Dodaj do ulubionych

Pogubiłam się .. pomóżcie!!!

31.08.06, 10:21
Witam wszystkim
podczytuje Wasze forum od jakiegoś czasu.
Nie wiem co mam napisać bo tyle myśli kłębi mi się w głowie i tak bardzo
czuję się zraniona.
Do tej pory pisałam o sobie na forum "Brak seksu w małżeństwie" - ale
niestety oprócz braku seksu pojawiło się wiele zachowań które bardziej mnie
przybliżają do rozwodu.
Mam 27 lat, znamy się od 10 lat a od 5 jesteśmy w małżeństwie.
Mamy 3 letniego synka.

Dziś powiedział mi ze chce rozwodu tyle tylko że nie ma odwagi pójść do sądu,
więc albo zrobimy to razem albo ja sama pójdę.
Do tego powiedział że czuje do mnie wielkie przywiązanie i wiele innych
pozytywnych uczuć tyle tylkmo że nie jest to wielka miłość.

Co dalej...??
Obserwuj wątek
    • soniaaa Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 10:35
      Na to niestety nie ma mądrych. Musisz sama zastanowic sie co dalej. Sama podjąc
      decyzję i oby ona byla najlepsza.
      Chyba nikt nie podejmie ryzyka powiedzenia ci zebys sie rozwiodla albo zebys
      tego nie robila.
      Powodzenia
    • nieide Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 10:44
      Taaa... "Chciałbym a boję się" ??
      Czuje "wiele pozytywnych uczuć" ale "nie jest to wielka miłość", "chce rozwodu"
      ale "nie ma odwagi pójść do sądu", ożenił się a teraz nagle "to jednak nie to" confused
      Wiesz Ty co? Jeżeli jeszcze nie byliście idźcie do jakiejś poradni rodzinnej.
      Rozwód to naprawdę ostateczność. O małżeństwo trzeba walczyć. Przecież z tego co
      piszesz tak "z gróbsza" i "na oko" wygląda, że po prostu macie kryzys.
      Poszukajcie pomocy. Jeżeli jesteście głęboko wierzący to chociażby u księdza i w
      poradniach katolickich, jeżeli nie to u dobrych psychologów. Na pewno Wam to nie
      zaszkodzi, bo skoro już myślicie o rozwodzie to niewiele gorzej może być.

      Trzymaj się.
      • nieide Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 10:50
        Chryste... To niezły popis polskiej pisowni ten poprzedni post...
        Nie kalajcie mnie za ortografię confused
        Mam chyba zły dzień. Przepraszam confused
      • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:00
        Między nami nie układa się od roku.
        Mój M stwierdził że przez wiele miesięcy wcześniej walczył o nasze małżeństwo a
        ja zaczęłam się dopiero starać jak zauważyłam że coś się dzieje źle.
        On zaczął co raz później z pracy wracać, mówił że nie czuje potrzeby dotykania
        mnie, czy pójścia do łóżka ( wcześniej demonem seksu też nie był )
        Zaczęliśmy się od siebie co raz bardziej oddalać, co raz częściej siedzieliśmy
        obok siebie nie odzywając się do siebie, co raz bardziej odsuwaliśmy się od
        siebie w codziennym życiu.

        Powiedział mi wielokrotnie że nie wie czy chce ze mną być, ale nie potrafi
        podjąć decyzji.
        Boli mnie głowqa od tego co wszyscy dookoła mówią - weź rozwód bo nie możesz
        pozwolić sobie na takie traktowanie, albo - jak on chce rozwodu to niech sam
        sobie złoży papiery do sądu.. itp.
        Ja nie chcę rozwodu, bo nadal go kocham. Powiedziałam mu żeby się wyprowadził
        bo nie chcę tak dalej żyć, a teraz tego żałuję. Bo wiem że on to zrobi, a jak
        tak zrobi to potem będzie nam jeszcze ciężej to posklejać.

        Pisze bo wiem że wiele z Was mogło mieć podobną sytuację. Jak się zachować??
        • nieide Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:48
          Pytasz "Jak się zachować??" - to już dostałaś odpowiedź ode mnie i od
          misbaskerwilla. Skoro nie potraficie się sami dogadać to idźcie z tym do
          specjalisty.
          Wydaje mi się, że Twój mąż nie chce rozwodu. Gdyby chciał to by głupio nie
          mówił, że "boi się iść do sądu". Pewnie rzeczywiście chce Ci dać jakiś znak.
          Ale to tylko "gdybanie". Nic pewnego. Kto tam wie co mu w głowie siedzi wink

          Po prostu musicie się porozumieć i tyle. Po tym co napisałaś na mój gust
          (odczucie bardzo subiektywne) to jest sprawa do odratowania - po prostu ciężki
          kryzys a nie rozpad małżeństwa.
        • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 13:59
          anetazw napisała:

          > Powiedziałam mu żeby się wyprowadził
          > bo nie chcę tak dalej żyć, a teraz tego żałuję. Bo wiem że on to zrobi, a jak
          > tak zrobi to potem będzie nam jeszcze ciężej to posklejać.
          Postąpiłaś słusznie. Zorientujesz się, czy jeszcze jest co sklejać i czy Wam
          się chce podjąć tego trudu, bo jeśli brakło nadziei i wiary, to nie warto
          składać tego, co się wcześniej rozpadło.

    • misbaskerwill Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:01
      Zdołałaś złożyć sama wniosek... u kobiety to znak, że zdecydowanie i
      nieodwołalnie chce rozwodu...

      Małżeństwo to coś więcej niż wielka miłość... ba, rzekłbym nawet, że to często
      coś innego. Hm, stabilniejszego, chciałbym rzecsmile

      Czy byliście u psychologa rodzinnego, dziecięcego, u mediatora???

      Dla dobra Waszego dziecka - warto spróbować - jeśli nie ratować małżeństwo, to
      jak dorośli ludzie - wspólnie od początku trzymać jeden front i rozstać się bez
      wielkich zgrzytów.
      To naprawdę baaaaaaardzo trudne, ale z Twojego listu wynika, że dogadujecie się
      - więc zamiast zacząć walczyć, zróbcie wszystko, by się porozumieć.
      Zróbcie wszystko, żeby nie zamienić rozwodu w koszmar - ani dla Was, a zwłaszcza
      dla Waszego dziecka.
      Zabrzmi to śmiesznie - pomóż mężowi, żeby się "nie bał". Dlatego wizyta u
      psychologa się przyda - może zrozumie, że nie chcesz go zniszczyć i nie zacznie
      z Tobą nagle walczyć jak lew o popielniczkę...

      Wiem - wydaje Ci się to teraz idiotyczne, ale piszę to jako niby-inteligentny
      człowiek, któremu właśnie podobny koszmarek jest dany (pomimo, że wręcz od
      początku oddałem żonie całą własność materialną, ale ona i tak "czuję potrzebę"
      ciągłej walki i zrobienia mnie na szmatę - choćby na wszelki wypadek).
      • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:12
        Nie złożyłam jeszcze wniosku, powiedziałam mu dzisiaj że złożę, ale zrozumiałam
        że nie powinnam - bo mi na tym nie zależy, bo go kocham, bo jeszcze wierzeę.
        Wiem że to jest naiwne, i jak już ktoś coś takiego powiedział to raczej ciężko
        by mu było się wycofać.
        Teraz najbardziej boję się tego że się wyprowadzi...
        • misbaskerwill Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:25
          > Nie złożyłam jeszcze wniosku, powiedziałam mu dzisiaj że złożę, ale zrozumiałam
          > że nie powinnam

          No wybacz, dobrze zrozumiałaś - wniosek słada osoba, która chce rozwodu, nie na
          odwrót.
          Rozwód to poważna sprawa dla dorosłych ludzi - powiedz mężowi NIE i basta, jak
          chłopak boi się sam wystąpić.

          I jak najbardziej - psycholog!!! Niech mąż się dowie, czego _sam_ chce.
          Jakby chciał rozwodu - złożyłby pozew, ew. prosiłby o wspólne złożenie (podobno
          to się zdarza).
          Powiedz mu - jak pójdzie z Tobą do psychologa, jak przekona, że to nie kryzys,
          lecz (sorry) koniec, to zastanowisz się jeszcze nad tym wnioskiem - jak nie, to NIE.

          Wariant drugi - idziecie do psychologa dziecięcego (co i tak warto zrobić).
          Pierwsza wizyta MUSI być bez dziecka (prywatnie czasami "oszukują" i dopiero na
          2 wizytę umawiają z dzieckiem). 3-letnie dziecko wyczuwa wszystko, co dzieje się
          między rodzicami, więc i tak powinniście to zrobić.

          Trzymajcie się, życzę Twojemu mężowi, by zrozumiał, że po prostu ma fajną babkę
          w domu (bo tak wynika z Twoich postów), do tego dziecko... więc będzie idiotą
          jak z tego zrezygnujesmile
          A może chłopak jeszcze się w Tobie zakocha... Wiem, optymista ze mnie, ale jak
          on taki "niezdecydowany"smile
          Może pragnie byś go uwiodła, "zgwałciła", może to tylko szantaż... nie wiem, ale
          moje propozycje chyba wykraczają poza to forumsmile

          Najważniejsze - że chcesz ratować małżeństwo, na to na pewno nie jest za późno.
          • libra22 Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:33
            Zgadzam się z powyższymi - skoro kochasz - powalcz, warto.
            On też chyba nie do końca wie, czego chce, więc jest szansa.
            Skoro znacie się tak długo to zapewne tylko normalny kryzys.

            ps Tak na marginesie zgadzam sie z tymi, którzy Ci mówią, że skoro to on chce
            rozwodu to Ty absolutnie nie składaj wniosku. Bo i z jakiej racji?
            • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:42
              Nie wiem czy to jest kryzys czy raczej koniec naszego małżeństwa...
              to już trwa rok....
              dziś mnie zadziwiło to że na koniec rozmowy dał buziaka w policzek..
          • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 14:10
            misbaskerwill napisał:

            > Może pragnie byś go uwiodła, "zgwałciła", może to tylko szantaż... nie wiem,
            To jeszcze żadnej nie wyszło na zdrowie.
        • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 14:07
          Pieprz wszystko. Nie jest źle. Zawracaj. Macie szansę.
      • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 14:06
        misbaskerwill napisał:

        > Zabrzmi to śmiesznie - pomóż mężowi, żeby się "nie bał" [rozwodu].
        Próbowałam, a mój zrozumiał intencje opacznie.
        > wręcz od
        > początku oddałem żonie całą własność materialną, ale ona i tak "czuję
        potrzebę"
        > ciągłej walki i zrobienia mnie na szmatę - choćby na wszelki wypadek).
        Jak sądzisz dlaczego tak się zachowuje? O jakie jej gwarancje jej chodzi od
        wszelkiego przypadku?
    • aagnieszka76 Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 11:55
      A ja uważam, że nie ma co walczyć (zresztą jak niby ta walka miałaby wyglądać w
      praktyce?). Facet funduje ci huśtawki emocjonalne, jednego dnia cię cmoknie w
      policzek, drugiego powie że już cię nie kocha itd. Pewnie jest po prostu
      niedojrzały emocjonalnie i nie dorósł do życia w rodzinie, unika bliskości.
      Niestety jest duża sznsa, że nie dorośnie nigdy i latami będziesz żyła w
      niepewności czy on nagle znowu się nie odkocha. Wbrew pozorom rozwód to nie
      ostateczność, i gdyby nagle (w co wątpię) zdobył pewność, że cię kocha, to
      zawsze możecie do siebie wrocić, a jednocześnie masz szansę spojrzeć na
      wszystko z dystansu i ewentualnie układać sobie życie bez niego.
      • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 12:36
        Niestety, musze się z Tobą zgodzić że nie dojrzał do tego żeby mieć rodzinę i
        być za nią odpowiedzialnym.
        Tyle tylko że ja się cholernie boję co dalej..
        i cholernie się boję że zostanę sama!!!!!
        • weekenda Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 12:47
          Rozmawiajcie.

          Nie bo nie - to żaden argument. Są poradnie - pewnie, ale najpierw spróbujcie
          szczerze porozmawiać. To bardzo bardzo trudne ale możliwe. Jesteście
          małżeństwem, jest dziecko. Małżeństwo to życie razem i obok siebie. Bywa różnie.

          I podstawowa sprawa: jeśli on chce rozwodu to niech sam złoży wniosek. A jak
          będzie chciał włożyć palec do ogniska to Ciebie najpierw o spróbowanie "jak to
          jest" poprosi? Bzdura.

          Nie daj się. Jesteś Człowiekiem i masz uczucia a w rodzinie bywa różnie.
          pozdrawiam!
        • nieide Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 12:49
          anetazw napisała:

          > Niestety, musze się z Tobą zgodzić że nie dojrzał do tego żeby mieć rodzinę i
          > być za nią odpowiedzialnym.
          > Tyle tylko że ja się cholernie boję co dalej..
          > i cholernie się boję że zostanę sama!!!!!

          To, że nie dojrzał do związku to jeszcze o niczym nie świadczy. Może po
          konkretnych, szczerych rozmowach zrozumie. Najwyraźniej teraz to Ty musisz być
          tą silną i mu pokazać drogę. Może za jakiś czas, za rok, dwa role się odwrócą.

          A teraz powiem Ci coś z mojego doświadczenia. Pozostawanie w związku ze strachu
          przed samotnością to błąd. Nie można na tym zbudować niczego solidnego. Pomimo
          bycia z kimś musisz nauczyć się być samodzielna. Tak samo jak Twój partner. Ta
          samodzielność daje siłę do utrzymania związku.

          Nie poddawaj się i powalcz o małżeństwo. Nie chciej rozwodu zanim nie będziesz
          poewna, że go chcesz i zanim nie będziesz pewna że zrobiłaś wszystko dla jego
          ratowania.
        • misbaskerwill Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 12:58
          Zgadzam się, że strach przed samotnością nigdy nie może być powodem pozostawania
          w związku. Równie dobrze możesz dać ogłoszenie, że czekasz na księcia na białym
          koniu, a jak tylko się zjawi, jedynie pomachasz mężowi na dowidzeniasmile

          Właściwymi powodami są zaś Twoja miłość do męża i odpowiedzialność za dziecko...
          Mąż zapewne jest niedojrzały - ok, to był dobry powód do niepoślubiania go, ale
          z samym rozwodem można poczekaćsmile
          Ważne są rozmowy. Jeśli się nie da - po raz kolejny powtarzam - do psychologa
          rodzinnego. TY musisz w końcu wiedzieć na czym stoisz i masz do tego prawo.
          Musicie się określić - warto poznać wszystkie możliwości, warto ratować rodzinę
          - nie warto natomiast "czekać".
          Jeśli koniecznie chcecie jednak "czekać", "w spokoju" przemyśleć - proście o
          separację (ale nie Ty sama, tylko razem). Sąd na to prędzej pozwoli, a za całe
          100 zł możecie ją za jednym zamachem unieważnić i wrócić do siebie.
          • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 13:49
            Ja nie muszę czekać na deklaracje ze strony mojego M.
            On powiedział że chce rozwodu, tyle tylko że jemu brakuje odwagi....

            a ja gdzieś w głębi duszy czuję że to nie jest to czego on chce.
            p.s. albo tak tylko to sobie tłumaczę bo go nadal kocham....
            • misbaskerwill Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 14:08
              anetazw napisała:
              > Ja nie muszę czekać na deklaracje ze strony mojego M.
              > On powiedział że chce rozwodu, tyle tylko że jemu brakuje odwagi....
              > a ja gdzieś w głębi duszy czuję że to nie jest to czego on chce.

              Ja mam takie samo wrażenie - rozumiem, że kobieta może panicznie bać się rozwodu
              w sądzie, ale facet, który tego "chce"? A mówi człowiek różne rzeczy, zwłaszcza
              gdy ma problemy małżenskie. Ale co innego mówić - co innego robić.
              Może on Cię nawet kocha - może to jakieś głupie gierki. Ja tylko mówię - nie
              pozwalaj mu na te gierki. W przeciwieństwie do kobiet - facet to maszyna prosta
              - nie zmyśla tak dla samego zmyślania. No chyba ma jakiś w tym cel.
              Jak nie ma - to lepiej od razu psychiatra zamiast psychologa.

              P.S. A może jednak Ty też chcesz odejść? Może z tą separacją "na próbę" to wcale
              nie taki głupi pomysł... Przemyśl to. Lepiej - przemyślcie to RAZEM.
              • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 15:18
                Najbardziej dla mnie bolesne jest to jak bardzo on stara się być "normalny" w
                tym wszystkim. Miły, uczynny, chętnie odbierze dziecko z przedszkola, zrobi
                zakupy, ba nawet poprosi byśmy te zakupy zrobili razem.
                Do naszego syna zawsze mówi z szacunkiem o mnie, i star się trzymać mój
                autorystet przy dziecku...

                to wszystko jest takie miłe, bądźmy przyjaciółmi, uśmiechajmy się do siebie,..
                a mnie się rzygać od tego chce. Bo wolałabym żeby nie był miły i troskliwy.
                Bo wolałabym żeby wszystkimi znakami na niebie i ziemipokazywał mi że mnie nei
                chce, ze go nie interesuję...
                ryczeć mi się che.
                Umówiłamn się dzisiaj na spotkanie z psychoterapeutą.
                Jadę do Fundacji Synapsis w Wawie - jeśli ktoś zna z autopsji prosze o opinie.
                • nangaparbat3 Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:17
                  Synapsis Kiedys miała bardzo dobrą markę, nie sądzę, zeby to się mogło
                  radykalnie zmienić.
            • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 14:16
              anetazw napisała:

              > powiedział że chce rozwodu, tyle tylko że jemu brakuje odwagi....
              >
              > a ja gdzieś w głębi duszy czuję że to nie jest to czego on chce.
              > p.s. albo tak tylko to sobie tłumaczę bo go nadal kocham....
              Prawdopodobne. Bronimy się przed realiami, a te nas i tak dopadną, lepiej
              stanąć i przyjąć na klatę. Już!
        • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 14:13
          anetazw napisała:

          > Tyle tylko że ja się cholernie boję co dalej..
          Jak zawsze, normalnie..
          > i cholernie się boję że zostanę sama!!!!!
          Nie na tej planecie.
    • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 13:54
      anetazw napisała:

      > Dziś powiedział mi ze chce rozwodu tyle tylko że nie ma odwagi pójść do sądu,
      > więc albo zrobimy to razem albo ja sama pójdę.
      > Do tego powiedział że czuje do mnie wielkie przywiązanie i wiele innych
      > pozytywnych uczuć tyle tylkmo że nie jest to wielka miłość.
      >
      > Co dalej...??
      Podprowadź go. Niech doświadczy, co znaczy utrata przyjaźni. To będzie dla
      niego szansa na przyszłą mądrość. Czego mu się jeszcze zachciewa? Wszystko ma
      swoje miejsce i swój czas. Popatrz na liście. Idzie jesień.
    • nangaparbat3 Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 15:14
      > Do tego powiedział że czuje do mnie wielkie przywiązanie i wiele innych
      > pozytywnych uczuć tyle tylkmo że nie jest to wielka miłość.
      >
      To wygląda, ze się chłopina Harlequinów naczytał.
      A ta serio:
      Musicie zaczać ze soba rozmawiać otwarcie. To jest bardzo trudne i rację ma
      Misbaskerwill, ze radzi mediatora czy terapie dla malżeństw - potrzebujecie
      pomocy, zeby szczerze z sobą pogadać.
      Ty nie mozesz się bać za bardzo, bo to może jemu uniemozliwić jasne
      powiedzenie, o co mu chodzi. Dlatego profilaktycznie zajrzyj do tego wątku:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=47163701
      Mis ma jeszcze rację, kiedy pisze, ze gdybyscie mieli sie rozstawać, trzeba
      zrobić wszystko, żeby to zrobić przyzwoicie i w zgodzie, nie walczyć.
      Ja jestem od Ciebie sporo starsza i doświadczeńsza i wiem jedno: nigdy nie będę
      mieszkać z facetem, ktory nie chce mnie dotykać. I nie chodzi tylko seks, ale
      przede wszystkim o czułość.
      Bardzo źle jest, kiedy strach uniemożliwia nam poznanie naszej rzeczywistej
      sytuacji. Jeśli wiesz na czym stoisz, możesz się do tego odnieść, możesz
      planować, możesz wybierać. Kiedy nie wiesz - mozesz się tylko coraz bardziej
      bać i bać.
      • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 15:51
        Masz rację
        nie powinno się być z kimś tylko ze strachu - tyle tylko że dla mnie to jest
        tak silny strach że nie wiem jak sobie z nim poradzić.
        Trudno mi jest mieszkać z nim pod jednym dachem kiedy on mnie nie dotyka (
        oczywiście jak poproszę to podrpie plecki czy sam zaproponuje masaż - w celach
        leczniczych bo mam dosyć poważną wadę kręgosłupa i miewam silne bóle)
        Boję sie też tego że jest ze mną ze względu na to że niedługo czeka mnie
        operacja kręgosłupa i niewiadomo jak się potoczy....
        • nangaparbat3 Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:13
          anetazw napisała:

          > Masz rację
          > nie powinno się być z kimś tylko ze strachu - tyle tylko że dla mnie to jest
          > tak silny strach że nie wiem jak sobie z nim poradzić.
          Tak jest. Ale ja tez przeszłam przez ten etap - zmarnowałam 3 lata i nawet
          upatrzyłam sobie takie miejsce nad rzeką, zeby sie utopić, jak mnie rzuci.
          Rzucił nagle i w bardzo dla mnie trudnym momencie, przez tydzień nie jadłam i
          nie spałam, a jak juz wrociłam do siebie, zaczęłam nowe zycie. Przestałam się
          bać być porzuconą - może nie w 100 % ale na tyle, żeby przestało mnie to
          ograniczać.
          > Trudno mi jest mieszkać z nim pod jednym dachem kiedy on mnie nie dotyka (
          > oczywiście jak poproszę to podrpie plecki czy sam zaproponuje masaż - w
          celach
          > leczniczych bo mam dosyć poważną wadę kręgosłupa i miewam silne bóle)
          > Boję sie też tego że jest ze mną ze względu na to że niedługo czeka mnie
          > operacja kręgosłupa i niewiadomo jak się potoczy....
          Wiesz co, jak sam Ci proponuje masaż, to nie jest chyba jeszcze tak całkiem
          źle. a jak się czujesz, kiedy Ci go robi? Bo to się wyczuwa, czy sam się z
          niechęcią do tego zmusza, czy akceptuje to co robi.
          Ja bym naprawdę poszła za radą Misia - do poradni po pomoc, żebyście czegoś nie
          przegapili ważnego.
          • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:16
            Jak napisałam we wcześniejszym wątku - wybierams ię dzisiaj do psychoterapeuty,
            m,ój M nie chce słyszeć o czyms takim...
            drapie i masuje miło, nawet mówi że jest mu przyjemnie jak ja zasypiam w czasie
            jego masażu czy drapanka po pleckach.
            Ale - na ile jest to nawyk a na ile ochota własna to trudno jest mi to ocenić.
            • nangaparbat3 Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:22
              Przyszło mi do głowy, ze moze tu by podziałała stara babska metoda -
              spowodować, żeby był trochę zazdrosny. Moze jakis kolega by sie do Ciebie
              odezwał albo co?
            • misbaskerwill Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:31
              Jak to, zasypiasz przy masażu???
              No wiesz co?!

              Niech Ci to powie psychoterapeuta, ale o ile pamięć jeszcze mnie nie myli, masaż
              można kontynuować w ciekawszy sposób.smile

              Może wystarczy Wam wizyta u seksuologa - kto wie, a nuż mąż na to chętniej się
              zgodzi?!smile
        • misbaskerwill Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:18
          Mąż, który stara się być miły, "normalny", proponuje wspólne zakupy i wieczorny
          teraupetyczny masaż pleców...
          Sorry, ale normalny sąd Wam nie da rozwodusmile

          Z tym psychoterapeutą, nawet jeśli planujesz iść sama - myślę, że warto (na
          dobry początek, może znajdziecie sposób na zaproszenie męża).

          Ja tu widzę kryzys, ale nie widzę jeszcze rozwodu. Z tym "gwałtem" na mężu to
          oczywiście przesadziłem, ale zrób coś, żeby facet się ocknął i na coś w końcu
          zdecydował.
          Nic na siłę - ani związek nie może być na siłę, ale tym bardziej rozwód też niesmile
          • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:32
            Niestety, znam jeden przypadek kiedy facet tak się zachowywał - własnie dlatego
            że chciał rozwodu.
            Moja przyjacióła przez dłuższy czas miała romans z przyjacielem swojego męża.
            W praktyce - sąsiad zza ściany.
            Ona mężatka, 1 dziecko, On żonaty 3 dzieci ( malutkich)
            On zakochał się bez pamięci w mojej przyjaciółce, stwierdził ze to kobieta jego
            życia, że tylko ona się liczy itp.
            Trwało to 1,5 roku.
            Chciałodejśc od żony - nie chciał iść na terapię małżeńską bo bał się że
            sprytny psycholog jakoś wyciągnie od niego że ma romans a nie chciał rozwodu z
            orzekaniem o winie.
            Poszedł do adwokata i on poradził mu żeby był w miarę normalny dla żony, żeby
            nie uciekał z domu, żeby robił z nią zakupy, byleby tylko ż nią nie spął i nie
            składał deklaracji słownych pt. Kocham Cię.
            Ja niestety stałam z boku przy tym wszystkim i zachowanie kochanka mojej
            przyjaciółki jest dla mnie kopalnią wiedzy na temat tego jak może zachowywać
            się facet w pewnych sytuacjach.

            Więc wydaje mi się że jest tu podobna analogia....

            • nangaparbat3 Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 31.08.06, 16:50
              Czt to znaczy, że sądzisz, ze on ma romans?
              • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 01.09.06, 08:21
                Myślę że jest możłwie żeby miał romans...
                po pracy nie zawsze wraca do domu, czasami mówi że idzie do lekarza, że musi
                coś tam załatwić...
                może i w tym czasie spotyka się z kimś...
                ale nie mam siły go sprawdzać a on za Chginy się nie przyzna.

                Byłam u psychologa, na razie jeszcze wszystko jest dla mnie za trudne więc jak
                sobie poukładam to napiszę.
                Bynajmniej wczoraj jak wróciłam do domu, mój M kąpał dziecko ,opowaidał mi ile
                to Antoś zjadł i jak się bawił w Ikea.
                Jak jadłam kolację to pytał się czy może ogóreczka mi podać i czy napiję się
                piwa....
                po prostu schiza!!!
                • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 01.09.06, 08:32
                  Z takim trudno zborować. To dwoista zaraza. Sądzę, że jedyny na nią sposób to
                  pełna izolacja. Wiem, wiem... Antoś. To nie takie proste.
                • a.niech.to Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 01.09.06, 08:34
                  anetazw napisała:

                  > po prostu schiza!!!
                  Weź pod uwagę, że nigdy nie będziesz mieć z nim inaczej.
                  • olalia Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 01.09.06, 10:43
                    Witaj !Ja też jestem(byłam)stałą bywalczynią forum"Brak seksu w małżeństwie" U
                    mnie ten problem zaistniał praktycznie zaraz po złożeniu przysięgi
                    małżeńskiej.Tkwię tak z tym od 6 lat.Mam zszarpane nerwy,zresztą wiesz jak to
                    jest.Po jakimś czasie doszły zdrady.... To że nie wychodzi nigdzie z domu(po
                    pracy )o niczym nie świadczy!Mój umówił się z "koleżanką"że sms-ują,rozmawiają
                    tylko do godz.15.30,potem cisza... Dodatkowo w domu jest gosciem hotelowym
                    (bałagani gorzej niz dziecko,w niczym nie pomaga,z dzieckiem jedynie wychodzi
                    na spacery)Słowem KOSZMAR !I wiem jedno,to się nigdy nie zmieni.Tobie też
                    radziłabym na to nie liczyć..... Na moje pytanie do męża,czy mnie kocha
                    odp:" kocham to takie duze słowo,ale czuję że jesteś mi bliska" Pozdrawiam
                    • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 01.09.06, 13:32
                      Niestety czasami gdzieś mi świata myśl w głowie że byc może mój mąż ma jakiś
                      romans.
                      Kiedyś telefon miał stale przy sobie, nigdy go nie spuiszczał z oczu a teraz
                      telefon sobie lezy na wierzchu, czasami go zostawia i wychodzi - ja już nie mam
                      pokus by do niego zaglądać... ale może robi tak bo ma drugi numer telefonu
                      schowany np. w samochodzie?
                      wiem że faceci tak robią, niestety.
                      Ale czy to oznacza że mam go sledzić???
                      Jak, gdzie????
                      • anetazw Re: Pogubiłam się .. pomóżcie!!! 04.09.06, 12:26
                        Witam po weekendzie
                        .. cóż kilka dniwolnych minęło a ja nadal nie wiem co przede mną i dokąd
                        zmierzam. (my)??
                        Chciałabym poprosić Was o ocenę mojej sytuacji bo może ja już za bardzo się
                        zaplątałam w to wszystko i nie wiem jak z tego się wyplątać.
                        W sobotę wybrałam się z moim synkiem na planowany wcześniej ślub i wesele mojej
                        siostry.. - on oczywiście już wcześniej zapowiedział ze się nie wybiera ze mną
                        bo nie chce, bo nie czuje takiej potrzeby.
                        W sobotę rano ja zwykle, zakupy, sprzątanie, gotowanie i szykowanie się ( mój M
                        w pracy )
                        minęliśmy się tylko na parkingu jak ja wyjeżdżałam a on wracał z pracy.
                        w trakcie wesela napisałam mu jak dziecko i o której wracamy ( o 21.30)
                        Jak wróciłam był nasz wspólny znajomy,mecz, piwko itp.
                        Niestety zaczął bezsensowaną wymianę zdań typu : czy byłas w sądzie? ja mu na
                        to że nie a on _ i tak będziesz musiała sam pójsść!
                        Jak zapytałam później o co mu chodziło to przepraszał że bezsensownie to
                        powiedział itp.
                        W niedzielę - nijak, on z dzieckiem na wolumen...ja w domu, potem przyszli
                        wspólni znajomi..
                        wieczorem - rozmowa nt. mojej dobrej zabawy na weselu - on mogłaś się mnie
                        zapytać przed wyjściem czy chcę iść - w dpmyśle jak byś się jeszcze raz
                        zapytała to bym się zgodził....

                        nie wyprowadził się ...
                        nie wiem co dalej, w nocy ja spałam na kanapie, a on mnie prosił żebym przyszła
                        do łóżka....

                        nie przyszłam, nie po tym jak mi powiedział że nie kocha,...

                        dziś padło pytanie czy kupujemy wsólny prezent dla dzieck, ( on by tak chciał)
                        bo w środę ma 3 urodziny, powiedziałam mu że się zastanowię, choć dla mnienic
                        już nie będzie wspólne..


                        • anetazw Uaktualnienienie 28.09.06, 12:54
                          Witam
                          na forum zaglądam prawie codziennie, ale o sobie nie pisałam już dawno.

                          Teraz jestem na rozdrożu swego życia i nie wiem w którą stronę pójść.
                          Chciałabym czasami zasnąć i obudzić się za kilka tygodni, tak żeby cała burza
                          była za mną.

                          Obecna sytuacja to:
                          - mąż u teściowej - wyprowadził się w niedzielę wieczorem, bo ja przecież tyle
                          razy o tym mówiłam żeby się wyprowadził i że przecież nie potrafimy się
                          dogadać, że przecież i tak się cały czas kłócimy, więc lepiej jak on się
                          wyprowadzi - to sas jego słowa.
                          Jak się pakował powiedziałam mu że go kocham i chciałabym z nim być, że
                          przecież w życiu nie chcodzi o tę namiętność i szaleńczą miłość która jest na
                          początku tylko na codzienne życie w zgodzie, ze świadomoscią że masz gdzie
                          wrócić, że jak ci źle to ktoś cię przytuli, pogłaszcze po głowie i powie nie
                          martw się jutro będzie lepiej.

                          Fakty chronologicznie..dla oceny sytuacji:
                          piątek południe - pisze sms, żeby wieczorem został z synkiem bo jak chcę wyjść
                          o 19.30
                          on odpisuje OK
                          o 18.00 dzwoni że za godzinę wychodzi z pracy ( powrót zajmuje mu max 10 minut)
                          o 19.25 - telefony których nie odbieram bo wiem że chce mi powiedzieć że się
                          spóźnie...
                          wraca o 19.45 i pyta się czy ja wychodzę, mówię mu że już nie bo miałes być o
                          19.30, i już nieaktualne,
                          on wścieka się o co mi chodzi , to przecież tylko 15 minut,
                          ja mówie że tu nie chodzi o 15 minut tylko o fakt tego że możesz na kogoś
                          liczyć.
                          Ze jak się z kims umawiasz to jestes na czas..
                          i że skoro to tylko 15 minut to mógł być te 15 minut wcześniej - nadmieniam że
                          pracuje do 17.00
                          sobota - sprzeczki co chwilę o głupstwo, on mówi że sie wyprowadza wieczorem...
                          sobota wieczor - mnie dopada silny ból kręgosłupa, on przytula, głaszcze
                          zajmuje się dzieckiem
                          niedziela... - on w nocy wstaje do dziecka, ja śpię po silnych lekach
                          przeciwbólowych, wstaję, robię śniadanie dziecku, on śpi... - myślę sobie niech
                          sobie pośpi
                          zamykam drzwi od pokoiku dziecięcego... żeby było cicho i spokojnie - on wstaje
                          o 10.30 otwiera drzwi i żadnego dzień dobry czy pocałuj się w dupę tylko się
                          patrzy i tyle...
                          idzie z dzieckiem do kina, sam beze mnie....
                          sprzeczka o to że do kina jak ładna pogoda - ja mu móiwę że może by lepiej na
                          spcer niż do kina bo jest łądnie itp.

                          wyciąga torby z garderoby i mówi że po południu się spakuje i wyprowadzi.
                          wraca z kina, dziecko je obiad i idzie spac.
                          on się pakuje,... trochę rozmawiamy, ja próbuję coś mu tam tłumaczyć itp.
                          wieczorem kładzie dziecko spać, jak zasypia .. zaczyna krążyć po mieszkaniu, ..
                          miota się...
                          mówię mu że nigdy sobie nie wyobrażałam że powie mi nie kocham cię, i że to
                          zabolałao najmocniej!
                          On pyta się mnie czy uwierzyłam w w jego słowa, że przecież to nie tak...
                          mija 5 minut kiedy chodzi po mieszakniu w tą i z powrotem...
                          zaniósł wcześniej torby z rzeczami do samochodu, bierze mały plecak i kurtkę,
                          podhodzi do mnie i całuje w czoło i mówi:
                          Kocham Was, dobrze o tym wiesz.
                          ...
                          wychodzi, a ja czuję się jak by mi zaczynało brakować tlenu..
                          • wiedziona gra na emocjach...? 28.09.06, 13:30
                          • anetazw Ciąg dalszy.... 28.09.06, 14:37
                            ....tej samej niedzieli ja po dwóch godzinach od jego wyjścia dzwonię do niego
                            i mówię że mi go brakuje, żeby wrócił bo jest jego dom i rodzina, że nie chcę
                            się kłócic,
                            .. on płacze.. mówi że po co ma wracać, itp.
                            mówi że siedzi w samochodzie, że tu będzie spał itp.
                            Ja mu mówię wróc i tu śpij, ... że jest środek nocy - ( godzina 24.00 )
                            on że nie wie czy wróci itp...
                            ja - to jedź do mamy, nie chcę żebyś spał w samochodzie, że się martwię...
                            wysłał mi sms'a o 1 w nocy że jest już u mamy i że dobranoc itp.
                            Ranow ysłałam mu sms że już wstałam że to jest pierwszy dzień mnie jako
                            samotnej matki ale że już nie płaczę..
                            on mi odpisał że płacze, że jest złym człowiekiem i że przeprasza....
                            potem zadzwonił na domowy, jak tam jak Ty, jak noc....
                            po południu był u dziecka - ja w tym czasiw yszłam...
                            wieczorem jak młodego wykąpał i położył do łózką, i miał wyjść to kecił się i
                            stał w drzwiach machając mi i wachając się czy wyjść...
                            we wtorek przyjechał młoedo odwieźć do przedszkola, dzień dobry itp.
                            po południu nie przyjechał... ja wyszłam z domu,.... on potem dzwoni w nocy,
                            mówi że kupił mi coś do samochodu, i dobranoc.. ( tu baaardzo miłe
                            pieszczotliwe słowo, które pochodzi z naszych pięnych pierwszych wspólnych
                            wakacji )
                            ...
                            wczoraj wychodził powiedział spijcie słodko...

                            co ja mam o tym mysleć????
                            • nangaparbat3 Re: Ciąg dalszy.... 28.09.06, 15:06
                              Duzo racji jest w tym, co pisze Phokara, tez myslę, że terapia mogłaby Wam
                              pomóc.
                              Chciałaby Ci jeszcze zwrocić uwagę na parę spraw:
                              - że w dzisiejszych czasach coraz rzdziej pracuje się do jakiejś okreslonej
                              godziny
                              - ze nieznośnie frustrujace jest bycie rozliczanym ze swojego czasu
                              - ze majac małe dziecko łatwo można zacząć mysleć, ze jest się przez żonę/męża
                              traktowanym instrumentalnie, bo małe dziecko pochłania tak duzo starań i uwagi,
                              ze trzeba by trzech osob, zeby przy tym pracować i zadbać o potrzeby własne i
                              reszty dorosłych.
                              Rozumiem Cię, ze kiedy obiecuje przyjść o jakiejś godzinie, a nie robi tego,
                              diabli Cię biorą. Mnie też brali i zachowywalam się dość podobnie do Ciebie. I
                              przysiegam, ze z mojej perspektywy była to jedna z przyczyn rozstania - miał
                              mnie odwieźć na dworzec, to był słuzbowy wyjazd ktory organizowalam i musiałam
                              być na czas, a on zwlekal z wstaniem z wyrka. Wtedy pomyslałam, ze lepiej być
                              samą i wiedzieć, na co mogę liczyć, a na co nie.
                              Ta historia jednak wydarzyla się w czasach, kiedy on juz zadeklarowal, ze chce
                              odejść, stosunki miedzy nami były niesłychanie napięte i stąd, jak sądzę, jego
                              ociąganie się.
                              Przedtem się spoxniał i robił dokładnie tak jak Twój mąż.
                              Teraz, kiedy sama bardzo dużo pracuję, zmienilam zdanie. Nawet zalożyłam kiedyś
                              wątek na ten temat - mozesz zajrzeć:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=48739373
                            • pomidorowa5 Re: Ciąg dalszy.... 28.09.06, 15:35
                              Aneta, nie czytalam wszystkich wypowiedzi,ale z tego co przeczytalam powiem Ci
                              jak ja to widze . Czasami mozna sobie wiele uswiadomic rozstajac sie na jakis
                              czas,czasem wtedy wlasnie dociera do naszej psychiki,ze tracimy cos/kogos bardzo
                              waznego. Byc moze jemu i Tobie jest potrzebny taki czas by sobie pewne rzeczy
                              poukladac. Staraj sie nie przypierac go do muru,niech sobie facet sam uswiadomi
                              co traci a co zyska ...mam nadzieje,ze to rozstanie bedzie chwilowe.Trzymaj sie !
                          • phokara Re: Uaktualnienienie 28.09.06, 14:38
                            Aneta,
                            ja Ci napisze, jak to wyglada z boku. Tylko sie dziewczyno nie obrazaj, bo pisze to z dobrej woli,
                            a nie zeby komus przywalic.
                            Jestescie totalnie rozbujani. Oboje. Moim zdaniem i jedno i drugie nie wie czego chce, oprocz
                            tego, ze wie, ze NIE TAKIEGO zwiazku. Ale na to "jakiego" to juz nie ma pomyslu, bo nie ma
                            miedzy Wami zadnego dialogu. Mysle, ze obecna sytuacja jest tego konsekwencja a nie
                            przyczyna. Rozumiesz? Rozjechaliscie sie gdzies po drodze w dwie strony, kompletnie padla
                            komunikacja (na kazdym froncie) i teraz jest, jak jest. Oboje nie wiecie tak naprawde, jak.
                            Rozumiem Twoje zale do meza, choc mysle, ze on moglby Ci sie takze zrewanzowac jakas lista
                            i pewnie bys sie mocno zdziwila, jak to wyglada z jego perspektywy. Piszesz tak szczegolowo o
                            sytuacji "umawiania sie" z dokladnoscia co do 5 minut, i ja oczywiscie rozumiem Twoj zal, choc
                            nie przyznam Ci racji. Tak samo jak Ty mialas prawo sie wsciec o ten kwadrans spoznienia, tak
                            samo on mial prawo pomyslec, ze jestes drobiazgowa cholera. No zwlaszcza w kontekcie
                            'dyskusji' sms-owej.
                            Ten Twoj maz to jest inna planeta - z wlasnymi uczuciami, myslami i sposobami ich wyrazania.
                            Tak jak Ty... Ale mam dziwne wrazenie, ze nie znacie swoich jezykow i gadacie w calkiem
                            innym narzeczu. Stad coraz wiekszy chaos i brak mozliwosci jakiejkolwiek sensownej
                            interpretacji wzajemnych zachowan.
                            Terapia. Chyba pierwszy raz to pisze na tym forum, ale sprobujcie. Niektorzy ludzie z sukcesami
                            ucza sie 'jezykow obcych'. Zwlaszcza osob bliskich.
                            Powodzenia.
                            • anetazw Re: Uaktualnienienie 28.09.06, 15:20
                              w tym co piszesz jest bardzo wiele racji,
                              wiem i czuję to że mój mąż mnie kocha, że tamte słowa były powiedziane chyba z
                              bezzsilności niż z braku uczucia..
                              chcemy być razem ale nie wiemy jak do tego doprowadzić.
                              tak mi się wydaje...
                              teraz zastanawiam się czy prosić go żeby wrócił że mu wybacze itp.
                              czy czekac ażo on sam podejmie decyzję.
                              Jak nie m ieszka, nie sprzeczamy się, nie robimy sobie wyrzutów itp.
                              Jest chłodno, oficjalnie i tyle.
                              A mi to przeszkadza. Wiem że jemu jest chyba z tym lepiej, bo nie słyszy mojego
                              gderania, i wiecznych pretensji..
                              ale cholera!! ucieka mu kawał życia jego dziecka, ucieka mu jego życie.
                              Dziś wysłałam mu zabawnego sms'a w ciągu dnia nt. naszego synka ( Antek uparł
                              się rano że weźmie parasol bo pada deszcz - za oknem pięne słońce, deszczu
                              chyba nie było od miesiąca...
                              a tu patrzę w biurze po 3 gozinach - deszcz..
                              napisałam mu że my naiwni nie wiedzieliśmy że mamy syna proporka smile)
                              on nic nie odpisał....
                              napisałammu że dziękuję za owiewki zamontowane w samochodzie..
                              on nic....

                              tęsknię za nim....
                              • phokara Re: Uaktualnienienie 28.09.06, 16:10
                                > teraz zastanawiam sie˛ czy prosic´ go z˙eby wróci? z˙e mu wybacze itp.
                                > czy czekac az˙o on sam podejmie decyzje˛.

                                Daj mu odetchnac. I sobie tez. Spojrzcie na samych siebie z dystansu. Oderwijcie sie na
                                moment od chaosu wiecznych zalow, pretensji i oczekiwan. To zawsze dobrze robi, a w tym
                                amoku, w jakim w tym momencie oboje jestescie i tak nic sensownego nie bedziecie w stanie
                                wymyslic. Nie pros go o nic i nie mow "ze mu wybaczysz" bo to z gory determinuje go jako
                                osobe, ktora wszystko schrzanila.... a to pewnie nie tak, bo wina lezy tu po obu stronach. Nie
                                wpedzaj go w poczucie winy i nie nakrecaj nastepnych schizow.

                                Wiesz, sama napisalas, ze jest mu teraz pewnie lepiej bo nie slyszy Twojego gderania i
                                wiecznych pretensji.
                                Chcialabys zyc z baba, ktora wiecznie gdera i ma o cos pretensje? Nie. Tak samo, jak Ty nie
                                chcesz zyc z facetem, ktory sie zatrzaskuje w sobie i ma w nosie Twoje emocje. Ale wydaje mi
                                sie, ze ta sytuacja to nie jest krach milosci tylko krach komunikacji.
                                Jesli jest w tym wszystkim uczucie to warto od nowa nauczyc sie ze soba rozmawiac. I przede
                                wszystkim nauczyc sie sluchac. Nie tylko wlasnego glosu, ktory wciaz szepcze 'o obowiazkach
                                malzenskich tej drugiej strony', a o 'jej prawach' najczesciej milczy, bo nie ma nic do
                                powiedzenia.
                                Jesli jedno z Was bedzie sie czulo w tym ukladzie nieszczesliwe, niewysluchane, niedocenione i
                                niespelnione - to nic z tego zwiazku nie bedzie. Ale wydaje mi sie, ze tu 'kuleja obie nogi' wiec
                                jesli jest chec i milosc, ktora da Wam sile - to dacie rade to naprawic.
                                Ale do tego, dziewczyno potrzeby jest najpierw spokoj. I duzo, duzo cierpliwosci. I wielki dystans
                                do wlasnego 'skrzywdzonego' ego. Z obu stron.

                                ps.
                                I nie przejmuj sie tak bardzo milczeniem z jego strony. Moze to jest ten czas, ktory jest mu
                                potrzebny by zaczerpnac oddechu i pomyslec na spokojnie, co dalej. Nie naciskaj. Ale badz
                                obok.


                                • weekenda Re: Uaktualnienienie 28.09.06, 16:38
                                  Pho mądrze prawi...

                                  Z tego co opisywałaś to Ty jemu A, on Tobie zet, Ty de a on pe... itd itp.
                                  Dobrze by było gdybyście na początek znaleźli czas aby usiąść i spokojnie,
                                  rozebrać na czynniki pierwsze, jedną wybraną przez Was konfliktową sytuację
                                  jaka Was dotyczyła. Od początku, jak to się zaczęło i od czego, co czuliście i
                                  co się Wam wydawało, że myśli/czuje/robi druga strona. Spokojnie i szczerze. Tu
                                  nie ma już miejsca na krygowanie się i kłamstwa. I podstawowa sprawa nie
                                  oceniajcie drugiej strony, mówcie o SWOICH doznaniach.

                                  Z tego co czytam to bardzo się kochacie. Szkoda by było to zniszczyć...
                              • tricolour Mnie cholera bierze... 28.09.06, 16:16
                                ... gdy podczas (na szczęście bardzo nielicznych) cichych dni dostawałem jakieś
                                zdawkowe SMSy nie niosące WAŻNYCH treści. Lepije nie dostwać nic wiedząc, że po
                                drugiej stronie milczek czeka na kontakt.

                                A ważną treścią jest umówienie się na rozwiąznie problemu we właściwym czasie.
                                Na szczęście moja pani wie kiedy jest odpowiedni czas...
                              • misbaskerwill Re: Aneto... 28.09.06, 17:01

                                Ty za nim tęsknisz...
                                On całuje Cię w czoło i mówi, że "przecież Was kocha"...

                                No wręcz zazdroszczę... love story, trochę jak u nastolatkówsmile
                                Wiem, że to bardzo poważna sprawa, i trzymam kciuki, by Wam się udało.
                                Wątpie, czy jest konkretne "lekarstwo", które natychmiast coś poprawi...

                                Nie lubię się powtarzać i powtarzać innych, ale Phokara mądrze mówismile
                                I zgadzam się z tym, co napisała o "językach" - ze wszystkich języków obcych,
                                najtrudniejszy okazuje się ten "wspólny" z partnerem...

                                Może zacznij od "konstrukcji prostych" - zamiast metafor o owiewkach, powiedz,
                                że go kochasz, zamiast o proroctwie syna - że tęsknicie za nim ("-cie" - hehe,
                                to już manipulacjasmile).

                                Najważniejsze, że się kochacie. A miłość podobno wszystko przetrzyma, cierpliwa
                                jest i w ogóle...

                                Tylko nie wiem, ile osób na tym akurat forum to potwierdzi...
                                • phokara Re: Aneto... 28.09.06, 17:03
                                  >A mi?os´c´ podobno wszystko przetrzyma, cierpliwa
                                  > jest i w ogóle...

                                  Zgadzam sie. Milosc prztrzyma wszystko. Ale partner juz nie!
                                • a.niech.to Re: Aneto... 28.09.06, 18:47
                                  misbaskerwill napisał:

                                  > Najważniejsze, że się kochacie. A miłość podobno wszystko przetrzyma,
                                  cierpliwa
                                  > jest i w ogóle...
                                  W ogóle to jest wieczna, rozdaje nieśmiertelność.

                                  • misbaskerwill Re: szkoda... 28.09.06, 19:34
                                    a.niech.to napisała:
                                    >>A miłość podobno wszystko przetrzyma, cierpliwa jest i w ogóle...
                                    > W ogóle to jest wieczna, rozdaje nieśmiertelność.

                                    Szkoda - najwidoczniej rozwodząc się, dobrowolnie rezygnuję z tej
                                    nieśmiertelności...
                                    Ale jak śpiewał Freddy - "Who wants to live forever?"
                                    • phokara Re: szkoda... 28.09.06, 20:40
                                      E tam, nawet jesli 'milosc jest wieczna... albo wietrzna?' to nie znaczy, ze
                                      zaraz rozdaje niesmiertelnosc.

                                      Ale swoja droga - oczywiscie, ze milosc jest wieczna. Zmieniaja sie tylko
                                      partnerzy.
                                • anetazw Re: Aneto... 29.09.06, 10:32
                                  hmmm
                                  próbowałam być bezpośrednia w przekazywaniu mu moich uczuć.
                                  Napisałam że kocham, tęsknie...
                                  on odpisał
                                  Rozumiem to co napisałaś. Mnie też nie jest łatwo. Już nie pamiętam kiedy mi
                                  nie było smutno. Jak Antoś?

                                  to tyle..

                                  co z takim zatwardziałym typem zrobić??
                                  • semillla Re: Aneto działaj proszę... 29.09.06, 11:05
                                    anetazw napisała:

                                    > hmmm
                                    > próbowałam być bezpośrednia w przekazywaniu mu moich uczuć.
                                    > Napisałam że kocham, tęsknie...
                                    > on odpisał
                                    > Rozumiem to co napisałaś. Mnie też nie jest łatwo. Już nie pamiętam kiedy mi
                                    > nie było smutno. Jak Antoś?
                                    >
                                    > to tyle..
                                    >
                                    > co z takim zatwardziałym typem zrobić??


                                    Za zaciekawieniem przeczytalam calutki wątek. Sytuacja wypisz wymaluj jak u
                                    mnie (tylko my nie mamy dziecka, i to ja się wyprowadziłam nie on, i to on mnie
                                    poprosił żebym się wyprowadziła). I też były slowa typu -mąż:"przecież wiesz,
                                    ze ja Cie nadal kocham", :źle nam tu bez ciebie (nam-jemu i psu smile. I potem się
                                    spotykaliśmy, bo pies, bo coś. I nie udało sie uratować... Sprawa już w sądzie,
                                    ja cierpię i on chyba też. Ale już nie mamy do czego wracać, dwa światy nam
                                    się zrobiły.
                                    Dziewczyno jak Ci zależy to umów się z nim, weź go na spacer (dziecko do
                                    rodziców albo teściów a Wy sami) i porozmawiaj, spokojnie przedstaw sytuację.
                                    Działaj póki drogi się nie rozejdą na tyle, że to będą już tylko drogi bez
                                    wylotu...
                                    Pamietaj rozmowa i wyrażanie uczuć, jak będzie trzeba to gadajcie całą noc.
                                    Zależy Ci, bo to widać z postów, działaj.
                                    • anetazw Re: Aneto działaj proszę... 29.09.06, 12:36
                                      Nie wiem czy to wszystko jeszcze nie jest za świeże żeby "znów" zaczynać
                                      kolejną rozmowę...
                                      skoro on ma do mnie pretensjw że ja wiecznie mu gderałam nad głową i chciałam
                                      cały czas coś ustalać - typu czy on chce ze mną być czy nie.. to jak znów
                                      zaczę do tego doązyć to go zniechęce.

                                      Ale przyznać się musze że cholernie się boje tego że nam się zrobią dwa różne
                                      światy.
                                      Przyznam się... że wcale nie jest mi tak źle jak go nie ma...

                                      wiem że to okropne, ale chodze wcześniej spać, lepiej śpię, tyle tylko że
                                      smutno mi że jego nie ma w domu

                                      wszystko bym zniosła byle by tylko wrócił.
                                      Kocham go
                                      • semillla Re: Aneto działaj proszę... 29.09.06, 16:48
                                        anetazw napisała:

                                        > Nie wiem czy to wszystko jeszcze nie jest za świeże żeby "znów" zaczynać
                                        > kolejną rozmowę...
                                        > skoro on ma do mnie pretensjw że ja wiecznie mu gderałam nad głową i chciałam
                                        > cały czas coś ustalać - typu czy on chce ze mną być czy nie.. to jak znów
                                        > zaczę do tego doązyć to go zniechęce.

                                        > Ale przyznać się musze że cholernie się boje tego że nam się zrobią dwa
                                        różne
                                        > światy.
                                        > Przyznam się... że wcale nie jest mi tak źle jak go nie ma...
                                        >
                                        > wiem że to okropne, ale chodze wcześniej spać, lepiej śpię, tyle tylko że
                                        > smutno mi że jego nie ma w domu
                                        >
                                        > wszystko bym zniosła byle by tylko wrócił.
                                        > Kocham go

                                        O rany dziewczyno, współczuję, miotasz się widzę strasznie.
                                        Najgorsze, że nie ma reguły i nie wiadomo czy lepiej czekać czy działać skoro
                                        uważasz, że to wszsytko za świaże.
                                        Ale- mi chodziło o spotkanie (bez obrazy) bez gderania z Twojej strony, takie
                                        ciepłe i od serca.
                                        Czas leczy rany, ale i studzi uczucia. Nabieramy dystansu, ale nie wiesz czy on
                                        też nie stwierdza powoli, że mu lepeij bez Ciebie, nikt mu nie gdera , nie
                                        wylicza czasu itd.
                                        Ja nie jestem przeciw Tobie, nie, tylko jeszcze jedno mnie poraziło (patrząc na
                                        swój przykład)- Ty mężowi powiedziałaś, żeby sie wyprowadził... To jest bardzo
                                        drastyczny krok, drastyczna decyzja i prośba, zastanów się co on poczuł i jak
                                        ocenił Twoją prośbę (ja byłam załamana jak mi mąz powiedział, że lepiej będzie
                                        jak się wyprowadzę, słowo, to było chyba gorsze niż cokolwiek, bo mieszkanie
                                        oddzielnie to pierwszy krok do rozstania, to rozkład pożycia- ustaje więź
                                        gospodarcza i fizyczana- a to podstawy do rozwodu). A Ty "zażadałaś" takiej
                                        przesłanki.
                                        Życzę dobrej przyszłościowo decyzji jakakolwiek ona będzie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka