Dodaj do ulubionych

nie chcę, żeby włazili mi z butami w duszę

13.10.06, 12:22
niedługo się rozwodzę. nie spodziewam się jakichś kłopotów, bo dzieci nie
mamy, nie mieszkamy ze sobą od dwóch lat, od roku mamy rozdzielność majątkową
i w dodatku jeszcze żadne z nas nie ma o nic pretensji do drugiej strony.
czyli rozwód powinien być formalnością.

niepokoi mnie jednak, że będziemy odpytywani w sądzie z różnych osobistych
rzeczy, którymi żadne z nas nie ma ochoty dzielić się z obcymi ludźmi i co
uważamy za upokarzającą procedurę. chcielibyśmy przed rozprawą uzgodnić jakąś
wspólną wersję na użytek dociekliwego sędziego, mieć z góry przygotowaną
jakąś gładką, niezagrażającą odpowiedź na typowe w takich razach pytania.

i tu moja wielka prośba: czy możecie powiedzieć mi, jakich pytań należy się
spodziewać? jakie Wam zadano w sądzie, albo Waszym znajomym rozwodnikom? z
góry dziękuję
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: nie chcę, żeby włazili mi z butami w duszę 13.10.06, 12:38
      Nie musi byc tak źle.
      Rozwodziłam się po trzech czy czterech latach mieszkania osobno, ale mamy
      dziecko. bez orzekania o winie, bez sporów o majątek - więc podobnie do Was.
      Nie było prawie żadnych pytań, żadnego "włażenia z butami". Najgorsze - czy
      jesteśmy teraz w jakichś nowych związkach (Ex skłamał, że nie, i dobrze).
      Nawet byłam zaskoczona, bo naczytałam się (chyba coś wtedy było w "Polityce"
      o wyciaganiu na światło dzienne etc. - nic takiego nie miało miejsca.
      • blue_as_can_be Re: nie chcę, żeby włazili mi z butami w duszę 13.10.06, 12:49
        dzięki. oby u nas też tak było - na wszelki wypadek wolę być jednak
        przygotowana na wszystko smile
    • nieide Re: nie chcę, żeby włazili mi z butami w duszę 13.10.06, 12:58
      Witaj.
      Z mojego doświadczenia i opowieści znajomych: Jeżeli nie chcecie orzekania o
      winie i nie będziecie sami "brudów wywlekali" to sąd nie będzie namolny. Każe
      Wam tylko opowiedzieć jak przebiegało pożycie i dlaczego nastąpił jego rozpad.
      To co powiecie nie będzie "bardzo drążone". Więc nie ma się co przejmować.

      Oczywiście jeżeli będziecie utrzymywali, że "wszystko było cudownie i wspaniale"
      i byliście zgodni do końca i nadal w zgodzie chcecie się rozstać bo tak jest
      fajnie to sąd zacznie dociekać "gdzie w takim razie jest ten rozpad pożycia" i
      drążyć będzie.

      Tyle.
      • blue_as_can_be dzięki, Nieide. (n.t.) 13.10.06, 22:27
    • tricolour To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 19:31
      ... bo z jednej strony "nie spodziewam się jakichś kłopotów" oraz "żadne z nas
      nie ma o nic pretensji do drugiej strony", a z drugiej jest potrzeba posiadania
      gładkiej i NIEZAGRAŻAJĄCEJ odpowiedzi na pytania dociekliwego sędziego.

      Wobec powyższego odpowiadam:

      1. "Jakich pytań należy sie spodziewać?" - Różnych w zależności od rozwoju
      sytuacji. Sąd nie ma zestawu standardowych pytań.
      2. "jakie Wam zadano w sądzie?" - nie powinno Cie to obchodzić, bo rozwód jest
      osobistą sprawą i jednemu zadają takie, drugiemu śmakie, a trzeciego w ogóle nie
      pytają.
      3. "albo Waszym znajomym rozwodnikom?" - poszukaj wśród swoich znajomych
      rozwodników.

      tongue_out
      • to.ja.kas Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 19:44
        Oj Tri wredoto....smile)))

        Moja siostra miała taki układ z eksem ja Ty i Sąd tylko zapytał po co sie
        rozwodza jak tak sie swietnie dogaduj i sa tkimi przyjaciolmi....zgodnie z
        prawda odpowiedziei ze sa dobrymi przyjciołmi, ale nie małzenstwem i chca by
        tak zostało..na stopie przyjacielskiej...dwie sprawy (pierwsza pojednawcza -
        kiedys prawie obowiazkowa) i druga konczaca - w sumie moze pol godziny
        wszystkiego.
      • blue_as_can_be Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 22:23
        tricolour napisał:

        > ... bo z jednej strony "nie spodziewam się jakichś kłopotów" oraz "żadne z nas
        > nie ma o nic pretensji do drugiej strony", a z drugiej jest potrzeba
        posiadania
        > gładkiej i NIEZAGRAŻAJĄCEJ odpowiedzi na pytania dociekliwego sędziego.

        nie mamy do siebie pretensji, ale sprawy które doprowadziły do rozwodu są
        bolesne i bardzo osobiste. rozmawiamy o nich ze sobą płacząc. jesteśmy pełni
        współczucia i uważności dla siebie nawzajem. nie chcemy, żeby jakiś bezduszny
        urzędas nas z tego odpytywał, nic mu do tego. coś zdecydowaliśmy i nie chcemy,
        żeby obcy ludzie wkładali tam swoje kretyńskie, brudne paluchy.


        > Wobec powyższego odpowiadam:
        >
        > 1. "Jakich pytań należy sie spodziewać?" - Różnych w zależności od rozwoju
        > sytuacji. Sąd nie ma zestawu standardowych pytań.
        > 2. "jakie Wam zadano w sądzie?" - nie powinno Cie to obchodzić, bo rozwód jest
        > osobistą sprawą i jednemu zadają takie, drugiemu śmakie, a trzeciego w ogóle
        ni
        > e
        > pytają.
        > 3. "albo Waszym znajomym rozwodnikom?" - poszukaj wśród swoich znajomych
        > rozwodników.
        >
        > tongue_out

        dziękuję, to utwierdza mnie w przekonaniu, że warto wymyślić coś dla sądu - coś
        mi mówi, że poziom empatii i ogólnej kumacji mają tam zbliżony do Twojego.

        nie pozdrawiam.
        • nangaparbat3 Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 22:58
          Blue,
          pięknie piszesz o Waszym rozstaniu, chylę czoła. Chodzi mi po głowie, że takie
          rozstanie daje nieskończenie więcej niż upojne randki w fazie ostrego zespołu
          zakochania - no przynajmniej w duchowym wymiarze.

          Co do empatii Tri - szczęśliwie nie jest chyba wyznacznikiem sredniej krajowej.
          To nasze forumowe enfant terrible i admin zarazem - dwa w jednym.
          • 374.4w Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 23:14
            blue_as_can_be 13.10.06, 22:23 + odpowiedz



            nie mamy do siebie pretensji, ale sprawy które doprowadziły do rozwodu są
            bolesne i bardzo osobiste. rozmawiamy o nich ze sobą płacząc. jesteśmy pełni
            współczucia i uważności dla siebie nawzajem. nie chcemy, żeby jakiś bezduszny
            urzędas nas z tego odpytywał, nic mu do tego. coś zdecydowaliśmy i nie chcemy,
            żeby obcy ludzie wkładali tam swoje kretyńskie, brudne paluchy.


            chyle czoła, że nie macie pretensji do siebie,
            do rozwodu najczęściej doprowadzaja sprawy osobiste i bolesne
            jesli nie chcecie by bezduszny urzedas was odpytywał i obcy ludzie wkładali
            brudne paluchy to nie idzcie do sądu, gdyz ów urzedas czyli Sędzia ma taka
            pracę, że musi was odpytać i duzo mu do tego, bo musi wydac wyrok w sprawie, a
            przychodzicie do niego z własnej woli
            • blue_as_can_be Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 23:23
              kiedy się pobieraliśmy, nikt nas nie pytał, dlaczego. nie zakładaliśmy wtedy,
              że się rozstaniemy. ale skoro tak postanowiliśmy, mamy to tego takie samo prawo
              jak do ślubu i na zdrowy rozum nikomu nic do tego. wypytywanie o powody, gdy
              obie strony są zgodne co do decyzji jest w moim odczuciu totalnym nadużyciem.
              wiem, że takie jest prawo, ale to chore. staram się jakoś z tego wybrnąć i stąd
              był mój post.
            • nangaparbat3 Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 23:29
              374.4w napisała:

              >
              > chyle czoła, że nie macie pretensji do siebie,
              > do rozwodu najczęściej doprowadzaja sprawy osobiste i bolesne
              > jesli nie chcecie by bezduszny urzedas was odpytywał i obcy ludzie wkładali
              > brudne paluchy to nie idzcie do sądu, gdyz ów urzedas czyli Sędzia ma taka
              > pracę, że musi was odpytać i duzo mu do tego, bo musi wydac wyrok w sprawie, a
              > przychodzicie do niego z własnej woli



              Tak nie musi być. Mimo ze mamy dziecko, sędzia prawie o nic nas nie pytała,
              była taktowna i powsciagliwa.
          • blue_as_can_be Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 13.10.06, 23:17
            Nangaparbat, dziękuję jeszcze raz. w sensie duchowym to jest rzeczywiście
            wstrząsające doświadczenie, z niczym nieporównywalne. myślę, że dla mnie
            rowzwód jest czymś innym, niż dla większości uczestników tego forum. nie ma w
            tym nienawiści, ani żalu do drugiej osoby. jest za to poczucie tragedii,
            smutku, rozerwania żywej tkanki, które stały się naszym udziałem i której nie
            można było uniknąć w danych okolicznościach. dlatego też myślę, że nie powinno
            być dziwne, że szukam wszelkich sposobów, żeby żadne z nas nie rozsypało się
            w "godzinie zero".
            • tricolour No tak, bo my wszyscy... 14.10.06, 01:03
              ... to takie byle jakie rozwody mieliśmy. Żony bilismy albo one nas biły i stąd
              powszedniość naszych przyziemnych spraw. Nie doskoczymy w żaden sposób do
              Twojego jedynego i z niczyim na świecie nie dającego sie porównać rozwodu.

              Ale żarty na bok. Zadajesz naiwne pytania, bo próba budowania swojego wizerunku
              na potrzeby rozwodu jest naiwnością. Jeżeli juz teraz bardzo martwisz się o to,
              co sie bedzie działo na sali sądowej, to będzie działo sie wiele. I żaden
              trening nie ustrzeże przed płaczem czy inną rozsypką (kłótnie, oskarżenia).

              I na koniec dodam, że napisanie do kogoś "nie pozdrawiam" oznacza tyle, co
              "pocałuj mnie w dupę", a takim razię życzę Tobie tego samego, co Ty mnie...
            • crazysoma Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 14.10.06, 09:37
              Witaj.

              myślę, że dla mnie
              > rowzwód jest czymś innym, niż dla większości uczestników tego forum.

              Oj, obawiam sie, a raczej MAM pewnosc, ze zle myslisz...

              jest za to poczucie tragedii,
              > smutku, rozerwania żywej tkanki, które stały się naszym udziałem i której nie
              > można było uniknąć w danych okolicznościach.

              Obawiam sie, a raczej MAM pewnosc, ze dla znaczacej (nie, znacznej) grupy osob
              tutaj piszacych rozwod wiazal sie z poczuciem tragedii...

              A teraz moje spostrzezenia na temat Waszego postepowania wobec "bezdusznych
              kretynow", przed ktorymi bedziecie musieli sie spowiadac. Moze zanim do nich
              traficie, i dacie im odczuc, ze jestescie lepsza kategoria ludzi, (ktorych
              okrutny los zmusil do wejscia wsrod tych bezdusznych kretynow), idzcie do
              DOBREGO adwokata, ktory w pozwie pomoze Wam napisac PRAWDE w taki sposob, zeby
              zaden bezduszny kretyn nie zadal kretynskiego i wscibskiego pytania. Unikniecie
              w ten sposob klamstw w Sadzie, a przy okazji byc moze okaze sie, ze majac
              pelnomocnikow, w ogole NIC nie bedziecie musieli mowic.

              pozdrawiam z poczuciem tragedii z powodu bolacej glowy... No bo niby z jakiego
              innego?
              • anja_pl crazy, dzieki 14.10.06, 11:40
                bo juz myslałam, że rozwód powinien być dla mnie jest niczym, a
                ja "tragedizuję" zupełnie bez powodu,

                mnie nie boli głowa, po jednej lampce nie ma prawa,
                mnie boli serce, ale to pewnie z powodu, tego żwiru, com go przerzucała...

              • blue_as_can_be Re: To jest bardzo ciekawe zjawisko... 14.10.06, 12:31
                OK, może nieprecyzyjnie to wyraziłam. wiem, że rozwód to prawie zawsze
                tragedia. chodziło mi o to, że na ogół wiąże się on jednak z kłótniami, walką,
                etc. poczytałam kilka wątków tutaj i znalazłam wiele narzekań na zachowanie
                ekspartnera, oburzenia, poczucia krzywdy. swój rozwód uważam za nietypowy w tym
                sensie, że u nas tego nie ma, że nadal jesteśmy bliskimi sobie ludźmi, którzy
                jednak z pewnych względów nie mogą być razem.
                • tricolour No i na tym polega problem... 14.10.06, 15:38
                  ... że w sądzie nie możesz powiedzieć, że jesteście bliskimi sobie ludźmi,
                  którzy z pewnych względów nie mogą byc razem. Czasy piaskownicy sie skończyły i
                  małżeństwo to nie zabawa.
                  Nie znajdziesz gotowej recepty na wykiwanie sądu, który ma okazać sie dla Was
                  wyrozumiały i mało czepliwy. Może tak bedzie, a może trafisz na kogos
                  konsekwentnego, co oddali pozew z braku podstaw...
    • markus_wak Re: nie chcę, żeby włazili mi z butami w duszę 14.10.06, 01:04
      Mamy przed soba jeden wspólny dylemat - też nie chcemy, aby sąd właził nam z
      butami w życie. I to co napisała o sobie nangaparbat jak najbardziej potwierdza
      sie w ramach sprawdzeń , które prowadzę w realu. Jest kilka warunków/zasad wg
      dotychczas zebranych przeze mnie informacji:
      1 sąd nie lubi słuchać wzajemnych oskarżeń.
      2.sad to człowiek który ma nieprzyjemna pracę.
      3.Człowiekowi, który ma nas polubić prace należy uprzyjemnić.
      4.Aby wypełnić 3. należy przedstawić sądowi komplet informacji wyczerpujących
      kalifikacje prawną wymagana do wydania przez sąd decyzji.
      5.Musicie współpracować ze sobą, bo sad musi współpracować z kodeksem - " nie
      bądź Pan głąb - praw fizyki Pan nie zmienisz"
      6. Kodeks ma zaprowadzić porządek, a nie sprawiedliwość. (To ja Markus wink, ale
      wcale nie musze byc pierwszym, który to powiedział smile )
      6.Sprawiedliwość jest, miejmy nadzieję. Ale jeśli, to po drugiej stronie lustra.
      Po naszej stronie czasem trzeba sobie pomóc. Więc nie kombinujcie tylko walcie
      do prawnika żeby sprzedał Wam za rozsądne pieniądze (oby) informację o tym jak
      wygląda program obowiązkowy par rozwodowych.

      Pozdrawiam. I polecam watki Nanagaparbat. Ma empatie i inteligencję. Do enfant
      terrible tez mi brakuje cierpliwości i musiałbym złamać zasady forum, aby
      wyrazić swój pogląd.
      • tricolour Ależ nie krępuj sie bracie... 14.10.06, 01:06
        ... i pisz, byle z sensem. Bo odgrażać się to każdy potrafi...
        • markus_wak Re: Ależ nie krępuj sie bracie... 14.10.06, 01:33
          Z wrażenia zalogowałem sie ponownie. zasad naruszać nie zamierzam. Ale po
          cholerę walisz teksty jak kopacz rowów, po wyczerpującej dniówce. Skoro bywasz
          tu to nim nie jesteś - przynajmniej intelektualnie. Głupio mi sie robi jak
          walisz kogos między oczy dla ... przyjemności? Odreagować musisz? Po co ta
          agresja? Jak uważasz że to bzedy do daj sobie chłopie luz i napij sie piwa.
          Milej spędzisz czas. Takie forum to dla wielu 1. i główny punkt zaczepienia się
          o zdrowy rozsądek. Bez chęci podzielenia się wiedzą przez innych na tym forum
          zeżarłyby mnie własne myśli.
          • tricolour Rozumiem, że możesz to tak odebrać. 14.10.06, 01:49
            Ale jak dłużej pobedziesz na forum, to zauważysz, że nie "walę miedzy oczy" w
            tych postach, które są smutne, przygnębiające. Nie czepiam sie ludzi, kiedy z
            ich pisania wyziera rozpacz i zagubienie.

            Czepiam się nieścisłości.
            Czepiam się babki, która założyła sobie konto "na faceta".
            Czepiam się postów "okołorozwodowych" pisanych lekko jak powiew wiosny, co stoi
            w sprzeczności z klimatem rozwodu.
            Czepiam się prób udawania przed sądem, że "w zasadzie nic sie nie stało, ale
            dajcie nam szybko i łatwo rozwód".
            Czepiam sie postów o alimentach na dziecko, z treści których wynika, że mamuśka
            chce sobie na exie dorobić.
            Itp.

            Tak właśnie pojmuję "punkt zaczepienia o zdrowy rozsądek".
            • markus_wak Re: Rozumiem, że możesz to tak odebrać. 15.10.06, 00:51
              Ok. Pojąłem. Ale bardzo popędliwy jesteś, bo żeby tak od razu po zajawce walnąć
              pytacza ? Nawet jesli masz to doswiadczenie forumowe, które u mnie jak słusznie
              zauważyłeś nie jest duże, to łatwo o błąd, a wtedy ranisz i tak skotłowanego
              człowieka. Tak myślę. Trzeba zresztą przyznać, że panie czuwają i spiesza z
              odsieczą w potrzebie - takie Forumowe Ratowniczki Skotłowanych wink. Pozdrawiam i
              wyciągam 5 na zgodę.
              • tricolour Jest i piątka z mojej strony. 15.10.06, 18:50
                Z popędliwością, to... staram sie hamować. Kobiety nie lubią szybkich smile))

                A i lubie walnąć pytacza po zajawce jak mi coś nie gra - to tak dla znalezienia
                wspólnej płaszczyzny i nici porozumienia.

                smile
                • markus_wak Re: Jest i piątka z mojej strony. 15.10.06, 22:18
                  smile
                  Te kobiety dziwne sa - szybkie samochody im nie przeszkadzają. Strasznie to
                  skomplikowane wink Swoją drogą śledzić upodobania kobiet może tylko człowiek guma.

                  Walnięcie na starcie uprawia także mój bliski kolega, niewatpliwie wpływa to
                  ożywczo na konwersacje z rozmówcą. O ile nić nie pęknie. Ale wpisał to w ryzyko
                  obcowania ze światem.

                  Poczytałem o Krakowie. I troche tez wczesniej o innym spotkaniu. Wy tu nieźle
                  balujecie! Rozwód..i co dalej? - REAKTYWACJA ! smile
      • blue_as_can_be Re: nie chcę, żeby włazili mi z butami w duszę 14.10.06, 12:40
        markus_wak napisał:

        > 4.Aby wypełnić 3. należy przedstawić sądowi komplet informacji wyczerpujących
        > kalifikacje prawną wymagana do wydania przez sąd decyzji.

        właśnie dlatego otworzyłam ten wątek: żeby się dowiedzieć, jak wygląda komplet
        takich informacji

        > 5.Musicie współpracować ze sobą

        współpracujemy. trzymamy absolutnie wspólny front.

        > nie kombinujcie tylko walcie
        > do prawnika żeby sprzedał Wam za rozsądne pieniądze (oby) informację o tym jak
        > wygląda program obowiązkowy par rozwodowych.

        czyli wynająć prawnika w naszej wspólnej sprawie przeciwko wyskokiemu sądowi -
        dobre smile))
        • tricolour Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 14.10.06, 15:54
          ... się podczas rozprawy. Nie zauważasz jak niewiele wiesz na temat rozwodu?
          Wydaje Ci się, że wszystkie rozwody polegaja na obrzucaniu sie błotem?

          Jeżeli nawet tak jest, to nie dlatego, że rozwodzą sie jakieś potwory, ale
          dlatego, że z braku wiedzy i umiejętności zaczynają się emocje i niepotrzebne
          oskarżenia, których mozna uniknąć. Do adwokata idziesz nie po to, by walczyc w
          sądzie, ale po to, by sobie pomóc. Z takich samych powodów do lekarza idziesz po
          to, by by sobie pomóc, a nie walczyc ze szpitalem...

          Nie ma czegoś takiego jak "komplet informacji". A na pewno nie w sytuacji gdy
          nic nie wiadomo o Twojej historii...
          • nangaparbat3 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 14.10.06, 17:27
            tricolour napisał:

            > Nie ma czegoś takiego jak "komplet informacji". A na pewno nie w sytuacji gdy
            > nic nie wiadomo o Twojej historii...


            Zaraz zaraz. Blue i jej mąż nie mają dzieci i od dwoch lat są osobno. Czy w tej
            sytuacji jakiekolwiek dodatkowe informacje mogą być sądowi potrzebne? Jako
            przyczyne mozna podać "niezgodność charakterow", rozwod bez orzekania o winie -
            chyba tylko sędzia z lekka sadystyczny moglby żądać więcej informacji. Bo niby
            po co?
            • misbaskerwill Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 14.10.06, 17:47
              > Zaraz zaraz. Blue i jej mąż nie mają dzieci i od dwoch lat są osobno. Czy wtej
              > sytuacji jakiekolwiek dodatkowe informacje mogą być sądowi potrzebne? Jako
              > przyczyne mozna podać "niezgodność charakterow", rozwod bez orzekania o winie
              > chyba tylko sędzia z lekka sadystyczny moglby żądać więcej informacji. Bo niby
              > po co?

              Sadyści zdarzają się w każdym zawodzie.
              Najważniejsze, żeby blue uzgodniła z mężem, że nie chcą wywlekać brudów i mają
              pełną zgodność co do rozpadu ich pożycia i tego, że nie chcą nawet pamiętać,
              dlaczego tak było.
              Niby śmieszne, ale w takiej sytuacji tylko niezgodność zeznań może pobudzić sąd
              do "drążenia tematu", więc lepiej jasno to omówić (o ile to możliwe).

              Jeśli będą twardzi i zgodni nawet "sadysta" będzie musiał dać za wygraną smile
            • tricolour No to nie ma czego sie bać.... 14.10.06, 19:44
              ... zwyczajne podanko, pardon, pozew i rozwód w trzy minuty. Formalność.

              Tylko skąd pomysł, by ktos mógł nagle wkładać w całą sprawę swoje "kretyńskie,
              brudne paluchy". Skąd taka emocjonalna myśl, skoro jest aż tak dobrze?

              Wiesz, Nanga, że lubię czepiac sie takich szczegółów... dlaczego syf wyskakuje z
              piękna?
              • nangaparbat3 Re: No to nie ma czego sie bać.... 14.10.06, 23:45
                tricolour napisał:

                > ... zwyczajne podanko, pardon, pozew i rozwód w trzy minuty. Formalność.
                >
                > Tylko skąd pomysł, by ktos mógł nagle wkładać w całą sprawę swoje "kretyńskie,
                > brudne paluchy". Skąd taka emocjonalna myśl, skoro jest aż tak dobrze?
                >
                > Wiesz, Nanga, że lubię czepiac sie takich szczegółów... dlaczego syf
                wyskakuje
                > z
                > piękna?

                Moge mowić tylko za siebie.
                a ja myslę tak:
                ze ludzie mają wielka sklonność do osądzania, a niewielką do podjecia wysilku
                zrozumienia czy chocby poznania (to chyba na jedno wychodzi).
                Mnóstwo ludzi ma w sobie wielka potrzebę wykazania, ze inni blądzą, grzeszą, są
                gorsi - wydaje im się, ze dzięki temu oni sami podnoszą swą wartość.
                Można trafic na takiego sędziego (terapeutę, lekarza, spowiednika, nauczyciela -
                kogo zechcesz).
                Ktoś taki jest w stanie każdą sprawę - nawet najczystszą - przedstawić w sposob
                odrażajacy i poniżający.
                Jest sie czego bać.
            • majkel01 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 11:28
              Sad zeby mogl wydac wyrok musi miec pewnosc ze strony nie lacza juz wiezi
              (fizyczna, gospodarcza i emocjonalna). Dopiero wtedy moze wyrokowac. Poki co w
              polskim prawie nie ma czegos takiego jak rozwod poprzez zlozenie zgodnych
              oswiadczen np. pisemnie. Wszystko musi sie odbyc na rozprawie i jet to normalny
              proces. Jesli nie ma problemow (czytaj: bez winy) sad nie zadaje zbyt
              dociekliwych pytan i ogranicza sie do zapytania o to kiedy ustaly wiezi, czy
              byly awantury, co w ogole doprowadzilo do rozpadu itd. Pewne ustalenia sa
              potrzebne bowiem zeby wydac wyrok musi byc zebrany material dowodowy... zawsze
              moze byc bowiem przypadek ze ktos sie rozmysli i mimo to zlozy apelacje. No i co
              wowczas by sad mial napisac w uzasadnieniu jesli nie potrafilby wskazac kiedy
              nastapil rozpad z jakich przyczyn itd... a przeciez sa to podstawy do wydania
              orzeczenia.
              NIestety, jesli ktos sie chce rozwiesc musi opowiedziec kawalek swojego zycia..
              z tym ze nie sa to pytania az tak bardzo dociekliwe. Na pytania Sadu trzeba
              odpowiadac i to bez zadnego kombinowania bo mozna zostac ukaranym w razie
              uchylania sie od odpowiedzi. Na pocieszenie dodam ze jeszcze sie nie spotkalem z
              takim przypadkiem.
              Jesli rozwod jest bez winy ... i strony sa w dobrych kontaktach to rozwod bedzie
              formalnoscia... a wiele par podczas rozprawy potrafi sobie zazartowac tak ze
              czasem atmosfera jest naprawde mila... az czasem sie mozna zadziwic ze akurat ta
              para sie chce rozwiesc, skoro maja tak dobre uklady miedzy soba.
              • majkel01 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 11:30
                aaaa..... a wynajecie prawnika mija sie z celem bowiem wezmie tylko kase za nic.
                Ogolnie w sprawach o rozwod udzial prawnika nie jest az tak bardzo konieczny...a
                w sprawie bez winy jest wrecz zbedny.
                • libra22 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 15:08
                  Nanga - bardzo fajnie napisałaśsmile
                  Może być tak, że rozpad nastapił z powodu śmierci dziecka i nie ma się ochoty o
                  tym mówić (pisać).
                  Mam nadzieję, że to nie u blue.
                  Przepraszam za taki drastyczny przykład, ale chciałam pokazać, że łatwość
                  osądów może naprawdę czasem zranić.
                  • nangaparbat3 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 15:12
                    libra22 napisała:

                    ale chciałam pokazać, że łatwość
                    > osądów może naprawdę czasem zranić.

                    smile)
                    Ostatnio mam takie mysli, że jesli by sie wiedziało wszystko o jakims
                    człowieku, wszystko by mu się wybaczyło.
                    • libra22 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 16:07
                      Miałabym klauzulę do tego Nango:

                      "nie dotyczy mojej byłej teściowej"
                      wink
                      • nangaparbat3 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 16:19
                        libra22 napisała:

                        > Miałabym klauzulę do tego Nango:
                        >
                        > "nie dotyczy mojej byłej teściowej"
                        > wink


                        Na mysl o tesciowej (na wrocławskim spotkaniu Der nas uswiadomil, ze bedzie
                        moją tesciową do konca zycia - ratunku!!!!) chwytam za noż.
                        Ale widziałam kiedyś, co potrafila jej zrobić jej matka - kiedy dzisiaj, po
                        dziesieciu latach, opowiadam o tym, chce mi się płakać.
                        • libra22 empatia a teściowa 15.10.06, 17:28
                          Moja też nie miała lekkiego życia. Jednak moją życzliwość, próby zrozumienia,
                          okazywany jej szacunek potrafiła zawsze w końcu obrócić przeciwko mnie. Taki
                          typ. Trzeba dużej mądrości i dojrzałości, żeby przy zrozumieniu drugiego
                          człowieka nie dawać jednocześnie się mu krzywdzić. Ja nie umiałam.
                          I choć to zawsze będzie babcia mojego syna, i o ile nie będzie go krzywdziła (
                          a zdarzało jej się) to nie będę ograniczała mu kontaktów z nią, osobiście
                          cieszę się, że teraz mogę być od niej z daleka.
                          Może jak minie 10 lat....
                          • nangaparbat3 Re: empatia a teściowa 15.10.06, 20:21
                            Moja tesciowa nigdy nie powiedziala mi złego slowa. Nie wtracała się. Ona tylko
                            patrzyła. Albo wypytywala naszą corkę, czy mamusia też robi takie mleczko z
                            miodkiem. Albo cos innego. A co swięta skladala swemu synowi takie zyczenia:
                            żeby zona byla z ciebie zadowolona.
                            Mistrzyni manipulacji.
                            Kiedy córka miała 8 lat sniło jej się, że babcia nas goni i chce nas obie
                            zamordować.
                            • tricolour Jakoś nie dopatrzyłem się manipulacji... 15.10.06, 20:24
                              ... w tej opowieści.

                              Co jest złego w życzeniach, by syn postepował tak, bys Ty była zadowolona?
                              • nangaparbat3 Re: Jakoś nie dopatrzyłem się manipulacji... 15.10.06, 20:40
                                tricolour napisał:

                                > ... w tej opowieści.
                                >
                                > Co jest złego w życzeniach, by syn postepował tak, bys Ty była zadowolona?


                                To złego, że 1) sugeruje hierarchię - ja nad, mąż pod
                                2)sugeruje, ze nie jestem zadowolona (moze nie kazdy takiej sugestii by sie
                                doszukal, ale Ex na 100%).
                                • tricolour A ponoć ja taki czepliwy jestem! 15.10.06, 20:48
                                  1) "Sugeruje hierarchię" - no pewnie, że sugeruje. Każde zdanie, mając podmiot
                                  cos sugeruje. Gdy sie zacznie zdanie od "ja" - to pewnie narcyzm, a jak od "ona"
                                  - to pewnie manipulację. Moim zdaniem w tym przypadku przesadzasz.

                                  2) sugeruje, że niezadowolna - a może zwyczajnie teściowa nie miała złych
                                  intencji, a brakowało jej umiejętności wyrażenia sie wprost?

                                  Wiesz - ostatnio gadałem z ex i powiedziałem jej, że teściowe przez 10 lat
                                  "poznawania" mnie zamienili ze mną nie więcej niż 500 słów (tak było w istocie).
                                  I wiesz, co usłyszałem? Że nie chcieli byc WŚCIBSCY!

                                  To jest dopiero rewelacja, że dali córke w ręce nieznanego faceta, bo nie chceli
                                  byc wścibscy. Moim zdaniem nie zapewnili córce elementarnego bezpieczeństwa.
                                  • nangaparbat3 Re: A ponoć ja taki czepliwy jestem! 15.10.06, 21:04
                                    No widzisz, mozna przecież powiedzieć, ze powstrzymywanie sie od wścibstwa jest
                                    wielką zaletą, i to Ty sie czepiasz.
                                    Pamietaj, ze słowa to tylko jakies 30% tego, co przekazujemy mowiąc do kogoś -
                                    znacznie wiecej wypowiadamy tonem głosu, mimiką, gestem. One nie klamią.
                                    A tu sa tylko literki.
                                    Gwoli sprawiedliwości musze powiedzieć, że moj tato też nie był lepszy, za to
                                    bardziej wprost atakował Exa, w sposob naprawdę okropny.
                                    • libra22 Nango:-) 15.10.06, 22:01
                                      Ja Cię w pełni rozumiem, bo moja to też manipulatorka. Też nigdy nie mówiła
                                      wprost. Jedyny wyjątek to przy rozpadzie małżeństwa wywaliła mi wszystkie moje
                                      winy z powodu których oczywiście jej syn mnie porzucił.
                                      Moją winą w stosunkach z nią jednak było to, że i ja nie potrafiłam ( z tego
                                      szacunku, ale i braku asertwyności i dojrzałości) doprowadzić do konfrontacji i
                                      wyjaśnić nieporozumienia. Pewnie nic by to nie dało, ale chociaż może
                                      oczyszczało by atmosferę?
                                      I rozumiem jak trudno Tri zrozumieć po kilku słowach pisanych o co chodzi
                                      (pomijając jego oceniająco-choleryczne usposobieniewink, jeśli tego nie przeżył.
                                      Nie wiem czy taka sytuacja pokazuje charakter mojej teściowej: już po naszym
                                      rozstaniu i pół roku wyprowadzeniu się eksa przy okazji pobytu mojego syna (lat
                                      8) u nich na działce, kazała mu często prosić tatusia, żeby wrócił do nas.
                                      Możecie sobie wyobrazić, jaki zamęt uczyniła w jego głowie? A oboje z eksem tak
                                      bardzo staraliśmy się, że mały jak najmniej ucierpiał i on już okrzepł w tej
                                      nowej sytuacji i był całkiem szczęśliwy (zdaję sobie sprawę, ze jak na taką
                                      sytuację, ale już nie budził się po nocach, z radością jechał na weekend do
                                      ojca, nie był drażliwy, dobrze radził sobie w szkole itp).
                                      Na dodatek - co nie było dla mnie miłe - to ja musiałam małemu powiedzieć,
                                      kiedy kilka razy po tym snuł wizje, że tata wróci do nas, że to nieprawda. A
                                      będąc w sumie porzuconą żoną, nie jest fajnie burzyć nadzieje dziecka i brać na
                                      siebie uświadamianie mu rzeczywistości, tak jakbym to podjęła decyzję o
                                      rozstaniu. Choc tu może okazuję się tchórzem, nie wiem.
                                      • nangaparbat3 Rany boskie! 15.10.06, 22:10
                                        Ona przecież chciala jak najlepiej, a Ty wredota jedna, wszystko popsulaś i
                                        nadzieje w dziecku pogrzebalaś!
                                        krew mnie zalewa i cholera bierze jak sie z czyms takim stykam.

                                        Ale z drugiej strony, to ja myslę tak: gdyby świekra była inna, on byłby inny,
                                        a innego pewnie bym nie pokochała, ani on mnie, i naszego dziecka nie byłoby na
                                        świecie.
                                        Więc?
                                        Może powinnam jej być wdzięczna? (piszę bez sarkazmu, naprawdę). No i w koncu
                                        to ona go urodziła.
                                        Życie mnie przerasta, nic a nic z tego wszystkiego nie rozumiem.
                                        A co do charakteru Tri, pewnie jeszcze niejeden watek bedzie tylko o tym.
                                        • libra22 Re: Rany boskie! 15.10.06, 22:25
                                          To już jesteś na wyższym poziomie świadomości, ja jeszcze do niego chyba się
                                          czołgam.
                                          Bardziej myślałam ( a nawet cieszyłam się) w czasie małżeństwa, że jak na
                                          takich rodziców (nie będe tu pisac wszystkiego) to on calkiem fajny był, ten
                                          mój mąż. Ale w pewnym momencie okazalo się, że rodziny nie przeskoczysz. Chyba
                                          że na terapii. Tylko, że tego trzeba chcieć.
                                          Co do teściowej: wiem, że chciała dobrze - tak mi tłumaczyła, jak do niej
                                          zadzwoniłam powiedzieć, że nigdy więcej ma nie rozmawiać z małym o nas. Byłam
                                          miła i okazałam zrozumieniesmile
                                          • nangaparbat3 Re: Rany boskie! 15.10.06, 22:36
                                            libra22 napisała:

                                            > To już jesteś na wyższym poziomie świadomości, ja jeszcze do niego chyba się
                                            > czołgam.
                                            Bo ja juz jestem 7 (SIEDEM) lat po rozstaniu.

                                            > Bardziej myślałam ( a nawet cieszyłam się) w czasie małżeństwa, że jak na
                                            > takich rodziców (nie będe tu pisac wszystkiego) to on calkiem fajny był, ten
                                            > mój mąż.
                                            Dokładnie to samo sobie myslalam (i myslę).
                                            Ale w pewnym momencie okazalo się, że rodziny nie przeskoczysz. Chyba
                                            > że na terapii. Tylko, że tego trzeba chcieć.


                                            > Co do teściowej: wiem, że chciała dobrze - tak mi tłumaczyła, jak do niej
                                            > zadzwoniłam powiedzieć, że nigdy więcej ma nie rozmawiać z małym o nas. Byłam
                                            > miła i okazałam zrozumieniesmile

                                            Podziwiam Cię. Naprawdę.
                    • markus_wak Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 22:35
                      Ostatnio mam takie mysli, że jesli by sie wiedziało wszystko o jakims
                      > człowieku, wszystko by mu się wybaczyło.

                      Dobre. Ja się zatrzymałem na wszystko/wiele.
                      Ale w tym miejscu pytanie: Czy wybaczyć jest tożsame z odtworzeniem zaufania. Bo
                      tak w podtekście zrozumiałem Twoja tezę. I nie chciałbym ograniczać tej kwestii
                      do dominanty forum.
                      • markus_wak To moje powyżej to do Nanga 15.10.06, 22:39
                        ?
                      • misbaskerwill Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 22:56
                        >Czy wybaczyć jest tożsame z odtworzeniem zaufania?

                        Dla mnie nie jest. Zaufać komuś, kto właśnie udowodnił ponad wszelką wątpliwość,
                        że nie można mu ufać - jest wg mnie głupotą, którą można usprawiedliwiać jedynie
                        zakochaniem wink

                        Podobnie, co innego znaczy wybaczyć, a co innego zapomnieć. Choć niektórzy
                        bardzo chcieliby utoższamiać te pojęcia. A z tym - komentarz jak wyżejwink

                        Wiem, że to było do Nangi i domyślam się, że nie wyszedłem poza "dominantę
                        forum" (ale może zmieściłem się w septymie? :p )
                        • markus_wak Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 23:18
                          W septymie - smile))

                          Dla mnie to tez nie jest to samo. I można wybaczyć, zrozumiec , pochylyć sie
                          etc, ale nie musze znowu lubić, szanować, współpracować - czyli dawać nowego
                          kredytu zaufania.

                          I też się zastanawiałem jak to wygląda w duchu myśli chrześcijańskiej, ale
                          brakuje mi wiedzy i czaasu na jej zdobycie. Może Wy coś pomorzecie?
                          • nangaparbat3 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 23:32
                            markus_wak napisał:

                            > W septymie - smile))
                            >
                            > Dla mnie to tez nie jest to samo. I można wybaczyć, zrozumiec , pochylyć sie
                            > etc, ale nie musze znowu lubić, szanować, współpracować - czyli dawać nowego
                            > kredytu zaufania.
                            >
                            > I też się zastanawiałem jak to wygląda w duchu myśli chrześcijańskiej, ale
                            > brakuje mi wiedzy i czaasu na jej zdobycie. Może Wy coś pomorzecie?
                            Jest cos o tym w ewangeliach. Wydaje mi się, ze jakoś tak, ze trzeba iles tam
                            razy napomnieć, ale nie bez końca.
                            W wolnej chwili poszukam, to chyba lepsze, niz tkwic przy komp.
                        • nangaparbat3 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 23:27
                          misbaskerwill napisał:

                          > >Czy wybaczyć jest tożsame z odtworzeniem zaufania?
                          >
                          > Dla mnie nie jest. Zaufać komuś, kto właśnie udowodnił ponad wszelką
                          wątpliwość
                          > ,
                          > że nie można mu ufać - jest wg mnie głupotą, którą można usprawiedliwiać
                          jedyni
                          > e
                          > zakochaniem wink

                          No własnie. Mozna dać kolejna szansę, nawet siedem szans - szans tyle, na ile
                          czujemy się na siłach. Ale tez na zasadzie - co bedzie, to bedzie. Wtedy
                          zobaczymy. Nie produkowac samosprawdzajacych sie przepowiedni a ni sytuacji -
                          zaufałem ci, a ty znowu... etc.
                          >
                          > Podobnie, co innego znaczy wybaczyć, a co innego zapomnieć. Choć niektórzy
                          > bardzo chcieliby utoższamiać te pojęcia. A z tym - komentarz jak wyżejwink
                          >
                          domyślam się, że nie wyszedłem poza "dominantę
                          > forum" (ale może zmieściłem się w septymie? :p )

                          To dla mnie za mądre. Jakas niedokształcona jestem sad
                      • phokara Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 22:57
                        > Ale w tym miejscu pytanie: Czy wybaczyć jest tożsame z odtworzeniem zaufania.

                        Nie. To sa zupelnie inne sprawy i inne drogi, ktore sie tylko zbiegaja na
                        skrzyzowaniu. Ale mierzy sie je roznymi kryteriami, podobnie jak roznej sily
                        potrzeba do jednego i drugiego.

                        Wiem, ze to bylo do Nangi, ale sie wcielam. Duzo czasu sie nad tym
                        zastanawialam, stad potrzeba podzielenia sie wnioskiem (oczywiscie, nie jedynie
                        slusznym)
                        • libra22 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 23:05
                          Skoro się wcinacie to ja też: to co napisała Nanga mi sie skojarzyło z taką
                          ogólną postawą wobec człowieka, takim miłosiernym pochyleniem się nad jego
                          ułomnościami i bardzo z postawą chrześcijańską.
                          Ale też odniosłam je do osób, które są już za nami, które były dla nas jakoś
                          tam ważne i dlatego coś z uczuciami do nich musimy zrobić: możemy mieć
                          pretensje, czuć żal, nienawisć nawet, a możemy jakoś zrozumiec i wybaczyć, co
                          nie jest jednoznaczne z tym, że popieramy to co robią/robiły, ze zaufalibyśmy,
                          że pozwolilibyśmy się nadal krzywdzić.

                          hmmm - mam wrażenie, że może niedokładnie oddałam co mam na myśli, ale nie
                          jestem dobra w pisaniu
                      • nangaparbat3 Re: Wynająć prawnika po to, by umieć poruszać... 15.10.06, 23:22
                        markus_wak napisał:

                        >> Ale w tym miejscu pytanie: Czy wybaczyć jest tożsame z odtworzeniem
                        zaufania. B
                        > o
                        > tak w podtekście zrozumiałem Twoja tezę. I
                        Nie. Zaufać - nie. To znaczy znajac kogos bardzo dobrze mozna sie spodziewać,
                        ze wciąż bedzie robił cos złego. Bo nie jest w stanie nie robić - nie potrafi
                        inaczej, dlatego wybaczam (czyli nie oczekuję, ze zostanie ukarany). Dlatego
                        mogę wybaczyć, ale zerwać kontakt - zeby nie wystawiać się na razy, ktorych
                        moge sie spodziewać.
                        • nangaparbat3 Powyzej do Markusa n/t 15.10.06, 23:22

                          • libra22 Re: Powyzej do Markusa 15.10.06, 23:24
                            My też do markusasmile
                            My, czyli Pho, Miś i ja
                            • nangaparbat3 Re: Powyzej do Markusa 15.10.06, 23:36
                              libra22 napisała:

                              > My też do markusasmile
                              > My, czyli Pho, Miś i ja

                              Tak. Żartowalam, zeby wyszlo symetrycznie.
                              I własciwie gdybym najpierw przeczytała wszystko, coscie napisali - Ty, Pho i
                              Miś - juz nic nie musialabym dodawać.
                            • markus_wak Re: Powyzej do Markusa 15.10.06, 23:37
                              Sie narobiło. Trzeba było nowy wątek zacząć, albo stolik gdzieś zamówić wink. To
                              wszystko przez filozofowanie w niedzielę w nocy zamiast potulnie kalendarz na
                              tydzień układać. smile Swoją drogą Nanga nie musisz zapuszczać takich dryfów
                              gogicznych wink
                              • nangaparbat3 Re: Powyzej do Markusa 15.10.06, 23:41
                                Nie dokuczaj mi. Ja jestem jak dziecko, co pomyslę, to napiszę. No chyba ze mi
                                sie uda ugryźć na czas (wątek o dzieciach).
                                • markus_wak Re: Powyzej do Markusa 16.10.06, 00:33
                                  Nie dokuczam. I nie gryź sie, ani w jezyk ani w ogóle. Patrz jak pieknie
                                  dygresja rozkwitła smile
                              • crazysoma Kurde, 15.10.06, 23:48
                                chyba musze zalozyc nowe, konkurencyjne forum - "dla Matek - wstep,tylko po
                                23.00". Znowu mnie cos ominelo, no...

                                Wybaczyc to pogodzic sie, z krzywdzacym i krzywdami... Ale to nie jest, tak jak
                                napisala Pho, to samo co zapomniec, aby znow zaufac. Nie ufa sie komus ktos
                                nas, w naszym odczuciu, krzywdzil... Bo jesli nas krzywdzil a my znow zaufamy
                                po raz enty, zamiatajac nasza krzywde pod dywan, to znaczy ni mniej ni wiecej,
                                ze strasznymi frajerami jestesmy...
                                • nangaparbat3 Re: Kurde, 15.10.06, 23:55
                                  Ja myslę że moze tez byc tak, ze robimy sie coraz silniejsi i coraz trudniej
                                  nas skrzywdzić. Tylko ze ta sila to tez ociupinke obojetność - ale taka
                                  obojetność "do" - nie "od".
                                  Najwazniejsze, zeby samemu wiedzieć, co się czuje, nie oszukiwać siebie - wtedy
                                  mozna pdslonić sie na tyle, na ile naprawdę nas stać, w miarę sensownie
                                  wytyczyć granice.
                                  • crazysoma Re: Kurde, 16.10.06, 00:07
                                    Ja myslę że moze tez byc tak, ze robimy sie coraz silniejsi i coraz trudniej
                                    > nas skrzywdzić.

                                    To pewnie tez, ale ja sobie z kolei mysle, ze za ta "sila" stoi tez nasza
                                    madrosc, i zaczynamy kombinowac, troche juz na zimno, ze nawet jesli niektore
                                    rzeczy i sprawy bedziemy pamietac na zawsze, to postaramy sie uciec od nich jak
                                    najdalej, na inna droge, bo co jest (i co by bylo) na tej, to juz wiemy...
    • blue_as_can_be OK, dzięki wszyskim, którzy odpowiedzieli 20.10.06, 20:50
      dziwi mnie jednak niesamowicie jedna rzecz. większość z Was wydaje się zupełnie
      nie podzielać i nie rozumieć mojego problemu, zawartego w tytule wątku. chyba
      tylko Nanga i Libra chwyciły (dzięki - ratujecie resztki mojej wiary w ROZUM).

      wiem, że już raczej niczego więcej się nie dowiem, ale mam potrzebę podzielenia
      się z Wami pewna refleksją. pod pewnymi względami ślub i rozwód są podobne. w
      dzisiejszych czasach ani jedno ani drugie raczej niczego nie zmienia: ludzie
      zyją ze sobą juz przed ślubem i zazwyczaj rozstają się na długo przed
      oficjalnym rozwodem. mimo to oba wydarzenia mają gromny emocjonalny wpływ na
      nasze życie, choć oczywiście są to biegunowo różne emocje.

      gdyby ktoś kazał mi się przed ślubem tłumaczyć z tych emocji, opowiadać w
      szczegółach, dlaczego chcę związać się z tym mężczyzną, czy i za co go kocham,
      jak doszło do tego związku, kiedy i w jakich okolicznościach pierwszy raz
      doszło między nami do intymnego zbliżenia, etc - to nigdy nie wzięłabym ślubu.
      i już. nie dlatego, że się tego wstydzę, tylko dlatego, że rzecz dotyczy bardzo
      prywatnej, intymnej właśnie przestrzeni, która należy WYŁĄCZNIE do nas dwojga.

      tak samo trudno jest mi zaakceptować sytuację rozstania, w której przed jakąś
      instytucją mam się tłumaczyć, jak to właściwie było. nie mogę zrozumieć,
      dlaczego ludzie uważają to za oczywiste. dlaczego nie rozumiają, że może to być
      upokarzające i odbierające godność. ZWŁASZCZA, jeśli rzecz dotyczy ludzi,
      którzy w znacznej części już przez to przeszli.

      dziwny jest ten świat... albo może to ja do niego nie pasuję.

      pozdrawiam Wszystkich i jeszcze raz dziękuję, zwłaszcza za konstruktywne porady.
      • tricolour Niech nic tak bardzo Cie nie dziwi... 20.10.06, 21:01
        ... bo Twój punkt widzenia sprawy nie jest jedynym słusznym. W ostateczności
        jeśli nie chcesz nic mówić w sądzie, to nie idź do sądu - to chyba dośc
        zrozumiałe rozwiązanie. A jeśli idziesz do sądu w jakiejś sprawie, to
        podporządkowujesz sie obowiązującym tam procedurom.

        Podobnie u np. lekarza... ale ilustracja jest zbędna.

        PS. Mam wrażenie, że większość "zrozumiała" o co Ci chodzi, ale to nie ma nic do
        rzeczy. W sądzie liczą sie fakty, a nie forumowa empatia.
        smile
        • blue_as_can_be Re: Niech nic tak bardzo Cie nie dziwi... 20.10.06, 21:17
          nie roszczę sobie pretensji do żadnego patentu na rację. niektóre rzeczy wydają
          mi się jednak tak oczywiste, że to aż boli (ok, ok, MNIE się takie wydają - to
          inny problem)

          wiem, że w sądzie liczą się fakty. wiem, że jeśli chcę dostać papier, to muszę
          zgodzić się na procedurę warunkującą jego wydanie, bez względu na to, jak
          bardzo nielogiczna lub nieuprawniona mi się ona wydaje. czy jednak rozumiesz,
          że staram się do niej przygotować najlepiej jak umiem??? skoro ta procedura w
          moim odczuciu jest podszyta nadużyciem i gwałtem, chcę po prostu wyjść z tego
          cało. równie mocno chcę, aby wyszedł z tego cało mój - póki co - Mąż.

          BTW ja mam w dupie ten papier, mój mąż go potrzebuje, żeby ułożyć swoje życie
          na nowo.

          • tricolour Jesteś buntownikiem... 20.10.06, 21:23
            ... każdy z nas był, a potem przeszło, bo nie da sie tkwić w permanentnym buncie.

            Zresztą piszesz niespójnie. Jeśli masz w dupie papier rozwodowy, to jak mogłaś
            serio traktować ślub (rozumiany jako papier)? Przecież mogłaś żyć w "wolnym
            związku".
            • blue_as_can_be Re: Jesteś buntownikiem... 20.10.06, 21:31
              tricolour napisał:

              > Jeśli masz w dupie papier rozwodowy, to jak mogłaś
              > serio traktować ślub (rozumiany jako papier)? Przecież mogłaś żyć w "wolnym
              > związku".

              wiele się zmieniło we mnie i w moim stosunku do tych spraw od czasu mojego
              ślubu. nie będę się wdawać w szczegóły, ale dziś zupełnie inaczej o tym myślę.
              raczej nie poślubię nikogo więcej - jeśli Cię to satysfakcjonuje.

              tak, w pewnym sensie jestem buntownikiem - przez całe zycie. nie zliczę, ile
              razy to mnie ocaliło. jak dotąd więcej mam z tego korzyści niż trosk.

              a Ty, Tricolour, zyskałbyś na pewno podążając bardziej za samym sobą niż za
              łatwym schematem - i, belive me or not, nie jest to złośliowść, tylko mój
              intuicyny prezent dla Ciebie.
              • tricolour Dziękuję Ci za prezent... 20.10.06, 21:40
                ... i, belive me or not, cały czas (od pewnego momentu życia) podążam za sobą.
                Moje wypowiedzi na forum, to też nie jest wpadanie w łatwe schematy, ale właśnie
                efekt podążania za tym, co daje mi chwila lektury wątku.
                Przyznam, że już nie raz żałowałem niektórych swoich wypowiedzi, zwłaszcza kiedy
                ulotna, emocjonalna chwila minęła, a pozostał racjonalizm...

                Życzę Ci wytrwałości i pogody ducha.
                • blue_as_can_be Re: Dziękuję Ci za prezent... 20.10.06, 21:47
                  ...więc i Tobie również. konsekwentne i uczciwe podążanie za sobą samym, nawet,
                  jeśli rodzi potknięcia, w końcu opłaca sie zawsze - przynajmniej ja tak wierzę.

                  tym razem - pozdrawiam szczerze
                  • tricolour Czasem są takie posty... 20.10.06, 21:53
                    ... po których trudno juz coś nowego napisać. Mam wrażenie, że właśnie tak teraz
                    się stało, kiedy po chwili niezrozumienia, przerysowania, wyszydzenia (z mojej
                    strony) doszliśmy do miejsca... miłego i spokojnego.

                    smile
                    • blue_as_can_be i warto... 20.10.06, 22:03
                      dochodzenie do tych miejsc jest wazne. spotkanie jest czasem trudne - ale
                      ważne. i, ostatecznie, satysfakcjonujące. kim bylibyśmy, gdyby nie zolność
                      spotkania się jednak. zobaczenia i zrozumienia innego.

                      dziękuję Ci za tę rozmowę. śpij dobrze.
                      • tricolour Dobranoc. 20.10.06, 22:05
        • nangaparbat3 Re: Niech nic tak bardzo Cie nie dziwi... 20.10.06, 22:34
          tricolour napisał:
          >
          > PS. Mam wrażenie, że większość "zrozumiała" o co Ci chodzi, ale to nie ma nic
          d
          > o
          > rzeczy. W sądzie liczą sie fakty, a nie forumowa empatia.
          > smile
          Fakty są takie, że oni od dwoch lat są osobno - jesli to moez byc za mało (plus
          jakas deklaracja, ze nie widzi sie szans na sklejenie) - to pani sędzia, która
          mi udzielala rozwodu, widac z jakiejś innej planety była.
    • crazysoma Moja dygresja 21.10.06, 08:55
      > nie chcemy, żeby jakiś bezduszny urzędas nas z tego odpytywał, nic mu do
      > tego. coś zdecydowaliśmy i nie chcemy,
      > żeby obcy ludzie wkładali tam swoje kretyńskie, brudne paluchy.

      A ja wciaz, mimo, ze od twojego pojawienia sie tutaj mija tydzien, nie moge
      zapomniec tego zdania... Nie moge zrozumiec, dlaczego, osoba, ktora sprawia
      wrazenie, ze ma o sobie wyobrazenie "bardziej niz przecietnej", w taki oto
      sposob, wypowiada sie o ludziach, ktorych, jak mniemam nie widziala w zyciu i
      przed ktorymi jeszcze nie miala szansy sie znalezc. Dlaczego, nie bedac jeszcze
      w ogole w sadzie, wrzucilas wrzystkich urzednikow do jednago wora - bezduszny,
      z kretynskimi, brudnymi palcuchami. Przeciez to ty do niego idziesz, a nie on
      do ciebie. Gdybys ty do niego nie przyszla, nie sadze zeby nagle zaczal sie
      interesowac twoim zyciem i cie np sledzic.
      Tak mi sie nasunelo pytanie, czy po reklamie, w ktorej lekarze "biora" - o
      wszystkich lekarzach mowisz, ze to bandyci i lapowkarze?
      I jeszcze jedno, uwazasz siebie za buntowniczke. Wiesz, mysle, ze zeby
      zasluszyc na miano buntownika, bo to jest jednak zaszczyt, trzeba sie wykazac
      innymi osiagnieciami niz powiedzenie, ze ty ten rozwod masz w dupie, bo do
      niczego ci ten papier nie jest potrzebny...
      • tricolour Życie zweryfikuje poglądy naszej nowej... 21.10.06, 11:21
        ... koleżanki.

        Może rzeczywiście konieczność powiedzenia kilku zdań przed sądem budzi aż takie
        emocje, że dziewczyna nie trzyma afektu? Może jest się czego wstydzić i stąd
        taka nadmiarowa obrona, a z niej złość na sąd i agresja? Może świadomość, że
        małżeństwo się kończy i dalej trzeba iść samemu?

        Moim zdaniem istotnie Blue stawia siebie ponad innymi ludżmi, a tu taka niemiła
        wpadka, że trzeba się rozwodzić i zniżyc do poziomu zwyczajne przeciętnego. I na
        dodatek opowiedzieć kumuś obcemu o powodach rozstania. Chyba stąd ta agresja, że
        wyobrażenie o sobie mija się z rzeczywistością. Bo miało być tak pięknie...
        • nangaparbat3 Przegiąleś, Tri 22.10.06, 08:39
          Taki post po tym, co dzień wcześniej pisaleś do Blue, nie mieści sie w
          najbardziej liberalnie zakreślonych granicach przyzwoitości.
          • tricolour Twojej przyzwoitości - dla ścisłośści. 22.10.06, 18:07
            Pisz, proszę, precyzyjniej: "Taki post po tym, co dzień wcześniej pisaleś do
            Blue, nie mieści sie w najbardziej liberalnie zakreślonych granicach MOJEJ
            przyzwoitości".

            Nie obchodzi mnie Twoja przyzwoitość kiedy rozmawiam z Blue. Poczekam na opinię
            zainteresownej i przeproszę, gdy zajdzie taka potrzeba.
      • nangaparbat3 Re: Moja dygresja 22.10.06, 08:32
        Crazy, weź poprawkę na to, że "brudne paluchy" pojawiają się w drugim poście
        Blue, ktory jest odpowiedzią na to, co napisał Tri. A napisał - nie wprost,
        wiec w sposob jeszcze bardziej raniacy - że Blue i jej maz maja do ukrycia
        jakies paskudztwa. Miała prawo sie wściec, padło na prawników, ale to juz
        naprawdę efekt uboczny.
        Z drugiej strony pamietam telefon mojej mamy, ktora bała sie, ze sprawa
        rozwodowa bedzie dla mnie koszmarem, ze trzeba bedzie sie spowiadać, wywlekać
        wzajemne pretensje etc. Była naprawde przerażona - a jest wyjatkowo spokojną,
        zrownowazona osobą i wiedziała, ze nic takiego, o czym nie daloby sie
        powiedzieć miedy nami sie nie zdarzyło.
        Być moze w dawnych czasachg (jak dawnych?) rozwody rzeczywiście tak wygladały i
        luidzie teraz się boją - zreszta już samo suche, sądowo urzednicze rozmawianie
        o najbardziej osobistych i ważnych sprawach jest bardzo raniące.
        Sama mialam lata temu takie doswiadczenie: zeznawalam jako swiadek w sprawie
        zupelnie obcej osoby, pani sędzia mowiła do mnie w taki sposob, jakbym była
        oskarzona o wielokrotne morderstwo - chodzi przede wszystkim o ton. Wtedy
        odebralam to jako zachowanie smieszne i dziwaczne, ale zapewne inaczej bym to
        odczuła, gdyby chodzilo nie o sprawy obcego człowieka, ale mojej rodziny i mnie
        samej.
        • crazysoma Re: Moja dygresja 22.10.06, 10:06
          Nango. Ja mysle, ze Tri pisze bardzo wprost. I co najciekawsze, cytujac
          wypowiedzi osoby, na ktorej post odpowiada. Bardziej wprost juz nie mozna
          chyba... Czesto piszacy tutaj, a szczegolnie na poczatku nie biora poprawki,
          ze czytaja ich rozni ludzie, majacy prawo do roznych wypowiedzi, albowiem
          rozne smile rzeczy wylapuja z ich postow. Czasem wypaluja np. brak logiki
          wypowiedzi, tak jak Tri (ja akurat jestem Mu za to wdzieczna, bo naprawde wiele
          razy zmusil mnie do zastanowienia SIE)
          Nie przekonalas mnie. Dla mnie, akurat w TYM przypadku, nie ma zadnego
          znaczenia, czy "brudne paluchy" pojawiaja sie w drugim, czwartym czy dziesiatym
          poscie, poniewaz, przed nimi, nie pojawilo sie zdanie, tlumaczace uzycie tego
          jakby nie bylo niefajnego okreslenia.
          A gdyby np. Blue napisala tak: Rozwodzimy sie. Chcemy to zrobic szybko,
          bezbolesnie i po przyjacielsku, mamy swoje powody, ale... TRAFILISMY W SADZIE
          na wyjatkowo wscibskiego, bezdusznego urzednika, ktory...
          Rozumiesz o co mi chodzi? Ze "brudne paluchy", nawet jesli sa odpowiedzia na
          post Tri, tym bardziej, nie maja zadnego uzasadnienia. Ja w kazdym badz razie
          go tutaj nie wyczytalam. Jesli jednak ono jest, a ja jestem slepa i porywcza,
          to odszczekam moje zdziwienie.
          • nangaparbat3 Re: Moja dygresja 22.10.06, 14:45
            Wiesz, ja z postu Blue nie wyczytalam, że każdego prawnika uważa za bezdusznego
            prymitywa. Wyczytalam, ze boi się, ze moze na takiego trafić. Dlaczego ludzie
            boja sie czegoś takiego - nad tym juz powinni deliberować sami prawnicy.
            Oczywiscie nie chcę powiedzieć, że wszyscy, czy nawet duza grupa, to nieczuli,
            zurzędniczali ponuracy (moj Boże, znam nawet urzędniczki, ktore ze stereotypem -
            tym negatywnym - nie mają nic, ale to nic wspólnego). Sama obie sprawy
            rozwodowe wspominam z przyjemnością, wiele razy o tym pisałam, pani sędzia była
            niezwykle taktowna, zdążyłam ją autentycznie polubić, takie cuda też się
            zdarzają. Jestem jednak przekonana, ze jesli zdarza się, ze sędzia postąpi bez
            umiaru i powsciągliwości, jego ofiary bedą potem o tym opowiadać, zeby odgadać
            sie po prostu, ludzie usłyszą - to wlaśnie te opowieści "pojdą w lud". Tak jest
            ze wszystkim, ludzie mojej profesji są powszechnie uważani za szkodnikow i
            nieudacznikow, gdybym miala sie czyms takim przejmować, powinnam natychmiast
            zmienic zawod. zamiast tego probuje tego typu oczekiwań nie spelniać, a przede
            wszyskim nie zajmować się nimi, bo jesli ja jestem w porządku, problem ma ten,
            kto gada.
            A Blue ma problem , napisala o tym wprost, boi się, strach naprawdę ma wielkie
            oczy i bojac się czegoś z reguly to wyolbrzymiamy. Że nie wszystko, co pisze,
            jest logiczne? Oczywiście. Życie nie jest logiczne, emocje nie sa logiczne,
            ludzie nie postępują, nie czują i - na swoj temat i o wszystkim, co łączy sie z
            emocjami - nie myslą logicznie. A jesli - to jest to logika calkowicie
            powierzchowna i swiadczy głownie o tym, ze klamiemy samym sobie. O tym
            najpiekniej pisał Dostojewski.
            A jeśli juz cytujemy - zachodze w głowę, czy to świadomy neologizm, czy
            niechcący napisalaś, że

            Czesto piszacy tutaj, a szczegolnie na poczatku nie biora poprawki,
            > ze czytaja ich rozni ludzie, majacy prawo do roznych wypowiedzi, albowiem
            > rozne smile rzeczy wylapuja z ich postow. Czasem wypaluja np. brak logiki
            > wypowiedzi, tak jak Tri

            Bo to dla mnie cudowne freudowskie potkniecie, zamiast "wyłapują" - "wypałują" -
            zwlaszcza w kontekscie mego krajana Tri po prostu strzał w dziesiatkę.
            • tricolour W związku z tym, że więcej czasu 22.10.06, 18:20
              ... ostatnio mi poświęcasz, to chciałbym wiedzieć czego ode mnie chcesz? Czego
              TY oczekujesz ode mnie kiedy rozmawiam nie z Tobą.

              Proszę o rzeczową odpowiedź.
              • nangaparbat3 Re: W związku z tym, że więcej czasu 22.10.06, 20:02
                tricolour napisał:

                > ... ostatnio mi poświęcasz, to chciałbym wiedzieć czego ode mnie chcesz? Czego
                > TY oczekujesz ode mnie kiedy rozmawiam nie z Tobą.
                >
                > Proszę o rzeczową odpowiedź.
                Przyganiał kociol garnkowi.
                Teraz sie wtracasz do mojej rozmowy z Crazy.
                Tak juz jest na forum, ze mozna sie wtrącać i nie wymaga to zadnych
                szczegolnych uzasadnień.

                A czas poświęcam nie Tobie, tylko osobom przez Ciebie obrazanym - tak jak
                ostatnio usilowałeś obrazić Blue, w sposob wyjatkowo wredny - napadać na nia po
                takiej rozmowie jak wasza można tylko... Nie skończę, bo ręka się wzdraga.
                Zachowaleś się tak jak ktoś, kto podaje rękę na zgodę, odchodzi, a potem
                odwraca się i rzuca w kamieniem w plecy osoby, z ktorą przed chwila sie
                pogodzil.
                Nie wiem, czy Blue zechce sie jeszcze kiedykolwiek do Ciebie odezwać - nie
                zasługujesz na to.
                • tricolour Tak się zastanawiam, czy spotkanie w realu... 22.10.06, 21:12
                  ... nie przeniosło sie na relacje forumowe. Że niby razem siedzieliśmy, to już
                  daje Ci to prawo do ferowania wyroków (że na coś nie zasługuję) na mój temat i
                  sugestii, że ktoś nie powinien ze mną rozmawiać. Bardzo zaktywizowałaś się
                  właśnie po tamtym wieczorze...

                  Wyjaśnie Ci tylko, że to "podanie ręki na zgodę" ani na jotę nie zmienia mojego
                  zdania na temat Blue ani kogokolwiek. Zdanie zmieniam nie poprzez podawanie ręki
                  tylko na podstawie wspólnych relacji, które ewoluują.
                • blue_as_can_be Re: W związku z tym, że więcej czasu 23.10.06, 22:51
                  Nanga, po raz kolejny dziękuję za zrozumienie i wsparcie.

                  fakt, nie mam juz ochoty gadać dalej - napisałam już chyba wszystko na temat
                  tego, jak sie czuję, dlaczego tak jest i, w gruncie rzeczy odkryłam przed Wami
                  większy kawałek duszy, niż mam zamiar zrobić to w sądzie.

                  to doświadczenie pokazuje, na jak bardzo różnych ludzi można trafić - bo i na
                  takich, którzy mają w sobie uważność i empatię i na takich, którzy z
                  niezrozumiałych przyczyn i w najmniej oczekiwanej sytuacji próbuja po Tobie
                  pojechać. niby oczywiste, a jednak...

                  ktoś podał dobry przykład: śmierć dziecka. w naszym przypadku aż takiego
                  dramatu nie było, ale były inne, może równie trudne, bolesne zdarzenia.
                  kwitowanie sprawy prostym osądem, że widocznie słusznie "wstyd się przyznać do
                  czegoś" jest dla mnie przerażające, jednak uświadamia mi, że ludzie chętnie
                  dokonują podobnych uproszczeń.

                  pozdrawiam ciepło i mam wielką nadzieję, że skład orzekający w mojej sprawie
                  będzie podobny do tego, który Tobie się trafił i do którego wręcz można było
                  poczuć sympatię smile))
      • blue_as_can_be Re: Moja dygresja 23.10.06, 22:27
        crazysoma napisała:

        > Nie moge zrozumiec, dlaczego, osoba, ktora sprawia
        > wrazenie, ze ma o sobie wyobrazenie "bardziej niz przecietnej", w taki oto
        > sposob, wypowiada sie o ludziach, ktorych, jak mniemam nie widziala w zyciu i
        > przed ktorymi jeszcze nie miala szansy sie znalezc.

        nie wiem, co skłania Cię do wniosku, że uważam się za osobę "bardziej niż
        przeciętną". i nie zupełnie rozumiem, co masz na myśli formułując taką opinię.

        oczywiście, że nie widziałam jeszcze ludzi, którzy będą przeprowadzać mój
        rozwód. na podstawie zasłyszanych historii zakładam jednak możliwość, że mogą
        być nieprzyjemni.


        >Dlaczego, nie bedac jeszcze w ogole w sadzie, wrzucilas wrzystkich urzednikow
        >do jednago wora - bezduszny, z kretynskimi, brudnymi palcuchami.

        nie wrzuciłam. wiem jednak, że są ludzie i ludzie. nigdy się nie wie, na jakich
        się trafi.


        >> I jeszcze jedno, uwazasz siebie za buntowniczke. Wiesz, mysle, ze zeby
        > zasluszyc na miano buntownika, bo to jest jednak zaszczyt, trzeba sie wykazac
        > innymi osiagnieciami niz powiedzenie, ze ty ten rozwod masz w dupie, bo do
        > niczego ci ten papier nie jest potrzebny...

        nie zależy mi na Twoim zdaniu w tej kwestii. potrzebuję tego jeszcze mniej, niż
        w.w. papieru...

        ja natomiast nie rozumiem ani u Ciebie, ani u niektórych innych osób
        dopisujących się do tego wątku, dlaczego nie mając nic do powiedzenia w
        kwestii, o którą zapytałam, ani nie będąc w żadnym razie obiektem mojego ataku,
        czują potrzebę równie przykrych co nieuprawnionych komentarzy.
        • phokara Re: Moja dygresja 23.10.06, 22:40
          > czują potrzebę równie przykrych co nieuprawnionych komentarzy.

          Tu akurat wszelkie komentarze sa uprawnione. Choc papier nie jest do nich
          potrzebny.
          • 13monique_n Re: Moja dygresja 23.10.06, 23:17
            phokara napisała:

            > > czują potrzebę równie przykrych co nieuprawnionych komentarzy.
            >
            > Tu akurat wszelkie komentarze sa uprawnione. Choc papier nie jest do nich
            > potrzebny.
            Podpisuje sie. Wpis na forum publicznym i dostepnym oznacza domyslnie udzielna
            zgode na WSZELKIE komentarze, nie tylko glaszczace po glowce. Czasem z tych
            malo slodziutkich tutaj najwiecej sie czlowiek nauczy. Ja jestem w tej liczbie
            tez.
            I kiedy chce sie wyplakac, bo sie boje i nie chce liczyc na przypadkowosc
            pocieszycieli, to ich po prostu starannie i z cala pewnoscia nie publicznie,
            dobieram.
            • blue_as_can_be Re: Moja dygresja 23.10.06, 23:24
              czy ja się wypłakuję??? czy ja piszę po chińsku??? ZADAŁAM KONKRETNE PYTANIE,
              nie zauważyłaś? może trzy osoby mi na nie odpowiedziały.
        • crazysoma Re: Moja dygresja. 23.10.06, 22:59
          "Tacy sami, a sciana miedzy nami"...
          Czekalam na Twoja odpowiedz. Dziekuje, ze mi Jej udzielilas.
          Mowiac "oczywiscie, ze nie widzialam jeszcze ludzi, ktorzy beda przeprowadzac
          moj rozwod" powiedzialas mi wszystko...
          p.s. A wlosy jakiego masz koloru?
          • blue_as_can_be Re: Moja dygresja. 23.10.06, 23:02
            crazysoma napisała:

            >A wlosy jakiego masz koloru?

            ciemnobrązowe. a Ty?
            • crazysoma Re: Moja dygresja. 23.10.06, 23:08
              Ciemne. Raz brazowe, raz bardzo brazowe a czasem nawet sliwkowo-brazowe. Zalezy
              w jakim swietle.
              • blue_as_can_be Re: Moja dygresja. 23.10.06, 23:14
                pewnie w dziennym świetle widać tę śliwkę... rozprawa jest wyznaczona na
                godzinę przedpołudniową, więc w razie czego się zorientuję big_grinDD
                • crazysoma Re: Moja dygresja. 23.10.06, 23:16
                  Chcesz sie ze mna umowic na spacer w godzinach przedpoludniowych?
                  • blue_as_can_be :-))) (n.t.) 23.10.06, 23:25
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka