mauriti
30.11.06, 10:21
Dwa tygodnie temu podjęłam decyzję o zakończeniu tej farsy, jaką jest moje
małżeństwo. Trwało 15 lat, o tyle też za długo.
zdradzana byłam cały czas, były moje wyprowadzki z dziećmi, powroty, tak
wkoło panie pierdoło.
Był dla mnie dobry wtedy, gdy byłam mu potrzebna.
Podczas jego trzyletniej odsiadki w więzieniu, byłam kochaną zoną.
Koledzy się odsunęli, panny znalazły sobie nowych panów, i oczywiście
zostałam tylko ja.
Jednak tak szybko jak mnie pokochał w więzieniu, tak szybko się odkochał po
jego opuszczeniu. Złapał parę groszy, odbil się od dna i najzwyczajniej w
świecie odstawił mnie jak stary kapeć.
Odświerzył znajomość ze swoją wielką miłością, z którą zdradzał mnie na
początku naszego małżeństwa. Ona zaszła w ciążę, wyszła za mąż i tak się ten
jego romans zakończył. Ale im to dziecko starsze, tym bardziej podobne do
mojego, a nie jej męża.
Wiem, wiem co powiecie- jak jesteś tak głupia, ze nie skończyłaś tego od
razu, to masz za swoje.
Mimo tych jego licznych kochanek, wiedziałam, że jeśli się kiedyś
rozwiedziemy, to właśnie przez tę kobietę. Wiem, że już nie zakończy tej
sprawy, a jeśli będzie chciał wrócić, bo zapewne tak będzie, to z czystego
wygodnictwa. Ja bym prała jego brudne gacie, a on wzdychałby do swojej
ukochanej. Zal mi nie tyle tych piętnastu lat, co tych trzech, kiedy był w
więzieniu, a ja odejmowałam sobie i dzieciom od ust, żeby wysyłać mu paczki,
jeżdziłam po sądach załatwiać widzenie, prosić o przepustki, Tak się
cieszyłam, kiedy wychodził na wolność
A teraz? Cóż, za głupotę się płaci. Mam tylko żal do niego o to, że w tak
perfidny sposób manipulował moimi uczuciami, I ta swiadomość, że dla takiego
nic nie wartego typa poświęciłam piętnaście lat życia, czasem trzeba dostać
porządnego kopa w d... żeby się wreszcie otrząsnąć
pozdrawiam Was Kochani