Dodaj do ulubionych

I po sprawie....

20.02.07, 10:58
No, właśnie wróciłam z sądu. Sprawa była o zabezpieczenie potrzeb rodziny na
czas trwania rozowdu. Chciałam pieniędzy na wynajem mieszkania. Nic nie
załatwiłam. M. wykazał, ze jest biedny (choć sedzina sama nie umiała
zrozumieć jak to jest: na konto wpływa mu 1300 zł, firma przynosi straty, a on
i kredyty w kwocie 3 tys miesięcznie płaci i 750 alimentów na dzieci, i czynsz
z tego i utrzymuje się i samochód), ale sędzina stwierdziła, ze go nie stać
na płacenie mi. Poza tym mam znaleźć pracę, "mam szukać bardziej
intensywniej". Ciekawe jak? Stwierdziła, ze pół roku to wystarczajy czas zeby
się otrząsnac po przeżyciach (kurcze chciałabym ją zobaczyć jak "szybko"
dochodzi do siebie po kilku latach bicia, prania mózgu i zdradzie). Jakoś nie
trfiło do niej to, ze na rynku pracy to ja jestem NIKT bez doświadczenia. I
juz nie raz boleśnie to odczułam. Przeczytała mi kilka ofert z PUP: praca przy
tasmie w zakładach drobiarskich, pakowaczka, magazynier(to akurat z
doswiadczeniem). Ciekawe czy ona po studiach chciałaby tak pracować? A poza
tym mnie nawet do sklepu nie chcieli przyjąć, bo mam wyzsze studia, to kto
mnie przyjmnie do kur?
Pieniedzy na mieszkanie też nie dostałam, bo mieszkam w Ośrodku i nie ponosze
zadnych kosztów utrzymania. Jak wynjmę mieszaknie to co innego. A za co ja mam
te mieszkanie wynająć?!!! To jakiś obłęd!
Jednym słowem nadal mam tylko te 700 zł i perspektywę mieszkania z dziećmi w
jednym pokoju aż do zakończenia sprawy rozwodowej albo i dłuzej bo dopiero
potem bedzie podział majatku. Nie wiem juz co ja mam robić?
Mój m. zadowolony, wrócił do naszego wielkiego domu i kochanki, a ja ze łzami
w oczach do naszej klitki. I nie ma na takiego bata.
Obserwuj wątek
    • weekenda Re: I po sprawie.... 20.02.07, 11:26
      Kurcze słuchaj. Będzie dobrze. Widać tak miało być. Nie żałuj spalonych drzew.

      Nie znam Twojej sprawy, nie wiem dlaczego to Ty wyprowadziłaś się z dziećmi.
      Ale wiem jedno. Wszystko w życiu jest do oddania.

      Dam Ci przykład z innej beczki. Mam znajomą, nie najmłodszą, która była w
      szczęśliwym związku przez lata. Kilka juz ładnych lat temu zrezygnowała z pracy
      na rzecz prowadzenia ich domu i obsługiwania męża. Mąż wymagał takiej opieki,
      gdyż jego praca polegała głównie na przemieszczaniu się z jednego końca świata
      na drugi samolotami. Więc lotnisko-pralka-deska do prasowania-kuchnia-mop-
      lotnisko-nastepna walizka-lotnisko-itd itp. W pozostałym czasie pani
      ewentualnie mogła zająć się sobą. Coś tam robiła ale nic zarobkowo bo i po co?
      No i kilka miesięcy temu pan ni z gruchy ni z pietruchy powiedział, że ma
      kłopot ze sobą i że się wyprowadzi. I tak zrobił. I tak jest. Pewnie ten kłopot
      ma 20 lat i piękne niebieskie oczy ale z tym mniejsza.
      Ta moja znajoma zrezygnowała z dzieci gdyż on ją o to prosił. Całe ich życie
      było podporządkowane JEMU. I co? I jajco. Starzejąca się kobieta została sama w
      pięknym mieszkaniu, z pięknym samochodem, bez pracy i żadnych perspektyw na jej
      znalezienie (lata temu wypadła z rynku, tak jak napisałaś: na taśmę jej nie
      wezmą na dyrektora też nie), dzieci nie ma i wyje do księżyca. Pan łaskawy
      wpłaca jej na konto jakieś kwoty. Jak długo jeszcze? a kto wie. Ostatnio
      stwierdziła, że widać tak miało być, bo przez tyle lat żyła w obrzydliwym
      dobrobycie, na którym tak naprawdę jej nie zależało. Więc ma to co chciała.
      Także widzisz. Bywa różnie.

      Masz dzieci. Więc masz NADZIEJĘ i motywację. Kichaj na śmiecia. Jak możesz to
      załóż kolejną sprawę - nie wiem jaką (bo nie znam Twojej sytuacji) - idź do
      prawnika. Nie daj mu spokoju. Exowi i prawnikowi. Niech papuga szuka pomocy dla
      Ciebie.

      Nie wiem skąd jesteś ale praca jest. Naprawdę. Na początku wszystko wygląda
      CZARNO BURO ROZPACZLIWE. Ale to minie. Poukłada się zobaczysz. To tylko kwestia
      czasu.

      Po prostu wytrzymaj to i wierz. Nie żebym była jakimś moherowym beretem, w
      kościele byłam na swoim ślubie ale przez cały czas wierzyłam. Głęboko. Ktoś tam
      na Górze nas obserwuje. Wiem o tym. Przekonałam się o tym już nie raz.
    • phimamdosc Nahana 20.02.07, 11:34
      już mi się nie chce opisywać usmiechu mojego sędziego, kiedy zobaczył
      zaświadczenie od dochodach męża i tego co mówił..

      wiem jedno - masz ogromne szanse, ale musisz się odpowiednio przygotować.
      weź adwokata, koniecznie, bo jesteś rozwalona od środka i sama możesz nie dać
      rady.
      spróbuj ułożyć sobie w punktach, czego chcecie od byłego razem z dziećmi i
      opracuj każdy ów punkt.
      nie denerwuj się, przemyśl sobie to wszystko tak wiesz.. na realnie, bez nie
      wiadomo jakich oczekiwań.
      to, co jest Wam potrzebne do życia i trochę więcej - na wszelki wypadek, żeby
      było z czego schodzić. jak w biznesie.
      nie ma miejsca na uczucia. już nie. masz dzieci, a Twój były jest prosiakiem,
      skoro go nie interesują.
      i niech się uda kiss
      • weekenda Re: Nahana 20.02.07, 11:41
        ja proszę nie ubliżać zwierzętom!!! smile
        • phimamdosc :))) 20.02.07, 11:44
          kurczę..
          tfu.. znowu..
          hm..
          cholera!
          przepraszam wszystkie urażone prosiaczki...
          to się nigdy więcej nie powtórzy..
          proszę mnie za karę wychłostać.
          domagam się wręcz tego.
        • ajmj Re: Nahana 20.02.07, 13:54
          jesli sprawa rozwodowa bedzie sie przeciągac, to złóż do Rejonowego pozew o
          zniesienie wspólności majątkowej. Kosztuje 200 zł, trwa krócej niż rozwodowa
          (jak nie będzie wyrażał zgody to dwie sprawy - kilka miesięcy) a po niej mozesz
          juz składać pozew o podział majątku, który przeciez jesli nie bedzie dobrej
          woli z Twojego meza strony - moze potrwac kilka lat. Szkoda miooim zdaniem
          czasu na czekanie na koniec sprawy - chyba,że czegos nie doczytałam i juz
          jesteście na końcu drogi.
          Pozdrawiam.
    • sbelatka Re: I po sprawie.... 20.02.07, 11:38
      No nóż mi sie w kieszeni otwiera jak coś takiego czytam.

      przykro mi niezmiernie, ze nie mogę Ci pomóc. Nie wiem jak.

      Jedyne co mi przychodzi do glowy to to, żebys mimo trudności szukala pracy.
      na czarno czy na bialo.

      Zebys przestała o sobie myśleć "NIKT". Nawet w kontekście "rynku pracy"

      Mysle, ze KAZDY krok na drodze do odzyskiwania władzy nad wlasnym zyciem jest
      cholernie wielkim krokiem do przodu.

      jesli jestes z wielkiego miasta to powinno Ci udac. Np. sprzątac w domach
      ludzkich... Na zadupiu jest trudniej...( sama jestem z zadupia)

      Rozumiem, ze jestes rozżalona. Ze mialas nadzieje... ze cos sie zmieni, cos
      drgnie...

      Chwile sobie taka bądź - emocje mają swoje prawa.
      Ale potem - moja droga - do przodu.
      Nie mysl - czego NIE możesz zrobic i co Ci sie nie uda.
      Tylko - CO MOZESZ. albo CO MUSISZ!!!!! i CO CHCESZ!!!!

      a zakladam, ze CHCESZ byc pania swojego życia!

      I to bez wzgledu co rozumie albo i nie jakas sedzina i jak bardzo chce Cie
      upokorzyc Twoj wlasny wredny przyszły ex....

      No to bierz sprawy w swoje wlasne ręce.
      Nikt nie powiedzial, ze będzie lekko...

      ale pamietaj.
      Bedzie lepiej i lepiej...

      pozdrawiam
      Trzymam kciuki!

      • olalia Re: I po sprawie.... 20.02.07, 12:16
        Próbowałaś dostać sie do policji?Teraz jest nabór.Ja właśnie jadę na
        egzaminy.Jestem w podobnej sytuacji... Ech..Pozdrawiam,trzymaj sie.
    • nahana Re: I po sprawie.... 20.02.07, 16:35
      Dlaczego dziś i wogóle często czułam się jakbym była karana za to, ze miałam
      odwagę odejść od męża, który mnie bił, wykańczał psychicznie i zdradzał. Tyle
      się mówi o przemocy, o tym, ze powinnyśmy się bronić, ale jak która z nas się
      zdecyduje przerwać to wszytsko to dostaje w tyłek. Powinnam byłą dlaej przy nim
      być, miałabym dom, utrzymanie i nikt by się nie czepiała, ze nie pracuję i mąż
      mnie utzrymuje. A tak on dumny i blady siedzi na sali, a mnie sedzina punktuje,
      ze nie ppracuję, ze miałam dosć czasu na otrząśnięcie się (co ona moze o tym
      wiedzieć?), ze mam z dziecmi gdzie mieszkać. Właściwie o to co mi chodzi? Czułąm
      sie dziś na tej sali faktycznie jak wredna suka, która chce wyciagnać od
      biednego faceta pieniadze na fryzjera. A ja chciałam tylko cholerne pieniadze na
      mieszkanie dla dzieci! I nie ma to zupełnie zwiazku z tym czy ja pracuje czy
      nie. Jeśli znajde jakąś pracę i tak mnie nie będize stać na wynajem. I w ten
      sposób, ja "bohaterka" która wyrwałą się z bagna przemocy ratujac siebie i
      dzieci będę jeszcze pare lat mieszakć w ośrodku w małym pokoiku z dwójką dzieic,
      gdy pan i włądca biegać bedzie z kochanką po naszym domu. Wcale się nie dziwie,
      ze kobiety nie odchodzą od swoich katów. Bo nie mają dokąd,i za co. A państwo
      tak pięknie mówi o przemocy, ze trzeba działać, pomagać a jka tylko się wyrwiesz
      to w d...cię mają. Radź sobie sama. Uwierzyłąm państwu. Wyrwałam się. I czasem
      ze względów materialnych żałuję, bo miałabym pieniadze i dom, a przynajmniej
      moje dzieci. A tak? NAjpierw dostawałm od męża, teraz dostaję dalej z wielką
      pomocą państwa.
      • fammoni Re: I po sprawie.... 20.02.07, 16:46
        umiesz liczyć...licz na siebie
        nie trzeba myśleć co ci da państwo...mąż,....rodzina
        sprawdza się stara prawda...niestety

        przkre jest to co piszesz...nie będę prawiła frazesów, że będzie
        lepiej..znajdziesz pracę i wszystko się jakos ułoży
        czujesz wściekłość - to zrozumiałe
        odeszłaś od tyrana, zostawiłaś mu wszystko....
        i z pewnością teraz żałujesz swoich decyzji
        nie wolno Ci jednak myśleć, że lepszym rozwiązaniem byłoby zostać z mężem,
        który Cię krzywdził

        dla mnie nie ma nic gorszego niż przemoc




    • esterka8 Re: I po sprawie.... 20.02.07, 21:42
      nahana. nie pisałam tu jeszcze, ale czytam i sie oswajam, przeczytałam Twój
      post i przypomniały mi się dwie sytuacje moich dwóch znajomych. Chciałam Ci
      poradzić, żebyś złożyła wniosek o zmianę sędziego. Bo ta jest jakaś nienormalna
      i stronnicza... w dwóch przypadkach, które znam, to pomogło. Trzymaj się i
      życzę powodzenia.
      • alicja611 Re: I po sprawie.... 20.02.07, 22:50
        czytam i mysle i pytam: dlaczego tak wszystko oddalyscie mezowi? Ja tez dzieci,
        mezus samolot-delegacja, obiadki, dziecko i w kolko-to bylo tez moje zycie, ja
        wlasciwie moglam nie pracowac....ale z nosem przy ziemi zasuwalam do pracy,jakis
        kurs (w tym czasie dziecko u babci) wieczorami uczylam sie jezyka, za wszelka
        cene zeby miec minimum swojego.....balam sie, a teraz....ja sie rozwijam,
        odeszla mi kupa obowiazkow (sluzaca u meza)i moge rozwinac skrzydla.....pytam:
        dlaczego stracilyscie instynkt samozachowawczy? jezeli decydujecie sie na
        kolejne dzieci to musicie zadac sobie pytanie: czy w razie czego dam rade sama
        je wychowac? Skad ta naiwnosc...?
        • danagr Re: I po sprawie.... 20.02.07, 23:11
          bedac w zwiazku nikt nie zaklada, ze rozleci sie malzenstwo, poza tym jesli
          jestes z kims ufsz mu, zwykle bezgranicznie i tu nastepuje brak instynktu
          zachowawczego.
          • kruszynka301 Re: I po sprawie.... 21.02.07, 09:18
            danagr napisała:

            > bedac w zwiazku nikt nie zaklada, ze rozleci sie malzenstwo, poza tym jesli
            > jestes z kims ufsz mu, zwykle bezgranicznie i tu nastepuje brak instynktu
            > zachowawczego.

            Nie rozumiem takiego toku myślenia. Zawsze zakładam, że coś może się wydarzyć -
            śmierć, choroba, rozstanie, dlatego niepracujące kobiety kojarzą mi się z
            beztroską i brakiem myślenia perspektywicznego.

            Nahano, musisz zacząć od drobnych kroczków - na przykład pracy kasjerki w
            supermarkecie (supermarkety szukają pracowników bardzo często za pośrednictwem
            PUP-ów, zgłoś się), potem, w miarę zdobywania doświadczenia i "obycia się",
            będziesz znajdować coraz lepszą pracę, zgodną z Twoim wykształceniem. W
            sklepach tak naprawdę pracuje bardzo dużo młodych osób z wyższym
            wykształceniem, którzy traktują tę pracę jako tymczasową. I nie myśl o sobie
            jako o przyszłym pracowniku NIKT - brak doświadczenia przecież rekompensują
            inne rzeczy.
            Stań na nogi, i nie licz na pieniądze z podziału majątku - oczywiście
            dostaniesz, je prędzej czy później, ale przedtem MUSISZ stać się samodzielna
            bez pomocy eksa.
            • nahana Re: I po sprawie.... 21.02.07, 10:49
              Wiesz przez pół roku szukałam pracy i się poddałam. Przyszłam pewnego dnia,
              rozpłakałam się i stwierdziłam ze mam dość. Wykształcenie- ok, umiejętności-ok,
              ale brak doswiadczenia i wiek, niestety. Wraz z moim podaniem leżą sterty
              innych, od dziewczyn młodszych, które wczesniej pracowały i nie mam szans.
              Usłyszałam to nawet bezposrednio od kilku pracodawców. Nie umiem znaleźć pracy.
              I tym bardziej boli mnie to gdy ktoś uważa, ze jestem leniwa i nie chcę
              pracować. Ale ile razy mam chodzić i prosić i dostawać w tyłek?
              • kruszynka301 Re: I po sprawie.... 21.02.07, 12:43
                Nahano, a pytałaś wśród znajomych? Teraz pracodawcy naprawdę poszukują
                pracowników, ale o wiele łatwiej jest zostac przyjętym, kiedy ktoś Cię poleci.
                Wtedy brak doświadczenia nie jest taki ważny, najważniejsze jest zaufanie.
                Zapytaj się w PUP-ie o kursy np na kasy fiskalne, czy kurs komputerowy, to nic
                nie kosztuje, a może pomóc. Zarejestruj się jako szukająca. Musisz od czegoś
                zacząć.
                • nahana Re: I po sprawie.... 21.02.07, 13:09
                  Pytałam i pytam, kogo popadnie. Mam wrazenie ze jestem upierdliwa, jak tylko
                  kogoś spotkam pytam. I nic. Jestem zarejesterowana w PUP. Ofert ciagle nie ma,
                  no chyba ze przy taśmie skubac kurczaki.KOńczę studia podyplomowe z wychowania
                  przedszkolnego. Od września mam jakąś szansę na pracę, ale do tego września
                  chciałabym gdzieś coś porobić.
        • mk_13 Re: I po sprawie.... 21.02.07, 12:45
          bardzo sie ciesze ,że miałaś i masz tak zdrowe podejscie do życia ...
          Ale weź pod uwagę ,że życie kreuje sytuacje , ktorych nie jesteś w stanie
          przewidzieć . Ja też mam wyższe wykształcenie , nawet studia podyplomowe ...z
          pracy zrezygnowałam , bo ważniejsze było dla mnie ratowanie zdrowia syna .
          Urodził sie z postępującą nieuleczalną chorobą oczu .Dzis jest studentem . I
          swojej decyzji nie żałuję .. Nie każda matka może liczyć na pomoc babci ..
    • crazyrabbit Re: I po sprawie.... 21.02.07, 00:49
      Nahanko!
      Jak piszesz masz wyższe wykształcenie - to ogromny potecjał! Dlaczego nie masz
      powalczyć o dobrą pracę? Wiem , co piszę , bo sama walczyłam długo o porządną
      pracę , którą będę lubiła i która pozwoli mi być niezależną. Udało mi się , ale
      wymagało to naprawdę samozaparcia , cierpliwości , odporności na porażki.
      Ja wynajmuję mieszkanie , mieszkam z córką , bo mąż został w starym mieszkaniu.
      I wiesz co , stać mnie na to bez jego łaski.
      Walcz , masz dzieci. Masz dla kogo się starać , a to bardzo ważne. Jak
      piszesz , minęło pół roku , więc chyba rzeczywiście czas już stanąć na nogi.
      Wiem , że dużo przeszłaś , czytałam Twoją historię. Bardzo Ci współczuję , ale
      myślę , że ktoś musiałby Ci pomóc uwierzyć w siebie. Skoro odeszłaś to jesteś
      silna - uwierz w to.
      Będę czekać z niecierpliwością , aż ukaże się Twój post w którym napiszesz , że
      się udało smile
      P.S. Są nawet tacy ludzie , którzy nie przyznają się do dyplomu ukończenia
      studiów gdy bardzo potrzebują pracy. Sad but true sad
    • naemi Re: I po sprawie.... 21.02.07, 13:59
      największym wrogiem kobiety jest inna kobieta..
      kochanka, sędzina, przyjaciółka , która puszcza się z twoim mężem....
    • mira_pb Re: I po sprawie.... 21.02.07, 22:56
      nahana
      bardzo Ci współczuję i nie mam słów dla losu, który Cie doświadcza. nietstey
      nie mam też naprawdę dobrej rady.
      wiem jak to jest długo szukać pracy, na szczęście nie mi się to przytrafiło,
      ale bardzo bliskiej mi osobie i wiem, że to ogromny problem.
      nie masz jednak wyjścia jak nie poddawać się, może poszukaj w mieście obok,
      może akurat tam.
      wiem, że masz dzieci więc nie możesz jeżdzić za daleko, ale pomyśl, może
      przyjdzie Ci coś jeszcze do głowy.
      trzymam kciuki z całej siły za Ciebie i Twoje dzieciaczki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka