samosia_zocha
17.11.06, 13:39
Zbieram się długo żeby tu napisać. Sypie się moje małżeństwo. Zastanawiam się
czy to jeszcze kryzys czy już czas pomyśleć o sobie i podjąć jakieś kroki??
Czy mam prawo być szczęśliwa, czy mam trwać w związku który jest jako taki?
Czasami mam wrażenie że mąz nie potrafi się zająć ani mną ani naszym 1.5
rocznym synem. Żyjemy jakby obok siebie, ja naprawdę się staram, próbuję
rozmawiać, ale on ciągle twierdzi że szukam sobie problemów. Może dla niego
to nic nie znaczy, ale czy pomyślał kiedyś o mnie? Że to co dla niego jest
błachostką dla mnie może być ciężarem? Ogólnie nie układa się w żadnej sferze
życia. Łóżko dla niego już nic nie znaczy, gdyby nie moje inicjatywy nie
spalibyśmy ze sobą częściej niż dwa razy w roku. Jesteśmy ze sobą 11 lat, w
tym 3 lata po ślubie. Wpadliśmy w rutynę, której przez mojego męża nie da się
zmienić. Jest mi przykro, bo powiedziałam mu po prostu że nie jestem
szczęśliwa i zrobiło to na nim średie wrażenie. Czy to nie jest tak, że jak
się kogoś kocha to się pragnie jego szczęścia??? A mnie opuściły już siły do
jednostronnej walki i boję się że to będzie koniec. I zastanawiam się, czy
znowu czekać aż kryzys minie, czy w końcu podjąć jakieś kroki do polepszenia
sobie życia? Co najważniejsze: kocham mojego męża, ale ile można tak żyć z
wrażeniem, że się nic nie znaczy?