Dodaj do ulubionych

wątpliwości

08.10.06, 23:31
libra zaczęłą o I komunii,
a ja mam wątpliwości czy na tę uroczystość zaprosić męża.
Bo niby wie i wg mnie powinien sam się zaiteresować kosztami, przygotowaniami
itp, a jak się nie zainteresuje to co? zaprosić czy nie?
Obiad itd będzie u mnie w domu.
Do kościoła, oczywiście nie trzeba zaproszenia, jak się poczuje to tam
będzie, ale...
Jak nie wykaże zaiteresowania przygotowanoiami to ...?
Jak przyjdzie do kościoła, co wtedy?
Mam go zaprosić i skakać obok obcego mi już człowieka?
Sama mam go poinformować o przygotowaniach i krzyknąć "KASA" ?
Nie wiem,
myślałam ,że do czasu komunii dziecka sprawa się unormuje, miałam nadzieję i
wtedy chciałam, żeby wrócił, ale teraz juz nie chcę, a nadzieję zdusiłam.
A sprawa w sądzie chyba się akurat wtedy zaogni. ;-(

Ech, po my to wszystko sobie komplikujemy, czemu nasze połówki
szukaja "innych" wrażeń, nie patrząc na koszty...
Obserwuj wątek
    • markus_wak Re: wątpliwości 09.10.06, 00:24
      Ktoś musi zacząć temat. Kto - to moim zdaniem zależy od aktualnej systuacji u
      Was. Ale jedno chyba warto przemyśleć - czy nie lepiej zrobic obiadu w lokalu. Z
      miedzywierszy można wyczuć, ze Ex narozrabiał, więc chyba paradoksalnie bez
      Twojej inicjatywy będzie problem. To bardzo ważne żeby sobie powiedzieć czy
      komunia jest Twoja,Wasza czy Waszego dziecka. Rozgrywaniem swoich racji dziecku
      największa wyrzadzicie krzywde. Oboje. Bo komunia to specyficzna uroczystość i
      bez moralnego przyzwolenia z Twojej strony i wciągnięcia w organizacje ważnego
      dnia w życiu wspólnego dziecka sprawy nie mają wielkich szans pójść pokojowo. A
      jak Wam nie wyjdzie komunia Waszego dziecka - to później bedzie bardzo trudno. A
      może by tak Pax Vobis i odroczyć sady na czas komunii? Ale może chrzanię -
      komunia tak się się skomercjalizowała, że wymiar emocjonalny i duchowy mało kogo
      juz rusza.
    • madalenka25 Re: wątpliwości 09.10.06, 08:04
      kiedy Młoda w tamtym roku miała komunię to zadzwoniłam do eks męża
      poinformowałam o terminie, marzeniach dziecka co do prezentu i ogólnych
      kosztach, u nas sytuacje była troszkę skomplikowana bo ja miekszkam jakies 500
      km od niego i z nowym partnerem dlatego żeby nikogo nie stawiac w głupiej
      sytuacji obiad był w restauracji - zeby było jasno to ja odeszłam od męża i
      związałam się z kims innym

      Eks przyjechał z Rodzicami i Bratem dośc wcześniej więc ich zaprosiłam do nas -
      opierali się troszkę ale jeszcze przed blokiem wyjaśniłam zasady "tej gry" i
      wszyscy zadbali o to by dla Młodej był to wyjątkowy dzień a nam pozwolił
      troszke inaczej spojrzeć na cała sytuację
      • madii77 Re: wątpliwości 09.10.06, 08:41
        Witam smile
        Ten temat też mnie obejmuje, córcia będzie miała komunię..

        Mój Wielce Szanowny Jeszcze Mąż (MWSJM) po ostatniej rozmowie telefonicznej w
        ten czwartek był wielce zaskoczony wręcz zdumiony ,że w drugiej klasie jest
        komunia!!!

