pomimo1
27.05.07, 21:34
dziś jeden z tych trudniejszych dni. Komunia mojego dziecka.
Przezylam widok grona nibyrodziny ze sztucznie przyklejonymi uśmiechami i
udawana sympatią, przezylam widok promieniujacego exa , przezylam jego babcie,
ktora piorunami z oczu ciskala, przezylam...
plakalam caly dzien. Poryczalam sie przy bylym ze 2 razy, drzace rece, glos
wiaznacy w gardle, wieczorem spacer z przyjaciolka gdy minelismy sie z ex bez
slowa. przezylam...
ile jeszcze? ile lez, ile strachu, ile bolu? ciagle zagojone rany wracaja
jakby ktos polewal jodyna naciecie na duszy.
Ile jeszcze bede sie karac za dluga droge do wlasnego domu?
Czy ja nie umiem sie cieszyc swoim zyciem i swoimi radosciami? czy udawane
emocje i sukcesy bylego meza maja prawo jeszcze czasem zabolec? Czy oszukiwana
milosc moze czkawka wracac tak dlugi czas?
przezyje....
zlosci mnie to wszystko, co jest w mojej glowie. zlosci mnie moja slabosc.
dzis moja przyjaciolka powiedziala, ze mnie nie znosi, gdy rozmawiam z bylym
nawet przez telefon. Ja - silna, zaradna, przbojowa zapominam najprostszych
slow, jakam sie i placze na sam widok bylego meza.
nie chce swoich sukcesow mierzyc miara jego sukcesow. Za co pokaralam sie tak
bardzo, ze nawet dzis placze przez to spotkanie?
moze to tylko te burze, stres i cale te nerwy zwiazane z komunia.
najgorsze to,ze siedzialam w lawce w kosciele kolo niego i mialam ochote
zwyczajnie polozyc glowe mu na ramieniu....
to taka moja długa droga do domu