Dodaj do ulubionych

O święta naiwności...

28.02.07, 11:47
Facet jako usprawiedliwienie dla porzucenia żony napisze piękną historyjkę o
przekłutym baloniku, z którego schodzi powietrze i spotyka się na forum
rozwodowym z ogromem zrozumienia i wręcz podziwu dla sposobu w jaki rozwala
małżeństwo. Piękne rozstanie, bez walki, bez przemocy. Pan dochodzi do
wniosku, że chce być sam i żada natychmiastowego rozwodu, bo tak będzie
najlepiej. Mój mąz też tak mówił: "uczucie wygasło więc ja kończę związek", "
przez ostatnie lata udawałem" itd. Tylko, że zwykle to, że z balonika uszło
powietrze mąż uświadamia sobie dopiero wtedy jak ma już inną kobietę. Bo
inaczej po co byłby mu natychmiastowy rozwód? Dlaczego nie ma żadnych prób
naprawy. Są tylko farmazony ale tak pięknie napisane:

"Przyzwyczajasz się do
coraz mniejszego balonu ponieważ nie pamiętasz już jak wyglądał na początku.
Pewnego dnia zdajesz sobie sprawę z tego, że zamienił się w kawałek
naciągniętej
gumy. I choćbyś nie wiem jak bardzo się starał, NIE BĘDZIESZ w stanie
nadmuchać
go ponownie... A co jeżeli tym balonem jest nasz związek, a uciekającym
powietrzem uczucia ?

Decyzja podjęta przez męża Joasi jest dla Was - a dla niej samej w
szczególności
- ciężka do zaakceptowania. Nie rozumiecie jej... Wyzwala w was złość i -
bardzo
prawdopodobne - rozdrapuje wasze prywatne wspomnienia. Ja wiem jednak, że jest
ona przemyślana i w perspektywie reszty życia okaże się najlepszą z możliwych
(lepiej rozejść się z szacunkiem niż pałając do siebie nienawiścią). "

Założenie z góry, że wszelkie próby naprawy związku są bez sensu. Całkowity
brak odpowiedzialności i potraktowanie małżeństwa jak zabawy, która się
znudziła. I nie wierzę, że facet który miał wszystko podane na tacy nagle
odchodzi w pustkę. Jedna wielka ściema i tyle.
Obserwuj wątek
    • cosmopszczolka Re: O święta naiwności... 28.02.07, 12:40
      Maqqie 11 uważam dokładnie tak samo. A juz stwierdzenie / że to przemyslana
      decyzja i najlepsza/- przyprawia mnie o wsciekłość. Zamist zakasać rekawy i
      budowac związek to oni siedzą i myslą. A jak juz wymyslą to zwala człowieka z
      nóq. A potem słyszymy, że tak bedziew najlepiej, ja pytam dla koqo
      najlepiej????. Dla nieoqo oczywiscie, bo juz zaczyna zycie od nowa z inna
      panną, i w nosie ma nasze szloc/anie i złamane życie. Czysty eqoizm a nie
      pierdoły o baloniku!!!
      • pabb Re: O święta naiwności... 28.02.07, 16:25
        ... czy poza możliwością zaglądania w przeszłość i wysuwania jedynie słusznych
        wniosków, posiadasz również i inne dary... Może tą samą sztuczkę potrafisz
        wykonać w drugim kierunku? Wybacz sarkazm, ale poza rozmową z kilkoma osobami
        potrafiącymi odrzucić, tą jakże charakterystyczną dla naszego społeczeństwa,
        potrzebę oceniania innych - dyskusja nie ma sensu... To bardziej przypomina
        działanie według zasady - facet chce się rozwieść więc jest świnią. Dlaczego? Bo
        ... tak.

    • trojanka2 Re: O święta naiwności... 28.02.07, 13:32
      Dla mnie jest to totalny brak odpowiedzialności
      Pomijam rozpacz opuszczanych kobiet- to jest jasne, ale gdy taki buc wstaje i
      wychodzi, olewa minione lata i co najważniejsze - zostawia dzieci, często bez
      słowa wyjaśnienia, bez nadziei - nie widzę możliwości innej jak tylko Hammurabi
      Jestem mściwa, znana jestem z tego, jesli ktos robi krzywde mnie, lub moim
      bliski - mszczę sie koszmarnie
      Natomiast gdyby doszło do porozumienia, bez płaczu, rozpaczy, nawet bez nowej
      kobiety to wiem, że z mojej strony nie zrobiłabym nic, aby ograniczać mu
      kontatkty z dzieć. Jeśli rzecz byłaby załatwiona kulturalnie, rozjemczo, to
      dzieci powinne byc informowane i w ciagłym kontakcie z ojce.
      to tyle
    • erzsi Re: O święta naiwności... 28.02.07, 13:34
      no trudno się z Tobą magggie nie zgodzić - i co do oceny postępowania pana i co
      do przyczyn.
      • sbelatka Re: O święta naiwności... 28.02.07, 14:37
        A jednak ... życie chyba nie jest takie całkiem czarno-białe
        a jednak... pod pierwszym dnem pojawia sie drugie, czasem trzecie i czwarte...

        Pewne zachowania ludzi budza we mnie sprzeciw, inne zlośc lub gniew. Smutek lub
        żal.

        Ale jestem przekonana, że nie wszystko jest tak proste jak tego chiałabym...

        14 miesięcy zastanawiam sie nad moim młżenstwem, rozpadem tego związku.
        który zapowiadal sie wiele lat temnu bardzo obiecująco.

        Ale "po drodze" uszlo z niego powietrze.

        Winni...
        cóż.
        gwóźdź do trumny wbil moj mąż.
        czym mnie zranil, zaskoczyl, , bez mala pozbawil zycia z rozpaczy - tak
        naprawde.

        Ale mozliwe, że nie mógł czy nie potrafil inaczej.

        raczej - nie potrafił.
        Żal mi i jego i siebie.
        Nas mi żal.
        I naszych dzieci...
        • maggie11 Re: Sbelatko. 28.02.07, 14:58
          > Ale mozliwe, że nie mógł czy nie potrafil inaczej.
          >
          > raczej - nie potrafił.

          Nie chciał, po prostu nie chciał. Bo niektórzy wolą zacząć z kimś innym od
          nowa, na fali świeżego zauroczenia niż uklęknąć, pochylić głowę do samej ziemi
          i dmuchnąć w żar próbując go jeszcze rozpalić.
      • pabb Re: O święta naiwności... 28.02.07, 16:34

        > no trudno się z Tobą magggie nie zgodzić - i co do oceny postępowania pana i co
        > do przyczyn.

        Nie wiesz prawie nic o moim postępowaniu.
        Nie masz pojęcia o przyczynach.
    • nanga.nanga Re: O święta naiwności... 28.02.07, 15:15
      Porównanie miłości do balonu to niewypał, z tym się zgadzam. Ale raczej
      uznałabym to za pewne potkniecie stylistyczne niż przejaw złej woli, braku
      uczuc wyższych, psycho- czy socjopatii albo zgoła moralnych niedociagnięć.
      Skąd ta wiedza, jak było w związku, o którym informacji macie tyle co nic?
      Skąd łatwość zarzucania innym złej woli?
      Skąd nieznośna pewność w ferowaniu wyroków?
      Jak trzeba odreagować ból, który sprawił nam były mąż, to bierze się trochę
      wosku, lepi laleczkę i wbija szpileczki.
      Albo kupuje się worek treningowy.
      Albo upija z przyjaciółmi.
      A nie wali tym bólem przetworzonym w agresję gdzie popadnie.
      • maggie11 Re: Nanga 28.02.07, 15:28
        Skąd pewność? Bo faceci są prości, bo niejedną już taką historię słyszałam.
        Sorry ale nawet Twoj przypadek - tak bardzo mąż chciał być sam a tymczasem ma
        już nową żonę i dwojkę dzieci z nią - to się chyba samo nie wydarzyło.

        W moim przypadku tekst o odreagowaniu bólu nietrafiony - mój mąż sam z siebie
        wrócił do mnie po kilku miesiącach już rok temu. I to nie agresja a reakcja na
        ewidentne bzdury i mydlenie oczu zszokowanej żonie. Wykorzystajmy element
        zaskoczenia i rozwiedzmy sie juz natychmiast, bez orzekania o winie.
        • nanga.nanga Re: Nanga 28.02.07, 15:37
          maggie11 napisała:

          > Skąd pewność? Bo faceci są prości, bo niejedną już taką historię słyszałam.
          > Sorry ale nawet Twoj przypadek - tak bardzo mąż chciał być sam a tymczasem ma
          > już nową żonę i dwojkę dzieci z nią - to się chyba samo nie wydarzyło.

          To się zaczęło 3 lata po tym, jak zamieszkalismy osobno. Co do "mojego
          przypadku".


          > Naprawdę jestem wolnomyślicielką. Dopuszczam nawet istnienie Boga.
          • maggie11 Re: Nanga 28.02.07, 15:44
            nanga.nanga napisała:

            > To się zaczęło 3 lata po tym, jak zamieszkalismy osobno. Co do "mojego
            > przypadku".
            >
            Nanga, ja nie twierdzilam, ze Twoj maz nie odszedl w pustke, bo nie o Twoj
            przypadek w moim pierwszym poscie chodzilo. Ale pewnie jak odchodzil to tez nie
            twierdzil, ze chce pobyc sam trzy lata, prawda? Spotkal kogos i stwierdzil, ze
            moze jednak warto jeszcze raz sprobowac.

            Naprawde szczerze polecam ksiazke, o ktorej przeczytalam wlasnie tu na forum a
            ze polecala ja Phokara, ktora szczerze podziwiam to sie zainteresowalam:
            "Nie zalezy mu na Tobie" - duzo wyjasnia.
            • nanga.nanga Re: Nanga 28.02.07, 18:36
              maggie11 napisała:

              >> Nanga, ja nie twierdzilam, ze Twoj maz nie odszedl w pustke, bo nie o Twoj
              > przypadek w moim pierwszym poscie chodzilo. Ale pewnie jak odchodzil to tez
              nie twierdzil, ze chce pobyc sam trzy lata, prawda? Spotkal kogos i stwierdzil,
              ze moze jednak warto jeszcze raz sprobowac.

              No i dobrze. To juz naprawdę nie mój problem - ja się moge zastanawiać, czy JA
              chce probować.
              >
              > Naprawde szczerze polecam ksiazke, o ktorej przeczytalam wlasnie tu na forum
              a
              > ze polecala ja Phokara, ktora szczerze podziwiam to sie zainteresowalam:
              > "Nie zalezy mu na Tobie" - duzo wyjasnia.

              Ale komu na kim nie zalezy? Mężczyźnie na kobiecie, ktorą opuszcza? I na
              odwrot? zeby to pojać nie trzeba czytac calej książki.
              Zresztą - "nie zalezy" - tez może mieć najrózniejsze znaczenia. Może
              znaczyć "nie chce byc twoim mężczyzną (kobietą)", może znaczyć "ogolnie ma cie
              w dupie" - to jednak dwie rozne rzeczy. Myślę, a nawet wiem, ze oplaca sie je
              rozrozniać.
            • crazysoma Re: Nanga 28.02.07, 19:13
              > Naprawde szczerze polecam ksiazke, o ktorej przeczytalam wlasnie tu na forum
              a
              > ze polecala ja Phokara, ktora szczerze podziwiam to sie zainteresowalam:
              > "Nie zalezy mu na Tobie" - duzo wyjasnia.

              Gwoli scislosci - te ksiazke polecilam Pho ja (i nawet ja Jej
              pozyczylam "haha") i w tej ksiazce akurat chodzi przede wszystkim o to, ze
              facet jak chce byc z konkretna kobieta to znajdzie ja na koncu swiata i pod
              ziemia i jeszcze o to, ze to my kobiety dopasowujemy sobie zachowania faceta do
              tego co od niego chcialybysmy dostac a ten facet niekoniecznie w ogole chcial
              nam cos dac, ba wcale nawet o nas nie pomyslal w takich kategoriach.
              A co Nangi i Jej Eksa to chyba nie trafilas z cytatem "Nie zalezy mu na
              tobie".

              p.s. Pho podziwia sie tylko szczerze.
              • maggie11 Re: Crazy. 28.02.07, 20:02
                O ksiazce nie pisalam w kontekscie Nangi tylko roznych zachowan panow.
                Zachowan, ktore maja bardzo proste wyjasnienia, nie maja drugiego i trzeciego
                dna. Tytul ksiazki nie mial byc cytatem skierowanym do kogokolwiek.
                Ciebie tez podziwiam tak BTW wink
    • pabb Re: O święta naiwności... 28.02.07, 16:17
      > Facet jako usprawiedliwienie dla porzucenia żony napisze piękną historyjkę o
      > przekłutym baloniku, z którego schodzi powietrze i spotyka się na forum
      > rozwodowym z ogromem zrozumienia i wręcz podziwu dla sposobu w jaki rozwala
      > małżeństwo.

      ... nie zauważyłem nigdzie ani cienia podziwu.

      > Piękne rozstanie, bez walki, bez przemocy. Pan dochodzi do

      ... w przeciwieństwie do Ciebie nie uważam żadnego rozwodu za rzecz piękną.

      > wniosku, że chce być sam i żada natychmiastowego rozwodu, bo tak będzie
      > najlepiej. Mój mąz też tak mówił: "uczucie wygasło więc ja kończę związek", "
      > przez ostatnie lata udawałem" itd. Tylko, że zwykle to, że z balonika uszło
      > powietrze mąż uświadamia sobie dopiero wtedy jak ma już inną kobietę. Bo
      > inaczej po co byłby mu natychmiastowy rozwód? Dlaczego nie ma żadnych prób
      > naprawy. Są tylko farmazony ale tak pięknie napisane:

      ... straszny żal i frustracja przez Ciebie przemawia. I - wież albo i nie - ale
      ja to rozumiem. To o co proszę po raz kolejny to nie ocenianie 5 lat naszego
      małżeństwa po kilkunastu zdaniach. NIE MASZ POJĘCIA o tym jak wyglądał nasz
      związek. I nie masz prawa go oceniać - to należy do mnie i mojej żony.

      > Założenie z góry, że wszelkie próby naprawy związku są bez sensu. Całkowity
      > brak odpowiedzialności i potraktowanie małżeństwa jak zabawy, która się
      > znudziła. I nie wierzę, że facet który miał wszystko podane na tacy nagle
      > odchodzi w pustkę. Jedna wielka ściema i tyle.

      Paradoksalnie założenia których autorstwo probujesz mi przypisać są stworzone
      przez Ciebie. Zaślepia Cię złość i źle pojęta kobieca solidarność, które nie
      pozwalają na obiektywną ocenę sytuacji.
      Nie pamiętam kto jest autorem tych słów, ale wydaja mi sie bardzo na miejscu:
      Człowiek uczy się mówić bardzo szybko. Dar milczenia przychodzi z wiekiem".
      Czasami lepiej jest nie powiedzieć/napisać nic, niż posunąć się za daleko... A
      to właśnie zrobiłaś...
      • maggie11 Re: O święta naiwności... 28.02.07, 16:25
        pabb napisał:

        >> Paradoksalnie założenia których autorstwo probujesz mi przypisać są stworzone
        > przez Ciebie. Zaślepia Cię złość i źle pojęta kobieca solidarność, które nie
        > pozwalają na obiektywną ocenę sytuacji.
        > Nie pamiętam kto jest autorem tych słów, ale wydaja mi sie bardzo na miejscu:
        > Człowiek uczy się mówić bardzo szybko. Dar milczenia przychodzi z wiekiem".
        > Czasami lepiej jest nie powiedzieć/napisać nic, niż posunąć się za daleko... A
        > to właśnie zrobiłaś...

        Nic mnie nie zaślepia i dlatego widze wyraźnie to co niektórzy próbują ukryć
        pod płaszczykiem pięknych słów i cytatów z "nie pamiętam kogo". Nie
        solidaryzuję się z Twoją żoną bo jej nie znam a w "solidarnośc jajników" już
        dawno przestałam wierzyć. Życie napisało już wszystkie scenariusze, każdy z nas
        je tylko powtarza. Nie jesteś oryginalny mimo, że bardzo starasz się być.
        • pabb Re: O święta naiwności... 28.02.07, 16:39
          > Nic mnie nie zaślepia i dlatego widze wyraźnie to co niektórzy próbują ukryć
          > pod płaszczykiem pięknych słów i cytatów z "nie pamiętam kogo". Nie
          > solidaryzuję się z Twoją żoną bo jej nie znam a w "solidarnośc jajników" już
          > dawno przestałam wierzyć.

          ... pozwolę sobie nie zgodzić się z Twoją bezstronnością.

          > Życie napisało już wszystkie scenariusze, każdy z nas
          > je tylko powtarza. Nie jesteś oryginalny mimo, że bardzo starasz się być.

          ... i jak widzę, zdążyłaś już je poznać i ze 100% skutecznością przyporządkować
          właściwą do mojej sytuacji...
          Dasz głowę za trafność swojej diagnozy ???
          • maggie11 Re: O święta naiwności... 28.02.07, 16:46
            Aż tak się nie rozpędziłam, żeby dawać głowę za cokolwiek.
            Strasznie kręcisz, żadnych konkretów, same, jak już to wcześniej
            powiedziałam "farmazony", bardzo elegancko napisane (jednakże nie bez błędów
            ortograficznych).Mężczyźni naprawdę doskonale potrafią usprawiedliwiać swoje
            decyzje. Mimo wszystko masz na tyle przyzwoitości, że ani w wątku Joanny ani w
            tym, nie zaprzeczyłeś, że chodzi o inną kobietę.
            • pabb Re: O święta naiwności... 28.02.07, 17:19
              > Aż tak się nie rozpędziłam, żeby dawać głowę za cokolwiek.

              ... i słusznie - bo mogłabyś ją stracić wink

              > Strasznie kręcisz, żadnych konkretów, same, jak już to wcześniej
              > powiedziałam "farmazony", bardzo elegancko napisane (jednakże nie bez błędów
              > ortograficznych).Mężczyźni naprawdę doskonale potrafią usprawiedliwiać swoje
              > decyzje. Mimo wszystko masz na tyle przyzwoitości, że ani w wątku Joanny ani w
              > tym, nie zaprzeczyłeś, że chodzi o inną kobietę.

              ... nie zaprzeczyłem również, że chodzi o mężczyznę, psa, słonia czy żyrafę. I
              co z tego??? Absolutnie nic. Powiem więcej - nie zamierzałem i nie zamierzam
              usprawiedliwiać się na forum z podjętych przeze mnie decyzji... Bo niby dlaczego
              miałbym publicznie mówić o czymś, co do wiedzy publicznej podane być nie powinno
              (bo jest czymś bardzo, bardzo prywatnym). Nie zamierzam również - z dokładnie
              tych samych powodów - podawać żadnych szczegółów.

              BTW - jeżeli zdarzyło mi się "przemycić" jakieś byki - serdecznie za to
              wszystkich przepraszam.
              • pabb off topic - do maggie11 28.02.07, 17:30
                zupełny off topic:

                czy mogłabyś wskazać o jakich błędach mówiłaś. Przekleiłem swoje posty do pliku
                tekstowego i potraktowałem trzema różnymi programami do sprawdzania poprawności
                ortograficznej... i poza dwoma literówkami nie znalazły żadnych "ortów".
                Bez cienia złośliwości - dopuszczam problem z używanymi przeze mnie słownikami i
                będę wdzięczny za podesłanie przykładów tych "byków" na priv.
                • nanga.nanga Re: off topic - do maggie11 28.02.07, 18:41
                  "wież" (lub nie wierz) - program uznał, że to dopelniacz liczby mnogiej
                  od "wieża".
                  Wytykanie w dyskusji bledow ortograficznych uwazam za gruby nietakt.
                  • pabb Re: off topic - do maggie11 28.02.07, 19:18
                    > "wież" (lub nie wierz) - program uznał, że to dopelniacz liczby mnogiej
                    > od "wieża".

                    Dziękuje za zwrócenie uwagi. Obawiam się jednak, że nie będę miał już okazji
                    poprawić sie na tym forum wink

                    (BTW - wyłączyłem funkcje automatycznej korekty pisowni, czasami wydaje się być
                    zbyt "inteligentna").


              • panda_zielona Re: O święta naiwności... 28.02.07, 17:43
                ... nie zaprzeczyłem również, że chodzi o mężczyznę, psa, słonia czy żyrafę. I
                > co z tego??? Absolutnie nic. Powiem więcej - nie zamierzałem i nie zamierzam
                > usprawiedliwiać się na forum z podjętych przeze mnie decyzji... Bo niby
                dlaczeg
                > o
                > miałbym publicznie mówić o czymś, co do wiedzy publicznej podane być nie
                powinn
                > o
                > (bo jest czymś bardzo, bardzo prywatnym). Nie zamierzam również - z dokładnie
                > tych samych powodów - podawać żadnych szczegółów.

                Chcesz tylko rozwodu bo Twoje uczucia sie wypaliły.Nie wypaliły się jednak
                uczucia Twojej jeszcze żony,ale w imię miłości pozwoli Ci odejść,bo jesteś
                typem samotnika.No to ktoś tu wcześniej napisał,złóż pozew,weź winę na siebie i
                po sprawie.
                • sbelatka Acha Panie, Panowie... 28.02.07, 18:53
                  Pax, wołam PAX...

                  Pabb, PO CO wlazłes na to forum???

                  Twoja zona miała prawo opisać swoja historię i DOSTAC wsparcie.

                  na dodatek - poniewaz między innymi nie cierpie nagonek i OCENIANIA - to jakos
                  tam staram sie zrozumiec twoje postepowanie. I pewnie i moje posty uzyskały
                  opinie "zachywcania" sie tym co piszesz..

                  Choc ZASADNICZO nie popieram porzucania żon... (oj, oj, jam własnie porzucona)

                  NIe wdawaj sie w przepychanki.
                  PO CO chcesz nam cokolwiek udowodnić???

                  Poczytaj co tam babeczki i faceci o Tobie mysla .
                  Przyjmij w pokorze.

                  Jesli nie potrafisz - to nie pisz i/lub nie czytaj.

                  TAk ludzie reagują jak potrafią albo muszą.
                  Zreszta to co do Ciebie piszemy najwięcej mówi o nas samych.

                  Wiem, że to trudne ale ... jest takie slowo big_grinYSTANS.

                  zachowaj dystans...
                  rób co musisz....
                  rób co uważasz za słuszne... bo to co "sluszne" nie pozostawia wyboru..

                  I przyjmij z godnością konsekwencje...



                  • pabb Re: Acha Panie, Panowie... 28.02.07, 19:12
                    Masz rację.

                    To mój ostatni post.

                    PABB
                    • panda_zielona Re: Acha Panie, Panowie... 28.02.07, 19:26
                      Amen
                      • ataona PABB !!! 28.02.07, 19:41
                        PABB
                        czy ty na pewno jestes mezem Asi?
                        Jestem w dziwnym stanie, bo czytajac twoje wypowiedzi... mam wrazenie , ze
                        jestes... moim mezem.
                        Taki sam styl wypowiedzi, przekonanie o wlasnych racjach, "nie oceniajcie"
                        (czyt. tylko ja mam racje)
                        Jezeli taki podobny to na pewno lepsza praca, lepsze stanowisko, wiecej
                        pieniedzy... niedlugo wiecej gadzecikow (no bo zasluguje na lepszy zegarek,
                        ubranka, samochodzik... wiec i na nowa zone rowniez)
                        Jestes na pewno nieglupim facetem, ale - w moim glebokim przekonaniu - EGOISTA

                    • sbelatka Re: Acha Panie, Panowie... 28.02.07, 19:32
                      zajrzyj do @
                  • maggie11 Re: do Sbelatki. 28.02.07, 20:44
                    Często używasz słowa "musieć". Moja koleżanka mówi "muszę, to ja umrzeć".
                    Człowiek ma wolną wolę i zwykle robi to co CHCE nie to co MUSI.
                    • phokara Re: do Sbelatki. 01.03.07, 10:10
                      A ja mysle, ze jest jednak odwrotnie - czlowiek zwykle robi to, co MUSI (to sie
                      nazywa funkcjonowaniem w spoleczenstwie), nie to co CHCE (zazwyczaj zreszta nie
                      wie, czego chce). Ten dualizm jest zreszta przyczyna wiekszosci frustracji
                      jednostki. Zas obdarzenie ludzkosci wolna wola bylo chyba jakas zemsta bogow,
                      ktorzy w swej nieswiadomosci zalozyli, ze docenimy ten wielki dar. A nie umiemy
                      go uniesc. No niestety.

                      Na marginesie - bardzo dobry watek. Daje duzo do myslenia.
                      • wojtekp67 Re: do Sbelatki. 01.03.07, 10:55
                        Dyskusja, dyskusja...
                        a jedno jest pewne: brak empatii. Ciekawe jakby wróżka zamieniła Pabba i
                        stałby sie ich dzieckiem. Jakby wtedy patrzył na to co sie dzieje, albo stał
                        sie żona, która kocha swojego męża.
                        I można sie długo zastanawiać czy człowiek ma prawo dążyć do swojego szczescia,
                        nawet kosztem osób, które były mu najbliższymi przez ileś lat.
                        Są sytuacje (przemoc,zdrady, ) gdy wydaje sie ze rozwód jest jedynym wyjsciem.
                        Ale poddanie sie, bo "cos sie wypaliło, bo przestałem kochać", bez prób
                        uratowania zwiazku, bez prób terapii, odnalezienia uczuć to świadectwo
                        niedojrzałosci emocjonalnej. Wybor najprostrzego rozwiazania. I brak
                        odpowiedzialnosci. Powołało sie do życia dziecko, założyło sie rodzine i teraz
                        jednostronne wypowiedzenie umowy? To nieuczciwe. po prostu nieuczciwe. Złamanie
                        umowy.

                        popieram głosy tych, którzy twierdzą, ze osoba winna, odchodząca ze zwiazku
                        powinna odchodzic z niczym, bez majatku i bez dzieci. Wypisuje sie z tego co
                        wspólnie tworzyli, co osiagneli.
                        Majtki, skarpetki do plecaka i do widzenia.

                        • menab Re: do wojtekp67 01.03.07, 11:50
                          Odchodząca osoba niekoniecznie musi być winna.Uciekałam z domu z dzieckiem, nie
                          zabrałam nic oprócz "majtek", byleby najdalej od niego.
                        • tapsik80 Re: do Sbelatki. 01.03.07, 12:14
                          > popieram głosy tych, którzy twierdzą, ze osoba winna, odchodząca ze zwiazku
                          > powinna odchodzic z niczym, bez majatku i bez dzieci. Wypisuje sie z tego co
                          > wspólnie tworzyli, co osiagneli.
                          Właśnie tak jest w naszym przypadku. On zostawia wszystko bylebym tylko ja była
                          szczęśliwa. Ale po tylu rozmowach, dyskusjach najbardziej boli fakt, że ze
                          wszystkimi problemami nie dzielił się za mną tylko z przyjaciółką, która go
                          wspiera, rozumie. Najgorsze jest to jak twierdzi, że to co dobre zawdzięcza
                          jej. Nie mi. Boli,boli jak cholera
                          • maggie11 Re: do Joanny. 01.03.07, 12:20
                            tapsik80 napisała:

                            >Ale po tylu rozmowach, dyskusjach najbardziej boli fakt, że ze
                            > wszystkimi problemami nie dzielił się za mną tylko z przyjaciółką, która go
                            > wspiera, rozumie. Najgorsze jest to jak twierdzi, że to co dobre zawdzięcza
                            > jej. Nie mi. Boli,boli jak cholera


                            I razem z przyjaciolka odleci swiezo nadmuchanym balonikiem...Wszystko jasne.
                            Tak jak przypuszczalam.
                            • tapsik80 Re: do Joanny. 01.03.07, 12:57
                              Nie to nie tak. Zle się wyraziłam. Mój mąż ma wiele przyjaciółek z którymi może
                              porozmawiać. Chodziło mi o fakt, że ze mną nie mógł i to mnie boli.Niestety
                              okazało się, że mamy tak odmienne wizje świata których nie da się juz złączyć.
                              • maggie11 Re: do Joanny. 01.03.07, 13:51
                                Wiesz co, ja tez to slyszalam. "Bo ona mnie rozumie bez slow, bo moge z nia o
                                wszystkim porozmawiac a ty nie sluchasz jak do Ciebie mowie". Tak jest po
                                prostu latwiej. Tylko, ze jak zaczelismy sie spotykac a ja bylam jeszcze wtedy
                                w innym zwiazku, to tez doskonale nam sie rozmawialo i nie bylo problemu z
                                wyrazaniem emocji z mowieniem o uczuciach. Paradoksalnie teraz po tych
                                wszystkich przejsciach znowu do takich rozmow wrocilismy.
                      • maggie11 Pho, wyjatkowo sie z Toba nie zgodze. 01.03.07, 11:12
                        To co czlowiek robi jest konsekwencja jego wyboru. Zwykle jest to wolny wybor.
                        Jak podchodze do czegos w kategoriach, ze musze to wszystko sie we mnie buntuje.
                        Np. szef kaze mi cos zrobic w pracy a ja to robie, bo na taka prace sie
                        zdecydowalam, jak mi sie nie podoba to moge poszukac sobie innej. Po pracy
                        wracam do domu bo tam czeka dziecko, ktore mnie potrzebuje, zdecydowalam sie na
                        dziecko to sie nim zajmuje nie dlatego, ze musze tylko dlatego, ze tak
                        chcialam. A przeciez moglabym zaplacic wiecej opiekunce i isc na piwo ze
                        znajomymi czy codziennie na fitness.
                        Gdyby ludzie robili to co chca a nie to co musza to swiat bylby pelen
                        szczesliwych osob. Przeciez maz nie odchodzi od zony dlatego, ze musi tylko
                        dlatego, ze chce.

                        Kurcze, nie potrafie sie tak ladnie wypowiadac jak Ty. Jednak praca w finansach
                        ogranicza humanistyczne zdolnosci czlowieka. Ale Ty bystra jestes, to moze
                        zlapiesz o co mi chodzi.
                        • nanga.nanga wolny wybór 01.03.07, 12:48
                          Maggie.
                          Piszesz:
                          To co czlowiek robi jest konsekwencja jego wyboru. Zwykle jest to wolny wybor.
                          A ja powiem, że wybór nie jest wolny - a nawet, ze nie jestem wcale pewna, czy
                          w ogóle jest jakikolwiek wybór.
                          Nasze decyzje zależą od naszych mozliwości, od kapitału, który zbieramy -
                          dziedzicząc po przodkach, rodząc się w tym a nie innym czasie, tej a nie innej
                          rodzinie.
                          Pracowałam kiedyś przez parę lat w podstawówce. Widziałam dzieci z dobrze
                          sytuowanych, kulturalnych rodzin, mające pod dostatkiem uwagi i ciepła w
                          rodzinnym domu. Te dzieci były miłe, usmmiechniete, miały poczucie
                          bezpieczeństwa, w domu ceniono wykształcenie, więc cała rodzina sprzyjała ich
                          uczeniu się. W szkole były nagradzane, chwalone, cenione.
                          I widziałam dzieci z rodzin biednych, z przemocą, z alkoholem, dzieci które
                          uciekały z domu przed szalejacym ojcem, nie sypiały po nocach z powodu awantur,
                          nie miały swojego miejsca do nauki, były wiecznie wystraszone, nie wierzyły w
                          swoje mozliwości. W szkole były karane, karcone, pietnowane i poniżane.
                          Te obserwacje wyleczyły mnie raz na zawsze z przekonania o wolnej woli i jej
                          znaczeniu w naszym życiu.
                          • maggie11 Re: wolny wybór 01.03.07, 13:23
                            Trudny temat. Masz racje, ze to jakimi osobami sie stajemy zalezy w duzej
                            mierze od ludzi, ktorych na swojej drodze spotykamy, od srodowiska w jakim
                            dorastalismy. Ja sama zmienilam sie bardzo w ciagu ostatnich dwoch lat, bo
                            trafilam na bardzo madre osoby, ktore zechcialy sie ze mna podzielic swoim
                            doswiadczeniem. Ale jak juz jestesmy na pewnym etapie to naprawde bardzo duzo
                            zalezy od nas samych. I to, ze sie godzimy z takim a nie innym losem to jest
                            wlasnie kwestia wyboru.
                            Przyznaje, ze moja zbytnia pewnosc siebie wziela sie z tego, ze moglam liczyc
                            na swoich rodzicow w kazdej sytuacji. Stawali po mojej stronie z zalozenia.
                            Dzieci z biedych rodzin, o ktorych piszesz tez beda mialy wybor ale moze on byc
                            ograniczony jezeli nikt im nie wskaze pewnych drog.
                            Przeciez sa przypadki, ze dzieci wyrywaja sie z takich srodowisk i ich zycie
                            uklada sie inaczej niz zycie ich rodzicow. W kazdym czlowieku tkwi olbrzymi
                            potencjal tylko nie zawsze sie udaje go wydobyc.
                            • phokara Re: wolny wybór 01.03.07, 13:28
                              W kazdym czlowieku tkwi olbrzymi
                              > potencjal tylko nie zawsze sie udaje go wydobyc.

                              Czasami na szczescie. W niektorych to tkwi na przyklad tak olbrzymi potencjal
                              glupoty, ze glowa mala. Mojego szefa mam tu na mysli, zeby byla jasnosc.
                            • nanga.nanga Re: wolny wybór 01.03.07, 18:49
                              maggie11 napisała:

                              > Przyznaje, ze moja zbytnia pewnosc siebie wziela sie z tego, ze moglam liczyc
                              > na swoich rodzicow w kazdej sytuacji. Stawali po mojej stronie z zalozenia.

                              Moze to wlasnie jest najwazniejsze. Że mozemy liczyć na naszych rodzicow.
                              Niektorzy nie mogą. Jesli nie mogli juz jako małe dzieci - naprawde nie mozemy
                              sie z nimi porownywać. Bo oni zyja w zupelnie innym swiecie.

                              > Dzieci z biedych rodzin, o ktorych piszesz tez beda mialy wybor ale moze on
                              byc
                              >
                              > ograniczony jezeli nikt im nie wskaze pewnych drog.
                              > Przeciez sa przypadki, ze dzieci wyrywaja sie z takich srodowisk i ich zycie
                              > uklada sie inaczej niz zycie ich rodzicow. W kazdym czlowieku tkwi olbrzymi
                              > potencjal tylko nie zawsze sie udaje go wydobyc.

                              Może niepotrzebnie zaczęlam pisać o sytuacji materialnej, choc i ona jest
                              bardzo ważna. Ja sie w kołko pytam: Jaka jest moja zasługa w tym, ze nie
                              urodzilam sie jako Cyganka na rumuńskiej wsi?
                              Żadna.
                              A przecież gdyby tak sie stalo, moje zycie byłoby zupelnie inne. I nikt by o
                              tym nie wiedzial.

                              A wiesz, które dzieci czasem się wyrywają z "takich" srodowisk? te, które były
                              najbardziej kochane. albo na odwrót - doswiadczyły zupelnego odrzucenia, ale
                              potem dał im miłość ktoś, kto zastapił matkę - najcześciej są to ciocie, znam
                              trzy takie przypadki. Z tego dwa to osoby z tytułami profesorskimi.
                              ale to wszystko naprawde niewiele ma wspolnego z wolnym wyborem. "Wolny wybór"
                              ułatwia oskarżanie: nie chce ci się, nie starasz się, nie zalezy ci, chcesz źle.
                              Tylko ze to nic nie daje, niczego nie zmienia.
                          • akacjax nanga-żółta kartka! 02.03.07, 20:50
                            Niektórzy rozdzice dobrze sytuowani, też piją, biją, znęcają się psychicznie i nie dają poczucia bezpieczeństwa swoim dzieciom!
                            I jest wiele biednych rodzin, które otaczaja się wzajemnie ciepłem i radością!


                            • nanga.nanga Oczywiscie tak, masz racje, Akacjo 02.03.07, 22:57
                              palnełam i nawet juz gdzieś wyzej probowałam prostować, o ile pamiętam.
                              ale dobrze, ze to wyciągnełaś, bo idiotycznie by było, gdyby tak zostało.
                        • phokara Re: Pho, wyjatkowo sie z Toba nie zgodze. 01.03.07, 13:15
                          > Gdyby ludzie robili to co chca a nie to co musza to swiat bylby pelen
                          > szczesliwych osob. Przeciez maz nie odchodzi od zony dlatego, ze musi tylko
                          > dlatego, ze chce.

                          No wlasnie.
                          I tutaj sie zgadzamy. Ale przeczytaj jeszcze raz to, co wyzej napisalas. Maz
                          odchodzi bo CHCE - czytaj zasilic "swiat ludzi szczesliwych". I to jest
                          postawa, za ktora sie najczesciej (na tym forum to juz zwlaszcza) podlega
                          publicznej chloscie. Nie wnikam tu w ogole w motywy, bo odchodza i ludzie ok i
                          wybitne gady - ale w jednym i drugim przypadku jest to efekt wolnego wyboru. I
                          tu sie pojawia pytanie o granice wolnosci wolnej woli, o ktorej sama napisalas.
                          Ta 'wolna wola' wraz z uplywem lat ma coraz wiecej murow do rozwalenia i
                          najczesciej przegrywa z calym dorobkiem spolecznym, ktory sie dzwiga na
                          plecach. Robia co chca to chyba tylko dzieci a i to tylko do czasu kiedy
                          funkcje wychowawcze zaczynaja dominowac nad instynktem.
                          Wszyscy oczekujemy od osob doroslych odpowiedzialnosci - nie tylko za siebie
                          ale i za swoje otoczenie, to motyw, ktory sie tu pojawia najczesciej - i
                          oczywiscie jak najbardziej sluszny. Tylko w tym kontekscie utopia jest mowienie
                          o 'wolnym wyborze'. Jest w nas kategoryczna niezgoda na korzystanie z wolnej
                          woli do woli, wbrew nam, zobowiazaniom i normom spolecznym, bo wolna wola to
                          sie moze sprawdzac na bezludnej wyspie - tam, gdzie nie koliduje z zyciem
                          innych jednostek.

                          Dlatego bede sie upierac, ze wiekszosc robi to, co MUSI a nie to co CHCE. Ja na
                          przyklad chodze do pracy bo MUSZE zarabiac kase. Generalnie to mi sie nie chce,
                          jak cholera ale coz, c'est la vie. A w zyciu za 'wolne wybory' placi sie duza
                          cene. Zeby bylo sprawiedliwe, za ich brak - rowniez. I trudno sie zorientowac,
                          co jest gorsze - czy frustracja, ktora sie rodzi gdy czlowiek zyje wbrew sobie
                          czy poczucie winy, ze sie nie bylo w stanie zyc, jak inni.
                          To jest odwieczny dylemat, ktory kazdy rozwiazuje sam. I chyba tylko w tym
                          momencie mozna wlasnie mowic o jakimkolwiek wyborze wlasnym. Bez zadnej
                          gwarancji, ze bedzie 'oplacalny'. I wydaje mi sie, ze nie mozna nikogo za ten a
                          nie inny wybor rozliczac.
                          Ja zreszta akurat wbrew forumowej wiekszosci uwazam, ze odejsc jest duzo
                          trudniej niz zostac. Co wcale nie znaczy, ze jakos cenie pana, o ktorym w watku
                          mowa, bo mam na to za malo danych. Porownanie z balonem mnie wkurza ale
                          wylacznie pod katem tandety psychologiczno-literackiej. To wszystko.

                          I jeszcze cos.
                          "Maz nie odchodzi od zony dlatego, ze musi tylko dlatego, ze chce".
                          A zostaje z zona bo musi czy chce? Czy MUSI CHCIEC?

                          Wydaje mi sie, ze to moze tylko ten maz wiedziec i nikt inny. Mojemu sie na
                          przyklad wydawalo, ze chce odejsc a potem mu sie wydawalo, ze wcale nie bo chce
                          byc ze mna (choc naprawde nie musi, ja szanuje wolnosc jednostki bardziej niz
                          funkcjonowanie w ustalonych normach, w ktore sie nie do konca wierzy).
                          Wniosek jest dosc komiczny. Wiekszosc ludzi nie wie czego chce, tylko im sie
                          wydaje.

                          A teraz MUSZE pojsc na poczte oplacic rachunki. Choc nie CHCE. Pomylone
                          humanistki winny byc zwolnione z takich wyzwan.
                          pozdrawiam Cie serdecznie
                          • maggie11 Re: Pho, wyjatkowo sie z Toba nie zgodze. 01.03.07, 13:44
                            Musisz isc na poczte bo nie robisz przelewow przez internet wink Zaloz konto
                            internetowe, uruchom polecenia zaplaty i rachunki beda placily sie same (to nie
                            jest reklama).

                            Nadal twierdze, ze muszenie jest konsekwencja wyboru. Tylko, ze czasem trzeba
                            siegnac mocno w przeszlosc, zeby sie przekonac, ktory wybor wtedy do czegos nas
                            zmusza teraz. I okazuje sie, ze wlasnie po drodze sa te mury o ktorych piszesz.
                            Maz powienien probowac naprawic malzenstwo dlatego wlasnie, ze kiedys WYBRAL ta
                            kobiete na swoja zone. Oczywiscie nie jestem za tkwieniem w chorym zwiazku na
                            sile tak jak na przyklad kobiety bite - nie odejda od kata bo sie na takie
                            zycie godza chociaz wcale nie musza.
                            Ty tez wcale nie musisz zarabiac kasy wlasna praca. Moglabys byc na garnuszku
                            jakiegos sponsora ale nie jestes, bo taki uklad by Ci pewnie nie odpowiadal.
                            Moglabys tez np. umrzec z glodu - tez jakis wybor.
                            Mi nie chodzi o takie totalne robienie tego na co sie ma ochote tylko w
                            granicach rozsadku i norm spolecznych i zgodnie ze wczesniejszymi
                            zobowiazaniami. Napisalas:

                            >A w zyciu za 'wolne wybory' placi sie duza
                            > cene. Zeby bylo sprawiedliwe, za ich brak - rowniez. I trudno sie
                            zorientowac,
                            > co jest gorsze - czy frustracja, ktora sie rodzi gdy czlowiek zyje wbrew
                            > sobie
                            > czy poczucie winy, ze sie nie bylo w stanie zyc, jak inni.
                            > To jest odwieczny dylemat, ktory kazdy rozwiazuje sam. I chyba tylko w tym
                            > momencie mozna wlasnie mowic o jakimkolwiek wyborze wlasnym. Bez zadnej
                            > gwarancji, ze bedzie 'oplacalny'. I wydaje mi sie, ze nie mozna nikogo za ten
                            > nie inny wybor rozliczac.

                            I tu sie zgadzam bo chyba to jest to o co mi chodzi.

                            > Wszyscy oczekujemy od osob doroslych odpowiedzialnosci - nie tylko za siebie
                            > ale i za swoje otoczenie,

                            Wystarczyloby, zeby kazdy wzial odpowiedzialnosc za siebie.

                            Rowniez serdecznie pozdrawiam.



                            • phokara Re: Pho, wyjatkowo sie z Toba nie zgodze. 01.03.07, 16:37
                              > Nadal twierdze, ze muszenie jest konsekwencja wyboru.

                              To nawet ladnie uzasadnia teorie, ze najlepiej i najprosciej jest nie
                              podejmowac wyboru tzn. bujac sie i czekac, az ktos/cos za nas zdecyduje i potem
                              zwalac cala 'wine' na los.


                              > Maz powienien probowac naprawic malzenstwo dlatego wlasnie, ze kiedys WYBRAL
                              > kobiete na swoja zone.
                              Oczywiscie, ze powinien probowac naprawiac. A jak mu nie idzie, to co? To jest
                              bardzo indywidualna sprawa, kiedy konczy sie sensowne dzialanie a zaczyna
                              walenie glowa w mur.

                              > Wystarczyloby, zeby kazdy wzial odpowiedzialnosc za siebie.

                              Wcale nie. Bo wtedy taki maz, moze beztrosko zlamac dane slowo i korzystajac z
                              przywileju 'wolnego wyboru' isc w sina dal, biorac odpowiedzialnosc za siebie i
                              swoje zycie. I wtedy pojawia sie placz, ze taki gowniarz nieodpowiedzialny.
                              Taka prawda.
                              • maggie11 Re: Pho, wyjatkowo sie z Toba nie zgodze. 01.03.07, 17:09
                                Wystarczyloby, zeby kazdy wzial odpowiedzialnosc za siebie.
                                >
                                > Wcale nie. Bo wtedy taki maz, moze beztrosko zlamac dane slowo i korzystajac
                                z
                                > przywileju 'wolnego wyboru' isc w sina dal, biorac odpowiedzialnosc za siebie
                                i
                                >
                                > swoje zycie. I wtedy pojawia sie placz, ze taki gowniarz nieodpowiedzialny.
                                > Taka prawda.

                                Odpowiedzialnosc dla mnie nierozerwalnie laczy sie z konsekwencja. To nie
                                chodzi o to, zeby codziennie dokonywac skrajnie roznych wolnych wyborow w tym
                                samym temacie, tylko, zeby raz sie w miare zdecydowac i tego sie w miare
                                mozliwosci trzymac.
                                Oczywiscie swiat nie jest idealny a zycie plata figle.

                                >Oczywiscie, ze powinien probowac naprawiac. A jak mu nie idzie, to co? To jest
                                > bardzo indywidualna sprawa, kiedy konczy sie sensowne dzialanie a zaczyna
                                > walenie glowa w mur.

                                Ale omawiany pan z gory zalozyl, ze to nie wyjdzie i woli "dmuchac w inny
                                balonik". Absolutnie nie jestem za waleniem glowa w mur.

                                Bede upierdliwa ale nie dokonywanie wyboru i zdanie sie na los tez jest jakims
                                wyborem. W zyciu prawie wszystko ma przyczyne posrednia i bezposrednia.


                                • phokara Re: Pho, wyjatkowo sie z Toba nie zgodze. 02.03.07, 08:59
                                  Teraz to juz jest dyskusja o definicjach. Szkoda pradu (na pana, ktory zniknal)
                                  i wiosny za oknem.

                                  Ps
                                  Przypomnialo mi sie, jak 2 lata temu w chwili swiezych 'wykopkow' uczuciowych z
                                  Exem, zwloklam sie z lozka bo mnie porazilo pierwsze marcowe slonce i
                                  przylepilam sobie na lustrze mysl, co mnie porazila w chwili natchnienia i
                                  przerwie w placzu:

                                  "Z powodu usterek milosnych nie odwolamy wszak wiosny!!!!"

                                  haha.
                                  Buziaki.
                    • menab Re: do Sbelatki. 01.03.07, 10:38
                      To by było piękne, gdyby tak było....
                      W moim domu ja nie mogłam chcieć, on mógłwink
    • eevita Re: O święta naiwności... 01.03.07, 11:43
      Rzadko sie wypowiadam na tym forum, ale takich żałosnych bzdetów dawno nie
      czytałam..Mówię o wypowiedziach niejakiego pabba. Wam to nie tracił fałszem?
      Mnie, niestey, tak, i to bardzo mocno. jako osoba całe zycie zawodowe
      poświecajaca na dochodzenie prawdy chyba jestem bardzo wyczulona na wszelkie
      mydlenie oczu, i tym podobne kamuflażesmile W konkretnym przypadku chetnie sie
      założe, ze za rogiem czeka gdzies na szanownego pana pabba kolejna kobieta.
      Niestety, nie wierze ( a i nie spotkałam sie osobiscie, choć znam wiele
      rozwiedzionych par )zeby mezczyzna z powodu braku miłosci ( czyli " przekłutego
      balonika" - rany, ale kicz i grafomania ) odchodził z domu, gdzie ma
      podstawiony pod nos obiad i wyprane spkarpetki. Chyba,że tez bedzie to miał, a
      na dokładkę jakis nowe, zdrowe , jeszcze nie opatrzone, ciałosmile
      Dopuszczam tez, ze pan, którego dotyczy mój post, jest tak zakłamany, ze wierzy
      w to, co mówi.. a kolejna kobieta, o której taktownie nie wspomina, zeby nie
      ranic uczuć zony, jest wg niego tylko naturalna konsekwencją stanu rzeczy.
      Moze jestem uprzedzona do mezczyzn, ale powodów do takiego ich traktowania sami
      przeciez dostarczają.
      Pozdrowionka dla wszystkich szczęsliwie rozwiedzionychsmile
      • maggie11 Re:eevita 01.03.07, 11:49
        Przeciez ja wlasnie to samo napisalam, tylko slowami innymi. A nie zajmuje sie
        zawodowo dochodzeniem do prawdy...
        • libra22 czasem 01.03.07, 15:00
          Mój mąż odszedł, gdyż był nieszczęśliwy ze mną. Jedna pani pomogła mu to
          zrozumieć, ale nie jest z nią i wcale do mnie nie wraca. Ona była kimś, kto dał
          mu siłę do odejścia. I czasem bywam jej wdzięczna. Pewnie, że mam żal, że nie
          walczył, ale nie uważam, że mogłabym go uszczęsliwić na siłę. Tak jak jest
          obecnie jest dla nas obojga dużo lepiej niż tak jak bywało w naszym małżeństwie.
          Jako porzucona zona potrafię już mu wybaczyć i zrozumieć.
          Piszę to, żeby pokazać, że takie sytuacje się w przyrodzie zdarzająwink

          I zgadzam się akurat z Pho " ze odejsc jest duzo trudniej niz zostac". Dlatego
          bywam wdzięczna mojemu mężowi, że sie odważył. Ja bym nie umiała.

          ps oczywiście być może będą dni, kiedy napiszę, że cierpię i jest mi źle, bo
          pewne stany we mnie "bywają", choć chciałabym, żeby już zostały
          • phokara Re: czasem 01.03.07, 16:21
            >Dlatego
            > bywam wdzięczna mojemu mężowi, że sie odważył. Ja bym nie umiała

            haha...Ja to zawsze powtarzam - jak sie wyjdzie poza czubek wlasnego zalu, to
            doprawdy czesto pojawia sie wdziecznosc dla exa, ze sobie polazl w cholere,
            zamiast nas skazywac na dozywocie bylejakosci.

            Odejsc jest najtrudniej. Kiedys popelnilam ten karygodny postepek i z czystym
            sumieniem moge powiedziec, ze w porownaniu z tym, fakt, ze ex sobie poszedl, to
            pikus. Garb wyrzutow sumienia jest jednak ciezszy do niesienia niz morze lez,
            ktore w koncu kiedys wysychaja.
            • ataona Re: o swieta naiwnosci !!! 01.03.07, 16:53
              eevita:
              >Dopuszczam tez, ze pan, którego dotyczy mój post, jest tak zakłamany, ze
              wierzy w to, co mówi..
              > kicz i grafomania...

              Dokladnie to samo pisalam (nieco innymi slowami)
              I nadal tak uwazam.... w swoim glebokim przekonaniu smile)
            • libra22 Pho 01.03.07, 17:56
              masz @
              smile
      • afryka75 Re: O święta naiwności... 03.03.07, 14:36
        Hmmm, dziwnym trafem od mojego exa usłysząłam dokładnie tą samą historię o
        nadwątlonym baloniku...
        Aż mnie ciarki przeszły, kiedy przeczytałam post pabba.
        W istocie, nie wypowiada sie na temat istoty czekającej na niego za winklem, bo
        to nie ma znaczenie przecież. On odszedł, bo sięmećzył w zwiazku z żoną i z
        powodu sflaczenia wyżej wymienionych przedmiotów. A "nowa" to zupełnie
        niezależnie od tego.
        I to wszystko uzasadniane natchnionym, pełnym patosu głosem :lol: I z wiarą w
        swoją szczerość i szlachetność smile

        Heh, jak zwykle wszystko jest powielone przez kalkę...


    • de_m0nika wymówki, wymówki 02.03.07, 19:20
      nie wdając się w głębszą analizę- ja także nie lubię "dorabiania du.ie uszu i
      mówienia, że to głowa", czyli dopisywania ideologii do nieodpowiedzialności,
      niedojrzałosci, hipokryzji, zdrady ... (dopisać zgodnie z własnym
      doświadczeniemwink
      Niemal tak samo nie lubię tekstu "wina zawsze leży po obu stronach", bo mi się
      z za słoną zupą kojarzy...

      Nastolatką będąc uważałam "Kochanków" Luisa Malle za historie o byciu sobą,
      zachowaniu własnej tozsamości. Teraz nie mam złudzeń, czym jest niedojrzałośćsmile
      • nanga.nanga Re: wymówki, wymówki 02.03.07, 22:22
        Bez watpienia jedna z oznak niedojrzałości jest niezdolność do postawienia sie
        w sytuacji drugiej strony konfliktu.
        • de_m0nika Re: wymówki, wymówki 02.03.07, 23:02
          A to do mnie? Ależ jestem w stanie postawić w sytuacji drugiej strony
          konfliktu, wysokoempatyczna jestemwink Tylko ze nie daję sobie taryfy ulgowej,
          nie odrzucam zobowiązań- bo mnie nuży ich monotonia lub ciężar.
          Balonik sflaczał: fajnie, ale co z dziećmi? Jako tako zorganizowaną
          teraźniejszością? Co ze straconymi szansami?
          Można doszukiwać się kolejnego dna, ale czasem życie powala swoja banalnością:
          kobieta porzucona z dziećmi jest w dużo cięższej sytuacji niż mężczyzna
          porzucający. I kto ma wykazać zrozumienie dla rozterek drugiej strony: ona,
          prawda? Ona nie ma czasu i siły, ona nie ma już ochoty. Ona, żeby się pozbierać
          po jego egzystencjalnych przemeblowaniach, musiałaby mieć przynajmniej taki sam
          start w nowe, jak on, a nie ma.
          Dlatego ona (tamta, ta, czy jasmile pisze wyraźnie: nie przekonuje mnie motywacja
          egoisty. W dniu, kiedy mnie przekona, podrzucę dziecko babce, ojcu, sąsiadce, a
          potem ruszę z plecakiem do Tybetu.
          • nanga.nanga Re: wymówki, wymówki 02.03.07, 23:34
            Do Ciebie.
            Strasznie duzo i szybko mówisz.
            Ja zostałam z corką, bo ex uznał, że osobno bedziemy szczesliwsi.
            Nie wierzyłam, nie wiem, czy on jest szcześliwszy, ja na pewno. Lata
            funkcjonowania jako samotna matka są dla mnie bardziej owocne niz jakiekolwiek
            dotad.
            ale ponieważ duzo pracuję, inaczej patrzę na Exa, na innych meżczyzn (jesli
            ciezko pracują).
            Rozumiem juz różne zachowania, ktore dawniej były dla mnie nie do zniesienia.
            Rozumiem, ze mozna chcieć uciec. I nie uwazam, ze kazdy, kto odchodzi, porzuca
            dzieci.
            I jeszcze jedno: jak juz pisała Pho, wielokrotnie, odejść jest naprawdę
            cholernie trudno.
            • libra22 Re: wymówki, wymówki 03.03.07, 00:51
              Obrona własnego terytorium niekoniecznie wg mnie równa się nieuznaniu mojej
              winy w rozpadzie małżeństwa. Ja jakos to pogodziłam: wiem co było moja winą,
              choć jednoczesnie wiem, że on stchórzył nie podejmując walki. Ale to jego wola.
              Nie mam na nią wpływu. Mogłam zastygnąć w poczuciu nieszczęścia, zapiekłej
              niechęci, a mogłam odpuścić i iść w swoją stronę, wyciągając z tego co się
              stało mądrość dla siebie.
              Wybrałam druga opcję.
            • nela42 Re: wymówki, wymówki 03.03.07, 03:33
              Dla mnie porażką nie było to,że zostałam z dzieckiem,ale fakt,że zgotowałam
              dziecku taki los-czyli na wstępie rozbitą rodzinę i po 20-latach mam w sobie
              poczucie winy wobec dziecka.I nawet jeśli ta sytuacja nie miała negatywnego
              wpływu na dziecko,to i tak dziecko ma prawo do obojga rodziców.A to,że
              wychowałam córkę samotnie nie uważam za bohaterstwo,wolałabym inaczej.
              • libra22 Re: wymówki, wymówki 03.03.07, 10:23
                Poczucie winy jest złym doradcą w wychowywaniu. Psychoterapeutka na jakieś
                podobne moje słowa, powiedziała, że tak naprawdę chodzi mi o moje wewnętrzne
                dziecko, a nie o to realne. Bo ono bedzie szczęsliwe, jesli ja będę szczęsliwa.
                • ataona Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 17:58
                  libra22:
                  >I zgadzam się akurat z Pho " ze odejsc jest duzo trudniej niz zostac". <

                  Czyli... porzucający to bohater?
                  • nangaparbat3 Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 18:27
                    ataona napisała:

                    > libra22:
                    > >I zgadzam się akurat z Pho " ze odejsc jest duzo trudniej niz zostac". 
                    > 0;
                    >
                    > Czyli... porzucający to bohater?

                    Tak sie zdarza.
                    Chyba częściej - ten kto zostaje, robi to, bo sie boi. Chcialam
                    napisać "tchorz", ale reka mi zadrżala. Nie kazdy kto sie boi, to tchorz,nie
                    zawsze. po raz tysieczny: kazdy przypadek inny.
                    • ataona Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 18:38
                      nangaparbat3 napisała:

                      > Tak sie zdarza.
                      > Chyba częściej - ten kto zostaje, robi to, bo sie boi. Chcialam
                      > napisać "tchorz" <

                      Jaki tchorz?
                      Zostaje, bo sie boi?

                      Zostaje, bo bohater znlazł sobie oblubienice, o ktorej ten "tchorz" nawet nie
                      wiedzial.
                      Zostaje, bo "bohater" "wypalil sie", przestal kochac i wlasnie odchodzi
                      (najczesciej z zagarnieta kasą, kredytem itp)

                      A "tchorz" czy mu sie to podoba, czy nie - zostaje. I raczej nie dlatego , ze
                      jest tchorzem i ze tak chce.
                      • nangaparbat3 Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 19:37
                        ataona napisała:

                        > nangaparbat3 napisała:
                        >
                        > > Tak sie zdarza.
                        > > Chyba częściej - ten kto zostaje, robi to, bo sie boi. Chcialam
                        > > napisać "tchorz" <
                        >
                        > Jaki tchorz?
                        > Zostaje, bo sie boi?
                        >
                        > Zostaje, bo bohater znlazł sobie oblubienice, o ktorej ten "tchorz" nawet nie
                        > wiedzial.
                        > Zostaje, bo "bohater" "wypalil sie", przestal kochac i wlasnie odchodzi
                        > (najczesciej z zagarnieta kasą, kredytem itp)
                        >
                        > A "tchorz" czy mu sie to podoba, czy nie - zostaje. I raczej nie dlatego , ze
                        > jest tchorzem i ze tak chce.

                        Zostaje,bo boi sie samotnosci, opinii srodowiska, braku kasy.
                        Albo - zostaje, bo boi sie zadać bol odchodzac.
                        Kiedys nie odwazyłam się od kogos odejść, bo bałam się zawieść rodziców. To
                        straszne, lecz prawdziwe. Uratowala mnie inna kobieta, ktora mi go zabarała.
                        Dokładnie tak: URATOWAŁA MNIE. Jestem jej dozgonnie wdzieczna, choc ona zapewne
                        nie ma o tym zielonego pojecia.
                        Naszła mnie ochota, by ja odnaleźć i powiedzieć: nienawidzilam pani przez kilka
                        miesiecy, jestem pani dłuzniczką od dwudziestu lat. Gdyby nie pani, to co
                        najwspanialsze w moim zyciu mogloby sie nigdy nie zdarzyc.
                        jestem tez bardzo wdzieczna Exowi, ze parę razy - i z wielkim przekonaniem -
                        powiedzial do corki: pamietaj, NIE MUSISZ wychodzic za maż.
                        • ataona Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 20:11
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Zostaje,bo boi sie samotnosci, opinii srodowiska, braku kasy.
                          > Albo - zostaje, bo boi sie zadać bol odchodzac.

                          Piszesz o sytuacji, gdzie jest nieporozumienie, klotnie, wyrzuty.
                          Ale sa kobiety (czytamy tu rowniez na tym forum o tym), ktore wg nich nich
                          samych mialy dobre zycie wiec czemu mialyby odchodzic?
                          Zostaly postawione w sytuacji patowej, a raczej ciach-mat! : ja bohater
                          odchodze a ty tchorzu zostan! mat!

                          > Naszła mnie ochota, by ja odnaleźć i powiedzieć: nienawidzilam pani przez
                          kilka miesiecy, jestem pani dłuzniczką od dwudziestu lat. Gdyby nie pani, to co
                          najwspanialsze w moim zyciu mogloby sie nigdy nie zdarzyc.<

                          A ona powiedzialaby ci: A co mnie to mnie obchodzi? Mi i tak jest cudownie, bo
                          pani bohater jest dla mnie taki cudowny, taki dobry maz i ojciec.
                          • nangaparbat3 Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 20:32
                            ataona napisała:

                            > nangaparbat3 napisała:
                            >
                            > > Zostaje,bo boi sie samotnosci, opinii srodowiska, braku kasy.
                            > > Albo - zostaje, bo boi sie zadać bol odchodzac.
                            >
                            > Piszesz o sytuacji, gdzie jest nieporozumienie, klotnie, wyrzuty.
                            > Ale sa kobiety (czytamy tu rowniez na tym forum o tym), ktore wg nich nich
                            > samych mialy dobre zycie wiec czemu mialyby odchodzic?

                            Nie, w ogole o nich nie piszę. Piszę o tych i tylko o tych, ktorym jest źle i
                            nie odchodzą. Wierz mi, jest ich naprawdę wiele.

                            > Zostaly postawione w sytuacji patowej, a raczej ciach-mat! : ja bohater
                            > odchodze a ty tchorzu zostan! mat!
                            >
                            > > Naszła mnie ochota, by ja odnaleźć i powiedzieć: nienawidzilam pani przez
                            >
                            > kilka miesiecy, jestem pani dłuzniczką od dwudziestu lat. Gdyby nie pani, to
                            co
                            >
                            > najwspanialsze w moim zyciu mogloby sie nigdy nie zdarzyc.<
                            >
                            > A ona powiedzialaby ci: A co mnie to mnie obchodzi? Mi i tak jest cudownie,
                            bo
                            > pani bohater jest dla mnie taki cudowny, taki dobry maz i ojciec.



                            Pudło.
                            Ona go zostawila juz lata temu, wrocił do domu i zastał puste mieszkanie - nie
                            ma zony, nie ma dzieci. Wyprowadzila sie do innego.
                            Podobnie jak wczesniej porzuciła pierwszego meza.
                            I tak bywa.
                            • libra22 Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 20:48
                              Ata nie zrozumiałaś Nangi: nie chodziło, że w zwązku są dwie osoby: bohater,
                              który odchodzi i tchórz, który jest porzucony i zostaje. Można odejść, bo jest
                              zle, można pozostać choć jest źle.
                              A ten, który odchodzi nie zawsze musi od razu dostać miano bohatera (dla mnie
                              to duże słowo), tylko po prostu dostać wyrazy uznania dla konsekwencji i
                              odwagi.
                              No i Nanga ma rację: każda historia jest inna.
                              • ataona Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 21:03
                                Jezeli "odchodzacy jest bohaterem" w sytuacji:
                                >Piszę o tych i tylko o tych, ktorym jest źle i nie odchodzą. Wierz mi, jest
                                ich naprawdę wiele<
                                to mozna to zrozumiec.

                                libra22 napisała:
                                >każda historia jest inna.<

                                Zgadzam sie jak najbardziej.
                                Jednak wiele (wiekszosc?)tu piszacych, raczej jest zaskoczona odejsciem
                                malzonka, zrozpaczona zaistniala sytuacja
                                • nangaparbat3 Re: wymówki, wymówki 19.03.07, 22:00
                                  ataona napisała:


                                  > Jednak wiele (wiekszosc?)tu piszacych, raczej jest zaskoczona odejsciem
                                  > malzonka, zrozpaczona zaistniala sytuacja


                                  Bo bycie porzuconym jest bardzo przykrą sytuacją, w każdym razie w pierwszej
                                  chwili - odruchowo niejako wpadamy w rozpacz, nawet jesli mamy porzucajacego
                                  wyzej uszu, nawet jesli nam na nim tak naprawde nie zalezy.
                              • nangaparbat3 Libra, dziekuje 19.03.07, 21:56
                                ostatnio wypowiadam sie w sposob coraz bardziej niezrozumiały sad(((
                                • ataona nangaparbat3 20.03.07, 07:33
                                  Wypowiadasz sie jak najbardziej zrozumiale smile
                                  • ajmj Re: nangaparbat3 20.03.07, 09:11
                                    Poprostu po latach do pewnych spraw podchodzimy ... bez już takich emocji? Już
                                    nie boli. A jak wspominam złe rzeczy, które mi się przytrafiły to jakbym
                                    oglądała krótki film wewnątrz siebie. To juz wspomnienia ... Teraz mam inne,
                                    nowe zycie. To jest terażniejszość. Przeszłośc ... idzie prawie w niepamięc.
                                    • libra22 Zrozumiale;-) 20.03.07, 11:21
                                      Nang - wypowiadasz się zrozumiale jak najsmile Wybacz, że Cię "tłumaczyłamsmile

                                      "Bo bycie porzuconym jest bardzo przykrą sytuacją, w każdym razie w pierwszej
                                      chwili - odruchowo niejako wpadamy w rozpacz, nawet jesli mamy porzucajacego
                                      wyzej uszu, nawet jesli nam na nim tak naprawde nie zalezy"

                                      Ja tak poniekąd miałam.
                                      Dodam, że łatwiej funkcjonować w społeczenstwie jako "porzucona/y", bo wzbudza
                                      się współczucie, chęć pomocy itp głaski. A porzucający często bierze na siebie
                                      krytykę i ciężar anatemy (nie zawsze, ale często). A bywa, że i on ma poczucie
                                      winy.
                                      • ataona Re: Zrozumiale;-) 21.03.07, 19:24
                                        wspolczucie kojarzy sie troszke z litoscia.

                                        Jedno jest pozytywne
                                        Faktycznie , na poczatku jest baaardzo przykro. Ogromnie przykro.
                                        Potem jest lzej
                                        Najwazniejsze nie czuc sie jak ofiara. (choc i tak sie czulam).

                                        Porzucajacy.... krytyka? anatema? czesto?
                                        Odnosze wrazenie , ze im to Lotto tongue_out
                                        A nawet obnoszą sie nową sytuacja, ze tak dobrze sobie teraz radza

                                        PS. Moze tak dla przejaskrawienia sprawy ... taki Wiśniewski (zapomnialam jak
                                        mu na imie, ten z czerwonymi wlosami) ... teraz to dopiero dobry maz i ojciec
                                        Hihhhihhhihi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka