Dodaj do ulubionych

Rozszarpana.....

02.11.06, 10:42
Jak to jest? to mnie dzisiaj zastanawia i bardzo boli. Wczorajszy dzień
sprzyjał spotkaniom rodzinnym, mogę powiedzieć niestety. Mąż odszedł po 20
latach małżeństwa właściwie w czerwcu. W międzyczasie zabierał tylko z domu
swoje rzeczy. Jesteśmy przed rozwodem, czyli wiele jeszcze przed nami. A
rodzina już mi ułożyła plan na dalsze życie: co powinnam a czego nie
powinnam. Wyjechałam potłuczona wewnętrznie jeszcze bardziej niż byłam. Plan
mają taki: słuchaj teraz Tylko zajmuj się dziećmi, aby były zawsze oprane,
oprasowane, zadbane, najedzone, teraz tylko one są ważne (jakbym tego nie
wiedziała i jakby dotychczas tego nie było!!!!) ZAPOMNIJ O SOBIE. Wiedzą że
od niedawna spotykam się z kimś (nie był przyczyną rozpadu mojego małżeństwa
i nie robię planów na dalszą wspólną przyszłość - swoją bajkę już przeżyłam),
ale jak to mama powiedziała - mając 41 lat już możesz zostać do końca życia
sama, TYLKO dzieci są ważne. Cholera nie wiem jak to ująć, ale od wczoraj
czuję się tak jakbym rozsypała się na kawałki. Nic tylko już dać dzieciom
michę jedzenia i w trumnie czekać na śmierć, poraziło mnie ich myślenie i te
cholerne dobre rady. Gdzie w tym wszystkim jestem Ja? Jak było u was? nie
oczekiwałam słów pociechy typu - jeszcze zdążysz sobie ułożyć życie, ale to
co usłyszałam przygnębiło mnie.
Obserwuj wątek
    • brzoza75 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 10:46
      Jagoda ja tez to słyszałam, to sa te cholerne stereotypy dobrych cioteczek babć
      etc., a w głębi duszy to chyba by je zatkalo ze złości gdybys nie daj boże
      ułożyła sobie życie po raz drugi...., uwierz mi naprawdę da się zyc dalej i
      ułożyć sobie życie, tylko czasu trzeba aby wyleczył rany...
    • to.ja.kas Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 10:46
      Rza moja matka gdy dowiedziała sie, ze mam poczatkującego narzeczonego (a
      pojawił sie krótko przed ogłoszeniem wyroku o rozwodzie)powiedziała "masz
      mężą". Powiedziałam, ze jesli jeszcze raz tak do mnie powie, to NIGDY wiecej
      sie do niej nie odezwe, ze jesli widziała mnie pobita tyle razy i ona uwaza ze
      mam JAKIEKOLWIEK zobowiazania wobec tego człowieka, to niech samam zostanie
      jego zona (zwłaszcza ze jej tez groził)....chyba przemyslała sprawe bo NIGDY
      nie odwazono sie za mnie układac i komentopwac mojego zycia, w kazdym badz
      razie przy mnie - co o mnie myslano czy mowiono jak mnie nie było to mnie nie
      obchodzi, kazdy ma prawo do swojej oceny i tego zabronic nie mozemy....a mnie
      to akurat mało interesuje....
      • ladyhawke12 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 10:54
        Nie przejmuj sie takimi gatkami, bo to jest Twoje zycie i wyłącznie Twoje. Ja
        też takie teksty słyszałam, i wiem ze rodzinka wstydzi sie mnie, no i cóż ich
        osobista tragedia. A dzieci sie chowa nie dla siebie, nie moga przysłonic życia,
        bo jak odejda z domku , do swoich rodzin, spraw to nie zostanie nic, a przeciez
        zycie masz tylko jedno i jest Twoje i dzieciaki też ucza sie wiele jak widza że
        masz zainteresowania, że nie kacaniejesz, tylko zyjesz, napewno taka lekcja jest
        dla nich zdrowsza i lepsza, niz matak lub ojciec umartwiajacy sie i poswiecajacy.
    • 13monique_n Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 10:53
      Jagoda, aż mna zatrzęsło!!! Nie wierz im. Ty nie masz JUŻ 41 LAT!!
      • 13monique_n Re: Rozszarpana....._ poprawka poniżej 02.11.06, 10:55
        Ja bardzo przepraszam, lae "enter" mi sie znowu wcisnął nim skończyłam.
        Pozdrawiam, M.
    • kasiar74 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 10:54
      nie ma to jak rodzinka
      wiesz oni sobie tez nie radza z takimi sytacjami, moja rodzinka jak mam
      problemy to tylko potrafią dolać oliwy do ognia, jeszcze bardziej mnie
      zdenerwowac, więc nie mówie im o zadnych swoich kłopotach przynajmniej mnie nie
      dobijają, a ty rób swoje, dbaj tez o SIEBIE, ty dalej zyjesz i masz prawo do
      wszystkiego, a dzieci jak będą mieć zdowoloną z życia mamę i nie sfrustrowanego
      robota kuchennego tez będą inaczej funkcjonować
    • 13monique_n Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 10:55
      Jagoda, aż mna zatrzęsło!!! Nie wierz im. Ty nie masz JUŻ 41 LAT!! Ty masz
      DOPIERO. I masz własnie myslec teraz o sobie! Bo jakoś dziwnie spokojna jestem,
      ze o dzieciach to na pewno nie zapomnisz. Więc bądź dla siebie dobra. A dzieciom
      przy w miare zadowolonej mamie tez bedzie dobrze. I spotykaj sie z kimś, jesli
      to daje Ci radośc. Nie wiesz, co z tego bedzie, bo cięzko jest wiedzieć, ale
      wiesz co jest - a pewnie jest tak, że dobrze Ci. Trzymam za Ciebie kciuki.
      Wyszstko jeszcze znowu przed Tobą. smile
    • joasia69 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 11:25
      no właśnie tak jest niestety!
      mój tata chyba by zawału dostał gdyby dowiedział sie, że mam faceta!!
      faceta oczywiście brak, więc i powodu do zawału nie ma, ale niestety myślenie
      jego jest dokładnie takie samo jak myślenie "ciotek".
      zastanawiałam się ostatnio co by było, gdybym na najbliższą imprezkę zaprosiła
      jakiegoś znajomego mężczyznę jako osobę towarzyszącą?? Nie pamiętam kiedy
      ostatnio tańczyłam, nie pamiętam kiedy byłam na imprezie z kimś a nie sama
      • ladyhawke12 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 11:33
        Joasia na imprezie mozna byc samemy i swietnie sie bawic, ostanio bylam na dwuch
        takich imprezach, jedna to spotkanie krakowskie, wytanczylam sie, a druga to
        ostanio, i nawet na stole tanczylam bylo super, i nie potrzebowalam osoby
        towarzyszacej, do dzis nie pamietam kto mnie na ten stol wsadzil ale nic to, jak
        pozbieramy wszyscy fakty to moze ktos sie przyzna.
        • jagoda4444 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 11:51
          Dzięki wam dziewczyny za te słowa otuchy. Wierzcie mi odkąd odszedł mąż ani łzy
          po nim nie uroniłam. Jak mam kryzys łzowy to wyciągam obdukcje (tak naprawdę
          nie chcę ich wykorzystać - nie chcę przepychanek), zresztą nie da się zapomnieć
          o dużej szramie na ręku od noża, codziennie muszę oglądać szew nad brwią i te
          lata upokorzeń brrrr i poświęceń "dla dzieci" Ale od wczoraj po wizycie u
          rodziny po prostu ryczę i nie mogę tego opanować. Przywracacie mi wiarę w
          człowieka
          • to.ja.kas Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 11:57
            Jagoda !!!!!!!!!!!! Przeszłas piekło i martwisz sie starymi, głupimi
            zazdrosnymi ciotkami ktore ZAZDROSZCZA CI własnie tego, ze miałas siłe sie
            uwolnic od PADALCA !!!!!!!!!!!!!!!
            Boże, trzymaj sie i ciepło tulę.....Kobieto ZYJ !!!!! W końcu mozesz i nie
            zapłacisz za to kolejna blizną na reku !!!!!!!!!
          • 13monique_n Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 12:38
            Joasiu,
            niczego mądrego na odległość Ci nie powiem. Nic oprócz powtarzania z uporem
            maniaka - żyj dla siebie i bądź dla SIEBIE dobra. W ten sposób Ty bedziesz
            szczęsliwa i dzieci zyskaja - szczęśliwą zadowolona matkę, zamiast $@#@!!!!@!@$%
            męczennicy. Świat sie zmienił. Trzeba rozróżniać pomiędzy heroizmem i głupotą. I
            nikt (!!!) z Twojej rodziny (Jesooooo, słowo "najbliżsi" jest tutaj dyskusyjne)
            nie ma prawa Ci mówić, że jest inaczej. Głowa do góry! smile
        • joasia69 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 12:01
          od kilku ładnych lat sama maszeruję na imprezy, bawię się na nich, tańcze i
          piję wódkę, ale chiałabym iść na imprezę z facetem. Czy to takie dziwne? Jakoś
          nie bardzo mogę przyzwyczaić się do "pojedynczości", zwłaszcza w święta i
          sylwetra.
          • to.ja.kas Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 12:03
            Joaska najwieksza krzywde jaka mozemy sobie zrobic to zyc tak by zadowolic
            siebie nie innych....wiec pokochaj siebie i krzywdy sobie nie rob...to
            zbrodnia !!!!!!
            • joasia69 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 12:16
              to.ja.kas napisała:

              > Joaska najwieksza krzywde jaka mozemy sobie zrobic to zyc tak by zadowolic
              > siebie nie innych....wiec pokochaj siebie i krzywdy sobie nie rob...to
              > zbrodnia !!!!!!


              albo nie zrozumiałam, albo coś Ci sie źle napisałosmile

              zawsze starałam się postępować tak, aby zadowolić mojego tatę. Cholernie duży
              wpływ miał na moje życie, na moje decyzje. Rok temu zrobiłam coś, czego on do
              dzisiaj nie może mi darować....wzięłam rozwód. Dalej żyję normalnie, tylko w
              pojedynkę. Myślałam, że potrafiłam "odciąć" się od wpływu mojego ojca. tak
              jednak chyba nie jest. Mam 37 lat i ciągle zastanawiam się "co powie na to mój
              tata??". Chore to, ale tak właśnie jest. Nie umiem sobie z tym poradzić,
              chociaż bardzo chcę.
              Może dlatego właśnie myśl o facecie, który by mógł pojawić się w moim życiu
              (ba, nawet myśl o tym, że ze zwykłym znajomym mogę iść na imprezę) paraliżuje
              mnie po prostu! Bo jak on (tata) na to zareaguje??? A jak cholera zareaguja na
              to dzieci???

              Coś mi się wydaje, że jesienna chandra mnie naszła sad
              • to.ja.kas Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 12:26
                o tym własnie pisałam o Twoim uzaleznieniu od taty smile))))))))))
      • phokara Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 11:56
        To niby banal, ze nie mozna zyc zyciem innych ... ale jakos wszyscy maja do tego sklonnosci.
        Zapewne to rekompensata za kompletny brak talentu do zycia wlasnym zyciem. Jedna mysl mi
        przyszla do glowy. Warto zapamietac ten nasz terazniejszy bunt, zeby potem nie powtarzac
        zachowan naszych rodzicow i "nie wieszac" sie na dzieciach w przyszlosci.
        W zyciu wystepujemy w wielu roznych rolach - dziecka, rodzica, zony, przyjaciolki, pracownika,
        doradcy, "matki teresy' (haha) itd... Sa role glowne i drugoplanowe ale wszystkie skladaja sie na
        PELNIE bycia. Podporzadkowanie wszystkiego tylko jednej to najlepsza metoda na nudny i
        schematyczny do bolu scenariusz, ktorym nikt nie chce sie pasjonowac.
        Mysle, ze przychodzi w zyciu taki moment, kiedy to dzieci musza zaczac wychowywac
        rodzicow, by zaznaczyc swiety obszar wlasnej autonomii. Bo najpierw jest sie czlowiekiem
        (jednostka) a potem czyims dzieckiem, zona czy sasiadka. Starajac sie spelnic czyjes
        wyobrazenie o naszym zyciu - sami stajemy sie nieszczesliwi, a ten ktos i tak nie jest z nas w
        pelni zadowolony. I dobrze, nie musi. Niech bedzie zadowolony ze swojego zycia. Rozne zycia
        moga sie co najwyzej tylko wzajemnie uzupelniac, ale nie mozna ich wymienic. Zreszta wlasnie
        o to chodzi zeby zyc tak, zeby sie nie chcialo z nikim zamieniac.

        Pamietam taka sytuacje z rok temu, jak jedna z moich starych i wybitnie namolnych ciotek, pol
        wieczoru walkowala histerycznie temat rozpadu mojego zwiazku. Ja generalnie mam w sobie
        wiele tolerancji i cierpliwosci ale tez sa tego granice bo ile mozna sluchac, jak to spieprzylam
        sobie zycie i 'takiego fajnego chlopca' wystrzelilam w kosmos, nie myslac o tym, ze juz nie
        jestem taka mloda i w ogole. I w ktoryms momencie nie wytrzymalam i sie wypowiedzialam.
        "Ciociu mila, z mojej rodzinnej orientacji wynika, iz maz ciocie lomotal az szyby lecialy ale to
        bylo 50 lat temu bo potem uciekl wraz z kochanka, zas syn sie zapil na smierc. Jesli bede
        potrzebowala porad jak sobie skopac zycie to z pewnoscia do cioci zadzwonie i sie zapytam".

        Potem reanimowalismy ciocie ale nikt wiecej nie wpadl na pomysl, zeby sie mnie czepiac.
        Natomiast rodzice stali murem po mojej stronie (to byl mur milosci a nie nienawisci wobec exa) i
        starali sie zachowac do wszystkiego zdrowy dystans. I na tym to wlasnie moim zdaniem polega.


        • to.ja.kas Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 12:02
          phokara napisała:

          > To niby banal, ze nie mozna zyc zyciem innych ... ale jakos wszyscy maja do
          teg
          > o sklonnosci.
          > "Ciociu mila, z mojej rodzinnej orientacji wynika, iz maz ciocie lomotal az
          szy
          > by lecialy ale to
          > bylo 50 lat temu bo potem uciekl wraz z kochanka, zas syn sie zapil na
          smierc.
          > Jesli bede
          > potrzebowala porad jak sobie skopac zycie to z pewnoscia do cioci zadzwonie i
          s
          > ie zapytam".

          Pozwól Pho ze sobie zapamietam i wykorzystam w sytuacji podobnej, aczkolwiek ja
          jestem ta wredna której sie "dobrych" rad nie daje, bo mogą zaszkodzic....ale
          texcior rewelacja !!!!!!!!!!
          Pozdziw dla rodzicow, moja mama raz wycieła mi taki nr i mnie zaskoczyła
          niemiło potwornie....potem nigdy jej sie to nie zdarzylo i kiedys jak jej to
          zlosliwie przypomniałam to sie wyparła....chyba sie wstydzi ze tak sie
          zachowała....i bezlitosnie powiem, ze ma czego....ale i tak ja kocham smile)))
        • nangaparbat3 Pho! 02.11.06, 16:39
          Będe sie codziennie modlic, żebysmy byli takimi rodzicami dla naszej malej jak
          Twoi Rodzice dla Ciebie. Tak całkiem nam się nie uda - jako rozwodnikom - ale
          choc w cześci, mam nadzieje.
          A ze trzeba sobie wychować rodzicow, to swieta prawda.
          Mniej radośnie - łatwiej mi słuchac o meżu-damskim bokserze niz o matce, ktora
          nie chce pomoc corce, co na takiego trafila. O matce, ktora odsyła corke z
          powrotem do takiego macho, kiedy ta probuje sie u matki schronić. Zawsze mi sie
          zdaje, ze to jedna z najgorszych zdrad jakie mozna popelnić. I zdaje się, ze
          wcale nie tak rzadko sie zdarza.
          • phokara Re: Pho! 02.11.06, 17:07
            > Be˛de sie codziennie modlic, z˙ebysmy byli takimi rodzicami dla naszej malej jak
            > Twoi Rodzice dla Ciebie.

            Moj kochany dady powiedzialby teraz: "O Chryste, nie! Niech Pani zobaczy, co z niej wyroslo!!!
            haha...
            A tak serio.

            >Tak ca?kiem nam sie˛ nie uda - jako rozwodnikom - ale choc w czes´ci, mam nadzieje.
            Zastanowilo mnie to zdanie.
            Wiesz, ja wyszlam z fajnego domu i nie udalo mi sie powtorzyc tak spektakularnego sukcesu w
            moim zyciu. Nie ma regul. Natomiast to wlasnie moi rodzice nauczyli mnie, ze w zyciu wazne sa
            prawdziwe emocje i nic ich nie jest w stanie podrobic. Ze szczery placz jest wazniejszy od
            pozorow szczescia i ze trzeba w zyciu samodzielnie podejmowac decyzje bo tylko takie nas
            buduja. Znam zdrowych ludzi wychodzacych z rozbitych malzenstw i frustratow z tzw. 'pelnych
            domow'. I im dluzej zyje tym mam coraz wieksze przekonanie, ze najgorzej maja ci, ktorych
            latami oszukuja rodzice wystawiajac im na pokaz kompletnie abstrakcyjny, rodzinny teatrzyk. To
            tez jest rodzaj zdrady, tym perfidniejszej, ze bardzo trudnej do zdiagnozowania w doroslym
            zyciu. W dodatku popelnianej w dobrej wierze.
            • nangaparbat3 Re: Pho! 02.11.06, 17:17
              phokara napisała:

              > > Be˛de sie codziennie modlic, z˙ebysmy byli takimi rodzicami dla naszej ma
              > lej jak
              > > Twoi Rodzice dla Ciebie.
              >
              > Moj kochany dady powiedzialby teraz: "O Chryste, nie! Niech Pani zobaczy, co
              z
              > niej wyroslo!!!
              > haha...
              > A tak serio.


              Tak serio to nie miałabym nic przeciwko takiej corce. Haha.
              >
              > >Tak ca?kiem nam sie˛ nie uda - jako rozwodnikom - ale choc w czes´ci, mam
              > nadzieje.
              > Zastanowilo mnie to zdanie.
              > Wiesz, ja wyszlam z fajnego domu i nie udalo mi sie powtorzyc tak
              spektakularne
              > go sukcesu w
              > moim zyciu. Nie ma regul. Natomiast to wlasnie moi rodzice nauczyli mnie, ze
              w
              > zyciu wazne sa
              > prawdziwe emocje i nic ich nie jest w stanie podrobic. Ze szczery placz jest
              wa
              > zniejszy od
              > pozorow szczescia i ze trzeba w zyciu samodzielnie podejmowac decyzje bo
              tylko
              > takie nas
              > buduja. Znam zdrowych ludzi wychodzacych z rozbitych malzenstw i frustratow z
              t
              > zw. 'pelnych
              > domow'. I im dluzej zyje tym mam coraz wieksze przekonanie, ze najgorzej maja
              c
              > i, ktorych
              > latami oszukuja rodzice wystawiajac im na pokaz kompletnie abstrakcyjny,
              rodzin
              > ny teatrzyk. To
              > tez jest rodzaj zdrady, tym perfidniejszej, ze bardzo trudnej do
              zdiagnozowania
              > w doroslym
              > zyciu. W dodatku popelnianej w dobrej wierze.
              >
              Masz racje. Zgadzam sie z kazdym slowem.
              A mnie poszlo o to, ze przypomnialam sobie jak mowilaś, że Twoja Mama do dzis
              siada Ojcu na kolanach, przy gosciach - i zrobiło mi sie troszke smutno, ze
              tego już moja mala nie zobaczy.
              • phokara Re: Pho! 02.11.06, 17:37
                > A mnie poszlo o to, ze przypomnialam sobie jak mowilas´, z˙e Twoja Mama do dzis
                > siada Ojcu na kolanach, przy gosciach - i zrobi?o mi sie troszke smutno, ze
                > tego juz˙ moja mala nie zobaczy.

                Wiesz, moj Ex tez tego nigdy nie widzial choc pochodzil z pelnej rodziny... Rozumiesz?

                > Tak serio to nie mia?abym nic przeciwko takiej corce. Haha.
                haha.
                Z opowiastek rodzinnych. Pare lat temu bylam u znajomych moich rodzicow na dzialce. No i w
                pewnym momencie kumpel mojego ojca powiedzial patrzac na mnie:
                - Wiesz, zazdroszcze ci, chcialbym miec taka corke...
                - A ja nie! Ale co mam zrobic... - wzruszyl ramionami moj dady i zmienil temat.

                Nooo... Poczucie humoru zawsze stalo u nas na czele wartosci rodzinnych!
                • nangaparbat3 Re: Pho! 02.11.06, 17:44
                  phokara napisała:
                  >
                  > Wiesz, moj Ex tez tego nigdy nie widzial choc pochodzil z pelnej rodziny...
                  Rozumiesz?
                  Jasne, ze rozumiem. Ale trudno zebym siadała EXOWI na kolanach, zwłaszcza kiedy
                  istnieje Next i ich mala coreczka.

                  > > Tak serio to nie mia?abym nic przeciwko takiej corce. Haha.
                  > haha.
                  > Z opowiastek rodzinnych. Pare lat temu bylam u znajomych moich rodzicow na
                  dzia
                  > lce. No i w
                  > pewnym momencie kumpel mojego ojca powiedzial patrzac na mnie:
                  > - Wiesz, zazdroszcze ci, chcialbym miec taka corke...
                  > - A ja nie! Ale co mam zrobic... - wzruszyl ramionami moj dady i zmienil
                  temat
                  > .
                  >
                  > Nooo... Poczucie humoru zawsze stalo u nas na czele wartosci rodzinnych!

                  Nooo... Posmiałam sie zdrowo, a teraz znowu musze gnac z kundlem do
                  weterynarza - i znowu zacznie sie od tego, ze kundel zajmie w aucie moje
                  miejsce.
    • mmegi.7 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 14:18
      Witam czytam Twojego posta i tak sobie wyobrażam siebie ...moja mam dosłownie
      wczoraj to samo z całą szczerzącą zęby rodzinkom mówiła... kochaj dzieci teraz
      tylko dla nich żyjesz pamietaj nie zaniedbuj ich o matko podobnie jak Ty robię
      to od 16 lat opieram, wycieram pupcie, karmie pomagam na każdym kroku. Kocham
      całą sobą.Nigdy ich nie zraniłam. Nie wyobrażam sobie życia bez nich ale
      pocichu myslę sobie że dla mnie też kiedyś zaświeci słoneczko.Tego również
      zyczę i Tobie i myślę że zawsze można mysleć o sobie także i w takiej trudnej
      chwili, uważam że w tym momencie jest to nawet ważniejsze niż kiedykolwiek, a
      życzliwość przemawiającą często przez rodziców musimy poczytywać jako dobro, bo
      myczy my zachowałybyśmy się inaczej?.... pozdrawiam
    • nangaparbat3 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 16:54
      Jagoda, dobrze, ze sie rozstaliscie. A dzieci masz juz odchowane - nie
      potrzebuja slużącej, tez niech sprzątają, piorą, gotują i prasują. I niech
      dbaja o siebie nawzajem i o matkę.
      Sprzedam Ci patent: moja corka zaczęla sama brac na siebie domowe obowiazki,
      kiedy ja zaczęlam ja traktowac jak partnerke w decyzjach dotyczacych naszego
      domu. Przełomowym momentem było kupno szafki na buty, zaraz po rozstaniu z
      Exem. Ja chcialam inną, corka inną, zgodziłam sie na jej opcję, ale zeby szafka
      pasowala, trzeba ja bylo przemalować - zrobiłysmy tak. I jakby magiczna
      sztuczka - corka sama zaczęla pomagac mi w domu. Miala wtedy 8 lat.


      I jeszcze jedno - matka, ktora się "poświęca", szkodzi dzieciom. Dziecko ktore
      czasem jest głodne, nie bedzie chorowac na anoreksję. Pani domu, ktora nie za
      bardzo interesuje się podlogami, nie bedzie dręczyć rodziny, ze nanosi blota. A
      najwazniejsze jest poczucie humoru. Matka, z ktora mozna pożartować, lepsza od
      takiej, co stoi i prasuje.
      Zreszta Ty sama na pewno to wszystko wiesz, bardziej teraz gadam do Twojej
      rodziny niz do Ciebie.
      • phokara Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 17:15
        >A najwazniejsze jest poczucie humoru. Matka, z ktora mozna poz˙artowac´, lepsza od
        > takiej, co stoi i prasuje.
        Tak, tak, tak!
        W ogole wydaje mi sie, ze zdrowy i szczery smiech jest charakterystyczny dla fajnych i
        cieplych domow, takich, do ktorych chce sie wracac. Z tym blotem na butach nawet. Czlowiek
        jest wazniejszy niz podloga a smiech od kurzu na parapecie. Zreszta nadmierny perfekcjonizm
        bywa przyczyna wielu groznych chorob i frustracji.
        • libra22 Re: Rozszarpana..... 02.11.06, 18:56
          Czytałam w momencie rozpadu małżeństwa książkę Kryztyny Kofty (niestety mam
          bardzo kiepską pamięć i nie pamiętam tytułu). Utkwiło mi taka obserwacja (jakże
          słuszna niestety), że kobiety pokoleniowo na ogół są przeciwko sobie. Choć same
          mają/miały często bardzo cieżkie życie (często z powodu mężczyzn), uczą swoje
          córki, że tak ma być, że nie można sie przeciwko temu buntowac, że to norma, a
          jak któras córka próbuje coś zmienić i walczyć o swoje to robią wszystko, żeby
          ściągnąć w doł, do swojego losu. Zamiast wesprzeć i pomóc przełamać.
          To zachowanie rodziny Jagody właśnie z tego gatunku.
          Nie daj się. Możesz mieć w życiu lepiej od nich. To Twoje zycie i Twoje prawo
          do szczęścia. Którego bardzo Ci życzęsmile

          Druga refleksja: moja mama po decyzjach mojego eksa z kolei odcięłaby go ode
          mnie i od naszego syna całkiem (z czym się nie zgodziłam, bo zalezy mi na
          dobrych stosunkach syna z ojcem). Zastanawiałam się, czy nie wynika to z tego,
          ze sama nie zdecydowala sie odejść od swego męża, mojego taty, choć miała
          powody. I teraz to wszystko podświadomie przenosi na mnie.
          Tez niedobrze, bo nie słuchała co ja mówię, na czym mi zależy.
          • samosia75 Re: Rozszarpana..... 03.11.06, 00:35
            U mnie jest na odwrót. Na zjazdach rodzinnych moi rodzice są delikatnie
            podpytywani czy już kogoś mam ( mnie nie smią pytać). Ja jestem subtelnie
            zachęcana do ponownego rozpatrzenia możliwosci układania sobie życia bo
            przecież minely juz 4 lata...
            Myślałam, że takie zachowanie rodzinki to standart- jestem zdziwiona.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka