Dodaj do ulubionych

witam... i mam problem:(

24.07.06, 13:36
witajcie,
trafiłam tutaj w poszukiwaniu info - jak podjąć decyzję i jak w niej
wytrwać?, czy warto, jak sobie radzić, a mowa oczywiście o rozwodzie..

mam 32 lata, syna 3 letniego, mężatką jestem od 7 lat - moj mąż ma też
dziecko ze swojego pierwszego małzeństwa
to w czym mam największy problem, to fakt, że ... mam dobrego męża. Pracuje,
doskonale zarabia, uwielbia nasze dziecko (o tak, moje dziecko ma dobrego
tatę), przystojny, miły człowiek, sadzi kwiaty na naszej działce, buduje nasz
dom, nie pije... No dobrze, jest konkretny, stanowczy, zawsze on ma rację,
ale w koncu musi mieć jakieś wady przy tych wszystkich zaletach?

tylko jak to, co napisałam powyżej pogodzić z tym, co ja znam z tej drugiej
strony? czasem w moim męzu odzywa się jakiś dr Jekyll, którego nie znam i nie
jestem w stanie sobie nawet wyobrazic, ze to jest jedna osoba - moj mąż i ten
osobnik, który mnie przedrzeźnia przy innych, przy swoim prawie dorosłym
dziecku każe mi "sp..", jak zwrócę uwagę i popycha mnie tak, ze upadam i z
tego impetu łamię drzwi? albo przytula mnie na siłę, a jak go odepchnęłam, to
dostałam w ramię, tak, że byłam pewna, ze rękę mam złamaną? Nie dzieje się
tak zawsze, zwykle to bardzo dobry człowiek... raz na jakiś czas tylko
przypomina mu się, że za rzadko z nim sypiam i wtedy słyszę, że jestem do
niczego, że w życiu byłoby mu lepiej, gdyby był sam, bo ja to tylko ciężar
dla niego.
Wiem, ze ma potrzeby, słowo daję, ze staram się - ale nie zawsze mam ochotęsad
powinnam codziennie, zresztą jak się postaram, to i męża mam wtedy dobregosmile

taka "wojna" trwa zwykle 4-5 dni, a potem - mam znowu na kilka dni ideał w
domusmile no, poza tym, że kontroluje, o której chodzę spać, bo jak za późno, to
wtedy seks odpada. Tylko jak go kochać normalnie, jak siedzą we mnie urazy?
tłumaczy mi, ze on tak nie myśli, że to wszystko, żeby mi dokuczyc, ale chyba
wolałabym, gdyby to bylo w emocjach niechcący, a nie tak z premedytacją ważąc
słowo po słowie i doskonale wiedząc, że robi mi przykrość

dodam, że nie jestem szarą myszką - dbam o siebie, pracuję w dużej firmie,
zarabiam nieźle (choć przy zarobkach mojego męża to nie jest kwota ogromna).
Akceptuję jego dziecko, które jest z nami w każdy weekend, ferie i miesiąc
wakacji, pomagam w lekcjach, wożę na basen itd. Pomagam mężowi w jego firmie,
piszę pisma, prowadzę ksiegowość itd. Nie jestem ideałem, wiem - czasem
myślę, co jeszcze mogłabym zrobić? Pewnie mógłby mieć lepszą żonę, ale
pierwsza była tez "zła", bo choć doskonała gospodyni, nie miała ambicji
zawodowych. Ja w kuchni się nie wykazuję zbytnio, ale nie z braku chęci,
tylko dlatego, że mój mąż twierdzi, że sam sobie zrobi lepiej.

Przepraszam, ze tak chaotycznie, ja po prostu nie wim, co zrobić.
Teraz jest "wojna", a ja ... nie żyję, chciałabym zniknąć, bo nie wytrzymuję
psychicznie.
Wiem, że za 2-3 dni znowu bedzie dobrze i znowu uwierzę, ze to moja wina i on
tak musi, bo gdyby nie miał do mnie zastrzeżeń, to nie byłoby problemów.

Jak już jest dobrze, to próbuję z nim o tym rozmawiać - ale wtedy słyszę, że
powinniśmy się zająć istotnymi rzeczami w życiu, a nie gównami (czyli
rozpatrywaniem konfliktów). Staram się, staram, ale nie wiem ile jeszcze
jestem w stanie wytrzymać

A najgorsze jest to, że strasznie kocham tego dobrego człowieka i staram się
zrozumieć, te chwile, kiedy nie jest sobą, tylko jak to sobie wytłumaczyć?

czy ja mam szansę to zmienić?

Obserwuj wątek
    • anula36 Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 13:43
      skoro maz sie rozwiazywaniem konfliktow nie chce zajmowac( co zrozumiale z jego
      puktu widzenia- nie moglby juz toba tak skutecznie manipulowac) to jedyne co
      wam moze pomoc to terapia malzenska. w obecnosci 3 osoby bedzie musial cie
      wysluchac nie przerywajac i nie stosujac przemocy.
      • cattka Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 13:53
        no niestety terapia odpada z tych samych względów, co moja rozmowa z mężem -
        nie ma szans na rozmawianie o "głupotach", nie zaciągnęłabym go na terapię na
        pewno

        dlatego chciałabym od tego uciec
        tylko jak wytłumaczyć sobie, że uciekam od problemów, a nie od tego kochajacego
        dobrego męża?
        no i może lepiej przeżyć te kilka dni raz na jakiś czas, by dziecko miało ojca
        w domu - dobrego ojca
        bo to może ja powinnam się nad sobą zastanowić, że ja cos robię nie tak?

        zresztą - sama dzisiaj sobie pomyślałam, ze jakbym widziała to z boku u kogoś
        innego, to poradziłabym :"uciekać", a sama nie potrafię tego rozwiązać
        • anula36 Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 14:03
          bo inaczej sie widzi problemy w ktore nie jestesmy zaaangazowani
          emocjononalnie - ty jestes zaangazowana w swoje malzenstwo.
          Powiem tylko tyle - twoje cierpienie nie uszczesliwi twojego dziecka. a moze
          mialabys okazje wyjechac na kilka dni, tydzien sama na urlop- z daleka od domu
          spokojnie sie zastanowic nad tym czego naprawde chcesz.
          Zajrzyj na forum " bezpieczenstwo kobiet".
          Mozesz tez zaczac chodzic sama do psychologa- wzmocnisz sie, okrzepniesz
          psychicznie, bedzie ci latwiej podjac nawet trudne i bolesne decyzje.
    • scriptus Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 13:51
      Nie wiem, może ktoś ma inny pomysł, ale z nim coś jest grubo nie tak. Zasięgnij
      porady, tu potrzebny jest pewnie psycholog, lub raczej psychiatra. Jeżeli mu coś
      tak od czasu do czasu bez przyczyny w głowie "przeskakuje", to albo to jest
      objaw jakiejś bardzo groźnej choroby, wtedy, jako dobra żona postaraj się mu
      pomóc, albo go spisz na straty. W każdym razie myślę, że bez fachowej pomocy nie
      będzie lepiej. Ani on sam, ani Ty sama tego nie rozwiążesz i nie naprawisz.
      • to.ja.kas Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 13:57
        Moj eks tak mial. POtem bylo coraz czesciej, coraz gorzej i coraz ciezej. A
        potem zle bylo ciagle i z byle powodu.
        UCIEKAJ !!!!
    • bet66 Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 14:12
      czyli facet wcale nie jest ideałem.
      Teraz wiadomo, dlaczego pierwsza zona go zostawiła.
      Drugie małzeństwa powstają z nadziei a nie z doświadczenia.
      • phokara Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 14:18
        > Drugie ma?zen´stwa powstaja˛ z nadziei a nie z dos´wiadczenia.

        Bardzo ladne zdanie.
        • cattka Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 14:28
          Ładne zdanie, ale to mój mąż zostawił swoją żonę, nie ona jego. Co prawda nie
          walczyła o związek, tylko szybko zadowoliła się domemwink ale czy to moze
          świadczyć, że miała go dość?

          czytam po raz kolejny te swoje posty i sama nie wierzę, ze to JA piszę..

          dziś przypominają się same najgorsze chwile i pewnie gotowa byłabym sie od tego
          uwolnić, ale jutro znowu zacznę mysleć, ze tylko głupia baba (he he, tak o mnie
          mówi mój mąż, jak jeszcze nie jest źle, ale juz nie jest dobrze) może wymagać
          więcej, gdy i tak ma dobrego faceta. Znowu ja wyciągnę rękę, ja przeproszę, ze
          przeze mnie sie złości i wcale nie będe się dziwić, że nie ma do mnie szacunku.
          Sama już go nie mam, wyję jak pies, gdy mi mówi, że jestem tylko ciężarem dla
          niego. Potem jak już się pogodzi ze mną, to jest jeszcze kilka dni
          nabarmuszony, ze przeze mnie musi w życiu mieć takie stresy.

          a jak jeszcze kilka razy to przeczytam - to pewnie pójdę sama ze sobą do
          terapeuty

          • bet66 Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 14:34
            zostawił żonę? Bo się nie godziła na tego typu zachowanie?
            całą prawdę o małzeństwie znają tylko małzonkowie
          • kruszynka301 Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 16:26
            cattko, chyba niemożliwe, żebyś była kochanką (teraz żoną) mojego eksa - ale kurczę, z opisu to cały on......
            • daleko_do_siebie Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 16:47
              Posłuchaj - moim zdaniem to najgorszy rodzaj przemocy psychicznej (fizycznej
              też, mniej). To nie jest zwyczajny "damski bokser", to człowiek najpewniej
              chory. Za chwilę uwierzysz, że wszystko jest Twoją wina, że jesteś głupia i
              gdybyś tylko była posłuszna, lepsza.. Tylko im dalej tym będzie gorzej,
              najmniejsze, najbłahsze rzeczy będą powodem. Nawet te, o których nie miałaś
              pojęcia. Szukaj pomocy ZARAZ, póki jeszcze trzeźwo widzisz co się dzieje.
              • scriptus Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 17:01
                To samo napisałem, to człowiek chory. Nie jest to Twoja wina, ale to Ty musisz
                coś zrobić. Doprowadzić do konsultacji psychiatrycznej, być może można jemu, Wam
                pomóc. On może być wartościowym człowiekiem, być może można zapobiec np.
                farmakologicznie pojawianiu się tej drugiej osobowości. A jeśli to nie to, ratuj
                się sama z dzieckiem. Cóż, ludzie dzielą się na dwa rodzaje, takich, którym
                można pomóc i takich, którym się nie da pomóc.
                • cattka Re: witam... i mam problem:( 24.07.06, 20:14
                  Kruszynko - mam nadzieję, ze niewink, bo poznałam swojego męża już po jego
                  rozwodzie.

                  Wiecie co, ja mam przebłyski, że czasem tak samo o tym pomyślę - że jest chory,
                  że tak nie powinno być, ale za chwilę myślę, że przecież ogólnie jest dobry,
                  więc te jego furie to faktycznie musi być moja wina.

                  i tłumaczę sobie, że żony alkoholików też zwykle słyszą ""przez ciebie piję" wink
                  a potem głupia myśl, że gdybym była lepsza, to nie musiałabym tego
                  rozpatrywać... A najgorsze jest to, że tak strasznie chciałabym zasłużyć na tę
                  miłość, żeby powiedział, że docenia, że widzi... A on mi tylko mówi, że miłości
                  nie trzeba okazywać, miłość po prostu jest w czynach - on mnie kocha, bo dużo
                  robi dla rodziny. Czy ja faktycznie wymagam dużo? może to nienormalne, że
                  chciałabym, żeby raz na jakiś czas zauważył we mnie kogoś równego sobie?

                  wiem, że najlepiej byłoby, gdyby ktoś wysłuchał nas obojga - bo tylko wtedy
                  miałabym pewność, że ktoś widząc to z boku, jest w stanie ocenić sytuację
                  obiektywnie. Niestety, nie jest to możliwe, tak jak nie jest możliwe, byśmy
                  sami sobie mogli to wszystko wyjaśnić

                  • tricolour Z tego, co piszesz wynika... 24.07.06, 20:31
                    ... że sama wymagasz leczenia w grupie dla współuzależnionych.

                    Niestety jeśli podejmiesz leczenie, to najprawdopodobniej odejdziesz od męża, bo
                    zobaczysz ogrom cierpienia i deptania Twojej godności.
                    Jeżeli nie podejmiesz leczenia, to też odejdziesz od męża, ale pobita
                    posiniaczona, a potem i tak podejmiesz leczenie...

                    Wniosek jest jeden.
                    • la.loba Re: Z tego, co piszesz wynika... 24.07.06, 20:57
                      podpisuję się pod resztą, uciekaj....uwierz w to co piszemy, bedzie coraz gorzej
                      a ty bedziesz wierzyć co raz bardziej w swoją "wine". Powiem Ci tak: TO NIE
                      TWOJA WINA, TO NIE TY SIĘ ZA MAŁO STARASZ, on robi wszystko abys tak sie czula i
                      tak myslała.
                      Powodzenia
                      • kurka_wodna2 Z tego, co piszesz wynika... 24.07.06, 23:26
                        Przykre to,co piszesz...
                        Standardem,także w Twojej historii jest szukanie winy w sobie-jest w wypowiedzi
                        wiele samooskarżeń. To cecha osoby zniewolonej i poddanej starannej obróbce
                        przez manipulanta.
                        Jest agresywny i nie tłumacz go chorobą,pracą,kilkudniowym uspokojeniem.
                        To jest zwykła agresja,najpospolitsza. Tak naprawdę nie wiadomo do końca skąd w
                        takiej formie ujawniła się u ludzi(?),ale jest i nie pora na szukanie przyczyn.
                        Chroń siebie i dziecko,bo przecież te wyłamane drzwi mogły sie nie wyłamać-a
                        głowa na nich zostałaby .
                        Sama odpowiedziałaś sobie na pytanie-to Twój organizm czuje- masz chęć
                        uciekać,to uciekaj..
                        Pokaż mu,że jego furia jest tego przyczyną,a on nazywa to pożądaniem smile)))))
                        • agash4 Re: Z tego, co piszesz wynika... 25.07.06, 00:39
                          catta.. ja jestem na tym forum od dosc niedawna, ale powiem Ci ze tu zacne
                          grono Ci odpisuje i bardzo rozsadnie radzi ...wiec powoli ukladaj plan i przede
                          wszystkim badz szczera do bolu ze soba - ja to nazywam (brutaly honest with
                          yourself)tzn badz konsekwentna. powodzenia dziewczyno zycie przed Toba!
                          • jarkoni Re: Z tego, co piszesz wynika... 25.07.06, 06:34
                            Być może się ze mną nie zgodzicie, ale moja opinia jest taka: zgadzam się, że
                            On jest chory, dr Jekyll i mr Hyde, 2 osobowości...Ale skoro znasz go dobrze,
                            wiesz że jest wartościowy, to nie uciekaj...Postaraj się mu pomóc, być może
                            warto...To kwestia wymyslenia JAK...Dlatego proponuję żebyś sama się udała do
                            psychologa i szczerze opowiedziała co się dzieje...Uciekać to najprostsze, ale
                            ja bym zrobił próbę naprawy sytuacji, jeśli się nie uda uciekaj...Trzymaj się...
                            • tricolour Nie naprawia się sytuacji... 25.07.06, 07:47
                              ... z alkoholikiem. Alkoholika się najpierw leczy latami, a potem podejmuje
                              decyzję, czy dalej chce się żyć z tym, co z niego zostało...

                              O żadnej naprawie "sytuacji" mowy nie ma.
                              • scriptus Re: Nie naprawia się sytuacji... 25.07.06, 08:02
                                Tri, cattka nie napisała, że problem jest spowodowany alkoholem.
                                Co oczywiście wcale nie znaczy, że nie jest. Jednak to, o czym napisała
                                przypomina raczej poważną chorobę psychiczną. Miałem znajomych, gdzie był taki
                                problem. Mężczyzna leczył się latami, jednak dopóki nie zaniedbał brania leków
                                (rzadko się zdarzało, bo żona pilnowała). Był chyba wspaniałym mężem i ojcem,
                                wprawdzie wskutek choroby stracił prawo wykonywania zawodu i był na rencie, nie
                                przelewało sie u nich, ale pieniądze, to nie wszystko. Wykończyła go ta choroba,
                                plus końskie dawki leków i zmarł. Na pogrzebie zarówno żona, jak i dzieci
                                szczerze płakali.
    • kangur241 Re: witam... i mam problem:( 25.07.06, 03:04
      cattka!Nie win siebie,wiem dokladnie przez co przechodzisz...gdy myslalam na
      trzezwo o zachowaniu mojego meza,gdy opowiadalam to komus i na glos slyszalam
      sama siebie i to co mowie,docieralo do mnie ze cos z nim naprawde nie w
      porzadku.Natomiast gdy bylam przy nim,nagle wszystko sie odwracalo,ja sama
      sobie sie wydawalm dziwna,nie w nim szukalam winy tylko w sobie,bo tez nie
      pil,nie bil,zameczal psychicznie "tylko"...czego dlugo nie widzialam,wydawal mi
      sie "dobrym czlowiekiem" ktory chce dla mnie jak najlepiej.zastanawialam sie
      potem czy takie jego "momenty" sa wystarczajace do rozwodu,jego wieczne
      kontrole itd...wierz mi ze sa.
      Naprawde moze byc coraz gorzej,astanow si enad tym wszystkim,pomysl jak sie
      czujesz gdy jestes sama,...a jak kiedy on jest przy Tobie?Nie mozesz pozwolic
      by ktos Cie niszczyl!
      • cattka Re: witam... i mam problem:( 25.07.06, 12:11
        czytam, czytam - i nie wierzę, bo chyba myślałam, ze napiszecie, że skoro się
        kochamy i na ogół to dobry człowiek, to się uda w jakiś sposób, że moze ma
        jakieś problemy i dlatego tak reaguje..
        a to po prostu jest nienormalne, tak? rozumiem, że nie ma tego w normalnych
        związkach?

        o matko, chyba nie dojrzałam jeszcze, by w ten sposób o tym myśleć, chyba nie
        dam rady z tego wyjść. Jak znaleźliście w sobie siłę do takich decyzji?
        Kangur241, jak Tobie się udało? ja już dzisiaj mam wrażenie, że to upokorzenie
        po tym, co usłyszałam od męża, gdzies odpływa.. a ja znowu będę dobrą żoną. To
        pewnie ja jestem niezrównoważona, skoro mam takie skoki emocjnalne - wiem ,ze
        mnie boli ta sytuacja, ale cały czas myślę, czy to ja sama jej nie powoduję?

        w każdym razie bardzo dziękuję za to, że odpowiedzieliście na mojego posta. Nie
        mam sił chyba, by móc się udzielać w innych wątkach, bo co ja mogę radzić, ale
        będę na forum - i spróbuję iść do terapeuty. Gdzie w warszawie polecacie? chyba
        czas coś ze sobą zrobić.
        • kruszynka301 Re: witam... i mam problem:( 25.07.06, 14:05
          Cattko, tak jak pisałam, wcześniej, opisałaś żywcem mojego eksa.

          Ja jestem jednak zbyt silną kobietką, zeby udało się komukolwiek mną
          manipulować - dlatego znalazł sobie właśnie szarą myszkę, która zgadza się na
          wszystko, jest w niego wpatrzona jak w obraz, a przede wszystkim zgadza się na
          totalną dominację - łącznie np z oddawaniem pensji mężowi, i otrzymywanie
          kieszonkowego.
          Również są 7 lat razem, wiek się zgadza, tylko mają już trójkę małych dzieci,
          podczas gdy ja na taką wizje rodziny powiedziałam eksowi, że taśmą produkcyjną
          nie jestemwink.

          Radziłabym Tobie porozmawiać z jego pierwszą żoną - i dowiedzieć się od niej,
          jak się wobec niej zachowywał, bo śmiem twierdzić, że bardzo podobnie.

          Zobacz też, jak wygląda małżeństrwo jego rodziców - u mnie kieszonkowe to była
          kalka postępowania teściów. Były teść, podobnie zresztą jak jego synowie, to
          taki mały Korwin Mikke, uważający kobiety za podgatunek.

          Niestety, w przypadku mojego eksa to nie było zaburzenie psychiczne tylko model
          wychowania w rodzinie - innego nie znał.
          • cattka Re: witam... i mam problem:( 25.07.06, 15:54
            niestety (albo w tej sytuacji "na szczęście") nie mamy trójki dzieci, ba -
            nawet jednego byśmy nie mieli, gdyby nie mój upór. Mąz nie chce dzieci, bo to
            problem i za duża odpowiedzialność (chociaż te, które ma, bardzo kocha -
            gorzej, jak je kocha tak jak mniesad czyli dopóki posłuszne...)
            a teścia widziałam raz w życiu, umarł - i nie sprawdzę, jak to wyglądało w ich
            małżeństwie. Nie wiem czy w ogóle jest jakaś z tym reguła, chociaż brat mojego
            męża zabronił pracować swojej żonie; my tez przez chwilę przez to
            przechodziliśmy, jak urodziłam dziecko. Nie dałam się, więc jak widać czasem
            walczę.
            Ale z tą walką to jest tak, że mam wyrzuty sumienia, ze przez to, ze się
            opieram, jest źle. Jak rozumiem, jest szansa, by ktos mi to przetłumaczył?wink

            dobrze, ze się wypłakałam u Was - nawet usmiech w powyższym zdaniu mi się
            zdarzył. Może mi się uda, tylko proszę dajcie namiary na jakiegoś specjalistę
            • agash4 Re: witam... i mam problem:( 25.07.06, 16:42
              cattka mnie zycie nauczylo, ze zeby byc szczesliwym i miec satysfakcjonujace
              zycie, trzeba do tego dazyc. Od jednych wymaga to wiele czasu i wysilku, innym
              przychodzi to ot, tak. Na pewno nalezy pamietac w kazdej sytuacji, ze dzialania
              wbrew sobie z ktorymi dlugo lub nigdy nie mozesz sie pogodzic ani zrozumiec -
              szkodza. Jesli wiec czujesz, ze maz dokonuje zamachu na Twoja godnosc, poczucie
              wartosci itp. poprzez np zadanie rezygnacji z pracy, uzywanie sily, krzyki,
              bezpodstawne fochy, niezrozumiale dla Ciebie reakcje, na pewno musisz tego
              bronic ze wszelkimi konsekwencjami (nawet w gre wchodzi rozstanie).
              Psychologa .. poszukaj w innych postach - ja zaraz lookne co w Wawce jest i
              dopisze Ci.
              • agash4 Re: witam... i mam problem:( 25.07.06, 21:36
                to jest fragment postu z innego forum: "jak Wawka to spróbuj "Uniwersytet dla
                Rodziców" Raszyńska 8/10,tel. 8222446 co
                prawda chyba nie specjalizują się w rozwodach ale z pewnością w trudnościach
                rodzicielskich. Tam bardziej znajdziesz pomoc dla siebie.
                poradnia jest bezpłatna i bardzo fachowa.
                Trzymaj się ciepło i nie pozwól zniszczyć życia sobie i dziecku."
                • libra22 Re: witam... i mam problem:( 25.07.06, 22:38
                  Poszukaj w googlach stron o psychoterapeutach z licencjami bodajże Polskiego
                  Towarzystwa Psychologicznego (mogłam coś pomylić nazwę). Jest też mnóstwo
                  państwowych poradni, ale tu dobrze mieć kogoś poleconego. No i jest jeszcze
                  bezpłatna linia odnośnie przemocy w domu, bo przecież o nią tu chodzi, a tam
                  pewnie dadzą Ci namiary do specjalistów.

                  Co do zostawania lub nie w takim związku: czytałam kiedyś jakąś książkę z serii
                  tych poradników amerykańskich, tylko niestety nie pamiętam dokładnie
                  tytułu "Kobiety, które kochają za bardzo.." czy jakoś tak i tam był poruszany
                  problem takich małżeństw (koleżanka, która miała męża identycznego jak Twój
                  odnalazła siebie w tej książce) i wynikała z niej, że można starać się wpływać
                  swoim zachowaniem za zmanę zachowania partnera: jeśli Ty będziesz siebie
                  szanowała i dasz mu to odczuć, a jemu będzie na Tobie naprwdę zależeć, to jest
                  szansa. Jeśli nie - trzeba uciekać.

                  Jeśli będziesz tak w tym trwała bez żadnej zmiany, nie myśl, że dziecko Ci
                  podziekuje - będzie miało żal, że Ty - najbliższa mu osoba dałaś się tak
                  traktować i nie nauczyłaś szacunku do siebie i do człowieka. Ono będzie bardzo
                  cierpiało (nie wynagrodzą tego chwile, kiedy tatuś ma dobry humor). I jeśli to
                  jest chłopiec, pewnie będzie bił żonę, a jesli dziewczynka - będzie dawała się
                  bić.
                  Wybacz takie czarne wizje, ale może Cię bardziej ruszą do działania, niż wzgląd
                  na Ciebie samą.

                  Powodzeniasmile
    • 1234ola Re: witam... i mam problem:( 29.07.06, 11:11
      witaj moim zdaniem twoj maz ma sadystyczne troche zachowanie wyladowuje na
      tobie swoja agresje jestes strzebkiem nerwow a on calkowicie bezkarny to
      przykre manipuluje twoja osoba osmiesza cie przed synem to raczej podle ponizac
      chyba cie lubi cos z psychika jego raczej nie tak pozdrawiam
      • egretta_alba Re: witam... i mam problem:( 29.07.06, 14:09

        Teraz krótko, bo nie mam czasu, poźniej więcej.
        1) pytanie podstawowe: czy ten związek cię niszczy,, czy buduje, tak po caokształcie
        2) czy chiałabyś,żeby twoje dziecko odtworzyło twoj wzorzec ze związku (jesli
        masz syna, to zastanów się jakby bylo gdyby to byla córka). Dlaczego tak?
        Dlaczego nie?
        3) czy gdyby twoja córka/przyjaciółka zachowywala się tak jak ty i otrzymywała
        takie traktowanie jak twoje - to uważałabyś,ze jej się to nalezy czy nie? Dlaczego

        4) jakie masz korzysci ze związku-jakie straty-jaki bilans

        5) co byś chciała zmienić (problem-> zmina-> co uzyskam dzięki zmianie).

        6) /www.niebieskalinia.pl poczytaj sobie artykuły i forum. zwłaszcza na form
        ciekawe o przemocy psychicznej

        7) jesteś w toksycznym zwiazku. To nie ty masz "swira". To twoj maz cię
        wytresowal i wtrynił winę za swoje niezrównoważenie.
        8) normalna kobieta nie chce sie kochać z facetem ktory ja poniża - normalna,
        ludzka reakcja.
        9)Potrzebujesz pomocy . Najlepiej psychologa od przemocy w rodzinie. Z jakiego
        jesteś miasta? poszukam ci potem linka do adresów.
        Trzymaj się, sorry za kategoryczność, to z pośpiechu
        5)
    • emancypantka1 Re: witam... i mam problem:( 03.08.06, 20:43
      Mysle, ze nie powinnas miec zludzen. Prawdopodobnie maz wkracza w wiek, kiedy
      zycie czesciej bywa niedozniesienia i to Ciebie bedzie winil za wszelkie
      niepowodzenia i zle humory. Coraz czesciej bedzie odslanial swoja druga twarz, a
      Ty coraz czesciej bedziesz wybaczala jego zachowania, jak okreslilas z
      "premedytacja." To Twoj maz ma problem i powinien szukac pomocy u specjalistow,
      bo jesli tego nie zrobi zniszczy nastepne malzenstwo, pozostawiajac Ciebie w
      zlym stanie emocjonalnym. Pomysl o dziecku. Czy chcesz wychowywac syna w takiej
      atmosferze? Przypatrujac sie tym zlym odslonom nastrojow swojego tatusia, w
      przyszlosci nie bedzie postepowal inaczej. Trwanie w zwiazku,w ktorym partner
      nie chce rozmawiac o problemach i tak zabije w Tobie uczucie, ktorym jego
      darzysz. Im dluzej bedziesz czekac, tym gorzej bedziesz sobie radzila z
      narastajacymi problemami. Trzeba uwierzyc w to, ze zycie jest piekniejsze, gdy
      starasz sie wykluczac czyjas apodyktycznosc i slabosc charakterow.
      Jestem mezatka z dwudziestoosmioletnim stazem. Moje malzenstwo miesci w sobie
      niewiele radosci i wiele rozgoryczenia. W momencie, gdy wygasly jakiekolwiek
      uczucia, kierowalam sie litoscia i dobrem dzieci. Tez uwazalam, ze mam dobrego
      meza i ojca dla dzieci, ale w tym wszystkim to moi synowie zostali skrzywdzeni
      najbardziej. Wiem, ze beda mieli trudny start w doroslym zyciu. Na dzien
      dzisiejszy, pomimo iz uchodze za osobe bardzo opanowana, jestem klebkiem nerwow.
      Oboje jestesmy w trakcie rozwodu i walki o zabezpieczenie finansowe z naszego
      majatku, ktory to maz chce roztrwonic, zyjac szybko i byle jak.
      Jesli nie chcesz zmarnowac sobie reszty zycia i ratowac malzenstwo, staraj sie
      przekonac meza, ze szczere rozmowy i psychologowie, moga wiele naprawic.
      Pozwalajac krzywdzic siebie, krzywdzisz takze soich najblizszych.

      Pozdrawiam,

      emancypantka.
    • magdacan Re: witam... i mam problem:( 04.08.06, 06:58
      Cattka wejdz na forum "przemoc w rodzinie"
    • baszi Re: witam... i mam problem:( 04.08.06, 14:22
      przepraszam najmocniej ale nie chce mi sie czytac wszustkich wypowiedzi, powiem
      tylko, że dla mnie tacy ludzie to nie są dobrzy ludzie tylko świadomi
      dręczyciele, manipulanci stosujacy przemoc psychiczną, to nie są dla mnie
      normalne i akceptowalne zachowania. grzeczna dziewczynak to i jest nagroda,
      niegrzeczna dziewczynka to kara jak w horrorze i wcale nie ma dla mnie
      wytłumaczenia, że są dobre dni. poza tym co to znaczy dobre dni, abo człowiek
      jest w porządku i jest dobry albo nie. wiem, że czasem każdy ma "gorszy dzień"
      ale nawet to nie jest usparwiedliwieniem na takie traktowanie drugiego człowieka
      bo z drugą osoba - a szczególnie bliską osobą- należy się liczyć i z jeju
      uczuciami i samopoczuciem także. jak dla mnie najlepiej jak sama znajdziesz
      ośrodek gdzie porozmawiasz z psychologiem czy terapeuta i sama zrozumiesz swoją
      sytuację a wtedy samodzielnie podejmiesz właściwą decyzję.
      kobiety, jak można się godzić na coś takiego. czy rzeczywiście uważacie , że nie
      jesteście nic warte albo warte tych strzępków uczuć i szacunku. nóż mi się w
      kieszeni otwiera jak czytam dziesiątki takich wątków dziennie. wypisz swoje
      dobre cechy, wypisz to to potrafisz, co umiesz, wypisz swoje zainteresowania,
      swoje plany, oczekiwania jednym słowem zrób listę swoich najmocniejszych stron i
      tego co w sobie lubisz. to takie male cwiczenie na dowartosciowanie sie.
      • f.l.y Re: witam... i mam problem:( 04.08.06, 14:46
        mam podobne zdanie o Twoim mężu, na podstawie tego co nam tu napisałaś...

        nie może być tak, że jednego dnia jest fajnym facetem, a drugiego dnia dręczy
        Cię, ośmiesza i łomocze...

        najzwyczajniej facet ma problemy ze sobą, z samooceną itp..odreagowuje na
        Tobie...w imię miłości> chyba chorej miłości...

        nie pozwól mu dłużej tak się traktować!
        wiem, że to kiepska rada - ale może któregoś dnia Ty mu przywal? tak po prostu?
        albo niech to zrobi inny facet w Twoim imieniu...brat? ojciec?

        mój szwagier miał lepkie ręce do mojej siostry i myślał, że nikt o tym nie wie,
        że ona tego nie powie nikomu....

        któregoś dnia ja mu powiedziałam, że jak ją jeszcze tknie, to dostanie łomot
        od całej naszej rodziny...
        dziwne, ale poskutkowało....

        może powiedz komuś...?
        • nangaparbat3 Re: witam... i mam problem:( 04.08.06, 15:26
          f.l.y napisała:

          >
          > mój szwagier miał lepkie ręce do mojej siostry i myślał, że nikt o tym nie
          wie,
          > że ona tego nie powie nikomu....
          > któregoś dnia ja mu powiedziałam, że jak ją jeszcze tknie, to dostanie łomot
          > od całej naszej rodziny...
          > dziwne, ale poskutkowało....
          >

          Wcale nie dziwne. Ludzi uciekajacych sie do przemocy wbrew pozorom dość latwo
          zastraszyć. To jest jakoś tak, że najczęściej pozwalaja sobie dlatego, że im
          sie udaje, kiedy trafiaja na zdecydowany opór kogoś, kto im nie ulega i nie
          czuje lęku - uszy po sobie i spokoj.
          Opowiadala mi babcia, ze w czasie wojny miala szefa-sowieta, ktory lubil sie
          bawic pistoletem i darł się na pracownikow, bali sie go wszyscy okrutnie. ale
          ktoregoś dnia babcia nie wytrzymala, takie bzdury wygadywal, i to ona zaczęla
          na niego krzyczeć. Opowiadala mi:
          Sama się wystraszyłam tego, co robię, ale patrzę, a on za tym wielkim biurkiem
          coraz mniejszy i mniejszy, taki malutki sie zrobił, i już potem nie
          podskakiwał....

          • cattka Re: witam... i mam problem:( 09.08.06, 12:44
            witajcie,
            dziekuję za wszystkie Wasze wypowiedzi - chyba nie poprawią mi humoru w ten
            deszczowy dzień, ale pozwalają przemyśleć to wszystko na spokojnie

            dziś mam idealnego męża, który zrobił nam śniadanie, pojechał z dzieckiem do
            lekarza i od kilku dni jest naprawdę miły, powiedziałabym, że wymarzony mąż w
            fantastycznej rodziniewink
            wiem, że brzmi to porażająco (przerażająco?) w obliczu tego wszystkiego, co
            jest napisane powyżej, ale dzis myślę, ze chciałabym dać męzowi kolejną szansę.
            Glupie, co?
            Mam wrażenie, ze moje ciało odreagowuje i spina się mimowolnie, bo nawet jesli
            w glowie powstała mi myśl, ze będzie dobrze, to szczęka boli z nerwowowego
            zaciskania, a glowa mi pęka jak po nieprzespanej nocy i ciezkim egzaminie
            W ogóle coraz ciężej odreagowuję każdą taką sytuację, kiedyś szybciej wracałam
            do normy. Teraz musiałam wziąć urlop, wyłączyłam telefon, bo koleżanka dobijała
            się, by pogadać - i chciałam nie myśleć, nie czuć... Boję się, ze któryms
            następnym razem to nie zapanuję nad swoim organizmem i po prostu wpadnę w
            jakieś otępienie, wyłączę się - naprawdę się tego boję

            Rozmawiałam z mężem na spokojnie, czy ja mogę mu wierzyć, ze on nie robi tego
            specjalnie? mam czasem wrażenie, ze cos się w nim odblokowuje... tłumaczył mi,
            ze on sobie nie zdaje sprawy, ze robi mi aż taką przykrość, ze nie będzie itd.
            wiem, co powiecie - ten typ tak ma. Wiem, wiem, ale chyba chciałabym mu
            wierzyć... Miał cieżko, wiem - bieda w domu, utrzymuje sie sam od 15-ego roku
            życia. Mam wrażenie, że to w nim uruchomiło jakieś bardzo negatywne cechy, bo
            gdzies w środku jest dobry, wierzę w to - chciałabym w to wierzyć. Ojca nie
            kochał, nie chciał się z nim widywać, ale na jego pogrzebie płakał i teraz
            często go wspomina, ze szkoda, ze ojca juz nie ma i nie może zobaczyć wnuka..
            Jak to odebrać? zawzięty facet bez uczuć czy jednak są uczucia pod grubym
            pancerzem?

            Obiecał mi, ze pójdzie ze mną na terapię. Twierdzi, ze tez to chce zmienić -
            ale czy to jest możliwe?

            Odpowiadając na pytania powyżej - mam wrażenie, ze przez lata naszego związku
            udało nam sie zrobić mnóstwo rzeczy, miałam wsparcie ze strony męża.
            Oczywiście, w chwilach jak ta, w której napisałam pierwszego posta na tym
            forum, wiem, że jednoczesnie ten związek wyniszcza mnie emocjonalnie. Nie jest
            mi zatem łatwo okreslić, czy bilans jest pozytywny czy negatywny... Są ludzie,
            którzy żyją z dlaeka od siebie, nie mają wspólnych zainteresowań, a my - jak
            jest dobrze - jesteśmy razem, z tego samego się śmiejemy, rozumiemy się bez
            słów i wtedy czuję, ze jestesmy szczęśliwi. I stąd moje rozsterki, bo gdyby
            tylko były problemy - to pewnie nie zastanawiałabym sie długo nad decyzją.
            Córce jednak nie zyczyłabym takiego związku, ale dobrze byłoby, gdyby spotkała
            takiego faceta, jakim mój mąż jest w tych dobrych chwilach. Czyli znowu
            rozdwojenie, Dr Jekyll niech zostanie...

            Chciałabym mu pomóc, pomóc sobie
            czy jest sens? czy da się zmienić faceta 36-letniego?

            obejrzałam sobie po raz kolejny "Pręgi"
            moze dlatego chcę wierzyć, że można nam pomóc?


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka