madisson7
14.08.06, 18:28
Postanowilam opisac moja historie na tym forum, bo wiem, ze nikogo nigdy nie
zostawiacie bez odpowiedzi a ja juz nie mam sil i bardzo potrzebuje kogos,
kto spojrzy na moje zycie z dystansem.
Poznalismy sie 3,5 roku temu i prawie od razu zaczelismy sie spotykac. Jest
on moja najwieksza miloscia - cudowny, opiekunczy, wspanialy, inteligentny.
Po roku dowiedzialam sie, ze ... ma zone i dwojke dzieci. Wiem, moja intuicja
mowila mi, krzyczala, ze cos jest nie tak, ze cos nie pasuje, ale ja
wierzylam we wszystko, co mowil, bo .... kochalam.... i bylam pewna, ze tego
typu historie mnie nie beda nigdy dotyczyc, no bo JAK mozna nie wiedziec, ze
on MA zone????
Skonczylam to 'na chwile', bo on wytlumaczyl to w piekny sposob i obiecal
rozwod (nie bede pisac szczegolow, bo sa standardowe az do bolu). Wbrew swoim
zasadom zgodzilam sie, bo wiedzialam, ze to TEN jedyny. Jak sie latwo
domyslec, on zwlekal, ile mogl. Ja czekalam kolejne 1,5 roku i cieszylam sie
kazda chwila z nim spedzona i zapewnieniom o milosci. W koncu postanowilam
wziac sie w garsc i skonczyc ten zwiazek. Powiedzialam, ze nie moge dluzej
czekac, ze widocznie nie jest mu najgorzej z zona skoro tak to odwleka, ze
jesli by naprawde chcial, to juz by to dawno zrobil. Ze jesli jest jeszcze
szansa, zeby uratowal swoje malzenstwo, to powinien to zrobic, ze lepiej,
zebym to ja jedna pocierpiala, niz kilka osob.... itd itp. Bylam wtedy na to
gotowa.
Na drugi dzien pojawil sie z walizkami i zapytal, czy jeszcze go chce, bo on
zyc beze mnie nie moze i ze wyprowadzil sie z domu.
Wtedy bylam najszczesliwsza osoba na swiecie. Zamieszkalismy razem i tak jest
do dzis. Po pewnym czasie zaczelam odczuwac wyrzuty sumienia i straszne
poczucie winy. Sama namawialam go, zeby jezdzil do domu jak najczesciej, do
dzieci. Dbalam tez o to, zeby nie wydawal za bardzo pieniedzy na nas, bo...
dzieci...zreszta jestem niezalezna finansowo, wiec i tak ta kwestia nigdy nie
byla problemem. Wtedy tez zaczelam czytac Wasze forum... Pomogliscie mi
zrozumiec, jak straszna krzywde wyrzadzamy jego rodzinie i zaczelam sie
zastanawiac, czy to udzwigne...Ale tlumaczylam sobie, ze dla TAKIEJ milosci
warto to zrobic.
Jednak jest jeszcze jedna kwestia, ktorej nie rozumiem i dlatego prosze o
Wasze opinie. Kilka m-cy temu wyslal do mnie przez pomylke smsa z 'lots of
love' na koncu. Tlumaczyl sie, ze to bylo do jego siostry, ale moja intuicja
podpowiadala mi, ze do zony. Zadzwonil do siostry, zeby mi udowodnic, ale
pokierowal rozmowa tak, ze nic z tego nie wynikalo. Bardzo chcialam, ale nie
moglam mu uwierzyc. Potem byly Swieta Wilkanocne, ktore mielismy spedzic w
polowie razem. Jak sie latwo domyslec, zostalam sama, on spedzil je cale z
rodzina. Byl jeszcze jeden przyklad, jego ojciec zadzwonil na komorke w
ktoras niedziele i mowi - to ty nawet w niedziele pracujesz?? Tak, jakby to
bylo dziwne, ze nie ma go w domu w niedziele. W zeszlym tygodniu wyszlo tez
przez przypadek, ze kiedy jezdzi do domu i zostaje na noc, spi z zona w
jednym lozku (!), ale podobno to wielkie lozko (!) i wcale nie maja ze soba
kontaktu, robia tak tylko dla dobra dzieci. Z reguly jezdzi do nich na 1
dzien - wyjezdza rano a wraca wieczorem.
Wtedy pomyslalam sobie, ze pomimo, ze on zamieszkal ze mna, jego rodzina moze
nie miec o niczym pojecia. Nie wiem, co bylby w stanie wymyslec, jak bylby w
stanie im wytlumaczyc, ze NIE mieszka z nimi? No jak? Sama juz trace rozum -
nie wiem, co jest prawda, a co klamstwem? Czy uwazacie, ze wymyslam i sama
sobie kreuje problemy - ze to wszystko ma zwiazek z tym, ze oszukal mnie na
poczatku i nie potrafie znowu zaufac, czy rzeczywiscie ktos jest zdolny do az
takich klamstw? Moja intuicja znowu 'krzyczy'...
Problem w tym, ze on caly czas jest dla mnie cudowny, kochajacy,
najwspanialszy na swiecie. Wspieramy sie w kazdej kwestii i darzymy wielkim
szacunkiem. Wszystko byloby jak w bajce, gdyby nie ta niepewnosc, ktora mnie
zabija...
Zawsze bylam osoba bardzo silna i za taka wciaz uwaza mnie moja rodzina i
wszyscy znajomi, ktorym w zyciu bym sie nie przyznala, ze znalazlam sie w
takiej sytuacji. W tym zwiazku stracilam poczucie pewnosci siebie, nigdy bym
nie podejrzewala, ze mam w sobie takie poklady slabosci, ze nie jestem w
stanie podjac slusznej decyzji. Wiem, ze jesli on klamie, to powinnam to
skonczyc, chociaz wierzylam, ze to TEN jedyny, ale tak bardzo go kocham i tak
bardzo boje sie samotnosci. Nie mieszkam w Polsce, nie mam tu zupelnie nikogo
i nie wiem, czy w ogole dalabym sobie rade bez jego wsparcia.
Prosze, pomozcie mi otworzyc oczy... Jestem gotowa przyjac kazda opinie...