dziewczyny kochane!
Przypadkiem ukluł sie pomysl, żeby zorganizować warsztaty dla dam, ktore
zostały same, a nie mają po dwadziescia parę.
Jestem po rozmowie z panią, ktora jest rewelacyjną choreoterapeutka, pracujae
z kobietami w roznym wieku.
To, co robi, nie jest TERAPIĄ sensu stricto, ale raczej STYMULOWANIEM ROZWOJU
OSOBISTEGO, OTWARCIA SIĘ, WZMOCNIENIA.
KOBIETA CZYNI CUDA, DOSWIADCZYŁAM TEGO SAMA I WIDZIALAM, JAK DZIEJE SIĘ TO Z
INNYMI.
Przepraszam, kapsloczek przez pomyłkę
Okazuje się, że pani choreoterapeutka zna pana, o ktorym mowa (watek "znów
się usmiecham). Do pomysłu zaproszenia go podeszła entuzjastycznie.
Pan nie tańczy, tylko rozmawia - co prawda byłam przez niego tylko szkolona
zawodowo (profilaktyka AIDS, bez głupich zartow proszę

), ale dam sobie za
niego rekę uciąć, naprawdę.
technicznie bardziej byłby to wyjazd piatek-sobota-niedziela, pewnie wiosną,
myslę o jakimś punkcie w środku Polski, zeby w miarę sprawiedliwie bylo z
dojazdem. Zajęcia taneczne z panią choreoterapeutką i psychologiczne z panem
Sokolukiem (jesli sie zgodzi), oczywiscie to wszystko nie za głeboko, zeby
nie narozrabiać, zebysmy wyjechały "doenergetyzowane", a nie rozwalone.
Pisze chaotycznie, ale sie spieszę.
Napiszcie, co myslicie.