). Daj sie namowic. Ja trase do Warszawy notorycznie
                uwazam za zbyt krotka (5h z Wroclawia). Pozdrawiam smile)
                • ak70 Re: Poradz´cie, co zrobic???? 29.06.06, 15:21
                  Monique... pewnie znalazlabym jeszcze wiele przyjemnosci w samotnej podrozy
                  pociagiem gdyby nie blokada... zawsze sie nad tym zastanawialam skad to sie u
                  mnie wzielo i przypomnial mi sie pewien fakt z dziecinstwa: otóż rodzice
                  wysłali mnie na kolonie 60 km od Kielc (dla mnie to był koniec świata!)
                  kompletnie nie przygotowaną do samodzielnego radzenia sobie w życiu (miałam
                  wtedy 8 lat). Mieszkalismy w szkole w salach lekcyjnych po 10-12 łóżek, nie
                  podzieleni wiekowo. Starsze dziewczyny 13-15 lat straszyly nas wieczorami
                  jakimis opowiesciami, a ja nie dosc, ze nie potrafilam sobie poradzic z wlasna
                  bezradnoscia (mlodsze dziewczynki biegaly do kiosku na podworku i kupowały
                  sobie Donaldówy, a ja bałam sie wyjść z sali do toalety!!), strasznie tęskniłam
                  za mamą i domem, gdzie wszystko znałam, to jeszcze musiałam sobie poradzić z
                  nocnym strachem. Efekt był taki, że kiedy mama z dziadkiem po tygodniu
                  przyjechali mnie odwiedzic to jak dopadłam mamy to odkleilam sie od niej
                  dopiero w domu, gdzie musiala mnie zabrac, bo dostalam histerii. Nie mowiac juz
                  o nerwicy i moczeniu nocnym jakich sie wtedy nabawilam... i nie uwierzysz, ale
                  nie pojechalam juz na żadne kolonie, ani obozy (nawet za granicę, których
                  załatwienie w tamtych czasach graniczyło z cudem... ani NRD, ani
                  Czechosłowacja... nawet nie wsiadłam do autokaru w Kielcach!), kiedy pojechalam
                  jako 15-latka do Warszawy po 3 dniach musiał po mnie tato przyjechać, bo nie
                  mogłam nic wziąć do ust...
                  No cóż... pewnie jak napisze jeszcze kilka rzeczy o sobie to zaczniecie
                  rozumieć mojego męża... mam tylko nadzieję, że wreszcie trafie na dobrego
                  terapeutę, który pomoże mi zrozumieć moje zachowania, pozbyc się ich lub
                  przynajmniej nauczy je kontrolować.
                  Pozdro smile)
          • crazysoma normalnie 28.06.06, 22:48
            sie poczulam jak jakas Helena Trojanska, az mi rumieniec wystapil na policzki.
            dziekuje smile
            pozdrawiam
        • crazysoma sledz nie zajac 28.06.06, 22:43
          nie ucieknie smile najpierw musze stopniowo forumowiczow poznawac, bo inaczej to
          moj "prolaps" nie wytrzyma smile Ak idzie na pierwszy ogien smile no chyba, ze
          jednak nie wyemigruje przed poniedzialkiem, to wtedy walne lufke dla kurazu i
          przyjde. Nawet juz wiem gdzie wink

          pozdrawiam
    • der1974 Re: Poradźcie, co zrobic???? 28.06.06, 22:08
      Teraz się gryzę, że jakoś tak za szczerze i bezlitośnie napisałem. Ale jednak
      przeczytałem to jeszcze raz i zdania nijak nie mogę zmienić.
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 29.06.06, 08:14
        Der... nie rób sobie wyrzutów! Najczęściej pierwsze odczucie jest tym
        właściwym smile Po prostu zastanawiałam się też jakie miałbyś zdanie, gdybyś
        poszedł na piwo z moim mężem i szczerze sobie z nim pogadał... zobaczył problem
        i sytuację od jego strony (zresztą pewnie do obiektywnej oceny - jak juz
        pisałam - przydałoby sie to wszystkim osobom, które sie tu wypowiedziały)...
        byc może wtedy nie osądzałbyś go tak surowo i wiele jego reakcji byłoby
        bardziej zrozumiałych.
        Poza tym nie podejmuję decyzji na podstawie zdania i rad osób z forum, bo to
        byłoby... hmmm... śmieszne? niedojrzałe? pochopne? nie wiem jak to nazwać.
        Wasze zdanie jest dla mnie bardzo, bardzo cenne, dlatego o nie poprosiłam,
        chciałam wiedzieć jak to wyglada z zewnątrz, czy moje odczucia są słuszne, być
        może ktoś podrzuci mi inne rozwiązanie czy pokaże inne spojrzenie...
        Dlatego der... nie stresuj sie!! smile
        • misbaskerwill Re: Poradźcie, co zrobic???? 29.06.06, 10:47
          ak70 napisała:
          > Po prostu zastanawiałam się też jakie miałbyś zdanie, gdybyś
          > poszedł na piwo z moim mężem i szczerze sobie z nim pogadał... zobaczył problem
          >
          > i sytuację od jego strony (zresztą pewnie do obiektywnej oceny - jak juz
          > pisałam - przydałoby sie to wszystkim osobom, które sie tu wypowiedziały)...

          Takie piwo to byłby bardzo ciekawy eksperyment. Zresztą ja być może przyjdę z
          żoną (tzn. jeśli będzie mnie śledzić, bo zdradzający są b. zazdrośnismile ).
          Szkoda tylko, że takie "dwustronne" wyznania niszczą efekt teraupetyczny...
          Przynajmniej jednoczesne (i zwykle źle się konczą), bo oddzielnie to jak
          najbardziej może pomócsmile)

          P.S. W każdym razie ten eksperyment przekładam na "inny poniedziałek"smile
          • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 29.06.06, 14:40
            Misiu... no jasne, ze oddzielnie! Gdyby siedzieli przy jednym stole na piwie to
            przeciez mediator nie mialby nic do powiedzenia... co więcej: mogłby dostać
            zapalenia strun głosowych chcąc ich oboje przekrzyczeć smile)
            • egretta_alba Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 09:20
              Cześć - takk czytam ten wątek i wydaje mi się,że widzę u Ciebie starsznie mocną
              tendencję, do:
              szukania winy w sobie
              usprawiedliwania, rozumieia itp. męża
              Myślę,że przydatne by było, żebyś była uważna na tą tendencje, bo ona (chyba)
              może ci w znacznym stopniu zaciemniać obraz sytuacji i skłaniać do
              zaprzeczania/lekceważenia swoich potrzeb,interesów (kredyt!) uczuć i intuicji.
              Zwłaszcza jesli jesteś DDA - taka tendencja może być dziedzictwem przeszłości,
              takiej zasady "nic się nie dzieje, nie ma żadnego problemu, jesli widzisz jakiś
              problem to znaczy - jesteś glupia, chora, sama masz problem" oraz/lub "to,że
              jes problem,to twoja wina:. gdybyś się nie czepiała, gdybyś była taka jak,
              gdybyś nie zaszlą w ciąże, to ja bym nie... itd"
              I jeszcze o DDA - kurcze napisałaś o tym tak, jakby to była ciężka choroba i
              oczywiste usprawiedliwanie dla akcji twojego meża (jesem dda= zachowuje się
              świrowato= nic dziwnegio,ze on itd.". W tym kraju nie wiem czy nie większość to
              DDA- rodzi to pewne klopoty (głównie dla nich samych), ale na Boga jest równie
              dobrym powodem do zdrad złego traktowanai itp, jak to,ze ktoś no nie wiem - ma
              bolesne miesiączki, żółtaczkę, dysleksje. Te rzeczy też rodzą pewene problemy,
              ale czy są usprawiedliwieniem?
              POza tym (nawet gdyby przykjąć taki pomysł,że to "przez dda") - to ty coś z tym
              robisz,pracujesz nad sobą a twój mąż co:wspiera cię? pracuje nad tym,zby wasz
              związek był lepszy?, podtrzymuje cię w twoim trudzie? - czy raczej wręcz
              przeciwnie?
              Pozdrawiam Cię serdecznie
              • selenet Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 14:20
                egretta-to co napisałaś jest bardzo mądre. Owszem wina zawsze lezy po obu
                stronach... nigdy po jednej. Dlatego obarczanie się winą za zdradę męża jest
                błędem. Nigdy tak nie myslałam i nawet w czasie kłótni nie pozwalałam sobie, by
                jakakolwiek nawet najmniejsza sygestia z jego strony padła, że to moja wina.

                Uczciwy człowiek mówi-koniec , skończyło się, nie kocham Cię, odchodzę- a nie
                gra w ciuciobbkę i jeszcze twierdzi, że ta druga osoba jest winna zdrady.

                Przemyśl co napisała Egretta. Od początku kiedy wydał się romas mojego męża-
                stałam na stanowisku,że ma się wyprowadzić. Żadnego skamlenia o miłość, o to by
                został. Pewnie nie spodziewał się tego. Oczekiwał innej reakcji.

                Czasami zdrada może być też próbą zwrócenia na siebie uwagi współmałżonka.
                Zobacz, nie jestem taki zły, ciągle mnie krytykujesz, a ja się innym podobam.
                To trudne sprawy...dlatego postanowiłam dać jeszcze jedną drugą i ostatnią szansę.
                Pozdrawiam , a wódka oksmile))
              • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 14:34
                Czesc... tak... tak, TAK!
                Masz rację, to wszystko co napisałaś jest prawdą... lecz prawdą jest też to co
                napisała akacjax o cechach DDA, a zwłaszcza tych, z którymi się utożsamiam:
                -zgadują co jest normalne
                -mają trudności z przeprowadzeniem swoich zamiarów od początku do końca
                -osądzają siebie bezlitośnie
                -bezustannie poszukują potwierdzenia i uznania
                -są niezwykle lojalne, nawet w obliczu dowodów, że druga strona na to nie
                zasługuje
                -czują się winne stając w obronie własnych potrzeb i często ustępują innym
                -czują strach przed cudzym gniewem i awanturami
                -bardzo boją się porzucenia i utraty
                -łatwo popadają w uzależnienia
                i - póki co - niewiele sama na to poradzę. W pażdzierniku zaczynam terapię,
                bardzo trudną podobno, nie wiem na ile mogę liczyć na wsparcie męża w tym
                czasie (póki co wygląda na to, że nie bardzo) i nie wiem czy do tej pory
                jeszcze będziemy razem. Ale jakoś nie potrafię się jeszcze uwolnic...
                Wszyscy, którzy sie tu wypowiedzieli maja duzo racji, wiem też, że moje
                odczucia nie są do końca błędne... co oznacza, że nie zwariowałam smile
                Egretta... dzięki za rzeczową wypowiedź! smile)
                • kornikuno Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 15:02
                  AK70...
                  wiesz tak jak czytam cechy DDA, to troche pomimo, ze nie jestem DDA to paksuje
                  to rowniez do "opuszczonego" dziecka jakim bylam/jestem..;
                  i to chyba spowodowalo, ze tak dlugo "tkwilam" w zwiazku, ktory nie
                  istnial...tak bardzo chcialam/szukalam milosci....
                  W naszym zwiazku nie bylo zdrady...po prostu uznal, ze malzenstwo, to jak stare
                  kapcie zawsze beda czekaly....jednym slowem lenistwo okrutne....a z reszta tak
                  do konca nie bardzo wiem, czy on rzeczywiscie powinien wiazac sie z
                  kimkolwiek....
                  Stosunki poprawne, bo ja inaczej nie umiem...pomimo duzego kalibru swinstw,
                  ktory mi wywinal.....i jego wlasna Matka zastanawia sie do tej pory :dlaczego
                  on taki wlasnie jest.....
                  Dziewczyno trzymaj sie i badz ostrozna w podejmowaniu decyzji.....
                  To wszystko troche kiepsko wyglada....sorry za ten wtret......
                  Pozdrawiam
                  IzaBella
                  • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 15:20
                    Izabella... bo podobne cechy ma tez DDD czyli Dorosłe Dziecko z rodziny
                    Dysfunkcyjnej....
                    Jestem ostrożna... wiem, że to nie wygląda dobrze...
                    Ty też sie trzymaj smile)
                    • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 15:32
                      Dziewczyny ,

                      przepraszam napadniecie tu na mnie ale ja zaraz wychodze wiec pewnie dopiero
                      pozniej mi sie oberwie.
                      Wiem sa depresje, DDD, DDA, DTD, TVP i inne ADHD
                      Wiem, wiem, wiem, ze terapie, lekarze i wszystko inne CZASEM jest potrzebne.
                      Ale co druga osoba teraz mam "COŚ" i potrzebuje terapeuty, lekarza i tomisk
                      opasłych na to by stanac na nogi i sie zmienic. Miałam ta wątpliwą przyjemność
                      uczestniczyć w takich terapiach i mam o nich zdanie mało pozytywne. Tak jak o
                      czytaniu ksiazek pt. "Toksyczni rodzice" i inne madre wypociny.
                      Czytajac te ksiazki budzi sie mechanizm jak przy czytaniuu ksiazki o
                      chorobach "o boże, to ja mam....nerwice, depresje, DDA, DDD (wstaw
                      odpowiednie)".
                      Kiedys zrozumiałam, ze 100 razy lepiej terapeutów zastępuja bliscy i
                      przyjaciele i mądre osoby wokół.
                      Pewne słabości nam są przypisane i wszystkie te objawy które tu opisujecie ja
                      czasem zaposiadam w duzej ilości, wiele tych objawów zaposiadam na stałe, ale
                      nauczyłam sie z tym zyć, z tym walczyć i nie przejmować się tym aż tak bardzo.
                      Trzeba miec wiecej dystansu i przede wszystkim wyznaczac sobie priorytety,
                      rozmawiać ze sobą !!!!! Rozmowa ze sobą to niesamowicie ważna sprawa !!!!
                      Czego ja chcę??? Jak zamierzam to osiągnąć? Jak zachowam sie tak i tak to jak
                      przypuszczam co sie stanie???
                      Czesto ludzie sa za leniwi by sami z siebie rzeczowo pomysleć.

                      Przepraszam jesli kogos obrażam, ale przeszłam wszystkie te terapie,
                      przeczytałam madre ksiazki i dopiero wtedy popadłam w depresję. Wystarczyło
                      złapac dystans i posłuchac mądrych przyjaciół, uśmiechać się do siebie,
                      dowiedzieć sie czego sama chce i zaprzec sie na to i.....jest całkiem nieźle smile
                      • kornikuno Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 15:47
                        to.ja.kas
                        nawet nie przeczytalam do konca Twojego wpisu...
                        Prawde mowiac o DDD, ADHD, DDA i innych "stworach" dowiedzialam sie z GW....
                        Tu gdzie zyje (teraz Francja, przedtem Italia) nikt o tych "stworach" nie
                        mowi..;no moze, ale pewnie umknelo mi...chociaz nie! mam meila po wlosku od
                        mojego kumpla, ktory wlasnie pisze,ze....nam sie zylo strasznie...bo nikt nie
                        wmawial, ze jak jestes niegrzeczny to zamiast klapsa w tylek czy "opierdolki"
                        tlumaczy sie takie czy inne zachowania ADHD...to taka dygresja....
                        Wychowanie bezstresowe...no wlasnie!
                        I takie "osobki" bezstresowo wychowane, stresuja innych!smile)))))
                        to jest dopiero paranoja!
                        No coz, jak ktos powiedzial: do zycia trzeba dorosnac....!
                        I to jest wlasnie problem: DOROSNAC!
                        A w okolicy coraz wiecej "niedoroslych" obywateliwink

                        Pozdrawiam serdecznie
                        IzaBella
                        • kornikuno Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 15:49
                          PS
                          najlepszym terapeuta dla mnie jest MMZsmile))))
                          IzaBella
                          • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 17:10
                            Korni....zgłupiałam nie przeczytałas bo takie głupoty napisałam (kazdy ma prawo
                            tak uważać), czy sie zgadzasz smile))

                            Tez pozdrawiam
                            Kasia

                            PS. na temat bezstresowego wychowania mam podobna opinie jak Ty. Dostałam pare
                            razy od matki sciera przez plecy, opierniczyc potraf do tej pory i jest moja
                            najlepsza przyjaciólką, za toksyczną jej absolutnie nie uważam, a juz napewno
                            nie twierdze, ze jak pare razy oberwałam po tyłku, to ze w moim domu stosowano
                            wobec nas dzieci przemoc. Moja Mała pare razy klapsa dostała, awanturki tez
                            czasem sa miedzy nami, ale mi sie za dziecko trafił ideał, co to sie uczy, jest
                            grzeczne, chwalone, dawane za przykład, jak tu prac po tyłku....no chyba ze za
                            ten bałagan smile))))
                      • crazysoma Re: Poradźcie, co zrobic???? 01.07.06, 10:41
                        > Czesto ludzie sa za leniwi by sami z siebie rzeczowo pomysleć.

                        - a czesto to nie jest kwestia lenistwa - oni mysla, planuja, przypuszczaja ale
                        potem okazuje sie, ze cos schrzanili - jesli "chrzanienie" sie powtarza - mimo,
                        ze intencje mieli dobre to moze powinni pojsc do kogos, kto popatrzy na nich z
                        boku, oceni i wyda wyrok smile A jesli jeszcze ten ktos posiada niezla wiedze, i
                        jest dobry w rozwiazywaniu problemow to tym lepiej. Czasem ten ktos nazywa sie
                        kumpel, a czasem terapeuta. Znam osobe, ktora zaluje, ze poszla na terapie, bo
                        potem byla "slabsza" ale znam tez przypadki kiedy ktos, po 3 letniej terapii
                        stal sie niezwykle silna osoba, pewna swojej wartosci, a to jak wiadomo ulatwia
                        kontakty z ludzmi i prace.
                        Mysle, ze kazdy z nas, gdzies tam pod skora wie, czy wystarczy mu rozmowa z
                        przyjacielem, czy potrzebuje konkretnej, fachowej pomocy. Zawsze, jak cos sie
                        wali w zyciu zaczynamy myslec dlaczego do tego doszlo - (osoby odchodzace tez
                        chyba zadaja sobie to pytanie dlaczego odszedlem/lam i jak nie chce, zeby bylo)
                        Ja lubie znac odpowiedzi na pytania, ktore mnie mecza, nawet jesli "to juz nie
                        wroci umarlemu zycia" i dlatego popieram dobra terapie.
                        pozdrawiam
                      • swieta_1 Re: Poradźcie, co zrobic???? 01.07.06, 22:26
                        Hej wszystkim, Dla Ciebie AK - najbardziej, bardzo dawno tu nie byłam. Widzę że
                        wróciłaś Kobieto. pamietam Twoje pierwsze posty, pamietam jak walczyłaś i
                        wywalczyłaś a raczej uprosiłaś swojego "szanownego " mężusia do powrotu,
                        ratowania rodziny. Zaczęłąs chodzić na terapię i byłaś pełna optymizmu, bo
                        wszystko się zaczynało układać. Choć mimochdem wspomniałaś że coś w Tobie jednak
                        pękło. Tylko nie wspomniałaś o sms i gg. Jak sobie przypominam były głosy na
                        dwie strony- zostań i walcz , i drugie- odejdź. Ja należałam do tych drugich
                        (nie mogłam zrozumieć że siedzicie razem i rozmawiacie o Niej, że pytasz o
                        szczegóły), nie, nie chcę powiedzieć " a nie mówiłam", tylko tyle Droga AK że
                        przeszłaś przez swoje piekło, Twoje dzieci też, to Ty walczysz, Ty płaczesz,
                        chcesz wierzyć, wziąć kredyt(!). A Twój mąż? Co on robi? Aaaa, zapomniałąm
                        -siedzi przed telewizorem i przełącza programy, aha i jeszce przed komuterem
                        )GG?) i daje połapkach swojemu Synowi. Czy coś przeoczyłam? Tak, jeszcze zje co
                        mu pod nos podasz, a i pewnia robi wysiłek celem umycia się no i spać się
                        kładzie - to dopiero wysiłek. KOBIETO, młoda jeszcze jesteś, uciekaj gdzie
                        pieprz rośnie, zanim całkowicie pozbawi Cię woli i zostawi wtedy kiedy będzie
                        miał pewność że sama sobie nie dasz rady- tak będzie myślał. Pomyśl czy jesteś w
                        stanie jeszcze mu zaufać, czy juz zawsze będzie sprawdzanie komórki,
                        komputera... . Zamęczysz się AK . Życzę Ci podjęcia mądrych decyzji, takich
                        które dadzą spokój i pewność, uśmiechniętej, pewnej siebie i swojej wartości
                        Mamy 2- cudownych chłopaków. Pozdrawiam
                    • akacjax Re: Poradźcie, co zrobic???? 30.06.06, 19:06
                      Jest niezły test sprawdzający, czy ludzie czują, co to jest DDA. Film pt. "Wszyscy jesteśmy Chrystusami"-te osoby, które rechoczą prawie non stop-nie mają pojęcia, co czuje reszta oglądająca w milczeniu. (Oczywiście oddzielmy od widzów alkoholików-im też nie jest za wesoło na tym filmie).
                      • paula63-63 Re: Poradźcie, co zrobic???? 01.07.06, 02:00
                        "Dlaczego tak bardzo chcę mu uwierzyć, a jednocześnie nie ufam?"
                        ak, kochana - nie ufasz, bo tak mówi Ci Twoja kobieca, ludzka, pierwotna
                        intuicja, ten Głos, dzięki któremu człowiek wie, co jest dla niego dobre, a
                        czego ma unikać. A czemu chcesz wierzyć - bo temu Głosowi nie ufasz. Bo kiedy
                        miałaś 8 lat, ktoś bliski i ważny dla Ciebie pokazał Ci, że Twój Głos się nie
                        liczy i zmusił, byś robiła coś, czego się bałaś. I to potem powtarzało się
                        wiele, wiele razy, aż zaczęłaś wątpić w ten Głos i dziś mu już nie dowierzasz.
                        Ale on ciągle się odzywa - na szczęście!
                        Powiem Ci, jak było ze mną: też zawsze rozumiałam mojego męża, tłumaczyłam go,
                        on zwalał odpowiedzialność za wszystko na mnie (za swoje nastroje, dziwaczne
                        reakcje, lęki, głupie, irracjonalne decyzje, brak zaangażowania itp.). To ja
                        byłam nie taka, jak trzeba, by on czuł się dobrze. I ja brałam to skwapliwie na
                        siebie aż odkryłam, dlaczego tak jest. Bo dopóki uznawałam, że to wszystko moja
                        wina, to nabierałam poczucia, że wystarszy iż to ja się zmienię i wszystko
                        będzie cacy. Mówiąc krótko - miałam złudzenie kontroli nad sytuacją. I
                        dokonywałam w sobie zmian graniczących z samogwałtem, ale i tak zawsze
                        znajdywało się coś, czego nie dopatrzyłam, coś następnego. Ta gra nie ma końca!
                        W końcu przestałam już wiedzieć kim jestem i czego chcę, byłam jednym wielkim,
                        nieszczęśliwym chaosem. Do tego to jest facet, który co innego robi a co innego
                        mówi. Widziałam, co robi, ale ponieważ mówił, że przecież wcale tego nie robi, a
                        ja nie dowierzałam swoim oczom i swojemu Głosowi, popadałam w coraz większą
                        paranoję. Aż do czasu gdy postanowiłam poszukać pomocy - w rodzinie nikt mnie
                        nie rozumiał, przyjaciele też nie bardzo. Najpierw poszłam do "zwykłego"
                        psychologa, ale on też patrzył na mnie jak na kretynkę. Potem jakimś cudem
                        trafiłam do Al-Anon, do DDa i na indywidualną terapię dla osób
                        współuzależnionych. I tu okazało się, że wszystcy mnie rozumieją, bo sami mają
                        podobnie. Zajęło mi to kilka lat, ale narodziłam się na nowo. A właściwie
                        odzyskałam siebie. Zaczęłam na powrót słyszeć mój Głos. I nawet kiedy dopadają
                        mnie różne strachy, nie tracę już jasności sądów.

                        PS. A wogóle - witaj. Wybacz, że się nie odezwałam zgodnie z obietnicą, musiałam
                        odciąć sie radykalnie od kompa, bo zaczął pożerać mi czas. Ale często myślę o
                        Tobie, naprawdę. smile
                        A jak będziesz miała czas: weź kartkę, podziel ją pionową kreską. I zapisuj - w
                        lewej to, co się wydarzyło, co twój mąż robi. W prawej - to, co mąż mówi na ten
                        temat (np. "wysyłał do niej sms-y" - "mówi, że z nią zerwał"). I jak ta lista
                        będzie już długa, nad lewą kolumną napisz "fakty", nad prawą - "mity". I czytaj
                        aż do skutku. big_grin
                        Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
    • nikkka5 Re: Poradźcie, co zrobic???? 01.07.06, 08:45
      Przede wszystkim , po przeczytaniu Twojej historii-podziwiam Cie za Twoja
      cierpliwosc, sile i zapal do budowania/odbudowania malzenstwa. Zastanawialam sie
      czytajac, co naprawde Toba kieruje ? Milosc do niego?Walka o przyszlosc dzieci
      i gniazdka rodzinnego? Czy naped walki spowodowany Twoim zupelnie niepotrzebnym
      i wygorowanym poczuciem winy?Jesli to pierwsze, to uwazam, ze warto walczyc.
      Ostroznie tylko z kredytem , bo uczucia niestety czasami wypalaja sie... Poza
      tym on jest absolutnie zbyt pewny Ciebie i wspolnego gniazda.Nie potrafi Cie
      docenic.
      Ale jesli kieruje Toba to drugie, to pokieruj swoja energie na wychowywanie
      dzieci i na siebie sama.Zapytaj sie Twojego serca i intuicji. Pozdrawiam
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 08:36
        Piszę dopiero dzisiaj bo dostęp do netu mam tylko w pracy (mąż ma łącze i
        mogłabym z domu, ale... nie chcę).
        Kurcze... dziewczyny (z całym szacunkiem do panów, którzy sie tu
        wypowiedzieli)... zgadzam się z Wami! Paula - witaj... dobrze, że jesteś, bo
        juz sie martwiłam smile Swieta_1, nikka5 smile Dziewczyny... powiem Wam jak to jest:
        intuicja mówi mi "daj sobie spokój, z tej mąki juz chleba nie będzie", ale
        strach przed samotnością i brak wiary we własne siły mówi mi: "zostań, on nie
        jest taki zły, też się pogubił w tej sytuacji, razem jakoś sobie poradzicie,
        nie możesz tego zrobić dzieciom, itp."
        Jestem rozdarta... w sobotę znowu awantura... poprosiłam, żeby poszedł z
        dzieckiem na spacer "po meczu!"... w meczu była dogrywka... potem chyba
        karne... ok. 20 jeszcze mecz trwał, a dziecko prosiło tatę od 18.30 "chodźmy na
        spacer!"... w końcu ja się ubrałam i poszłam, choć chciałam zrobić prasowanie.
        Chcąc oddać mu sprawiedliwość posprzątał wcześniej całe mieszkanie (odkurzanie,
        mycie podłóg, kibelka, wanny, pozmywał po obiedzie), potem mówił, że chce
        odpocząć... wyszłam na spacer i napisałam do niego smsa: "Przepraszam, że
        prosiłam, żebyś został z nami... z nią byłbyś szczęśliwszy... bo jakbym sie nie
        starała i tak nic z tego nie będzie..." i dostałam odpowiedź: "Jak zwykle ty
        jesteś ta skrzywdzona i nieszczesliwa, nie to ja cie przepraszam, że 14 lat
        temu przeszkodziłem ci wyjść za innego"... Jak wróciłam do domu powiedziałam
        mu, że gdybym chciała wyjść za tego innego to bym wyszła... no i zaczęło się.
        Awantura na 4 fajerki, w jej trakcie powiedzialam mu, zeby znalazl sobie
        mieszkanie, ale zaraz sama się tego przestraszyłam... cholera! zero
        konsekwencji... ale we mnie jest huśtawka: raz dochodzi do głosu intuicja a
        zaraz strach.
        Potem kiedy już leżeliśmy w łóżku przytulił sie do mnie jak zawsze... ale
        zapytał "czy mogę?"... wiecie co? myślę, że on sie boi jak ja, że też raz chce
        odejść bo nie widzi sensu, a drugi raz zostać... powiedział mi, że od jakiegoś
        czasu czuje sie odepchnięty i nie może sobie z tym poradzić, że wie, że ten
        ostatni sms zepsuł wszystko co udało nam sie odbudować, że juz wiecej tego nie
        zrobi, itp. Powiedział mi: "czasem cię nienawidzę, ale cię kocham"...
        Niech to jasny szlag! sad((
        Terapia nam pomaga... wydaje mi się, że jemu łatwiej jest przyjąć krytykę i
        próby uświadomienia jego błędów od obcych osób, bo wie, że są bezstronne.
        Ostatnio terapeutka mu powiedziała "miał pan wpływ na to, czy napisze pan smsa
        do kochanki czy nie (...) żona nie miała wpływu na to, jakie było jej
        dzieciństwo i jak wychowywali ją rodzice". Takie teksty mnie dają siłę, a jemu
        powód do przemyśleń.
        Nie wiem... jeszcze poczekam... teraz on jest tydzień na urlopie, a ja znowu
        mam stres czy do niej nie napisze, ale będzie juz na tyle rozsądny, aby to
        potem skasować sad( Czy kiedyś przestanę sie dręczyć??
        Wczoraj zrobiłam coś dla siebie i dało mi to duużo radości... kupiłam sobie
        rower!! smile) Razem z fotelikiem dla małego, abym mogła z moimi chłopakami
        jeździć na wycieczki smile) Kiedy wsiadłam na niego po wyjściu ze sklepu i
        pojechałam, złapałam wiatr w żagle i zachciało mi się śpiewać... wiem, że to
        głupie, ale poczułam sie lżejsza o 20 kg!! A jaki mały był szczęśliwy na
        pierwszej przejażdżce smile) Nie mówiąc juz o starszym, któremu - niestety - jego
        własny rower przestał sie nagle podobac... wink
        Dzisiaj po pracy wsadzam małego do fotelika i razem ze starszym we trójke sobie
        pojedziemy... i nie będę oglądać sie za siebie smile)
        Ściskam Was wszystkich... dobrze, że jesteście... tutaj czuję sie jak w domu smile)
        • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 08:52
          Poza wszystkim Ak to ja zawsze mówiłam, ze rower dobry na wszystko. Tylko moja
          rodzina jezdzic nie lubi, Mała tylko rolki, a Szczescie to samochód i łódka,
          ale co tam pojezdze sobie z kims innym, na Bródnie duzo ludków pedałuje smile
          • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 09:07
            Mój mąż nie umie jeżdzić na rowerze... jakies tam problemy z błędnikiem...
            śmieje sie z niego, że on będzie za nami pedałował na czterokołówce małego smile)
            Ale mój starszy lubi wyprawy rowerowe z mamą (jak miał 6 lat jeżdziliśmy przez
            całe miasto do leśnej kawiarni na lody, ok. 12-14 km w obie strony), więc chyba
            towarzystwo mam zapewnione smile)
            • akacjax Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 09:34
              Nie zabijaj swojej intuicji, ona wie więcej, niż nam piszesz.
              A samotną można być nawet w małżeństwie.

              A co do meczu-no teraz jest Mundial, to wycina facetom rozum z głowy-należałoby ogłosić okres ochronny-no i dla kontrastu wymyslić coś, co dawałoby nam takie przywilejesmile(gdy nie mamy dzieci to w tym czasie mamy więcej wolności-gdzy dzieci-mniejsad
              Na szczęście już blisko koniec tego szaleństwa.
              (A ponoć są i plusy-facet je niewybrednie, nawet posprząta przed meczem-byleby nic nie słyszał w trakcie..itd)
            • crazysoma Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 10:02
              Kochana a czy wiesz, ze kupujac ten rower znalazlas tymczasowe, a moze nawet na
              dluzej, rozwiazanie. Zajecie glowy czyms innym niz w kolko tym samym tematem,
              pozwala nabrac dystansu do problemu, a zlapanie dystansu lagodzi czasem
              niejeden konflikt a czasem nawet pomaga te konflikty rozwiazywac.
              Jesli uda mi sie przetransportowac rowery do Kielc zapisuje sie na wyprawe z
              Toba. Zgadzasz sie?

              pozdrawiam
              • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 14:08
                No masz! Jasne, że sie piszę!! Szkoda tylko, że narazie nie mam urlopu, ale
                weekendy są nasze smile Tylko ja pewnie z towarzystwem małoletnim... ale przecież
                Ty małej możesz kupić fotelik i heja! jakiś kocyk, picie, trochę owoców...
                byłaś w Leśnym Dworze? Są niezłe lody, można zjeść przy stoliku w ogródku, pod
                wiejską strzechą, a tuz obok plac zabaw dla dzieciaków... a jak nie to
                kilkanaście metrów dalej na Stadionie też jest plac zabaw... ustalimy plan jak
                już zjedziesz do mojego Klerykowa smile))
          • crazysoma Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 09:51
            Kas, ja bym nawet na Brodno do Ciebie przyjechala... Jak wsiadam na rower to
            moge z niego nie schodzic 20 godzin ale... boje sie z Mlodsza Mloda jezdzic i
            musze poczekac az "ociupinke" podrosnie (zeby sama czyli jakies 4 lata smile albo
            zalatwic kogos do pomocy i wyrwac sie sama (ojej) ale to dopiero jak sie
            wyprostuja u mnie kwestie roboty. (mam nadzieje, ze szybciej niz mysle). A
            wtedy - hulaj dusza czasu nie ma smile
            pozdrawiam
            • to.ja.kas Re: Poradźcie, co zrobic???? 03.07.06, 10:02
              Crazy jak tylko bedziesz kiedys miała plan na to Bródno przypedałowac to ja sie
              pisze !!!!!!!!!!!!!
    • ak70 Dzisiaj rano... 04.07.06, 08:28
      ... mały obudził sie zanim wyszłam.. mąż spał (przynajmniej próbował ocalić
      resztki snu), starszy chrapał nawet jak dawałam mu buziaka na dowidzenia...
      Poranna rozmowa z mężem:
      A: wstań, bo ja już chcę wyjść (a mały uwieszony mojej nogi)
      M: no to wychodź!
      A: nie moge, bo mnie Mati trzyma
      M: (nie podnosząc głowy od poduszki) Mateusz chodź tutaj!
      (Mati: nieeee.... - buzia w podkówke)
      A: (wkurzona) nie wołaj go tylko wstań! muszę juz wyjść, bo sie spóźnię do
      pracy!
      M: (wściekły rusza tyłek z pościeli) Mateusz chodź tutaj powiedziałem!
      A: (widząc, że zaraz będzie problem, zabiera małego do kuchni, sadza na stole,
      wyciąga Monte z lodówki) Zobacz, mama da ci Monte a tata cię przypilnuje, żebyś
      ładnie zjadł!
      M: (wchodzi na bosaka do kuchni z wściekłym wyrazem twarzy) Idź już! (to do
      mnie) Chodź zjesz sobie w łóżku koło tatusia! (to do dziecka)
      Szybko wychodze (na ile to możliwe ponieważ jeszcze wytaszczam rower, na którym
      jeżdżę teraz do pracy), nasłuchuję pod drzwiami czy mały płacze... cisza...
      Boże, dzięki Ci!

      Czy naprawdę to ma sens? Codzienne proszenie go aby wstał do własnego dziecka,
      bo ja muszę wyjść do pracy? Dodam, że nigdy nie wstał jeśli ja jestem w domu,
      abym mogła sie np. wyspać.
      Wczoraj wieczorem kiedy dzieci poszły spać pytam:
      A: czy mógłbyś nie włączać TV?
      M: tylko zobaczę co jest
      (był film "Halo Szpicbródka", stary jak świat, M. nigdy takich nie lubił,
      wczoraj powiedział: "zobacz jaki świetny film!)
      ... i oczywiście oglądał do końca...
      Eeeech!!! sad
      • akacjax Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 09:00
        Gdy moje dzieci były małe, a m. nawet jeszcze się nimi zajmował, za każdym moim wyjściem do pracy był zbiorowy ryk pod drzwiami. Wiem, że po chwili to ustawało, ale serce każdorazowo mi krwawiłosad Pewnego razu sąsiad wychodzący z drugiego korytarza tak jak ja do pracy zapytał zaintrygowany-a czyjeż dzieci tak wyją....miał niezłą mine, gdy powiedziałam, że moje-bo zostały z tatusiem.

        Fajnie byłoby gdybyśmy choć widziały aktywność w zajmowaniu się potomkiem-wydawałoby nam się, że tak jest cały czas...a tak wychodzimy i nasza projekcja jest jedna-zostawiam płaczące dziecko. A może za chwilę tata dobudzi się i jest ok.

        Napisz więcej o relacjach m. z synem.
        • ak70 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 10:29
          Akacja... kiedy Piotrek (starszy) mial 6 miesiecy ja zaczelam studia zaoczne.
          Karmilam piersia jeszcze, ale sciagalam i jechalam na uczelnie zostawiajac
          malego z tatusiem. Bylam SPOKOJNA o nich obu, wiedzialam, ze sobie poradza (a
          nie bylo jeszcze komorek (przynajmniej nie tak popularne byly, ja nie
          posiadalam), wiec jakby cos sie dzialo to i tak maz nie mogl zadzwonic. Kiedy
          wracalam maly byl wesoly i "zaopiekowany"... Maz wiedzial co dziecku trzeba
          zrobic jesc i kiedy, w co ubrac, kiedy przewinac i uspic, jak ubrac i kiedy
          wyjsc na spacer, ba! nawet wiedzial jak placze kiedy jest glodny a jak kiedy
          spiacy lub ma mokro... Byl z niego tatus jak zloto!!
          Potem zaczely sie problemy finansowe (ja bylam na wychowawczym, maz pracowal,
          potem jeszcze doszla wlasna dzialalnosc - szkola jazdy, a w zasadzie tylko
          jazdy), póki była kasa bylo ok. Mąz zrezygnowal z pracy kiedy Piotrek mial 4
          lata, byl na bezrobociu, wiec musial zlikwidowac dzialalnosc gosp. ja znalazlam
          prace cudem... jakos - dzieki pomocy rodzicow, glownie moich - toczylo sie
          dalej. Ale mąż zaczął sie zmieniac na gorsze, zamiast jakos mnie wspierac w
          codziennym trudzie odsunal sie, zaczal krzyczec, robic awantury o nic,
          przesiadywac przed TV i komputerem...
          Potem maz znalazl prace, ale tylko na kilka miesiecy, bo nie przedluzyli mu
          umowy, potem moj tata zalatwil mu prace, ale tam tez nie popracowal dlugo bo go
          zwolnili... awantury byly na porzadku dziennym, Piotrek stal sie niegrzeczny,
          agresywny, arogancki... mąż oczywiście zrzucał wine na moich rodziców, do
          ktorych go czasem zaprowadzalam, że mu na wszystko pozwalają, że go
          rozpieszczają, itp. kiedy mowilam, ze sie zmienił, że go nie poznaję - wściekał
          się jeszcze bardziej i mówił mi, że teraz jestem "entelegentka" bo studia
          koncze, że to wyrzucanie pieniedzy w bloto, a on za to placi (najpierw placil
          za studia moj tato przez 2,5 roku, ale potem stracil prace, wiec przez nastepne
          2 lata placil juz mniej a my dokladalismy), ze i tak nie znajde dzieki temu
          lepszej pracy, itp. Kiedy mowilam mu, zeby poszukal pracy, ze praktycznie ja mu
          wyszukuje ogloszenia i ja za niego pisze listy, a on je - łaskawie - wysyła,
          albo nie, że zamiast przesiadywać przed komputerem to lepiej by się poduczył w
          swoim zawodzie (technik mechanik samoch) czy np. języka - mielismy kasety - to
          mnie olewal i wychodzil, albo zaraz zaczynal najezdzac na moich rodzicow i
          mowic, ze ja to jestem chodzacy ideal, itp. Dziecko miotalo sie miedzy nami,
          nie wiedzialo dlaczego tata nagle go nie lubi, nie kocha... jak mial 5 lat
          powiedzial mi wieczorem (pamietam to do dzisiaj): "mamusiu, ja mam taki smutek
          w sobie... tatus mnie nie kocha... tylko ty o mnie dbasz i babcia Terenia (moja
          mama)"... Probowalam mu wytlumaczyc, ze teraz nie mamy pieniazkow, ze tata chce
          zarobic, a nie moze dostac pracy, dlatego jest zly, ze to nieprawda, ze go nie
          kocha, itp., ale mój 5-latek wiedzial swoje...
          Wtedy sie od siebie odsuneli... maz nie spedzal z nim czasu, nie bawil sie, bez
          przerwy mial tylko o cos pretensje, czepial sie o wszystko, nawet, ze pije
          herbate na stojaco... Piotrek w koncu zaczal schodzic mu z drogi, ale maz
          zwyczajnie go przesladowal... znalazl w tym jakas frajde? rozrywke? sposob na
          zabicie czasu? nie wiem, ale awantury o Piotrka byly coraz czestsze, winna
          zmiany stosunku syna do ojca bylam ja, moja mama, moj tata, wszyscy wkolo -
          tylko nie maz...
          Potem pojechalam z Piotrkiem do sanatorium, nie bylo nas prawie miesiac...
          stesknil sie chyba za nami, bo przez pare miesiecy byl wzgledny spokoj... w
          lutym 2003 okazalo sie, ze jestem w ciazy, strasznie sie ucieszylam, bo
          chcialam miec drugie dziecko (pomimo wszystko), mialam nadzieje na
          dziewczynke... mąż też wydawał sie szczęśliwy... znalazl prace w Warszawie...
          wyjezdzal w poniedziałek o 4 rano, wracał po 2 tygodniach na sobote i niedziele
          i z powrotem... tak przez 3 miesiące, bo zrezygnował... powiedzial, ze mu nie
          odpowiada towarzystwo, beznadziejni ludzie i to i tamto... nic nie
          powiedzialam, choc bylam wsciekla, bo mielismy juz troche dlugow, a zarobki
          mial niezle...
          Strasznie sie rozpisałam... chyba musze skrócic... potem wpadl na pomysl
          kawiarenki internetowej, ja zalozylam dzialalnosc (bo pracowalam i trzeba bylo
          placic tylko ZUS zdrowotny), razem z brzuchem (7-8 miesiąc) malowalam lokal,
          biegalam po urzedach... trzy dni po uroczystym otwarciu trafilam na porodowke i
          urodził sie Mati... mąż byl przy porodzie, zaraz potem pobiegl otworzyc
          kafejke... kiedy wrocilam z dzieckiem do domu praktycznie wszystko musialam
          robic sama. Dwoje dzieci, zakupy, karmienie, sprzatanie, obiad, zaprowadzanie i
          przyprowadzanie Piotrka z przedszkola... mąż od rana do wieczora siedzial w
          kawiarence, kiedy wracal po 21 zjadal kolacje, mowil, że jest zmęczony... kładł
          sie i zasypial... JA byłam rześka! wypoczęta! wyspana! sad((
          Radziłam sobie... ale on zamiast jakos rozpropagowac kafejke calymi dniami
          siedzial i gral w gierki, ogladal i sciagal filmy erotyczne (pornosy) lub
          zdjecia nagich panienek... jedna nawet mial na pulpicie, jak kiedys zanioslam
          mu obiad to poprosilam aby ja zmienil, bo przecież przychodzi do niego Piotrek,
          który ma dopiero 7 lat i nie chcę, aby to oglądał.
          Kawiarenka nie wypaliła, po pół roku zostało po niej wspomnienie i totalne
          długi, które spłacałam jeszcze przez 2 lata - no bo to przecież mój biznes. Ja
          się martwiłam, ja załatwiałam. Mąż podjął "PRACE" jako agent ubezpieczeniowy...
          zarejestrowal juz wlasna firme... (ZUS co miesiąc ok. 600 zł wtedy)... a u mnie
          w pracy okazało się, że przestój, stracili kontrahenta... dali mi wybór: ide na
          wychowawczy lub dostaje wypowiedzenie... żaden wybór! Wychowawczy z rodzinnym
          brałam 486 zł miesięcznie na rękę... i za to musiałam zrobić opłaty, spłacić
          długi, zapłacić męża ZUS i utrzymać dom... czy miałam szanse??!!
          Obiady jedliśmy u rodziców: ja z dziećmi u swoich, on u swoich. Moi rodzice
          jedno na emeryturze, drugie na rencie... a tu trzy gęby do wyżywienia
          dodatkowe. Nie wiem jak to robiła moja mama ale byłby z niej rewelacyjny
          minister finansów.
          Mąż poprosił mnie o pomoc w dzwonieniu do klientów - zawsze miał problem z
          nawiązywaniem kontaktów. Ok, zgodziłam się, raz czy dwa w tygodniu podrzucałam
          dzieci do mamy i szłam do jego "firmy" dzwonić. Dzięki mnie podpisał pierwszą i
          kilka kolejnych umów. Ale zacząl mnie pouczać jak mam dzwonić, do kogo, kiedy,
          co mam mówić, a czego nie. Kiedy sie buntowałam, obrażał sie, mówił "to sama
          sobie zarób" kiedy prosiłam o pieniądze na jedzenie. Przestałam pomagać, efekty
          były coraz gorsze... w końcu wierzyciele zaczęli sie upominać o swoje, bo
          przecież z naszych dochodów płaciłam tylko to, co musiałam... dzieciom
          odmawiałam lizaka za 20 gr... nikt, kto tego nie przeżył nie potrafi zrozumieć.
          Nie rozmawialiśmy ze sobą, nie kochaliśmy się, mąż wieczorami tylko ogladal TV
          lub godzinami (4-5 godz.!) gral sam na komputerze, nigdy nie zaprosił Piotrka
          do gry, nawet nie pozwalał mu popatrzeć jak gra.
          Decyzja o sprzedaży mieszkania i spłacie długów nasunęła sie sama... w czerwcu
          2005 mąż dostał pracę, strasznie się cieszyłam, pomyślałam, że sprzedamy
          mieszkanie, spłacimy długi, może coś wynajmiemy... u mnie w firmie pisałam
          projekt o fundusze unijne, trochę dorobiłam, była szansa, że jeśli sie uda
          wrócę do pracy... pojawiło sie światełko w tunelu! Ale kiedy mieliśmy kupca i
          sprzedaliśmy okazało się, że dla mojego męża oznacza to koniec małżeństwa...
          Choć przez ostatni rok bez przerwy mnie poniżał, dołował, kłócił się ze mną,
          nie dbał o dzieci... dał ogłoszenie do internetu, że szuka kobiety do seksu
          (dowiedzialam sie od kolezanki, która szuka sobie faceta, wiec chodzi po takich
          randkowych stronach, anons byl ze zdjeciem!!)... chciałam próbować. On miał
          mnie gdzieś. Wynajął SOBIE mieszkanie, ja z dziećmi wylądowałam u rodziców...
          resztę juz znasz.

          Akacja..
          • ak70 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 10:30
            Kończe, bo poprzedni post był chyba za długi smile) Przepraszam!

            Akacja... pytasz o relacje... relacji nie ma. Mąż nie zajmował się prawie wcale
            młodszym - chyba, że musiał - na starszego tylko krzyczal, wymagał i o wszystko
            sie czepiał. To JEGO WINA, że dzieciak mu pyskuje, jest w stosunku do niego
            agresywny i arogancki, to JEGO WINA, że jest taki w stosunku do mnie, bo
            widział jak tatuś odnosi sie do mamy... to JEGO WINA, że dziecko nie słucha, bo
            widziało, że tatuś ma w dupie (sorry!) co mama mówi i o co prosi... skoro tacie
            wolno to jemu też!

            Może dążę do ideału... ale chcę, żeby moje dzieci miały ojca a nie figuranta i
            dawce nasienia. Żeby mogły na niego liczyć, dostać pomoc, czas i miłość. Jeśli
            mają dostać tylko brak zrozumienia, krytyke, dołowanie, ciągłe zbywanie, brak
            czasu i kpiny z ich problemów - to chyba lepiej, aby tatusia nie miały.
            • swieta_1 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 11:48
              Ak70, cholera jasna! Nigdy nie dałaś znaku że jest tak fatalnie. Słonko!! Ile Ty
              już dostałaś kopów od życia i chcesz walczyć o "męża" i "tatusia".
              Nieprzypadkowo jest cudzysłów - to parodia faceta A. Przeczytaj swój post - cały
              od deski do deski, tak jakbyś czytała historię osoby której nie znasz. Chyba
              wtedy niepotrzebne Ci będą żadne rady ani porady, sama zobaczysz jak wyglądało
              Twoje życie. Ty zawsze byłaś sam / no może z wyjątkiem początku studiów?/, więc
              czego teraz się boisz że zostaniesz sama, bardziej sama już być nie możesz. A
              swoją szosą- nie bardzą wierzę że zostaniesz sama, zaraz się "przyplącze" jakiś
              miły towarzysz, który doceni że może być z Tobą. Cholera! nie marnuj ani jednej
              chwili! Będzie tylko lepiej. A i chciałam tylko jeszcze Ci opowiedzieć krótko co
              ma moja koleżanka; tzw mąż (juz nie długo) bardzo brzydko odnosił się do niej,
              łącznie z trakotowaniem - przynieś, wynieś, pozamiataj. Syn (20lat)bardzo szybko
              załapał że też tak może, wierz mi że pomimo 21 małżeństwa odeszła. JEST TERAZ
              SZCZĘŚLIWA i to naprawdę widać. Mam nadzieje że zdążysz odejść zanim zrobi i
              Tobie i Twoim Chłopakom krzywdę ( nie, nie mam na myśli bicia0. Pozdrawiam
              serdecznie, życzę Ci podjęcia mądrych decyzji ( hmm, to już 2raz?)
              • ak70 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 12:55
                Swieta!! gratuluje, że przebrnelas przez moje wypociny smile
                Masz racje, jest fatalnie... myslę jednak, że złozyło sie na to wiele
                czynników: brak pracy, pieniędzy, rozbieżność oczekiwań, moje DDA (wiem, że to
                nie jest usprawiedliwienie, ale kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy, że
                to się da zmienic!), kryzys pierwszego dziecka (bardzo dużo o tym pisze
                your_and na forum Brak Seksu w Małżeństwie, wiele par przez to przechodzi), byc
                może nadmierne wtracanie się moich rodziców w nasz związek, być może w pewnym
                momencie nadmierne zainteresowanie mną kolegi z pracy i satysfakcja, że mąż
                jest zazdrosny...
                Poza tym pamiętaj, że to MOJA strona medalu... być może po wysłuchaniu JEGO
                opcji Twoje zdanie zmieniłoby się? Tak, czuję sie winna... być może czasem za
                bardzo i za bardzo go usprawiedliwiam, ale tak czuję...
                • swieta_1 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 13:09
                  Wiesz droga AK, ja Cie naprawdę podziwiam. To już nie DDa, małe dziecko i tym
                  podobne rzeczy. Jeszcze raz proszę przeczytaj swój post, jak obcej osoby, może
                  wreszcie spojrzysz na swoje życie, na życie swoich dzieci, a przede wszystkim na
                  siebie. Dziewczyno, czas popatrzeć na siebie, na swoje potrzeby, to Tobie należy
                  się wszystko- radość, uśmiech, miłość, podziw i pomoc w życiu codziennym. Nigdy
                  i nigdzie nie jest różowo przez cały czas, ale po to jest DWOJE ludzi żeby sobie
                  na wzajem pomóc i wspierać, a nie obarczać za swoje złe życie wszystkich
                  wokół,łącznie z Twoimi Rodzicami. Haaalllooo AK, tu ziemia, wróć, przestań brać
                  wszystko na siebie. Jesteś tylko człowiekiem - istotą"marną" , nie z Twojej winy
                  są wojny, rozwody, chore dzieci i całe zło na świecie. A wiem co piszę, bo tez
                  kiedyś tak miałam- w zasadzie nie byłam winna tylko II wojnie, chociaż kto wie?
                  A teraz ... hm... smile
                  • ak70 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 13:56
                    Swieta... niekoniecznie o podziw chodzilo, ale dzieki smile
                    Patrząc na Twoja stopke zrobilo mi sie... jakos tak słabawo... bo co: mój mąż
                    nie będzie żałował, że nie zgrzeszył... żałuje, ze zgrzeszył...a co z całą
                    resztą? Czy ja tez mam pójść na całość z jakimś sprzedawcą ze sklepu rowerowego
                    (Joasia nie śmiej się!!) aby zobaczyć nas oczami męża po zdradzie i pozwolić
                    jemu zobaczyć nas oczami zdradzonego? Jakoś chyba źle to zrozumiałam...
                    Tak, dałam się wpędzić w poczucie winy! Tak, biorę większość na siebie! I gdyby
                    był dobrym ojcem zniosłabym to wszystko i wszystko ułożyłoby się miedzy nami,
                    jestem tego pewna na 100% (no dobrze, na 99% smile)
                    Ale teraz...? nie wiem...
                    Swieta, nie znam Twojej historii... zakończenie postu: "A teraz... hm smile" wiele
                    sugeruje... teraz jest lepiej? JAKIE jest Twoje TERAZ?
                    Ale masz rację... ja tez zawsze uważałam, że po to jest dwoje ludzi, aby sobie
                    nawzajem pomagać i sie wspierać, zwłaszcza jak jedno ma dołek. Drugie musi
                    pomóc, albo... przeczekac.
                    Jednak żaden dołek nie daje prawa do wyżywania sie na innych...
                    • swieta_1 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 15:18
                      Ak, poprowiłaś mi humor interpretacją sygnaturki.., szczególnie tym panem
                      rowerowym. Najwazniejsze że humor (mam nadzieję że nie czarny) jeszcze
                      funkcjonuje jak należy. Moje życie teraz? Jest bardziej niż ok, jest ze mną i
                      moim Młodym facet, który na każdym(no prawie)kroku okazuje że jestem piękna(hi
                      hi), mądra (no ja myślę), najlepsza(jakże by inaczej). Mojemu Młodemu też tak, a
                      i na wzajem, jeden za drugim by wszędzie poszedł (a Młody w tym tzw trudnym
                      wieku prawie 16lat). Mimo że mam tak czwarty rok, jeszcze po mnie kompleksy
                      latają i dają znać o sobie częściej niżbym chciała. A mój mąż wbił mnie w
                      poczucie winy, to ja byłam brzydka, głupia i wogóle do niczego się nie nadająca.
                      Dałam słowo że nikt nigdy i na zawsze sama (z moim Syneczkiem). Moje szczęście
                      do dziś mi wypomina że rok za mną ganiał. I wyganiał swoje. Wierz mi że dopiero
                      się przekonałam jak może postępować facet, który kocha i któremu zależy. Okazuje
                      się że każdy problem można rozwiązać, z każdą sytuacją sobie poradzić, a
                      łazienka nie służy do zamykania się i wypłakiwania. Był czas ze WIEDZIAŁAM że
                      juz nie czeka mnie nic dobrego i niczego dobrego nie oczekiwałam. MYLIŁAM się,
                      wierz mi że mocno się myliłam.
                      Jednak żaden dołek nie daje prawa do wyżywania sie na innych... - i tu dobrze
                      napisałaś, nikt nie ma prawa niszczyć drugiej osoby, w imię... w żadne imię.
                • crazysoma Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 13:09
                  Ak nie jest dobrze... Uzywajac porownania Phokary Twoj maz nie tylko sie buja w
                  tym fotelu - on sie zaklinowal, dosyc dawno temu, z nozkami do gory i nijak
                  nie moze sie odbic.

                  pozdrawiam (oj poczekaj jak przyjade smile))
                  • ak70 Re: Dzisiaj rano... 04.07.06, 13:57
                    Czekam... czekam!!! Jak zaczniemy gadac to chyba tydzien naokraglo bedzie
                    malo smile
    • milena996 Re: Poradźcie, co zrobic???? 04.07.06, 17:00
      Witaj
      Przeczytałam prawie wszystkie twoje posty.Mam podobna sytuację choc różniacą
      się w szczegółach.Również czuje się w związku bardzo samotna i już dwa razy
      składałam pozew o rozwód.Nie mam jednak psychicznej siły, by wyzwolić sie z
      tego toksycznego związku.Mam dwoje dzieci, które dorastaja i wiele rozumieją.
      Właśnie dziś znów rozmawialam ze swoim mężem i powiedzialam, że nie mam już
      nadziei na poprawę relacji.Kiedyś to on mnie lekceważył i moje potrzeby, a
      teraz juz mi na nim nie zależy.Jednak boję się straszliwie, bo dla mnie już
      samo slowo jest straszne ROZWÓD.Czuję się osamotniona i mam poczucie winy, że
      to przeze mnie, że jestem taka zła.Mam wpojone z dzieciństwa, ze kobieta
      powinna zawsze bronic rodziny jaka by nie była.Jestem również DDA i mam swoje
      wady, a największym moim błedem było zaufanie niewłaściwej osobie i oddanie jej
      władzy nad swoim życiem.Teraz to rozumiem, po latach.Mam 40 lat i dwoje
      wspaniałych dzieci - nastoletnich,które wręcz mnie namawiają,żebym coś wreszcie
      zmieniła w swoim życiu.Ich ojciec nie jest dla nich wzorem, a syn wręcz go nie
      znosi.Jestem tym bardzo zaniepokojona.Przerażają mnie sprawy zwiazane z
      podziałem mieszkania, majatku, a także reakcja rodziny i znajomych na nasz
      rozwód.Jest mi rowniez baaardzo smutno.Nie wiem jak sobie poradze finansowo,
      ponieważ prawdopodobnie będę musiała zrezygnować z dotychczasowej pracy.
      Przepraszam, że tyle napisałam o sobie, zamiast odpowiedziec jak ci pomóc.
      Może tylko odpowiem, że faceci bardzo dziwni i w gruncie rzeczy to słaba płeć.
      Moim zdaniem lepiej już chyba być samemu niż być na łasce męskich humorów.
      I przez te wszystkie przepychanki, to seks z nim już od baaardzo dawno nie ma w
      sobie nic przyjemnego, to tylko i wyłacznie małżeński obowiązek.
      Z biegiem lat odkryłam, że jest bardzo istotnym elementem związku i jego
      barometrem.Obecnie nie widzę sensu tkwienia w tej sytuacji, a nie potafię z
      niej wybrnąć. Musiałabym zburzyć pozory i zacząć mówić prawdę, a jestem osoba
      dość lękową.Będę wdzięczna za jakiś odzew z twojej strony, lub z innych stron.
      Przyznam, ze pierwszy raz zalogowałam się i piszę w świat na forum.Zawsze
      komputer okupują dzieci, a teraz wyjechały, więc mam luz.
      • akacjax Re: Poradźcie, co zrobic???? 04.07.06, 17:25
        Tez wydawało mi się, że sobie nie poradzę, bo nie widziałąm, że prawie wszystko robie sama. Te sytuacje gdy m. łaskawie zostawił auto, bym mogła nie tłuc się autobusami z siatami to wyjątki(a potem i tak musiałam po niego jechać).

        Myślałam, że nie dam rady z synami...a dzis żałuję, że tak długo czekałam. Im dłużej to trwało, tym większe rozdarcie u dzieci.
        Na szczęście sprawy alimentów(u mnie pierwsze, przed separacją)załatwiłam zanim synowie mieli po 18 lat. To ułatwiło wiele, bo jednak trudniej dzieciom wzywać przez sąd ojca by dokładał do ich utrzymania.
        A opinia znajomych-nie martwi Cię, że teraz patrzą na Twoje nieszczęście?(i nie reagują?)

        To było bardziej do Mileny.
        A teraz do AK:
        Kochana, pytasz, co on by powiedział pytany? Juz Ci odpowiadam-że on taki sfrustrowany, że straciił pracę, że masz duże wymagania, że go przegniatasz...moge tak dalej i dalej...
        A wydaje mi się, że to kolejny duży chłopiec.
        Daj mu dorosnąć, puść go na samodzielność(nie zapominaj, że ma obowiązki wobec dzieci).
        Dziwczyno, przykre, że musisz być dzielna, ale jak widać dajesz sobie świetnie radę.
        No i co napisać więcej-może:odwagi?
        • milena996 Re: Poradźcie, co zrobic???? 04.07.06, 22:30
          Bardzo dziekuję akacjax za twój odzew.Na razie jedyny.
          Przeczytalam na forum co piszesz o cechach DDA.Myslę, a raczej wiem, że
          ogromnie wielka rzesza ludzi to DDA tylko ukryci - świadomie lub nie.
          W naszym społeczeństwie to problem wielu.
          Osoby takie, jak wiesz, wchodzą w zwiazki, a raczej wikłają się w układ z
          osobami uzależnionymi-niekoniecznie od alkoholu, lub niezrównoważonymi itp.
          Czują sie wtedy takie bohaterskie i silne.
          Mój mąż nie pije dużo i raczej to nie jest jego główny mankament.Chociaż
          ostatnio kilka razy ze spotkań ze znajomymi przychodził nachlany do
          nieprzytomności.Rozczulał się wtedy i zaczynał szlochać, a ja go wtedy pocieszam
          bo mi go teraz zwyczajnie żal.Teraz to ja jestem "górą"i chcę odejść, ale jest
          to dla mnie bardzo niewyobrazalnie trudne wyzwanie.
          Jest to dla mnie sytuacja prawie beznadziejna i wiem, że tylko ja moge ją
          zmienić.Nie mam wsparcia w matce, ojciec nie żyje.Mam tylko znajomych,
          przyjaciół.
          A najgorsze ze wszystkiego jest ogromne poczucie winy że to wszystko przeze
          mnie.W mojej rodzinie uwazało się że to kobieta powinna o nia dbać i godzić się
          na wszysto i przymykac oczy na wiele.Mimo świadomości że to bzdura nie moge sie
          tego pozbyć
          • akacjax Re: Poradźcie, co zrobic???? 04.07.06, 22:45
            Czy próbowałaś profesjonalnej terapii dla DDA lub dla współuzależnionych? tam można zobaczyć, że to jednak nie Twoja wina.
            Własnie tak wpojona bierna postawa to niejako pomoc, ułatwienie pijącym picia dalej, przemocowcom stosowania przemocy.
            A przemocą jest już krzyk, wulgarne odezwanie sie, niedawanie pieniędzy na utrzymanie rodziny itd.

            Zanim zaczniesz uwalniać się ze swojej pułapki potrzebujesz wiedzy, być może też wsparcia instytucji.
            Ale na początek taka propozycja-myśl o sobie, nie o nim. Dbaj o siebie, na różnych frontach to ważne.

            Wcinamy się z tą dyskusją w wątek ak, mam nadzieję, że nam wybaczy.
            • milena996 Re: Poradźcie, co zrobic???? 04.07.06, 23:00
              Dzięki za odzew.Ten internet to fajna rzecz.A wracajac do naszego tematu to ja
              chodzilam na wizyty do psychologa, jakies terapie i dużo czytalam na ten
              temat.Jest nawet srona internetowa DDA, którą kiedys tam odwiedzałam.
              Mam swiadomośc problemu i krok po kroku idę do przodu,ale samej to bardzo
              cięzko.U mojego męza jest problem uzależnienia od gier karcianych,internetu i
              pornogfafii.Nie potrafi ze mną szczerze rozmawiać
            • milena996 Re: Poradźcie, co zrobic???? 04.07.06, 23:05
              Probowalam trochę terapii, ale wciąż mam to poczucie winy.
              Dziękuje za wsparcie.A może porozmawiałybyśmy gdzieś na forum DDA?
          • crazysoma Mileno 04.07.06, 23:02
            Wiesz co, przez ostatni tydzien doswiadczam przypadkowych lub moze
            nie "wydarzen", ktore utwierdzaja mnie w przekonaniu, ze tkwienie murem przy
            kims z kim nie jestesmy szczesliwi (i kogo wcale nie interesuja nasze problemy)
            to krotko mowiac idiotyzm, a jesli do tego wszystkiego dzieci, tak jak w Twoim
            przypadku nie szanuja ojca to takze egoizm. Ty sie boisz slowa rozwod, jak to
            wszystko podzielic, jak potem zyc, co powiedza znajomi a Twoje dzieci wrecz
            namawiaja Cie, zebys cos zrobila ze swoim zyciem... Wiec zrob i nie boj sie, ze
            bedzie gorzej. Na pewno bedzie inaczej i nawet jesli bedziesz myslala, ze jest
            gorzej to slowo Ci daje bedziesz szczesliwsza. A jak sie wyzwolisz z mysli o
            swoim mezu to nagle zauwazysz Kogos i bedziesz sie zastanawiac dlaczego bylas
            taka glupia, ze z uporem maniaka uwazalas, ze przyzwolenie na traktowanie
            siebie jak "nikt" jest normalne.

            pozdrawiam
            • milena996 Re: Mileno 04.07.06, 23:15
              Dzięki za slowa otuchy.Jestem naprawdę wdzięczna,że jest odzew z waszej strony,
              bo jak już pisałam jestem na takim forum pierwszy raz.
              Czuję,że to ja muszę odejść i wtedy bedę tą zła kobietą, która zamiast dbać o
              swego męża i ognisko domowe obnosi sie na forum ze swoimi wydumanymi problemami.
              Bo tego co dzieje się w rodzinie we wzajemnych relacjach nie widać przecież na
              zewnątrz.A przynajmniej nie widać na tyle zeby zaraz ro
              • milena996 Re: Mileno 04.07.06, 23:51
                Nie skonczyłam bo wlasnie wkroczyl moj mąż.Jest mi teraz bardzo smutno, że nie
                potrafie wybrnać z tej ślepej uliczki, chociaz mam wiedzę, ze ona prowadzi
                donikad.A skąd mam pewnośc, że ja ten rozwod udźwignę?A może powinnam z nim
                jeszcze porozmawiac i wytłumaczyć, wybaczyc?
              • ak70 Re: Mileno 05.07.06, 08:13
                Dziewczyny! Wcinajcie sie ile chcecie, przecie to forum to nie moja wlasnosc smile
                Milena... przepraszam, że dopiero dzisiaj sie odzywam, ale net mam tylko w
                pracy... witaj w klubie! smile Ale chyba będąc na Twoim miejscu nie wahałabym się:
                dziewczyno masz najważniejsze wsparcie i aprobatę na świecie - Twoich dzieci!
                Jeśli sie zdecydujesz od nich dostaniesz ciepło i akceptację, których wtedy
                będziesz najbardziej potrzebowała. I jeśli jest tak jak piszesz, że popieraja
                Twoja decyzję, to one będa stały murem za Toba przeciwko całemu światu.
                Ja o DDA dowiedziałam się ze strony: www.dda.bhd.pl tam przeczytałam o cechach,
                12 krokach, afirmacji, znalazłam adres ośrodka u siebie w mieście i terapie
                zaczne od października. Nie dla męża, dla siebie i dzieci. Bo chcę wreszcie móc
                wziąć głęboki oddech i przestać sie bać, zacząć żyć pełniej, lepiej, być
                szczęśliwa, że jestem sobą, przestać sie oglądać na kogoś, kto zamiast wsparcia
                daje mi ciąglą krytykę. Czy jeszcze będziemy razem? Nie wiem. Nie wiem czy Nowa
                Agnieszka spodoba się mojemu mężowi... ale chyba wtedy już będzie mi to
                obojętne, bo będzie się podobała MNIE.
                Zajrzyj na ta stronę, ale może już ja znasz? Jeśli chcesz pisz do mnie na maila
                gazetowego. Zawsze jest łatwiej gdy wiesz, że ktoś rozumie, czuje podobnie,
                wspiera Cię - choćby wirtualnie smile A w ogóle skąd jestes?
                Pozdrawiam i ściskam!
                • milena996 Re: Mileno 05.07.06, 08:49
                  Witaj ak70.Pozdrawiam także wszystkich innych forumowiczów, którzy odezwali się.
                  Po pierwsze chciałam wyrazic swoją ogromną radość i wdzięczność dla was za
                  wasze ciepłe słowa.Tak właściwie to nie do końca zbaczamy z tematu - Rozwód i
                  co dalej, ponieważ własnie te słowa sprawily że tu weszłam.
                  Jak już pisałam ak70 mamy bardzo podobną sytuację i podobnie reagujemy,tylko że
                  ja już 2 razy składałam pozew bo byłam zdecydowana, bo miałam dość, ale
                  niestety nie miałam dośc psychicznej siły by to sfinalizować.Ja wiem, że on
                  mnie bierze na litość,taki się biedny zrobił.Już od pewnego czasu widzę ,że on
                  powstrzymuje się od krzyków i drwin,a nawet czasem odkurzy jak go poroszę i
                  inne takie.Problemem jest obecnie to,że ja mam go dość,wypaliło
                  się,zgasło,koniec.Najlepiej sie czuję, gdy go w domu nie ma, dzieci zresztą też.
                  Bo gdy jest to leży na kanapie i filmy oglada,czyta, lub na komputerze gra.
                  Kiedyś chciałam z nim rozmawiać, teraz już nie.Bardzo mi żal i czuję smutek.
                  Nie jest dobrze,gdy mają taki obraz ojca, zwłaszcza dla syna, który ma prawie
                  16 lat.Myślę, ze osobne zamieszkanie trochę uzdrowiło by te relacje, a może
                  zupełnie naprawiło.Bardzo bym chciała.Ale jest mi niezwykle ciężko zacząc to
                  wszysto i doprowadzic do finału,czuję że to porażka.Rodzina zawsze była dla
                  mnie najwazniejsza, ale budowałam to na kruchym lodzie.
            • paula63-63 Re: Mileno 04.07.06, 23:27
              Więc Mileno - aż mnie skręca z bólu jak czytam to, co piszesz - tak dobrze to
              znam. Niedawno odkryłam, że w moim życiu nie było faceta (a trochę tych facetów
              było;/), który nie miałby problemu z wódą lub samym sobą (najczęściej jedno i
              drugie). Tak od 16 roku życia się to za mną ciągnie. Choć moi rodzice nigdy nie
              pili, jednak moja mama jest tak niezrównoważona i niestała, że i tak mam
              wszystkie cechy DDA.
              Milena - musisz przerwać milczenie, bo zginiesz. To w takich sytuacjach jest
              pierwszy, podstawowy krok. Nie oznacza to, że od razu trzeba nosić transparent -
              większość ludzi, zwłaszcza bliskich, i tak Cię nie zrozumie. Dlatego szukaj
              grupy - żywej, nie w Internecie - DDA. Na pewno masz taką gdzieś w zasięgu. Idź
              do psychologa, który zajmuje się współuzależnieniami (mnie to uratowało i
              zmieniło radykalnie życie). Żyjąc tak długo z osobą uzależnioną jesteś
              współuzależniona - istnieją liczne grupy Al-Anon właśnie dla osób, które mają
              blisko osoby uzależnione. Tam Cię zrozumieją, zanim otworzysz usta. Tam dopiero
              dowiesz się, jak postępować, żyjąc z kimś takim. Sama sobie nie poradzisz! Nie
              poradzisz, bo nie wiesz nawet, że chcąc dobrze, pogarszasz sprawę i wcale nie
              pomagasz mężowi ani sobie. Jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie - zrób dla
              dzieci; dasz im szansę na uniknięcie Twoich błędów. To była też moja motywacaja,
              gdy weszłam na tę drogę.
              Pozdrawiam serdecznie
              AK, wybacz, że wkleszczam w Twój wątek - ale w końcu i tak w temacie smile
              www.oranzeria.com
            • selenet Re: Mileno 05.07.06, 08:40
              O rety Crazysoma- jak Ty to mądrze napisałaś. Boże-czemu ja nie mam odwagi by
              uwolnić się od mojego męża, który mnie nie kocha i daje temu dowód każdego
              dnia.....mam dokładnie takie obawy, o jakich tutaj piszesz...
              Jak pokonać strach!!!
              • swieta_1 do AK 70 05.07.06, 10:11
                Hej, czy znalazłaś odpowiedź na pytanie, które zadałaś mi wczoraj? Jest moja
                odpowiedź pod Twoim postem. Ak70, ja zostałam sama z dnia na dzień na równo
                miesiąc przed komunią mojego Młodego, zostałam rzucona na "głęboką wodę", dałam
                radę. Bywały momenty że naprawdę było ciężko, ale przeżyłam i dostałam nagrodę
                winkTy też dasz rade.
                • ak70 Re: do AK 70 05.07.06, 11:24
                  Tak, znalazłam... dzięki za nadzieję, że jest jakieś "... i co dalej?" i co
                  wiecej: moze byc ono całkiem optymistyczne smile
                  Tylko skąd wiem, że nie wpadnę z deszczu pod rynnę? Czy będę umiała zaufać? Czy
                  warto? Pewnie też sobie zadawałaś to pytanie, ale podjęłaś decyzje i teraz
                  jesteś szczęśliwa (z czego sie bardzo cieszę! smile)
                  Póki co żyję obok, robię to na co mam ochote lub warunki, nie truję o byle co,
                  staram sie nie czepiać, tylko skupić na sobie i dzieciach. Czy dam radę na
                  dłuższą metę? Nie wiem... Czy warto jeszcze to ciągnąć? Nie mam pojęcia... Byc
                  może przyjdzie dzień kiedy powiem "stop, juz dość wytrzymałam"... ale byc może
                  przyjdzie taki kiedy on przejrzy na oczy i zobaczy co może stracić...
                  Chcę odnaleźć siebie, dowiedzieć sie kim jestem i jaka jestem, na co mnie stać,
                  co potrafię, a czego sie boję.
                  Pewne jest to, że jestem jedną z tysięcy kobiet w Polsce, które nie mają lekko,
                  które zostały zdradzone, których miłość i oddanie podeptano, które dały kolejną
                  szansę i które zastanawiają sie czy warto było, ale boja się podjąć działania
                  zmierzające do zmian.
                  Ale bardzo BARDZO (!!) podbudowało mnie zdanie, które napisała w swoim poście
                  paula63-63: "Sama sobie nie poradzisz! Nie
                  poradzisz, bo nie wiesz nawet, że chcąc dobrze, pogarszasz sprawę i wcale nie
                  pomagasz mężowi ani sobie"... Nasuwa mi sie wniosek taki, że im bardziej sie
                  staram tym gorsze mam efekty... i tak jak napisalam wczesniej: juz sie nie
                  staram dla niego, skupilam sie na sobie i dzieciach, od wczoraj czuję się
                  jakaś... hmm... lżejsza?? (pomijając te 6 zgubionych kg)
                  Swieta - skad jestes? Moze jakies male spotkanko wakacyjne? Ściskam i ciesze
                  sie, że Tobie sie udało smile)
                  • akacjax Re: do AK 70 05.07.06, 11:50
                    ak70 napisała:


                    > Ale bardzo BARDZO (!!) podbudowało mnie zdanie, które napisała w swoim poście
                    > paula63-63: "Sama sobie nie poradzisz! Nie
                    > poradzisz, bo nie wiesz nawet, że chcąc dobrze, pogarszasz sprawę i wcale nie
                    > pomagasz mężowi ani sobie"... Nasuwa mi sie wniosek taki, że im bardziej sie
                    > staram tym gorsze mam efekty... i tak jak napisalam wczesniej: juz sie nie
                    > staram dla niego, skupilam sie na sobie i dzieciach,


                    To najważniejsze fragmenty Twojego postu:
                    sama sobie nie poradzisz jednak nie znaczy bądź z nim-tylko szukaj pomocy poza nim-instytucje, książki, realni ludzie
                    (najpierw trzeba zdobyc wiedzę, bo faktycznie staramy się bardzo, ale wg naszego widzenia świata, a jest ono trochę spatrzone)
                    A to, że skupiasz się na sobie i dzieciach, nie na nim-baaardzo dobrze, tak trzymać!!!!

                  • swieta_1 Re: do AK 70 05.07.06, 11:52
                    Hej Ak, cieszę się że odpisałaś. Nie wiem czy czytałaś :• bolesna prawda (3)
                    unicef123- kilka postów niżej, świetnie napisane, bardzo treściwie i prawdziwie.
                    W tym coś jest. Bardzo mądre i prawdziwe zdania. Sama piszesz że żyjesz obok,
                    nie trujesz, czy warto to ciągnąć. Ty musisz sama siebie przekonać, że nie
                    "trujesz", Ty mówisz albo prosisz o zrobienie czegoś, czego w danym momencie nie
                    możesz zrobić sama. Znam z autopsji wyraz "trujesz", ja w niego tego
                    uwierzyłam-głupia byłam. Ak, daję słowo - uroczyste słowo honoru, tak nie jest,
                    nie "trujesz". Jesteś wartą miłości Kobietą!!! I tego się trzymaj. Nie wiem jak
                    mogłybysmy się umówić, w drodze na urlop, albo w połowie drogi? Ja mieszkam w
                    Szczecinie, nie spotkałam-albo nikt się nie przyznaje. Ale od nas niedaleko nad
                    morze... , a pogoda taka piękna... to może się skusisz.
    • nuta11 Re: Poradźcie, co zrobic???? 05.07.06, 11:01
      Jestem nowa na forum, ale po rozwodzie i wiem tylko jedno....
      wazonu, ktory sie zorbil posklejac bez sladu sie nie da. Zawsze bedzie juz nie najlepiej. jesli on taki jest, to poszukaj szansy gdzie indziej. masz jedno zycie i nie strac go na rozyslaniach, jak cos naprawic. Zawalcz o siebie i o szczescie swoje i swoich dzieci.
      mnie udalo sie to i nie zaluje ani przez chwilke i wspominam moje poprzednie "walki" i rpoby odzyskania zwiazku jako nieustajacy koszmar. nie warto.
      Pozdrawiam Cie i zycze baarzdo duzo sily!
      • akacjax witaj nutko:) 05.07.06, 11:46
        Oczywiście gdy juz jesteśmy za tym "murem", to stukamy sobie po góowce-po co tyle lat czekałam. Dobrze to znam, a gdybyś poczytał moje pozwy sprzed 1,5roku byłby ten sam strach, co u mileny, a nie mówię już o ak-toz to cała ja(tylko zamiast DDA-raczej DDD) sprzed 10 lat. Małe dzieci u spódnicy, może finansowo więcej równowagi, za to popijający w wolnych chwilach m.

        Problem polega, by zdobyć się na zadbanie o siebie w sensie-"teraz ja", zauważenie, że to jest ścieżka-gdy postawiłam granicę-było dość miejsca i czasu na naprawę związku.
        Wiem, że to byłoby baaardzo trudne, nawet tu kiedyś napisałąm(chyba przed świętami w 2004r)-ze nie wiem, co musiałby mój m. zrobić bym zmieniła myślenie, ale mały margines był.Powiem więcej stosuję zasadę-nigdy nie mów nigdysmile

        I gdy zaczyna się przyzwalać sobie na myslenie o sobie, nie o nim-nawet w imię walki o związek ale innymi sposobami niż dotychczas, wzmacniamy się.
        Dojrzewamy. Nabieramy mocy. I wtedy można już podejmować decyzje-co dalej. A nie w stanie doła, niewiary w siebie itd.

        Nie słyszałam, by którakolwiek osoba żałowała, że się rozstała-przecież to nie jest nieodwracalne-w razie czego...smile
        To tez jest rodzaj doświadczenia, a nawet terapii dla związku.
        Nikogo nie namawiam do rozwodów, każdy sam decyduje i lepiej być w dobrym niż pochopnie się rozwodzić. Ale co to jest dobry związek?

        Przypominam(być może tu już ten link wklejałam):tekst Ewy Woydyłło
        www.alkoholizm.akcjasos.pl/168.php
        • ak70 Wiem już... 05.07.06, 12:55
          ... jak on sie czuje! Akacja dzieki za ten link do Ewy Woydyłło smile
          Jest tam fragment "Uzależnienie" ktory mowi jak sie czuje osoba uzalezniona,
          ale tez jak sie czuje ta OD KTOREJ jest uzalezniony ktos inny.
          Jeszcze tylko musze doczytac dalej lub dowiedziec sie czy da sie temu zaradzic,
          jak zrobic, aby nie byc takim ciezarem... dodam, ze moja mama jest taka osoba,
          która: "zatraca kompletnie wszystkie, z wyjątkiem macierzyńskich funkcje
          życiowe; a dziecko nigdy nie dojrzewa do realizacji innych ról, prócz roli
          małego dziecka" (to dziecko to niestety ja...)
          Akacja - thx jeszcze raz smile
          • paula63-63 Re: Wiem już... 05.07.06, 15:29
            nie wytrzymam, Agnieszko kochana - to idż na spotkanie Al-Anon - tam dowiesz
            się, jak temu zaradzić big_grin (chyba nudna już z tym jestem?)
            • gotyma energetyczne wampiry 05.07.06, 15:52
              to lektura, ktora bardzo polecam, bardzo...
              ja przeczytalam, choc nie nawidze wszelkich poradnikow, to byl pierwszy przez ktorego przebrnelam i
              to bez oporow. duzo mozna sie dowiedziec o sobie, partnerach i ukladach miedzyludzkich.
              daje do myslenia i potrafi uporzadkowac troszeczke siebie w srodku. mi pomoglo.

              wydaje mi sie, ze Wam tez by pomoglo
              ps. buziaki, badzcie silne i nie brac kredytow grupowych, jedynie tylko na siebie i na swoje
              mieszkanko!!!
              • ak70 Czyli już nie ma szansy? 06.07.06, 10:18
                Żadnej?
                Własnie przeczytałam wątek unicef123 "bolesna prawda"... i rece mi opadły...
                Proste słowa oddające samo sedno sprawy... 100% prawdy... nie ma miejsca na nic
                więcej... niestety sad
                Nasuwa mi się pytanie jak w temacie: Czyli juz nie mam żadnej szansy odbudować
                swojego związku po zdradzie męża? Żadnej?...
                Syzyf tez nie wiedział, że to bez sensu... sad(
    • gdsta Re: Poradźcie, co zrobic???? 08.07.06, 22:44
      Nie przeczytałam wątku dokładnie ale może coś Ci się przyda.
      Pomyśl o czym marzysz tak naprawdę, czego sie obawiasz.
      Opowiedz sobie jak wyglada szczęśliwe życie.
      Ty masz być szczęśliwa i do tego nie jest niezbędny ten facet z który jesteś a
      co więcej możesz być szczęśliwa bez faceta. To ciężko sobie wyobrazić, bo strach
      przed samotnoscią ogłupia. Myśl o sobie i dzieciach i jeśli ktoś będzie do
      szczęścia, które na pewno mozesz sama zbudować, przydatny to go wpuścisz do
      swojego życia. Nie naprawiaj nie przepraszaj nie myśl: muszę i nie mogę; używaj
      tylko słów chcę i nie chcę. Jeśli przez kilka dni upilnujesz się i nie pomyślisz
      ani raz muszę i nie mogę to już będziesz w połowie drogi do zmian. Układaj swoje
      życie i dbaj o siebie, nie odtrącaj mężczyzny jesli robi coś co Ci sprawia
      przyjemność, ułatwia życie ... jeśli nie jest porzyteczny i przydatny to luzik.
      Lepiej jest kobiecie samej niż z ogonem. Nawet nie wiesz jak znajomi potrafia
      wesprzeć osobę, która staje na nogi i nie marnuje życia. Jak dzieci cieszą się
      usmiechniętą matką, zamiast prać skarpetki, czy nerwowo czekać na jego reakcje
      czy przyjście, zajmiesz się dziećmi. Nawet nie wiesz ile czasu i energi zabiera
      Ci myślenie o nim.
      Jak będzie chciał to pomyśli co zrobić, żeby było fajnie i sam weżmie kredyt...
      Nie naprawiaj faceta, napraw siebie i to dla siebie. To co radzi sie DDA jest
      super dla każdego. Na pewno nikomu przemyślenie nie zaszkodzi a myślę, że każdy
      znajdzie tam dużo mądrych rad.
      Może to śmieszne ale kiedy dziś patrzę na rozstające się małżeństwa myślę sobie,
      że im kobieta jest starsza tym trudniej. Ja zostałam z 2 dzieci, bez pracy i
      świat mi się wtedy zawalił. Myślałam, że umrę i to nawet wydawało mi sie
      wygodne. Dobrze, że się ocknęłam kiedy zaczęło mi wysiadać serce. Pomyślałam -
      jak mogę zrobić coś takiego moim dzieciom? tatuś wyciął numer a teraz ja.
      Szybko stanęłam na nogi i uwierzyłam, że dom nie opierał się na wspaniałym
      mężczyżnie tylko na mnie.
      Od dziś zapominasz, że musisz i nie możesz! Robisz to co chcesz i nie robisz
      tego czego nie chcesz.
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 10.07.06, 08:29
        To jednak nie do konca jest biale i czarne... sa tez odcienie szarosci, z
        ktorymi trzeba zyc. "musze" i "nie moge" to tylko słowa, podobnie jak "chcę"
        i "nie chcę"... wiem co miałaś na myśli i na celu pisząc swój post i bardzo Ci
        dziękuję. Mnie też wysiada serce - od 23 lat... sad ostatnio jakby czesciej, ale
        to wina stresu? upału? strachu przed samotnościa? miotania się w związku?
        huśtawki nastrojów i uczuć? np. ten weekend byl rewelacyjny! robilismy wszystko
        we czworke, cala niedziele spedzilismy nad woda, na zmiane (!!) lezelismy
        plackiem na sloncu i bawilismy sie z dziecmi. Wieczorem wynieslismy ławeczke i
        TV na balkon i przy zimnym piwku z usypiajacymi na kolanach dziecmi
        obejrzelismy mecz... sielanka!!
        NIE CHCE robic sterty prasowania podczas 35-stopniowego upalu... ale MUSZE.
        CHCE poczytać książke wieczorem... ale NIE MOGE, bo trzeba "obrobic" dzieci.
        Gdsta... i to wlasnie sa odcienie szarosci... byc moze wlasnie przez nie nie
        moge dojsc do tej polowy drogi.
        Buziaki!
        • gdsta Re: Poradźcie, co zrobic???? 11.07.06, 17:46
          dobrze myślisz tylko jesteś w połowie drogi.
          Kompromisy o'key, weekend o'key ale...
          Moja pasiapsiułka prasowała wszystko - majtki i skarpetki też. Koniec dyskusji
          musi prasować. Wybudowała dom i jeszcze prasowała, ale zaczęła pracować w nowej
          roli i brakło jej czasu - spytałam: to ty nie prasujesz? nie mogę nie mam czasu!!!
          Jest na prawdę tylko parę rzeczy, które powinno sie prasować i nie wiadomo kto
          to powinien robić. Moja rada prasuj tylko wtedy jeśli chcesz!
          A z książką też nie mów, ze nie możesz, to Ty wybierasz co wolisz zadbać o
          dzieci, bo to sprawia przyjemność, bo daje satysfakcję, bo wyrosna na ludzi...
          czy dzieci coś same zrobią a Ty poczytasz, bo dziś wybierasz czytanie.
          Pomyśl jeszcze nad tym, każdy krok na tej drodze daje komfort życia, wolność i
          poczucie godności.
          Często zatracamy się w codzienności do tego stopnia, że nawet umrzeć nie
          moglibyśmy i to nie dlatego, że życia szkoda ale dlatego, ze "nie wyprasowane".
          Wiesz, że jak to piszę to sobie przypominam co jest ważne - trzeba nad soba
          pracować. Trzymaj się i korzystaj ze szczęsia jakie masz. Prasujesz - bo chcesz,
          nie chcesz nie prasujesz.
          • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 17.07.06, 10:42
            Gdsta... pewnie masz rację... jeszcze nie dojrzałam do tego etapu, ale to
            dobrze, bo wszystko przede mną. Nie jestem tez fanatyczka prasowania, ale jak w
            porannym pędzie siegam do szafy, a tam wieszaki puste, a pod spodem sterta
            nieuprasowanych bluzek to mnie krew zalewa smile) Więc: "nie chcem ale muszem"...
            Co do dzieci to rzadko coś same robią (wyjątkiem jest TV, ale ponieważ to
            chłopcy i nie chce aby wyrośli na osobników tatusiopodobnych z kwadratowymi
            oczami, no to zawsze jakieś zajęcia grupowe musze uskuteczniać), staram sie tak
            organizować dzień, aby wczesnie szli spać i wtedy wieczór mam dla siebie (dla
            nas jesli uda mi sie oderwać męża od TV). Juz teraz ucze dzieci, że mama ma
            prawo do odpoczynku i po 20.30 czas należy do mnie i maja mi głowy nie zawracać
            (to też nie jest żelazna reguła, bo są wakacje i wracamy od znajomych po 21 lub
            z jakiegos wypadu nad wodę, ale na codzień staram sie przestrzegać).
            Wiesz... dużo mi daje to, że dojrzałam juz do walki o SIEBIE. Ostatnio
            pokłóciłam sie z mężem i on stał po tej stronie barykady, po której zazwyczaj
            ja stałam - nawet nie wiesz jaką mi to frajde sprawiło! Powiedziałam
            mu: "czepiasz sie o to o co ja sie kiedys czepiałam, a ty sie wściekałeś, że o
            takie drobiazgi nie ma co kruszyc kopii! i jak się czujesz po drugiej stronie?
            przyjemnie, prawda??"... mówię Ci, szkoda, że nie miałam aparatu jaka minę
            zrobił smile)))
            Jestem na dobrej drodze, wiem to na pewno. Dzięki! I pozdrawiam
    • viva46 Re: Poradźcie, co zrobic???? 18.07.06, 18:04
      ak, ja w kredyt z takim facetem to nie ryzykowałabym..... Nadużył zaufania....
      może się to powtórzyć i zostaniesz z dziećmi i... kredytem.
      • ak70 Re: Poradźcie, co zrobic???? 21.07.06, 08:55
        viva... wiem... i dlatego nie wzięłam smile
        narazie sama udzielam kredytu... zaufania... jak będzie ze spłatą czas pokaże smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka