donnia22
20.11.06, 12:48
Witam wszystkich!
Jestem tutaj nowicjuszka i mam nadzieje, że z wlasnego i nie tylko
doświadczenia pomożecie mi zrozumiec pewna sytuację, która dotyczy mojego
brata. Naprawde jestem w kropce, w domu jest piekło a jak czytam Wasze
wypowiedzi i próbuje je dopasowac do tej sytuacji to sama nie wiem co mysleć.
Brat jest 3 lata po ślubie i ma 2-letniego synka. Na poczatku wszystko było
ok. Piekło zaczeło sie pół roku po slubie (głównie przez teściowa brata bo
zamieszkali w domu rodzinnym zony)Ciagle wyzwiska i pretensje ze za mało
pieniedzy daje, natomiast jak mial nocne zmiany to wg nich chodził na panny.W
zwiazku z tym brat często przychodził na noc do rodzinnego domu, w końcu w
lipcu 2005 wyprowadził sie na dobre. Próbował sie dogadywac. inerweniowali
moi rodzice ale bylo przez chwilke dobrze, krótką chwilkę. Brat poznał
dziewczynę przy której jakby odzył. Wydaje mi sie ze sie zakochał jak nigdy.
Chcialam dodoac ze nie zaniedbywał dziecka. Na poczatku dawal pieniadze ale
oprócz wydatków na dziecko z jego pieniedzy korzystała pozostała częśc nowej
rodziny. W koncy zamiast pieniedzy zaczał kupowac co trzeba, czyli dokładnie
wszystko!no i oczywiscie spotyklał sie z dzieckiem bo oprócz tego że jezdzil
w odwiedziny to przywozono mu dziecko gdzy miała szkołe albo gdzies
wychodziła. Moze za późno otworzyłam oczy na to wszystko bo wczesniej tego
nie dostrzegałam, nawet negowałam brata i trzymałam strone zony brata. ile w
tym czasie było kłótni i wyzwisk nie tylko na brata ale na cała naszą
rodzine. cala wojna sie zaczeła gdy w domu mama dowiedziala sie ze brat sie z
kimś spotyka. Stwierdziła ze nie dopusci do rozpadu tego małżeństwa ze
wzgledu na dobro dziecka. Kazała sie zonie brata wprowadzić. wprowadziła sie.
ona mieszka w jednym pokoju a brat w innym. oprocz kłotni nie zamieniaja z
soba słowa. Kochani rodzice, tesciowie i zona stwierdzili ze do zadnego
rozwodu nie dojdzie ( z bratem nikt nie rozmawia a on powiedzial ze i tak sie
rozwiedzie).Najgorsze jest to ze "starzy" mieszaja sie i to niby wszystko dla
dobra dziecka ale jak oni siboe wyobrażaj atakie życia? z tego małzeństwa
naprawde juz nic nie bedzie. Chce pomóc bratu ale nie wiem jak. szkoda mi go
ze wszyscy odwrócili sie przeciwko niemu a najbardziej boli mnie ze przeciwko
niemu sa nasi rodzice........
pozdrawiam