22.02.07, 19:04
Witam.
Od czego zacząć? Najlepiej od poczatku.Niestety w mojej historii sama nie wiem
gdzie jest poczatek.Jestem mężatką od kilkunastu lat, mamy 2 dzieci i w miare
poukładane życie.Wydawałoby się. Jednak nie moje, jestem kobietą na zakręcie.
Problem mój polega na tym, ze nie kocham juz swojego mężą. "Niestety" on jest
osobnikiem monogamicznym. Wiem, że to niestety jest nie na miejscu, ale w
mojej sytuacji musze go użyć, gdyby było inaczej sprawa byłaby prosta. A nie
jest, ze wzgledu na dzieci, na sytuacje moja po rozsatniu( przez kilka
ostatnich lat zajmowałam sie prowadzeniem domu). Teraz trudno jest mi znależć
prace. Poza tym jest ten trzeci, niestety. Bardzo go lubię.. i w tej sytuacji
to jest przysłowiowy "gwóźdź do trumny". Gdybym była sama (bez dzieci) dawno
już powiedziałabym dziękuje, bo mam świadomość,że krzywdzę swojego męża. Nie
wiem jak poradzą sobie dzieci? Jak On sobie poradzi? Co na to naze rodziny?
Dodam, ze nie żyliśmy źle ze soba. Nie było awantur, zdarzyło sie owszem pare
bardzo przykrych dla mnie sytuacji, ale takie jest zycie. Teraz nic do niego
nie czuje, a sama z taka świadomościa czuje sie bardzo źle.Jestem wypalona
emocjonalnie. Nie moge z drugiej strony przez całę zycie udwać, ze mi jest z
Nim dobrze (chociażby sprwy łóżkowe, nie lubie kochać sie z Nim, zmuszam sie
do tego). Miota mna tyle sprzecznych emocji. Nawet nie umiem ich wszystkich
wyrazić. Musiałam sie wygadać, a nie mam nikogo przed kim mogłabym to zrobić .
pozdrwaiam wszystkich na zakrecie.
Obserwuj wątek
    • panda_zielona Re: dylemat 22.02.07, 19:30
      No to rzeczywiście masz problem,chociaż po części Cie rozumiem.
      Sama musisz podjąć decyzję,czy tkwić w tym związku dla dobra dzieci,czy
      postawić na jedną kartę tzn.powiedzieć mężowi,że Twoje uczucie do niego nie
      jest już takie gorące jak kiedyś.Może seperacja byłaby jakimś rozwiązaniem.
      Będąc z nim i zmuszając się np.do kochania,traktując jako przykry obowiazek
      małżeński też jest dla niego krzywdzące.Na pewno jest myślącym facetem i
      wyczuwa Twoją obojentność.Może terapia jakaś byłaby rozwiązaniem.
      • panda_zielona Re: dylemat 22.02.07, 22:35
        wyczuwa Twoją obojentność
        No pięknie,ale byk(oczywiście:obojętność) biję się w piersi i cieszę się,że
        nikt mi nie wytknął
        • phimamdosc Re: dylemat 22.02.07, 22:37
          panda_zielona napisała:

          > wyczuwa Twoją obojentność
          > No pięknie,ale byk(oczywiście:obojętność) biję się w piersi i cieszę się,że
          > nikt mi nie wytknął

          bo to była obojętność do potęgi entej i dlatego smile
          dobrego wszystkiego smile
    • tricolour Wybierz rozwiązanie najprostsze... 22.02.07, 19:37
      ... i odejdź od męża.

      Co prawda nie masz pracy, a będziesz miała na utrzymaniu dzieci, to na pewno
      "ten trzeci" jakoś Ci pomoże.
      W sumie masz powody do rozstania: nie żyliście źle, nie było awantur, nic nie
      czujesz do męża, jesteś wypalona emocjonalnie, kiepsko w łóżku.

      Sprawa wygląda prosto: pisz pozew o rozwód.
      • a.niech.to Re: Wybierz rozwiązanie najprostsze... 23.02.07, 19:37
        tricolour napisał:

        > Sprawa wygląda prosto: pisz pozew o rozwód.
        Nie bądź tak radykalny, wszak małżeństwo nie samą miłością się żywi. Dwoje
        przyzwoitych ludzi na pewno znajdzie dla siebie drogę albo wygodne pobocze.
    • zalo_76 Re: dylemat 22.02.07, 19:59
      czyli macie poukładane zycie, przyszly dzieci na swiat, facet jest Ci wierny, Ty zajmujesz sie domem, jakies zgrzyty, nie tak jak powinno byc w lozku, odkochujesz sie.

      a moze pogadaj z mezem? powiedz mu co sie dzieje? powalcz o rodzine? mozesz odstaw "tego trzeciego"? moze Twoj facet zajął sie za bardzo zarabianiem? moze nie wie i nie wiedzial co sie z Toba dzieje? czasem wystarczy szczerze pogadac.
    • weekenda Re: dylemat 22.02.07, 20:05
      Życie to nie walka. To nie: niepewność, brak stałości. A Ty - z tego co
      wyczytałam - masz spokój. Masz spokój w życiu. To jest najważniejsze.

      Masz spokojnego męża, który dba o Ciebie, o Twoje dzieci. Przecież to połowa
      sukcesu! Sex i tak się kończy - prędzej czy później powszednieje. I staje się
      nudny.

      Masz rodzinę. Nigdy nie jest 100% tego czego chcemy. Nie ma w Twoim związku
      przemocy, zła. Czy jest szacunek? partnertstwo? nie wiem, bo nic o tym nie
      piszesz.

      W Domu ma być przede wszystkim spokój. SPOKÓJ. Ostatnio rozmawiałyśmy o tym z w
      gronie kilku Prawdziwych Kobiet. Świat poza domem jest walką, stresem, bitwą. W
      domu ma być spokój. Zaufanie, pewność. Tyle.

      Nuda? W każdym związku przychodzi na to czas.

      Z mojego punktu widzenia postarałabym znaleźć sobie jakąś pasję, dodatkowe
      zajęcie. Z tego co widzę, to osiągnęłaś dojrzałość - nauczyłaś się prowadzić
      dom, nie sprawia Tobie problemu zajęcie się rodziną. Znajdź pasję dla siebie.
      Zobaczysz, że poczujesz się dużo lepiej.

      Na rozwód zawsze jest czas. Zawsze można powiedzieć NIE. Sztuką jest tak ułożyć
      sobie życie aby znaleźć w tym szczęście dla siebie. Masz pewność i spokój. To
      przeciez takie ważne dla nas kobiet.

      Popatrz ile osób będzie cierpiało - bezzasadnie - jak podejmiesz decyzję o
      rozwodzie! A czy nowe życie da Tobie spokój? da Tobie szczęście? sama sobie
      odpowiedz na te pytania.

      Wytrwałości życzę!
      • tricolour Nie wszystkim - jak widać - spokój wystarcza... 22.02.07, 20:14
        ... jest silna potrzeba zmian... na gorsze. Niepewnośc jest zawsze gorsza od
        spokoju, a rozstanie oznacza niepewność.

        I tak korci...
        • weekenda Pewnie, że korci 22.02.07, 20:29
          dżenereli ludzi kręci nowe, nieznane, inne itd.

          Bo to wyzwanie, kolejna/nowa poprzeczka do pokonania.

          Ale w domu ma być spokój.

          Q...wa! To poza domem chcą mnie zniszczyć, wykolegować, zastąpić, oszukać,
          okłamać, okraść, zdeptać, zniszczyć itd. Jeżeli miałabym jeszcze mieć to samo w
          domu to... Szit! W domu ma być pewność, zaufanie i spokój!

          S P O K Ó J !!!

          i już.
          • misbaskerwill You can't always have what you want 22.02.07, 20:33
            > S P O K Ó J !!!
            >
            > i już.

            Takie jest życie. Każdy, kto przeżył wojnę, marzy o sielance.
            A kto ma sielankę, a wojny nie przeżył... ten się nudzi. Albo ta się nudziwink.

            Szlachetne "spokojne małżeństwo", ile Cię cenić trzeba, ten tylko się dowie, kto
            Cię stracił.

            • weekenda Re: You can't always have what you want 22.02.07, 20:37
              misbaskerwill napisał:

              > > > > Szlachetne "spokojne małżeństwo", ile Cię cenić trzeba, ten tylko się
              dowie, kto Cię stracił.
              >


              albo nigdy nie zaznał...
      • 13monique_n Re: dylemat 23.02.07, 09:10
        weekenda napisała:

        > Życie to nie walka. To nie: niepewność, brak stałości.

        > W Domu ma być przede wszystkim spokój. SPOKÓJ. Ostatnio rozmawiałyśmy o tym z
        > w gronie kilku Prawdziwych Kobiet. Świat poza domem jest walką, stresem,
        >bitwą. W domu ma być spokój. Zaufanie, pewność. Tyle.

        Podpiszę się obiema rękami pod tym - to wszystko dom ma dawać. To można i
        trzeba dawać sobie w związku. O to, by tak było, warto powalczyć.
        A jeśli dorzucisz własne pasje, a jeśli poszukacie tego, co razem możecie
        robić, to spokój nie utożsami Ci się z nudą. Warto przynajmniej spróbować.
    • misbaskerwill faktycznie, dylemat 22.02.07, 20:19
      > Musiałam sie wygadać, a nie mam nikogo przed kim mogłabym to zrobić .
      > pozdrwaiam wszystkich na zakrecie.

      A wiesz jak jest zakręt po włosku?
      Bo nie wiem, czy chciałaś się tylko wygadać, wypiłaś kawę i wróciłaś do swojego
      życia, czy naprawdę się zastanawiasz.

      Za nudno było, to znalazł się ten trzeci. Teraz jest fajnie, ale nie do końca.
      Tak, faktycznie krzywdzisz męża. I do tego, żałujesz, że on Ciebie nie zdradza,
      bo byłoby łatwiej. Łatwiej odejść, zrzucając na niego winę. I nie musiałabyś
      mieć wyrzutów sumienia. A tak - coś czasami przebłyskuje.

      > wiem jak poradzą sobie dzieci? Jak On sobie poradzi? Co na to naze rodziny?

      Dzieci zostaną przy Tobie. Przeżyją. On też to przeżyje. Wasze rodziny?
      Czyli żona tego trzeciego? Czy może Wasi rodzice i bliscy? A co im do tego?
      No chyba, że boisz się, że dowiedzą się prawdy. Faktycznie, trochę wstyd...

      Albo rozważasz hipotetycznie, czyli z nudów, a tak naprawdę wiesz, że znudzisz
      się tym trzecim i zamierzasz wrócić do wygodnego życia (najwyżej znajdzie się
      "ten czwarty").

      Albo naprawdę coś jest na rzeczy z "tym trzecim" - choć wątpię, czy go kochasz,
      bo przewija się ledwo między wierszami, do tego stwierdzasz "niestety".

      Może po prostu czas dorosnąć, by podjąć jakąkolwiek decyzję. Sam nie wiem. W
      sumie nie musiałem się wygadać. Również pozdrawiam wszystkich. Na zakręcie, a
      zwłaszcza tych co z zakrętu wypadli. Boli, ale trzeba się podnieść.
    • tutoja1 Re: dylemat 22.02.07, 20:39
      Noe da sie oczywiście napisac wszystkiego. mysl o odejsciu pojawiła siejuż jakiś
      czas temu tzn. pare lat , a ten tzreci pare miesuecy temu. Nie jestem kobieta
      lekkomyślna, tak mi się wydaje, stąd moje dylematy i rozwazania. Nie jest tak,
      ze jesłi nie uda mi sie z tym tzrecim to może wróce do pierwszego albo poszukam
      czwartego. Ja tez jestem osoba stała w uczuciach, tylko jest jeden warunek-muszę
      cos czuć. Czy spokój jest nawjważniejszy? nie znam jeszcze odp[owiedzi na to
      pytanie, mam nadzieje że taka świadomość p[rzyjdzie z czasem. Co do seksu i
      rezygnacji z niego to dla mnie jest za wczesnie,tym bardziej że odkryłam go na
      nowosmile i mam prawo do szcześcia. Wiem, że są "koszty " z tym zwiazne. Stawiam na
      szali dobro swoje i swojej rodziny. Ale jeśli ja nie bede szcześliwa to jak mają
      być ze mną szczęśliwi moinajbliżsi?
      • weekenda Re: dylemat 22.02.07, 20:47
        To znajdź w tym szczęście. Masz rodzinę. Dzieci. Znajdź w tym miejsce da siebie.

        Fajerwerki są raz na rok. Reszta to nuda i harówa. Dziki sex ma się w porywie
        kilka razy z jednym facetem. Reszta to standard. A potem to zaspokojenie
        orgazmu z obu stron i koniec. Kilka minut i po robocie. Reszta to mycie garów,
        odkurzanie, pranie, prasowanie i płacenie rachunków.

        Chyba że stać Cię i fizycznie i materialnie i psychicznie na rozwód co 3-5 lat.
        No to heja! Do dzieła! Bierz byka za rogi!
      • misbaskerwill Re: dylemat 22.02.07, 20:51
        > mam prawo do szcześcia

        Lubieżnicy powtarzają się jak zdarta płyta... (mój moher nieco spruty, ale
        jeszcze się odzywawink)

        Czy to w konstytucji gdzieś jest zapisane, CO????
        Może jeszcze licencję na zabijanie macie?

        Mamy prawo do wolności, własnych wyborów, mamy nawet prawo krzywdzić w ten
        sposób innych. To ostatnie prawo wykorzystujemy często. Bardzo często. Dopiero
        jak nas krzywdzą, to dziwimy się... czy on/ona miała prawo nas skrzywdzić?

        W życiu ważne są priorytety. Czy ważniejsi są inni (szlachetny altruizm,
        akurat!), czy jednak JA (egoizm, ale przynajmniej świadomy, lepszy od
        zakłamanego niby-altruizmu). I kilka innych kwestiiwink
        Jak to się ustali, reszta pewnie jest prosta.

        Tak mi się wydaje, ale niestety - u mnie na razie to też tylko teoria.
        • a.niech.to Re: dylemat 23.02.07, 19:53
          misbaskerwill napisał:

          > W życiu ważne są priorytety. Czy ważniejsi są inni (szlachetny altruizm,
          > akurat!), czy jednak JA (egoizm, ale przynajmniej świadomy, lepszy od
          > zakłamanego niby-altruizmu). I kilka innych kwestiiwink
          > Jak to się ustali, reszta pewnie jest prosta.
          Być z sobą w zgodzie wydaje mi się dość pewnym drogowskazem. Osiąganie tego
          stanu też do prostych dzialań nie należy. Po pierwsze - znać siebie, w tym
          wszelkie kompleksy i zahomowania, po drugie - ... .
      • a.niech.to Re: dylemat 23.02.07, 19:46
        tutoja1 napisała:

        > mam prawo do szcześcia. Wiem, że są "koszty " z tym zwiazne. Stawiam n
        > a
        > szali dobro swoje i swojej rodziny. Ale jeśli ja nie bede szcześliwa to jak
        maj
        > ą
        > być ze mną szczęśliwi moinajbliżsi?
        Stanowczo stan przeżywania szczęścia jest fetyszyzowany. Normalność to wieeelka
        sprawa. A i ten n-ty facet nie taki znów konieczny, żeby odczuwać zadowolenie z
        życia. Sugerowałabym nawet, że jest wręcz przeciwnie.
    • tutoja1 Re: dylemat 22.02.07, 20:54
      Bardzo Cie przepraszam, Weekenda, ale wydaje mi sie że splaszczasz temat. Nie
      chodzi o dziki sex, tylko o to żeby móc jeszcze kogos pokochac i czuć wszystkie
      rzeczy z tym związne, żeby nie czuć sie martwym i pustym za zycia. Nie mam na
      mysli dzieci, bo to są zupęlnie innego rodzaju emocje.
      • tricolour Ty spłaszczasz temat. 22.02.07, 21:07
        Podejmij decyzję skoro juz masz kilka latek. Potem ponieś konsekwencje tej decyzji.

        Nie pytaj nikogo, co masz robić, bo nikt Ci nie powie niczego sensownego. Jeśli
        w małżeństwie zaczęło Ci doskwierać juz kilka lat temu, to trzeba było
        zastanawiać sie kilka lat wcześniej, a nie dopuszczać do sytuacji, że tylko
        pustka wokół Ciebie.

        Twój wybór...
      • weekenda Re: dylemat 22.02.07, 21:08
        Nie przepraszaj. Nie masz za co.

        Chyba Tri miał rację...
    • zalo_76 Re: dylemat 22.02.07, 21:09
      eh, staralem sie byc delikatny a tu jak zwykle ja mam prawo do tego, ja to, ja tamto.

      a to ze rozwalasz rodzine, ze narazasz dzieci i meza na dluga straszliwa traume, na podzialy majatku, i na caly ten syf, to oczywiscie nie ma znaczenia. grunt ze odkrylas dziki seks na nowo - chrzanic bliskich, chrzanic zaufanie, chrzanic wiernosc, chrzanic przyzwoitosc. najwazniejsze ze Ty masz prawo do szczescia. a co z Twoim mezem i dziecmi? do czego oni maja prawo? a moze Ty masz nie tylko prawa ale tez jakies obowiazki wobec bliskich? np. lojalnosc? uczciwosc? i kilka innych tego typu nudnych staroswieckich slowek?

      krzyzyk na droge. kiedys "ten trzeci" odkryje dziki seks z inna i wtedy zejdziesz na ziemie.
      • panda_zielona Re: dylemat 22.02.07, 22:59
        A może nie oceniajmy zbyt surowo autorki postu,wszak ona się zastanawia dopiero
        co zrobić.Powiem coś na własnym przykładzie:dawno temu jak bylam jeszcze za
        mężem (też wtedy monogamistą)pojawił sie ten trzeci.Zrezygnowałam,być moze z
        miłości mojego życia.Uważałam,że nie mogę krzywdzić swojej i tamtej rodziny.
        I co? i pstro.Po paru latach okazało się,że szanowny małżonek okazał się jednak
        poligamistą i wypiął się na mnie.A ja już niestety nie potrafiłam uwierzyć
        żadnemu facetowi.
    • brzoza75 Re: dylemat 22.02.07, 21:16
      Jak już jesteś na zakręcie to zapnij pasy zapowiada się
      niezła jazda...,
      ja nie wiem naprawdę co powie mąż, rodzice, dzieci, sąsiedzi i dziadkowie,
      no i co powie ten trzeci wink
      • weekenda Re: dylemat 22.02.07, 21:17
        Brzózko... miej na uwadze mój monitor! big_grinDD
      • a.niech.to Re: dylemat 23.02.07, 19:57
        brzoza75 napisała:

        > Jak już jesteś na zakręcie to zapnij pasy zapowiada się
        > niezła jazda...,
        > [...]
        > co powie ten trzeci wink
        Fiuuu..... i tyle go widzieli.

    • marek_gazeta Re: dylemat 23.02.07, 00:40
      Smutny się robię, kiedy czytam takie historie.

      Napiszę prosto - ja bym próbował naprawić małżeństwo. Moim zdaniem warto spróbować. Co bym zrobił, gdyby to się nie udało - nie wiem.
    • erzsi Re: dylemat 23.02.07, 08:36
      Jak czytam 'ja też mam prawo do szczęścia' to mną trzęsie. No ale to już uraz
      osobistego doświadczenia wink. Rzeczywiście, zdrata płyta smile.
      Bo faktycznie każdy ma prawo do szczęścia. Twój mąż i Wasze dzieci też.
      Może ja naiwna gówniara jestem, ale nie umiałabym być szczęśliwa gdybym w swoim
      dążeniu do szczęścia skrzywdziła tyle osób, a w tym te dla mnie najważniejsze
      na świecie - swoje dzieci.
      Ludzie tak często i tak łatwo biegną do tego co nowe, świeże i nęcące. Zupełnie
      nie myślą o tym co będzie kiedy to przestanie być nowe i świeże. Znasz faceta
      parę miesięcy ale chcesz dla niego zostawić wszystko w diabły?
      Nie chcę moralizować ani oceniać. Ja po prostu nie umiałabym spojrzeć w lustro
      ani oczy tych, których kocham. Jeśli facet ma rodzinę to już w ogóle kaplica -
      po prostu nie umiałabym być szczęśliwa gdy trup sieje się tak gęsto.
      Ja rozumiem Twoje argumenty /choć nie zgadzam się z nimi/, ale wytłumaz mi -
      jeśli było Ci tak źle z mężem to dlaczego rozważasz odejście od niego dopiero
      wtedy gdy ktoś się pojawił? Dlaczego nie powiedziałaś mężowi, że czujesz się
      nieszczęśliwa i myslisz o rozwodzie?

      • marek_gazeta Re: dylemat 23.02.07, 08:43
        Chciałem coś dopisać do mojej lakonicznej wypowiedzi, ale w sumie zawarłaś w swojej prawie wszystkie moje przemyślenia.

        Mogę tylko dodać dwie rzeczy. Po pierwsze, dlaczego nie możesz być szczęśliwa z mężem? Robiłaś coś widząć, że uczucie gaśnie? No i może nieco bardziej zgryźliwie - jeśli chcesz odejść, to nie zastanawiaj się, jak on to zniesie. Ja Ci to chętnie wyłuszczę, ale wtedy Twoje prawo do szczęścia może zostać zagrożone.
      • a.niech.to Re: dylemat 23.02.07, 20:01
        Znów przyszedł mi na myśl Karenin, całkiem przyzwoity facet. Co Anna właściwie
        do niego miała? I czemuż to czytelnicy wylewali łzy nad losem jego żony? I to
        na złość autorowi!
    • bet66 tutoja 23.02.07, 09:16
      Jest dobrze, czy za dobrze, więc coś trzeba z tym zrobić, aby spieprzyć sobie i
      innym zycie?
      Emocji szukasz?
      znajdź sobie alkoholika, damskiego boksera, zdrajcę, oszusta, kretacza...
      masz gwarantowane duze emocje i wieczny orgazm.
      • phokara A ja powiem tak, 23.02.07, 10:07
        ... jesli czujesz sie w tym malzenstwie zle i uwazasz, ze to wlasnie jest
        przyczyna Twojego stlamszenia, jako jednostki, i nie ma szans, zebys znalazla w
        tym sens i wylazla z marazmu, to to zmien. Nie dla zadnego trzeciego tylko DLA
        SIEBIE. To roznica.
        Tylko nie mysl, ze dalej zycie bedzie sielanka i wiecznym achem i ochem. Bedzie
        rozne. Na pewno inne. Przykopie Ci pewnie nie raz i nie raz poglaszcze. Ale nie
        masz zycia zapasowego i kolejne lata oszukiwania siebie i meza, udawanie, ze
        wszystko jest ok i ze liczy sie tylko spokoj, zmienia Cie w skwaszona,
        sfrustrowana babe. Nie wszystkim wystarczy do pelnego zycia swiety spokoj. To
        akurat jestem w stanie zrozumiec. I mysle, ze wszyscy wypowiadajacy sie w tym
        watku maja racje w pewien sposob. Twoja dalsza droga (bez wzgledu na to, jaka
        wybierzesz) bedzie mixem tych racji. I tyle.
        • a.niech.to Re: A ja powiem tak, 23.02.07, 20:06
          phokara napisała:

          > Nie wszystkim wystarczy do pelnego zycia swiety spokoj.
          Święty spokój jest po śmierci, a i to nie dla każdego.
      • maheda trudno się z Tobą nie zgodzić 23.02.07, 10:10
        tym razem
        smile
        • wojtekp67 Re: trudno się z Tobą nie zgodzić 23.02.07, 11:32
          Autorko postu.Ja byłem po drugiej stronie.Poukładane życie, az zbyt poukładane.
          dziecko, praca, wakacje. Wszystko przewidywalne, bez adrenaliny. bez chorób,
          kłopotów. U mojej żony coś sie wypaliło, przestala kochać itp. Doszla do tego
          jej zdrada, romans, podwójne zycie. Mowiła ze musi jeszce cos poczuc w zyciu,
          przeżyc namietnosć a tego ja jej nie dam. W efekcie rozwód.
          Po co Ci to pisze?
          Dużo czytałem na te tematy. problem zauroczenia!!! Namietnosć? Tak, to w każdym
          zwiazku trwa ok 2-3 lat. Ta fascynaja, drżenie gdy Cie dotyka powoli mija.
          motylki powoli odfruwają. Ale jest cos jeszzce, własciwie cos co powinno byc:
          wzajemny szacunek, wspólne cele, szukanie radosci z życia.
          Widzisz, moja ex przeżyła wspaniałe pewnie dla niej chwile, ale... juz minęły.
          facet wcale nie okazał sie wspaniały. I ona jest już sama. Rozwiedziona. I
          czeka na koleją namietnosć . Straciła meza, człowieka , który kochal ja ponad
          wszystko, który byl gotów poswiecic wszystko dla niej. czy do niej to dotarło?
          moze tak, moze dotrze za ileś lat.

          Ja widziałem , ze cos sie ppsuje w małzeństwie, probowalem rozmawiać, wysyałełm
          do seksuologa itp. Prosiłem o usmiech, czulość. Nie rozumiałem, ze to po prostu
          obojetność, brak uczucia. Moja wina , ze nie rozumiałem, ze nie umiałem
          podsycić , utzrymać tego co było miedzy nami. Po prostu nie wiedziałem. tego
          nikt mnie nie nauczył. myslałem ze żone ma sie na całe życie. smile
          być moze u Ciebie jest bardzo podobnie.
          dlatego przemyśl to wszytsko. Zastanów sie czy kochałas swojego meża.
          przypomnij sobie chłopakja za którego wychodziłaś za mąż.I porozmawiaj z nim,
          opowiedz szczerze o swoich rozterkach, o tym czego Ci brak.On moze nie wie.
          Moze wspólna terapia małzeńska. Może mozna to uratowac. nie podejmuj sama
          decyzji. Decyzje o ślubnie, dzieciach podjeliście razem. Dlatego teraz też nie
          odwracaj sie i nie podejmuj sama decyzji. Jestescie rodzina i macie
          dzieci.zadaj sobie pytanie czy nie można tego uratować, czy zrobiłaś wszystko
          co mogłaś? Bądz kapitanem... on ostatni schodzi ze statku. A twój
          facet/kochanek czy jak go zwać? Myślisz za za kilka lat , w szlafroku i
          kapciach - tez Ci nie spowszednieje. A stracisz cos co dla wielu jest ogromna
          wartoscia- rodzine, poczucie posiadania bliskich. Tylko czy też nie zrozumiesz
          tego za późno.....
          • danagr Re: trudno się z Tobą nie zgodzić 23.02.07, 22:37
            bardzo chcialabym zeby to przeczytal moj prawie ex, tak madrze napisales.
          • milena78 Re: trudno się z Tobą nie zgodzić 24.02.07, 12:15
            Drogi Autorze tego postu,
            nie wiem czy Ci uświadomię, czy tylko coś przypomnę (jeśli to wiesz): dla mnie
            np. nie ma nic gorszego niż taka wiedza, ze druga osoba jest w stanie poświęcić
            dla mnie wszystko! to tak jakbys oddawał swoje zycie w cudze ręce - bo nie masz
            pomysłu na nie? bo tak jest łatwiej - niech ktoś decyduje? Dla ludzi zakochanych
            w pierwszym okresie być może jest to ciekawe doświadczenie, natomiast po pewnym
            okresie bardzo zaczyna ciążyć, bo ktoś na kimś wisi i powietrza brak. I stąd
            problemy z wygasającym uczuciem, ile można tak żyć? Szczególnie w przypadku
            kiedy spotykają się dwie osoby, z których jedna nie jest poświęcającą się, ma
            swoje życie w swoich rekach, swoje zainteresowania, jest bardziej niezależna,
            biegnie do przodu - i tym najczęściej podnieca tą drugą, bardziej bierną postać
            w związku...
            Ja odeszlam. Teraz mój eks mąż zakłada rodzinę, bedzie miał dziecko. Jestem
            sama. Ale nie zamieniłabym swojej decyzji na żadną inną. Jestem szczęśliwsza.
            Może nie wszyscy nadają się do związków. Może te kolejne bardziej świadome będą
            lepsze?
      • a.niech.to Re: tutoja 23.02.07, 20:04
        bet66 napisała:

        > Emocji szukasz?
        > znajdź sobie alkoholika, damskiego boksera, zdrajcę, oszusta, kretacza...
        A najlepiej dwóch, z czego drugim będzie ten trzeci.
    • sbelatka Re: dylemat 23.02.07, 11:34
      Trafilas na forum rozwodnikow. Przyszlych albo terazniejszych...
      i to takich, ktorzy wyszli - w wiekszosci - pokieroeszownani ze swoich zwiazkow
      przez swoej drugie polowy.

      Ci, ktorzy nas ranili, porzucali, niszczyli - tutaj sie z nami nie spotykaja.
      Radza sobie w realu. Często ze swoimi NOWYMI połowami...

      dlatego wylewamy Ci na glowę kubły zimnej wody.
      dlatego zachecamy do ratowania roddziny
      dlatego potepiamy Twoja potrzebe "czucia" i posiadanie przyjaciela...

      I ja usłyszalam od mojego mężą, z którym 17 lat zylam w MOIM ZDANIEM udanym
      związku że odchodzi do kochanki BO MA PRAWO do szczęscia.

      Wiesz...
      faktycznie możliwe, ze je ma.
      Korzysta w każdym razie do prawa odejścia ode mnie i od dzieci - po to żeby
      probowac byc szczęśliwym z nową kobietą..

      Czy będzie?
      Cóz .. bardzo wątpię...
      ale może ja sie mylę.. może przemawia przeze mnie żal, poczucie krzywdy,
      zraniona milosc..

      Ktos kiedys tu napisał moim zdaniem mądrze "nie można walcyć z brakiem milości"

      I mysle, że MOZE skoro mój mąż mnie już nie kocha a kocha kogoś innego - to
      faktycznie dla nas wszystkich lepiej będzie jeśli odejdzie.

      Bo ja ZASLUGUJE na to zeby mnie kochac.
      Możliwe, że zsluguje na milośc także Twój mąż.. bardzo to prawdopodobne.

      To może gdy odejdziesz dasz mu szanse na to żeby ktos go pokochał.
      A nie zmuszal sie do bycia z nim i gryzl poduszki z żalu że nie ma odwagi
      odejśc..

      Nie wiem, po prostu nie wiem...

      Ale jestem PRAWIE pewna, że gdyby jeszce teraz ( a za tydzien mamy sprawe
      rozwodowa, zresztą to ja wnioslam pozew) mąż powiedzial, ok, sprobujmy jeszcze
      raz... to pewnie bym sie na to zgodzila.

      Dopiero przy końcu życia bedę wiedzieć czy dobrze sie stało, czy mam mu
      dziekować czy go przeklinać.
      Bo nie wiem co ma dla mnie jeszcze LOS.

      Podejmowanie decyzji to okrutnie bolesny proces.

      Jednego jestem pewna - bez względu na to jak potoczy sie Twoje i męża życie -
      on zasługuje na to żeby byc świadomym uczestnikiem wydarzeń, które maja wpływ
      na życie Twoje, jego i waszych dzieci.

      On ma prawo do zajęcia stanowiska w sprawie waszego małzeństwa.

      powodzenia.
    • tutoja1 Re: dylemat 23.02.07, 17:44
      Dziekuje za wszystkie wpisy. Za wszystkie wasze rady i przemyslenia. Jeśli
      odejde to nie do tego trzeciego, z całą pewnościa. Przez szacunek dla swojego
      męża chce mu dać szanse na ułożenie sobie życia z kobietą która go pokocha bo
      wiem ze zasługuje na miłość. O tym, że jest mi źle mówiłam mu wielokrotnie, parę
      rzeczy z jego strony zmieniło sie po naszych rozmowach, tylko mam wrażenie,
      niestety ze zbyt późno dla mnie (moje uczucie znikło). Oczywiście, ze mam prawo
      do szcześcia tak jak każdy z Was.Wcale nie myśle, że ten trzeci to książę z
      bajki, wiem ze za parę lat moje motylki odfruną, wiem że dla mojej najbliższej
      rodziny to byłaby straszna trauma- rozwód. Tylko tak jak napisałam wczesniej:
      czy moi najbliżsi będa ze mna nieszcześliwa szczęśliwi? Dlaczego dopiero teraz
      myśle o rozwodzie? Myślałam wcześniej, ale miałam nadzieje, zę jednak może coś
      we mnie drgnie. Chyba jednak nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Fakt,
      ze niespodziewane pojawienie sie tej trzeciej osoby wyzwoliło we mnie dawno
      zapomniane uczucie szczescia i radości. Czy wstydze sie swojej zdrady? Tak, bo
      nie umiałam byc lojalna. Ale z drugirj strony czuje sie w jakiś sposób
      usprawiedliwiona bo to nie było zaliczenie seksu z obcym facetem, tylko kochanie
      sie pod wpływem uczucia Pozdrawiam
      • wojtekp67 Re: dylemat 23.02.07, 18:04
        do miłosci nie można zmusić....
        Ale postępujesz źle, bo romans, zdrada, w sytaucaji jak jedyny zarzut
        to : "przestałam kochac" to po prostu nieetyczne.
        Moje ulubione motto z serialu Dom : zyj tak zeby nikt przez Ciebie nie płakał.
      • lisay Re: dylemat 23.02.07, 19:14
        abstrachując od tego "trzeciego",tj. gdyby tego "trzeciego" nie było - myślę że
        powinnaś spokojnie usiąść i przemyśleć wszystkie "za" i "przeciw",
        przeanalizować całe swoje małżeństwo jakie było, co było źle , czy w jakiś
        sposób próbowałaś coś zmienić,tj zmienić wspólnie z mężem, jakie odniosło
        skutki,czy OBYDWOJE chcieliście lub chcecie pracować nad tym by było lepiej.Czy
        w ogóle jest szansa na to by było lepiej.Czasami muru głową nie przebijesz.
        Wszystkie wpisy tutaj są pewnymi znakami, upomnieniami, przestrogami
        przelewanymi swoimi a może nie "swoimi" przeżyciami,żalem , zgorzknieniem
        (niestety tak odczytuje - może się mylę) ale nie da Ci tego czego tak naprawdę
        oczekujesz.
      • a.niech.to Re: dylemat 23.02.07, 20:16
        Tak ciepło i z szacunkiem piszesz o swoim mężu, że kompletnie nie rozumiem,
        dlaczego chcesz go porzucić. Kochanie było i się zmyło, ale dalej darzysz go
        sympatią, troską i jeszcze paroma innymi uczuciami, na których można oprzeć
        udany, trwały związek. Myślę, że dobrze zrobiłaś, zabierając głos na tym forum.
    • nirvanas Re: dylemat 23.02.07, 18:04
      No to sprawa nie jest prosta. Zastanów się jednak, dlaczego......(wstaw co
      chcesz). Trzeba być świadomym, że po latach przychodzi znudzenie, to normalne,
      ale miłość to nie chemia, a chemia to nie miłość. Jestem za dialogiem, trzeba
      próbować wskrzesić uczucie, to konieczne co jakiś czas, no chyba że naprawdę
      nic się nie da zrobić. Często okazuje się, że po zmianie partnera nic w nas się
      nie zmienia na lepsze, zostają kłopoty, a na dodatek dochodzą nowe.

      Daj sobie luz i czas. Zajmij się soboą, zdobyciem pracy, szkoleniem itp. A
      potem zobaczysz.
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka