z_mazur
28.11.06, 10:39
Ciekawe pytanie.
Od ponad roku nie mieszkam z żoną, ona od 4 miesięcy mieszka z facetem z
którym ma romans od paru lat.
Podczas rozmowy jakieś 2 tygodnie temu stwierdziła moja ciągle jeszcze żona,
że trzeba by coś z tym zrobić. Skwapliwie przytaknąłem, no bo w sumie trzeba
by. Ustliliśmy, że przygotuję pozew rozwodowy z żoną jako powódką (w końcu to
ona zainicjowała nasze rozstanie), prześlę jej go, a ona go złoży.
Przygotowałem zgraby ładny i delikatny pozew bez orzekania o winie,
przesłałem go żonie w zeszłym tygodniu. Zadzwoniłem do niej wczoraj żeby
zapytać czy nie ma jakichś zastrzeżeń i kiedy ma zamiar go złożyć, bo w końcu
wypadałoby.
Na co usłyszałem pytanie: "A co ci się nagle zaczęło tak z tym rozwodem
spieszyć?". Powiem szczerze, że mnie zamurowało. Potem powiedziała, że na
razie jest bardzo zajęta i nie ma czasu podjechać do sądu żeby go złożyć. Na
moją propozycję, że przecież może go przesłać pocztą stwierdziła, że jak tak
bardzo mi zależy to mam go sam złożyć.
Dam jej jeszcze parę dni czasu i jeśli ona tego nie zrobi to zmienię
powództwo i złożę go sam. Ale powiem szczerze, jestem lekko zaskoczony.