Dodaj do ulubionych

Yes, yes, yes!

19.07.06, 23:35
Po prostu MUUUSZĘ się pochwalić... wybaczcie, że zaśmiecam nowym wątkiemsmile

Po długich i beznadziejnych pertraktacjach, "dogadałem się" z małżonką.
W zasadzie jest to ugoda typu "mimo wszystko" - Ci z Was, którzy czytali moje
wcześniejsze posty, będą wiedzieć dlaczegosmile

A więc łaskawa małżonka wprowadzi się do nowowynajętego dla niej i opłaconego
przeze mnie mieszkanka i obiecuje nie robić więcej kłopotów, ja w zamian:
-sprzedaję nasz wspólny samochód (uparła się, że ja to zrobię) i oddaje jej
WSZYSTKIE zarobione z tego tytułu pieniądze
-remontuję wynajęte mieszkanie (j.w., uparła się, że ja to zrobię, ale
powiedziałem, że do malowania ścian zaproszę jej kochanka - musiałem wtrącićsmile)
-oddaję wszystkie sprzęty AGD, część mebli, nawet te kupione przeze mnie
jeszcze przed ślubem - włącznie z ulubionym wygodnym łóżkiemsmile
-płacę 700 zł alimentów

no i tylko tylesmile
I nie wiem, czy jestem tylko głupi, czy również dobry. Ale wiem na pewno, że
WARTO - dla resztki moich wątłych nerwów, a przede wszystkim - dla dobra
dziecka (w końcu nie wyda tych pieniędzy tylko na kochankasmile)...
Oczywiście - na pomoc przy dziecku będzie mogła liczyć - będę mieszkać w
najbliższej okolicy i (póki mi na to pozwoli) - odwiedzać syna codzienniesmile)).
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: Yes, yes, yes! 19.07.06, 23:39
      co do odwiedzin syna codziennie - jestem przeciw.
      Bo:
      - ona nie wytrzyma tego długo
      - a w związku z powyższym - nie ma co dziecku "przedłużać klapek na oczach" -
      wcześniej czy później codzienne wizyty ulegną zmianie a wtedy to dopiero będzie
      trudno dziecku zrozumieć (teraz mniejsza częstotliowść widywania się z
      dzieckiem zostanie przez nie "wpisana" niejako w całokształt zmiany układu pt.
      mama z tatą się rozstali)
      Chalsia
      • misbaskerwill Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:38
        > co do odwiedzin syna codziennie - jestem przeciw.

        Ale dziecko ma na razie 2,5 roku. Domyślam się, że długo jej zezwolenie na
        codzienne wizyty nie potrwa, jednak chciałbym być przy dziecku na tyle, na ile
        to możliwe. Oprócz tego mamy ustalone stałe terminy - dwa razy w tygodniu.
        Czy to naprawdę tak źle, że jeszcze przez jakiś dziecko będzie miało częściej
        tatusia? Nie chcę robić mu złudnych nadziei... ale 2 razy w tygodniu po parę
        godzin to trochę mało - a i tak musiałem to "wytargować", bo małżonka zgadzała
        się na 1 wizytę w tygodniu...

        Jeśli chodzi o dzieci - rozwód to chyba zawsze przegrana sprawa. Jak by nie
        patrzeć - tracą rodzica na stałe, zyskują co najwyżej "dochodzącego"sad((
        • scriptus Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 17:11
          Jasne Misiu, walcz o swoje, nie przejmuj się tym, co wytrzyma, a co nie wytrzyma
          Twoja żona. Negocjuj twardo, zacząć można od wizyt u dziecka dwa razy dziennie,
          a jak jej nie pasuje, to zawsze może dziecko zamieszkać u Ciebie. Twarde
          rosyjskie negocjacje. Czy ją obchodziło, na co Cię naraiła, kiedy się z Tobą
          chciała rozwieść??, zatem ty też się nie przejmuj i walcz o dziecko, ona kasę z
          samochodu i tak roztrwoni w pół roku i powie, że masz sprzedać swój następny
          samochód, a wtedy, sorry Winetou. Dziecko masz tylko jedno, samochodów są pełne
          salony, tylko czekają żeby brać.

          Nie przejmuj się, podburzam Cię, a ja sam też nie jestem takim twardym
          negocjatorem. U mnie też jest - niech kobieta wszystko zabiera, ale jak dziecko
          zawoła tata, to tata ma być. Może jesteśmy wypełnieni innymi trocinami, bo
          większość facetów się zachowuje ciut inaczej, ale jako mniejszość ojcowska mamy
          też swoje prawa.
    • 374.4w Re: Yes, yes, yes! 19.07.06, 23:43
      Cieszę się z Tobą, choć pewnie masz świadomość, że to Pyrrusowe zwycięstwo.
      Rozumiem, że kontakty z dzieckiem dzieki temu będą łatwiejsze.
    • tricolour Jesteś też naiwny... 19.07.06, 23:47
      Jak sprzedasz samochód i oddasz WSZYSTKIE pieniądze, opłacisz mieszkanie byłej
      żony (co za kretynizm?), wyremontujesz mieszkanie z pomocą kochanka (co za
      upokorzenie), oddasz wszystkie sprzęty AGD, meble kupione przed ślubem (brak
      pomysłu na epitet), zapłacisz alimenty (obowiązek)...

      To wtedy co? To wtedy, kurrrrna, CO?
      • misbaskerwill Re: i co dalej...:) 19.07.06, 23:54
        tricolour napisał:
        > Jak sprzedasz samochód i oddasz WSZYSTKIE pieniądze, opłacisz mieszkanie byłej
        > ...
        > To wtedy co? To wtedy, kurrrrna, CO?

        No właśnie. WTEDY zaczyna się życiesmile
        I jak sugeruje virtual_moth - muszę znaleźć sobie normalną pracę, cobym mógł te
        alimenty do minimum przyzwoitości wyrównać - czyli jakiś 2000 smile euro oczywiściesmile
        • tricolour Sprzedajesz sie bracie.... 19.07.06, 23:57
          ... liżesz nogę, która Cie kopie. Uważasz, że znajdziesz cos fajnego w życiu,
          kiedy sam siebie nie szanujesz?

          Nie zrozum mnie źle - możesz nawet na kolanach błagać żonę, by do Ciebie wróciła
          - mnie nic do tego.
          Tylko żenujące jest to, co piszesz....
          • misbaskerwill Re: to tylko pieniądze.... 20.07.06, 00:09
            Za to najwspalnialsza z prawie-ex nie wmówi mojemu synowi:
            -że zostawiłem ich z niczym,
            -że targowałem się o każdy grosz,
            -że się "zemściłem" i ją załatwiłem w sądzie.

            chociaż...zaraz, i tak to będzie mówićsmile))

            Nie jestem katolikiem (od kiedy dowiedziałem się, co żona-katoliczka wyrabia),
            ale nie lubię krzywdzić ludzi. Moja prawie-ex zasłużyła na bardzo surową karę i
            jestem przekonany, że ją kiedyś spotka (w zasadzie już częściowo spotkała -
            zważywszy, że do niedawna udawała taką świętojebliwą przed wszystkimi).

            Ale przynajmniej wiem, że nie będę miał wyrzutów sumienia - wzniosłem się ponad
            jej cwaniactwo i wyrachowanie, ustąpiłem jej żądaniom - ale wyraźnie
            zaznaczając, że robię to wyłącznie dla syna...
            I będę mógł spojrzeć synowi w twarz i powiedzieć - ja naprawdę nie nienawidziłem
            Twojej matki, po prostu zupełnie nam nie wyszło. Ale nie ukarałem jej za to i
            nie ukarałem Ciebie - na tyle, na ile tylko mogłem.
            Ech - pora spać, głupoty zaczynam pisaćsmile
            • tricolour Twoja żona ma Cię w tak głębokim poważaniu... 20.07.06, 00:16
              ... że wcale nie bedzie rozmawiać o Tobie z synem....
            • volvox2 Re: to tylko pieniądze.... 20.07.06, 01:56
              Czy myślisz, że takim swoim postępowaniem wobec ex
              KUPISZ od niej kontakty z dzieckiem ? Mylisz się.
              Nie masz szacunku dla samego siebie, pokazujesz ex,
              że jesteś tylko cytrynką do wyciskania.
              Nie zdziwię się, gdy zostaniesz w przyszłości
              sprowadzony do roli bankomatu i będziesz szukał
              na forach pomocy ojców będących w podobnej sytuacji.
              • scriptus Re: to tylko pieniądze.... 20.07.06, 17:18
                Volvox i Tri mają rację, nie możesz być cytrynką do wyciskania. To, że jej
                oddałeś sprzęty, strata niewielka, kupisz sobie nowe, lepsze wink))). Te alimenty
                są trochę za wysokie, lepiej było powalczyć i nadwyżkę dawać bezpośrednio
                dziecku, w naturze, czyli ubranka, zabawki, książki, doszłaby tu jeszcze
                świadomość dziecka, że to wszystko ma od tatusia, a to ważne. I nie daj sobie
                zabrać dziecka, wszystko oprócz dziecka sobie jeszcze kupisz. Bądź nieugięty w
                tej kwestii. Czego Ci życzę.
    • virtual_moth Re: Yes, yes, yes! 19.07.06, 23:50
      misbaskerwill napisał:

      > -płacę 700 zł alimentów

      Coś mała ta Twoja pensjatongue_out
      • misbaskerwill Re: Yes, yes, yes! 19.07.06, 23:52
        > Coś mała ta Twoja pensjatongue_out
        Tak, nie ukrywałem tego.
        Poszukaj dokładnie, a może nawet znajdziesz dokładniejsze danetongue_out
        • virtual_moth Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:01
          Pewnie poszukam, póki co bawi mnie sytuacja, kiedy z pensji 700 zł człowiek
          kupuje mieszkanie i opłaca jakiś remont jednocześnie utyskując na wysokość
          żądanych alimentów... Wygląda mi to na flirt z byłą żonąwink
          • tricolour Też miałem taką myśl.... 20.07.06, 00:05
            ... że to może nie flirt, ale wielka chęć pokazania, kto jest dobry. Sprzedać
            wszystko w cholerę, pokazać się z jak najlepszej strony w sytuacji, kiedy żona
            ma gdzieś jakiekolwiek stroszenie piór.

            I to niby dla "dobra dziecka"... a w rzeczywistości to cicha rywalizacja z
            kochankiem...
            • anja_pl Re: Też miałem taką myśl.... 20.07.06, 00:20
              tricolour napisał:

              > I to niby dla "dobra dziecka"... a w rzeczywistości to cicha rywalizacja z
              > kochankiem...

              też mi to do głowy przyszło...
            • misbaskerwill Re: Ależ macie dobry humor.... 20.07.06, 00:20

              Tamten kochanek dawno przegrał, choćby dlatego, że mieszkanie i samochód należą
              do jego drugiej żony - nie zamierzał się więc z nią rozwodzićsmile

              Nie wiem, czy ma nowego ukochanego, to nie moja sprawa.
              SZCZERZE: byłem na tyle zmęczony wytworzoną przez nią sytuacją, że zgodziłem się
              na te warunki. Kobieta pokazała pazury, swoją najgorszą stronę - a ja, zamiast
              walczyć - szybko się poddałem.
              TAK. Przegrałem na własne życzenie. Wiecie dlaczego? Bo w tej walce nie ma
              wygranych. MOGŁEM ją zniszczyć. Wciąż mogę - jutro podpisujemy całość. Ale...
              zniszczyłbym dziecko i moje z nim kontakty. Jak pisała mi virtual_moth - żaden
              normalny sąd nie przyzna mi opieki nad dzieckiem. Tak mówią wszyscy dookoła - z
              adwokatem włącznie. I pewnie słusznie - takiemu maluchowi (2,5 roku) potrzebna
              jest matka, zwłaszcza, że ona dziecko bardzo kocha.
              Niszcząc ją - zniszczyłbym dziecko. Wiem - nigdy ani ona, ani syn mi za to nie
              podziekują (wręcz przeciwnie). Ale przynajmniej będę mógł spojrzeć w lustro...
              najwyżej je opluję, jak okaże się, że wyszedłem na tym, jak Zabłockismile)
              • mirlen Re: Ależ macie dobry humor.... 20.07.06, 08:27
                A ja Cię rozumiem. W tej walce nie ma wygranych - dokładnie to samo
                powiedziałam mojemu ex-owi. Bo pieniądze i rzeczy materialne to tylko coś, co
                możemy nabyć. Spokojnego sumienia nie kupi się za żadne pieniądze. Tak samo jak
                możliwości spojrzenia w lustro bez obrzydzenia...
                • scriptus Re: Ależ macie dobry humor.... 20.07.06, 17:32
                  Ogólnie, to Ci Misiu nie zazdroszczę, bo jakkolwiek niedługo mogę się znaleźć w
                  podobnej sytuacji, i jestem taki sam "frajer" to i tak dużo lepszej. Po
                  pierwsze, moje dziecko jest dużo starsze i to ono już może decydować, jak często
                  chce się ze mną widywać. Po drugie, mam jeszcze swoje kawalerskie mieszkanie,
                  którego, pomimo nacisków żony nie sprzedałem, więc jeżeli nawet oddam wszystko
                  "wspólne" żonie, to wystarczy, że sobie kupię pralkę, lodówkę i telewizor,
                  odmaluję i odświeżę i już spokojnie mieszkam w niedalekim sąsiedztwie.
      • 374.4w Re: Yes, yes, yes! 19.07.06, 23:56
        virtual_moth napisała:

        > misbaskerwill napisał:
        >
        > > -płacę 700 zł alimentów
        >
        > Coś mała ta Twoja pensjatongue_out



        ??? 700 zł to małe alimenty??.
        • misbaskerwill Re: Yes, yes, yes! 19.07.06, 23:59
          > ??? 700 zł to małe alimenty??.

          Tak, małe. Problem w tym, że aktualnie niewiele więcej zarabiamsmile
          Żona i tak powiedziała, że będzie żyć na krawędzi biedy i pewnie pożyczać od
          rodziców i brata...bidulka.
          Ale virtual_moth - nie martw się - jak skończę swoje studia, na pewno będę
          płacić więcej - już moja m. się o to postarasmile
          • 374.4w Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:10
            dużo czy mało to pojęcie względne, więc nie będę oceniać;
            jesteś pewien, że studia zapewnią Ci większe zarobki? oby

            Na razie tkwisz w kompletnym chaosie i żona manipuluje Tobą, "w imię dobra dziecka".
            Spróbuj złapać dystans i rozsądek, nie tylko emocje. wyłącz je, bo to zły doradca
            • tricolour Facet się pugubił... 20.07.06, 00:17
              ... albo udaje... Też jest taka możliwość....
            • misbaskerwill Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:46
              374.4w napisała:
              > dużo czy mało to pojęcie względne, więc nie będę oceniać;
              > jesteś pewien, że studia zapewnią Ci większe zarobki? oby

              Nie zapewniąsmile))
              Ale tak naprawdę - do tej pory pobierałem stypendium doktoranckie i nie mogłem
              przez to z zasady normalnie pracować. A teraz pozostało szybko skończyć te
              studia(żeby nie kazali mi jeszcze całej kasy zwracać)... i mogę szukać normalnej
              pracysmile
              • 374.4w Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:52
                kręcisz. jak bedziesz miał tytuł dr to znajdziesz lepiej płatna pracę
                • misbaskerwill Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:55
                  374.4w napisała:

                  > kręcisz. jak bedziesz miał tytuł dr to znajdziesz lepiej płatna pracę
                  Nie w Polscesmile))))
                  Zwłaszcza, że to nie dr n.med., tylko fizyki teoretycznej...
                  No i pewnie przez to, że nie doświadczalnej, to z żoną mi wyszło jak wyszłosad
                  Zresztą, żona wkrótce też pewnie będzie miała - ten jej "ciężki cały etat"
                  polega właśnie na podobnych studiachsmile
                  • 374.4w Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:59
                    moze wejdziemy na gg?
                    • 374.4w Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 01:07
                      374.4w napisała:

                      > moze wejdziemy na gg?

                      no i nie porozmawiam o fizyce teoreycznejcrying
                    • misbaskerwill Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 01:10
                      > moze wejdziemy na gg?
                      morgen, morgen bittesmile
                      Przepraszam, muszę za kilka godzin wstać - może będę miał jaśniejszy umysł i
                      zrozumiem niektóre aluzje Trismile
                      A gg - na razie na @ smile
      • virtual_moth Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:18
        A sorry, teraz doczytałam, że nie kupowane, tylko wynajmowane to mieszkanie.

        Tak czy inaczej wygląda mi to na coś takiego:
        - ona jest przyzwyczajona do tego, że mężczyzna zapewnia jej komfort finansowy
        a ona w zamian za to "coś" daje
        - musi być niezłą dupą
        - teraz będzie finansować ją 2 facetów, bo z tego co wydedukowałam to chyba ona
        się puściła.
        - nie stac mnie na liposukszyn, cholera jasna, i do konca życia będę musiała
        sama na siebie zarabiacwink
        • misbaskerwill Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 00:24
          > - ona jest przyzwyczajona do tego, że mężczyzna zapewnia jej komfort finansowy
          > a ona w zamian za to "coś" daje
          nic nie daje, przynajmniej mi - oops, sorry, "pozwala" mi na kontakty z synem
          > - musi być niezłą dupą
          wrong, to ja jestem po prostu kretynem
          > - teraz będzie finansować ją 2 facetów, bo z tego co wydedukowałam to chyba
          >ona się puściła.
          być może
          > - nie stac mnie na liposukszyn, cholera jasna, i do konca życia będę musiała
          > sama na siebie zarabiacwink
          po co liposukszyn - jej też by się przydało, a jak widać poradziła sobie bez
          tego... wystarczy absolutna pewność siebie i zero kompleksówsmile
          Frajerów wokół pełno, jak widać na moim przykładzie
          • kornikuno Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 02:23
            misbaskerwill,
            niestety pomimo, ze jestem kobieta...zgadzam sie absolutnie z Tri....
            Mysle, ze nie tedy droga....nie chce krakac , ale na tym Jej
            ukladzie...przejedziesz sie okrutnie!
            Zadbaj o prawna strone tych "obietnic"..."kupiles kota w worku"...
            kupiles..bo sam wiesz jak to jest!
            Szkoda!
            Wygladasz na faceta OK....ale bez atrybutowwink
            Obiecacnki cacanki...a ile bedzie kosztowalo...to jej radosc...!
            Szkoda!
            Powtarzam: zadbaj o strone prawna! bo sie przejedziesz...i tego chcesz dla
            Twojego potomka?
            Czleku: zrzuc ta szynke z oczu..popatrz na siebie w lustrze i zapytaj:
            to jest to czegochce?????
            Ech! szkoda slow...i noz sie w kieszeni otwierawink na takiego Misia jak TY!
            Pozdrawiam
            IzaBella
            • ladyhawke12 Miś 20.07.06, 07:34
              Poczytałam sobie wypowiedzi poprzedników, i musiałam napisać swoje zdanie.
              MIś głowa do góry wszak pieniądze to nie wszystko, cenie to ze potrafiłes byc
              ponad to. Kontakty z dzieckiem są bardzo ważne i dobrze że potrafisz i chcesz z
              nim byc. Wiele kobiet tu pisze z
              że maja w dupie pieniądze od byłego, i ich sie nie krutykuje że są frajerki,
              uważam że zrobiłeś dobrze, sprzęty można odkupić (wszak to tylko przedmioty),to
              że pomagasz to znaczy ze potrafisz sie wznieść ponad to wszystko, i wierze że
              spotkasz w życiu kogoś kto pokochaCiebie i to jaki jesteś, wszak dobro dawanie
              nawet wrogom wraca w zwielokrotnione. Szczęścia życzę z całego serca.Gdybym była
              młodsza ech...
    • maheda Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 07:35
      Dobry? Ciekawe, dla kogo. Nie miej złudzeń, że takie postawienie sprawy przez
      Ciebie wpłynie w jakikolwiek sposób trwale na Twoje kontakty z dzieckiem.
      Dobrze Ci radzą - zadbaj o stronę prawną. Niechże na umowie będzie zaznaczone,
      że oddajesz to a to w zamian za możliwość nieograniczonego widywania się z
      dzieckiem, a w razie ograniczania Ci możliwości - np. oddanie Ci pieniędzy o
      równowartości kwoty uzyskanej z samochodu, powiększonej o inflację, czy coś...
      Jak można być tak ... eee... ech, Misiu! Walnij baranka w ścianę i pomyśl
      jeszcze raz! Jak nie dojdziesz do innych wniosków niż teraz, to walnij drugi i
      do skutku wink
      • ak70 Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 08:34
        Misiu... jestem pod wrażeniem Twojej wielkoduszności!! Naprawdę!
        Kiedy ja sie rozstawałam ze swoim mężem (zanim sie zeszliśmy ponownie) gdyby
        mógł podzieliłby każdy sprzęt na pół (dzielił tak: trzy widelce dla ciebie, dwa
        dla mnie, trzy talerze dla ciebie dwa dla mnie... brrrr....), nie patrząc nawet
        na to, że przecież ja zostaje z dwójką dzieci... łaskawie tylko większość
        kwiatków pozwolił mi zabrać (pewnie dlatego, że nie chciało mu sie pamietać o
        podlewaniu).
        Na jedno dziecko dajesz 700 zł alimentów z własnej woli... ja wywalczyłam 300
        na dwoje!! (państwo daje więcej, bo po 170 na łebka).. żenada...
        Terminów widzeń z dziećmi nie chciał ustalić - kiedy będzie miał czas... i
        pewnie ochote... oderwać sie od TV i kompa - cholera, wiem, złośliwa jestem,
        ale po przeczytaniu Twojego wątku jakos mi się tak mdło zrobiło i chyba
        otworzyły mi sie oczy.
        Misiu... jestes WIELKI... choć tri uważa Cie za frajera, to dla mnie jesteś po
        prostu odpowiedzialnym CZŁOWIEKIEM.
        • to.ja.kas Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 08:57
          Mis gdzie sie takie misie rodza.
          Mój eks małzonek, ojciec mojego dziecka jak sie rozstawalismy to nawet bajki na
          videa chciał dzielic. Powaznie.
          DSlatego wielkodusznie poza dzieckiem, długami i stringami nie wzielam nic.
          Wiesz i po tym poznaje sie rzeczywiscie wielka milosc do dziecka i wielka
          odpowiedzialnosc za rodzine. I pies ganiał dorosłych, ale o dzieci gdy idzie to
          pewna odpowiedzialnoscia trzeba sie wykazac.
          Tylko rzeczywiscie zadbaj o to bys w ugodzie mial zaznaczone, ze ta kasa to za
          to, ze z synem mozesz sie widywac bez ograniczen. A jak zaczna sie problemy z
          widzeniami, to Misiowa bedzie kase musiala wraz z odsetkami oddac.
          To ja troche przytemperuje.
          I pamietaj, wszystkie oplaty i prezenty na kwitach miej udowodnione !!!!
          • screen Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 09:46
            Jak tak dalej pójdzie to za następne wakacje exi z kochankiem Ty zapłacisz.
            Zaskoczyłeś mnie tym.
            Żal mi Waszego dziecka, bo mimo, że Ty chcesz jak najlepiej to jest jednak
            manipulacja i ono jest kartą przetargową w ręku Twojej żony.
            Tu nie ma się z czego cieszyć, tu jest nad czym zapłakać....
            • misbaskerwill Re: Przegrałem na całej linii... 20.07.06, 16:32

              Macie racie. Podpisałem wsio u notariusza....
              Małżonka w zamian zażądała widzenia jej adwokata (dziś nagle okazało się, że ma
              takowegosmile) z moim i ustalenia takiego przebiegu rozprawy, by jej ku...,
              przepraszam, romans nie wyszedł w sądzie na jaw - "bo sędzia nie jest głupi i
              orzeknie od razu o winie".
              No i oczywiście będzie miała też swojego świadka - "dla równowagi".
              Macie rację - jest nad czym płakać...
              • tricolour A ja się zastanawiam.... 20.07.06, 16:45
                ... czy Ty prawdziwy jesteś... czy nie zmyślasz wszystkiego...
                • screen Re: A ja się zastanawiam.... 20.07.06, 18:29
                  A wiesz tri, że ja się też przez chwilę nad tym zastanawiałam...
                  Czy to możliwe, że ktoś jest aż tak "szlachetny"?

                  Pomyślałam, że miś nas podbiera, że koloryzuje i w ogóle ta cała historia
                  wymyślona jest, w szczególe zresztą teżwink
                  Nie wiem co o tym myśleć
              • brzoza75 Re: Przegrałem na całej linii... 20.07.06, 17:02
              • 666jola Re: Przegrałem na całej linii... 20.07.06, 19:56
                Namawiałam Cię na innym forum delikatnie i konsekwentnie na rozwód z orzeczeniem
                jej winy. Cóż szanują Twoją "inną" decyzję. Ale sensu w niej nie ma! To tak
                jakbym ja ze swoim ex umówiła się przed rozwodem, że nieprawdą jest że
                zdradzał, pił, oszukiwał, upokarzał itp. Ale po co? Prawda jest tylko jedna!
                A dziecku i tak będzie opowiadała co zechce. Wybacz, nie ma klasy "ta twoja" i
                mieć nie będzie!
          • majeczka2310 Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 09:49
            Ja uważam, że jednak źle robisz!
            Dajesz swojej ex wszystko, a w zamian dostajesz "tylko" mglistą obietnicę
            codziennego widzenia dziecka! Do czasu! Aż nowemu kochasiowi ex to przestanie
            się podobać, aż pójdzie do przedszkola, aż eks stwierdzi, że "zaglądasz jej
            codziennie w kąty". A TY? obudzisz się z ręką w nocniku! Nie rozmumiem,
            dlaczego chcesz jej wszystko tak lekką ręką oddać! I co, ma sobie wygodnie żyć
            z kochasiem w Waszych meblach, sprzęcie, za Wasze pieniądze po samochodzie! No
            sorry, ale już pisałam że wolność kosztuje! I ja niech też kosztuje, niech
            zarobi na nowe meble, sprzęt, mieszkanie! A 700 zł na jedno dziecko to uważam
            że bardzo sporo!!!! Nie wiem czy to altruizm przez Ciebie przemawia czy chęć
            nirwany od niej i rzeczy z nią związanych, czy jeszcze coś innego. Jakoś nie
            mogę się z Twoim postepowanie zgodzić! To tak jakbyś jej jeszcze dziękował że
            Cię zdradziła z jakimś bolkiem! Chłopie! Nie daj się omotać!
            • brzoza75 .... 20.07.06, 10:29
              do Tri - ciężkie działa wytoczyłeś..., a może On potrzebuje teraz męskiego
              wsparcia a nie op.....?
              do Misia: zrobiłes jak uważasz, chcesz aby było najlepiej dla dziecka i aby ona
              pewnie przestała się czepiać, jednak słusznie zauważyłeś iż może zacząć kiedyś
              żądać więcej, to możliwe, co do kontaktów już Ci napisałam, co do alimentów to
              dużo bo wychodzi że 1400 złotych na miesiąc, może nie wiemy ile Twój mały
              potrzebuje, ale jeśli masz małe zarobki jak piszesz jakim cudem się zgodziłeś?
              Jeśli nawet zmienisz pracę to polecisz z tym newsem do exsi i pokażesz jej
              swoją umowę???
              Podziwiam Cie za to że wszystko dostanie od Ciebie na tacy, podziwiam bo mój
              nawet nie chciał mi pomóc w malowaniu pokoju dla dziecka, natomiast z drugiej
              strony mam nadzieję że to Cie tylko wzmocni a nie osłabi!
              Nie wiem czy masz mój adres malowy służbowy jeszcze napisz do mnie proszę.
              • daleko_do_siebie Re: .... 20.07.06, 20:17
                Hmmm. Nie podoba mi się nawet nie to, że on tyle dał, raczej to, że ona aż tyle
                zażądała. Chciała wszystko, będzie chciała więcej. Aż do granicy, ktorej on już
                nie pokona. Co wtedy?
                • screen Re: .... 20.07.06, 20:28
                  Ale cóż my możemy zrobić??
                  Dał się zmanipulować i tyle.
    • agash4 Re: Yes, yes, yes! 20.07.06, 18:26
      a ja tu wrzuce, co napisalam na innym forum w tej sprawie misbaskerwill'a: a ja
      sobie poczekam. Bo masz na razie gest a z tego co piszesz nie do konca
      masz pokrycie (tu: pieniedze i czas wkrotce) na te Twoje obietnice. Ja
      chcialabym zebys za 10 albo 15 lat, 20 lat powiedzial ze kazdego miesiaca
      wywiazywales sie z tych obietnic. Moj eksio tez mial gest miedzy rozprawami,
      liczac z bedzie dla mnie Wielki i Wspanialy (w mojej wyobrazni). Teraz od 15
      miesiecy nie dal ani grosza.
      • misbaskerwill Re: Wiecie co? 20.07.06, 23:46
        1. Jestem prawdziwy - niestety, prawdziwa też jest moja żona. Najwyraźniej
        dobraliśmy się na zasadzie przeciwieństw - nie usłyszałem ani jednego "dziękuję"
        z jej strony - czuła się natomiast pokrzywdzona, i twierdzi, że to ona poszła mi
        na rękę...
        2. Do agash - nie wiem, co będzie za 10 lat, ale powiem w skrócie, jak wygląda
        podział majątku:
        1A.małżonka zabiera: samochód (celem zabezpieczenia syna - kazałem dopisać, by
        nie oddała od razu bratusmile), telewizor, lodówkę, pralkę, całe wyposażenie
        dziecka - włącznie z meblami, suszarkę, szafkę łazienkową, deskę do prasowania
        (ostatnie 3 ona dopisałasmile), łóżko (kupione przeze mnie przed ślubem),
        -albumy, obrazy, ozdoby, naczynia oraz sztućce - według uznania (nie chciałem,
        by coś tłukłasmile)
        1B. ja zabieram: komoda, 2 półki, stół i 6 krzeseł, zabudowa kuchenna.
        Osobiste rzeczy nie podlegają podziałowi.
        Dotychczasowe mieszkanie jest własnością moich rodziców (a miała na nie dużą
        chętkę - mówicie - niemożliwe? Też tak myślałem, ale w Polsce wszystko jest
        możliwe - jak się nie da zabrać mieszkania właścicielowi, można uniemożliwić mu
        tam pobytsmile).

        Spytała, czy może zabrać mi też kwiatek, który dostałem od najlepszego kolegi
        przy wprowadzaniu się - powiedziałem jej, że nie dam się sprowokować - oddałem
        jej wszystko, co wartościowe, to o jedną filiżankę czy nawet ukochany kwiatek
        nie będę walczyć - była rozczarowanasmile)
        Oprócz tego zacząłem dziś remontować jej wynajęte mieszkanie - mam zdążyć przed
        jej powrotem, by rzeczy osobiste sama mogła przeprowadzić (choć ja załatwiam
        przeniesienie mebli i rzeczy syna).
        Nie liczę, że kiedykolwiek usłyszę "dziękuję" - zresztą, po co?
        No bo "robię to tylko dla siebie i dobra dziecka"smile))
        • misbaskerwill Re: Ale najważniejsze... 20.07.06, 23:57
          ...że pojechała na tydzień na konferencję, a ja jadę do teściów zobaczyć
          wreszcie swoje dzieckosmile))
          Oczywiście - ze świadkiem, bo do czego są zdolni już pokazali.
          Dzięki scri za rady co do "rosyjskich negocjacji". Jeszcze nie jest całkiem za
          późno - chce mnie nakłonić do "niepodnoszenia kwestii zdrady" w sądzie. To chyba
          jej tak odpowiem - w zamian za wyznaczenie stałych kontaktów 2 razy dzienniesmile)
          I wywożenie w każdy weekend...
          A tak szczerze - jakoś nie widzę, że miałbym zmyślać powód rozwodu w
          sądzie...Chyba tym razem się przeliczyła...
          • mirlen Re: Ale najważniejsze... 21.07.06, 00:02
            Swoją drogą - dziwni ci nasi byli partnerzy. Mój oburzył się, że napisałam w
            pozwie o tym, że mieszka z inną, bo to wstyd przed sądem. Twoja nie chce
            podnosić kwestii zdrady. Inni mają też odjechane pomysły. Chyba najlepiej by
            było gdybyśmy jeszcze przyznali się do winy. Bo nie było ołtarzyków i bicia
            pokłonów...
            • misbaskerwill Re: Wakacje:)) 21.07.06, 00:17
              > Swoją drogą - dziwni ci nasi byli partnerzy. Mój oburzył się, że napisałam w
              > pozwie o tym, że mieszka z inną, bo to wstyd przed sądem.

              Pewnie, tak samo jak moja, jest gorliwym katolikiemsmile))

              A już od dziś - spokój - żona za granicą, tydzień odpoczynku psychicznego (mam
              nadzieję). Pracy szykuje się mnóstwo, ale to tym lepiej...no i w "międzyczasie"
              wypad do synkasmile)) Ostatni raz przejadę większą odległość jeszcze-wspólnym
              autemsmile)))
              A potem - już tylko "autobusy i tramwaje"smile
              P.S. W ramach odpoczynku psychicznego _spróbuję_ zafundować sobie tydzień
              abstynencji na forum.
              Zresztą po tym reakcjach na ten wątek widać, że zrobię najlepiej usuwając się w
              cień na jakiś czassmile
              A dokładnie za 2 miesiące będzie po pierwszej rozprawie. I już będę wiedział
              "czy warto było"...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka