monamam
14.12.06, 15:37
6 lat małżeństwa, wieczne huśtawki, 2 dzieci, nie układa nam sie od ponad 3
lat, jego wyprowadzki na 3miesiące do babci, potem przyprowadzki...terapie
nic nie dały. W końcu ostatnio prowokacje, nagrywanie na mp4, spoliczkowanie,
awantury przy dzieciach, itp...Koniec, basta! ale...wyprzedził mnie z pozwem
o pare dni, zamiast spodziewanej (nie chce orzekania o winie, bo to znaczy
wywlekanie brudów, uważam ze wina leży po 2 str) ugody oskarżył mnie o
wyłaczną winę!!!On, który od ponad 3 lat olewa mnie i dzieci. Wiem, że
wreszcie zdobył pretekst w postaci mojego "przyjaciela", którego odprawiłam z
kwitkiem, bo tak kochalam toksycznego Męża. A ileż to razy słyszałam, nawet w
ciąży, "znajdź sobie innego"...Tłumaczę mu, ze sąd nie umywalnia, to
wychodek, a on swoje, że będzie udawadniał, po co? "żeby sie lepiej poczuć",
a jak nerwy przenoszę do domu, to niech tak nie robię, bo jeszcze wystapi o
odebranie mi dzieci!!"Szkoda, że zwlekałam z pozwem, moja głupota. zapłacił
duże pieniądze, żeby mnie zniszczyć...Miał, a jakże, znajomości damskie, ale
śmieje sie mi w twarz, że nie udowodnie mu. I nie chcę! Chcialabym załatwić
sprawę ugodowo, ale jemu duma nie pozwala na to. Woli walczyć, a "jak
będziesz grzeczna i się przyznasz, to nie będzie prania brudów" usłyszałam.
Będę i musze walczyć z paranoikiem, którego duma przerosła...Przeraża mnie
wieloletni proces, świadkowie, jak wytłumaczyć takiemu, że to nie ma sensu?