Dodaj do ulubionych

problem moralno-etyczny

30.05.07, 11:34
Opowiem wam taka sytuacje. Napiszcie mi co o tym myslicie ?

Facet 43 lata, przystojny, bardzo dobra praca, fajny, inteligentny, od 10 lat
zyje z chora zona. Zona ma stwardnienie rozsiane. Ciezko jej chodzic.
Poza tym ma jakas fobie - kompletnie nie chce wychodzic z domu. Mieszkaja w
domu pod miastem i ona go doslownie nie opuszcza.
Odmawia odwiedzania znajomych. Do restauracji, kawiarni, kina maz moglby ja
zawiesc samochodem, ale ona nie chce i juz. Zero wakacji. I ten facet tak
zyje ponad 10 lat.
Jak myslicie - ma prawo od niej odejsc ( oczywiscie zabezpieczyc ja
finansowo, zapewnic opieke ) i zaczac normalne zycie z inna kobieta ?
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 11:38
      Hmmm, dla mnie to w zasadzie nie jest problem.

      Jeśli ją kocha, to nawet by się nad tym nie zastanawiał.

      Jeśli nie kocha i miałbym być z nią tylko z litości, to IMHO powinien odejść.
      • vertigo5 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 11:54
        To jest jego żona ! Obiecywał jej miłość w dobrej i złej doli !
        Zobowiązał sie do czegoś - do wspierania, miłości, bycia razem aż do smierci
        a nie do momentu aż przestanie kochać !

        • verita75 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:01
          Po pierwsze, to chyba nie o wyjścia z domu czy o zdrowie w byciu razem chodzi
          (choć nie mówię, że nie wpływa to na jakość życia). Najważniejsza jest miłość,
          a o niej nie piszesz.
          A po drugie, małżeństwo zawiera się nie tylko na dobre. Na złe również.

          A jeszcze po trzecie to druga kobieta też może zachorować, i co? Znajdzie
          trzecią?
        • z_mazur Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:08
          Skoro przestał kochać, to już i tak złamał zobowiązanie.
          • vertigo5 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:13
            Ślubuje się też "wierność i uczciwość małżeńską"...

            Przy tej okazji wkleję jeszcze raz tekst który parę miesięcy na tym forum
            umieściłem. To jeden z najlepszych tekstów na tematy zdrad, miłości,
            rozwodów...
            Autorem był Tomasz Terlikowski z "Rzeczpospolitej".
            Myślę, że trochę pasuje ten tekst do charakteru tego wątku...


            "Nie interesuje mnie życie małżeńskie córki prezydenta Kaczyńskiego, o którym
            szeroko informował piątkowy "Super Express".
            Jedynej córce prezydenta mogę współczuć życiowej tragedii. Tak jak współczuję
            jej ojcu czy matce. Ale to nie byłoby warte pisania. Bo w sumie dość już
            plotkowania o innych: aktorach, piosenkarzach czy dzieciach polityków. Ich
            życie jest ich własną sprawą, a wtykanie w nie nosa nie najlepszym zwyczajem
            tabloidów. Jeśli więc zasiadłem za klawiaturą, to z innego powodu. Oto w
            tekście w "Super Expressie" znalazłem wszystkie możliwe językowe stereotypy
            na temat miłości, które niszczą przestrzeń życia małżeńskiego. Porzucenie
            męża dla innego mężczyzny, czyli ujmując rzecz po prostu ordynarna zdrada i
            złamanie przysięgi małżeńskiej, jest "znalezieniem nowej miłości". Rozwód nie
            jest już tragedią rodziny, ale kulturalnym i całkowicie oczywistym
            rozstaniem. Nikną gdzieś uczucia i sytuacja dziecka, które musi nauczyć się
            żyć z nowym "tatusiem", a starego widuje tylko podczas weekendowych spotkań.
            Tego wszystkiego nie ma. Jest cudowna love story, w której nikt nikogo nie
            krzywdzi, nic się nie stało, a pani i pan "kochają się i jest im ze sobą
            dobrze" (jak barwnie ujął to Marek Dubieniecki, ojciec nowego kochanka córki
            prezydenta).

            Pewnie się czepiam, ale męczy mnie, co to wszystko ma wspólnego z miłością?
            Miłość nie oznacza przecież nieustannego emocjonalnego haju. Budowana jest
            zazwyczaj wtedy, gdy zaczyna być trudno, nudno i kłótliwie. Tyle że
            dostrzeżenie tego uniemożliwia nam otaczająca nas kultura, w której wierność,
            trud budowania miłości czy wychodzenia z kryzysu stają się już tylko
            zacofaniem. Kobiecość w takim świecie zostanie sprowadzona do poziomu Dody
            Elektrody, męskość do postawy Michała Wiśniewskiego, a miłość do treści
            tekstów "Ich troje".
            • z_mazur Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:20

              Człowiek w pogoni za szczęściem czasem się gubi.
              Może ludzkość potrzebuje czasu żeby to zrozumieć.
              Możemy jedynie spojrzeć na to z refleksją.

              Kiedyś w imię "dochowania wierności" mordowano kobiety i chowano wraz z ich
              zmarłymi mężami.
              Wszystko można wynaturzyć.
              • vertigo5 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 13:54
                Zaraz, zaraz, z kontekstu dyskusji, z tego co napisałeś wynikałoby, że
                dochowanie wierności chorej zonie jest wynaturzeniem.... Mam nadzieje, że nie
                to chciałes napisać...

                Ten przykład z mordowaniem kobiet w imię - jak piszesz - "dochowania wierności"
                czemu ma niby służyć ?? Tak przy okazji - napisz to się podciągnę: kiedy
                mordowano kobiety, jakie ludy tak robiły, w jakich czasach no i jak ten
                pzrykład z zamierzchłych (jak sądzę ) czasów ma się do kwestii dochowania
                wierności chorej żonie, bo nie kumam...
                • z_mazur Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 14:14
                  > Zaraz, zaraz, z kontekstu dyskusji, z tego co napisałeś wynikałoby, że
                  > dochowanie wierności chorej zonie jest wynaturzeniem.... Mam nadzieje, że nie
                  > to chciałes napisać...

                  Chodziło mi o pogoń za indywidualnym szczęściem bez względu na wszystko, jako
                  swego rodzaju wynaturzenie.

                  Z drugiej strony, może to zabrzmi bulwersująco, ale z punktu widzenia biologii
                  poświęcanie swojego czasu choremu nieuleczalnie partnerowi jest kompletnie
                  bezzasadne.

                  > Tak przy okazji - napisz to się podciągnę: kiedy
                  > mordowano kobiety, jakie ludy tak robiły, w jakich czasach no i jak ten
                  > pzrykład z zamierzchłych (jak sądzę ) czasów ma się do kwestii dochowania
                  > wierności chorej żonie, bo nie kumam...

                  Ceremonia Sati w Indiach, jej przypadki odnotowuje się jeszcze współcześnie.
                  Podobne praktyki stosowano również w innych kulturach.


                  A intencją moją było wykazanie, że pogoń za szczęściem sama w sobie nie jest
                  niczym nagannym, podobnie jak dochowanie wierności do końca.
                  • nangaparbat3 W biologii jak w Biblii 30.05.07, 20:01
                    z_mazur napisał:

                    > Z drugiej strony, może to zabrzmi bulwersująco, ale z punktu widzenia
                    biologii
                    > poświęcanie swojego czasu choremu nieuleczalnie partnerowi jest kompletnie
                    > bezzasadne.
                    Droescher opisuje stado słoni, w ktorym jeden zyl bez traby, i to długo (była
                    calkowicie zabliźniona, słoń był stary). Gdyby było jak mówisz, słoń powinien
                    umrzeć z glodu. Jednak okazało sie, ze kiedy stado znajduje drzewa, ktorych
                    gałezie nadaja sie do jedzenia, najpierw karmia słońa bez traby - dopiero kiedy
                    ten (a raczej "ta") zaczyna wypluwać jedzenie, zaczynaja same sie pozywiać.
                    Przypomniał mi sie tez przejechany przez ciezarowke tygrys, którego partner
                    ciagnął przez wiele kilometrów w głab tajgi licząc, ze tam sie uratuje.

                    W biologii jak w Biblii - znajdziesz przyklad na wszystko.




                    __________Świat jest pełen ogromnych świateł i tajemnic, a człowiek zaslania
                    się przed nimi swoją małą dlonią. Nachman z Bracławia
      • ivone7 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 11:58
        zgadzam sie z mazur..
        dla mnie zaden problem, jesli ja kocha to dlaczego ma od niej odejsc..nawet
        fobie zony, spowodowane tym ze jezdzi na wozku i nie chce widziec tych pelnych
        litosci spojrzen..ze maz taaaki przystojny z nia na wozku...mozna przezyc,
        milosc potrafi gory przenosic a co dopiero to ze z domu wyjsc wspolnie nie
        mozna..przeciez kazdy cos takiego ma..ja nie lubie jezdzic na rowerze, to
        znaczy ze ma sie ze mna rozwiesc milosnik rowerowych wycieczek..???
        kazdy na swoj sposob jest inny, normalny czy nienormalny kwestia zasad,
        tolerancji..i uczuc laczacych dwoje ludzi..
        ale mysle, ze problem bylby wtedy, gdyby ten mily pan sie zakochal w innej
        kobiecie..i mialby taki dylemat...albo kobieta w ktorej sie zakochal mialaby
        takie dylematy...
        na swoim miejscu, jak i kobiety chorej nie chcialabym aby ktos byl ze mna z
        litosci..
        nie chcialabym byc w skorze tej drugiej..nie dosc ze zadala sie z zonatym to
        jeszcze zona wymaga opieki..podwojne wyrzuty sumienia...
        powiem tak, cokolwiek zrobi..wszystkiego bedzie zalowal...
        jesli zostawi zone dla ukochanej, do konca zycia bedzie mial wyrzuty
        sumienia..zostanie z zona, zawsze bedzie zalowal, ze nie sprobowal z tamta...
        • vertigo5 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:02
          Koniec czy brak miłości usprawiedliwia odejście od żony/męża ???
          Czyli w każdym małżeństwie, jeżeli ona lub on zakocha się w kimś trzecim to ma
          moralne prawo do odejścia w imię nowej miłości ???
          • ivone7 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:11
            moralnego prawa, zeby odejsc nie ma...
            ale ja bym nie chciala zyc z czlowiekiem, ktory mnie juz nie kocha..nie
            szanuje, bo zdrada oznacza brak szacunku dla wspolmalzonka..
            • joy44 Re: problem moralno-etyczny. Podpowiedz. 30.05.07, 12:26
              Zasłyszałem.
              Jeśli nie wiesz co zrobić, DOBRE
              zwykle jest trudniejsze.
              Zastanów się.
              j.
              Trzeba przeżyć żeby zrozumieć.
    • a.b1 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:01
      a) prawnie, nie dostanie rozwodu (dobro dziecka, choroba współmałżonka)
      b) jako kobieta nie chciałabym się związać z mężczyzną, który w ten sposób
      postąpił ze swoją żoną, na cudzym nieszczęściu nie buduje się swojego szczęścia
      c) czy ten mężczyzna zrobił wszystko, zeby ta żona wyszła z depresji?
    • akalsa Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:25
      cien_wiatru napisała:


      > Facet 43 lata, przystojny, bardzo dobra praca, fajny, inteligentny,


      czy te informacje są konieczne dla wagi problemu?
      czy brzydki zarabiajacy poniżej średniej krajowej i nie zawsze fajny- podlega
      innym kryteriom ??



      > zyje z chora zona. Zona ma stwardnienie rozsiane. Ciezko jej chodzic.
      > Poza tym ma jakas fobie - kompletnie nie chce wychodzic z domu. Mieszkaja w
      > domu pod miastem i ona go doslownie nie opuszcza.
      > Odmawia odwiedzania znajomych. Do restauracji, kawiarni, kina maz moglby ja
      > zawiesc samochodem, ale ona nie chce i juz.


      ilu psychologow juz do niej przyprowadzil zeby wyciagnac ja z dolka?


      >Zero wakacji.


      u mnie tez zero wakacji, a jestem mloda, zdrowa i... zapracowana. chyba wynajme
      sprzataczke bo nie mam czasu sprzatac w domu.


      > I ten facet tak > zyje ponad 10 lat.
      > Jak myslicie - ma prawo od niej odejsc ( oczywiscie zabezpieczyc ja
      > finansowo, zapewnic opieke ) i zaczac normalne zycie z inna kobieta ?


      a jakie to jest "normalne zycie"? takie w ktorym pozbywamy sie problemu, chorych
      odstawiamy do szpitala, dziadkow do domu starcow, niepelnosprawnych wyrzucamy
      poza nawias spoleczenstwa ? wysylamy im raz w miesiacu przelew a sami chodzimy
      do kina i wyjezdzamy na urlopy "wreszcie" normalnie zyjac? co jest normalnym
      zyciem?

      kazdy ma prawa i obowiazki.
      tylko on sam wie jak naprawde jest w jego zwiazku. jaki on ma w nim udzial i
      jaki zona. czy kocha zone? czy jest miedzy nimi wiez. czy "odkochal się" bo
      zona jest chora i problemy go przerosly? tak czy siak- to sprawa miedzy nim i
      zona. nie chcialabym byc z kims kto zostawia chora zone dlatego ze znalazl nowa
      zdrowa.
    • anja_pl Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:29
      1. facet może iść SAM do kina, do restauracji,
      2. ślubuje się na dobre i na złe, a nie tylko do momentu, dopóki będziesz
      zdrowa/zdrów,
      3. kim ty dla nich jesteś? tą trzecią?

      odejście od żony w takim przypadku jest zwłaszcza nieetyczne i moralnie naganne

      to pisałam ja i jest to moja prywatna opinia
      • bylominelo Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 18:51
        Nie powinien odejść - miłość jest na dobre i złe
    • z_mazur Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 12:43
      Ogólnie z tego co podają statystyki to mężczyźni w takich sytuacjach przeważnie
      wcześniej czy później odchodzą.
      Kobiety mają większą zdolność do poświęceń.
      • libra22 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 13:16
        A dla mnie to nie jest jakiś abstrakcyjny problem moralno-etyczny, tylko
        kwestia wyboru tego mężczyzny.
        I złe postawienie sprawy:
        "Jak myslicie - ma prawo od niej odejsc ( oczywiscie zabezpieczyc ja
        finansowo, zapewnic opieke ) i zacząć normalne zycie z inna kobieta ?"
        Nikt i nic mu nie da takiego prawa i takie postawienie sprawy to szukanie
        usprawiedliwienia poza sobą, niechęć do brania odpowiedzialności za swoje życie
        i swoje decyzji.
        Równie dpobrze mozna by spytać: czy mezczyzna, który nie kocha już zony ma
        prawo odejsc i zostawic ją z dzieckiem?
        Odpowiedz zawsze będzie "NIE". A życie toczy się swoimi torami i każdy sam
        podejmuje decyzję, ponosząc ich konsekwencje.

        Lubię pracę, praca mnie fascynuje. Mogę siedzieć i patrzeć na nią godzinami.
        • akalsa Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 13:41
          bo co jest bardziej moralne i bardzelj wlasciwe? zostawienie chorej zony, czy
          bycie z nia a rownoczesnie zdradzanie jej z inna i oklamywania?
          obie rzeczy moralne nie sa. i szukanie pozwolenia na to w otoczeniu to - jak
          dobrze napisalas - szukanie usprawiedliwienia poza soba.
          • ivone7 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 13:54
            bo niektorzy dla swoich decyzji potrzebuja poklasku i przyzwolenia
            spolecznego...
            i pewnie wsrod niektorych ludzi znajda..
            a ten kto ma w miare rozwiniety kregoslup moralny, takiego przyzwolenia nie da..
    • fankaaa Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 14:47
      Pytasz teoretycznie, czy potrzebujesz usprawiedliwienia dla własnych planów
      odnośnie tego przystojnego i fajnego ogólnie pana ?
      Jeśli to pierwsze, to chyba już dostatecznie dużo tu o tym napisano.
      Jeśli natomiast jesteś tą, która tak bardzo współczuje rzeczonemu panu w jego
      trudnej sytuacji, to może spróbuj tymczasem potrenować empatię wobec jego
      żony... .Wyobraź sobie, jak to jest zostać nagle przygniecionym informacją o
      nieuleczalnej chorobie w wieku koło trzydziestki. Wyobraź sobie,że Twój
      atrakcyjny mąż odchodzi do pocieszycieli, która rozumie jego straszną sytuację.
      Wyobraź sobie, że to Ty jesteś w oczach tej innej kobiety kulą u nogi.
      I co, jakieś wnioski ?
      • pszczolkalodz dziewczyny ja troche z innej beczki 30.05.07, 15:10
        zgodze sie z wasza opinia na temat braku empatii tej dziewczyny, ale czy to nie
        maz powinien wiernosci dotrzymac , nie ogladac sie innymi laskami!!! dlaczego
        dzielimy ta wine na 2 ludzi, jesli to wolna dziewczyn i np. na poczatku nie
        wiedziala ze jest zonaty abo cos tam innego to jest to jej wina? czy ona ma
        myslec o utrzymaniu na wodzy "mozgu" tego pana, myslec o zonie, jej chorobie?
        Jakos za duzo od niej wymagamy JA TAM UWAZAM ZE FACET JEST WINNY I BEZNADZIEJNY
        a dziewczynie trzeba wspolczuc bo jak ona zachoruje to on ja kopnie, ale jak on
        zachoruje to bedzie WYMAGAL zeby byla przy nim i zeby BYLA MU WIERNA!!!!
    • natasza39 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 15:05
      cien_wiatru napisała:

      > Opowiem wam taka sytuacje. Napiszcie mi co o tym myslicie ?
      >
      > Facet 43 lata, przystojny, bardzo dobra praca, fajny, inteligentny, od 10 lat
      > zyje z chora zona. Zona ma stwardnienie rozsiane. Ciezko jej chodzic.
      > Poza tym ma jakas fobie - kompletnie nie chce wychodzic z domu. Mieszkaja w
      > domu pod miastem i ona go doslownie nie opuszcza.
      > Odmawia odwiedzania znajomych. Do restauracji, kawiarni, kina maz moglby ja
      > zawiesc samochodem, ale ona nie chce i juz. Zero wakacji. I ten facet tak
      > zyje ponad 10 lat.
      > Jak myslicie - ma prawo od niej odejsc ( oczywiscie zabezpieczyc ja
      > finansowo, zapewnic opieke ) i zaczac normalne zycie z inna kobieta ?

      Znam faceta, który zakochał się w kobiecie, która w momencie poznania
      chorowała na sm.
      Był z nią, kiedy ona z dnia na dzień słabła, kiedy łamała się jej psychika. Ona
      nawet prosiła go aby odszedł, aby tego nie widział i się "nie męczył".
      Nawet część pseudożyczliwców mu współczuło.
      On taki atrakcyjny, nie stary, bogaty, mógł być z każdą a był ze starszą
      schorowaną kobietą, która na dodatek wraz z postępującą chorobą robiła się
      coraz bardziej złośliwa i nieznośna.
      Mało tego on zamiast na "normalne życie" wydawał pieniądze na drogie, w tej
      chorobie lekarstwa, lekarzy, cudotwórców.
      Był z nią do końca.

      Nie ma się co zastanawiać czy facet powinien odejść czy nie, aby "normalnie
      żyć".
      Dla tego faceta, którego opisałam "normalnym" było włąśnie to że zamiast
      włóczyć się po knajpach i podróżować dotapił prawa czuwania przy łóżku chorek
      ukochanej kobiety.


      Szukanie w takiej sytuacji usprawiedliwienia dla odejścia od żony, czy
      ewentualnego pozostania przy niej absolutnie nie trzeba mieszać z chorobą.
      Choroba to tylko jeden z aspektów.
      Jesli ja kocha, jeśli sa dla siebie przyjaciółmi, to choroba go tak samo boli
      jak ją, ale napewno nigdy nie bedzie powodem odejścia.
      Jeśli jej nie kocha, to usprawiedliwianie odejścia chorobą jest
      obrzydliwością.
    • fankaaa Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 15:23
      Ale my tak naprawdę nie wiemy, jak widzi swoją sytaucję sam zainteresowany. Nie
      wiadomo, czy kocha swoją żonę i czy chce być z nią nadal. Oczywiście, że to ON
      jest odpowiedzialny za własne decyzje, ale my ich (ani nawet zamiarów) nie
      znamy....
    • nangaparbat3 Zbrzydzilo mnie 30.05.07, 16:35
      to:
      Facet 43 lata, przystojny, bardzo dobra praca, fajny, inteligentny

      A do diaska, co to ma do rzeczy? Czy bedąc łysym grubaskiem z IQ 70 miałby
      mniejsze czy wieksze "prawo" do odejscia? No co ma piernik do wiatraka???


      I masa pytan:
      Czy normalne zycie polega na odwiedzaniu znajomych, restauracji i kin?
      I jeszcze:
      dlaczego ta pani ma w sobie az taki lęk? Sama choroba tego nie powoduje, znam
      dwie panie z tymze samym, pracuja, bywaja.

      I jak juz ktos pytał: a co Tobie do tego?
      • anula36 Re: Zbrzydzilo mnie 30.05.07, 19:36
        A moze tak sprzatnac zone? Wtedy bedzie juz tylko fajnym, 43 letnim, dzianym wdowcem?
    • marieta_makieta Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 19:58
      Cieniu Wiatru! Zakładając, że masz wobec tego pana jakieś plany, to wyobraź
      sobie taką sytuację: Rzeczony pan, lat 43, przystojny inteligentny, fajna
      praca, odchodzi od żony ze stwardnieniem rozsianym, zabezpieczając jej
      przyszłość oczywiście. Bierze slub z Tobą. Niestety, po 5 latach szczęśliwego
      pożycia pan jest 48-letnim przystojnym facetem, inteligentnym itp., natomiast
      Ty miałaś ciężki wypadek, jesteś sparaliżowana, robisz pod siebie itp. A Twój
      pan ma dylemat etyczno-moralny-czy może od Ciebie odejść, zabezpieczając Ci
      przyszłość oczywiście, aby zacząć normalne życie z inną kobietą. No, i jak to
      teraz wygląda? Inaczej, prawda? Prawo do normalnego życia przestaje się wydawać
      takie oczywiste, co? Bo jak to-on mnie zostawi? Przecież nie tylko na dobre mi
      przysięgał, ale i na złe.
      • biedroneczka33 Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 20:12
        Jak dla mnie to gdyby facet byl nawet ksieciem z bajki i obiecywal zlote gory to fakt ze odszedl od chorej zony przekresliby caly jego caloksztal ..stracilby resztki człowieczenstwa .Bo nigdy nie wiadomo jak kiedys potraktowalby Ciebie ....moze tez wymienilby na mlodsza ladniejsza a przedewszystkim zdrowa .Jak takiemu zaufac a juz tym bardziej planowac z nim przyszlosc ...bleeee....

        Bedac tutaj na forum nieraz czytalam rozne historie gdzie malzenstwa rozpadaly sie z najrozniejszych powodow ale to co napisalas jest poprostu nieetyczne i calkowicie niemoralne :o(((
      • bylominelo Re: problem moralno-etyczny 30.05.07, 20:15
        Choremu najbardziej potrzebna jest obecność drugiego człowieka - a jej mąż jest dla niej najbliższą osobą. Qrcze znam takie małżeństwo - zmroziło mnie bo pomyślałam , że może to o nich chodzi a jeśli tak to musisz wiedzieć , że on jest dla niej jedyną podporą
        Ja nigdy nie zostawiłabym chorego męża - jak żyć po czymś takim
    • tricolour Nie ma prawa odchodzić od żony... 30.05.07, 20:13
      ... do tzw. "normalnego" życia, bo normalne zycie, to także choroba. Fajny,
      inteligentny, przystojny facet ma obowiązek opieki nad chorą.

      Jeśli ten pan jest juz umęczony dbaniem o chorą, to może skoczyć na łeb i zabić
      się na śmieć. Ale nawet i do tego nie ma prawa, bo ma obowiązek dbania o chorą
      żonę...
    • nangaparbat3 miedzy milościa a litością 30.05.07, 20:15
      przejrzałam watek, i chcialabym zauwazyc, ze miedzy miloscia a litością jest
      jeszcze całe spectrum postaw, które uzasadniaja nieporzucanie chorej zony (czy
      chorego meza). Jest poczucie odpowiedzialnosci, a nawet obowiazku, jest
      najlepiej pojete wspolczucie (przeciwieństwo litości), jest przyjaźń,
      przywiazanie, zwykła ludzka zyczliwość - i mozna by tak wymieniac do rana.
      • libra22 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 20:43
        Nie bijcie, ale ja tu widzę miejsce dla mądrej kochanki...smile
        • nangaparbat3 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 20:53
          libra22 napisała:

          > Nie bijcie, ale ja tu widzę miejsce dla mądrej kochanki...smile
          >

          z ust mi to wyjełaś, ani mi w glowie bicie.
          Bo własnie wrociłam do tego watku, zeby jeszcze cos dopisac po przemysleniach.
          "Mądra kochanka" to zresztą wyjscie optymalne, zwłaszcza wtedy, kiedy w nim
          jeszcze sa dobre uczucia do zony.
          ale moze byc i tak, ze on juz nic nie czuje poza zmeczeniem, zloscią,
          zniewoleniem. I tkwi, bo przysiegał. I wtedy - mysle - powinien odejść, DLA JEJ
          DOBRA. ale zapewnic jej obecnośc kogoś, kto sie nia zaopiekuje, komu bedzie na
          niej zalezało. To moze byc opiekunka po prostu, zdarza sie, ze opiekujacy sie
          kims chorym czy starym naprawdę sie do niego przywiazuja i o niego troszcza,
          zdarzaja się jeszcze dobrzy ludzie na swiecie.
          Żeby było jasne, jeszcze raz - niech odejdzie, by jej nie ranic swoja zlością,
          zniecierpliwieniem, obojetnością, odrazą - jeśli są.
          Ale jesli ja lubi, jeśli wciaż jest mu bliska, jeśli nie rani jej kazdym swoim
          slowem i spojrzeniem - to madra kochanka, brutalnie powiem - kochanka, ktora
          zna swoje miejsce - jest wg mnie OK.
          • ivone7 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 20:55
            dziewczyny..dziekuje
            z ust mi to wyjelyscie we dwie
            swieta racja...
            • libra22 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 20:59
              Dzięki Nangosmileulżyło mi.
              • anula36 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 21:24
                kochanka ktora zna swoje miejsce- coz za zaszczytne stanowisko.
                Ciekawe dla jakiej kobiety chcialbyscie takiego losu. Bo chyba nie dla siebie czy swojej siostry czy corki.
                • nangaparbat3 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 21:49
                  anula36 napisała:

                  > kochanka ktora zna swoje miejsce- coz za zaszczytne stanowisko.
                  > Ciekawe dla jakiej kobiety chcialbyscie takiego losu. Bo chyba nie dla siebie
                  c
                  > zy swojej siostry czy corki.

                  No mnie sie wydaje, ze kobieta wiażaca się z kimś, kto ma zobowiązania - wobec
                  zony, rodziców, dzieci - musi te zobowiazania uznac. (i oczywiscie mezczyzna
                  biorący sobie kobite ze zobowiazaniami). I sie samoograniczać w zwiazku z nim.
                  ale wszak przecież na Boga - nikt jej nie zmusza do wiązanie sie własnie z kims
                  takim.
                  • anula36 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 22:04
                    rozumiem ze jedyna wina kochanek ( eks) mezow wielu obecnych tu dziewczyn znaly swoje miejsdce i respektowaly zobowiazania wobec rodziny to wszystko byloby OK. ciekawe...
                    • anula36 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 22:05
                      jedyna wina jest to ze nie znaly swojego miejsca, oczywiscie.
                      • libra22 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 22:08
                        Uogólniasz Anula i być może przemawia przez Ciebie własne zranienie, do którego
                        masz prawo. Tu mowa jest o dość specyficznej sytuacji.
                        • anula36 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 22:10
                          akurat nie mialam takich dowiadczen.

                          w kazdym razie ciekawe ze na takim forum popularyzuje sie postawe - obciagaj zonatemu tylko po cichu i znaj swoje miejsce.
                          • anja_pl masz rację anula, 30.05.07, 22:14
                            to jest po prostu hipokryzja,

                            a kochanka, która zna swoje miejce, to po prostu materac...

                            jestem przeciwna takim układom
                            • anula36 Re: masz rację anula, 30.05.07, 22:22
                              dlatego pytam czy jakiejs bliskiej kobicie zyczycie takiego losu?
                              Ktora z was dziewczyny chcialaby widziec jak ktos bliski i kochany wikla sie w taka akcje cichej pocieszycielki meza chorej kobiety?
                              Moze jeszcze dziscko mu powinna urodzic, jesli zona nie zdazyla?
                            • nangaparbat3 anju, anulo 30.05.07, 23:07
                              ani hipokryzja, ani materac.
                              Mogę wyobrazic sobie sytuacje, ze ktos, kto latami musi pielegnować partnera
                              chorego, zniedołęzniałego, najwyraźniej skupionego całkowicie na sobie,
                              potrzebuje innej bliskości, potrzebuje tez seksu. I mogę sobie wyobrazic, że
                              jednoczesnie nie chce wcale tego chorego, niedołężnego porzucać - chce, aby
                              było mu najlepiej jak moze byc. ale skad ma brac siły? Czasem starcza - ale
                              najczęściej nie, bo człowiek nie jest rodzajem perpetuum mobile, potrzebuje
                              zasilania.
                              Popatrz, jak często rodzice nie wytrzymuja ciężaru opieki nad niepełnosprawnym
                              dzieckiem. A dzieci kocha sie najbardziej, ma sie najwiecej siły.
                              Wiec moge sobie wyobrazic, ze ktoś, czyja żona/mąż jest nieuleczalnie chory od
                              lat, spotyka kogoś i rodzi sie uczucie. Ale teraz - ten, kto by go/ja pokochał -
                              jesli kocha, to z całym dobrodziejstwem inwentarza. czy zakochani muszą
                              skladac w ofierze chorego?
                              I czemuż to anula tak sie obraża na to "musi znac swoje miejsce"? W końcu wiele
                              kochanek nie dązy do rozwalenia istniejacej rodziny, nie kazda od razu poluje
                              na męza. Że juz nie powiem o polowaniu na zonęwink
                              Jest tak, ze trwanie przez lata u boku osoby nieuleczalnie chorej jest
                              nieprawdopodobnie trudne. Jesli piszę "kochanka" - to mysle przede
                              wszystkim "wspierajaca przyjaciolka" . "Materac" - no nie, to by mi nie
                              przyszlo do głowy.
                              I - to jeszcze raz - nikt nikogo nie zmusza do zwiazku z osoba obarczona takim
                              ciezarem. ale bede sie upierać, że jesli juz ktos sie na taki zwiazek
                              zdecyduje, to musi brac pod uwage takze potrzeby chorego.
                              To nie jest proste i nie miesci sie w kategoriach moralno-etycznych
                              popularnych, jasnych i przejrzystych. Nie miesci sie w schematach. ale zycie
                              nie jest schematyczne.
                              • anula36 Re: anju, anulo 30.05.07, 23:14
                                a wspierajaca przyjaciolke wspiera jej kochajacy maz i wszystkio sie krecismile
                                w sumie masz racje, grunt to sie wspierac.
                                ja mam takie glupie zboczenie ze nie chcialabym sie wiazac zkims do kogo nic nie czuje, a nie chcialabym w zyciu czlowieka do ktorego cos czuje grac ostanie skrzypce i robic tylko za podpore.
                                Domagalik napisala kiedys taki fajny feliton, on owdowial on go rwie rok caly i w koncu on przygiega rozpromieniony zeby jej przedstawuic swoja nowa wybranke, najlepszej przyjaciolce.
                                nie powiem na co mi taka przyjazn, bo nie chce ranic oczu co wrazliwszysch forumowiczowwink
                                • nangaparbat3 Re: anju, anulo 30.05.07, 23:28
                                  anula36 napisała:

                                  >> ja mam takie glupie zboczenie ze nie chcialabym sie wiazac zkims do kogo nic
                                  ni
                                  > e czuje, a nie chcialabym w zyciu czlowieka do ktorego cos czuje grac ostanie
                                  s
                                  > krzypce i robic tylko za podpore.


                                  alez ja nic od Ciebie nie chcę, do nieczego nie namawiam, do niczego nie
                                  zachecam.
                                  graj sobie pierwsze skrzypce, a nawet partie solisy, gdzie kiedy i z kim chcesz.
                                  • sonrisa3 Re: anju, anulo 30.05.07, 23:54
                                    A ja się tak po cichu zastanawiam ile z tych osób które tak kategorycznie
                                    krzyczą "POD ŻADNYM POZOREM NIE MA PRAWA!" będąc w jego sytuacji trwałoby
                                    niezłomnie w tym przekonaniu...
                                    Ja nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na zadane przez autorkę wątku pytanie.
                                    Nie byłam w takiej sytuacji więc mogę sobie tylko teoretyzować i pisać szczytne
                                    deklaracje, że JA NIGDY BYM TAK NIE POSTĄPIŁA...Ale - jak mówi znany cytat -
                                    tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono.
                                    Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy to oczywiście ta, że to świnia, jeśli
                                    zostawia chorą żonę. Ale... no właśnie...ale.
                                    Nie cierpię generalizowania, podstawiania wszystkiego i wszystkich pod jeden
                                    wzór - w życiu naprawdę są różne sytuacje. Dlatego powstrzymuję się z reguły od
                                    pochopnego odsądzania od czci i wiary.
                                    Nie wiadomo jakie są relacje między tymi ludźmi i jakie były przed chorobą.
                                    Nie wiadomo jak się w tym wszystkim czuje ta żona.
                                    Ja za nic nie chciałabym, żeby opiekował się mną ktoś, kto robi to tylko z
                                    poczucia obowiązku i zeby ludzie go nie potępili, a tak naprawde patrzy na mnie
                                    z odrazą albo wręcz z nienawiścią.
                                    Nie wiadomo ile on już zrobił dla żony, czy próbował ją jakoś wyciągnąć z
                                    dołka, czy ona pozwala sobie pomóc...Poczytajcie wątek alexolo o jej cioci i
                                    wujku.
                                    Ogólnie mówiąc - idealna byłaby taka sytuacja jaką opisał ktoś powyżej- para
                                    trwa przy sobie z miłością mimo choroby. Niestety ideałów jest mało.
                              • anja_pl nango 30.05.07, 23:22
                                dla mnie przyjaciółka/przyjaciel ma inne znaczenie niż kochanka/kochanek,

                                postawmy sprawę uczciwie:
                                przyjaciele jak najbardziej sa potrzebni, choćby po to by zdrowy mógł pójść do
                                kina, jeśli chory nie ma na to ochoty,

                                kochankowie, znający swoje miejce to "materace", czekające na przyzwalający
                                gest,
                                ale na pierwszym miejscu jest żona, więc "materac" czeka potulnie i cierpliwie,
                                wierzysz, że możliwy jest taki układ?
                                że kochanka/kochanek nie zaczna uzurpować praw małżonka?
                                • nangaparbat3 Re: nango 30.05.07, 23:26
                                  Wierzę. To sie czasem zdarza. ale oczywiscie nie każdemu.
                                  • anja_pl Re: nango 30.05.07, 23:40
                                    Ty ciągle jesteś idealistką,
                                    za to Cię bardzo lubię

                                    • crazyrabbit Re: nango 30.05.07, 23:55
                                      > Ty ciągle jesteś idealistką,
                                      > za to Cię bardzo lubię
                                      >
                                      Ni tylko Ty Anju smile))
                                    • nangaparbat3 :))) 31.05.07, 17:02
                                      Ja tez Cie lubię, anjy. I tez Cię mnam za idealistkęsmile
                            • bylominelo materac? 31.05.07, 09:52
                              i mąż , często też ojciec porzuca swoją rodzinę, zostawia dorobek życia dla
                              tego jak to nazywasz materaca?
                              To nie tak, facet jest zmęczony codziennością a z nią przeżywa wyjątkowe
                              chwile - pełne zrozumienia, czułości poczucia pełnej akceptacji, wyjątkowości,
                              on czuje że żyje - dzięki niej i często nie wyobraża sobie bez niej swojego
                              życia.
                              • angoisse Re: materac? 31.05.07, 10:01
                                Ale, w tym przypadku, nie jest chyba rozważane porzucenie chorej żony, a tylko
                                tzw. wspieranie męża przez MąDRą..hmm.. kochankę(nie przyjaciółkę ale kochankę).
                                Nie wiem ktora kobieta chciałaby tej roli dla siebie, chyba że równocześnie
                                miałaby na codzień męża w domu i dzielenie się ukochanym z jego żoną nie byłoby
                                wielkim problemem(w tym przypadku nawet technicznie łatwiejsze bo łatwiej
                                uwierzyć że łóżko z żoną nie łączy). Tylko nie wiem, czy mąż kochanki też by dał
                                im moralne przyzwolenie na ten układ.
                                • bylominelo Re: materac? 31.05.07, 12:25
                                  gdyby nie było dylematów moralno etycznych , gdyby nasze wybory były zawsze
                                  etyczne - świat byłby piękny, bez domów dziecka, domów opieki nad osobami
                                  starszymi, bez aborcji, bez porzuconych żon i mężów itd itp
                                  jest inaczej - potępiam porzucamie chorych czy to wspólmałzonków czy dzieci czy
                                  rodziców i innych krewnych
                                  ale rozumiem sytuację - układ chora żona opiekujący się nią mąż i wspierająca
                                  go kochanka
                                  a tak czepając się tego materaca który zna swoje miejsce to mam rozmieć, że
                                  żona która zna swoje miejsce to spędza czas w kuchni ewentualnie w pralni a jak
                                  bywa w pokojach to znaczy, że je sprząta a w sypialni też jest materacem? czy
                                  związki kobieta mężczyzna to związki osobiste czy ról społecznych - wg mnie
                                  OSOBISTE
                                  • angoisse Re: materac? 31.05.07, 12:35
                                    Owszem, to osobiste sprawy. Choc są tendencje do przypisania osobom ról "zawód-
                                    mąż" "zawód-żona" "zawód -kochanka" oderwanych od osobistych uczuć jednostki.
                                    Nie wiem, czemu wspierać rzeczonego męża musi kochanka a nie mogłaby
                                    niezaangażowana seksualnie przyjaciółka. W końcu seks może mieć za gotówkę a nie
                                    koniecznie za uczucie.
                                    "Kochanka która zna swoje miejsce" - jakaś abstrakcja, w dzisiejszych czasach
                                    zmienia się pracę dość często i wyrasta się poza swój "zawód".

                                    • bylominelo Re: materac? 31.05.07, 13:11
                                      pomyśl jak to jest, żyjesz z chorym człowiekiem - dzień za dniem bez wsparcia z
                                      jego strony, bez czułości - chory jest egoistą zamkniętym na innych - cierpi i
                                      to cierpienie często go odczłowiecza - pewnie, że nic nie zawinił też to
                                      rozmumiem
                                      i rozumiem męża , żonę - bycie z chorym latami jest bardzo bardzo trudne i
                                      pewnie trochę łatwiejsze jak ktoś Cię wspiera - kochanka to nie znaczy materac
                                      kochanka oznacza kochającą - cień nie pisała nic o bliskości cielesnej tylko o
                                      dylemacie i nie wiadomo czy swoim .

                                      • angoisse Re: materac? 31.05.07, 13:33
                                        Tak, wyobrażam sobie. I teoretycznie można też założyć, że jeśli na świecie
                                        zdarzyła się prawdziwa Matka Teresa poświęcająca życie chorym i ubogim, to
                                        znajdzie się może tez "matka teresa w roli kochanki" , sama wolna (nie wypada
                                        żeby zdradzała własnego męża), sama bez oczekiwań by mąż tej chorej kobiety z
                                        nią żył na codzień, nie chce mu rodzić dzieci, nie chce go mieć tylko dla
                                        siebie...itd. Taka esencja miłości. Czy aby. Jakim kosztem. Dla tej trójki?
                                        Oczywiscie jest to możliwe. Znam przykład gdzie tak przez lata funkcjonowało on
                                        jeden, one dwie, każda z jego dzieckiem. Ale żadna chora nie była. Więc kicha.
                                        • nangaparbat3 ale Was ruszyło 31.05.07, 20:27
                                          Pisząc "zna swoje miejsce" mialam na mysli: akceptacje uczuć (tych pozytywnych)
                                          do żony, akceptacje tego, że potrzeby chorej żony mają pierwszeństwo,
                                          niedziałanie przeciwo niej w zaden sposob.
                                          I podkreślam - nikt nikomu nie kaze wchodzic w tak trudny układ.
                                          I tak na marginesie - skad prewność, że kazda kobieta marzy o tym, by jej
                                          meżczyzna mieszkał z nia na co dzień?
                                          • angoisse Re: ale Was ruszyło 31.05.07, 20:32
                                            nie musi marzyć o mieszkaniu na co dzień z ukochanymsmile nie zawsze skóra warta
                                            wyprawki, ale raczej nie marzy tez po nocach i dniach zeby on miał żonę, do
                                            tego chorą.
                          • libra22 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 22:20
                            Trywializujesz bardzo (a nawet piszesz jak troll)
                            • libra22 korekta 30.05.07, 22:21
                              To było do anuli, nie do Ciebie Anju.
                              • anula36 Re: korekta 30.05.07, 22:25
                                wyrazam swoja opinie na temat watku czy to jakis problem?
                                nie masz ochoty czytac- jest opcja wygaszania postow "nieprzyjaciol" w opcjach ustawien forum.Polecam.
                                • libra22 :-) 30.05.07, 22:30
                                  Nie skorzystam. Nigdy czegoś takiego nie robiłam.
                                  Wolę opinie wyrażone innym językiem i inną argumentacją. To wszystko.
                                  • anula36 Re: :-) 30.05.07, 22:39
                                    niestety, jako rasowy troll nie czuje potrzeby podlizywania sie komukolwiek.
                  • akalsa Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 22:48
                    nangaparbat3 napisała:

                    > anula36 napisała:
                    >
                    > > kochanka ktora zna swoje miejsce- coz za zaszczytne stanowisko.
                    > > Ciekawe dla jakiej kobiety chcialbyscie takiego losu. Bo chyba nie dla si
                    > ebie
                    > c
                    > > zy swojej siostry czy corki.
                    >
                    > No mnie sie wydaje, ze kobieta wiażaca się z kimś, kto ma zobowiązania -
                    wobec
                    > zony, rodziców, dzieci - musi te zobowiazania uznac. (i oczywiscie mezczyzna
                    > biorący sobie kobite ze zobowiazaniami). I sie samoograniczać w zwiazku z nim.
                    > ale wszak przecież na Boga - nikt jej nie zmusza do wiązanie sie własnie z
                    kims takim.



                    czyli nie macie zadnego problemu, zeby zaakceptowac kochanke WASZEGO meza byle
                    nie wymagala rozwodu? NIE MACIE problemu??
                    bo jesli macie(mialyscie) jednak pretensje do męża z tego powodu, to jakim
                    prawem odbieracie tamtej chorej kobiecie prawo do tych ewentualnych pretensji??
                    dlatego, ze jest chora, ze jest zoną ale chora, to jej mezowi dajecie "pod
                    stolem" prawo do kochanki??
                    zastanowcie sie kobiety.
                    zaakceptujecie kochanke meza na stale obok was? nie? tylko dlatego ze wam
                    zdrowie nie nawalilo to macie prawo nie akceptowac?

                    • nangaparbat3 Re: miedzy milościa a litością 30.05.07, 23:19
                      A na jakiej podstawie twierdzisz, ze uwazam, ze nie ma problemu?
                      Pomijasz pytanie, jakie stawia autorka watku: czy on ma prawo opuscic zone?
                      Od tego wychodzimy.

                      a co do akceptowania kochamki - wiele kobiet tak postepuje. Nie bede sie
                      ogólnie wypowiadac, bo kazdy przypadek jest inny.
    • z_mazur Dla mnie to nie jest problem teoretyczny. 30.05.07, 22:44
      Była żona faceta, z którym jest aktualnie moja żona. Miała wylew i jest częściowo sparaliżowana. Na dodatek trochę zmieniła jej się psychika i zrobiła się autentyczną jędzą. On przez jakiś czas próbował się nią zajmować, ale to go przerosło. Zresztą nie znam szczegółów, wiem że odszedł od niej i rozwiódł się. W międzyczasie zaczął się jego romans z moją żoną, która nota bene była dobrą koleżanką tamtej kobiety.
      Nie wiem czy romans był bezpośrednią przyczyną jego odejścia od żony, wiem że już wtedy ona była nie do zniesienia.
      Nie wiem jak moja żona jest mu w stanie ufać, że w trudnych chwilach jej nie zostawi, to ona musiałaby odpowiedzieć na to pytanie.

      W każdym razie nie potrafię jednoznacznie opowiedzieć się w tej sytuacji.
      • libra22 Re: Dla mnie to nie jest problem teoretyczny. 30.05.07, 22:56
        Bo chyba nie ma czegoś takiego jak jednoznaczne opowiedzenie się w tej
        sytuacji. To moga zrobić tylko osoby zainteresowane. My tylko "gdybamy".
        smile
        • z_mazur Re: Dla mnie to nie jest problem teoretyczny. 30.05.07, 23:01
          Tak i dlatego nie przepadam za takimi radykalnymi stwierdzeniami, że ktoś coś musi..., że nie ma prawa..., gdyby tak było, to określałyby to przepisy prawne.
          A tak, to po prostu kwestia wyboru pewnej postawy w konkretnej sytuacji.
          Łatwo mówić komuś innemu, jak ma postąpić w określonej sytuacji skoro samemu się w określonej sytuacji nigdy nie było.
      • akalsa Re: Dla mnie to nie jest problem teoretyczny. 30.05.07, 22:57
        kobiety tak miewaja, chiec czuc sie potrzebne w nieszczesciu, uwielbiaja
        pocieszac biednych panow ktorym ciezko sie zyje z innymi kobietopodobnymi
        jedzami. nie zawsze zauwazaja ze rowoczesnie same bywaja jedzami dla kogos
        innego.
      • nangaparbat3 Panie Z. 30.05.07, 23:14
        Dobrze, zes Pan to napisał, teraz rozumiem wcześniejsze Twoje wypowiedzi w tym
        wątku.
        Ja tez sie otarłam o problem choroby niekończącej się i uciazliwej dla
        bliskich. Na tyle sie otarlam, by wiedziec, jak zlozona jest taka sytuacja.
        • cien_wiatru Re: Panie Z. 31.05.07, 00:38
          To dotyczy przyjaciela mojego meza, ktory mieszka za granica, wiec rzadko sie
          widzimy. Wlasnie w ubiegly weekend odwiedzilismy ich po raz pierwszy od wielu
          lat.
          Przy okazji spotkalismy sie z innymi znajomymi mieszkajacymi w tym samym
          miescie, bardzo porzadnymi ludzmi. Wg nich ta chora zona go niemilosiernie
          wykorzystuje, wszyscy sie dziwia, ze on to znosi, ze latami robi za matke
          Terese z Kalkuty.
          Ona jest naprawde chora, spacery nie wchodza w gre, ale inne rzeczy tak. Poza
          tym nie jezdzi na wozku, tylko przemieszcza sie o wlasnych silach.

          Tak, zrobil co mogl, stawal na glowie, zeby jakos zyla, ale ona konsekwentnie
          odmawia. Setki razy proponowal, ze ja zawiezie samochodem do kina, teatru,
          restauracji, 2 razy wzial ja na wczasy nad morze ( plywac moze i lubi ), to po
          2 dniach wrocila. Ci moi znajomi mowili, ze ona sie po prostu plawi w tej
          chorobie, chce zeby jej wspolczuc, zeby sie nad nia roztkliwiac, zeby wszystko
          sie wokol niej krecilo.

          Mnie sie facet ,nie ukrywam , bardzo podoba. Ale z racji duzej odleglosci
          ( zagranica )w moim przypadku ani rola nastepnej zony ani madrej kochanki ani
          materaca nie wchodzi w gre.
          Napisalam o tym, bo mnie interesowalo Wasze zdanie na ten temat.
          • anula36 Re: Panie Z. 31.05.07, 00:47
            miedzy plotkami znajomych a rzeczywistoscia czasem istnieje bardzo duza rozbieznosc.Zasadniczo nie warto wierzyc we wszystko co wyploca blizni.
            a moze faktycznie ona sie plawi w chorobie a on wspouzalezniony jak zona alkoholika?
            Albo go liczne panny pocieszaja ( skoro tobie sie podoba to pewnie innym zonom rowniez)i wszyscy sa zadowoleni?
          • menab Re: Panie Z. 31.05.07, 07:54
            A może on źle sie zabiera za tą pomoc.Może ona potrzebuje pomocy jakiegoś
            psychologa.Czasami choroba wywołuje wielkie spustoszenie w psychice, załamuje
            wszelkie priorytety.Ludzie się poddają i na to potrzeba specjalisty.Czasami
            miłość męża nie wystarczy.Zna,m to z autopsji.Moja mama 10 lat temu zachorowała
            na raka piersi.Dla kobiety to jest jak....to jest straszne.Leczenie, walka o
            życie i mój tata był przy niej.W tym czasie dostał propozycję zostania
            dyrektorem w swojej firmie i odmówił ze względu na mamę, żyby w tym ciężkim
            okresie nie została sama - bo ten awans wiązałby się z częstą nieobecnośćią.Nie
            pozwolił by się załamała i by została sama. Aa i mój tata jest równie
            przystojny i niejedna kobieta by go chętnie pocieszyła.Oboje to przetrwali,
            wiem jak im było ciężko, a dziś ciągle podróżują, właśnie polecieli na
            wycieczkę i są razem szczęśliwi.
            • libra22 bywa 31.05.07, 08:50
              Słusznie zostało tu zauważone, że bywaja przypadki, gdy osoba chora poprzez
              swoją chorobę wymusza zachowania innych. Jakby bała się, że inaczej nie
              dostanie tego, co porzebuje (miłości, troski). Do tego zaczyna występować
              zespół współuzaleznienia całej rodziny.

              Anulo - nie jestem osobą tak wyważoną i mądrą jak Nanga, dlatego czasem ponosi
              mnie wobec osób stosujących tego rodzaju słownictwo i argumentację, jaką Ty
              stosujesz. Stąd posądzenie o trollowanie - niesłuszne chyba. Za to prepraszam.
              • anula36 Re: bywa 31.05.07, 12:06
                a to juz twoj problem kolezanko, co cie ponosi, a co nie.
          • angoisse Re: Panie Z. 31.05.07, 08:43
            To jego prywatna sprawa czy zostanie, czy odejdzie, jego wybór i jego sumienie.
            Czy on taki Przystojny na pewno jest żonie wierny? Nie wiesz. Czy sam nie szuka
            takiej do której się może przenieść? Nie wiesz. Znajomym bym tak bezkrytycznie
            nie wierzyła , najczęściej figę wiedzą jak tam jest naprawdę za drzwiami
            mieszkania, w dużej części to ploty i nadinterpretacje. Jeśli chcesz mu pomóc to
            szukaj dla żony i niego dobrego psychologa a nie usprawiedliwionej drogi
            ucieczki z małżeństwa.
    • 13monique_n Re: problem moralno-etyczny 31.05.07, 13:53
      Nikt nie powie mu tak naprawdę, czy on ma zostać, czy odejść. Jeśli kocha swoją
      żonę, a ich związek jest oparty na wzajemnej (sic! to słowo kluczowe) miłości i
      zrozumieniu, na prawdziwej więzi, to nie odejdzie. Wynika z definicji miłości
      nie pojmowanej jako wieczny "haj". Ale jeśli trzyma ich ze sobą jedynie
      OBOWIĄZEK, to ja na miejscu też żony już bym faceta spakowała, gdybym tylko
      wyczuła, że robi mi łaskę.
      Polecam doskonały wywiad w dodatku do Polityki z zeszłego tygodnia "Poradnik
      psychologiczny". Zasadniczo zgadzam się z panią psycholog, która m.in.
      wspomina, że jesli związek jest prawdziwy, jest w nim porozumienie (nie
      czułostkowość i jakaś różowa mgła, czy tym podobne bajki), to ludzie w chwili
      próby stoją przy sobie. Ale to przecież i tak wiemy, n'est pas?
    • misbaskerwill clou problemu... 31.05.07, 18:58
      > Jak myslicie - ma prawo od niej odejsc ( oczywiscie zabezpieczyc ja
      > finansowo, zapewnic opieke ) i zaczac normalne zycie z inna kobieta ?

      Sedno tkwi w tym, kim jest ta "inna kobieta"?
      I skąd wiesz, że ona jest lub nagle wyskoczy jak diabeł z pudełka, jak tylko on
      odejdzie?
      Bo jak jest inna, to ten gość jest świnią, co zdradza chorą żonę.
      A jeśli tej trzeciej nie ma, też "musi odejść"?

      Cieniu: rozumiem, że będąc na miejscu żony, wspaniałomyślnie kazałabyś mężowi
      odejść, bo taki towar nie może się przecież "marnować".

      Jasne w tym jest tylko jedno: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
      • julka1800 Re: clou problemu... 01.06.07, 06:54
        zgadzam sie z kazdym zdaniem Misia, bingosmile))))
        • ladyhawke12 uczucia 01.06.07, 10:56
          Czytałam wszystkie wypowiedzi, i włąsciwie wszystko zostało już napisane. Zastanawiam się tylko po co cień to nipisała/napisał, jak później nie ustosunkowuje sie do żadnej z wypowiedzi.

          Tak naprawde problem jest w otaczajacym nas zgiełku, raklamach które promuja zdrowych bogatych i pieknych. Ze liczy sie tylko to co na zewnątrz, a nie to co powiniśmy pielęgnowac w swoim wnetrzu i sercu. Dziewczyny zachowuja się wyzywajaco i wulgarnie, pójdą z kazdym z drinka. I facet zyje w takim a nie innym środowisku, wpaja sie przekonanieże ma byc wygodnie miło i bez zobowiazań, a jak pojawią się problemy to przeciez stado lasek czeka na takiego i przebierac wybierać. Nie promuje się miłości, wierności tylko piekny bajkowy ślub, nie pisze sie o zwykłym szarym życiu, o tym że żyli długo i zwyczajnie. Łatwizna wkradła się w nasze zycie, brak trudu budowania uczucia, bo trzeba poświecic czas, i to długotrwały proces, a przeciez teraz masz wszystko na wyciagniecie reki. Jeśli kogoś darzy sie tym wyjatkowym uczuciem zwanym miłością, to nie ma sie dylematów czy zostac z chorym kochanym człowiekiem, czy odejść. Dla ukochanej osoby można naprawde wiele poświęcić, nawte wtedy gdy ona juz nie poznaję ze ty, to ty. Miłość jest bezgraniczna i bezwarunkowa, i dla niej naprawde można zrezugnowac z seksu np. Znam taka osobe, i o dziwo jest to facet, przez 20 lat opiekowal sie swoja zona chora na raka, nawet wtedy byl przy niej gdy juz go nie poznawala. To jest miłośc, wielka wszechogarniajaca, pozwalajaca zapanowac nad popedem. Jesli jej nie kocha, niech jej nie rani, prosciej jest zrezygnowac z walki, i odejsc, taki czlowiek nie jest wart nazwy jak nosi.Kazdy z nas chcialby miec w swoim zyciu, kogos na kim bedzie mogl sie wesprzec w trudnych chwilach, do kogo bedzie sie mialo zaufanie, jestesmy wszak wszycy bardzo krusi, i kazdego z nas moze to spotkac, choroby wypadki chodza po ludziach, czy wtedy mielibysmy podobne dylematy, czy wolelibysmy miec cieplo i milosc drugiej osoby.
          • ivone7 Re: uczucia 01.06.07, 11:16
            lady..napisalas to tak pieknie, ze az sie wzruszylam...
            masz racje..zgadzam sie z toba w zupelnosci..czasami zapominamy o tym co wazne
            i idziemy na latwizne...dziekuje
            • ladyhawke12 Ivon 01.06.07, 11:30
              Nie ma za co, tak mi sie nasuneło, byłam dwa dni temu na koneferncji,i napatrzyłam sie na to jak zachowuja sie panie a jak panowie, nikgdy bym nie uwierzyła gdybym nie widziała, żaden z panów nie sciagna obrączki ( widac na palcu ślad jak ktos zdejmie), i skutecznie dawali w wiekszości odpór zaczepkom panienek. Tyle facetów w jednym miejscu, niezły wybór, kurcze było to dla mnie dziwne zachowanie, przeciez facet na delegacji wyrwał sie z domku. Zapytałam jednego z panów który skutecznie sie oganiał, dlaczego, a on mi odpowiedział ,że ma przesyt tej łatwizny że trudno kogoś darzyć uczuciem, że woli powalczyc w małżeństwie o nie gdy są problemy, bo w ten sposób sie bardziej sprawdza jako facet, niz jak zaliczy iles tam panienek.
          • nangaparbat3 Re: uczucia 01.06.07, 16:28
            >>>Znam taka osobe, i o dziwo jest to
            facet, przez 20 lat opiekowal sie swoja zona chora na raka, nawet wtedy byl
            przy niej gdy juz go nie poznawala. To jest miłośc,
            wielka wszechogarniajaca, pozwalajaca zapanowac nad popedem. Jesli jej nie
            kocha, niech jej nie rani, prosciej jest zrezygnowac z
            walki, i odejsc, taki czlowiek nie jest wart nazwy jak nosi.<<<<

            bardzo łatwo jest stawiac wymagania i rzucac oskarżenia. Ja sama od roku mam w
            najblizszej rodzinie dokładnie taki obraz, jak opisany przez Ciebie - miłosci
            wszechogarniajacej i bezwarunkowej. Taka miłoscia kocha moja mama mego ojca,
            zawsze tak go kochała, a teraz jeszcze musi go kochac jak maleńskie dziecko.
            ale taka miłośc jest darem. Do takiej milosci nie mozna sie zmusić,
            zmobilizować, przekonać. Z miłoscia jak z wiarą - dostalo sie ja albo nie.
            ani moja mama nie zasługuje na jakaś specjalną nagrode, ani ktoś, kto nie byłby
            takim jak ona - na karę. Dla niej nagrodą jest juz sama milość, zgoda z sobą,
            ze swiatem, spokoj sumienia. Dla niego - jesli komus brak miłosci, zasługuje na
            wspolczucie raczej. Odbierac mu za to miano czlowieka - za co wlasciwe? Że
            kiedys nie dość go kochano, i on teraz nie umie? a skad ma umiec?
            • phokara Re: uczucia 01.06.07, 16:42
              Nanga, jak Ty coś napiszesz, to mi mowę odbiera. I zostaje samo złoto - w
              sensie zauroczonego milczenia.
              • nangaparbat3 Re: uczucia 01.06.07, 16:55
                Wolej tez bym sie przymkneła.
                wlasnie sie okazalo, ze zapodziałam coś cholernie waznego.
                Jadę szukać sad((((((((
            • 374.4w Re: uczucia 01.06.07, 16:57
              nangaparbat3 napisała:


              Odbierac mu za to miano czlowieka - za co wlasciwe? Że
              > kiedys nie dość go kochano, i on teraz nie umie? a skad ma umiec?


              Nango dziekuję, ujęłąś celnie w kilku słowach coś co usiłuję zrozumieć i
              zdefiniować od wielu lat.
              >
              • ladyhawke12 uczucia 01.06.07, 18:55
                Prosze przeczytać z uwaga cały tekst, bo w kontekście całej wypowiedzi to co napisałam ma sens, a nie tylko z wyrywka wypowiedzi. Jeśli np dziecko nie opiekuje sie swoimi straszymi schorowanymi rodzicami, wiekszość potepia, wtedy nie ma dylematu, a przecież rodziców sie nie wybiera, ta drugą ososbe tak. W sumie chodziło mi tak na prawdę o to ze zbyt wcześnie się poddajemy, że idziemy nałatwiznę w wiekszości spraw, przedkłada sie to na uczucia równierz. Jak widać z powyrzszych przykładów można, być przy kimś na dobre i na złe.
                • anula36 Re: uczucia 01.06.07, 19:02
                  dzis sie zderzylam z podobna tez autentyczna historia - mlodzi, piekni, bogaci, zakochani, miedzy slubem cywilnym a koscielnym, on po wypadku samochodowym za moment wyjedzie na wozku ze szpitala.Z okrucienstwem widza ciekawa jestem dalszego ciagu.
                  • ladyhawke12 cien_wiatru? 01.06.07, 21:39
                    Poprostu chciałam wam wszystkim otworzyc oczy, cien_wiatru najpier pisze ze mierzi ja maż, ale jego portfel nie, i teraz nagle znalazla pieknego bogatego, ma jeden feler jest zonaty i ma chora żonę, czy uwazacie ze to jest ok.
                    • fankaaa Re: cien_wiatru? 01.06.07, 22:16
                      Też myślałam,że o to chodzi, ale podobno nic z tych rzeczy...
                    • nangaparbat3 Re: cien_wiatru? 02.06.07, 00:07
                      ladyhawke12 napisała:

                      > Poprostu chciałam wam wszystkim otworzyc oczy, cien_wiatru najpier pisze ze
                      mie
                      > rzi ja maż, ale jego portfel nie, i teraz nagle znalazla pieknego bogatego,
                      ma
                      > jeden feler jest zonaty i ma chora żonę, czy uwazacie ze to jest ok.

                      To jest Twoja interpretacja - oczywiscie masz do niej prawo, ale dobrze
                      pamietać, ze kazda interpretacja jest tylko jedna z wielu mozliwych.
    • kasiar74 Re: problem moralno-etyczny 02.06.07, 00:16
      czy ma moralane prawo odejść od chorej żony? Moralnie nie ma takiego prawa, a
      że ludzie są tylko ludźmi to zostawiąją swoje chore żony, zostawiają swoje
      maleńkie dzieci, unikają odpowiedzialności za drugiego człowieka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka