Dodaj do ulubionych

Pornoholizm - jak to leczyc?

28.07.06, 12:47
No właśnie... mojego życia etap kolejny. Mój mąż wreszcie przyznał się do
tego, że jest pornoholikiem. I to ponoć połowa sukcesu, ale jak zapytałam czy
ma zamiar iść na terapię powiedział :"a co to zmieni?"... opadły mi ręce...
Czy znacie jakieś strony na ten temat? Będę wszięczna za linki lub podjęcie
wątku przez kogoś, kto miał/ma podobny problem. Wiem, że na Was moge liczyć smile
Obserwuj wątek
    • to.ja.kas Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 13:00
      Eeeeeeeee tam. A to zdiagnozowane? Ja tez czasem ogladam. A jak jestem sama i
      mam czas i to czasem nawet wiecej niz troche.....
      ....o cholera jak to bet usłyszy.......

      smile))))

      Zawsze moge powiedziec, ze kłamałam smile))))
      • 13monique_n Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 13:02
        albo ze Ci upal zaszkodzil smile))))
        • to.ja.kas Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 13:08
          a lody nieswieze byly....
          ...tfu jakie lody...???
          ...butelka wina byla nieswieza....

          .... no rany jaka butelka...?

          smile))
          Ja w ogóle sie nie odzywam !!!!!!
          I wiedzmy za jezykl mnie nie ciagnijcie


          Jakie "ciagnijcie" ???
          jak rany pana....
          • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:09
            To.ja.kas... to pytanie było SERIO. Być może swoim postem chciałaś sprawić,
            abym sie nie przejmowała, ale - sorry! - nie tego oczekiwałam, naprawde. Więc
            jeśli nie masz jakiejś KONKRETNEJ rady czy podpowiedzi - daj spokój...
            • to.ja.kas Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:18
              A ja serio pytałam czy to zdiagnozowane.
              Bo okreslic czy to juz pornoholizm czy tylko upodobanie nie jest tak łatwo.

              Wszyscy tu szybko okreslaja siebie jako DDA., dzieci z ADHD, innych jako
              pornoholikow, co niektorzy stwierdzaja ze ktos jest kretynem tylko jak sie
              czlowiek zapyta o to kto to stwierdził, to okazuje sie, ze psycholog to nie, bo
              nie bylem, terapeuta tez nie i zadna inna osoba co to mogłaby rzeczywiscie
              stwierdzic, ze to juz problem i choroba a nie zwykły nawyk nie miala mozliwosci
              tego sprawdzic.

              I tyle.

              A tak serio to ja np. w pornoholizm nie wierze. Co najwyzej w to, ze w
              rzeczywistosci zycie erotyczne jest tak malo interesujace, ze to co w kompie i
              na filmie kreci bardziej. To tak jak z ogladaniem przez kobiety roamsow i
              glupich seriali. Wokol tyle szarzyzny i nudy, ze to co w TV bardziej kreci. Ale
              czy ktoras kobieta stwierdzila ze jest serialoholiczka???? Nie.

              koncowka "holizm" okresla chorobe. Moze warto raczej poszukac siebie i
              fascynacji drugim czlowiekiem,seksem z nim i taka forma seksu ktory daje
              satysfakcje, a nie od razu usprawiedliwiac sie choroba. A ze to ciezka choroba,
              to zawsze sie mozna usprawiedliwiac "ze ja taki/taka chora" a Ty sie czepiasz.

              Tak mysle i to na powaznie.

              Terapeutow na tym forum nie znajdziesz o ile mi wiadomo, problem czesto
              rozpatrywany na Brak Sexu w małzenstwie i tam tez ogladanie pornosow zaraz
              determinuje pytanie "czy to choroba". Najczesciej nie choroba. Najczesciej to
              nuda.

              Jak uraziłam to przepraszam.

            • phokara Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:23
              Ak,
              zapytam serio - czym to sie objawia? Jak nazwiesz swoj problem czy tez problem dla zwiazku z
              tego powodu. Bo jak rozumiem Twoj maz, oprocz tego, ze nazwal rzecz po imieniu, nie widzi
              zadnego problemu.... ale to dla niego raczej typowe (przepraszam za cynizm - ale to uwaga w
              kontekscie caloksztaltu Twojej forumowej historii).
              Pytam nie z ciekawosci, tylko jak przeczytalam Twoj post to pierwsze co mi przyszlo do
              glowy, to ze on tak powiedzial, zebys mogla sie czyms zajac (w sensie analiza tego
              uzaleznienia) i dala mu na chwile swiety spokoj. Rozumiesz - cos tam palnal na odczepnego, jak
              to facet, a Ty to rozdmuchasz do rozmiaru kleski zywiolowej. Czasami takie reakcje sa
              odwroceniem uwagi od innych, bardziej zasadnych problemow, cos na zasadzie 'zmylenia
              wroga'.
              Oczywiscie moge pisac glupoty, ale tak mi sie jakos skojarzylo. Powtorze pytanie - jak sie to
              objawia i w jaki sposob rozwala zwiazek?
              • melania_ania Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:38
                Z tego co pamiętam ze wspomnianej książki (badania przeprowadzono na grupie
                osób z tym właśnie problemem) to osoba uzależniona od seksu nie umie stworzyć
                normalnego, zdrowego związku zarówno jeśli chodzi o stronę erotyczną jak i
                zaangażowanie emocjonalne. W erotyce objawia się to tym że partnerka jest
                traktowana przedmiotowo,osobie uzależnionej potrzebne są dodatkowe 'atrakcje'
                (np. porno, seks z przypadkowymi partnerkami, romanse). No a z drugiej taka
                osoba nie umie być szczera w zwiazku, kręci, manipuluje, kłamie. Sam ze sobą ma
                duży problem jednym słowem.
              • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 15:44
                Pho... czytam Cie naprawde z duza przyjemnoscia, choc nie zawsze sie z
                wszystkim zgadzam. Jestes mądra kobietą i patrzysz na problem gleboko, a nie po
                wierzchu. Napisalam jak to sie objawia, jak rozwala zwiazek i dlaczego boli.
                Ale tak naprawde zrozumiec moze ktos kto to zna z autopsji lub ma niesamowitą
                zdolność empatii. Nie wiedziałam, że będe potrafiła dać szanse po zdradzie - a
                jednak dałam ją. I tak naprawde człowiek może tylko "gdybać" jak sie zachowa
                dopóki nie znajdzie sie w tej konkretnej sytuacji i moze sobie "wyobrażać" co
                czuje dana osoba, ale nie WIE tego, jeśli tego nie przeszedł osobiście.
                Być może masz rację, ale to jest problem, który ciągnie sie od kilku lat i do
                tej pory był przez niego bagatelizowany. Teraz jest troche inaczej i myslę, że
                to jest spowodowane zmianą mojego zachowania w stosunku do niego. Powoli szala
                starania się zaczyna sie przechylać na jego stronę... choć zdarzaja sie spore
                wahnięcia. Ja mu powiedziałam: "uważasz, że jestem uzależniona od matki, jestem
                DDA - ok, ide na terapię, chce to zrobic dla siebie i dla naszej rodziny. Ty
                jesteś uzależniony od pornografii - i zastanawiasz sie czy pójdziesz na
                terapię? To gdzie twoje zaanga zowanie w budowę związku?"...
            • scriptus Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:24
              Pornoholizm (pierwsze słyszę, że jest coś takiego, ale niech będzie) =
              uzależnienie od pornografii, leczy się na pewno jak każde inne uzależnienie,
              przy pomocy terapii. Jeżeli uzależnienie od pornografii zdefiniujemy tak samo,
              jak uzależnienie od internetu, hazardu, czy alkoholu, to jasne, że to trzeba
              leczyć. Sama tu nic nie wskórasz, uzależniony musi sam uznać, że jest
              uzależniony, że jego uzależnienie powoduje, że nie wywiązuje się ze swoich
              funkcji rodzinnych, społecznych, zawładnęło jego postępowaniem, osądem
              rzeczywistości na tyle, że szkodzi jemu i otoczeniu. Myślę, że łatwiej będzie
              szukać terapeutów od uzależnień od hazardu i internetu, to są ci sami terapeuci.
              Może oni coś doradzą...
              • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:45
                Odpowiem wszystkim hurtowo: nikt tego jeszcze nie zdiagnozował u mojego m. to
                moje przypuszczenie po obserwacji jego zachowania. I tak naprawde chyba powinni
                wypowiedziec sie panowie, choć zdanie pań oczywiście tez jest mile widziane -
                byle na poważnie.
                Objawy: codzienne oglądanie pornografii, tysiące ściągnietych na własny laptop
                zdjęć, scenek, i filmów głównie hardcore (stworzona do tego celu specjalna
                partycja, specjalny odcinek dysku twardego o niemałej pojemności). Nagie
                panienki na tapecie w laptopie i w komórce... a przeciez w domu są dzieci.
                Wszystko kojarzy sie z seksem i wszystko do niego sie sprowadza. Na codzień nie
                przytula sie do mnie, bo ma taka potrzebę bliskości... przytula sie jak ma
                ochotę na seks. Próbuje mnie wtłoczyc w ramy i scenariusze z filmów: ubierz sie
                tak, dlaczego tego nie zalozylas, itp., i nie wiem czy jest jakas pozycja,
                ktorej jeszcze nie przetestowal. I jego własne słowa: ja buduje bliskość przez
                sex...

                Scri - dzięki. masz racje, ze on sie nie wywiązuje i dlatego uwazam, ze jest
                uzalezniony.
                • to.ja.kas Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:54
                  To tak powaznie powiem, ze najlepsze dla alkoholika jest zostawic go sam na sam
                  z probleme i niech sie martwi sam o siebie, by zechcialo mu sie po siegnieciu
                  dnia zaczac leczyc. A bliscy maja martwic sie o swoje dobro i swoj komfort, a
                  nie zyc zyciem alkoholika.

                  Madre rady z madrych ksiag do tego sie sprowadzaly.
                • la.loba Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 03.08.06, 12:02
                  wiesz co na zajciach na studiach z bardzo fajna pania profesor od psychopatologi
                  , dowiedzialam sie jak sie upewnic czy coś jest forma uzależnienia- nie wazne
                  czy to internet, kawa, alkohol czy porno. profesor wyjasnila nam to w bardzo
                  prosty sposob - potrzeba jest uzaleznieniem wtedy kiedy zaczyna wypierac
                  wszystkie inne potrzeby. Sprawdz na przykladzie swojego męża czy potrzeba
                  ogladania porno jest wieksza od innych potrzeb, nie tylko " fizycznych" ale i
                  "psychicznych" jezeli tak jest i maz jest uzalezniony a nie chce sie leczyc (
                  padly tutaj madre slowa , ze z tym do kazdego terapeuty leczacego uzaleznienia-
                  ale uwaga terapia dlugo terimnowa i trzeba sie zastanowic dobrze nad terapeuta
                  bo polega ona na rozlozeniu "wadliwej osobowości i ponownym "złożeniu" ale bez
                  czynnika uzalezniajacego )a przede wszystkim mozesz zrobic cos dla siebie i sam
                  pojc do takiego terapety aby nie byc wspoluzalezniona, w ten sposob mozesz
                  pomoc mezowi uzmyslowic jego problem i nauczyc sie walaczyc z choroba
                  pisze troche chaotycznie- przepraszam mam nadzieje ze zrozumialas
                  pozdrawiam
    • melania_ania Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:29
      Oczywiście że jest takie uzależnienie. Uzależnienie od seksu. Sięgnij po
      książkę Patricka Carnesa 'Od nałogu do miłości" albo 'Od miłości do nałogu" nie
      pamietam dokładnie...smile
      Na pewno mozna to leczyć indywidualnie u psychologa, moze i są jakiś grupy
      terapeutyczne, trzeba by się popytać.
      I na pewno są grupy samopomocowe na zasadzie grup Anonimowych Alkoholików -
      Anonimowi Erotomani.
      Jutro nawiasem mówiąc odbywają się takie spotkanie w Licheniu, dot. rożnych
      uzależnień, będzie też mityng AE.
      • kruszynka301 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:36
        ale AK mówiła o pornoholizmie, a nie seksoholizmie - to duża różnica...

        na pewno wizyta u psychologa nie zaszkodzi, ale ja uważam, podobnie jak kas.,
        że to tylko było na odczepkę, żeby Ciebie czymś zająć.

        Ciekawa jestem, co facet wymyśli następnym razem.
        • melania_ania Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:41
          A jaka różnica? Chodzi o to samo...Mozna uzywac róznych nazw uzaleznienie od
          seksu, od pornografii, od erotyki ale moim zdaniem chodzi ciągle o to samo.
          • to.ja.kas Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:44
            Pewnie tak. Tylko jakby czesta chec na ogladanie pornosow byla od razu
            zakwalifikowana jako jednostka chorobowa to 90% facetow musialaby sie leczyc.

            Facet AK generalnie ma trzy problemy (wnioskuje tylko po tym co Ona pisze).
            LENISTWO EGOIZM I TUMIWISIZM.
            A to nie jest jednostka chorobowa. To jest brak wiezi we własnym zwiazku i brak
            fascynacji partnerem.
            • melania_ania Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:52
              Tylko że to się ze sobą wiąże. Ludzie uzależnieni tworzą chore związki, bo
              innych nie umieją stworzyć. Ja uwazam że uzależnienie od seksu (czy
              czegokolwiek innego) wiąże się z tym że człowiek jest kiepskim partnerem do
              życia. Sama takiego miałam więc wiem co mówię smile
              • to.ja.kas Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:59
                Ja tylko stwierdzam fakt, ze poki nikt nie zdiagnozuje to guzik wiemy czy to
                uzaleznienie czy brak milosci i fascynacji.

                Facet nie mowi "nie chce mi sie z Toba bzykac, bo jestes nudna" bo wie, ze
                kobitka go zabije jak jej tak powie albo wpadnie w histerie. Facet nie
                powie "roztylas sie i mi sie nie podobasz" tylko pooglada wg niego atrakcyjne
                babki w necie.
                Beznadziejne zwiazki to nie tylko zwiazki "holikow" ale przede wszystkim ludzi
                ktorzy sie nie kochaja, nie szanuja, nie maja wspolnej wiezi, nie sa soba
                zafascynowani i nic ich nie laczy. Moj facet byl uwazany za takiego co to mysli
                tylko o jednym gdy byl w malzenstwie. Seks byl probleme, bo On chcial duzo, Ona
                wcale. Potem Mu sie odechcialo, a Ona jak poczula, ze traci Jego
                zainteresowania wpadla w lament. Tylko, ze bliskosc i fascynacja umarly. W
                naszym zwiazku seks jest czyms co nas zbliza i jest fantastyczny. Ona stwierdzi
                ze On byl chory bo chcial jednego, ja powiem, ze jest swietnym kochankiem smile)))

                Co czlowiek do diagnoza.
                • melania_ania Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 15:18
                  Ok. z tym się zgadzam ze mozemy sobie gdybac czy jest uzalezniony czy
                  nie...Moze jest, a moze to tylko wymówka.
                  A nawet gdyby byl to do leczenia go nikt nie zmusi.
    • kasiar74 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 14:59
      podziwiam twoją determinację i sły, ja juz ich nie mam bo wiesz ak70, nie da
      się zbudowac związku samemu, do tego potrzebne są dwie strony i choćbys nie
      wiem jak przeanalizowała męża to nie nie dasz rady za dwoje sama tego ciągnąć,
      a on i tak zawsze będzie mieć jakis porblem, wymówki i odpały, wierz mi wiem co
      mówię
      • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 15:34
        Kasia - dzieki. Wiem, że masz rację... i powiem Ci, że ja mu tego nie wmawiam,
        ja powiedziałam mu, że jest pornoholikiem jak po raz kolejny przyłapałam go na
        oglądaniu (chyba tak to musze nazwać, bo natychmiast zwija strone do paska
        kiedy wchodze do pomieszczenia), ale to było raczej rzucone żartem, ale z
        wyrzutem, bo mnie to boli. Zapytał mnie co ma z tym zrobić, a ja na to, żeby
        pozbył się tego chłamu z komputera i poszedł na terapie, bo człowiek staje sie
        tym czym sie karmi, a jemu (i naszej rodzinie) to oglądactwo na zdrowie nie
        wyszło. Zapytał "a co to zmieni?"... ja "może bedziesz bardziej wartosciowym
        człowiekiem, może dostrzeżesz cos poza własnymi potrzebami, może zaczną cie
        interesować dzieci i budowanie relacji z nimi, może przestaniesz traktowac mnie
        przedmiotowo? i moze to wszystko sprawi, że na nowo ci zaufam, że zaczniemy
        budować nasz związek na solidnych podstawach, a nie na glinianych nogach".
        A jemu zamknęła sie buzia. "Musze to przemysleć" i tyle.
        • kruszynka301 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 16:08
          moment - Ak, to wreszcie twój przyznał się do pornoholizmu, czy Ty mu to powiedziałaś, kiedy po raz kolejny go przyłapałaś?

          Zaraz pewnie zacznie się dyskusja, czy to przeglądanie świerczyków to normalne, czy nie........ I kiedy wogóle można mówić o chorobie.
          Ja nie mam nic przeciwko oglądaniu, bo później moja połówka ma różne nowe pomysły, co mi bardzo odpowiada.
          • agash4 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 17:26
            do ak70 ja mysle, ze Twoj maz ma swiadomosc co sie dzieje i ze "przegina",
            czyli ze cos z nim jest nie tak. Tylko, ze jemu z tym dobrze. Po co ma
            zmieniac? Wydaje mi sie ze ten jeden raz jak go przylapalas z tym kompem, po
            prostu nie mogl sie wyprzec i rzucil Ci to o czym Ty wiesz, o czym on wie. On
            nie chce nic z tym zrobic. Przykre i okrutne. A jak slysze "musze przemyslec",
            to jakbym slyszala wlasnego eksa i az mnie rzuca. Tyle ze on mial kochanke, a
            np "musial przemyslec" caly weekend - wersja dla mnie - w samotnosci, wersja
            prawdziwa - u kochanki w domu. "Przemyslenia" sa gra na zwloke. Gdyby nie byl
            chory + egoista, dawno by smarowal do przychodni i wyrzucil
            wszystkie "materialy". Ale i tak nie jest pewne czy nie gra na zwloke, zeby
            uspokoic Twoja czujnosc. Ja sie nie placze w zadne ratowanie, juz nie.
    • der1974 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 28.07.06, 21:36
      Przepraszam, ale mało nie padłem ze śmiechu jak przeczytałem ten tekst - "ja
      buduję bliskość przez seks". Rewelacja! Podobne do tego co pewna pani usłyszała
      od męża (facet lat ok 30) - "ja już jestem w wieku poreprodukcyjnym więc nie
      będę współżył".
      A mi się wydawało, że seks to konsekwencja bliskości, a nie odwrotnie. Ale
      każdy ma prawo do swoich priorytetów.
      Na poważnie, ja myślę, że niewiele z tym zrobisz. Skoro dla niego seks jest tak
      ważny to nie zmieni zachowania. I albo się z tym pogodzisz albo nie. Jakoś nie
      widzę innej alternatywy. Tu nie chodzi o leczenie, tylko o fizjologię. No bo z
      czego chcesz go leczyć jak jemu to pasuje? Zmienisz chłopa na siłę? Nie da się.
      • scriptus Kupuję to zdanie :))))) 28.07.06, 22:05
        "ja już jestem w wieku poreprodukcyjnym więc nie będę współżył".

        Kupuję to zdanie smile)))) świetne, może się przydać
        Wprawdzie nikt mnie do współżycia nie zmusza, ale gdyby... smile)))))))
        • daleko_do_siebie Re: 28.07.06, 22:12
          Gdyby..smile))) A gdyby nie, to tylko prowokacja. Nie używaj przed przeczytaniem
          ulotki. I skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.
          • libra22 terapeuci 28.07.06, 22:23
            Nie wydaje mi się, abyś znalazła terapeutów od "porno", bo nawet od
            uzależnienia od internetu jest w Polsce mało (tzn dane sprzed 2 lat).
            Jednak ogólnie schemat uzależnień i wychodzenia z nich jest podobny, więc dobry
            terapeuta powinien sobie poradzić.

            Na marginesie głównego wątku i nie odnośnie problemu aki: czasem seks daje
            namiastkę bliskości i czułości, której każdy potrzebujesmile
        • 1madzia Re: Scri... 29.07.06, 11:41
          "więc nie będę współżył"

          Acha, już to widzę, jak zrobisz użytek z tej myśli przewodniej. Jak przyjdzie
          co do czego, to prędzej przypomnisz sobie, że masz amnezję niż przepuścisz
          okazję.
          Zresztą życzę Ci dużo takich "co do czego"...

          Życzliwa
          • scriptus Re: Scri... 29.07.06, 18:33
            big_grinDDDDD To wszystko nie jest aż takie proste.
            Opowiem Ci Madziu historyjkę z cyklu "na której randce ma być seks". Wiadomo, że
            jeżeli związek traktujemy poważnie i perspektywicznie, to nie na pierwszej, taka
            jest zasada.
            Pewien mój dobry znajomy, kawaler po lekkich przejściach, które zdarzają się
            absolutnie każdemu kawalerowi, spotkał dziewczynę. Dziewczyna była rzeczywiście
            "w jego guście" i dodatkowo, udało się z nią umówić na randkę, była kolacyjka,
            i dylemat, co robić... Mając na uwadze ową zasadę i traktując wybrankę poważnie,
            wytężył swój intelekt i zamiast wskoczyć z nią do łóżka, umówił sie na drugą
            randkę. Jednak dziewczyna była taka, facet po prostu wpadł, zabujał się,
            zwariował. Wiadomo, że druga, to nie pierwsza, mój znajomy, z akademickim
            doświadczeniem z akademika, randka po kolacyjce miała kontynuację w łóżku, potem
            śniadanko i następna randka. Czwarta, czy piąta zakończyła się jakimś konfliktem,
            • scriptus Re: Scri... 29.07.06, 18:54
              z jakichś, niezbyt istotnych przyczyn, jednak koleś, wypełniony po brzegi
              endorfinami i uzależniony od nich, nie zrozumiał, że pora się wycofać na z góry
              wyznaczone pozycje, tylko dalej chodził za panienką tak długo, aż dla świętego
              spokoju za niego wyszła. Potem wyprosił, żeby wyjęła spiralkę i urodziła mu
              dzieci. Zgodziła się, lecz zaczęła stawiać mnóstwo warunków, coraz bardziej
              wymyślnych. Jak się urodziły dzieci, do warunków doszedł szantaż - odejdę, a
              potem kolejny - i zabiorę dzieci. Kobieta była wiecznie niezadowolona. I tak ze
              szczęśliwego endorfinomana zrobił się nieszczęśnik na odwyku.
              Pewnego razu, w zasięgu wzroku pojawiła się piękna kobieta. tak piękna, jak jego
              żona, albo, młodsza, piękniejsza, piękna, jak jego żona w młodości. W ramach
              ćwiczenia męskiej sprawności umówił się z nią na randkę. Okazało się, że piękna
              kobieta dostarczyła mu endorfin. Czy można z nią iść do łóżka na pierwszej
              randce?? Dylemat, przecież ma żonę i dzieci. Nie może traktować tego związku
              poważnie, zatem, teoretycznie, można na pierwszej randce, nie ma przeszkód, ...
              poza jedną, żona. Nie może się dowiedzieć. I świadomość, jeżeli się zdecyduje na
              zdradę, będzie musiał żyć ze świadomością zdrady.
              Dalsze scenariusze są różne. Jedni ulegają działaniu endorfin, inni boją się
              wyrzutów sumienia. Jedni żyją dalej w swoich związkach, drudzy stwierdzają, że
              związek nie jest wart utrzymania i rezygnują (biedne dzieci). I dodatkowo,
              niektóre żony dowiadują się o romansie i wtedy następuje ROZWÓD.
              • 1madzia Re: Scri... 29.07.06, 22:31
                Po tak dokładnej eksplikacji wypada mi tylko powiedzieć, że chyba zrozumiałam.
                Ale dlaczego "okazje" facetom kojarzą się tylko w aspekcie poza małżeńskim?
                Tego nie kumam.
                Życzę dużo "co do czego" w obrębie ślubnej znajomości z płcią piękną (jeszcze
                czy kiedyś piękną), no chyba, że ktoś preferuje zgodność płci...

                Nadal życzliwie smile
                • scriptus Re: Scri... 30.07.06, 20:42
                  1madzia napisała:


                  > Ale dlaczego "okazje" facetom kojarzą się tylko w aspekcie poza małżeńskim?

                  Nie wiem, dlaczego "okazje" zdarzają facetom się na ogół w aspekcie
                  pozamałżeńskim. Przypuszczam, że to dlatego, że gdyby ktoś chciałby się umówić
                  na randkę z własną żoną, ta patrzy jakoś tak dziwnie, myśli zapewne , że chłop
                  zwariował.
                  Dlatego następnym razem przeciętny chłop już nie wariuje i jeżeli umawia się na
                  randki, to raczej z inną żoną, nieswoją, czyli taką, która nie jest zdziwiona
                  tym faktem, że się ktoś z nią umawia na randki.

                  Dziękuję za sympatyczne życzenia
    • berek_76 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 29.07.06, 13:31
      AK, kochana - ten gośc permanentnie robi Cię w balona. A Ty się dajesz.

      Zjawisko jest powszechne. Wystarczy zdiagnozować: "Jestem ....... (tu wstaw, co
      sobie chcesz, od filatelisty po pedofila)" i sprawa załatwiona. Zamiast
      sukinsyna, lenia, egoisty - biedny, chory człowiek, który chciałby się zmienić,
      ale nie może, bo już taki JEST.

      Ja to przerabiam od dłuuuuuuugiego czasu i już się uodporniłam. tekst "taki już
      jestem" przestał wywoływac opadanie czegokolwiek (owszem, wśród przyjaciół moge
      się przyznać - czasem majtki tak jakby, ze śmiechu... wink ).

      Nie daj się wkręcać, kobieto. nie ma znaczenia, jak nazwiesz problem. problem
      nie rozwiązuje się od nadania mu ładnej nazwy, tylko od wzięcia się w garśc i
      zmiany tego, co jest złe. Kiedy tego nie ma - a u Ciebie z każdej relacji
      widać, że nie ma NIC, NIC, NIC!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - to też nic się nie zmieni.

      IMHO, oczywiście, ale popartej osobistym doświadczeniem.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • phokara Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 30.07.06, 10:06
        Zgadzam sie z Berkiem.
        I dodam cos jeszcze, cos co przychodzi mi do glowy, jak patrze na caloksztalt
        opisywanej prze Ciebie historii.
        Masz typowy syndrom 'matki Teresy', jak to nazywam. Na sile i wbrew szystkiemu
        sklejasz porozbijany swiat dookola, heroicznie i bez zadnej sensownej
        strategii, byle sie tylko dalo jakos w tym zyc. I generalnie nie ma w tym nic
        zlego, to jest sprawa indywidualnych wyborow, szczerze mowiac to nawet takie
        osoby w pewien sposob podziwiam, choc jest to dalekie od mojej filozofii zycia.
        Tylko tak sobie mysle, ze zeby moc dzwigac na barkach taki ciezar egzystencji
        to potrzeba nie tylko slepego samozaparcia, ale wielkiej madrosci i wielkiej
        sily. Ty jej nie masz. Sama jestes porozbijana i pokaleczona, ale nic z tym nie
        robisz, bo po prostu nie masz czasu - zawsze jest cos/ktos wazniejszego do
        polatania, trzeba pomyslec o tylu sprawach, ze juz dla Ciebie samej w ogole nie
        starcza Ci energii. Niby zdajesz sobie sprawe, ze musisz zrobic porzadek z sama
        soba, ale uwazasz, ze wszystko dookola jest wazniejsze i wymaga szybszej
        reakcji, bo moze sie rozwalic do konca, jak Ty bedziesz skoncentrowana na
        sobie. Pewnie, ze sie moze rozwalic, a wrecz zdziwilabym sie gdyby tak sie nie
        stalo, bo w koncu kto sie bedzie staral, jak Ty sie na chwile wycofasz? NIKT.
        Nie masz obok siebie zadnego sprzymierzenca, prowadzisz te walke solo, choc
        wcale nie w wylacznie wlasnym interesie.
        Oczywiscie, jak napisze Ak "zajmij sie soba" to Ty przez chwile moze nawet
        pomyslisz, ze to sensowna rada, a za moment o tym zapomnisz i przystapisz do
        kolejnej reanimacji swojego meza/zwiazku etc... Tylko ja nie znam przypadku,
        zeby ktos sam porozbijany posklejal wszystko dookola, a potem sam dzieki temu
        uleczyl w cudowny sposob. No chyba, ze faktycznie zdarzylby sie cud. Ale jakos
        jestem sceptyczna co do takiej ewentualnosci. Normalna kolejnosc jest taka -
        staram sie sama poskladac i daje czas drugiej stronie na poskladanie, a potem
        bierzemy dwie polowki do kupy i patrzymy, czy to sie sklaja w jedna, ladna
        calosc. Jak sie skleja to ok, czas na swietowanie z powodu wygranej bitwy, a
        jak nie - to nie dorabiamy dupie traby z nadzieja, ze wyjdzie z tego slon, bo
        juz jestesmy zdrowi i samoswiadomi, wiec wiemy, ze nie wyjdzie i szukamy sobie
        innego patentu na zycie.
        W innym watku pisalam o tym, jak ma sensownie wygladac "dawanie szansy" po
        zdradzie, ze to jest wielka odpowiedzialnosc i heroizm tego, kto ja daje. I ze
        to jest szansa dla obu stron na cos lepszego, na umocnienie wlasnej osobowosci.
        Ty z tego nie korzystasz. Z tej szansy korzysta Twoj wspanialy maz, choc slowo
        'korzysta' nie wiem, czy jest wlasciwym okresleniem, bo smiem watpic, ze on w
        ogole postrzega to w kategoriach szansy, jaka dostal i ktora powinien cenic i
        niebiosom za nia dziekowac. Mysle, ze on ma to w dupie, co mnie nawet
        specjalnie nie dziwi, bo Ty nie umiesz zaznaczyc wlasnej autonomii i postawic
        przed nim zadnych wymagan. Cieszysz sie najmniejszym pozytywnym gestem z jego
        strony, ktory interpretujesz jako krok milowy w dochodzeniu do sielankowej
        wizji Waszego zwiazku, a jest to zwykly ochlap, ktory go jakos sporo nie
        kosztuje. Zreszta co tam on bedzie sie staral i myslal o jakim 'dobrym zwiazku'
        skoro wykazal sie bohaterstwem i wrocil do domu? To przeciez wystarczy, teraz
        niech pani malzonka pozamiata wszystko ladnie i odprasuje te szystkie rysy na
        pogniecionych zyciu. I Ty to robisz. Nie wiem, skad masz tyle sily, ale
        dzwigasz to wszystko na plecach bez grama refleksji. Bo ten jeden gram moglby
        Cie wykonczyc. I tu jest wlasnie pasztet.
        Teraz (po raz kolejny) tez nie zajmiesz sie soba, bo NAGLE okazalo sie, ze Twoj
        maz ma wielki problem i jest sexoholikiem. No to przeciez trzeba go ratowac -
        bo to jest Wasz WSPOLNY problem. Pewnie, a za chwile zmieni sie w TWOJ problem,
        wylacznie Twoj, bo przeciez on nie widzi w sobie zadnego problemu, zreszta po
        co, skoro Ty robisz to za niego. Wszystko robisz za niego, albo dla niego, albo
        dla zwiazku, albo dla dzieci... albo...
        Nie wiem kiedy zrobisz cos dla siebie i czy jak dorosniesz do tego, ze to
        najsensowniejsze rozwiazanie, to jeszcze cos z Ciebie zostanie.
        Twoj maz ma Cie w nosie. Ale nie bede pisac, ze jest zlamasem i kretynem, bo
        uwazam, ze Ty nie jests dla niego zadnym partnerem. On Cie po prostu nie widzi,
        nie widzi w Tobie ani sprzymierzenca ani przeciwnika, bo nie potrafisz
        okreslic, gdzie sa Twoje granice autonomicznej jednostki. Bo granic Twojej
        swietej cierpliwosci to wcale nie ma.
        Zawsze bedzie cos wazniejszego od Ciebie do naprawienia. Jak sie uporasz z
        sexoholizmem, to sie pojawi nastepny problem. Zaczna go przesladowac wsciekle
        wiewiorki albo zlosliwe krasnale ogrodowe. Albo, co najbardziej prawdopodobne
        znajdzie sobie nastepna kochanke - bo w koncu jest chory, no ale juz taki jest,
        wiec zawsze bedzie czul sie usprawiedliwiony. Nie tylko w swoich oczach - w
        Twoich tez.

        Nie zmienisz go, jesli nie zmienisz siebie. Byc moze wtedy tez go nie zmienisz,
        ale juz nie bedziesz rozpaczac z tego powodu.
        Doprawdy zwiazek pomiedzy dwojgiem ludzi nie polega na tym, ze jedno niesie na
        plecach tego drugiego, tylko ze ida razem, a tylko w wyjatkowych przypadkach
        ktos kogos bierze na plecy i przenosi przez zyciowy dolek, wierzac, ze moze
        liczyc na wzajemnosc w innej sytuacji. Czasem juz lepiej isc samemu, bez garba
        na plecach... tak sie jakos z miejsca lzej czlowiekowi robi. Na duszy
        zwlaszcza.

        Wiesz, jak walil mi sie zwiazek i nie bylam pewna, co robic i czy chce byc z
        tym facetem, ktory w koncu dal mi wiele szczescia, jakby nie bylo... zadalam
        sobie jedno pytanie. Czy po tym wszystkim, co wiem o nim teraz jestem w stanie
        wierzyc, ze gdybym pewnego dnia wpadla pod tramwaj i ucielo by mi nogi, to bede
        mogla na niego liczyc? Odpowiedzialam sobie na to pytanie, a dzis jak ktos sie
        mnie pyta dlaczego mi sie nie udalo, to zawsze odpowiadam, ze przez tramwaj.
        Bynajmniej nie przez kochanke.
        I tak sobie mysle, ze Twoj maz w takiej sytuacji by zwial w podskokach, a Ty
        bys jeszcze sie za nim czolgala, zeby mu pomoc uporac sie z ta okropna i trudna
        dla niego sytuacja.
        Moze brutalne ale tak wlasnie to widze.
        Przestan byc matka Teresa. Nie masz do tego ani sily ani talentu.
        • 13monique_n Pho... 30.07.06, 10:24
          ...podsumowalas to wszystko, co robilam przez ostatnie dwa lata. Trzezwo. W
          punktach. Cos, co intuicyjnie czulam, ale nie potrafilam z braku dystansu juz
          tego tak nazwac.
          Jestem Ci winna wielka wdziecznosc, za to, ze odpowiedzialam na pytania, ktore
          zadalas. I jestem wreszcie szczesliwa.
          • buba77 Re: Pornoholizm - jak to leczyć 30.07.06, 21:38
            trudno coś dodać do wypowiedzi Phokary.
            Powiem o swoim doświadczeniu (problem alkoholu). Jak ja zaczęłam myślec o sobie
            i się zmieniać, czyli: mówić czego sobie nie życzę i nie toleruję, nie zgadzam
            się, a potrzebuję i pragnę tego i tamtego i zaczęłam żyć mniej więcej własnym
            zyciem, czyli przestałam próbować go zmieniac, tłumaczyć, ratowac z opresji,
            zajęłam sie swoimi sprawami, to... on tego nie wytrzymał. Poszedł do innej.
            W przeciwieństwie do eksa Pho ja mogłam liczyć na swojego w ekstremalnych
            sytuacjach (sprawdziło sie to wprawdzie dopiero po rozstaniu - zachowuje się
            idealnie, bardzo się zmienił, myślę, ze to w czesci moja zasługasmile)
            U mnie to co zadecydowało o decyzji rozstania, to szacunek do samej siebie. W
            pewnym momencie poczułam, że jak dłużej z nim bede, to ten szacunek dla siebie
            stracę.
            Rozstanie było dla mnie decyzją bardzo na wyrost, naprawdę mi trudno, kiepsko u
            mnie z samodzeilnością, ale nie żałuje.
            • daleko_do_siebie Re: Pornoholizm - jak to leczyć 30.07.06, 22:23
              Liczą sie nawet te mniej drastyczne niż tramwaj smile) rzeczy. Zastanów się jakie
              Twoje istotne potrzeby jeszcze i czy? zaspokaja ten związek. Czy czujesz się
              bezpieczna, akceptowana, szanowana, ważna, pożądana? Przecież po coś do licha za
              tego faceta wychodziłaś? Czy Twoje problemy są ważne, czy on Cię wysłucha,
              doradzi, pocieszy? Czy przytuli i uspokoi? Czy sam szuka u Ciebie wsparcia? Czy
              ważny jest Twój uśmiech, istotny Twój odpoczynek? Czy ważne to, co lubisz?
              Wszystko inne znajdziesz u przyjaciół, rodziny, koleżanek, sąsiadów. Kiedyś on
              był dla Ciebie najważniejszy, ale i Ty miałaś być najważniejsza dla niego. Czy
              tak jest? Czy jest szansa by było?
              Nie udźwigniesz i siebie i dzieci i jeszcze jego. Wiara nie przenosi gór.
              Wybierz najpierw samą siebie, bo jeśli siebie nie udźwigniesz to przegrasz.
              Potem wybierz dzieci, Jeśli on będzie Ci towarzyszył, jeśli coś do tego włoży,
              zobaczysz.
              I nie ekscytuj się tym, że wyrzucił śmieci - robił to mój sublokator, poszedł z
              dzieckiem na spacer - chodziłysmy z koleżanką na zmianę, że w ogole okazał
              jakieś oznaki życia. Ma być Twoim mężem, partnerem - nie łaskawcą, który od
              czasu do czasu rzuci Ci ochłap.
    • nangaparbat3 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 30.07.06, 23:12
      Moze sie całkowicie mylę, ale czy nie przesadzacie? Zdaje się, ze strony porno
      sa najczesciej odwiedzane w internecie, więc to nic takiego. A Ty, AK, masz
      bardzo powazne podejscie do seksu - a gdyby w seksie z mężem zobaczyć dobrą
      zabawę? Samej wymyslić jakąś nową pozycję? Przestać deliberować nad tym, co on
      sobie mysli, co czuje, odblokować sie troche i właśnie - pobawić? Obejrzeć cos
      wspolnie - niech bedzie soft, on sie pewnie i na soft zgodzi, gdyby to miala
      byc wspolna zabawa. Nie zebys sie dla niego poswiecala, Boze broń, ale zebyś
      sprobowala sama miec z tego troche uciechy. Nawet jesli z lekka perwersyjnej -
      co z tego? W koncu to Twoj mąż, nie grzeszysz.
      Ja cały czas mam wrażenie, ze Wy tym seksem gracie o dominację, oboje.
      • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 09:03
        Wooow!
        Przyszłam do paracy, włączyłam kompa i... posypało mi sie na głowę sad(
        Więc teraz spróbuję pomalutku odpowiedzieć.

        Nan... słonko. Mnie się wczoraj trochę poukładało po filnie "Miasto aniołów".
        Wiem, że może to głupie, ale chyba takiej miłości potrzebuję, choć wiem, że
        możliwa jest tylko w filmach. I Nan - nie jest tak, że ja nie wymyślam nowych
        pozycji, miejsc czy zachowań w seksie! Pomysł na seks na balkonie w czasie
        burzy był moim pomysłem (mieszkamy na parterze smile) i tak się spodobał m., że
        teraz tylko tam chce się kochać smile Myślę, że problem polega na tym, że dla mnie
        ważniejsza jest bliskość emocjonalna, świadomość tego co napisała
        daleko_od_siebie: "Czy czujesz się
        bezpieczna, akceptowana, szanowana, ważna, pożądana? Przecież po coś do licha za
        tego faceta wychodziłaś? Czy Twoje problemy są ważne, czy on Cię wysłucha,
        doradzi, pocieszy? Czy przytuli i uspokoi? Czy sam szuka u Ciebie wsparcia? Czy
        ważny jest Twój uśmiech, istotny Twój odpoczynek? Czy ważne to, co lubisz?
        Wszystko inne znajdziesz u przyjaciół, rodziny, koleżanek, sąsiadów. Kiedyś on
        był dla Ciebie najważniejszy, ale i Ty miałaś być najważniejsza dla niego. Czy
        tak jest? Czy jest szansa by było?" - TAK POWINNO BYC! Ale tak nie jest, bo dla
        mojego m. ważniejszy jest seks i to "przez seks buduje bliskosc". Wniosek z
        tego, że zakocha sie w prostytutce czy kochance, która da mu max seksu,
        perwersji, ciągłych zmian i przebieranek. Ja - normalna kobieta, ze swoimi
        potrzebami bliskości emocjonalnej, ciepła, poczucia bezpieczeństwa i miłości -
        nie mam szans sad
        I nie gram o dominację s4eksem, ani niczym innym, bo dla mnie małżeństwo to
        partnerstwo i - jak rewelacyjnie określiła to Pho - przenoszenie sie przez
        życiowe dołki, które zdarzają sie każdemu.

        Pho... teraz do Ciebie kochana smile Powaliłaś mnie na kolana, po prostu sie
        popłakałam czytając Twój post... Kiedyś podczas "rozmowy" z m. powiedziałam mu,
        że boje się, że jeśli coś mi się stanie i np. wyląduje na wózku inwalidzkim, to
        wtedy juz w ogóle będe miała przerąbane... wiesz co mi powiedzial? "Oddam cie
        do mamusi bo tylko ona umie sie tobą zająć"... Chciałam do tego
        dorobić "ideologie" (czuje sie niespełniony, uważa, że nie jest dla mnie dość
        dobry, itp.), ale juz nie bedę tego robić... jest mi po prostu bardzo przykro i
        boli mnie to co powiedział.
        Pho... masz rację!! Ja jestem taka "matka Teresa"... ale moja mama jest taka
        sama (i naprawde ma na imie Teresa wink) Niedaleko pada jabłko od jabłoni...
        mojej mamie też przydałaby sie terapia DDA, chociaż pewnie jakieś 30 lat temu sad
        Ona mnie nie rozumie i nie zrozumie, bo dzieli nas przepaść, jednak jest jedyną
        osobą, która bez względu na okoliczności rzuci wszystko, żeby mnie przytulić,
        wysłuchać i pocieszyć. I ja tez taka jestem... wystarczy ten "ochłap" rzucony
        przez m. a ja juz jestem gotowa mu pomagać... cholera... cholera. Cholera!! JAK
        mam to zrobić? JAK zacząć myśleć o sobie? O dzieciach? Przestac o nim? Staram
        sie być pomocna i wychodzic naprzeciw jego potrzebom, a potem zamiast pomocy i
        zrozumienia, wsparcia i miłości dostaję pretensje... KIEDY nauczę sie rozumu?
        PHO! Mów do mnie... proszę Cię... !!

        Bardzo, BARDZO dziekuję Wam za wszystkie wypowiedzi. Chyba powinnam drukować
        niektóre posty i czytać... czytać... przywracacie mnie do pionu, naprawdę. Rady
        są fantastyczne, mój umysł je przyjmuje bez zastrzeżeń, tylko z realizacją
        narazie idzie mi kiepsko sad "Duch ochoczy, ale ciało słabe"... Ale staram się,
        staram...
        Mam nadzieje tylko, że Was nie zanudzam, jesli tak jest po prostu powiedzcie, a
        zamkne buzię. Pozdrawiam!
        • berek_76 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 09:32
          JAK
          >
          > mam to zrobić? JAK zacząć myśleć o sobie? O dzieciach? Przestac o nim? Staram
          > sie być pomocna i wychodzic naprzeciw jego potrzebom, a potem zamiast pomocy i
          > zrozumienia, wsparcia i miłości dostaję pretensje... KIEDY nauczę sie rozumu?
          > PHO! Mów do mnie... proszę Cię... !!

          TERAPIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nie małżeńska, tylko idywidualna. IMHO tylko tak.

          I nie pisz, że "już taka jesteś" i "masz to po mamusi". Jakby mamusia była
          morderczynią, to nie czułabyś się dumna z podobieństwa do niej pod tym względem,
          nie? Nie wszystko, co mamusia nam w genach i wychowaniu przekazała, jest dobre.
          A jeśli dobre nie jest, trzeba próbować to zwalczyć.

          I ja nie wiem, ale IMHO pierwszym krokiem powinno być uwolnienie się od
          kwitowania problemu etykietką "bo ja jestem DDA". To jest ważne, żeby zdać sobie
          sprawę z problemu, ale jesli nie idzie za tym jego rozwiązywanie, jest bez
          sensu. DDA to nie jest takie określenie-wytrych, a ja się obawiam, że zaczynasz
          to traktować trochę jak twój mąż swój "pornoholizm" - jestem DDA, trudno, nic
          się z tym nie da zrobić.

          Owszem, da się. Zasuwaj, dziewczyno, do terapeuty i nie daj sobie wody z mózgu
          robić.

          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
          • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 09:40
            Berek... ale ja ide na terapie!! Grupowa od października... pisałam juz o tym i
            tego sie trzymam!
            Nie usprawiedliwiam sie genami, napisałam tylko - informacyjnie - że moja mama
            tez taka jest i wcale mi sie to nie podoba. I napisalam tez, że gdyby terapie i
            psycholodzy 30 lat temu nie byli tematem tabu i powodem do wstydu, i gdzyby
            znalazł sie ktoś mądry (jak Wy) i wypchnął moją mame na terapię to ja byłabym
            teraz inna osobą!! Nie męczyłabym sie z ojcem alkoholikiem, nie byłabym
            molestowana i - byc może - nie byłabym żoną tego faceta!! Tylko tyle... AŻ
            tyle sad
            Nie kwituje problemu etykietką DDA... chcę i będe z tym walczyć. Ale łatwiej
            jest walczyć we dwoje... sad(
        • nangaparbat3 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 09:47
          Kochana, wiesz ze Cie lubie i zyczę jak najlepiej. Ale teraz napiszę coś
          twardego:
          przestań wreszcie zajmowac się tym, jak on Cie traktuje, co on do Ciebie czuje,
          co zrobił i czego nie zrobil, a co powinien byl zrobic i powiedzieć i w jaki
          sposob.
          Na miejscu tego faceta mialabym uczucie, ze sie duszę i chciałabym Ci dokuczyć.
          Idź koniecznie na terapię, Berek po tysiąckroć ma rację, zajmuj sie czym sie
          da, byle nie jego stosunkiem do Ciebie.
          Bo powariujecie oboje.
          Możesz żądać od niego wiecej pomocy w domu, jasno i konkretnie (byle nie w
          formie wyrzutów), ale nie tego, żeby Cię przytulił. Bo na takie żądania ludzie
          reagują oporem, czy nam sie to podoba, czy nie. Mnie sie nie podoba, gdyby ex
          mnie przytulał i głaskał po tyłku, pewnie nigdy bym sie z nim nie rozwiodła,
          ale perswazją tego nie osiagniesz, to masz jak w banku. Jesli jednak się
          między Wami poprawi, to pewnie sacznie przytulac sam z siebie, czego Wam obojgu
          gorąco życzę.
          • z_mazur Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 10:09
            Nanga nie zgadzam się z Tobą do końca.
            Jestem po terapii i wiem że zdrowy emocjonalnie człowiek ma prawo i wręcz
            powinien umieć wyartykułować swoje potrzeby.
            Czyli jesli masz ochotę być przytulona to po prostu podchodzisz do męża i
            mówisz "przytul mnie bo tego potrzebuję". Najistotniejsze jest to, że zdrowy
            emocjonalnie człowiek musi liczyć się z odmową i umieć sobie radzić z tą odmową.
            Podchodzić do niej racjonalnie i oceniać ją tylko jako efekt reakcji na własną
            prośbę.
            Dlaczego ludzie mają reagować oporem na prośbę. Spróbuj nanga podejść do
            jakiejś bliskiej Ci emocjonalnie osoby (przyjaciel(ciółka), dziecko) i poproś
            wprost "przytul mnie" zobaczysz że ludzie wcale nie reagują oporem, wręcz
            przeciwnie. Skąd ktoś ma wiedzieć, że Ty akurat w tym momencie potrzebujesz
            przytulenia?
            • buba77 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 10:50
              AK, wymieniałaś kiedyś cechy DDA? to rób coś przeciwnego niż tam jest napisane.
              Znajdź informacje, książki o współuzależnieniu, nie czekaj do października. Mam
              nadzieję, że tarapii grupowej będzie towarzyszyć terapia indywidualna. To
              powinno iść w parze.
              • phokara Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 13:59
                Miasto aniolow, tez bym chciala takiej milosci a juz takiego Nicolasa to zwlaszcza. To taka
                luzna uwaga na poczatek. Zebysmy sie nie podusili od tej serio atmosfery.
                Ale zostanmy przy filmie, moze bedzie latwiej cos pokazac na przykladzie. Oprocz tgo, ze love
                story jest bajkowe I zaklada istnienie aniolow w wersji meskiej, hahaha (niezly zart) to
                zastanowmy sie na chwile nad relacjami w tym zwiazku. Zapomnijmy, ze facet w czarnym
                plaszczu jest aniolem, pomyslmy, ze to normalny facet, ktory zakochal sie w kobiecie I z
                wlasnej woli postanowil z nia byc. Dlaczego z nia? Pomijajac metafizyczno-chemiczne aspekty
                milosci I cudna buzie Meg Ryan, faceta zafascynowal swiat tej kobiety, byl go cholernie
                ciekawy. Czul, ze moze duzo od niej dostac I duzo jej przekazac.

                Najcudowniejszy zwiazek zdycha, jesli partnerzy nie potrafia wyjsc w pewnym momencie ze
                swojej milosnej skorupy I otworzyc sie na swiat. Na wspolne ogladanie tego swiata, pokazywanie
                sobie jego roznych aspektow, dyskusje I wzajemne napedzanie sie na wielowymiarowe zycie.
                Zauroczeniowa faza ajlawki mija dosc szybko I w to puste miejsce trzeba wstawic cos innego.
                Fascynacja soba jest krotkotrwala, w przeciwienstwie do fascynacji zyciem, ktora generalnie
                malo komu przechodzi I na cale szczescie.

                W Waszym zwiazku, jak zauwazyla Nan, panuje totalna duchota I taplanie sie w tych samych
                klimatach, bez jakiegokolwiek przewiewu. To taki troche syndrom ?kiszonych ogorkow?. Weki sa
                zamkniete na amen I odstawione do ciemnej piwnicy. I zeby bylo jasne, tak sie dzieje wlasnie w
                tej "emocjonalnej" warstwie, na ktorej tak bardzo Ci zalezy.
                Ak - nie masz w ogole wlasnego swiata. Caly Twoj swiat jest scisniety do rozmiaru Twojego
                zwiazku, no czyli powiedzmy sobie szczerze, za duzy to on nie jest. Cala Twoja zyciowa rola
                jest sprowadzona do funkcji bycia zona/matka. Wszystkie Twoje problemy wynikaja z relacji w
                zwiazku, a Twoj maz przeslania Ci wszystko po horyzont. To nie jest zaden swiat, to jest
                swiatek wepchany do pudelka od zapalek. I najsmieszniejsze jest to, ze uwazasz, ze jesli te
                zapalki sie wysypia to nic z Ciebie samej nie zostanie. Czujesz sie wartosciowa tylko w
                aspekcie drugiej strony, sama dla siebie nie jestes ani troche interesujaca. Ale chcesz byc
                interesujaca dla swojego partnera. To nierealne. Wyznajesz filozofie, ze uczucie polega glownie
                na ?dawaniu? ale tak sie zafiksowalas na ciaglym dawaniu I dawaniu, nawet jak Cie nikt o nic nie
                prosi, ze przeoczylas dosc istotny fakt, ze nie masz co dac. Oburzysz sie pewnie teraz, bo
                przeciez dajesz cala siebie. No wlasnie ? czyli co, skoro cala Ty to Twoj maz I Wasz zwiazek.
                Po cholere taki dar Twojemu partnerowi?
                Nie bede go bronic, bo z mojego punktu widzenia to kompletny dupek. Ale relacje w zwiazku to
                sa naczynia polaczone. To jest bezustanne kreowanie rzeczywistosci wokol Was. Twoje
                zachowanie, w intencjach bardzo szczere I dobre przynosi katastrofalne efekty (prosto
                definiowalne przez psychologie).

                Kazdy komunikat, ktory kieruje do Ciebie Twoj maz jest przez Ciebie analizowany do bolu
                (Twojego tylko zreszta) I nie potrafisz spojrzec z dystansem na ten uklad. Pisalam juz, ze czesc
                tekstow, ktore tu cytujesz to nie musza byc jakies serio dylematy, bo facet moze cos rzucic na
                odczepnego ? ale w Twojej interpretacji to urasta do rangi kleski zywiolowej. To absurd.

                Wiesz, dlaczego on Cie odda do mamusi, jak Ci sie stanie cos zlego? Sa tylko dwie mozliwosci:
                A. Jest tchorzliwym skurwielem
                B. W ogole nie postrzega Cie w kategoriach czlowieka, ale bardziej wyposazenia domu, takiego
                jak kanapa. A kanape mozna wyrzucic, jak sie zepsuje.

                Jesli prawdziwy jest wariant A, to juz sama musisz zdecydowac czy chcesz byc z takim panem.
                Jesli wariant B, to wracamy do tego, co tu w kolko klepiemy wszyscy na forum ? ZAJMIJ SIE
                SOBA. Zbuduj swoja tozsamosc. Nie w kontekscie meza, dzieci I rodziny ale zupelnie
                oddzielnie. Jak tego nie zrobisz to nie licz na cud bycia w emocjonalnie zdrowym zwiazku.
                Zreszta w zadnym zwiazku, bo wroc na poczatek I przeczytaj jeszcze raz co pisalam o
                fascynacji naszymi swiatami, a nie tylko samymi soba. Wiesz, ja sama bym nie chciala byc z
                facetem, ktory swiata poza mna nie widzi, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Ja juz kiedys bylam z
                takim czlowiekiem I nigdy wiecej nie zrobie takiego bledu. To jest chore. I jeszcze cos a propos
                matki Teresy. To nie jest tak, ze tylko Ty w tym ukladzie jestes silaczka I dzwigasz caly ten
                ciezar na plecach. W pewien sposob jestes takim samym ciezarem psychicznym dla swojego
                meza. To sa najczesciej podswiadome reakcje, z ktorych nie zdajemy sobie sprawy, ale to
                dziala w dwie strony. Naczynia polaczone.
                Zreszta w pewien sposob sama sie zdiagnozowalas, piszac o dorabianiu ideologii. Zawsze to
                robisz usprawiedliwiajac wszystkich dookola, bo to jest reakcja obronna. Ale to droga do nikad.
                Bo mechanizmy I zaleznosci psychologiczne w tym zwiazku sa wzorcowo proste. To Ci zreszta
                powiedza na terapii. Tylko ze terapia nie dziala blyskawicznie, to jest cholernie dlugi proces I nie
                warto liczyc na cuda. Zwlaszcza dla zwiazku. Bo to nie jest szansa dla zwiazku tylko dla Ciebie.
                A Ty caly czas klepiesz, ze musisz zrobic cos z soba, bo masz problem, ktory rzutuje na
                zwiazek. Chrzan zwiazek. W ogole nie mysl o terapii w kategoriach naprawy zwiazku. Byc moze
                terapia uzmyslowi Ci, ze NIE CHCESZ nic naprawiac, bo dowiesz sie na temat samej siebie
                takich rzeczy, ktore zmienia Twoja percepcje swiata. A raczej ja przywroca.

                A teraz krotkie cwiczenie, w ramach terapii (serio, tak sie robi). Na przykladzie Twoich wlasnych
                slow, pokaze Ci, jak bardzo chore masz spojrzenie na wszystko. Cytat:

                >I Nan - nie jest tak, z˙e ja nie wymys´lam nowych
                >pozycji, miejsc czy zachowan´ w seksie! Pomys? na seks na balkonie w >czasie burzy by?
                moim pomys?em (mieszkamy na parterze smile) i tak sie˛ > >spodoba? m., z˙e

                Zamiast napisac, ze "tak mi/nam sie spodobal" to Ty z miejsca wyjezdzasz z tym swoim
                mezem. W ogole cieszysz sie swoim wspanialym pomyslem nie ?w ogole? tylko w kontekscie
                tego, jak zostal odebrany przez druga strone. To jest wlasnie zaburzone widzenie swiata. Sam
                pomysl moze byc dobry, bez wzgledu na to czy ktos go zaakceptuje czy nie. Ale tu wcale nie
                chodzi o pomysl tylko o reakcje meza.
                I nie jest to tylko kwestia slow. Ty wlasnie w taki sposob myslisz.
                Blad jest w mysleniu. Reszta jest konsekwencja wdrazania tego myslenia
                w zycie.


                >PHO! Mów do mnie... prosze˛ Cie˛... !!

                Mnie nie trzeba prosic, ja gadula jestem.
                I jeszcze jedno. Pisze ostro, bo nie zamierzam sie z Toba obchodzic, jak z jajkiem. A zreszta
                po tym, co masz w domu na co dzien to wydaje mi sie, ze musisz miec dosc mocna skorupke.
                Tak na wszelki?
                A w ramach pracy domowej. Nie odrabiac prac domowych. Serio.
            • nangaparbat3 do z mazur 31.07.06, 14:29
              Oczywiście masz rację, a ja niejasno napisalam, o co mi biega.
              Zwykla prosba nie budzi oporu, tak jak piszesz.

              Ale jesli czujemy sie naciskani, opieramy się. Im bardziej, tym mocniej.
              Ja sobie nie wyobrażam sytuacji, kiedy ktoś mialby jasny obraz tego, jak ja
              powinnam się wobec niego zachowywać, i żądal ode mnie, bym stosowala się do
              tego wyimaginowanego obrazu, a jak nie, mial za zle i wzbudzal we mnie poczucie
              winy. A coś takiego tu sie dzieje. I wszyscy odsądzają męża ak od czci i wiary,
              co zresztą jest zrozumiale, chlop sobie zasłuzył, i wiem, ze zasłużył, ale
              jednocześnie czuję, jak on się dusi, rozum mi m owi, ze - jak napisała Phokara -
              jest dupkiem, ale jednocześnie czuję, ze na jego miejscu wyskoczylabym przez
              okno, byle dalej.
              • phokara Re: do z mazur 31.07.06, 14:40
                Czuje dokladnie tak samo.
                • daleko_do_siebie Re: do z mazur 31.07.06, 21:01
                  Jeszcze do Ak.
                  Dziewczyno, Ty nie czekaj do października. Potem to przełożysz, sama sobie
                  przeszkodzisz. I stale będziesz miała alibi. Jeśli nie możesz poradzić sobie z
                  tą relacją - odstaw ją na trochę. Masz inne? Przyjacielskie, koleżeńskie, "kółko
                  wspólnych zainteresowań" - jakichkolwiek? Zobacz siebie w tych innych relacjach.
                  Jak Ci idzie, jak odbierają Cię przyjaciele? Czy czujesz się wśród ludzi dobrze,
                  swobodnie, na swoim miejscu?
                  Zacznij poprawiać te "inne" związki. Poczuj się w nich równoprawnym partnerem.
                  Odzyskasz choć trochę równowagi.
                  Tylko na litość - nie umawiaj się z przyjaciółką tylko po to, by bez końca
                  analizować swoje małżeństwo. To całkowicie nieważne w tej chwili. Serio.
    • der1974 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 31.07.06, 21:50
      Ak_70 wszyscy mają tu dużo racji.
      Jasne, że to łatwo powiedzieć - zajmij się sobą, nie ograniczaj się do świata
      swojego związku, do zajmowania się mężem, do rozstrząsania, czyli ogólnie nie
      prowadź do marnowania własnego życia.
      Ale ja wiem, że trudno do tego dojść. I trudno to tak od razu zaakceptować. Mi
      to zajęło półtora roku.
      Jednak prawda jest taka, że widocznie za mało dostałaś jeszcze po głowie.
      Dostaniesz od męża jeszcze raz, drugi, piąty i dziesiąty baty i wtedy Cię
      rozjaśni i zrozumiesz, że to wszystko co napisano wyżej to prawda.
      Więc nie martw się i nic na siłę. Wyzwolisz się też - kwestia intensywności
      działań partnera i czasu. I będziesz się śmiać. Jak ja dzisiaj. Ryczałem ze
      śmiechu do telefonu jak żona mnie chciała po raz enty zmanipulować. Nie umiałem
      się powstrzymać. To jest to otrzeźwienie. Przyjdzie do Ciebie i nawet nie
      będziesz wiedzieć kiedy.

      Podobało mi się co Phokara napisała, że czasem trzeba wziąć partnera na plecy i
      przenieść przez życiowy dołek. Na tym polega związek, że są momenty kiedy
      trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie i za partnera. Poprowadzić go przez
      życie, może nawet podjąć za niego decyzje. A jak stanie na nogi niech znowu
      idzie sam. Ale obok, blisko, nie za blisko, nie na plecach stale. Tak to
      rozumiem.
      • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 02.08.06, 10:25
        Kocham Was, czy wiecie o tym??!!!
        WSZYSCY macie rację... i sami widzicie, że zaczynacie rozumiec choc troche
        mojego męża, rozumiejąc jednocześnie mnie. Właśnie o to mi chodziło, bo bałam
        się, że objęcie nas jako całości przez pryzmat jedynie moich wypowiedzi będzie
        trudne, bo - choćbym sie nie wiem jak starała być obiektywna - przedstawiam
        tylko SWOJE oczucia a JEGO uczuć moge sie jedynie domyślać... Wam sie to udało,
        chylę czoła i bardzo, bardzo sie cieszę.
        Pho... brak mi słów... nie będę Ci "kadzić" (ani prosić Cię abyś do mnie
        mówiła, ale rób to dalej bez proszenia smile) tylko powiem, ze przywracasz mi
        pion. Der, daleko, nan, buba, z_mazur... i wszyscy, których nie wymieniłam - wy
        wszyscy przywracacie mnie do pionu, nadajecie wlasciwy kierunek moim myslom, a
        co za tym idzie - działaniom. Zacząć żyć swoim życiem, robić różne rzeczy dla
        siebie, dla swojej przyjemności... tak, TAK!! Wczoraj dla swojej przyjemnosci
        przez pol godziny biegałam w ulewnym deszczu na bosaka po kałużach ubrana tylko
        w szorty i podkoszulke smile) A była godz prawie 22... potem mokra chcialam sie
        przytulic do meza, najpierw sie bronil, potem pozwolil, potem namietnie
        pocalowal i powiedzial "jestes szalona"... niooo... to prawda... ja jestem jak
        dziecko, ciesza mnie takie male rzeczy i byc moze dlatego tez takie male sa dla
        mnie problemem.

        Der... moze ja tez sie bede niedlugo smiac, a moj maz odetchnie pelna piersia.
        Daleko_od_siebie... na terapie pojde na 200%, nie odloze jej, bo jestem to
        SOBIE winna. Teraz jest miedzy nami dobrze, wczoraj ogladalismy fantastyczne
        mieszkanie w powojennej kamienicy, blisko przedszkola i szkoly naszych dzieci i
        powiem Wam, że na nie ZACHOROWALAM!!! Czy kupimy to juz inna sprawa, ale...
        pomarzyc tez mozna smile)
        Piszcie do mnie... dzisiaj idziemy na terapie... wczoraj rano moj m.
        powiedzial: napisz mi na kartce czego ode mnie oczekujesz - poprosilam go o to
        samo. Zobaczymy jak to dalej sie potoczy. Jednocześnie kiedys w rozmowach sms-
        owych (bo w zasadzie tylko tak udaje mi sie z nim czasem porozmawiac) w jakimś
        kontekście zapytał mnie czy chciałabym spróbować seksu z innym facetem, ja
        odpisałam czy on by chciał, abym to zrobiła... on odpisał: "ale razem ze mna w
        trojkacie ha ha"... oj, zabolało mnie to!! Poczułam sie jak przedmiot... nie
        odpisalam mu wtedy, a po powrocie do domu pytał czy się obraziłam, mówił, ze to
        był zart i że ja jestem za bardzo poważna. Czy - Wayszym zdaniem - powinnam to
        uznać za żart?? Mnie jakoś nie rozbawił... potem m. mnie przeprosił,
        powiedział, że oczywiście nie wyobraża sobie mnie w ramionach innego, nie
        chciałby na to patrzeć, ani sie o tym dowiedzieć, itp.
        I tak się "huśtamy" cały czas... przytula mnie, żeby zaraz odepchnąć... pisze
        rano czułe smsy: "dziękuje za wczorajszą noc kochanie"... a zaraz potem jakimś
        słowem wbija mi nóż w plecy... czy spisanie naszych oczekiwań to zmieni? Czy
        spojrzymy na nie i powiemy: no nie, tego to ja nie jestem w stanie zrobić/dac
        ci...??
        Nie wiem... ciekawe co będzie dzisiaj na terapii smile)
        Ściskam Was bardzo BARDZO mocno i coraz bardziej marze o spotkaniu w realu.
        Kraków, Warszawa... przyjadę tylko dajcie znać wcześniej i niech to bedzie
        weekend!! (byle nie 12-23 sierpnia, bo wtedy jedziemy nad morze)
        smile))))))))))*************
        • maheda Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 02.08.06, 10:36
          A gdzie jedziecie nad morze? suspicious
          • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 02.08.06, 10:44
            Do Grzybowa smile Zaraz bede zamawiać kwatere, mam nadzieje, że jeszcze jest
            wolna...
            • maheda Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 02.08.06, 10:56
              No proszę, okolice Kołobrzega...
              szkoda, że z drugiej strony wink
              • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 02.08.06, 11:04
                A Ty gdzie jestes? Może sie spotkamy w Kołobrzegu??!! Mamy swoje telefony,
                możemy sie zdzwonic - to chyba żaden problem, nie??!
                • maheda Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 02.08.06, 11:15
                  smile zobaczymy. Mam nadzieję smile
                  • buba77 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 02.08.06, 15:51
                    AK, bardzo trzymam kciuki, jesteś wspaniała. Staraj sie sama cieszyć i robić
                    dla siebie różne rzeczy (bo czy nie najbardziej czekasz właśnie na to: jesteś
                    szalona? To przyjemne, ale myśl o sobie nie w kontekście męża)
                    Ale jeśli chodzi o męza, to ja bym spróbowała do takich spraw, które odbierasz
                    jako raniące podchodziła z humorem. Z czujnym humorem oczywiście, cały czas
                    mając na uwadze i rozpoznając swoje granice. Może czasami poczekaj z reakcją,
                    aby być jej pewna. Mam wrażenie, że on Cię troszeczkę testuje? Trochę jak
                    chłopiec sprawdza na ile może się posunąć. Jeżeli wierzysz w jego szczerość i
                    uczciwość, to tak pewnie jest i nie ma zamiaru Cię krzywdzić, tylko do życia
                    chce podejść nie tak poważnie jak ty. Ale nie jestem pewna czy tak jest.
                    Idealnie gdyby on trochę też szedł na kompromis i był poważny, gdy ty tego
                    chcesz a ty odpowiadała na jego "dziwaczne" pomysły - gdy tego CHCESZ.
                    Pozdrawiam gorąco.
                    • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 03.08.06, 11:30
                      buba77 napisała:

                      > AK, bardzo trzymam kciuki, jesteś wspaniała.
                      Buba - czymże zasłuzyłam na takie komplementy? Myśle, że raczej jestem...
                      zwyczajna, może trochę zakręcona, troche po przejściach, wrażliwa... no bo
                      normalna to chyba do końca nie wink))
                      Narazie jest dobrze... nie chcę zapeszac, wczoraj na terapii nie bylo juz
                      takiej grobowej atmosfery i obrzucania sie pretensjami za posrednictwem
                      terapeutów. Wieczorem do 1 w nocy szukalismy w necie kwater nad morzem - MAHEDA
                      czy wiesz, że już nie było w Grzybowie??!! Jak juz znaleźliśmy to... hmmm... co
                      prawda nie na balkonie, ale w łóżeczku tez było ok. Szybki numerek i lulu wink))
                      Dzisiaj idziemy ogladać mieszkanie, na które zachorowaliśmy, a dzisiaj jak
                      dzwonilam do posrednika to jeszcze sie okazalo, ze jest mozliwosc wykupienia
                      części strychu i moglibysmy zrobić dwupoziomowe... po prostu chodze jak na haju
                      od tego telefonu, m. nic narazie nie wie, bo jest dzisiaj w trasie i nie chcę
                      go rozpraszac.
                      Żyję dniem dzisiejszym, uczę sie dbac o: 1. siebie, 2. dzieci, 3. męża
                      (dokladnie w tej kolejności!! coby sie pozbyc syndromu Matki Teresy smile) - pho
                      nie śmiej się!! kiedyś Cię dopadne w realu wink)
                      Staram sie nie robić problemów z drobiazgów i NA PEWNO napiszę m. czego od
                      niego oczekuję i ZMUSZĘ go, aby napisał mi to samo.
                      Poza tym chciałabym aby napisał swoje marzenia i to, co chciałby jeszcze dostac
                      od życia lub osiągnąć. To takie cele długoterminowe smile Oczywiście ja tez chce
                      to napisać - ciekawe czy cos sie bedzie pokrywalo?? wink
                      Pozdrawiam... buba, dzieki za te kciuki, nawet nie wiesz jak to pomaga smile

                      Aga

                      PS. Czy mowiłam Wam, że w tym mieszkaniu jest CZYNNY KOMINEK???
                      • nangaparbat3 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 03.08.06, 11:51
                        To i ja trzymam kciuki smile))
                        • nangaparbat3 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 03.08.06, 11:56
                          Acha, po tej historii z bieganiem po deszczu etc. nie przejmowalabym sie
                          pornografią ani propozycjami trojkątów (tylko sie na nie nie oburzaj, nie bo
                          nie, albo nie chcesz, zeby Cię ktoś inny dotykał, tylko jego chcesz -
                          najwazniejsze nie prawić morałów, ani mężom, ani dzieciom).
                          Pozdrawiam najserdeczniej i trochę zazdroszczę smile)
                          • phokara Do Nangaparbat 03.08.06, 13:24
                            > Acha, po tej historii z bieganiem po deszczu etc. nie przejmowalabym sie
                            > pornografia˛ ani propozycjami trojka˛tów (tylko sie na nie nie oburzaj, nie bo
                            > nie, albo nie chcesz, zeby Cie˛ ktos´ inny dotyka?, tylko jego chcesz -
                            > najwazniejsze nie prawic´ mora?ów, ani me˛z˙om, ani dzieciom).
                            > Pozdrawiam najserdeczniej i troche˛ zazdroszcze˛ smile)

                            Wiesz co... generalnie to sie w pelni z takim podejsciem zgadzam, a juz z tym prawieniem
                            moralow to zwlaszcza. Tylko akurat przy tej historii to bym sie jednak zastanowila chwile nad
                            jakas reakcja na te teksty. W koncu to nie jest raczej normalne, ze facet ktory najpierw odchodzi
                            do kochanki, a potem wraca bo dostaje szanse od zony - wyjezdzal z czyms takim. Bo to
                            znaczy, ze ma kompletnie w nosie uczucia drugiej strony i tego powrotu w ogole nie traktuje jako
                            zadnej szansy, tylko jako cos oczywistego, co mu sie nalezy, jak psu buda. Misio-pysio wrocil
                            do domku, wiec teraz niech mu troskliwa malzonka wyszykuje ta bude na lux, miche poda i
                            jeszcze zawiesi czerowne firaneczki, zeby bylo milo. Nie dziwie mu sie troche - bo takie
                            podejscie jest w pewien sposob zasluga zachowania Ak. I w tej sytuacji ona ma pelne prawo
                            powiedziec facetowi: "Sluchaj gosciu, dostales szanse wiec nie spieprz tego i zajmij sie raczej
                            mysleniem o tym, jak ma nam byc dobrze we dwoje i nie wyjezdzaj mi tu z zadnym trojkatem.
                            Bo juz jeden ostatnio zaliczylam i nie mam ochoty na 'replay'". Ostro i konkretnie. Bez jeczenia,
                            wypominania, prawienia moralow i marudzenia. A potem usmiech na twarz i niech sobie biegaja
                            po tym deszczu dlugo i szczesliwie...
                            Tylko niech dziewczyna nauczy sie reagowac na te rozgrywki emocjonalne, jakie jej notorycznie
                            serwuje jej maz. Niech poczuje, ze ma takie samo prawo glosu w tym zwiazku.
                            (Ale bez moralow i przynudzania, bo to jest w stanie wykonczyc kazdego, pelna zgoda).

                            • nangaparbat3 Re: Do Nangaparbat 03.08.06, 14:02
                              Generalnie sie zgadzam, że Ak ma prawo etc.
                              Skoro jednak MOŻE sie obejść bez pornografii i dodatkowego towarzystwa i jest
                              dobrze - nie przejmowałabym się. Czytałam, ze trojąkty dwoch panow i pani
                              często interesują mężczyzn, ktorzy nie są pewni, czy w pojedynke uda im się
                              zadowolić kobietę. To wespół w zespół, etc. (To oczywiscie nie jedyna
                              przyczyna.)
                              Zresztą - sama mam taki charakter, ze dość łatwo i intensywnie się wściekam,
                              ale po pieciu (doslownie) minutach mi przechodzi i zapominam, ze coś zlego
                              zrobił. Wiec to na pewno wpływa na moje pomysly dot. Ak.
                              A to wszystko, czego Ak musi sie nauczyc, to świeta prawda, ale na to trzeba
                              czasu i terapii, albo iluminacji, albo życiowych doswiadczeń. A moze
                              wszystkiego naraz.
                              Acha. Zauwazyłam, ze często identyfikuje się z facetami, ktorzy mają troskliwe,
                              kochające, acz z lekka nadopiekuńcze i kontrolujace żony, i te poswięcajace się
                              doskonalości. Chyba sama powoli (oj, jak powoli) dojrzewam crying
                      • phokara Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 03.08.06, 13:04
                        >Z˙yje˛ dniem dzisiejszym, ucze˛ sie dbac o: 1. siebie, 2. dzieci, 3. me˛z˙a
                        >cryingdokladnie w tej kolejnos´ci!! coby sie pozbyc syndromu Matki Teresy smile) - pho
                        >nie s´miej sie˛!! kiedys´ Cie˛ dopadne w realu wink)

                        Ale to jest grozba? Cholera, bo jakos sie nie boje. Ty sie raczej boj Matko Tereso, bo ja Cie
                        zaraz przepytam, jak dbasz o siebie. Prosze mi konkretnie napisac CO robisz WYLACZNIE dla
                        siebie. Od razu Ci podpowiem, ze jakikolwiek opis, w ktorym pojawi sie Twoj maz na horyzoncie
                        beda z miejsca zdyskwalifikowane. Tak wlasnie.
                        Moze jeszcze do tych wszystkich spisanych marzen I oczekiwan zrob sobie po cichu jeszcze
                        jedna liste, rzeczy ktore mozesz robic BEZ meza I sprawiaja Ci wielka radosc. Serio. Znajdz
                        swoja plaszczyzne niezaleznosci, do ktorej on nie bedzie mial wstepu, ktora bedzie wylacznie
                        Twoim autonomicznym obszarem wolnosci. To naprawde bedzie procentowac. W relacjach tez,
                        a moze przede wszystkim.
                        Jak narazie jest totalna hustawka nastrojow, a rozrzut emocji po prostu gigantyczny. Nie wiem
                        czy masz tego w ogole swiadomosc? Jak poczytasz kiedys swoje posty to pewnie sama sie
                        usmiechniesz? I dobrze.

                        I cos w kwestii kominka. To juz nie do Ciebie, tylko tak ogolnie temat mnie zainspirowal. Zreszta
                        sama dlugo chorowalam na kominek, wiec rozumiem.

                        Rozmawialam kiedys z pewnym madrym czlowiekiem I w ramach poznonocnych dyskusji o
                        zyciu, swiecie, milosci itd, stworzylismy ?teorie kominkowa? czy raczej syndrom kominka, w
                        ktorym nie ma sie czym palic. To tak na bazie obserwacji wielu zwiazkow, ktore po wielu latach
                        bycia razem doczekaly sie pieknego domu, dzieci I kominka, ale w tym domu jest lodowato.

                        Sam kominek jest pusta atrapa jesli nie ma sie drewna, by w nim rozpalic. Bardzo mocno
                        generalizujac ludzi mozna psychologicznie podzielic na tych, co bardziej mysla o kominku I na
                        tych, co mysla o drewnie (rownorzedne grupy, zadna nie jest ani lepsza ani gorsza). Znaczy sie
                        racjonalizm I idea. Perfekcyjnie jak wiemy jest miec I drewno I kominek, ale to sie nie zawsze
                        udaje. I teraz tak - jesli pamietamy, ze istota posiadania kominka nie jest kominek ale cieplo I
                        magia zywego ognia, to ludzie posiadajacy drewno zawsze beda do przodu. Bo moga rozpalic
                        ognisko chocby I na srodku domu, a nawet I na jego ruinach. Ci, co usiada przed
                        najpiekniejszym ale pustym kominkiem nie bede sie mieli czym ogrzac zas podziwianie kominka
                        dla samej estetyki jest dosc pustym rozwiazaniem.
                        Ale prawdziwa radosc z kominka moga miec I jedni I drudzy, jesli beda pamietali, ze tak
                        naprawde sensem kominka jest ogien.
                        No I jeszcze jakis piekny proces filozoficzno dowodowy uskutecznilismy, ktory wykazal, ze
                        najlepiej sie udaje razem isc przez zycie tym od kominka I tym od drewna ale juz nie pamietam,
                        o co chodzilo bo to po alkoholu bylo, haha.
                        Ale najlepsza jest pointa. Opowiedzialam te wzruszajaca moim zdaniem przypowiesc mojemu
                        Exowi, on tak mnie posluchal wyjatkowo z uwaga, a potem, po chwili zastanowienia skwitowal,
                        jak to on wybitnie zdroworozsadkowo, ze to sie wszystko nie sklada do kupy bo czegos tu
                        brakuje. Jak sie zapytalam czego, to wypalil: zapalek!
                        Haha? ja to mialam doprawdy geniusza za meza. Ten moj geniusz to nawet mi powiedzial,
                        zebym sie nie stresowala tym przeoczeniem, bo ze mnie to iskry leca same z siebie, wiec nie
                        ma co sie przejmowac duperelami.
                        No wiec sie nie przejmowalam, przynajmniej do czasu, az Ex sobie znalazl na boku
                        dziewczynke? z zapalkami. Haha.
                        No ale to nie byl duperel tylko dupa. Ale to juz tak na marginesie ballady kominkowej.
                        • buba77 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 03.08.06, 13:47
                          "AK, bardzo trzymam kciuki, jesteś wspaniała.
                          Buba - czymże zasłuzyłam na takie komplementy? Myśle, że raczej jestem...
                          zwyczajna, może trochę zakręcona, troche po przejściach, wrażliwa... no bo
                          normalna to chyba do końca nie wink))"

                          Jesteś - chyba nic złego w komplementach - trochę tu o sobie napisałas, nie?
                          I mam nadzieję, ze sama się o tym przekonasz. Im szybciej tym lepiej.
                        • nangaparbat3 :))) 03.08.06, 14:06
                          Fajnego masz exa. A te iskry co z Ciebie lecą to wielki komplement - i
                          słuszniesmile
                          • phokara Re: :))) 03.08.06, 14:37
                            > Fajnego masz exa.

                            telefon Ci dac? hahaha.... No bo w sumie to calkiem niezly gosc jest, a juz na wstepna faze
                            adoracji to modelowy. Potem ciut gorzej, bo strasznie duzo zapalek marnuje, no ale w koncu nie
                            kazdy musi byc od razu harcerzem.

                            ps.
                            Lapie, o czym piszesz, z ta identyfikacja z mezami z lekka trosliwo-bluszczowych zon. Wiem,
                            bo mam tak samo. Wrecz wydaje mi sie, ze to jest jakiegos rodzaju fobia czy cus...
                            • buba77 Re: :))) 03.08.06, 15:15
                              Ciekawam jak Wy sie z nimi identyfikujecie? czy to aby nie fobio/ zazdrośc?
                              Taka żona to dobra rzecz. Sama bym taką chciała miecsmile)
                              • 13monique_n Re: :))) 03.08.06, 15:33
                                Oj, to ja chyba tez jestem jakis facet. Od troskliwo-bluszczowej zony mialabym
                                ochote zwiac lapiac lapczywie powietrze do oddychania... ale ja sie nie znam smile
                              • phokara Re: :))) 03.08.06, 15:34
                                hahahaha.... no w sumie tak. Taka zona to dobra rzecz. Z pewnoscia lepsza niz taka wydra, jak
                                ja.
                                • buba77 Re: :))) 03.08.06, 15:42
                                  Tak jest, myśle że się nie znasz. Przecież to sama wygoda, a na niewygody (np.
                                  wydry) są sposoby. I usprawiedliwienia - i o to chodzi.
                                  • 13monique_n Re: :))) 03.08.06, 15:50
                                    no, jak sa sposoby, usprawiedliwienia, wydry i dziewczynki z zapalkami, to ja
                                    juz nie mam pytan. Nie nadazam. Na urlop zaraz (w niedziele) jade i juz mam
                                    tylko zaprogramowane doatrcie na dworzec big_grin
                                  • phokara Re: :))) 03.08.06, 15:54
                                    Masz racje Buba,
                                    ja sie nie znam. Ani na facetach (Ex) ani na wzorowych zonach. Dlatego mam takie niewygodne
                                    zycie... ale pracuje nad tym, pracuje!!!!
                                    • buba77 Re: :))) 03.08.06, 16:22
                                      Z tymi wzorami to fakt - każdy ma swój własnywink - często jeden na całe życie.
                                      Ludzie tkwia w tak różnych związkach - sami je jednak kształtują i nawzajem na
                                      siebie oddziaływują. Godzą się na wiele rzeczy, są wygodni, uparci, ulegli,
                                      roszczeniowi, powierzchowni, nie szanują drugiego - to wszystko wpływa na także
                                      na to jacy się w końcu stajemy. I tych facetow mi wcale nie żal. Ja nieraz
                                      myśle, co oni zrobili, ze maja taką żonę?
                                      • phokara Re: :))) 03.08.06, 17:20
                                        W pelni sie zgadzam, ze to dziala zawsze w dwie strony.
                                        Nie wiem, kiedys mialam bardzo klarowny obraz w glowie, ba, nawet swietny (moim zdaniem)
                                        przepis na udany zwiazek. I co? I pstro. I najsmieszniejsze, ze jak patrze za siebie, to na
                                        poszczegolnych etapach nie widze zbyt wielu bledow... a i tak wyszla kaszana. Wiec pewnie
                                        regul nie ma. A nawet jesli sa, to czlowiek moze sie zalapac na wyjatek od reguly. I tyle.
                              • nangaparbat3 Re: :))) 03.08.06, 17:36
                                buba77 napisała:

                                > Ciekawam jak Wy sie z nimi identyfikujecie? czy to aby nie fobio/ zazdrośc?
                                > Taka żona to dobra rzecz. Sama bym taką chciała miecsmile)


                                pewnie, od dawna twierdzę, że chcialabym mieć żonę.
                                • ak70 To znowu ja ;) 07.08.06, 08:15
                                  Ufff.... witajcie!!
                                  Przeczytałam już w piątek Wasze wypowiedzi, ale nie miałam czasu odpisać. Ale
                                  dzisiaj już sie odzywam, bo myśli kłębią mi sie w głowie jak szalone.
                                  Tak Buba, napisałam o sobie dużo, choć to pewnie jakieś 30% mojego życia, ale
                                  znacie mnie dość dobrze. Dziękuję, jeśli uważasz, że zasłużyłam na komplementy,
                                  choć tak naprawdę nie po to tu weszłam i zadomowiłam się smile Dziękuję też bardzo
                                  tym, którzy zaczynają rozumieć mojego męża (mówiłam, mówiłam, że mojej winy
                                  jest dużo!!) i uświadamiają mnie, że zycie z kimś kto cię "uszczęśliwia" swoim
                                  zainteresowaniem i troską może prowadzić w prostej drodze do śmierci z
                                  uduszenia smile

                                  Ale teraz muszę MUSZĘ zacytować Pho:
                                  "W koncu to nie jest raczej normalne, ze facet ktory najpierw odchodzi
                                  do kochanki, a potem wraca bo dostaje szanse od zony - wyjezdzal z czyms takim.
                                  Bo to
                                  znaczy, ze ma kompletnie w nosie uczucia drugiej strony i tego powrotu w ogole
                                  nie traktuje jako
                                  zadnej szansy, tylko jako cos oczywistego, co mu sie nalezy, jak psu buda.
                                  Misio-pysio wrocil
                                  do domku, wiec teraz niech mu troskliwa malzonka wyszykuje ta bude na lux,
                                  miche poda i
                                  jeszcze zawiesi czerowne firaneczki, zeby bylo milo."
                                  No właśnie... ale takie jego zachowanie jest wynikiem egoizmu i przedmiotowego
                                  traktowania własnej żony, co z kolei wynika z - jek ja sobie to nazwałam -
                                  pornoholizmu. Wracamy więc do punktu wyjścia. Ja chcę budować związek na sferze
                                  duchowej, a potem cielesnej, mój mąż odwrotnie (i czasem mam wrażenie, że
                                  duchowa jest mu w ogóle niepotrzebna). To tak jak z tym REWELACYJNYM
                                  porównaniem, którego Pho użyła: jak kominek bez wkładu, bez tego swojego
                                  gorącego, rozpalonego serca, które sprawia, że przyciąga wszystkich, że każdy
                                  chce przy nim usiąść i popatrzeć w płomienie, ogrzać sie przy cieple. To
                                  właśnie pornografia sprawiła, że mój m. stał się zimnym, egoistycznym draniem!!
                                  Który właśnie reaguje tak jak napisałam. Powiem Wam: mój facet, za którego
                                  wychodziłam NIGDY tak by nie zareagował!! Ten w którego sie zmienił jest OBCY!!
                                  I nie chcę tu wyjść na jakąś fanatyczną dewotke, ale to jest wina właśnie
                                  pornografii!! Wszystko jest dla ludzi: i erotyki i pornosy i alkohol i
                                  papierosy... pod warunkiem, że nie powoduje uzależnienia, zmieny tej osoby w
                                  kogoś zupełnie innego i nie wpływa negatywnie na otoczenie. Takie jest moje
                                  zdanie.

                                  I Pho... co robie wyłącznie dla siebie? Jeżdżę do pracy na rowerze, spotykam
                                  sie z koleżankami (bez m.), wczoraj poszłam na pieszą pielgrzymkę (co prawda na
                                  jeden dzień, bo dzisiaj do pracy, ale wyszłam z domu o 6 rano, a wróciłam po
                                  20). Nie było mnie w domu cały dzień, dzisiaj chodze na rzęsach i bola mnie
                                  wszystkie mięśnie w nogach, pod stopą mam gigantyczny bąbel... ale WARTO BYŁO!
                                  Potrzebowałam tego, chciałam i... zrobiłam to! Ha, Pho... i co Ty na to???!!
                                  wink)))
                                  • kruszynka301 Re: To znowu ja ;) 07.08.06, 08:41
                                    > No właśnie... ale takie jego zachowanie jest wynikiem egoizmu i
                                    przedmiotowego
                                    > traktowania własnej żony, co z kolei wynika z - jek ja sobie to nazwałam -
                                    > pornoholizmu.

                                    Nie potrafię pisać tak pięknie, a jednocześnie dosadnie jak Pho, ale się wtrącę.

                                    Ak, nie masz zupełnie racji. Mylisz skutek z przyczyną. Twój "pornoholizm"
                                    wynika właśnie z egoizmu, pewnie wrodzonego, a nie z pornoholizmu! Na pewno nie
                                    odwrotnie.
                                    Uwierz mi, namiętne oglądanie stron porno nie wzięło się z niczego, ma swoją
                                    przyczynę.

                                    Nikt się nie zmienia, długotrwała zmiana charakteru nie jest możliwa - więc
                                    śmiem twierdzić, że obecna postawa twojego męża jest bardziej naturalna, niż
                                    podczas pierwszych spotkań.
                                    Moja połówka, egzemplarz całkowicie wykorzeniony z romantyzmu, ciągle mi
                                    powtarza, jak bardzo się dla mnie poświęcał na początku związku (czyli przez
                                    tydzień), bo.... poszedł ze mną na Bridget Jones, i jeszcze powiedział po
                                    seansie, że dobrze się bawił.... Potem jednak, po wprowadzeniu się, już mógł
                                    się bezkarnie ujawnić się ze swoją antyromantyczną naturą, teraz chodzimy na
                                    filmy typu Piraci czy Doom, na romantyczne chodzę sama.
                                    Przypuszczam, że w przypadku twojego męża ukrywanie się dłużej trwało.


                                    Co do robienia rzeczy dla siebie - to maleńki krok w dobrym kierunkuwink.
                                    Mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś w Krakowie w większym groniewink.
                                    • ak70 Re: To znowu ja ;) 07.08.06, 09:38
                                      Kruszynko... nie, nie, nie zgadzam sie z Tobą!!
                                      Znam mojego męża od piaskownicy, nasi rodzice nadal mieszkaja w tym samym
                                      bloku, nasze dzieci bedac u dziadkow bawią sie na tym samym podwórku, na którym
                                      bawiliśmy sie my. Znałam go bardzo dobrze przed ślubem, byliśmy przyjaciółmi na
                                      długo przedtem zanim zdecydowaliśmy sie być małżeństwem.
                                      To Ty mylisz skutek z przyczyną! Mój mąż nie był egoistą (podobno każdy z nas
                                      jest, wiec, ok on tez był ale na niezauważalnym poziomie), stał sie nim dopiero
                                      PO uzależnieniu sie od pornografii!! Był ciepłym, szalenie romantycznym
                                      facetem, który ZAWSZE stawiał na pierwszym miejscu moje potrzeby, starał się
                                      uwzględniać MOJE plany i MOJE zdanie w różnych sprawach. Był facetem, z którym
                                      mogłam rozmawiać godzinami, czasem rodzice wychodzili po nas na klatkę, bo
                                      wiedzieli, że siedzimy na schodach miedzy piętrami i gadamy nie mogąc sie
                                      rozstać. Kiedy miał problem - przychodził do mnie, kiedy ja miałam problem -
                                      szłam do niego, bo wiedziałam, że będę wysłuchana i dostanę rade i wsparcie,
                                      jeśli o to poproszę!! NAPRAWDĘ był taki!
                                      I zaczął sie zmieniać kiedy otworzyliśmy kafejke internetową. Wcześniej tez
                                      oglądał CZASAMI (!!) jakies zdjęcia lub filmiki, ale były to erotyki lub soft
                                      porno. Teraz tylko hardcore... po prostu tamte przestały mu juz odpowiadać, juz
                                      go nie nakręcają, spowszedniały mu. Jestem z nim na codzień od - chyba moge tak
                                      powiedzieć - ponad 20 lat i widzę kiedy i jak sie zmienił.

                                      kruszynka301 napisała:

                                      > Nikt się nie zmienia, długotrwała zmiana charakteru nie jest możliwa - więc
                                      > śmiem twierdzić, że obecna postawa twojego męża jest bardziej naturalna, niż
                                      > podczas pierwszych spotkań.

                                      Mam nadzieję, że masz rację i ta zmiana jego charakteru nie jest mozliwa na
                                      stałe. Dlatego walczę, bo pamiętam jeszcze - coraz słabiej - tamtego chłopaka
                                      sprzed lat, który uprosił rodziców, aby mógł przygarnąć psiaka z podwórka...
                                      chłopaka, który płakał na filmie w kinie i wtedy, kiedy z nim zerwałam
                                      jak "chodziliśmy"... chłopaka, który bez pytania wziął samochód rodziców, żeby
                                      odwieźć mnie do szpitala, kiedy miałam atak serca...
                                      Tak, taki był... i wierzę, że ten chłopak jeszcze gdzieś w nim siedzi... i z
                                      moją (i Bożą) pomocą uda sie go z powrotem wydobyć.
                                      Ufff... tak mi jakoś ckliwie i płaczliwie sie zrobiło... to chyba efekt
                                      wczorajszej pielgrzymki i 5-kilometrowej rozmowy z pallotynem... no dobra, juz
                                      kończę smile))
                                      • buba77 Re: To znowu ja ;) 07.08.06, 18:07
                                        ja bym chyba zaufała intuicji i spytała się specjalisty. Nałóg to nałóg, robi
                                        spustoszenia w psychice. Tyle, ze to mąż powienien mieć z tym problem, a nie
                                        Ty, AK. Nie myśl, że mówiąc mu o tym on będzie chciał coś z tym zrobić. Dopiero
                                        jak mu to zacznie solidnie doskwierać, to może sie zastanowi. Powiem więcej.
                                        Możesz być dla niego usprawiedliwieniem, ze to robi. Alkoholik też pije przez
                                        żone, prace, dzieci lub inne problemy. Dlatego myśl o sobie a nie o jego
                                        problemach. Bądź piękna, uśmiechnięta i zadowolona dla siebie (dla dzieci, dla
                                        innych), nie dla niego (rozumiesz - chodzi mi, żebyś nie przeglądała się w nim
                                        jak w lustrze).
                                        Ten JEGO problem będzie Ciebie z pewnością dotykać - wtedy stawiaj granice i
                                        mów, co Ci nie odpowiada i przeszkadza. No i wracamy do punktu wyjścia.
                                        • ak70 Re: To znowu ja ;) 08.08.06, 11:34
                                          No więc właśnie buba! Jest nikła reakcja na moje "przemowy", bo zaczyna sie
                                          zastanawiac nad problemem i powoli, bardzo powoli go dostrzegać. I ja mu
                                          powiedziałam, że jesli będzie sie leczył i walczył z tym uzależnieniem to mu
                                          pomoge, jeśli nie - sorry, ale mnie i dzieciom tez sie cos od życia należy.
                                          I jestem piękna... dla siebie, usmiecham sie do życia, bo znowu zaczęło mnie
                                          cieszyć, a dzięki Wam wiem, że nie taki diabeł/rozwód straszny i że "co dalej"
                                          może byc całkiem, całkiem interesujące smile)
    • agash4 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 07.08.06, 18:31
      nie chce wyjsc na smetna czarnowidzaca jedze. Wydaje mi sie jednak, ten Twoj
      entuzjazm do tlumaczenia czego to wspanialego nie robil Twoj ukochany wskazuje,
      ze usilujesz wytlumaczyc sobie, zaslonic istniejacy stan rzeczy. Jest zle
      dziewczyno! Jestes psychicznie bardzo zwiazana z facetem i za niego chcesz go
      przerobic na stary model. Super ze bylas na pielgrzymce, ale co robil Twoj
      facet? Buszowal po necie? Gdyby mu zalezalo na Tobie poszedlby z Toba, Twoja
      strategia "zrobienia czegos dla siebie" lezy mu jak ulal, bo mu przez caly
      dzien nie trulas o jakichs terapiach i innych bzdurach, ktore on zwyczjnie
      olewa. Sorki te wynurzenia wszystko na wlasnym przykladzie.
      • berek_76 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 07.08.06, 19:59
        Kurcze, no, obawiam się, że zgadzam się z Agash. To wszystko robi takie
        wrażenie, jakbyś za wszelką cenę starała się pokazać, że jest OK.
        Nie jest OK. To, że kiedyś było OK, nie znaczy, że teraz jest! I jeśli to ON nie
        zrobi czegoś, zeby naprawić Wasz związek, to OK nie będzie, bo nie da się tak,
        że ktoś napsuł, a naprawi ktoś drugi.

        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 08.08.06, 09:34
          Agash... berek... ja nie chce naprawiac tego ZA niego. Ja chcę mu pokazać, że
          to sie DA naprawić jeśli ON tego bedzie chciał. Wczoraj dałam mu do
          przeczytania artykuł dot. skutków fascynacji pornografią (pochodzący, nota
          bene, z gazety katolickiej)... PRZECZYTAŁ i skomentował: "może i masz rację"
          (!!) On zaczyna miec problemy (chyba by mnie zabił, że to napiszę, ale tak ku
          przestrodze dla innych) z wytryskiem podczas sexu - i to jest właśnie skutek
          pornoholizmu. Narazie nie jest najgorzej, ale takie początki i kłopoty świadczą
          o tym, że idzie to w złym kierunku. Jego komentarz do artykułu świadczy tez o
          tym, że powoli (małe, malutkie kroczki, ale jednak!) zaczyna do niego docierać,
          że faktycznie ma problem.
          Ja powiedziałam mu, że jeśli podejmie decyzje o leczeniu, terapii, wyrzuci ten
          cały hłam z komputera i będę widziała, że naprawdę tego chce i chce, aby nasze
          relacje dzięki temu sie poprawiły - będę przy nim, nie zostawie go. W
          przeciwnym razie sie rozstaniemy, bo ja nie potrafie spokojnie stac obok i
          patrzec jak on sie stacza i ściąga nas za sobą. Nie pozwolę na to przede
          wszystkim ze względu na dzieci, ale i tez na siebie, bo chce mieć obok
          mężczyznę, który mnie szanuje, traktuje jak człowieka a nie przedmiot, kogoś na
          kogo mogę liczyć i kto nie patrzy na związek przez pryzmat własnych
          przyjemności.
          I powiem wam, że szukam cały czas hobby dla siebie oraz ludzi, z którymi mogę
          dzielić sie sobą - tak, mam taka ogromna potrzebę (cholerny syndrom Matki
          Teresy wink) Dzięki Wam szukam tej własnej płaszczyzny niezależności smile)
      • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 08.08.06, 09:36
        Aha, agash... chyba to moje pójście nie za bardzo mu "leżało" bo zostawiłam go
        z dwójką dzieci, wiec chyba nie miał zbyt wiele czasu dla siebie smile
        Co do pójścia ze mną to mu to zaproponowałam, ale nie chciał... troche mi było
        przykro, ale cóż... może za rok, jeśli jeszcze będziemy razem.
        • to.ja.kas Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 15.08.06, 14:45
          Ak witaj. Czytam ten watek i czytam i powiem Ci to co dziewczyny wyzej. Nawet
          ten Twoj hurraoptymizm jest smutny bo Ty"AK Z DDA" usłyszałas ze powinnas sie
          zachowac tak a nie inaczej, czuc to a nie cos innego wiec tak robisz i tak
          czujesz a w tle i tak jest ON - SWIETY MĄŻ!.

          AK otrzeźwiej !!!!
          To ciagle sa smutne wywody kogos kogo NIE MA!!!! Jestes jak odbicie w lustrze.
          Widac obraz, ale to nic rzeczywistego.
          I ta potrzeba akceptacji. U mamy, dzieci, meza, ludzi z forum. W połączeniu z
          usprawiedliwianiem Jego (bo On taki nieszczesliwy wpadł w sidla porno, a
          kochanka go zwabila, a ja jestem trudna bo mam DDA), usprawiedliwianiem siebie
          (bo ja mam DDA) daje to smutny obraz .
          Czasem jak o tobie mysle (a mysle) to wpada mi do glowy pomysł (ktory Tobie sie
          zupełnie nie spodoba), ze On powinien odejsc i Cie zostawic, Ty powinnas
          przerobic ta terapie skoro czujesz ze musisz i moze wtedy nauczylabys sie
          granic własnej autonomii. Nie samodzielnosci w postepowniu i dbaniu o dom, bo
          Twoj Mis i tak zlozyl wszystko na Twoje barki, ale w umiejetnosci odczuwania
          siebie jako jednostki, niezaleznej, samostanowiacej o sobie.

          Poki cieszysz i zadowalasz sie ochłapami Twojego meza to ochlapy dziesz
          dostawac. I nie probuj mi tu porownywac jego malenkich kroczkow na drodze ku
          uzdrowieniu Waszego zwiazku do kroczkow dzieciecia bo On stary chlop jest i
          skoro dostal szanse to niech szusy sadzi a nie stapa jak baletnica.

          Lazilam 2 tygodnie po gorach, i powiem Ci, zeby osiagnac szczyt przed
          zmierzchem to trzeba czasem niezle zapier...... a nie isc krok po kroczku. I
          dlatego wysokie gory nie sa dla wszystkich. Tak jak szczesliwe zwiazki nie sa
          dane tym ktorzy zamiast sie starac je zdobyc patrza tylko w niebo i czekaja ze
          spadna z nieba jak manna Izraelitom.

          Sorry jesli ostro, ale po czytałam co napisał Tri w innym watku, ze czasem mowi
          sie komus "uciekaj" ale ktos i tak nie posłucha...... nie zacytuje bo leniwa
          jestem, poszukaj w watku do Jarkoniego, jesli jestes ciekawa.


          Pozdrawiam serdecznie smile
          • ak70 Re: Pornoholizm - jak to leczyc? 29.08.06, 13:29
            Wróciłam z urlopu i nie nadążam czytac i odpisywać.
            To.ja.kas... ja wiem, że macie rację! I wiem też, że głupia jestem zachowując
            sie tak. Powoli zaczynam wcielać w życie te wiadomości - patrz wątek scri,
            który jest do mnie bardzo podobny (tzn. scri, a nie wątek smile).

            Coraz częściej myśle i wyobrażam sobie swój świat bez niego. I wiesz co? Coraz
            bardziej ta wizja mi sie podoba smile Nie od razu Kraków zbudowano, potrzeba było
            czasu, pracy rąk i umysłów ludzkich, sporo budulca. W moim przypadku tez tak
            będzie. Potrzeba czasu (który mam), pracy umysłu (który tez mam i chyba w
            nienajgorszym stanie), a budulcem będzie praca, przyjaciele, dzieci i moje
            osobiste własne życie bez stresu, na "spocznij" (to już z wątku Ardeny), bez
            oglądania sie na czyjąś akceptację lub pozwolenie.
            Dojrzewam do działania powoli, bardzo powoli co może być irytujące, ale chcę
            byc PEWNA!! Pewna, że zrobiłam wszystko co mogłam i nie udało się.

            Bardzo podobał mi sie ten akapit Twojego postu:
            > Poki cieszysz i zadowalasz sie ochłapami Twojego meza to ochlapy dziesz
            > dostawac. I nie probuj mi tu porownywac jego malenkich kroczkow na drodze ku
            > uzdrowieniu Waszego zwiazku do kroczkow dzieciecia bo On stary chlop jest i
            > skoro dostal szanse to niech szusy sadzi a nie stapa jak baletnica.
            I tak sobie pomyślałam: gdybym dała porzadnego kopa, to chyba byłoby
            szybciej smile) Pytanie tylko: czy we właściwym kierunku??
            Pozdrowionka!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka