nangaparbat3
17.01.07, 19:55
Musielismy dzisiaj pojechać całą byłą rodziną w bardzo ważnej sprawie -
córka, Ex i ja. Ponieważ nie moglismy sie spoxnić, a znam trudnosci Exa z
punktualnoscią, zadzwoniłam, że moze podjadę po niego. "Teraz jestem w
urzedzie, stoję w kolejce" "Zdażysz?" "Chyba zdażę" - i juz wiem ze
niezależnie od uplywu czasu bedzie stac w tym urzędzie do skutku. Zaczynam
sie gotować. "To o ktorej mam być?" Mowie mu. "Dobrze, moze zdążę".
O umowionej godzinie znow dzwonię "Własnie wyszedłem z urzędu" - wiem, ze o
tej porze bedzie do nas jechać co najmniej poł godziny. Ale ma
pomysł: "Spotkajmy się po drodze" - - swietnie, ciesze się z pomysłu,
umawiamy się na parkingu przy auchan, kiedy na nim staje słyszę "Mamusiu, czy
nie mielismy sie spotkać pod auchan? A to jest Carrefour". Każe jej
natychmiast dzwonic do ojca i ustalić parking, ona myli numer i drze sie na
jakiegoś Bogu ducha winego czlowieka "Jaki sklep? No jaki sklep?"
Pod auchan ex przesiada sie do nas, mowi mi, jak mam jechać, bo gubie sie w
plataninie bielańskich dróg, nie wtraca się do tego jak prowadzę, doceniam
to. Ale wisi baaaardzo trudny temat, ja oczywiście natychmiast kawę na ławę,
spodziewam sie nawet awantury. Problem jest, poważny, dotyczy nas wszystkich,
troche smutno, troche nerwow (dodatkowych, bo sam wyjazd do łatwych nie
nalezy) - ku mojemu zaskoczeniu zamiast awantury szczera, ciepla rozmowa,
smiejemy się, żartujemy, jest dobrze. Ale - wystarczy chwila milczenia i
już "Moze wlaczysz dwojkę? Tam jest teraz jazz?" , "Wiesz, ja prowadzę,
jestem jednak dość zdenerwowana, Mozart mnie uspokaja", "Ale jazz jest
swietny, zobaczysz, spodoba ci się", "Moze nie teraz", "Zobaczysz, polubisz" -
i przełacza, a ja wrzeszczę: Jakie szczęście, że sie rozstalismy!!!
Potem sama się smieję, z siebie, z niego, z całej dość idiotycznej sytuacji.
I tak myslę - ex jako zaprzyjaźniony ojciec mojej corki jest super, dobrze
żesmy sie rozwiedli.