        Stwierdził ,że nie jest na bieżąco i nie ma dla niego rzeczy oczywistych, i
        nawet nie wie o żadnej komunii i w jego życiu się tyle zmieniło ,że on nie musi
        o tym nic wiedzieć.....!!!
        Wyjaśniłam ,ze w kościele aż takich wielkich rewolucji nie było i zawsze w
        drugiej klasie jest komunia...

        To było dla mnie żenujące i smutne

        Zresztą wcel sie nie powinnam dziwić , ze nic nie wie... raz na pół roku widzi
        się z córcią i teraz najwiekszą satysfakcję sprawia mu kariera zawodowa..

        ech brak słów..

        p.s. a jak jesteu was??

        interesuja sie ojcowie??
        ja juz nie wiem jak go namawiac na kontakty z nia
    • scriptus Re: wątpliwości 09.10.06, 09:07
      Aniu, rozwód rozwodem, dziecko nadal jest jego. Wiem, że niezależnie od
      sytuacji Twoje dziecko do komunii pójdzie, jeżeli jednak Jego ojciec się do
      komunii nie przyłoży, straci chyba ostatnią szansę utrzymania względnie
      normalnych stosunków z obojgiem Waszych dzieci. Nie mam tu na myśli pieniędzy,
      bo te tak naprawdę są istotne dla Ciebie, a nie dla dzieci, ale w ogóle
      przyłożenie się do organizacji, czynne uczestnictwo w przygotowaniach,
      nabożeństwach wspólnie z dzieckiem, odpowiedni prezent. Oczywiście - pieniądze
      też musi dać, ale w jego interesie jest czynny udział, a nie tylko posypanie
      kasą i odsunięcie się w cień niebytu. Taki ojciec dzieciom nie jest potrzebny.
      Jeżeli jednak On nie ma świadomości, że dzieci, to jest to najcenniejsze, czego
      się dotąd w życiu dorobił, i nie jest w stanie tego zrozumieć, to niech je
      dalej traci. Nie wiem, czy jesteś w stanie bez emocji powiedzieć mu o tym przez
      telefon, może łatwiej napisać maila i tylko przez telefon upewnić się, czy
      dostał. Jeżeli nie zrozumie, to znaczy, że nie jest wart tego, żeby dzieci
      przez niego cierpiały.
      Tak więc, mąż nie tyle powinien być zaproszony na komunię, tylko zaproszony do
      współuczestnictwa w przygotowaniach. Wiem, że takie współuczestnictwo, jak w
      normalnych małżeństwach byłoby dla Was obojga trudne, ale współuczestnictwo
      finansowe, logistyczne i chociaż w przygotowaniach duchowych do komunii z
      dzieckiem, to jest minimum, czego można oczekiwać od kogoś normalnego. Także
      rodzina męża, czyli dziadkowie, dzieci (jeśli żyją), wujkowie, itd mają pewne
      obowiązki, jednak oni są mniej istotni, najważniejszy jest on sam.

      Nie wiem, jak takie sytuacje rozwiązywać, u mnie już po komunii, przede mną tak
      maprawdę z takich ważnych dla mojego dziecka zdarzeń pozostał chyba tylko ślub
      (mam nadzieję , że się ożeni smile)), a z tym sobie jakoś poradzę.
    • kruszynka301 Re: wątpliwości 09.10.06, 09:14
      Ja nie mam dylematu, i nie mam zamiaru zapraszać - Komunię robię w lokalu,
      będzie około 20 osób (mam sporo rodzeństwa).
      Nie mam jakoś ochoty w ten dzień i widzieć płacić za eksa, jego żonę i 3
      dzieci.
      Na chrziny też go oczywiście nie zapraszałam.
    • joasia69 Re: wątpliwości 09.10.06, 09:47
      ja tez mam komunię córki
      mam jednak inny problem
      mojego eksa nie ma w kraju, więc wiem, że jego po prostu nie bedzie
      ale co rozbić z resztą jego rodziny (jego rodzicami, braćmi??) zwłaszcza jesli
      bratowa mojego eksa jest matką chrzestna mojego dziecka????
      wiem, ze zaprosić powinnam, ale jakoś nie mam ochoty na goszczenie ich u siebie
      dobrze, ze do komunii jeszcze co najmniej 6 m-cy
      coś wymyśle smile
      • anja_pl Re: wątpliwości 09.10.06, 10:38
        ja dziadków zapraszam,
        i siostrę męża, która jest chrzestną,
        brata męża z rodziną nie zamierzam zapraszać, chociaż mieszkają najbliżej ;-(

        i tak będzie ponad 20 osób,

        na lokal mnie nie stać, a zreszta marzyłam o dużym domu, żeby można było
        uroczystości rodzinne w domu świętować,



        mój mąż wie o komunii, bo moja siostra go uświadomiła tongue_out

        • scriptus Re: wątpliwości 09.10.06, 12:26
          Aniu, przepraszam, że to powtórzę...
          Spróbuj mu uświadomić, że traci wszystko.
          Ciebie już stracił, taka była jego decyzja.
          Czy on na pewno zdecydował sie utracić wszystkich, swoje dzieci też, czy to
          tylko głupota. Córkę być może stracił, być może to odwracalne, a synek?
          Wydawało mi się, że był trochę za swoim ojcem, niech ten człowiek sobie
          uświadomi, ze jeżeli teraz zignoruje swoje dzieci, to utraci je nieodwracalnie.
          Czy on na pewno tego chce?? Swoją drogą, biedne dzieci, które mają takiego ojca.
          • phokara Re: wa˛tpliwos´ci 09.10.06, 12:43
            >Swoja˛ droga˛, biedne dzieci, które maja˛ takiego ojca

            Scri, mozesz wyjasnic co masz na mysli piszac "takiego ojca". Jakiego znaczy? Bo sie w tym
            watku nie doczytalam jakichs zbrodni, ktore uczynil.
            • scriptus Re: wa˛tpliwos´ci 09.10.06, 12:59
              Miałem na myśli ojca, który oddala się od dzieci, pomimo, że te za nim tęsknią
              i potrzebują go. To nie zbrodnia, ale powoduje rozluźnienie więzów i oddalenie
              się od siebie. Chłopak, któremu ojciec nie towarzyszy w najważniejszych
              momentach życia, jak komunia, po prostu za jakiś czas go prawdopodobnie
              odrzuci. Po jakimś czasie, jako starszy człowiek stwierdzi, że już nie ma nic,
              żonę, rodzinę opuścił, dzieci go nie chcą znać, owszem, może zaczynać wszystko
              od początku, ale czy mu się uda zbudować wszystko od nowa?
          • tricolour Bez przesady z tym lamentem, że od... 09.10.06, 12:50
            ... zawalenia jednego ceremoniału traci się wszystko. Traci się możliwośc bycia
            na komunii i to jest to wszystko.
            • scriptus Re: Bez przesady z tym lamentem, że od... 09.10.06, 13:02
              Masz rację, Tri, jeżeli by to dotyczyło tylko tej jednej sprawy. Jednak zacząć
              trzeba od tego, że nie ma go w domu. To już niemal wystarczy, a jak do tego
              dodasz jedną, drugą ważną okazję.... to trzeciej już może nie być.
            • markus_wak Re: Bez przesady z tym lamentem, że od... 09.10.06, 16:20
              Ojciec nie traci tego co mu się wydaje, tylko to czego nie dostało jego dziecko
              w swoim przekonaniu - dla ojca ceremonia - dla dziecka wydarzenie i silne
              przeżycie emocjonalne. A to może być o jedną straconą ceremonię za dużo.
              • scriptus Re: Bez przesady z tym lamentem, że od... 09.10.06, 16:28
                Właśnie to miałem na myśli, o jedną straconą wspólną okazję za dużo.
                • tricolour Widzisz bracie... 09.10.06, 20:01
                  ... w Twoim wydaniu to czysta teoria jakich wiele.

                  Ja nie byłem na komuni córki i niebo od tego sie nie zawaliło. Nasze relacje sa
                  coraz lepsze i bliższe wraz z dorastaniem córki. I takie mam doświadczenia.
                  • scriptus Re: Widzisz bracie... 09.10.06, 21:56
                    Masz rację, Tri, to teoria, ale ja się stosuję do tej teorii, a właściwie do
                    jej odwrotności, nie wyobrażam sobie, żebym nie był z moimi dziećmi w
                    jakichkolwiek ważnych dla nich okolicznościach.
              • tricolour Do Markusa. --->> 09.10.06, 20:04
                A co traci dziecko jeśli Anja nie chce zaprosić ojca do domu? Dziecko w kościele
                bedzie bardziej zaaferowane komunią niz ojcem stojącym w tłumie, który i tak
                musi spadać po mszy...

                Panowie, więcej realizmu!
                • misbaskerwill Re: realizm ;) 09.10.06, 20:22
                  tricolour napisał:
                  > A co traci dziecko jeśli Anja nie chce zaprosić ojca do domu? Dzieckowkościele
                  > bedzie bardziej zaaferowane komunią niz ojcem stojącym w tłumie, który i tak
                  > musi spadać po mszy...
                  > Panowie, więcej realizmu!

                  Tri - za ten realizm Cię lubięwink I tu się zgadzam.
                  Czy doprawdy może mieć decydujące znaczenie, fakt, że ojciec przez cały tydzień
                  pomaga w przygotowaniach do komunii, skoro nie było go przy dziecku przez
                  ostatnie 5 lat?

                  A jeśli starał się pomagać i być z dzieckiem przez te lata i dalej będzie, to
                  nawet fakt jego stania pod kościołem (z daleka np. od świątobliwej ex i
                  "religijnych" teściów) tego nie zepsuje.
                  • anja_pl misiu, przegiąłeś 09.10.06, 21:34
                    ani ja nie uważam siebie za "świętobliwą", ani ani razu nie napisałam, żeby
                    ktoś mnie za taka uważał,
                    to, że wiara jest dla mnie ważna, to nie znaczy, że możesz ze mnie kpić,
                    i także zostaw moich rodziców w spokoju, Tata mój już nie żyje, a Mama jest w
                    swoim świecie
                    i nigdy przez cała swoje życie nie zrobili nic takiego, co by kogokolwiek
                    upoważniało do naśmiewania się z nich,
                    Ich wiara była żywa i prawdziwa, żyli nią i nazywanie ich "religijnymi" jest
                    wielką dla Nich i dla mnie obrazą
                    • misbaskerwill Re: nie przegiąłem i nie miałem takiego zamiaru;) 10.10.06, 12:29
                      anja_pl napisała:
                      > ani ja nie uważam siebie za "świętobliwą", ani ani razu nie napisałam, żeby
                      > ktoś mnie za taka uważał,

                      Anju, wybacz - nie znamy się w ogóle i w życiu bym się nie odważył czegoś
                      takiego o TOBIE wypisać.
                      To nie był komentarz ___ad personam___, tylko ad meritum - był to komentarz do
                      tekstu Tri, który był komentarzem do tekstu Markusa, który... no i dlatego, nie
                      myślałem, że potraktujesz to osobiście smile
                      Persony zaś wstawiłem ze swojej chorej wyobraźni (a dokładniej z własnego życia).

                      Nie bierz wszystkiego do Siebie, Anju, proszę!
                  • anja_pl i jeszcze jedno 09.10.06, 21:36
                    przygotowania do komunii to nie jeden tydzień, ale kilka miesięcy,
                    jesteś kompletnym ignorantem w tej materii, więc może nie zabieraj głosu w
                    sprawie, o której nie masz pojęcia,

                    • scriptus Re: i jeszcze jedno 09.10.06, 22:01
                      Przygotowania do komunii, to co najmniej cały rok. Chodzi się z dzieckiem na
                      specjalne, osobne msze, roraty, spotkania księdza z rodzicami, rozmawia się z
                      dziećmi, itd. Samo przyjęcie komunijne, "wyżerka" i prezenty, to tylko mniej
                      wazna oprawa, ważniejsze jest przygotowanie dziecka do duchowego przeżycia.
                      Miło, jak tata pomoże mamie przygotować wyżerkę, ale, pytanie, gdzie był tata,
                      jak np. trzeba było pójść o godz. 7 rano na roraty ??
                • markus_wak Re: Do Markusa. --->> 09.10.06, 23:15
                  Kiedy jeszcze w glowie mi nawet nie powstała myśl, że rozwód stanie się także
                  moim doświadczeniem, nie raz zawalałem różne wydarzenia i nie raz zawiodłem
                  nadzieje swojego starszego dziecka i można by powiedzieć, że nic się nie stało
                  bo kontakt mamy wysmienity. Ale to nie prawda. Stało się. Ono było zawiedzione,
                  rozczarowane, czasem nie wiedziało, jak to się dzieje że to co dla niego jest
                  ważne ja lekceważę. Bo nieobecność w wydarzeniu to jawne pokazanie, że jest ono
                  (to wydarzenie)mniej ważne niż powód dla którego jesteś gdzie indziej. I
                  tłumaczenie raczej tej oceny nie zmieni. Dzieci nas naśladują bardziej niż
                  słuchają, nawet jesli nam przeczą lub się buntują przeciwko nam. Tego nie
                  zmienisz. A że masz dobry kontakt - ciesz się. Dzieciak Cię kocha, wybacza i
                  wypiera to co mu Twój obraz psuje. Na tym to polega jak sądzę. Rozwodzisz się bo
                  przestałeś kochać i może możesz wybaczyć, ale nie zgadzasz sie już na wypieranie
                  "tego wewnętrznego pfee", swojego Exa, a każdy je ma (to tylko jeden z wariantów
                  oczywiście). Więcej szczerości wobec siebie tri. Zastanów się co musiałby
                  zrobić Tobie Twój ojciec żebyś go całkiem skreślił?
                  • tricolour Na psychologię się wybierasz? 10.10.06, 16:08
                    Bo te pomysły o wypieraniu czegoś wewnętrzego tak jakoś wyglądają...

                    I jeśli mam być szczery to wogóle mnie nie interesuje co ma mi robić ojciec, bym
                    go skreślał. Nie zastanawiam się nad teorerycznymi i potencjalnym krzywdami od
                    nikogo.
                    • markus_wak Re: Na psychologię się wybierasz? 12.10.06, 12:26
                      Nie oczekiwałem odpowiedzi. Po prostu pytanie retoryczne.
                      A co do mojej przemyśleń i słownictwa - nie wybieram się na psychologię, ale
                      zwykłem najpierw myśleć a potem działać. Słownictwo - no cóż nie zawsze zestaw
                      podstawowy pozwala zwięźle i precyzyjnie wyrazić myśli. A rozwód to strasznie
                      skomplikowane i wieloaspektowe zdarzenie. I dlatego myślę, ze nie mam problemu
                      nadmiaru. Może Ty masz poprostu alergię na fachowców od psyche? Moją "wadą" jest
                      że lubię wiedzieć dlaczego coś się dzieje i nie znoszę biernego poddawania się
                      wydarzeniom. I tyle. Forum bardzo mi pomogło i nadal pomaga zrozumieć to co się
                      teraz wokół mnie dzieje.
                      • tricolour Mam alergię. Fakt... 12.10.06, 13:15
                        ... i to do tego stopnia, że korzystałem z porad fachowca-psychologa w
                        "okolicach" rozwodu. Nie forum, ale porada lekarska.

                        Dlatego nie używam poznanych (wypieranie) słów nadmiarowo, bo i tak nie jestem
                        lekarzem.
                • markus_wak Re: I jeszcze jedno: 09.10.06, 23:26
                  Jestem przed 1 biezmowaniem I komunią+biezmowanie. A na razie 1 próg w postaci
                  Bożego Narodzenia. Wiesz o co pytają dzieciaki? Czy z nimi wybiore choinkę jak
                  zawsze i czy wspólnie przywleczemy ją do ich domu. Pewnie że przywleczemy. I
                  chwała mojej Ex że nie robi z tego tytułu żadnych trudności. A będą ze szczęścia
                  podskakiwać jak dla mnie też wybiorą.
                  • anja_pl przez dwa... 10.10.06, 06:43
                    lata zapraszałam męża na Wigilię, Wielkanoc, nigdy go nie było,
                    teraz juz nie mam ochoty,
                    • julka1800 Re: Markus... 10.10.06, 09:33
                      ciesze sie ze są męzczyzni ktorzy tak bez pardonu potrafią napisac coś z sensem
                      milo sie czyta

                      Anja, moj mąz tez ani razu nie przyszedł ani nawet na chwile..

                      mysle ze Markus to innny podrodzaj rodzaju zwanego mezczyzną niz nasi
    • julka1800 Re: wątpliwości 09.10.06, 15:38
      watpliwości tez mam wiele, ale juz dawno postanowilam
      1. obiad w lokalu, planuje rodzine swoja zaprosic
      2. w styczniu telefon do Exa czy chce brac czynny udzial i jak to ma wyglądac w
      praktyce
      3. czy on i ktos z jego rodziny bedzie na obiedzie w lokalu i jesli tak to
      prosze skontaktowac sie z ... /tu telefon i nazwa/ i zalatwic
      4. umowic sie co do prazentu a jesli sie nie da ..trudno


      zaproszen nigdzie nie wysylam, choc byly szwagier jest ojcem chrzestnym
      dziecka, uwazam ze jesli ktos ma troche przyzwoitosci sam wie ze jego
      chrzesniak w danym roku przystepuje do komunii, umie tez obliczyc kiedy wypada
      osiemnastka...
      BTW przez 5 lat nie ruszyl palcem w strone chrzesniaka, to mowi samo za siebie

      mam tez odlegle bardzo niemile wspomnienia z uroczystosci chrztu mlodszego
      dziecka, wtedy powiedzialam sobie wiecej takiej komedii nie urzadze i tego sie
      trzymam
      plakac mi sie chce jak sobie przypomne zachowanie b meza i tesciowej, nawet jej
      rodzina byla za mna ...a ona... ech ...
      • libra22 Re: wątpliwości 09.10.06, 17:28
        Obiad i ciasto po w knajpie - przewiduję na dzień dzisiejszy jego i swoją
        rodzinę, a o kosztach powiedziałam normalnie - spytałam czy partycypuje. Jak
        najbardziej się zgodził i płaci za swoja rodzinę. Potem moja rodzina przyjedzie
        jeszcze do mnie, a jego rodziny już nie zapraszam ( i nie mam miejsca, i nie
        mam ochoty teściowej widzieć, resztę jego rodziny lubię i mam z nimi normalne
        kontakty). O tym też go oczywiście poinformowałam.
        A ludzi będzie ok 29 (zalezy czy chrzestny z rodziną z zagranicy przyjedzie).
        Znam jednak przypadki, gdy ojciec pojawiał się tylko pod kościołem.
        Tlko, ze byli to ojcowie, którzy dość kiepsko wywiązywali się ze swojego
        ojcostwa.
        • libra22 Co do Wigilii 10.10.06, 12:02
          Nie mam ochoty spędzać ją z eksem. Zresztą - zawsze jeździliśmy do rodziców -
          raz jego, raz moich. Nie wyobrażam sobie jeszcze podzielić się z nim opłatkiem,
          choć ogólnie życzę mu dobrze i nie ma między nami walki. Chyba jeszcze siedzi
          we mnie żal. Ale proponuję mu wzięcie do siebie i jego rodziców małego na część
          Świąt. Jednak np w Wielkanoc nie chciał.
    • der1974 Re: wątpliwości 11.10.06, 00:37
      Sama sobie komplikujesz życie tymi pytaniami, zastanawianiem się i
      rozstrząsaniem. Uważam, że powinnaś mężowi powiedzieć, zaprosić, powiedzieć jak
      ma partycypować finansowo. I jak usłyszył odpowiedź to ewentualnie będziesz się
      zastanawiać. Jeśli to dla niego jest ważne to ma prawo być. Jeśli okaże się
      nieważne to i tak nie przyjdzie. Dlaczego masz obok czy wokół niego skakać?
      Wcale nie musisz. To sprawa naszych partnerów a nie nasza czemu szukają innych
      wrażeń. Ich życie. Co więcej ich prawo do tego, żeby je przeżyć jak chcą.
      • berek_76 Re: wątpliwości 11.10.06, 09:06
        > Sama sobie komplikujesz życie tymi pytaniami, zastanawianiem się i
        > rozstrząsaniem. Uważam, że powinnaś mężowi powiedzieć, zaprosić, powiedzieć jak
        > ma partycypować finansowo. I jak usłyszył odpowiedź to ewentualnie będziesz się
        > zastanawiać.

        O, der, święte słowa.

        Ja miałam problem z inną kościelną uroczystością, tzn z chrztem, ale u nas był
        problem poważniejszy. Mój ojciec chrzestny, który miał odprawiać mszę rodzinną
        dla nas, odmówił tego - bło to w dwa miesiące po tym, jak mąz odszedł do innej
        kobiety i Krzesnyłociec tłumaczył, że sprawowanie w tych warunkach mszy
        rodzinnej, udając, że wszystko OK, byłoby fałszem. I miał rację. Wtedy mój mąż
        się obraził i dośc długo trwało, zanim udało nam się dojść do porozumienia i
        Dasia została ochrzczona na normalnej mszy. Po czym pojechałam sobie do swojej
        rodziny, bo nie wyobrażałam sobie wtedy zaproszenia męża i jego rodziny na
        jakąkolwiek uroczystość.

        Teraz bym zrobiła inaczej. Wtedy emocje były bardzo świeże i po prostu nie
        mogłabym znieść przebywania razem z mężem na czymś, co miałoby mieć pozory
        uroczystości rodzinnej. Moja rodzina zresztą też postawiła veto, a byli oni
        wtedy moim głównym wsparciem.

        Więc myślę, że to wszystko zależy od stanu, w jakim znajdują się twoje uczucia.
        Jeśli to rzeczywiście bardzo boli - nie zapraszaj go. jeśli jest to tylko
        kwestia niewygody - zaproś niezależnie od finansów. W końcu to uroczystośc
        Twojego dziecka przede wszystkim, a to jet jego ojciec. Kasa nie ma wiele do
        tego wbrew pozorom.

        A, jeszcze jedno. IMHO jeśli jednak mąż będzie uczestniczył finansowo w
        organizacji uroczystości, to powinien mieć tez jakiś wpływ na jej kształt.
        Przyzwoitośc by nakazywała (bo jednak impreza i związane z tym finanse to nie
        jest zasadniczy sens komunii i trudno powiedzieć, że należą się dziecku
        obowiązkowo).
        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • anja_pl Re: wątpliwości 11.10.06, 09:52
        der1974 napisał:

        > [ciach] To sprawa naszych partnerów a nie nasza czemu szukają innych
        > wrażeń. Ich życie. Co więcej ich prawo do tego, żeby je przeżyć jak chcą.

        jeśli są naszymi partnerami, to my jesteśmy częścią ich życia i nie maja prawa
        przeżywać życia jak chcą, powinni liczyć sie z anszym zdaniem. Jeśli nie maja
        na to ochoty, to niech nie zostaja partnerami, ale "dobrymi znajimymi".

        i nie chodzi mi o głównie o kwestie finansowe, raczej o przygotowania jakie
        odbywaja się przez cały rok w kościele: o uczestnictwo we mszy, naukach,
        wspólnych dla rodzin spotkaniach.

        Ksiądz kilka razy (dwa wink) podkreślił, że maja przychodzić rodzice, a nie
        tylko mamy czy tatusiowie, czy też babcie lub dziadkowie (!)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka