13.09.06, 16:05
Czy komuś się udało byc dalej razem?Byc dalej razem szczesliwi?A nie byc
dalej razem pomimo wszytsko?Czy udało się naprawić?Posklejać?Czy ktoś z was
przeszedł wspolna terapię pomyslnie dla zwiazku? Czy kryzys małżenski okazał
się dla związku blogosławieństwem?Probowaliscie?Jesli te pytania nie na to
forum to prosze podajcie jakieś namiary.
Obserwuj wątek
    • scriptus Re: terapia 13.09.06, 18:03
      Ja nie, ale długo wierzyłem, że gdyby żona zgodziła się pójść na terapię,
      wszystko udałoby nam się posklejać. Skrycie nadal w to wierzę, jednak wiem, że
      nic z tego nie będzie, bo żona na żadną terapię sie nie zgadza.
      Dorka, próbuj, o ile Twój facet, to nie patologiczny przypadek, na pewno warto
      próbować z powrotem odnaleźć siebie.
      Natomiast nie zgodzę się ze zdaniem, że kryzysy są błogosławieństwem, trzeba je
      zwalczać, ale raczej wnoszą wiele zła i bólu, a nie dobre rzeczy.
      • crazysoma Scriptusie 13.09.06, 22:20
        czy ja moge Cie o cos zapytac? Powiedz, czy pomimo tesknoty za "troche" innym
        traktowaniem, niz serwuje Ci Zona bedziesz z Nia "az was smierc nie rozlaczy" a
        gdyby ewentualnie jednak od Ciebie odeszla to i tak bedzie dla Ciebie
        najwazniejsza na wieki wiekow amen? Czy istnieje jakas granica po korej
        powiedzialbys jednak - nie kochana, teraz przegielas, to koniec? Nie musisz
        odpowiadac tak tylko pytam, z pobudek osobistych (i nie do konca o Ciebie
        chodzi wink bo ten wrzesien to jakis taki dziwny - jak nie smsy, to tematy
        wracajace jak bumerangi.
        • dorka381 Re: Scriptusie 14.09.06, 10:06
          Mam to samosmileNie wiem ile mogę dostać po głowie żebym powiedziała dość.Dobry
          znajomy stwierdził:"Czy tobie nie wystarczy jak on Cię traktuje?"Nie wystarczy:
          (Czy to wynika z mojej miłości do męża?Nie sądze.Mam raczej chore emocje ale w
          tym mam nadzieje pomoge sobie indywidualna terapią.
          Czy moj mąż to patologiczny przypadek?Nie pije, nie bije,he,he.Tylko kochanka
          zaszła w ciąze, usunęła a ich romans trwa/ł nadal.
          • phokara Re: Scriptusie 14.09.06, 10:23
            Dorka,
            sama sobie odpowiedzialas na pytanie. Jesli masz 'chore emocje' to idz na terapie, zajmij sie
            soba. Najpierw rozwiaz ten problem a potem sie zastanawiaj, co dalej z panem malzonkiem.
            Taka jest wlasciwa kolejnosc.
        • scriptus Re: Scriptusie 14.09.06, 11:29
          Crazy, nie pomyśl, że nie potrafię precyzyjnie myśleć, ale odpowiem, że na to
          Twoje pytanie nie znam jednoznacznej odpowiedzi. Uczucia, to trudny i
          nerozpoznany do końca temat. Na pewno, dla mnie, niezależnie od tego, jak się
          potoczą nasze dalsze losy i jakie głupstwa się jeszcze wydarzą, mojej żonie,
          jako kobiecie, która urodziła moje dzieci, zawsze, dożywotnio należy się ode
          mnie opieka i zabezpieczenie, może nie chcieć tego ode mnie przyjąć, natomiast
          ja nigdy nie odmówię jej pomocy, niezależnie od tego, czy pozostanie moją żoną,
          czy zechce się rozwieść. Po prostu z żoną po kilku latach małżeństwa może
          powstać taka trochę bratersko - siostrana więź, a ta raczej jest dożywotnia.
          Z drugiej strony, wiele razy już pomyślałem, no, kochana, przegięłaś już na
          maksa, efektem tego jest brak partnerstwa. Nie liczę na nią z niczym. Nie
          liczę, bo wiele razy, gdy liczyłem, to sie przeliczyłem, a wydarzyło się już
          niemal wszystko. Nie wiem, czym i jak się to wszystko skończy, bo już od
          dłuższego czasu nie funkcjonujemy, jako małżeństwo, jednak do czasu, dopóki się
          nie rozwiedzie, może liczyć na powrót, jako ten biblijny syn marnotrawny. Jako
          matka moich dzieci na moje wsparcie będzie mogła liczyć zawsze.
          Wszystko byłoby OK, tylko brak mi tych pełnych wzajemnej bliskości wieczornych
          rozmów, przytulania, kochania się, czasem szalonego seksu, aż do rana tongue_out, brak
          mi wspólnych przedsięwzięć, typu wyprawa, biwak, wspólne robienie urodzinowego
          tortu, przygotowywanie obiadu dla gości, czy urządzanie i malowanie pokoju,
          wspólne kupowanie jakiegoś mebla, firanek, wspólne wyjście do knajpki, itd. Co
          z tego, że niemal wszystko, zakupy, wycieczki, itd potrafię zrobić sam, czy też
          (wycieczki) z dziećmi, czy da mi to tę radość i satysfakcję, jak wtedy, gdy
          robi się to RAZEM??? Czy nienaturalne jest ogarniające mnie uczycie smutku i
          zazdrości (tak, zazdrości) kiedy widzę np. na szczycie latarni morskiej parę, w
          moim wieku, która razem, przytulona do siebie podziwia przepiękne widoki... No,
          Scriptus , o co ci chodzi, po prostu też podziwiaj widoki, cholera, tylko
          dlaczego samotnie???
          Czy z Nią będę, dopóki nas śmierć nie rozłączy?? Ja chyba już z Nią nie jestem.
          Chociaż widzimy się niemal codziennie, śpimy w tym samym mieszkaniu, czasem
          nawet jadamy posiłki w jednym czasie przy tym samym stole.

          Chyba Ci odpowiedziałem wyczerpująco i zgodnie ze stanem mojej świadomości.
          • crazysoma Bardzo Ci dziekuje 15.09.06, 08:28
            Za odpowiedz. Teraz dopiero odpisuje bo ja naprawde mam malo czasu dla siebie :-
            ) Wyjasniles mi precyzyjnie. Wlasciwie to ja chyba juz znam odpowiedz na ten
            temat, wlasciwie to znalam ja juz rok temu teraz temat wrocil ale ja juz nie
            jestem zainteresowana. Juz nie chodze na spacery w miejsca gdzie sa same
            gilotyny smile Pytalam, bo sie zastanawiam z czego wynika kwestia - (Teraz nie
            pisze o Twojej sytuacji) - "niewazne, ze mnie zostawilas kiedy mialem problemy,
            niewazne z iloma facetami spalas przez ostatnie 3 lata (i to nie bylem ja),
            niewazne, ze masz gdzies moje sprawy, niewazne, ze uwazasz, ze jestem
            najgorszym facetem na swiecie - to wszystko jest niewazne bo ja i tak bede
            walczyl o nasz zwiazek". To tak jakby ci ktos plul w twarz a ty mowisz - nie no
            cos ty,to tylko lekki deszczyk. A "najsmieszniejesze" jest to, ze istnieje
            osoba, ktora traktuje cie zupelnie odwrotnie, ktora kibicuje twojemu
            wychodzeniu z dolka, z ktora gadasz godzinami o wszystkim, ktora nie glaszcze
            ale racjonalnie podchodzi do tematu, bo z boku, z ktora... I Chyba nie do konca
            wierzysz w to, ze ta druga to taka tylko kumpela bo jak ja widzisz (po dluuugim
            czasie niewidzenia) to "wsysasz wzrokiem". Ale znow udajesz, ze to nieprawda.
            Ja rozumiem szacunek dla zony, dla wspolnego zycia, rozumiem, ze dzieci
            najwazniejsze ja to wszystko rozumiem, rozumiem nawet fakt, ze ktos nas
            totalnie olewa a my jestesmy w stanie zrobic wszystko dla tego kogos. Ale ja
            sie zastanawiam czy to nie jest patologia jakas. I to chyba juz nie jest
            kwestia wielkiej milosci do zony tylko kwestia braku lub nadmiaru czegos w
            osobie, ktora zgadza sie na takie traktowanie, kurczowego trzymania sie w
            gruncie rzeczy niefajnego zycia, (przez ktore jestes ciagle na jakichs
            prochach), strachu przed nowym, lepszym ale innym zyciem. Jedni jedza chleb i
            wode cieszac sie, ze w ogole jedza, inni mysla, chyba juz mam dosc, zawalcze o
            szynke do tego chleba... ( a postawie te kropki, co mi tam)
            Dziekuje, ze mi odpisales.
            • scriptus Re: Bardzo Ci dziekuje 16.09.06, 20:26
              Masz rację, to patologia. Jednak ja juz się niczego nie boję i niczego nie
              spodziewam. Nie zażywam prochów. Pogodziłem się nawet z tą pustą połową łóżka,
              choć nadal nie potrafię się położyć na środku, ale dodajmy to do nieszkodliwych
              dziwactw... Nie przymierzam się na razie do tworzenia jakiegokolwiek innego
              związku, nie dlatego, że jestem formalnie w związku i czegoś się kurczowo
              trzymam, lecz raczej na tyle nie wierzę w sens i przyszłość takiego działania,
              przyczyna leży we mnie. I to nie z powodu, żebym nie tęsknił do tego, żeby mieć
              kogoś bliskiego, ale raczej myślę, że nie jestem w stanie dopuścić do siebie
              nikogo bliżej niż na wyciągnięcie ręki.
              • a.niech.to Re: Bardzo Ci dziekuje 16.09.06, 20:44
                scriptus napisał:

                > nie jestem w stanie dopuścić do siebie
                > nikogo bliżej niż na wyciągnięcie ręki.
                A wiesz, że to całkiem dogodna odległość.
    • a.niech.to Re: terapia 13.09.06, 18:05
      dorka381 napisała:

      > Czy kryzys małżenski okazał
      > się dla związku blogosławieństwem?
      Tak, skończył się rozwodem.

      • fankaaa Re: terapia 13.09.06, 21:59
        Tak się składa,że wiem coś o tym. Fakt, czasami po terapii ludzie się rozstają,
        ale jest to wówczas dużo mniejszym kosztem.Jednak, jeśli istnieje jakakolwiek
        szansa,że nie jesteście sobie obojętni(dobry terapeuta szybko to zauważy) -
        spróbuj !Najczęściej to faceci boją sie terapii, więc facet,który jest na nią
        gotów, to naprawdę coś.Nie wiem, czy nazwałabym to błogosławieństwem, ale
        napewno totalnym przewartościowaniem i urealnieniem związku.
        • a.niech.to Re: terapia 14.09.06, 12:46
          Dziecko, nie w moim przypadku. Podjęliśmy próbę ratowania związku. Zakończyła
          się tym, że zrobiło się gorzej.
      • phokara Re: terapia 13.09.06, 22:18
        a.niech.to napisała:

        > dorka381 napisała:
        >
        > > Czy kryzys małżenski okazał
        > > się dla związku blogosławieństwem?
        > Tak, skończył się rozwodem.


        Przepraszam, ze przeszkadzam, ale mam postulat zorganizowania na forum
        "Festiwalu Komentarzy Wszechpostow"

        i powyzszy zglaszam do grand prix!!!!!

        • crazysoma Re: terapia 13.09.06, 22:23
          > i powyzszy zglaszam do grand prix!!!!!

          tak ja tez jestem za. A niech to Twoje zdrowie smile
          • to.ja.kas Re: terapia 14.09.06, 10:25
            Ooooo mi tez ten post sie podoba !!!!!
            ja chce go w sygnaturke, a nie umiem sad(((
            • 13monique_n Re: terapia 14.09.06, 13:32
              Wejdz na "moje forum", jest bezposrednio pod tym wieeelkim napisem "forum",
              trzecie od lewej (po prywatne i regionalne) tam mozesz sobie ustawic syganturke
              big_grin Jak juz wrocisz ofc. smile
              • to.ja.kas Re: terapia 15.09.06, 08:29
                udało sie? smile
                • crazysoma Re: terapia 15.09.06, 08:37
                  pytasz czy masz sygnaturke? hm no, nie masz
                  • to.ja.kas Re: terapia 15.09.06, 08:39
                    no widze. Juz sie zniecheciłam sad((
    • weekenda Re: terapia 14.09.06, 11:42
      Skoro jesteśmy na tym forum to jednak nam się nie udało...

      Byliśmy z moim ex trzy razy na takich wizytach... efektu żadnego tym bardziej,
      że już na drugiej pan "psycho-itd" powiedział, że skoro mój mąż nie
      chce "czegoś tam" to widocznie nie chce i albo ja to zaakceptuję albo mam wolną
      drogę. Ja praktycznie Wam to cytuję. Na moje, że a gdzie w tym wszystkim jestem
      ja i moje potrzeby, gdzie kompromis, gdzie pójście na ustępstwa, gdzie
      znalezienie jakiegoś wyjścia, dlaczego to ja muszę się podporządkować, dlaczego
      to ja muszę we wszystkim ustępować a mąż nie itd, pan "psycho-itd" powiedział,
      że małżeństwo to nie więzienie i ja mam takie samo prawo. I dodał że jak mi się
      nie podoba to żebym to zmieniła. Na moje pytanie "co mam zmienić?" dodał, że
      wszystko albo to co chcę. TO SĄ DRODZY MOI CYTATY pana "psycho-itd". Nie
      odważyłam się szukać innego "doradcy". Miałam dosyć. Po takich "poradach" ex
      nabierał jeszcze większego wiatru w skrzydła i rozwiodłam się...

      Jeśli bardzo będziecie zainteresowani to mogę podac nazwisko tego pana "psycho-
      itd" aczkolwiek myślę, że już nikomu krzywdy nie zrobi...
      • to.ja.kas Re: terapia 14.09.06, 11:46
        Weekenda, ale Psycho miał racje.
        Kazde z was bylo wolnym człowiekiem i kazde musiało CHCIEC cos zrobic. A skoro
        NIE CHCIALO to trzeba bylo znalezc odpowiedz na pytanie co z tym zrobic.
        Ja dlatego jak słysze o tych cud terapiach co maja uzdrowic małzenstwo a z
        opisu az wycieka ze w nim brak nie tylko namietnosci, ale milosci i CHECI do
        bycia z druga osoba to mnie skreca.
        I co taka terapia ma zrobic? Ma spowodowac, ze zmusimy kogos by znow nas kochał?
        Nierealne i naiwne.
        Terapia czasem pokazuje, ze zwiazek jest tak do dupy, ze lepiej go w cholere
        zostawic niz budowac cos co i tak zawali sie z hukiem.

        Ufff a ja ciagle sie szykuje do wyjscia.
        • weekenda Re: terapia 14.09.06, 12:38
          Jasne, że masz rację To.ja.kas. Ale skoro już decydujemy się na jakąś terapię
          to znaczy, że coś jest chore i szukamy lekarstwa. Ja juz od dawna wiedziałam,
          że to ja chcę, że to ja walczę o związek. Mnie ex w ogóle nie słuchał ani nie
          słyszał. I idąc na terapię oczekiwałam, że jak może usłyszy taką oczywistość od
          osoby trzeciej, od fachowca (skąd innąd) to coś tam ex'owi zajarzy... Chodziło
          mi o to aby taki terapeuta ex'owi uświadomił oczywistość jaką jest DWOJE w
          związku... a tamtem potrafił tylko powtarzać, że jak nie to nie. To co to za
          terapia??????????
          • misbaskerwill Re: terapia 14.09.06, 12:44
            nikogo na siłę nie uzdrowisz. I tyle.
            Jak przy najgorszych chorobach - jeśli pacjent nie ma woli przeżycia - lekarze
            są zwykle bezsilni...
            • weekenda Re: terapia 14.09.06, 13:11
              smile dlatego już jestem po rozwodzie... smile)))
              • grzanka23 Re: terapia 15.09.06, 09:09
                I ja tez po rozwodzie.Totalna ulga.Ufffffffffffffffffffffffff
                • a.niech.to Re: terapia 16.09.06, 20:39
                  A mnie tak dalece wiszą kwity, że zapomniałam wyznaczonej daty. Wyprysłam w
                  nocy z łóżka oblana zimnym potem, że może przegapiłam własną sprawę rozwodową,
                  czwartą. To byłby dopiero koper.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka