jagoda4444
02.11.06, 10:42
Jak to jest? to mnie dzisiaj zastanawia i bardzo boli. Wczorajszy dzień
sprzyjał spotkaniom rodzinnym, mogę powiedzieć niestety. Mąż odszedł po 20
latach małżeństwa właściwie w czerwcu. W międzyczasie zabierał tylko z domu
swoje rzeczy. Jesteśmy przed rozwodem, czyli wiele jeszcze przed nami. A
rodzina już mi ułożyła plan na dalsze życie: co powinnam a czego nie
powinnam. Wyjechałam potłuczona wewnętrznie jeszcze bardziej niż byłam. Plan
mają taki: słuchaj teraz Tylko zajmuj się dziećmi, aby były zawsze oprane,
oprasowane, zadbane, najedzone, teraz tylko one są ważne (jakbym tego nie
wiedziała i jakby dotychczas tego nie było!!!!) ZAPOMNIJ O SOBIE. Wiedzą że
od niedawna spotykam się z kimś (nie był przyczyną rozpadu mojego małżeństwa
i nie robię planów na dalszą wspólną przyszłość - swoją bajkę już przeżyłam),
ale jak to mama powiedziała - mając 41 lat już możesz zostać do końca życia
sama, TYLKO dzieci są ważne. Cholera nie wiem jak to ująć, ale od wczoraj
czuję się tak jakbym rozsypała się na kawałki. Nic tylko już dać dzieciom
michę jedzenia i w trumnie czekać na śmierć, poraziło mnie ich myślenie i te
cholerne dobre rady. Gdzie w tym wszystkim jestem Ja? Jak było u was? nie
oczekiwałam słów pociechy typu - jeszcze zdążysz sobie ułożyć życie, ale to
co usłyszałam przygnębiło mnie.