Dodaj do ulubionych

co mi grozi?

17.09.06, 10:03
Pytałam na innym forum ale tam jakoś mało ludzi się kręci dlatego prosze na
tym forum o informacje, moze ktos miał taki przypadek.
Prosze o pomoc. Mój związek już właściwie nie istnieje,ale mąż sie z tym nie
zgadza, nie chce rozwodu. Stale mnie straszy czymś. Najpierw wspólnymi
kredytami które będę musiała spłacać chociaż to on je głównie przetracił, nie
zrobiło to na mnie wrażenia i zaczęłam mu racjonalnie tłumaczyć że sprzeda
się samochody i reszte podzieli do spłacania, i że wtedy te kredyty nie są
juz takie kosmiczne. Chyba mu było mało bo zaczał mnie straszyć
mieszkaniem... Otóż mieszkamy w mieszkaniu mojej mamy jest w nim zameldowana
moja mama ja i moje dzieci, a faktycznie mieszkam ja, mąż i dzieci. Prosze go
aby nas uwolnił od siebie, a jak nie to będę dążyła do eksmisji, tym dolałam
oliwy do ognia. Zaczął sie pieklić, że narobi mi mase nieprzyjemności
związanych z tym, że mieszka tu 13 lat bez meldunku i że to spadnie na mnie
albo na moja mamę. Chciałabym wiedzieć jakie faktycznie mogą byc konsekwencje
takiej sytuacji prawne i finansowe . I czy w sytuacji zagrożenia mogę liczyć
na pomoc Policji?
Obserwuj wątek
    • tricolour Jak mąż nie ma meldunku... 17.09.06, 11:16
      .. to możesz go wywalić w pięć sekund. Dlatego tak sie piekli, bo wie, że ląduje
      pod mostem.

      Niech Cię ręka Boska broni przed meldunkiem faceta w obecnej sytuacji.
      • misbaskerwill Re: święte słowa... 17.09.06, 13:42

        A jeśli mąż straszy policją - ona, co najwyżej, może Ci pomóc w pozbyciu się
        nielegalnego lokatorasmile.
        Za zameldowanie się odpowiedzialna jest osoba, która zmieniła miejsce
        zamieszkania - czyli największe kłopoty mógłby mieć Twój mąż.
        Twoja mama (właściciel mieszkania) w zasadzie nie ma obowiązku meldować męża -
        przecież może stwierdzić, że myślała, że mąż to będzie tymczasowo mieszkał, póki
        nie znajdzie dla rodziny "lepszego" lokumsmile
        Dlatego wydaje mi się, że nie mogą (i nawet nie zechcą) Wam zrobić nic - co
        najwyżej czepią się nielegalnego mieszkańca. Bać się powinien więc mąż, że to Ty
        pójdziesz na policję.

        P.S. Sprawdźcie jeszcze, czy w spółdzielni Twój mąż figuruje jako lokator - bo
        to oddzielna sprawa (prawdopodobnie - nie, bo mało kto pamięta o oddzielnym
        zgłoszeniu w spółdzielni, i mało która spółdzielnia się o to pyta).
        A nawet jeśli - sprawa jest o tyle prosta, że tu wystarczy oświadczenie Twojej
        mamy, że ten pan już lokatorem nie jest i kropka.
        • kurka_wodna2 Re: święte słowa... 17.09.06, 20:52
          Ustawa zwalnia z obowiązku meldunkowego osoby z I grupy , a więc mogą przebywać
          ze swoimi najbliższymi i nie powinne być za to karane.
          Jednak podczas interwencji policji osoby nie zameldowane w tym lokalu mogą być
          poproszone o jego opuszczenie,albo Ty możesz o to poprosić jeśli mu jest źle i
          nudno.
          Mało podałaś danych,ale nie musisz się tym martwić-Twoim większym zmartwieniem
          jest grzechotnik wypielęgnowany we własnym mieszkaniu...
          • akacjax Re: święte słowa... 17.09.06, 23:08
            A ja bardziej bałabym się tych kredytów. Wiele zależy od dobrej woli obu stron, od tego, na kogo jest auto itd. Pewnego majatku można pozbyć się bez zgody współmałżonka..i cokolwiek by rzec róznie może być.
            A w ogóle to mam wrażenie, że Twoje zapytanie i szkic sytuacji, to jakiś wierzchołek góry lodowej.
            • kornikuno Re: święte słowa... 18.09.06, 00:34
              ....
              brak slow!
              jak pisza poprzednicy...jest zameldoawany? NIE! wiec powiedz mu...fora ze...
              wspolny kredyt pobrany? wspolnie sie splaca...
              Nie chce splacac??? Ty splacasz Twoja dzialke...
              Nie daj sie zwariowac!
              bardzo czesto malzonkowie zeruja na niewiedzy malzonek....i odwrotnie!
              I tak strasza! a jak co do czego... !!!!
              Dziewczynosmile nie daj sie zastraszyc....
              Adwokaci tez istnieja...
              Pozdrawiam i rozwagi zycze!
              IzaBella
              • akacjax kredyt do kornikuno 18.09.06, 09:11
                Myślisz, że to takie proste spłacić swoją działkę?
                Nawet po rozwodzie, po notarialnym zobowiązaniu spłaty kredytu wspólnie branego wspólnie nie ma takiej gwarancji- jak spłacisz swoją część a druga strona nie spłaci swojej, to komornik może wejść na obie pensje...
                Bo umowa u notariusza to jedno, a banki to drugie.
                Już nie wspomnę, że niektóre banki bardzo sprytne kredyty dają...(opieram się na przypadku znajomych)
    • pimpirim Re: co mi grozi? 18.09.06, 12:45
      Serdecznie Wszystkim dziękuję za wsparcie. Bardzo mi pomogliście, jakoś zaraz
      mi raźniej. Przez tyle lat mąż mną kręcił, nie uznając nigdy moich racji, że
      chyba sama przestałam wierzyć w siebie i to dlatego jakieś takie wątpliwości.
      Co do kredytów to spokojnie, mąż pracuje i dobrze zarabia, jest osobą publiczną
      myślę że nie jest wstanie zrzucić tego tylko na mnie, samochodów też nie
      sprzeda, bo jeden jest mój, a drugiego jestem współwłaścicielem, dlatego chyba
      będzie skłonny do negocjacji... Wiecie on sie stawia i nie chce rozwodu bo jest
      mu tak wygodnie no i jeszcze zwraca uwagę na to co powiedzą inni... Mamy dwoje
      dzieci 11lat i 9 miesięcy, wyjdzie na ostatniego drania i chyba o to mu
      najbardziej chodzi. Chociaż mi to stale wmawia, ze ja jestem nie do zycia i sie
      czepiam i nawet jak go złapie na kłamstwie to się wypiera a jak pokazuje dowody
      to tłumaczy, że kłamie przeze mnie... To człowiek toksyczny, urobił mnie przez
      te 13 lat jak chciał, ale w końcu przejrzałam na oczy... Jeszce raz dziękuje
      Wam za życzliwośc i dobre słowa.
      • dorka381 Re: co mi grozi? 18.09.06, 13:39
        Jak przejrzałas na oczy?Jak to zrobilas?Jak to mozliwe że przez 13 lat tego nie
        widziałaś a teraz nagle.Skad ta
        pewność, ktora w sobie masz ze tak dalej nie chcesz?Pytam bo ja mam trudnośći w
        tym zeby przejrzec na oczy albo co wazniejsze zeby przeniesc to na emocje i byc
        konsekwentnym i pewnym w swoich postanowieniach, decyzjach.
        Piszesz ze urabial cie przez tyle lat ale przeciez ty dalas sie urobic, bralas
        w tym udzial.
        • maheda Re: co mi grozi? 18.09.06, 13:59
          Nie próbuj zrzucać na tę kobietę winy za to, że trafiła na skur... eee.. tego,
          jak by tu elegancko?
          Wie, to wie, i koniec.
          W końcu przychodzi taki moment, że klapki spadają z oczu. I chociaż bardzo by
          się może nie chciało z pewnych względów (własna wygoda?) zaczynać walki - lepiej
          jest jednak ją zacząć - w imię godności własnej i dobrego wzorca dla dzieci.
          Trzymaj się, pimpirim, w pełni Cię rozumiem.
          • dorka381 Re: co mi grozi? 18.09.06, 14:05
            Nie zrozumiałaś.Nie zrzucam na nikogo winy.Pytam zwyczajnie jak w koncu doszła
            do takich wnioskow?Czy np mąż przegiał w kłmstwach?Czy sie może w kims
            zakochała?Bo ja sama mam problemy zeby do takich wniosków dojść i mieć pewność.
            • pimpirim Re: co mi grozi? 18.09.06, 15:19
              Każdy ma granicę wytrzymałości... Moja została przekroczona...Czy coś zmieni
              jeśli napisze, że on ma kochankę, że publicznie sie obnosi z tą "kolezanką" bo
              zrobił z niej swojego zastępcę? Że wyjeżdża z "kolezanką" na tydzień na
              szkolenie i nocuje po hotelach chociaż do domu jest 100km, a ja wydzwaniam i
              prosze go zeby wrócił? Po co tak wszystko mielić? Ja przeszłam już czas jego
              obietnic, czas mojej rozpaczy, potem mojej histerii, teraz mam na grzbiecie
              tylko upokorzenie i wstyd za to, że godziłam się i że kochałam nie jego tylko
              swoje wyobrażenie o nim . Na co mam czekać? Staram się tylko jak najbardziej
              racjonalnie pozałatwiać pewne rzeczy, a on mówi mi nie!!! Bo nie widzi
              problemu, ja go widzę.
              • dorka381 Re: co mi grozi? 18.09.06, 16:19
                Ja mam podobnie ale chyba jeszcze ciagle za malo dostalam w kość.Moj etap teraz
                to chyba rozpacz.Na razie po miesiacach szarpania mąż wreszcie sie
                wyprowadził.Nie chce skladac pozwu ze skryta nadzieja ze maz nagle sie zmieni,
                bo boje sie ze temu ulegne, wycofam pozew co znowu bedzie oznaczalo ostateczna
                niekonsekwencje i pokaze ze moze dalej mnie oklamywać, bo tak powazna decyzje
                jak rozwod potraktowalam jako straszak na niego.
                Trzymaj mi sie tam i nie dawaj.
                Zaciekawila mnie tylko postawa innych osob w jego pracy, ktorzy tez Cie znają.U
                mnie było tak że jedna osoba porozmawiala ze mna bo juz nie mogła patrzec jak
                się meczę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka