Dodaj do ulubionych

i kto tu jest winny???

17.01.07, 18:54
Witam!
Nie bardzo wiem od czego zacząć... Może tak: ma męża od 8 lat i dziecko 5
letnie. Do chwili urodzenia dziecka mąż był w sumie dobry i nieźle nam sie
układało. Po urodzeniu sie dziecka przestał mnie zauważać, nie odzywał się,
ignorował mnie. Dział sie coraz gorzej. z czasem słyszałam coraz częściej że
on to jest kimś a ja nikim, bo nie pracuję. Ubliżał mi i poniewieral na
każdym wręcz kroku. W koncu finał był taki że wpadłąm w silna depresję.
Leczyła sie prawie trzy lata. Dla niego to było smieszne i kolejny powód żeby
mówić że ma "psychiczna żonę". Do wszystkiego mnie zmuszał, nie liczył się z
moim zdaniem. Seks był dla niego spełnieniem obowiązku-z mojej strony-więc
nie brał pod uwage czy mi jest dobrze czy źle. z czasem zaczęłam odczuwać do
niego niechęć, która przerodziła sięw nienawiśc...
Podświadomie pragnęłam kogoś kto mnie przytuli, porozmawia ze mną, zrozumie
mnie i moje potrzeby.
I stało się. Poznałam chłopaka -5 lat młodszego, który jest cudowny.
Postanowiłam odejśc od męża.
I zaczęły się dla mnie prawdziwe kłopoty..
Zaczęły się groźby, zastraszanie itd.. Najgorsze jest to że nawet moi rodzice
są przeciwko mnie. Powiedzieli, że jezeli się z nim zwiążę, to oni mi już
nigdy nie pomogą i dali do zrozumienia że nie będą chcieli mnie znać.
Tak to opisałam wszystko w skrócie bardzo dużym.
Ja czuję się teraz taka zagubiona i bezradna. Wszyscy są zdania że ja chcę
rozbić rodzinę. A jak ja mam żyć z człowiekiem na widok którego dostaje
gęsiej skórki??!!!
Poradzcie mi jak to rozwiązać. Może ktos był w podobnej sytuacji?
Pozdrawiam.

Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: i kto tu jest winny??? 17.01.07, 19:01
      Trochę zagmatwałaś sobie sytuację na własne życzenie.
      Niestety w naszym kraju kobieta wdająca się w romans i odchodząca z tego powodu od męża jest bardzo źle odbierana przez społeczność.

      Gdybyś odeszła od męża wcześniej i gdyby podstawą tego odejścia było molestowanie psychiczne, to Ty byłabyś postrzegana jako ofiara, a w tej sytaucji uwaga skupia się na Twoim romansie a nie na przemocy psychicznej.

      Teraz jedyne co Ci zostaje to zastanowić się, czy chcesz odejść od męża dlatego, że nie chcesz z nim być, czy robisz to dla tego drugiego faceta.
    • weekenda Re: i kto tu jest winny??? 17.01.07, 19:10
      Niestety ale Ty. Przykro mi, że Ci nie pomogę ale sama się w to wpakowałaś. Jak
      mąż był tyranem i nie dla Ciebie to trzeba było się z nim rozwieść a chociażby
      odejść. A teraz co się dziwisz? Dziwisz się zranionemu facetowi? Przecież teraz
      to ranny tygrys. Skoro traktował Cię jak swoją własność to myślisz, że nagle go
      oświeci tym bardziej, że jego własność go zdradziła? Nie licz na to.

      A rodzice? Nie znam ich ale przypuszczam, że z ich punktu widzenia to Ty
      rozwalasz rodzinę skoro tak zareagowali. Wg nich jesteś szczęśliwa w
      małżeństwie i Ci odwaliło. Ale nie myśl, że Ci nie pomogą. Jesteś ich
      dzieckiem. Kochaja Cię. Rozmawiaj z nimi i wyjaśnij całą sytuację.

      Musisz to załatwić albo kończąć romans i wrócić w jeszcze większe piekło dla
      siebie (bo mąż teraz da Ci jazdę) albo się rozwieść ale spodziewaj się, że mąż
      zrobi wszystko aby rozwód był z Twojej winy.

      Tak czy siak nie zazdroszczę Ci. Współczuję, bo rozumiem Ciebie i bardzo dobrze
      znam piekło małżeństwa ale nie zazdroszczę.

      Chyba, że mąż zgodzi się na terapię małżeńską. Może warto spróbować pogadać z
      nim?

      Trzymaj się!
      • nangaparbat3 Re: i kto tu jest winny??? 17.01.07, 19:22
        Bardzo oberwałaś, wedlug mnie nie do końca słusznie.
        Czytając zastanawiałam się, dlaczego nie spakowałaś manatek i nie odeszłaś od
        niego. Ale teraz juz wiem - wsparcia rodzicow i akceptacji pewnie Ci brakowalo
        duzo wcześniej, takiego wsparcia i akceptacji z ktorych w doroslym zyciu bierze
        się silę, zeby powiedzieć "dość".
        Te siłę dał Ci ukochany - i teraz wszyscy są przeciwko Tobie.

        Weekenda pisze, ze rodzice na pewno Cie kochają, zrozumieją, pomogą. Bardzo bym
        chciała, zeby tak bylo, ale wiem, ze nie zawsze tak jest. I meczą mnie juz
        frazesy o zawsze kochajacych rodzicach. Są różni, bywa rożnie.
        W kazdym razie gorąco Ci zyczę, zeby slowa Weekendy okazały sie prorocze.

        Wina jest po stronie kazdego z Was - rodzicow, ze Cie nie wspierali, meża, że
        postępował jak postępowal, Twoja, ze nie odwazylaś się uciec zanim nie pokochał
        Cie ktos inny.
        Na Twopim miejscu nie zadręczałabym sie poczuciem winy, spokojnie wzięla na
        siebie jedna trzecią i starała się dogadać z meżem sensowne rozstanie.
        • ataona Re: i kto tu jest winny??? 17.01.07, 19:31
          >Musisz to załatwić albo kończąć romans i wrócić w jeszcze większe piekło dla
          siebie (bo mąż teraz da Ci jazdę) albo się rozwieść ale spodziewaj się, że mąż
          zrobi wszystko aby rozwód był z Twojej winy.<

          Uwazam, ze weekenda ma racje.
          Problem pewnie jeszcze tkwi w tym, ze nie pracujesz...
          Ale odnosnie rodzicow... zapewne ci pomogą
          A zycie i tak jest Twoje i nie z rodzicami przeciez mieszkasz
    • sbelatka Re: i kto tu jest winny??? 17.01.07, 19:45
      winny... niewinny...

      zapewne nie ma tak, ze ktos jeden w związku jest a drugi to całkiem nie...

      choc może łatwiej startować w "nowe" gdy czlowiek może sobie patrzeć w oczy..

      nie jest ważne co ludziska powiedzą - Ty winna czy on winien..

      Ty znasz prawde.
      I na tym buduj swoja siłe.

      I przede wszystkim pomyśl CO chcesz zrobic - w kontekście PO CO?????

      Po co? to takie czasem niewygodne pytanie.
      trudne - prawie zawsze...

      teraz udzielanie Ci porad - trzeba bylo najpierw odejsc - nie ma sensu.

      chcesz odejśc - odejdź.
      Znalazłas trampolinę czy drabinę czy po prostu punkt podparcia w milym
      chłopaku...
      Skoro Los postawil Ci GO na drodze - to potraktuj GO jak dar ... i ruszajcie
      przed siebie.

      jeśli nie krzywdzisz nikogo - masz szanse na szczescie. pewnie duże...
      jesli krzywdzisz ... to nie wiem... możliwe, ze tez...

      powodzenia

      a tak na marginesie - ten Twoj mąż nie wygląda na miłego faceta...
      trudno mi sobie wyobrazic zeby życie z kims takim moglo być szczęśliwe..





    • bursztynowe Re: i kto tu jest winny??? 17.01.07, 19:50
      Rozejście się z mężem to jedno, a wiązanie się z nextem to drugie - choć
      pozornie wygląda to na jedną całość.
      Z Twojego opisu sytuacji wynika, że tkwiłaś w chorym związku, który od dawna
      prosił się przewietrzenie. Albo jakąś formę mediacji, terapii albo o definitywne
      rozwiązanie.
      W tym momencie pozostaje chyba tylko to drugie, bo inaczej - podejrzewam -
      dopiero teraz czeka Cię prawdziwe piekło.

      Co do drugiej kwestii, to wybacz, ale masz zaburzone postrzeganie
      rzeczywistości. Zakochałaś się i to tak, stety, czy niestety, działa. Nie
      oznacza, że nexcio jest nie taki, tylko istnieje ryzyko, i to całkiem niemałe,
      że jako osoba spragniona miłości i czułości wpakujesz się w relację, która ma
      jakieś perspektywy. To znaczy niekoniecznie jest oparta na prawdziwym
      fundamentalnym uczuciu, tylko na chwilowej w gruncie rzeczy fascynacji. Tego nie
      wiem i myślę, że Ty też nie wiesz, a przynajmniej trudno Ci to ocenić. W tej
      fazie zauroczenia postrzeganie świata i partnera jest mocno zaburzone.

      Zastanawianie się nad winą jest w tym momencie drugorzędne. Wygląda na to, że
      każdy ma w tym swój udział. Istotniejszą kwestią jest "co dalej". Jeśli coś
      można sugerować, to jeśli Twoje dotychczasowe małżeństwo rzeczywiście nie ma
      perspektyw, a na to wygląda, to trzeba je zakończyć.
      Natomiast wiązanie się kimś następnym... hmmm, to bardzo delikatna sprawa...

      Pozdrawiam,

      B.


      PS czego się spodziewałaś, angażując się w związek pozamałżeński? to ZAWSZE
      wychodzi na jaw, kwestia czasu. Wszyscy to wiedzą.

      > Podświadomie pragnęłam kogoś kto mnie przytuli, porozmawia ze mną, zrozumie
      > mnie.
      To chyba bardzo bardzo ŚWIADOME potrzeby. Przynajmniej u dorosłych.
      • monamam Re: i kto tu jest winny??? 17.01.07, 22:46
        Skądś znam tą historię..Tato mawiał "skończ jedno, a dopiero zacznij drugie"
        jednak tkwiłam w chorym związku, spragniona ciepła do bólu a jednocześnie nie
        potrafiłam formalnie odejść od męża, poznałam kogoś kto dał mi te ciepło i
        zrozumienie brałam zachłannie i bez wzajemności, ale wtedy zraniony tygrys
        ruszył do ataku...i finał mam jutro w postaci rozwodu z mojej winy.
        Nowy chłopak Cię dowartościował, poczułaś się kochana, ale chyba nie jesteś
        jeszcze gotowa na Nowe. Trzeba zakończyć i odkreślić czerwoną linią stare dzieje
        i zastanowić się...No właśnie po co? jakie to pokręcone
        • tatiana44 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 00:55
          Ja też tkwiłam w chorym związku,długo,bardzo długo..Zle mi było,ale brakowało
          odwagi,zeby zacząc budowac swoje życie od podstaw z trojgiem dzieci
          w póznym wieku.Moj mąż miał zawsze duzo wolności,podrózował i imprezował sam
          lub w towarzystwie kolegów(tak myslałam,wierzyłam)
          Kiedy znalazłam zdjęcia kobiety,przyznał się i to bardzo wylewnie,opowiadajac
          dosc szczegółowo o hotelowych schadzkach chcąc mnie dodatkowo zranić.Potem
          oznajmił,że to juz skończone
          Kiedy zapytałam dlaczego w takim razie wrócił do rodziny,skoro go obca kobieta
          bardzo kochała,odpowiedział:żeby ci dzieci pomóc odchować.Dobre serce miał
          przeciezsmile)Ale nie do mnie wrócił...to było bolesne chyba bardziej od zdrady.
          Potem mówił czesto,że to tylko przygoda była.Ze było dawno,minęło i
          niepotrzebnie do tego wracam.A ja nie jadłam i nie spałam.
          W końcu wybaczyłam.Obiecywał poprawę.Niewiele sie zmienił.Nadal ważniejsi od
          rodziny byli koledzy i wspólne z nimi wyjazdy.
          Potem były moje wizyty u psychologa(on był normalny,więc nie musiał
          chodzić).Postanowiłam za jej radą odnowić dawne kontakty z czasów
          studenckich.I spotkałam przypadkiem dawna sympatię!Po 25 latach niewidzenia!
          To było najlepsze lekarstwo na całe zło.To nie był romans,raczej przygoda
          intelektualna,duzo rozmów,wymiana książek,koncerty muzyki poważnej,to,czego
          brakowało
          mi w moim związku.W sumie kilka spotkań.Na jednym z nich szlismy za rękę
          wspominając jak beztrosko było mając 20 lat.
          I wtedy własnie zarabiał na mnie detektyw.Nagrał kasetę.Potem był dalszy
          ciag...mąż zabrał mi tel.komórkowy(w dniu urodzin sie przyczaił),komputer
          zawiózł do informatyka w celu złamania hasła.
          Niczego tam nie znalazł.Duzo pił.Było mnóstwo awantur,przemoc psychiczna i
          fizyczna.Tak,to własciwe porównanie - był rozwścieczonym tygrysem.
          Znajomośc zakończyłam,tłumaczyłam,że to zwykła przyjażń,niestety...wkrótce
          sprawa rozwodowa.Mąż złożył pozew o rozpad związku
          z mojej winy ucieszony,że ma w ręku dowody i wyprowadził się.Wkrótce sie
          dowiedziałam ,ze do swojej ukochanej.Czy teraz ja mam zatrudnić detektywa?
          Obłęd.Jak to oceniacie,czy bedę jedyna winną?Czy mam szanse sie wybronić?
          Niestety zdjecia panny w porywie wsciekłosci podarłam.W szufladzie leży obdukcja.
          Masz rację monamam,jakie to pokrecone...wiem,ze nic złego nie zrobiłam,ale jak
          przekonać o tym sąd?Jak mam się bronić?
          Czy atakiem?
          • jarkoni Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 02:09
            Bez rozwodzenia się, a po dokładnym przeczytaniu: z_mazur w połączeniu z
            bursztynowym mają rację....
            Trudno o wypośrodkowanie..
            • jarkoni Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 02:13
              Tzn "mają rację" oznacza, że podobnie myślę..Racja może leżeć zupełnie gdzie
              indziej...Ja się z nimi zgadzam tylko..
              Już się boję co powie Tri...
              • ladyhawke12 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 07:28
                Ciepło, miłość, i druga istota która na zrozumie przytuli jest balsamem na
                chorą duszę, ciesze się że masz kogos takiego. Łatwiej bedzie przejść to
                wszystko co Cię czeka, nie jesteś niczemu winna, życie przecież to nie jest
                filmowa bajka, nie zawsze kończy sie dobrze. Rodzice za Ciebie nie przeżyją
                życia, to nie oni muszą codziennie borykać sie z tym co Ty przechodzisz. Rozwieź
                się, nie patrz na rodziców, tylko na swoje zycie, i twojego dziecka. Masz
                oparcie w człowieku który Cie rozumie, więc masz jedyna niepowtarzalna okazję
                upożadkować swoje sprawy, dzięki temu wsparciu będzie łatwiej. Z doświadczenia
                moge napisac, rodzicom kiedyś przejdzie, moim przeszło, a jak nie przejdzie, to
                bedziesz wiedzieć ze nigdy nie mogłaś na nich liczyc, i może to co powiem to
                wyda sie wam okropne, ale co to za rodzice którzy nie wspieraja swojego dziecka,
                jesli sa tylko wtedy kiedy jest dobrze, to wlasciwie mozna by bylo sie bez nich
                obejsc. Głowa do góry świat należy do Ciebie, tylko zrób krok do przodu, a
                zobaczysz jak jest wspaniale go przemierzac z kims kto Cie kocha.
    • marek_gazeta Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 09:10
      Niestety, napiszę brutalnie - trzeba było najpierw rozwieść się z mężem, a jeszcze wcześniej spróbować terapii, a dopiero potem wdawać się w nowy związek. Wygląda na to, że mąż rzeczywiście przestał w Tobie widzieć partnera i zaczął poniewierać, co jest bardzo smutne, ale znamy tylko Twoją relację.

      Pamiętaj - chłopak jest cudowny na tle męża. Być może próbuje się tylko zabawić. Mam nadzieję, że tak nie jest, ale nieszczęśliwa kobieta jest łatwiejsza do "upolowania". Więcej rozwagi i dystansu.

      Mąż grozi, bo nie chce dać rozwodu, czy dlatego, że chce, aby był z Twojej winy?
      • ladyhawke12 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 10:00
        dajcie dziewczynie spokój, trzeba było nie wychodzic za mąż za takiego gbura
        mozna by było powiedziec, wymądrzanie sie co by nalezało zrobic wcześniej nie
        pomoże, zwłaszcza jak doradzaja coponiektórzy co sami maja nie jasna sytuacje.

        Dobrze że masz kogoś kto Cie wspiera, złóż pozewo rozwód, nie bój sie, nie
        bedzie to sielanka, ale przezyjesz, udowowdnienie winy też nie jest takie
        proste, nie daj sie zastraszyć. Trzeba walczyc o te krotkie chwile szczescia,
        naprawde warto.
        • marek_gazeta Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 10:08
          > coponiektórzy co sami maja nie jasna sytuacje
          To na pewno nie do mnie, moja sytuacja - przynajmniej pod względem prawnym - jest jasna jak słońce.

          > trzeba było nie wychodzic za mąż za takiego gbura
          Tutaj bym trochę odpuścił, na początku, jak pisała autorka wątku, było dobrze, potem zaczęło się psuć - dlaczego? Tego nie wiemy, znamy relację z jednej tylko strony. Facet nie wniósł o rozwód, nie poszukał sobie kochanki (przynajmniej nic o tym nie wiemy), są to wg mnie jakieś ślady, że mimo wszystko nie chciał palić mostów.
          • ladyhawke12 marek 18.01.07, 10:16
            Nie jestes jedynym który tu pisze, a druga częśc o tym wychodzeniu za maz
            napisalam zlosliwie, bo tak sie zachowujecie, piszac co powinna najpierw zrobic.

            Zrobila innaczej i to juz sie stalo nie ma co dywagowac coby bylo gdyby, trzeba
            pomoc a nie karcic.
            • marek_gazeta Re: marek 18.01.07, 10:21
              Wiem, że nie jedynym, po prostu podczepiłaś się pod moją wypowiedź, więc jakby do mnie nieco bardziej się Twój post odnosi.

              Pytanie było o winę - no to z tego, co napisałem (i co napisało jeszcze parę osób) wynika, że jest winna zdrady. I że moim zdaniem nie powinna tego usprawiedliwiać nieszczęśliwym małżeństwem. Moim zdaniem. A kto jest winny rozkładu małżeństwa, to na podstawie tego postu określić się nie da. Powiedzmy, że głównie mąż, czyli oboje są winni.
              • ladyhawke12 Re: marek 18.01.07, 10:29
                No fakt podczepilam sie pod twoj post, tak wyszlo.
                Co do drugiego tematu winy, ja tego tak nie odebralam, raczej jak o wolanie o
                pomoc bo nie potrafi sobie poradzic, ale moze ja jestem jakas dziwna, to jest
                bardziej prawdo podobne wink.
                • nangaparbat3 Lady 18.01.07, 14:31
                  ladyhawke12 napisała:

                  > No fakt podczepilam sie pod twoj post, tak wyszlo.
                  > Co do drugiego tematu winy, ja tego tak nie odebralam, raczej jak o wolanie o
                  > pomoc bo nie potrafi sobie poradzic, ale moze ja jestem jakas dziwna, to jest
                  > bardziej prawdo podobne wink.

                  to ja tez jestem dziwna - jakaś.
    • zrozpaczona900 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 10:55
      dziekuje za wzsystkie rady i slowa krytyki-tez sie przydaja.ktos z was spytal
      czemu za niego wyszlam za maz-bo go kochalam, on tez inaczej podchodzil do
      mnie. popsulo sie dopiero jak urodzilam dziecko, czyli ok. 2 lata po slubie.maz
      jest wojskowym i jakgo poznalam byl jeszcze studentem, nie pracowal. ja mysle
      ze to praca tak go zmienila.nie raz slyszalam ze zona wojskowegomusi byc silna
      psychicznie i on zamierza sprawic zebym taka sie stala.do tej pory slysze
      epitety typu:idiotka, szmata itp. najgorsze jest to, ze dziecko tez ich wobec
      mnie uzywa...
      przybijajaca jest tez mysl ze nie moge na niego liczyc.przytocze przyklad: mam
      problemy z cisnieniem i czesto-zwlaszcza w sytuacjach stresowych albo
      postresowych-jest ono bardzo wysokie.po ktorejs klotni poczulam sie bardzo
      zle.niemialam sily nawet usiasc.bolala mnie strasznie glowa, kolatalo serce,
      robilomisie slabo. poprosilam go zeby wezwal karetke-stwierdzil ze histeryzuje
      i zebym sobie sama wezwala.wezwalam. po ok 10 min zadzwonilapani z pogotowia i
      spytala czy ktos jest ze mna w domu-powiedzialam ze maz.poprosila zeby
      wyszedlprzed blok bokierowca nie wie jak do mnie dojechac-mieszkamy w niedawno
      wybudowanym bloku i jest kiepski dojazd.nie wyszedl... karetka dojechala prawie
      po 40mini ja juz prawie nieprzytomnamusialam drzwilekarzowi otworzyc, a on w
      tym czsie siedzial zamkniety w drugim pokoju.kiedy lekarz spytal czemu maz nie
      wyszedl odpowiedzialam ze musial pilnie wyjsc do pracy....wstyd mi bylo za
      niego i b.b.b.przykro...a cisnienie mialam ponad 200 i puls 140.wiec chyba nie
      histeryzowalam...
      takich sytuacji i podobnych temu bylo mase.
      a czemu wczesnie nie odeszlam?najpierw liczylam ze moze sie zmieni,
      rozmawialam, tlumaczylam, blagalam, przeklinalam-nic nie pomagalo.teraz widze
      swoja wine w tym ze przez te wszystkie lata nikomu na niego zlego slowa nie
      powiedzialam.udawalam ze jest ok.a po katach plakalam i lykalam leki.
      wiem zepowinnam odniego odejs jak raz pchnal mnie na kaloryfer,albo moze jak
      mnie zgwalcil...tak, dobrze czytacie. bo wg niego nie wypelnialam obowiazkow
      malzenskiich,wiec wzial sobie sam.
      teraz on twierdzi ze niczego mu nie udowodnie i ma racje. udaje pokrzywdzonego
      i zranionego.opowiada wszystkim kto sie nawinie jaka jestem okrutna. a to co ja
      mowie to stek klamstw.
      kiedys powiedzial do mnie ze jak tak zle mnie traktowal to dzialal w amoku.
      ja w tej chwili pracuje,wiecjestem niezalezna finansowo,ale npmoja mama
      twierdzi ze jak sobie nieporadze to oni mi reki nie podadza.bo przy mezu mam
      wszystko-czyli pieniadze...slysze od rodzicow ze ja nigdy w zyciu nie zrobilam
      nic dobrze, zemysle jak gowniara i ze nie doroslam do roli matki i zony.moze i
      maja racje...?
      ale czy ja mam cierpiec do konca zycia? slyszalam tez ze zabieram dziecku ojca.
      a kto liczy sie z moimi uczuciami? chyba kazdy ma prawo sie pomylic,prawda?
      nie moge sobie z tym wszystkim poradzic,czuje sie winna w 100% i nie moge z tym
      zyc.od tygodnia mam znowu silna depresje i mysli samobojcze.czemunikt nie stoi
      za mna,no moze przyjaciolki i "ten drugi".oni sa calym sercem ze mna irodzina
      tego chlopaka tez.ale co z tego...
      mysle ze moj podstawowy blad polega na tym ze nie odeszlam wczesniej... ale
      czasu nie cofne...
      • ladyhawke12 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 11:07
        Dziewczyno spokojnie, poradzisz sobie, tak jak wiekszość na tym forum, będzie
        ciężko ale dasz sobie radę. Nie wolno dopuścic aby dziecko zaczeło stosowac
        takie metody wobec Ciebie, poszukaj mieszkanka, tu jest pare forumowiczek ktore
        moga cos podpowiedziec i sie wyprowadz, Twoje zdrowie jest bardzo wazne, bo kto
        wychowa twoje dziecko, tatus ktory tak sie zachowuje, czy babcia ktora nie
        szanuje drugiego czlowieka. Pisze z doswiadczenia, od lekarza uslyszalam te
        slowa ktore napisalam wyzej, niech pani nabierze dystansy do wszystkiego, bo kto
        wychowa pani dzieci, i staram sie stale nabierac dystansu choc nie zawsze jest
        to latwe.
      • z_mazur Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 11:10
        zrozpaczona900 napisała:

        > ja w tej chwili pracuje,wiecjestem niezalezna finansowo,ale npmoja mama
        > twierdzi ze jak sobie nieporadze to oni mi reki nie podadza.bo przy mezu mam
        > wszystko-czyli pieniadze...slysze od rodzicow ze ja nigdy w zyciu nie
        zrobilam
        > nic dobrze, zemysle jak gowniara i ze nie doroslam do roli matki i zony.moze
        i
        > maja racje...?

        Przestań się nad tym w ogóle zastanawiać. A czy Twoja matka czasem też nie była
        obiektem przemocy psychicznej i stąd jej podejście??? Może dla niej ta sytaucja
        jest naturalna, że kobieta powinna zacisnąć zęby i wytrzymać???
        Czasem tak jest, że rodzice zachowują się w ten sposób. Trudno, być może w tej
        chwili nie mozesz na nich liczyć, ale kto wie jak będzie w przyszłości. Może
        jednak zaakceptują Twoją decyzję.

        > ale czy ja mam cierpiec do konca zycia? slyszalam tez ze zabieram dziecku
        ojca.
        > a kto liczy sie z moimi uczuciami? chyba kazdy ma prawo sie pomylic,prawda?
        > nie moge sobie z tym wszystkim poradzic,czuje sie winna w 100% i nie moge z
        tym
        >
        > zyc.od tygodnia mam znowu silna depresje i mysli samobojcze.czemunikt nie
        stoi
        > za mna,no moze przyjaciolki i "ten drugi".oni sa calym sercem ze mna irodzina
        > tego chlopaka tez.ale co z tego...

        Jak to co z tego?? Masz wsparcie bliskich osób i to jest bardzo ważne.
        Co do cierpienia, to oczywiście masz prawo do szczęścia, tylko musisz o nie
        zawalczyć, czasem ono nie przychodzi łatwo, ale zawsze warto spróbować.
      • phokara Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 11:11
        > mysle ze moj podstawowy blad polega na tym ze nie odeszlam wczesniej... ale
        > czasu nie cofne...

        Nie cofniesz. Ale nie ma sensu marnowac go dalej.
        Cos Ci napisze. Wszyscy tu jestesmy zdania, ze nalezy najpierw skonczyc jeden zwiazek a
        potem zaczac drugi - ze tylko tak jest fair. Ale malo kto tak potrafi. Malo kto ma na to sile. To
        wymaga pancernej wrecz mocy i niezlomnych zasad, ludzie zas sa z natury niedoskonali i
        tchorzliwi. Nowa milosc (czy tez tylko jej zludzenie) daje nam nieprawopodobna sile, czasem
        tylko ona moze wywolac lawine zdarzen i sprawic, ze mozemy przez nie przejsc i nie zwariowac
        dzieki znieczuleniu, jakie serwuja nam nowe emocje. Taka jest prawda.

        Masz teraz, dziewczyno te swoje 'skrzydla'. To z nich skorzystaj i nie spieprz tej szansy.
        I niewazne czy cos z tego bedzie czy nie, czy jest to uczucie na reszte zycia czy tylko na te
        chwile i na te rozstaje drog. To jest Twoj most zwodzony. Twoje kolo ratunkowe. Bierz go w lapy
        i do przodu. Zycie nie daje drugi raz tych samych szans.




        • z_mazur Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 11:13
          Święte słowa Pho.

          To czasem daje takiego kopa, żeby ruszyć do przodu i trzeba to wykorzystać.
        • panda_zielona Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 15:11
          powtórzę się,ale to rzeczywiście święte słowa.Nie patrz w tył tylko przed
          siebie.
      • marek_gazeta Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 11:11
        Bardzo współczuję. Rękoczynów i wyzwisk, podobnie jak zdrady, o gwałcie nie wspominając, nie można usprawiedliwić. To są rzeczy, których _nigdy_ nie powinno się robić.

        Smutna jest też reakcja rodziców. Mogą mieć różny punkt widzenia, ale nie mają prawa dołować. To, co napisałaś o dziecku, bardzo źle świadczy o stosunkach w Waszej rodzinie. Tak być nie może, trzeba koniecznie coś z tym zrobić.

        Nie czuj się w 100% winna i nie czuj się zaszczuta wypowiedziami w tym wątku. Są bolesne, ale szczere. Ja też się wstydziłem powiedzieć komuś, co się dzieje w moim małżeństwie, albo zwrócić się do fachowca, no i się posypało. Z tego, co napisałaś, wynika, że Twoje małżeństwo się skończyło. Pozostaje się rozstać w możliwie najmniej nieprzyjemny sposób.

        Kroją się spotkania forumowe w różnych miastach, może przyjdziesz?
        • ladyhawke12 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 11:15
          Wlasnie moze wpadniesz na jakies spotaknie, z jakiego miasta jestes.
          • zrozpaczona900 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 11:51
            Z ELBLAGA. ALE MARNE SZANSE ZE PRZYJDE...PRACUJE PO 10 GODZ DZIENNIE, CHYBA ZE
            W NIEDZIELE
            • bursztynowe Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 12:11
              Relacje z rodziacmi: Czym różni się Twoja sytuacja teraz i w przeszłości, do
              tego co będzie gdy odejdziesz od męża? Czy mogłaś liczyć na pomoc i wsparcie
              rodziców?

              Jesli Tobie nie zależy na sobie, to komu ma zależeć?
              Wstań i walcz. O siebie i dla siebie.
              I nie dlatego, że gdzies tam jest ten "drugi". Ale wyłącznie dla siebie.

              Wtedy, gdz cos nie wyjdzie z nextem, bedziesz w stanie sobie poradzic i isc
              dalej. A jak sie uda to tym lepiej.

              - - -

              Przestan sie obwinac, jestes w tej chwili zaszczuta. Nie masz rzeczywistego
              obrazu rzeczywistosci. Przydalaby sie jaka grupa wsparcia albo sensowny
              terapeuta...


              Zycie jest tylko jedno, nie trac go.
              "gdy siegniesz dna, odbijaj sie"
              • zrozpaczona900 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 12:25
                w sumie na rodzicow moglam liczyc w sytuacji gdy oni -a zwlaszcza mama, bo to
                ona zawsze miala znaczace zdanie-zgadzala sie z moja decyzja. a przewaznie bylo
                tak ze ja mialam odmienne zdanie, tylko dla swietego spokoju ustepowalam i
                robilam tak jak chciala mama. wiem ze to zalosne, ale juz mam taki charakter-
                nielubie klotni.
                co do terapeuty to bylam u psychologa, ktora mi powiedziala ze pracuje w
                zawodzie ladnych pare lat i mowi to drugi raz:prosze odejsc od meza.tak mi
                wlasnie poradzila.
                teraz zaczelam sie panicznie bac, ze zabiora mi dziecko.cale trio, czyli maz i
                rodzice powiedzieli ze nie omieszkaja sie uczynic staran w tym kierunku.ale z
                tego co wiem to chyba za bardzo nie moga...ale ja tez za duzo nie wiem...
                • z_mazur Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 12:31
                  Poszukaj w swoim mieście ośrodka pomocy ofiarom przemocy. Koniecznie. Ebląg to
                  nie takie małe miasto powinien w nim być taki ośrodek. Tam znadziesz fachową
                  pomoc i wsparcie.

                  Co do dzieci. Jako facet piszę to nie do końca z aprobatą, ale fakty są jakie
                  są. W Polsce powierzenie opieki ojcu, jeszcze w takim przypadku jak Twój, to
                  praktycznie nierealne. Wystarczy badanie w RODK-u żeby wykazać jak bardzo
                  patologiczne relacje są w Twojej rodzinie i jaki wpływ postawa ojca ma na
                  dziecko.
                • wojtekp67 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 12:38
                  > co do terapeuty to bylam u psychologa, ktora mi powiedziala ze pracuje w
                  > zawodzie ladnych pare lat i mowi to drugi raz:prosze odejsc od meza.tak mi
                  > wlasnie poradzila.

                  Troche odwazna ta Pani psycholog ze takie rady daje. Ona powinna odbudowac
                  Twoje poczucie wartosci, zbudowac Twoją umiejętność podejmowania decyzji. To Ty
                  masz byc swiadoma swoich celów, swoich pragnień, tego jak chcesz i z kim
                  spedzic życie. Ale na rany koguta.... nie rolą psychologa jest mówienie co masz
                  zrobic w danej chwili. To maja być Twoje decyzje a nie Pani psycholog. Nie
                  jesteś dodatkiem do męża, do rodziny. Ty masz decydowac o swoim życiu i życiu
                  swoich dzieci. I wybrać to co dla Ciebie, dla Was jest najlepsze.
      • julka1800 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 12:18
        Naprawde nie wiem czemu kobiety godzą sie na takie traktowanie i na takie
        zycie??
        Dlaczego godzilas sie? myslalas ze on sie zmieni? Ludzie nie zmieniaja sie o
        180 stopni, no chyba ze w oczy zajrzy im smierc, to wtedy byc moze tak.
        Kochalas go? az tak bardzo by dac soba poniewierac?

        Napisze Ci tylko jedno: zle ze krylas go przez te wszystkie lata, on czul sie
        bezkarnie.
        Moja meżata i dzieciata kolezanka nie dawala sobie rady z mezem odnosnie
        finansow. On zarabial b dobrze, ale zalozyl sobie oddzielne konto na ktore
        wplywaly jego pieniazki, ona zarabiala marnie i miala z tego utrzymac 4 osoby +
        dom. On tymczasem kupowal sobie sprzeta typu gitara, keyboard i nowe auto,
        ktorym zona nie mogla dysponowac. Nie dawal pieniedzy na tzw zycie.
        I w koncu ona nie wytrzymala, zaprosila tesciową na weekend i powiedziala o
        wszystkim, tesciowa porozmawiala z synkiem i wszystko sie zmienilo. Ot madra
        tesciowa, ale trzeba mowic bo jak sie nie mowi to nic z tego..
      • puchatekmisiu Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 15:32
        Miałam podobnie jak Ty. Zdradzana, bita. Odeszłam, dzieki Bogu, ze był ze mną
        mój Ukochany. Minęło kilka lat. NIE ŻAŁUJĘ. jestem szczęsliwa.

        Nie patrz na opinię ludzi, miej to napisze brutalnie: w dupie. NIKT Ci nie
        pomoze jak w dalszym ciągu będziesz zyła z tym facetem. Poczytaj w internecie.
        Wystarczy, ze w Sądzie udowodnisz 1 % winy faceta, a będzie wyrok o obopólnej
        winie. Nie oddawaj się. Nikt, a to nikt! nie ma prawa Ciebie tak traktować!

        Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie.
        • puchatekmisiu Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 15:33
          nie poddawaj się
    • sbelatka Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 12:39
      Chciałabym żebys zauważyła jaka była nasza - ludzi z boku reakcja na twoje 2
      posty.
      najpierw dokopywalismy Ci z lekka - bo W ZASADZIE uważamy, ze nalezy najpierw
      konczyc jedne zwiazek a dopiero ppotem ...

      a po drugim - kiedy poznalismy troche faktow z twojego z mężem pożycia - jakby
      to, ze teraz jestes z kims innym niz mąż pzrestało miec znaczenie.

      W realnym świecie tez tak to dziala.

      dlatego MÓW o tym co Ci robil i czego nie robił Twoj mąż.
      I nie ogolnikami. tylko mów o konkretnych zdarzeniach, jak Cie tarktował.
      Powiedz to dokłandie swoim rodzicom. Ludziom, ktorzy moga być dla ciebie wazni -
      moga albo Cie wspierwac albo być pzreciw.

      Do tej pory kryłasmężą - to chyab tak dziala. Nie lubimy mówic o tym co robia
      nam nasi kochani ludzie. Bo jak sie pzryznać do tego, ze mąż mnie bije. jak
      to ? mnie? osobę wykształcona, atrakcyjna mąż tłucze, rzuca mna o ściane,
      gwałci mnie???

      Moja PRZYJACIOLKE pzrez kilka lat tak traktowal jej mąż. Łącznie z kopaniem w
      bzruch gdy była w ciąży. Ale na oko wyglądało, ze jest OK.

      Dlatego domyślam sie, ze to tak strasznie trudno pzrełamamć milczenie i zacżąć
      opowiadć o tym co Cie spotkało.

      Ale to nie jest TWOJA wina.
      Tak jak nie jest winą kobiety to, ze zostaje zgwałcona.
      tak jak nie jest wina dziecka, ze jest molestowane.

      Bark wsparcia ze strony rodziców mysle, że jest trudny.
      ale moze nie dałaś im szansy?
      może wiedza, zę masz "kogos" a nie znają szczegółów Twojego małżeńskiego życia?
      opowiedz im - zdarzenie po zdarzeniu...

      Moja mama na wiesc, ze sie rozwodze i ze to mąz odchodzi ode mnie - zawolala -
      nie dasz sobie rady, nie wiesz jak to jest być samej, nie zgadzaj sie na
      rozwod...

      Ale w koncu USLYSZALA i ZROZUMIALA.

      i teraz słysze : damy sobie rade. Mozesz na mnie liczyć. i nawet -= co mnie
      rozśmieszylo - dużo jedz zebyś ładnie wyglądała...

      daj rodzicom i ludziom wokól Ciebie szanse zeby mogli byc PO TWOJEJ STRONIE.
      Choc to upokarzające.
      Mozliwe, że nawet bardziej niż dla mnie to, ze ja zostałam zostawiona dla
      mlodszej kobiety.

      Na dodatek myśle, ze ważne jest to co napisałas o dziecku.
      Czas żeby pzrestał widziec jak Twoj mąż Cie atrktuje.
      A ojca dziecku nie zabirasz. Ostatecznie nie namawiam Cie do tego żebys mu
      wbiła nóż w klate az po rękojeść...

      W końcy nie dziecko chcesz z nim rozwodzic tylko siebie. Ojcem niech będzie - i
      to jak najlepszym.

      Powodzenia.

      I siły!!!!



      • z_mazur Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 12:57
        sbelatka ma rację.

        Musisz zacząć o tym mówić, żeby odsłonić kulisy sprawy.
        Koniecznie skontaktuj się z niebieską linią.
      • marek_gazeta Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 13:00
        Nie wiem, czy można to rozpatrywać w takich kategoriach - zdrada dobrego męża jest be, a zdrada tyrana ok. Zdrada to zdrada, a życie jest bardziej złożone.

        Ciężko jest zauważyć, gdzie przebiega granica pomiędzy małżeńską sprzeczką, a czymś o wiele gorszym, co prowadzi do trwałego uszkodzenia relacji mąż-żona. Na pewno wyzwiska powinny być ostrzeżeniem - dzieje się bardzo źle. Przecież on nie od razu ją zgwałcił, to się psuło stopniowo. Znamy wciąż pojedyncze fakty, bardzo mocne, ale nie ma całości (i nie wiem, czy chciałbym je koniecznie poznać tutaj, to robota dla fachowca). Być może ona nie portafiła się postawić, powiedzieć dość, a on brnął dalej w schemat, który uważał za słuszny. Zakładasz, że od początku chciał, aby do tego doszło? Ja myślę, że sam się nie zdołał opamiętać. Może gdyby zwrócili się do fachowca o pomoc, rozstrzygnięcie (rozwód lub powrót do normalności) mieliby już za sobą?

        Nie można sobie pozwolić wejść na głowę, druga osoba nie zawsze potrafi to zauważyć i się wycofać.
        • phokara Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 13:44
          > Nie wiem, czy moz˙na to rozpatrywac´ w takich kategoriach - zdrada dobrego me˛z˙a j
          > est be, a zdrada tyrana ok.

          Mozna ale to do niczego nie prowadzi z wyjatkiem relatywizacji pojec. Zdrada to zdrada a maz
          tyran to maz tyran. Pomiedzy jest szlaban.

          > Nie moz˙na sobie pozwolic´ wejs´c´ na g?owe˛, druga osoba nie zawsze potrafi to zauw
          > az˙yc´ i sie˛ wycofac´.

          Druga osoba, jak zauwazy, ze moze nam wejsc na glowe to sie bynajmniej nie wycofa tylko
          bedzie wlazila dotad, az nam leb odpadnie. Tak to dziala.
          • mja-1 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 14:24
            Cześć, troszkę tu posprzątamwink)
            Co się liczy:
            ano fakt, że Twój mąż jest beznadziejny i z nim nie czeka Cię już nic dobrego
            oraz drugi fakt, że poznałaś kogoś normalnego, z kim być może uda Ci się ułożyć
            życie.
            Wobec powyższych okoliczności miałabym głęboko w nosie,że Wysoki Sąd wiedziony
            jazgotem meżulka -sadysty orzeknie moja winę. Równie dobrze mógłby przyznać mi
            tytuł królowej Dolnych Łużyc. Albo Kamerunu.
            Dylematy w stylu:czy najpierw zakończyć związek z toksycznym mężem, czy trwając
            w tym związku rozpocząć nowy, możesz sobie spokojnie darować, bo one tylko
            odwodzą moment podjęcia właściwej decyzji.
            Z resztą, liczy się przyszłość.
            Upewnij się tylko, że nowy partner to tzw. prawdziwy facet, który z odwagą i
            miłością stawia czoło wyzwaniom codziennego życia, a pośród nich i temu, że
            rodzice jego żony (dziewczyny) go nie lubiąwink)
            PS.
            Goździkowa uważa, że z chamem trzeba po chamsku, nie doceni delikatności, taktu
            i łagodności.
            • marek_gazeta Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 14:36
              > ano fakt, że Twój mąż jest beznadziejny i z nim nie czeka Cię już nic dobrego
              To fakt.

              > Wobec powyższych okoliczności miałabym głęboko w nosie,że Wysoki Sąd wiedziony
              > jazgotem meżulka -sadysty orzeknie moja winę.
              Wina będzie najprawdopodobniej obopólna. Zresztą wina to również potencjalna kasa do zapłacenia.

              > Dylematy w stylu:czy najpierw zakończyć związek z toksycznym mężem, czy
              > trwając w tym związku rozpocząć nowy, możesz sobie spokojnie darować
              Rzeczywiście, można sobie darować, bo to już nastąpiło - trwając w związku rozpoczęła nowy.

              > Z resztą, liczy się przyszłość.
              Bo ja wiem? Mają dziecko, wg mnie warto się rozejść możliwie spokojnie. Ale realnie patrząc, nie będzie łatwo.
            • phokara Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 14:40
              > Upewnij sie˛ tylko, z˙e nowy partner to tzw. prawdziwy facet, który z odwaga˛ i
              > mi?os´cia˛ stawia czo?o wyzwaniom codziennego z˙ycia,

              Jasne. A jak bedziesz miala 100% pewnosci to daj mi jego adres.
              No blagam...


              • nangaparbat3 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 14:44
                phokara napisała:

                > > Upewnij sie˛ tylko, z˙e nowy partner to tzw. prawdziwy facet, który z odw
                > aga˛ i
                > > mi?os´cia˛ stawia czo?o wyzwaniom codziennego z˙ycia,
                >
                > Jasne. A jak bedziesz miala 100% pewnosci to daj mi jego adres.
                > No blagam...
                >
                To ja się zapisuję na listę oczekujacych - gdybyscie sie obie rozmyslily....
              • mja-1 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 19:07
                Tylko u boku odważnego i kochającego mężczyzny życie nabiera sensu ładu i składuwink)
                A dalej według motta:
                Każdy żołnierz nosi w plecaku buławę marszałkowską. Każdy mężczyzna, jeśli
                ZECHCE zdobędzie się na odwagę, pokocha i nie będzie uciekał od odpowiedzialności.
            • delika1 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 14:47
              zgadzam się z mja-1 w zupełności.I wypowiedzi w stylu marka-gazeta są po prostu
              zenujące.żenujace dla kobiet, które doznawały przemocy-koszmaru życia ,
              codzienności z przemocowcem-tyranem.Zrozpaczona, będzie Ci ciezko, ale im
              więcej czasu upłynie tym lepiej.Chore emocje tyrana-egoisty z czasem wyciszą
              się.Ty udowodnisz, że najpierw było znęcanie się nad Toba, potem odeszłaś i jak
              tyran nie pójdzie na ugodę-wina będzie obopólna.Nie wracaj do tego koszmaru,
              patrz w przyszłość.Ważne byś była pewna,ze to Nowe to własnie to, czego
              szukałas całe życie.Jeśli tak, to nie słuchaj
              wypowiedzi "zdroworozsąddkowych",co trzeba bylo zrobić najpierw, co poźniej,
              czy o terapii i mediacjach ze znienawidzoną osobą.Twoje odejscie będzie dobre
              dla WSZYSTKICH-dla niego też-otrząśnie się i zastanowi nad sobą i jak zachowuje
              sie w relacji z partnerem.
              • marek_gazeta Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 14:55
                Ciekawe, co też żenującego jest w moich wypowiedziach? Że trzeba było odejść dużo wcześniej? A przecież o to właśnie chodzi.

                Rzeczywiście, nie wiem, jak wygląda życie z przemocowcem-tyranem. Ale wiem, co to jest przemoc psychiczna - ja tak przynajmniej odbierałem zachowanie mojej byłej żony wobec mnie w schyłkowym okresie mojego małżeństwa. I w wielu momentach wolałbym dostać po mordzie, niż usłyszeć słowa, które bolały o wiele mocniej (brak związku z historią Zrozpaczonej).
            • bursztynowe Syndrom ofiary 18.01.07, 14:49
              Nie jestem specjalista, ale tak opisow Zrozpaczonej wynika ma cos na ksztalt
              syndromu ofiary. Skoki cisnienia i inne kwestie z tym zwiazane prawdopodobnie
              maja podloze psychosomatyczne.

              Poza tym, wiele wskazuje na gre "zobacz co mi zrobiles" wg klasyfikacji E.
              Berne, a pewnie i inne. Dlatego koniecznie trzeba tu fachowca, ktory pomoze
              ustawic psyche na wlasicwe tory. W przeciwnym razie bardzo latwo o wpadniecie z
              deszu pod rynne, czyli od jedego drania, na kolejnego. Takie historie lubia sie
              powtarzac. Choc w tym przypadku wcale tak nie musi byc, niemniej jednak warto o
              tym pamietac.

              Latwo jest byc pocieszycielem tak gleboko skrzywdzonej i steskninej
              jakiegokolwiek ciepla kobiety jak Zrozpaczona. Rzeczywisty zwiazek to znacznie
              wiecej niz tylko glaskanie i komplementowanie. Znacznie wiecej.
              • bursztynowe Rozwod 18.01.07, 14:56
                Z technicznego punktu widzenia, przed sadem, to nawet zdrade mozna uzasadnic
                wczesniejszym rozpadem zwiazku - kwestia dowodow, np. wyniki (wczesniejszych,
                czyli sprzed zdrady) badan lekarskich, szczegolnie psychiatrycznych, obdukcje,
                swiadkowie. Jesli maz dreczyl swoja zone zarowno fizycznie jak i psychicznie,
                to jest odpowiedzialny za "ustanie wiezi" rowniez w swietel prawa.

                To nie jest tak ze zdrada jest kategoria zero-jedynkowa, dobre-niedobre.
                Gdybyz zycie bylo takie proste... ech. A nie jest.


                PS sek w tym, zeby Zrozpaczona, jesli juz tak zdecyduje i odejdzie od meza,
                nigdy juz do niego nie wrocila. Niezaleznie od nastawienia rodziny, rozwoju
                sytuacji z nextem i w ogole problemami okolozyciowymi.
                • z_mazur Re: Rozwod 18.01.07, 14:59
                  Zgadzam się właśnie z tym co teraz napisał bursztynowe.

                  Zrozpaczona musi być przekonana o tym czy chce odejść od męża. Reszta w akurat
                  tej decyzji nie powinna mieć znaczenia (rodzice, związek z innym, itp.)
        • nangaparbat3 Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 14:50
          marek_gazeta napisał:

          > Nie wiem, czy można to rozpatrywać w takich kategoriach - zdrada dobrego męża
          j
          > est be, a zdrada tyrana ok. Zdrada to zdrada, a życie jest bardziej złożone.

          Życie naprawde jest bardziej zlozone i zdrada nie zawsze znaczy to samo.


          > Ciężko jest zauważyć, gdzie przebiega granica pomiędzy małżeńską sprzeczką, a
          czymś o wiele gorszym, co prowadzi do trwałego uszkodzenia relacji mąż-żona.

          Nie tak cięzko. Moja bardzo madra mam udzieliła mi w zyciu tylko jednaje
          moralnej nauki: pamietaj, nie wolno nigdy upokorzyc drugiego czlowieka
          I to jest ta granica.

          Może gdyby zwrócili się do fachowca o pomoc, rozstrzygnięcie (rozwód lub pow
          > rót do normalności) mieliby już za sobą?
          >

          Co najwyzej byliby w trakcie dlugotrwalej terapii. A myslisz, ze ten maż
          wojskowy by sie zgodził? Znałam taka nastolatkę - psychiatrzy zalecali terapie
          rodzinną. Ojciec sie nie zgadzal, jak sie powiesila, na cmentarzu grała
          wojskowa orkiestra - od taty z pracy.
          Nie jestem wbrew pozorom kompletna idiotka i wiem, ze nie każdy mundurowy tak
          ma. Ale niestety procentowo wychodzi wiecej niż wsrod innych.
          > Nie można sobie pozwolić wejść na głowę, druga osoba nie zawsze potrafi to
          zauważyć i się wycofać.
          ale jak sie bronic przed wlażeniem na głowe musimy przećwiczyc na własnych
          rodzicach. autorka wątku najwyraźniej nie dostala takiej szansy.
    • misbaskerwill Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 16:35
      Rodzice jak to rodzice. Zawsze w końcu córce wybaczą, takich ich los - niestetysmile.
      Oni Cię wychowali i nie takie rzeczy chcieli widzieć.
      Liczyli, że będziesz umiała stworzyć związek, liczyli, że będziesz umiała żyć wg
      pewnych zasad.
      Ani jedno, ani drugie Ci nie wyszło. Tak w życiu często bywa i nie da się tego
      odwrócić.

      > Ja czuję się teraz taka zagubiona i bezradna. Wszyscy są zdania że ja chcę
      > rozbić rodzinę.

      Ta rodzina już jest całkiem rozbita.
      Skończ z tamtym życiem. Zacznij żyć lepiej. Ciężkie czasy Cię czekają, ale
      spróbuj godnie to przetrwać. A rodzice wybaczą Ci szybciej niż myślisz.
      Albo i nie - ale w końcu wybacząwink.
      • gastaira Re: i kto tu jest winny??? 18.01.07, 18:32
        Ale po co dywagacje o rodzicach? Ja rozumiem, ze chce sie byc dobrą córką, i
        każde dziecko pragnie żeby rodzice byli z niego zadowoleni. Ale juz pora się od
        nich oddzielić albo porozmawiac szczerze do bolu o wszystkim. Rodzice też
        bywają różni, tym bardziej jak nie znaja szczegółów... a ich chęć "zeby ładnie
        wyglądało z boku" wcale sie nie musi przekładac na szczęście dziecka w srodku.
        Autorko soba się zajmij! Wyjściem z toksycznego układu,
        Samodzielnym stanięciem na nogi i samodzielnym pokierowaniem własnym zyciem,
        wzmocnieniem swojego poczucia wartości i uniezaleznieniem się (swoich decyzji
        zyciowych) od opinii innych osób. Tkwienie w związku kat-ofiara jest złe i
        wyniszczajace dla ciebie i dla calej rodziny. Tym bardziej ze te role bywają
        zamienne. A kolejne dziecko na to patrzy i koduje zachowania.
        Masz wsparcie w kochanku, mozesz z tego skorzystac. ale nie rób z niego
        jedynego wybawcy bez którego ci się świat zawali... TY masz być swoim wybawcą
        i swiadomie podjąc decyzję tego, czy 1. chcesz odejsc od męża bez względu na to
        czy sie zwiążesz z kim innym czy nie, , a gdy to juz będziesz wiedzieć to 2.
        czy chcesz sie wiązac z drugim.
        Mozesz zmienic swoje zycie na inne, i lepsze-jesli odnajdziesz w sobie pewnosc
        że tego wlasnie chcesz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka