Dodaj do ulubionych

Po co mi rozwód????

28.11.06, 10:39
Ciekawe pytanie.
Od ponad roku nie mieszkam z żoną, ona od 4 miesięcy mieszka z facetem z
którym ma romans od paru lat.
Podczas rozmowy jakieś 2 tygodnie temu stwierdziła moja ciągle jeszcze żona,
że trzeba by coś z tym zrobić. Skwapliwie przytaknąłem, no bo w sumie trzeba
by. Ustliliśmy, że przygotuję pozew rozwodowy z żoną jako powódką (w końcu to
ona zainicjowała nasze rozstanie), prześlę jej go, a ona go złoży.
Przygotowałem zgraby ładny i delikatny pozew bez orzekania o winie,
przesłałem go żonie w zeszłym tygodniu. Zadzwoniłem do niej wczoraj żeby
zapytać czy nie ma jakichś zastrzeżeń i kiedy ma zamiar go złożyć, bo w końcu
wypadałoby.
Na co usłyszałem pytanie: "A co ci się nagle zaczęło tak z tym rozwodem
spieszyć?". Powiem szczerze, że mnie zamurowało. Potem powiedziała, że na
razie jest bardzo zajęta i nie ma czasu podjechać do sądu żeby go złożyć. Na
moją propozycję, że przecież może go przesłać pocztą stwierdziła, że jak tak
bardzo mi zależy to mam go sam złożyć.
Dam jej jeszcze parę dni czasu i jeśli ona tego nie zrobi to zmienię
powództwo i złożę go sam. Ale powiem szczerze, jestem lekko zaskoczony.
Obserwuj wątek
    • marek_gazeta Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 10:45
      Wygląda na SMZ - Syndrom Mimowolnej Złośliwości. Niby się dogadujemy, ale zawsze można stanąć okoniem. Zwłaszcza wobec eks-a, może za dobrze mu w życiu?

      Słuchaj, zachowaj się jak facet wink i po prostu złóż wniosek.
      • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 10:47
        marek_gazeta napisał:

        > Wygląda na SMZ - Syndrom Mimowolnej Złośliwości. Niby się dogadujemy,
        > ale zawsze można stanąć okoniem.

        Obawiam się, że to trafna diagnoza.
        Świadczyłoby o tym zadane pytanie dodatkowe:
        "Masz zamiar się żenić?"
        • ladyhawke12 Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 10:50
          Właśnie zachowaj się jak facet i złóż, a na jej pytanie odpowiedz że tak owszem,
          zamierzasz, nie pytała kiedy i z kim.
          • marek_gazeta Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 10:54
            I nie uprzedzaj o fakcie złożenia - chyba, że spyta wprost.
          • julka1800 Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 10:55
            no... zawsze warto miec coś w zanadrzu, gdy nowa znajomość "to nie bedzie to",
            np jeszcze ciągle męża
          • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 10:56
            No właśnie zachowuję się jak facet, daję jej szansę na załatwienie tego zgodnie
            z jakimiś zasadami.
            To od niej wyszła inicjatywa zakończenia naszego związku. Więc powinna być
            knsekwentna.
            Może się źle z tym czuć, jeśli to ja w końcu złożę pozew. smile
            • ladyhawke12 Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 11:02
              Jakbyś zachował się jak facet to dawno bys złożył, kobiety od faceta oczekuja
              konsekwencji, od siebie niekoniecznie.
              • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 11:05
                Jeśli mam być szczery to mam nadzieję, że moja jeszcze żona niczego już ode
                mnie poza alimentami nie oczekuje. smile
              • 374.4w Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 11:11
                Nieładnie jest wycofywać się z wcześniejszych ustaleń, myślę że ona się
                przestraszyła. Okazało się, że wyprowadzka z domu i nowy facet to zbawa, a tu
                nagle życie, trzeba sformalizować (a może odformalizowć??)to co się stało,
                rozwieść się.
                Ona chce jak Kubuś Puchatek, który trochę był i trochę nie był w norce.
                Odpowiedzialność to trudna rzecz, która niektórych przerasta.
                Nie ma co czekać, załatw to sam i tyle.
                • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 11:32
                  Obawiam się, że masz dużo racji.
                  Dochodzi jeszcze kwestia tego, że po rozwodzie zaczną się kolejne kroki do
                  unormowania tej sytaucji, która jest teraz, czyli np. podział majątku.
                  A to już real life, a nie reality show.
                  • kiwas Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 12:07
                    z_mazur napisał:

                    > Dochodzi jeszcze kwestia tego, że po rozwodzie zaczną się kolejne kroki
                    > czyli np. podział majątku.A to już real life, a nie reality show.

                    Niestety. Mam to teraz, nikomu nie życzę.
                    To nie tylko real life, ale "life is brutal" sad
                    • 0lana Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 12:32
                      A moze mowiac o rozwodzie myslala,ze uslyszy inna odpowiedz?Cos mi sie zdaje,ze
                      nowy zwiazek przestal jej smakowac,jak zakazany owoc,odkad zamieszkala z
                      tamtym.Zaczela sie proza zycia,przestalo byc rozowo.Moze wystraszyla sie,ze
                      furtka zostanie zamknieta na klodke?
                      Wszystko zalezy od Ciebie,w kazdym razie,nie daj sie wiecej skrzywdzic.
    • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 11:34
      > tez o tym Julka pomyslalam, pomyslalam tez o tym ze chyba sprawy majatkowe
      > maja znaczenie, poki nie roztrzygniete mozna dowolnie nim rozporzadzac,

      No właśnie to jest chyba bardzo istotne w tym przypadku. smile
    • tricolour Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 12:40
      ... a nie facet.

      Żona mieszka z drugim, a Ty coś z nią ustalasz? A co masz do ustalania?

      Jeśli chcesz się rozwieść, to pisz pozew. Jeśli nie chcesz, to czekaj na
      działanie żony i bądź dalej potulny i spolegliwy.
      • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 12:48
        Może i jak dupa, ale wierna swoim zasadom.

        Po prostu daję żonie ostatnią szansę na powiedzenie B skoro już powiedziała A.
        Może z tego skorzystać lub nie. Wtedy ją wyręczę.
        Myślę, że mimo całej swojej "mobile" kobiety też mają twarz
        i czasem powinny próbować z nią wychodzić z tego typu sytuacji.
        • marek_gazeta Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 15:49
          Kurde blaszka, tak sobie wyobrażam, że spotykacie się razem, jak przyjaciele, przy lampce wina uzgadniacie szczegóły - Ty napiszesz, ona zatwierdzi i zaniesie, Ty się dowiesz kiedy, potem ją zawiadomisz, pojedziecie razem, pełna współpraca, a po rozprawie może poradzisz jej się w sprawie zakupu krawata?

          Sorry za ten sarkazm, ale chyba niezbyt poważnie to wygląda.
      • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 12:55
        Tak sobie jeszcze pomyślałem, znając moją żonę,
        zabawnie byłoby usłyszeć za jakiś czas.
        "Przecież to ty chciałeś się rozwieść."
        • pudeleczko_75 Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:01
          a ja myslę, że sam powinienes wiedzieć czy chcesz pozostawac nadal w związku
          małeżeńskim czy nie. Nie jest wazny kto wnosi pozew ale faktycznie kto chce
          zakończyć małżeństwo.
          Jak dla mnie za dużo uzalezniasz od żony:
          czy on złozy pozew - dajesz jej szansę na dokończenie tego co zaczęła,
          co pomysli, co zrobi.
          A powinieneś myślec o sobie i odpowiedzieć sobie na pytanie, cz TY a nie żona
          chcesz rozwodu czyli końca małżeństwa i dlaczego.
          • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:13
            Hmmm, odpowiedzi na to pytanie są oczywiste.
            Ale ona była pierwsza. smile
            Dlatego, jak mówię, daję jej szansę na wyjście z twarzą.
            • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:28
              > Dlatego, jak mówię, daję jej szansę na wyjście z twarzą.

              A dlaczego tak Ci zalezy na tej "jej twarzy"? Co chcesz jej przekazac, przez
              swoje cierpliwe oczekiwanie, ze, az do konca, zachowa sie jak czlowiek
              (kobieta) z zasadami? Co chcesz, zeby w Tobie zobaczyla? I po co?
              • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:31
                A mozę to źle postawione pytania.
                Może to moja ostatnia szansa dla niej żeby to ona coś pokazała.
                Że rzeczywiście jest takim człowiekiem za jakiego chce uchodzić.
                Dla mnie natomiast to szansa na pozostawienie w sobie resztek szacunku dla niej.
                • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:43
                  Moze, zle postawione. Moze. Tylko ja wciaz nie rozumiem, dlaczego tak bardzo Ci
                  zalezy na tym. Ale ja nie musze rozumiec.
                  smile
                  • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:47
                    Bez przesady, nie aż tak bardzo.
                    Po prostu mnie to wczoraj zaskoczyło.
                    Jeśli będę widział, że rzeczywiście celowo się ociąga
                    to na początku grudnia sam złożę.
                    • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:50
                      > Bez przesady, nie aż tak bardzo.

                      No.
                      > to na początku grudnia sam złożę.
                      Sprawdzimy, jak Eksa W, a jak nie to... lomot.
                      smile
        • kiwas Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:01
          z_mazur napisał:

          > Tak sobie jeszcze pomyślałem, znając moją żonę,
          > zabawnie byłoby usłyszeć za jakiś czas.
          > "Przecież to ty chciałeś się rozwieść."

          To całkiem prawdopodobne.
          U mnie było tak: to ja się wyprowadziłem, bo miałem kogoś i miałem dość jej zdrad.
          I atmosfery w domu.
          I ja zacząłem rozmawiać o rozwodzie.
          Jej było wygodnie tak jak było przez pół roku - mieszkaliśmy osobno, miała wolną
          rękę w sprowadzaniu kochanków (jeden stały, kilku "dochodzących żigolaków"),
          co więcej - okazało się - już nawet PO ROZWODZIE, że jej rodzina nie wiedziała o
          tym! Ciekaw jestem jakie kłamstwa wymyślała z okazji świąt i uroczystości
          rodzinnych - moje delegacje?

          z_mazur, nie zachowujesz się jak dupa, rozumiem Cię.
          Ale to ona powinna napisać pozew i wnieść go do sądu!
        • 0lana Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:07
          z_mazur napisał:
          > zabawnie byłoby usłyszeć za jakiś czas.
          > "Przecież to ty chciałeś się rozwieść."
          Wszystko mozliwe,ze chce zrzucic odpowiedzialnosc za rozwiazanie waszego
          malzenstwa wlasnie na Ciebie.Brak słów...
        • marek_gazeta Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:22
          Jest tu jakiś problem? Przecież we wniosku napiszesz, dlaczego się chciałeś rozwieść. (Możesz nawet napisać, że żona obiecała złożenie wniosku i tego nie zrobiła) Twoja córka pewnie wie (duża jest), a jeśli nie, to kiedyś jej ten wniosek pokażesz.

          Tak na marginesie, przypominając sobie całą Twoją historię, zastanawiam się, czy oprócz ew. powodów finansowych (podział majątku jej nie na rękę), może w stałym związku z nowym facetem wcale nie jest tak pięknie (prysł czar księcia z bajki)? No wiesz, może sobie kombinuje, że jakby co, przecież nadal jesteście małżeństwem...?
          • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:35
            >cryingprysł czar księcia z bajki)?
            Ciekawa rzecz. Ludzie zaraz po rozwodzie tak bardzo chca wierzyc, ze byli wazni
            dla tego (tej) ktorzy nas zostawili, ze zamiast odczytywac sygnaly zgodnie z
            prawda, kombinuja sobie co tez sie moze pod plaszczykiem tego czy owego
            zachowania czaic. Mowicie, ze sie nienawisc i milosc sa prawie rownoznaczne.
            Moj eks odszedl do kobiety swojego zycia. A przez caly pierwszy rok nienawidzil
            mnie serdecznie. Nie dlatego, ze wciaz kochal. Dlatego, ze ja nie bylam taka
            jak ONA. Bo gdybym byla taka jak ONA, on nie musialby zrobic tego, co zrobil i
            nie narazilby sie na przykre traktowanie otoczenia. Stracil twarz.
            Najwazniejsza dla niego rzecz. Przeze mnie... Ot logika.
            • marek_gazeta Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:52
              Tzn. Ty byłas pierwszą kobietą jego życia, no ale po latach nastu okazało się, że to jednak nie to, i że pojawiła się inna kobieta jego życia. Która pozwoliła mu na nowo siebie określić.

              Ja nienawiści do mojej eks nie czuję.

              A w sprawie sygnałów to niech się autor wątku wypowie.
              • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 13:57
                Co do sygnałów. Hmmm,
                moja eks nie wygląda na specjalnie szczęśliwą.

                Ale tu jest parę dobrych wytłumaczeń.
                Widuję ją jedynie podczas spotkań ze mną, czyli z założenia człowiekiem który
                nie ma na nią zbyt dobrego wpływu, stąd może jej kiepski humor w tych momentach.
                Inne wytłumaczenie - jest tak fair wobec mnie, że nie chce mnie dołowac swoim
                świetnym nastrojem.
                • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 14:03
                  Ale wiesz Chlopaku, ze byc moze Ty, spotykajac sie z nia teraz, mozesz jakos
                  nieco inaczej wygladac niz np. pol roku wstecz. Wiesz co mam na mysli? I, jak
                  rasowemu psu ogrodnika, to wlasnie jej sie nie podoba.
    • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 14:00
      Zaraz zaraz. Przybycie eksa na SKS, nie jest rownoznaczne z lomotem. To jakos
      tak samo wychodzi (ten lomot). A poza tym, Twoj eks jest w grafiku przewidziany
      na 1-sza polowe stycznia. A Chlopak z Mazur ma sie okreslic do poczatku
      grudnia. smile Bo jak nie, to...
      SKS - Stowarzyszenie Kobiet Stukajacych
      smile
    • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 14:06
      brzoza75 napisała:
      > Rozpędziłeś się za bardzo..., gdyby była fair to poinformowałaby Cię dużo
      > wczesniej o tym co zrobiła...

      Też tak myślę, traktowałem to wytłumaczenia jako bardzo małoprawdopodobną
      hipotezę. smile
      • libra22 a ja rozumiem 28.11.06, 14:18
        Ja tam rozumiem Chłopaka. Skoro to z jej powodu rozpadło się małżeństwo
        (bezpośrednia przyczyna) to dlaczego on ma składać, skoro i tak zgadza się na
        brak orzeczenia winy. Ja tez ciągle czekam aż mój eks złozy papiery. Może to
        głupie, ale znając popierzenie teściowej i pewną skłonność do przekręcanie
        faktów przez eksa, jeśli ja złożę wniosek ( a będę musiała to zrobić jeśli on
        tego nie zrobi w końcu), to mój syn usłyszy za kilka lat, że to wszystko moja
        wina.
        I jeszcze jedno Chłopaku: można w jednym pozwie załatwić podobno także podział
        majątku, jesli oboje zgadzacie się w tym względzie. Zmnijesza koszty i czas.

        Lubię pracę. Praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
        <*>
    • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 14:08
      > SKS - Stowarzyszenie Kobiet Stukajacych
      >
      > bosze dlaczego mi sie kojarzy.....

      Bosze dlaczego mnie też....????
      smile))))))
      • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 14:11
        Bosze a dlaczego mnie nie...?
        smile))
        • z_mazur Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 14:28
          Może w pewnym stopniu wytłumaczy mnie to,
          że ostatnio to mi się bardzo wiele rzeczy "kojarzy". smile))
    • crazysoma Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 14:14
      No tak, to tlumaczy wszystko smile
    • sinsi Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 15:11
      A po co Ci bycie żonatym jak żony już nie masz przy sobie? po co Ci wspólnota
      majatkowa z osobą która już jest z kim innym we "wspólnocie"?, itd?
      • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 15:17
        Ok sinsi będę się musiał powtórzyć. smile

        Swoją argumentację zawarłem w innych odpowiedziach w tym wątku.

        Nie chodzi mi o to, że chcę być żonaty.
        Chodzi mi o pewną konsekwencję.
        Daję żonie szansę na zakończenie tego zgodnie z pewnymi dla mnie istotnymi
        zasadami. Jeśli nie skorzysta z tego zrobię to za nią.

        To coś jak danie komuś szansy na popełnienie samobójstwa.
        smile))
        • crazysoma Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 15:23
          > To coś jak danie komuś szansy na popełnienie samobójstwa.

          Seppuku to "ponoc" byl przywilej...
          • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 15:29
            crazysoma napisała:

            > Seppuku to "ponoc" byl przywilej...

            Niop

            Z ust mi to wyjęłaś.
            Właśnie tak to traktuję.
            Zakończenie sprawy honorowo.
            Może, ale nie musi z tego skorzystać.
            • crazysoma Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 23:00
              Ale wiesz, seppuku mialo na celu udowodnienie i uwolnienie sie od falszywej
              obelgi, zarzutu. Zarzuty wobec Twojej zony sa jak nabardziej prawdziwe i nie ma
              mowy o zadnej pomylce. Chlopaku - przez pare lat zyles, pod jednym dachem z
              osoba, ktora miala kogos innego. Nie wiedziales o tym? A moze wiedziales i
              jednak przyzwalales na to?
              Wiesz, tak sobie jednak mysle, po przeczytaniu calego watku i wszystkich
              wypowiedzi, ze zakonczenie sprawy, honorowo, w Twoim przypadku to nie czekanie,
              az malzonka ja zakonczy, zgodnie z umowa, a wrecz przeciwnie. To jest ten limit
              czasowy, o ktorym tu dosc czesto mowimy. Twoja zona juz pokazala, ze nie jest
              osoba honorowa, wczoraj znow to udowodnila, a Ty wciaz dajesz jej przyzwolenie
              na takie zachowanie. Jestes mezczyzna czy chlopczykiem po ktorym mozna jezdzic,
              wyobrazajacym sobie, ze jest mezczyzna? To Twoja ostatnia szansa, na
              udowodnienie sobie i jej kim jestes. I niech Cie nie obchodzi jej honor, niech
              Cie obchodzi Twoj honor.
        • sinsi Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 15:29
          Ona w tym czasie może sobie myśleć tak; że zgodnie z jej wyobrażeniem Ciebie i
          pewnych istotnych dla niej zasad , na złożenie tego wniosku nie powinieneś
          nalegać, bo (........) i wtedy okażesz się "kimś tam". smile)
          Ciekawe czy Ty/Ona o tym wieciewink...
          Gdyby zrobił(a) to i to... to bym ja szanował(a),
          gdyby zachowała się tak i tak... to bym uważał ją za sensowną osobę,
          ...
          jednak nie jest, ale gdyby...to...
          trochę "życzeniówki" .
          by udowodnic sobie, że to na pewno nie była dobra kobietasmile.
          A rozwód sobie stoi. Byle nie leżałsmile
          • z_mazur Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 15:33
            Żeby rozwiać wątpliwości to ona o tym wie bo jej to powiedziałem.
            Mało tego, swego czasu przyznała mi rację.
            Stąd ten pomysł, żebym ja jej napisał pozew.
            Zawsze to była moja działka.
            Zgodnie z prośbą zrobiłem to.
            Stąd moje zdziwienie na zadane pytanie.
            • sinsi Re: Po co mi rozwód???? 28.11.06, 15:41
              pytanie więc dlaczego żonie się nie spieszy?wink i dlaczego bycie Twoją żoną a
              życie z kim innym jej odpowiada? Najwyraźniej łatwiej się rozwieźć gdy się nie
              ma nikogo niż gdy się ma dwóch a przynajmniej półtorej do dyspozycji..uncertain hi lo sa
    • tricolour Ty się, bracie, honorem żony nie zasłaniaj... 28.11.06, 20:01
      ... jak żona od roku przyprawia Ci rogi. I ma Cię do tego stopnia gdzieś, że
      jeszcze ustala z Toba jakies sprawy związane z rozwodem. To tak, jakby złodziej
      zastanawiał się z właścicielem nad losem skradzionych rzeczy.

      Jesli nie masz odwagi lub sił na twarde i jasne postawienie sprawy, to napisz,
      że nie masz odwagi lub sił, ale przygotowujesz się do działania. Albo nie
      przygotowujesz, ale kupiłeś tonę gipsu do szpachlowania sufitu...

      Co możesz zrobić, by żona nie zdradzała Cię co wieczór (a tak teraz jest) z
      jakimś faciem? Możesz zrobić by, ta kobieta przestała być Twoją żoną.
      Jeżeli inicjatywę pozostawisz zonie pod pretekstem "honoru" to sytuacja będzie
      wyglądała tak, że żona robi co chce - zdradza Cię kiedy chce, a rozwodzi sie
      Tobą też kiedy chce bez względu na swoje zachowanie, a Ty nie masz nic do gadania.

      Zresztą wyślij jej bukiet róż w ramach przeprosin.

      tongue_outP
      • pudeleczko_75 Re: Ty się, bracie, honorem żony nie zasłaniaj... 28.11.06, 20:07
        z_mazur Tri ma racjesmile
        przemyśl sprawe raz jeszcze, na czym Ci zalezy i co chcesz osiągnąć.
        • z_mazur Re: Ty się, bracie, honorem żony nie zasłaniaj... 28.11.06, 20:57
          Racja jak dupa, każdy ma swoją.

          Czy cokolwiek zmieni fakt, że mam przyprawione rogi od paru lat????
          Przestało to już kłuć moje ego.

          Natomiast uważam, że każdy powinien ponosić konsekwencje własnych czynów. Nawet
          jeśli to miałby być tylko ciężar emocjonalny.

          Dlatego daję te parę dni żonie. Wie o tym, że też już chcę się rozwieść. Ma
          teraz szansę zrobienia tego co powinna zrobić już dawno temu. Wziąść na siebie
          odpowiedzialność za rozpad naszego małżeństwa. Zachowałaby dla mnie resztki
          mojego do niej szacunku i przypuszczam, że do samej siebie również.

          Nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że to co robię jest obiektywnie słuszne,
          ale tak ja to czuję. A z uczuciami trudno polemizować.

          BTW pudełeczko, nie lubię osobistych wycieczek, ale dlaczego zależy Ci na
          orzeczeniu winy męża???? Liczysz na alimenty??? Chyba nie, więc myślę, że też
          chodzi Ci o pewne zasady. Gdyby mąż nie zdecydował się na wzięcie winy na
          siebie walczyłabyś o to???? Chyba nie, ale myślę, że w pewien sposób doceniasz
          to że bierze tą winę na siebie.

          Mnie chodzi o to samo, ma ostatnią szansę zrobienia tego zgodnie z prawdą i
          sumieniem, jeśli nie to ją w tym wyręczę. Podobnie jak Ty, gdyby mąż nie wziął
          winy na siebie, rozwiodłabyś się bez jej orzekania.

          A ze względów praktycznych to w przypadku sprawy rozwodowej to na powodzie
          spoczywa ciężar przekonania sądu dlaczego zależy mu na rozwodzie. Rolą
          pozwanego jest tylko ewentualnie przytakiwać.
          W przypadku gdy to ja złożę pozew, zgodnie z prawdą będę musiał odpowiedzieć na
          kilka nieprzyjemnych pytań i szczerze mówiąc mam na to średnią ochotę.

          Myślę, że teraz już wystarczająco jasno wyłożyłem swoje stanowisko. Jasne nie
          muszą się wszyscy z nim zgodzić, ale wiem że są na tym forum osoby które myślą
          podobnie do mnie.
          • pudeleczko_75 Re: Ty się, bracie, honorem żony nie zasłaniaj... 28.11.06, 21:14
            > BTW pudełeczko, nie lubię osobistych wycieczek, ale dlaczego zależy Ci na
            > orzeczeniu winy męża???? Liczysz na alimenty??? Chyba nie, więc myślę, że też
            > chodzi Ci o pewne zasady. Gdyby mąż nie zdecydował się na wzięcie winy na
            > siebie walczyłabyś o to???? Chyba nie, ale myślę, że w pewien sposób
            doceniasz
            > to że bierze tą winę na siebie.

            no więc - mmnie od Ciebie a dokładniej moją sytuację od Twojej różni to, że po
            odkryciu rogów przyprawianych od roku albo więcej wzięłam sprawy w swoje ręce i
            po miesiącu złozyłam pozew o rozwód z orzeczeniem o winie męża. Wtedy jeszcze
            nie wiadomo było czy zgodzi się na taką formę. Dziś też nie wiem - bo trochę
            zmienia front. Ale mi nie zalezy na tym aby wyszedł z twarzą ponieważ dla mnie
            twarzy nie ma od kiedy dowiedziałam się o faktach. szacunku dla niego jako męża
            nie mam również, niezaleznie od tego, że widze w nim nadal człowieka.
            I to ja złozyłam pozew, ja zadecydowałam kiedy, ja go opłaciłam. ja podjęłam
            działanie. A czy bedę walczyc i stwaiac sprawę na ostrzu noża czas pokaże - nie
            jezli miałoby to trwać latami, ale nie nie zrezygnowałabym przynajmniej z próby
            orzekania o winie w sytuacji, gdyby się na nią nie zgodził. jesli sie nie
            zgodzi i tak pozew jest w sądzie.
            Tri wywala ostro ui bez owijania w szmatki, ale ja podzielam jego zdanie. Nie
            każdy musi. Kazdy ma swoje zycie i decyduje o nim.
            • pudeleczko_75 jeszcze jedno:) 28.11.06, 21:19
              wiesz ja po prostu taka jestem czarno-biała, lubie jak wszystko jest jasne i
              poukładane. mama rogi - nie mam mezasmile a żeby go nie mieć trzeba rozwodusmile
              mogę wybaczyć eksowi, co pewnie już zrobiłam ale żoną tego pana być nie chcę -
              dla mnie to teraz cięzar.
              Ale raz jeszcze napiszę DLA MNIE.
              każdy z nas ma swoje zdanie i swoje przemyślenia. nie oceniam, nie namawiam,
              mówię tylko zebys sam przemyślał na czym Ci zalezysmile
            • z_mazur Re: Ty się, bracie, honorem żony nie zasłaniaj... 28.11.06, 21:25
              Ok pokontynuujemy. smile
              A moją sytuację od Twojej różni to, że ja w przeciwieństwie do Ciebie nie
              chciałem się rozwodzić.
              Nawet po odkryciu zdrady chciałem naprawiać jeszcze mój związek.
              To żona cały czas deklarowała, że nie chce ze mną być.
              Dlatego po prostu oczekuję od niej konsekwencji.

              Podjęłaś takie działania, bo to Ty nie chciałaś być z mężem.
              I jesteś w tym konsekwentna.
              Oczekuję właśnie takiej konsekwencji od mojej żony.

              Jeśli się nie doczekam to zrobię to sam.

              Zasatanów się, gdybyś teraz wycofała pozew i czekała nie wiadomo na co, a
              zarazem nie chciałabyś powrotu męża, byłoby to konsekwentne??? I gdyby to Twój
              mąż za 6 miesięcy złożył pozew rozwodowy?
              • pudeleczko_75 Re: Ty się, bracie, honorem żony nie zasłaniaj... 28.11.06, 21:35
                to pokontynuujmysmile)
                ok ja nie chciałam od poczatku, więc zadziałałam.
                Ty juz nie chcesz jak rozumiem byc z nią, więc po co czekasz na jej ruch - z
                punktu widzenia formalnoprawnego, jezli rozwód ma byc na zgodny wniosek stron,
                czyli bez orzeczenia winy nie ma znaczenia kto złozy pozew.
                rozumiem konsekwencje, ale dla mnie znaczenie ma to, że nie chcę być jego zona,
                dlatego pozwu nie cofnę. a nie chcę byc zona, bo chociaz go jeszcze pewnie
                kocham, oszukał mnie mocno.

                dla mnie istotne jest zakończenie więzów, a formalne cięcie przede mną. A
                gdybym cofneła pozew to długo nie doczekąłabym się ruchu z jego strony,
                ponieważ on rozwodu nie chce - chce być moim meżem, mieć ze mną dzieci itp. do
                czego stara sie mnie przekonać Ale na to juz jest za późno. Bo ja nie chcę.

                Nie będę Cie przekonywała, bo nie o to mi chodzi. Raz jeszcze powiem, ze każdy
                z nas postępuje tak, jak się z tym czuje lepiej. I tyle. czasem jestem uparta,
                albo zawszesmile) ale rozumiem, że każdy sam decyduje co dla niego wazne. Więc juz
                nie kontestuje Twojego działania albo jego tymczasowego brakusmile
              • tricolour Ależ Ty kręcisz się w kółko. 28.11.06, 21:48
                Twoja zona zdradziła. Ona nic a nic nie interesuje się Twoim losem i będzie
                chciała się rozwieść albo nie - jeśli tak bedzie wygodniej. Może za rok albo nigdy.
                Ty nie masz prawa oczekiwac niczego od swojej żony, a konsekwencji wobec Ciebie
                w szczególności, bo stosunek żony do Ciebie jest jasny - olała Cię.

                Panimajesz bracie? Niczego nie możesz oczekiwać.
                • z_mazur Re: Ależ Ty kręcisz się w kółko. 28.11.06, 23:44
                  tricolour napisał:

                  > Twoja zona zdradziła. Ona nic a nic nie interesuje się Twoim losem i będzie
                  > chciała się rozwieść albo nie - jeśli tak bedzie wygodniej.
                  > Może za rok albo nigdy.

                  Zgadza się.
                  Chociaż nie do końca, bo moim losem się jednak trochę interesuje, posiada o
                  mnie szereg informacji, które że tak powiem, nie są ogólnie dostępne i w
                  zasadzie nie powinny mieć dla niej żadnego znaczenia.

                  > Ty nie masz prawa oczekiwac niczego od swojej żony, a konsekwencji wobec
                  Ciebie
                  > w szczególności, bo stosunek żony do Ciebie jest jasny - olała Cię.

                  Więc ma ostatnią szansę zachować twarz.
                  Oczekiwać mogę od niej tego samego czego zawsze oczekuję od innych ludzi.
                  Inna sprawa że mogę się zawieść w tych oczekiwaniach.
                  Czasem zdarza się, że czegoś od kogoś oczekujemy i niestety zawodzimy się. To
                  pozostawia niesmak zarówno u osoby, która została zawiedziona jak i u tej która
                  spowodowała zawód.
                  Ja oczekuję konsekwencji. I co najwyżej mogę się rozczarować co pozostawi we
                  mnie niesmak.


                  > Panimajesz bracie? Niczego nie możesz oczekiwać.

                  Panimaju o czym mówisz, ale się z tym nie zgadzam. smile

                  A co do oczekiwań, oczekiwać można zawsze, ale ze świadomością, że można się
                  zawieść.
                  Poczekam parę dni na reakcję, jak się zawiodę to nastąpi reakcja z mojej strony.
                  • tricolour OK. 29.11.06, 00:00
                    Życzę wytrwałości i konsekwencji. No i oczywiście dobrej nocy.

                    smile)
          • libra22 :-) 28.11.06, 21:16
            Są, łi
            smile
            • mja-1 Re: :-) 28.11.06, 21:36
              Witam,
              czy nie jest aby tak, że każda zwłoka i wymówka naszego jeszcze męża (jeszcze
              żony) podbudowuje trochę nasze zrujnowane faktem porzucenia (zdrady) ego?
              Może podświadomie cieszymy się jego (jej) wahaniem i odczytujemy je jako dowód
              sympatii, uczucia , szacunku?
              Tak być może ale nie musi.
              Prowizorka jest najtrwalsza, a "prowizoryczne" życie bez konieczności
              podejmowania wiążących decyzji jest nad wyraz wygodne.
              • nangaparbat3 to nie jest oczywiste 28.11.06, 21:43
                Znam panią, ktora całymi latami zdradzala swego meża. W pewnym momencie on sie
                zakochał, jego ukochana zostawila swojego meża, zamieszkali razem, zażądali
                rozwodow. I ta pani - majac kochjacego, wiernego przyjaciela, gotowego w kazdej
                chwili sie z nia żenic - naprawde się zalamała.
                Bo to naprawde bardzo roznie bywa.
                Byłabym za powsciagliwościa w ferowaniu wyroków.
    • 13monique_n Re: Na razie zachowujesz się jak dupa... 28.11.06, 22:06
      brzoza75 napisała:

      > bo ja i chlopak jestesmy wagi a Ty bliźniak
      > Minique!!!!!!!!!!!!!!!!
      > smile
      Jestem!!!!! Spóźniona i na chwilę, ale jestem. Urodziny dziecka szykuję smile
      Co do meritum - boszeeeeee, mi też się skojarzyło. Widać bliźniaki tak wagom
      kojarzą...
    • satyr2007 Re: Po co mi rozwód???? 06.01.07, 23:02
      o mnie mówia, że nie mam jaj w związku z tym co robiła moja ślubna, nawet raz
      powiedziała, że rozwód kosztuje 600 zł i mnie nie będzie na to stać zaśmiała
      sie i poszła w "tango". Trwało to 6 lat i według niej była to betka ja nie
      robiłem nic . Pewnego dnia przyszedł "matrix" / ona wymarzona/ do mnie i
      dostałem objawienia muszę zrobić coś ze swoim życiem.
      Napisałem sam pozew wpłaciłem a jakże 600 zł choć miałem długi i czekałem. I
      przed samą wigilią doczekałem się a zwłaszcza moja ślubna prezentu pod
      choinkę .
      Warto było czekać i widzieć jej minę. Totalne zaskoczenie, płacz, przerażenie i
      strach i po co rozwód ? Jej pytanie.
      ja na to chcę rozwodu .
      Myślę , ze teraz moja ślubna i inni przestana mówić o mnie facet bez jaj a ja
      idę w zaparte nie ma odwrotu .
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka