Dodaj do ulubionych

Żona w domu

13.06.07, 10:25

No, więc rozpocznę nowy wątek.
Wątek na motywach tego co pisze pamigotka w wątku a alimentach. Ciekawa
jestem, cZy naprawdę wiekszosć z Was uważa, ze kobieta niepracujaca, matka
nastoletnich dzieci (11 i 13), powinna siedzieć w domu i "wychowywać" dzieci.
Dodam, że kobieta jest wykształcona.

Drugą sprawą, juz mniej mnie dotyczącą to kwestia "umowy" między mężem i żoną
o siedzenie w domu. Nie wiem jak to wyglada w innych rodzinach, ale bardzo
często w rozmowie z moimi kolegami w pracy (którzy mają niepracujace zony) to
wcale nie wynika z jakiejkolwiek umowy, ale raczej z narzcenia pewnych
sytuacji. Maż raczej by wolał dodatkową kasiorlkę, no ale żona przeciez
wwychowuje dzzieci, a potem juz nie moze znaleźć pracy, a potem się nieopłąca
bo mało zarabia. Czy naprawdę jest to uzgodnione?

A trzecia sprawa to to czy uczciwe jest (wobec dzieci) siedzenie w domu i
czerpanie dochodów z pracy obcego juz po rozwodzie człowieka. Bo wg mnie nie.
Ja nigdy bym się na to nie zgodziła.
Obserwuj wątek
    • pamigotka Re: Żona w domu 13.06.07, 10:48
      Lilianko - przedstawiony przez Ciebie problem jest bardzo ososbisty.

      Nie wiem czy była zona Twojego eks powinna pracowac.
      Nie wiem czy twoi koledzy wola kase niż zone w domu. jaj mam doczynienia z
      ludzmi które takie rzeczy uzgadniaja.
      I powiem Ci masz prawo do swoich przekonan i nie zamierzam dyskutowac co
      powinna zrobic Twoja eks i czy tycz ona ma racje. Moze warto podyskutowac jak
      kto widzi i czuje taki podziałm jedno zostaje w domu drugie pracuje. Jakie plus
      i jakie zagrozenia ma taka sytuacja, co kieruje ludzmi decydujacymi siie na
      taki aco na inne rozwiazania . Czy możan okreslic w sposób jednoznaczny które
      rozwiaznie jest lepsze (to chyba nie - bo nie mozna) ...
    • pamigotka Re: Żona w domu 13.06.07, 10:53
      Zestawienie tego co napisałaś, sugeruje ze ja uważam ze Twoja eks powinna
      zostrac w domu i zajmowac sie dziecmi.
      Jeszcze raz Ciebie informuje i juz poraz ostatmni . Ja nie wiem co pwoinna
      zorbic eks Twojego M. Znam tylkopewne ustalenie miedzy niem i to ty je podałas.
      Natomiast nie czuje sie osoba upowaznina do mówienia jej co winna lub nie
      zrobic.
      Szanuje tylko utsalenie jej i jej byłego pratenra i rozumiem ze moga miec swoje
      racje.

      Kończe dyskusje z Toba. Akceptacja , zrozumienie nie zawsze znaczy popieranie.

      Zycze Ci by Twoje zycie stało sie milsze, abyś umiała cieszyc sie z tego co
      masz, i zajeła sie swoim zyciem i swoim szczęsciem.
      • agamagda Re: Żona w domu 13.06.07, 11:05
        Nie jestem do końca przekonana, że o takie postawienie sprawy chodziło
        Pamigotcesmile
        Ale co do sedna dla mnie kwestia "siedzenia" - swoją drogą ciekawy eufemizm,
        nie wiem, ile dokładnie osób w domu siedzi majac małe dzieci - w domu, to
        sprawa wyboru każdej rodziny. Chyba nie ma jednego uniwersalnego "dobrego"
        wyboru, bo naprawdę inna jest sytuacja Kowalskiego pracującego 7-15, majacego
        zdrowe dzieci, i pensję, która nie pozwala na utrzymanie 3 osób, a inna jest
        sytuacja bardzo dobrze zarabiającego i nie mającego, na nic czasu finansisty.

        Niewątpliwie są jednak pewne ogólne zasady. Uważam również, że tego typu
        ustalenia powinny być decydowane po rozmowach i na zasadzie kompromisu i zgody
        obojga małżonków. Niewątpliwie, dla mnie, kobieta, która pozostaje w domu na
        wychowawczym, dokonuje dobrego wyboru (ale ja wróciłam co prawda szybko do
        pracy), bo nawet jeśli staje się finansowo uzależniona w tym okresie od męża,
        to jednak jest to wybór na zasadzie mniejszego zła.



    • kammik Re: Żona w domu 13.06.07, 11:03
      Ad. 1

      Większość jak sądzę uważa, że kobieta powinna wybrać taki model życia, jaki jej
      odpowiada i przyjąc na siebie plusy i minusy wyboru. Uwierz, nie wszyscy muszą
      z wywalonym jęzorem udowadniać od 8 do 16, że są jednostką przydatną
      spoleczeństwu wink

      Ad. 2
      Znajdz faceta, ktory się przyzna, że mu wygodnie z "domową" żoną smile Większośc
      przyjmie zbolałą minę cierpiętnika Co Zarabia Miliony na Miliony. Nie rozumiem
      sformułowania "narzucenie sytuacji" - jeśli jest jakiś problem w związku, to
      się go powinno przedyskutować. E, pierniczę bez sensu - w moim bywszym
      małżenstwie, jak chciałam iść do pracy, to eks co chwila wyciągal jakiś nowy
      powód, dla ktorego pracować nie mogę. Najśmieszniejszy brzmiał "bo cię tam będą
      faceci podrywać". Jak zaczęłam pracować dorywczo, 2-3 razy w tygodniu, to też
      były wieczne anse. Zatem korekta do powyzszego - nie wszystko da się ustalić w
      dyskusji.

      Ad. 3
      Lilianko, jakbym ci zaproponowala, ze co miesiac zasilę twoje konto dajmy na to
      dwoma tysiakami to protestowałabyś a)mocno b)słabo c)wcale? Zdrowiej ci będzie
      dziewczyno, jak przestaniesz drążyć kwestię porozwodowych ustaleń twojego męża.
      Ustaleń, ktore jak dobrze pamiętam (szybki rozwód bez orzekania o winie) były
      korzystne równiez dla ciebie.
      I co ma uczciwośc wobec dzieci z tym, że matka dostaje pieniądze od ich ojca?
      • agamagda Re: Żona w domu 13.06.07, 11:07
        Najśmieszniejszy brzmiał "bo cię tam będą
        >
        > faceci podrywać". Jak zaczęłam pracować dorywczo, 2-3 razy w tygodniu, to też
        > były wieczne anse. Zatem korekta do powyzszego - nie wszystko da się ustalić
        w
        > dyskusji.


        Przynajmniej wiadomo, dlaczego w drugim zwiazku nie protestował, jak żonę
        ciągnęło do pracysmile)
        • kammik Re: Żona w domu 13.06.07, 11:19
          Nie róbta se jaj, kolezanko, bo nic smiesznego w tym nie było, psiakrew.
          Dochodziło do takiej schizy, że jak na wykładzie kolega z grupy przytrzymał
          przez chwilę moją rękę (coś spisywał z moich notatek) to SERIO zastanawialam
          się, czy się z tego w domu wyspowiadać. Pamiętam też, jak zerwałyśmy się kiedyś
          z ćwiczeń i poszłyśmy coś zjeść i wypić wink Nie zdązyłam nawet niczego zamówić,
          kiedy do restauracji wparował Ówczesny Mąż i z miną tajnika z CBA zapytał, co
          ja robię poza domem i uczelnią. Oczywiście przechodzil tam PRZYPADKIEM.

          Dobra, bo się wątek wspomnieniowo-anegdotyczny robi, a nie o to sżło.
          • agamagda Re: Żona w domu 13.06.07, 11:29
            No, ja tylko stwierdzam, ze niektórzy faceci uczą się na doświadczeniach
            (celowo nie użyłam słowa błądwink.

            Chłop zrozumiał, że atrakcyjna żona to straszny stres, no i wziął se innąsmile).

            Choć, cuś mi się zdaje, że drugim razem, to poszedł po całości i za jednym
            pociagnięciem zrezygnował i z formy, i z treści treścismile)).

            • mangolda Re: Żona w domu 14.06.07, 11:35
              Wy jak zwykle drwicie sobie z Erin.
              Tez nosze rozmiar 44 i jestem atrakcyjną kobietą.
              • natasza39 Re: Żona w domu 14.06.07, 11:44
                mangolda napisała:

                > Wy jak zwykle drwicie sobie z Erin.
                > Tez nosze rozmiar 44 i jestem atrakcyjną kobietą.


                Mangolda, jesteś cudna!
                I wreszcie udowodniłaś na 1000%, że jesteś trollemsmile
              • kicia031 Re: Żona w domu 14.06.07, 12:03
                Wiesz Mongołdo, co jest w zyciu piekne? - ze kazda powtwora znajdzie swego
                amatora.
    • mamaika Re: Żona w domu 13.06.07, 11:19
      To kwestia indywidualnych wyborów . Ja generalnie wszystkich dorosłych wysyłam
      do roboty i nie obchodzi mnie ich status typu eksia czy neksia, żonaty czy
      rozwodnik, konkubent ( ? ) czy konkubina , synuś czy córunia. Ot zdania jestem,
      że na chlebuś każdy powinien pracować. Co do mam wychowujących dzieci ( bez
      względu na ich wiek ) to sprawa umowy miedzy partnerami bądz innych zdarzeń ale
      w tym wypadku to trudno oceniać co i dlaczego a dwa nie moja broszka smile . Co
      do byłej żony Twojego chłopa tez się wypowiadać nie będę ,bo to tez sprawa
      między Twoim mężem a nią bez względu jak Cię to drażni . I tu jednak radzę
      szczerą rozmowę z chłopem, bo przecież zasądzonych alimentów na nią nie
      ma,płaci dobrowolnie więc tylko on jest w stanie udzielić Ci odpowiedzi . Moja
      eks pracowała tak rzadko i na ogół krótkotrwale ale mój chłop dodatkowych
      pieniędzy na nią nie łożył ( co prawda alimenty były w kwocie znacznej )żyła z
      alimentów na dzieci. Jej niepracowanie wynikało z jej wieloletnich problemów z
      nadużywaniem alkoholu a potem chyba z niemożnością dostosowania się do życia
      generalnie bo choć prace miała załatwiane to utrzymać się jej nie udawało a
      sama jakielkolwiek chęci w szukaniu nie miała, łacznie z tym że nawet nie
      rejestrowała się w biurze pracy choć miała go ze 20 minut od domu . Wkurzało
      mnie to bardzo a jakże . Było minęło .
      >A trzecia sprawa to to czy uczciwe jest (wobec dzieci) siedzenie w domu i
      > czerpanie dochodów z pracy obcego juz po rozwodzie człowieka. Bo wg mnie nie.
      > Ja nigdy bym się na to nie zgodziła.
      Nie rozpatrywałabym tego w kwestii uczciwości w żaden sposób . Jezli tak
      ustalili to co w tym nieuczciwego , znam pary, w których życzeniem małżonka
      jest by dziewczyna w domu siedziała i dzieci wychowywała, o dom dbała , etc i
      wszystko fajnie jak małżeństwo kwitnie. Ale jak się rozstają po x latach to
      właśnie uczciwe wydaje mi się płacenie na byłą żonę bo skoro pan były małzonek
      nie dawał jej pracować jak razem byli to realnie patrząc na życie tak Pani ma
      małe jednak szanse na sensowną pracę,którą by mieć mogła nie będąc w domu przez
      x lat uwiązana . Co do dzieci to jasne ,że niepracujący rodzice w konsekwencji
      na starość zostają na ich garnuszku ot niezbyt fajna sprawa bo życiowe wybory
      ich rodziców skutkują na ich życiu.
      Czy ja bym tak mogła- nie , ale ja jakoś wcześnie zaczęłam zarabiać na swoje
      potrzeby, pracowałam ,pracuję. Nie wisiałam ani na kieszeni mojego Taty, ani na
      kieszeni byłego ani na moich chłopie .
      Zdaję sobie sprawę,że ten wątek podyktowany jest Twoją osobistą sytuacją i że
      Cię to zwyczajnie wkurza . Ma prawo i tyle, bez względu na to co Ci dziewczyny
      napiszą to MASZ PRAWO BYĆ ZŁA smile. Nie daj się natomiast wmanewrować w sytuację
      dopłacacza czy płatnika zobowiązań Twojego chłopa , ba jestem zdania bom
      wredna,że chłop winien zagwarantować Waszej rodzinie także odpowiednie środki
      finansowe.
    • lady_telimena Re: Żona w domu 13.06.07, 11:22
      Jestem przeciwna instytucji "żony, kobiety" w domu. Widocznie jestem feministą,
      ale wg mnie jest to rodzaj pracy który niejako ustawia kobietę w roli służącej
      do końca życia.
      • nzuri Re: Żona w domu 16.06.07, 11:48
        lady_telimena napisała:

        > Jestem przeciwna instytucji "żony, kobiety" w domu. Widocznie jestem
        feministą,
        >
        > ale wg mnie jest to rodzaj pracy który niejako ustawia kobietę w roli
        służącej
        > do końca życia.
        Lady_telimeno Ty nie jesteś feministką. Feministki walczą o to by kobiety mogły
        sobie wybrać co chcą robić (karierę, pracę prowadzenie domu, łotewer) i nie
        były dyskryminowane z powodu swojego wyboru.

        Uważam że to co się porobiło z określaniem pracy jako obowiązku kobiety, to
        jest jakaś paranoja - każdy powinien robić w życiu to co mu pasuje. Nie można
        kobiecie, która spełnia się w domu narzucać konieczności pójścia do pracy (i
        odwrotnie). Pomijam kwestie finansowe, zakładajcie proszę, ze pisze o sytuacji,
        gdy nie ma ekonomicznej konieczności - czyli są środki do życia. Zastrzegę
        zresztą, że dotyczy to obu stron - facet, który się zdecyduje na pozostanie w
        domu i wychowywanie dzieci, też nie powinien być dyskryminowany ani wyśmiewany.

        Inna sprawa, że takie podejście jest, szczególnie dla kobiety, niezwykle
        niebezpieczne, o ile nie jest bogata z domu wink.
        Stawia bowiem w sytuacji osoby uzaleznionej.
        Ja bym na to nie poszła właśnie z tego powodu, bo pomysł sam w sobie jest
        kuszący wink
    • kicia031 Propozycja 13.06.07, 11:26
      A moze warto rzeczywiscie na ten temat porozmawiac, abstrahujac nieco od
      kwestii lilianki, jej exi, ukladow miedzy malzonkami itp?

      Z tego, co widze, to wszysko jest w duzej mierze kwestia srodowiaka. ja, corka
      pracujacej matki, wnuczka kobiety ktora stracila meza na wojnie z pani
      inzynierowej zarzadzajacej sluzba w domu musiala sie stac pracujaca samotna
      matka dwoch corek powiem, ze nie wyobrazam sobie zebym nie pracowala. A wielu
      wzgledow - nakjwazniejszy to finasowa niezaleznosc, ale sa jeszcze kwestie
      spelniania zawodowego i intelektualnego, kontaktow z luczmi, niektorymi bardzo
      interesujacymi, jakich mi dostarcza moja praca. gdybym miala racowac jako
      sprataczka czy kuchark, kto wie, czy nie wolalabym tych czynnosci wykonywac u
      siebie w domu? w moim srodowisku to jest norma. Korzystanie z urlopow
      wychowawczych zdarza sie sporadycznie, i na pewno nie na 3 lata, nie znam tez
      zadnej kobiety niepracujacej...
    • lilith76 Re: Żona w domu 13.06.07, 11:29
      Nie uważam wcale, że kobieta powinna realizować się w pracy, jak jest szczęśliwa w domu, to proszę bardzo.
      Sytuacja się komplikuje, gdy związek się rozpada.
      Kobieta musi mieć wyjście awaryjne, na wypadek gdyby trzeba było walczyć z życiem samej - bo jak nie rozwód, to śmierć, wypadek, ciężka choroba małżonka. Zwalić się na głowę może wszystko.

      a potem się nieopłąca
      > bo mało zarabia.

      Mało dla niej, czy dla męża?
      Tak, mało zarabia i do tego, O ZGROZO, wymaga teraz partnerstwa w obowiązkach domowych od męża. A tego wyhodowna larwa czasem nie zdzierży wink


      I, niestety, uważam, że kto przynosi pieniądze, ten ustala zasady i warunki i tylko od jego klasy zależy jakie one będą. Ja bym ciężko to zniosła uncertain
    • pelagaa Re: Żona w domu 13.06.07, 11:39
      > Ciekawa
      > jestem, czy naprawdę wiekszosć z Was uważa, ze kobieta niepracujaca, matka
      > nastoletnich dzieci (11 i 13), powinna siedzieć w domu i "wychowywać" dzieci.
      > Dodam, że kobieta jest wykształcona.

      Jesli ja na to stac, bo ktos placi za/na jej utrzymanie, to moze sobie na to
      powolic.

      > Czy naprawdę jest to uzgodnione?

      Sadze, ze tak, ze bylo uzgodnione, albo tolerowane. W kazdym razie kopie chyba
      nie byly o to kruszone i nie z tego powodu sie rozstali?

      > A trzecia sprawa to to czy uczciwe jest (wobec dzieci) siedzenie w domu i
      > czerpanie dochodów z pracy obcego juz po rozwodzie człowieka.

      A wedlug mnie to nie ma nic wspolnego z uczciwoscia wobec dzieci. Dorosli sie
      umowili i warunkow umowy dotrzymuja, jesli sytuacja na to pozwala. Dla mnie
      postepuja wobec siebie uczciwie, bo dotrzymytwanie warunkow umowy jest uczciwe,
      ich niedotrzymywanie uwazam za nieuczciwe.

      Odnosnie pracowania, czy niepracowania bylo juz pierdylion watkow. Ja uwazam,
      ze kazdy MA PRAWO zadecydowac za siebie samego, czy rodzina ma prawo
      zadecydowac, co dla niej jest najlepsze. I choc ja osobiscie nigdy w zyciu nie
      zaufalabym facetowi na tyle, aby zdac sie na jego laske i nielaske w
      utrzymywaniu mnie i dzieci, to szanuje wybory innych. Znam co najmniej jedna
      pare, ktora wybrala "siedzenie" w domu kobiety z trojka dzieci i OBOJE nie
      wyobrazaja sobie inaczej. Uwazam, ze w razie rozstania on powieniien ja
      utrzymywac do konca jej dni, bo poswiecila juz wiele lat zycia na siedzenie w
      domu i mimo dobrego wyksztalcenia nie bedzie juz miala szans znalezienia dobrej
      pracy. Ostatnio moja bratowa dostala propozycje awansu, ktora odrzucila po
      konsultacjach rodzinnych, gdyz moj brat wolal, aby nadal miala slabo platna,
      ale malo nagazujaca prace z duza iloscia wolnegho czasu. WYBORY!!!
      Gdyby Waszej ex malo bylo ustalonego tysiaca i trulaby o zwiekszenie kwoty
      ponad ustalenia sama powiedzialabym jej, zeby ruszyla dupsko do roboty, bo
      ustalenia rewaloryzacji nie obejmowaly raczej.
      • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 12:03
        pelagaa napisała:
        > A wedlug mnie to nie ma nic wspolnego z uczciwoscia wobec dzieci. Dorosli sie
        > umowili i warunkow umowy dotrzymuja, jesli sytuacja na to pozwala. Dla mnie
        > postepuja wobec siebie uczciwie, bo dotrzymytwanie warunkow umowy jest
        uczciwe,
        >
        > ich niedotrzymywanie uwazam za nieuczciwe.

        Zgadzam się generalnie z tym co napisała pelaga, poza tym akapitem powyżej.
        Niepracujaca juz po rozwodzie matka, jest i owszem nieuczciwa w stosunku do
        swoich dzieci.
        Dlaczego? Juz wyjaśniam:
        Otóz ta Pani w przyszłości nie będzie miała praw do emerytury, bo sobie jej nie
        wypracuje.
        I jak w układzie niepracująca żona i pracujaca żona to jest ich brocha i na
        starośc będą sobie żyli z pojedynczej emeryturki i ich będzie to sprawą, to w
        przypadku, gdy taka kobieta jest już po rozwodzie i nie ma ORZECZONYCH PRAWNIE
        w sądzie na siebie alimentów jako strona niewinna rozpadu, to nawet jakby ten
        ex-mąż nie wiem jak był uczciwy i honorowy ta jego ex-zona po jego śmierci
        emerytury po nim nie dostanie.
        A zatem zostanie jako "spadek" na utrzymaniu dorosłych dzieci, bo nawet do
        przytułku jej w dzisiejszych czasach nie wezmą, bo też jakąś tam najniższą
        rencinę trzeba mieć, żeby się do niego załapać.
        Reasumujac niepracujaca samotna matka dzieci, jest potencjalnym strupem na
        dupie przyszłych rodzin swoich dzieci.
        I mozna pieprzyć o tym, że się wiedziało o zobowiązaniach męża kiedy się za
        niego za mąż wychodziło i nawet jest to zrozumiałe jak mówimy o rozwodniku.
        Ale tutaj przyszłe synowe, czy zięciowie dostana pannę czy kawalera w zestawie
        z mamuśką, którą będzie trzeba utrzymać.
        No chyba, że mamuśka, w chwili, gdy juz nie będzie miała mozliwości utrzymania
        się z alimentów płaconych dobrowolnie, zasiłków i innych takich popełni sepuku,
        albo znajdzie sobie drugiego, który ja utrzymywac do końca dni będzie.
        Wtedy fakt, nie będzie to krzywda dla dzieci.
        • natasza39 error. 13.06.07, 12:06
          > I jak w układzie niepracująca żona i pracujaca żona to jest ich brocha i na
          W powyższym akapicie oczywiście miało być:
          niepracująca zona i pracujący mąż.
          • megaa Re: error. 13.06.07, 12:17
            a co w przypadku gdy maz pozostawi niepracujaca zone, w takim wieku ze mimo
            najszczerszych checi z jej strony i nie zawsze checi ze stony potencjalnego
            pracodawcy, nie ma mozliwosci nabycia uprawnien emerytalnych? Rowniez wowczas
            powinna postrzegac siebie jako strup na dupie zyjacy na lasce swoich dzieci?
            • natasza39 Re: error. 13.06.07, 12:28
              megaa napisała:

              > a co w przypadku gdy maz pozostawi niepracujaca zone, w takim wieku ze mimo
              > najszczerszych checi z jej strony i nie zawsze checi ze stony potencjalnego
              > pracodawcy, nie ma mozliwosci nabycia uprawnien emerytalnych? Rowniez wowczas
              > powinna postrzegac siebie jako strup na dupie zyjacy na lasce swoich dzieci?

              A co w przypadku, kiedy mąż nagle uzna, że całe życie był kobieta uwięzioną w
              ciele męzczyzny i zechce się w wieku lat 50-ciu przerobić na babę i siedzieć w
              domu, a do tej pory niepracującą zonę wysłac do pracy?

              Taki sam mniej więcej przykład jak to co pisałamsmile

              Zdaje mi się, że piszemy o kobietach trydziestoparoletnich, które jeszcze jak
              najbardziej mogą zacząc myśleć o tym, aby sobie emeryturę jakaś wyrobić.
              Jak będziemy pisać o kobitach dorosłych dzieci, których męzowie odeszli w siną
              dal, to będziemy wtedy inny wątek zaczynać.
              Zresztą takiej kobiecie jak najbardziej należą się alimenty ze strony męża
              zasądzane sądownie, a po jego śmierci renta rodzinna po nim.
              • megaa Re: error. 13.06.07, 14:09
                wydaje mi sie ze fakt, iz 50 -latek odkryje w sobie szczegolnie duzy
                pierwiastek kobiety chyba jest zdecydowanie mniej prawdopodobny niz porzucenie
                50-latki dla "swiezej" narzeczonej. Ale moze nie znam realiow.
                30kilku-latka to nie jest jakis chyba modelowy wzorzec (jezeli odejdziemy
                oczywiscie od przykladu lilianki i jej eksi), niestety temat rozstan dotyczy
                zarowno 20-latek jak i tych kobiet zdecydowanie starszych. Moze nie nalezy
                upraszczac.
                • natasza39 Re: error. 13.06.07, 14:19
                  megaa napisała:

                  > wydaje mi sie ze fakt, iz 50 -latek odkryje w sobie szczegolnie duzy
                  > pierwiastek kobiety chyba jest zdecydowanie mniej prawdopodobny niz
                  porzucenie
                  > 50-latki dla "swiezej" narzeczonej. Ale moze nie znam realiow.
                  > 30kilku-latka to nie jest jakis chyba modelowy wzorzec (jezeli odejdziemy
                  > oczywiscie od przykladu lilianki i jej eksi), niestety temat rozstan dotyczy
                  > zarowno 20-latek jak i tych kobiet zdecydowanie starszych. Moze nie nalezy
                  > upraszczac.


                  W sytuacji kiedy 50-letni podtatusiały facio zwiewa w ramonia
                  dwudziestoparoletniej dziewuszki od 50-cioletniej steranej żony, która mu
                  dzieci na dodatek wychowała, to na 99,9% każdy sąd jej alimenty na nia przyzna
                  i facio będzie musiał je wypłacać. A jak umrzez podczas miłosnych uniesień z
                  młódką, bo przesadzi z waigrą, babcia dostanie rentkę po nim.
                  I po sprawie!



    • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 11:42
      1. jak ona sobie zyje - to jej sprawa;
      2. jak małzeństwo się dogaduje w sprawie pozostania żony w domu , to tez ich
      broszka
      3. alimenty na dzieci są uczciwe; człowiek po rozwodzie nie jest obcy, bo jest
      ojcem wspólnych dzieci, a ze alimenty muszą starczyć na 3 osoby a nie na 2. to
      tez ich sprawa;
      4. " ty byś nigdy na to się nie godziła" - sorry, na co ?
      przecież siedzisz w tym układzie po uszy, więc godzisz sie.

      Zrozum kobieto, ze problem nie tkwi w twojej exi, TYLKO w twoim facecie, który
      tak sprawę załatwił .
      • mamaika Re: Żona w domu 13.06.07, 11:51
        Bet a jednak potrafisz tak normalnie i sensownie . Sorki nie mogłam się
        powstrzymać. A tak zupełnie na marginesie to liliance chodziło raczej o fakt,iż
        ona by nie mogła siedzieć w domu na czyimś utrzymaniu.
    • morskie_oko Re: Żona w domu 13.06.07, 11:55
      Myślę, że wszystko zależy od tego jaką decyzję oboje małżonkowie podjęli. Jeśli
      jakiejś parze rozwiązanie, że kobieta zostaje w domu z dziećmi i prowadzi dom,
      a facet zarabia, odpowiada, to jest to ich decyzja. Jeśli kobieta uważa, że
      chce iść do pracy, to mąż powinien to uszanować, choć pewnie wielu odpowiada
      sytuacja, że żona jest w domu, obiad pod nos, dom zadbany. Pewnie są też
      mężowie, którzy wolą, żeby żona pracowała, bo raz, że pieniędzy na życie więcej
      a i cała odpowiedzialność za byt rodziny nie spada tylko na niego. Tak więc,
      jeśli oboje akceptują dane rozwiązanie, to jest to dobre rozwiazanie.

      W przypadku rozwodu sytuacja się rzeczywiście komplikuje i moim zdaniem
      wszystko zależy, kiedy ten rozwód. Jeśli facetowi odbija po 20 latach
      małżeństwa, które to lata żona spędziła na gotowaniu mu obiadów i prasowaniu
      koszul, to jak najbardziej powinien płacić jej dożywotnie alimenty. Jeśli
      rozwodzą się młodzi ludzi, to sądzę, że żona, nawet jak ustalała z mężem
      zostanie w domu, to w takiej sytaucji te ustalenia stają sie nieaktualne.
      Zresztą nie wyobrażam sobie, aby młoda, dajmy na to około 30 letnia kobieta w
      takiej sytuacji nie chciała podjąć pracy, tylko zdawała się na alimenty od
      męża. Może i są takie kobiety, które z zemsty o takie alimenty będą występować
      i nie podejmować pracy, ale myślę, że one największą krzywdę zrobią sobie, a
      nie byłemu.
      • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 12:23
        morskie_oko napisała:
        > W przypadku rozwodu sytuacja się rzeczywiście komplikuje i moim zdaniem
        > wszystko zależy, kiedy ten rozwód. Jeśli facetowi odbija po 20 latach
        > małżeństwa, które to lata żona spędziła na gotowaniu mu obiadów i prasowaniu
        > koszul, to jak najbardziej powinien płacić jej dożywotnie alimenty.

        Znam taka sytuację z mojej rodziny.
        Mój dziadek odszedł od babki, gdy moja mama miała lat 14.
        Po wielu pieriepatałkach zgodził się na rozwód wyłącznie ze swojej winy.
        Płacił na bakę alimenty, jako na tą "niewinną" żonę.
        Moja babka nigdy nie poszła do pracy.
        Przez jej styly zycia moja matka nie poszła na studia, bo de facto babka nie
        mogłaby przezyć z tych pieniędzy na nią samą przyznanych.
        Musiała iśc do pracy i utrzymywac wtedy czterdziestoparoletnią wiecznie "chorą"
        mamuskę.
        Wiecznie "chora" ex zona mojego dziadka, a moja babka zyje do dnia
        dziesiejszego. Ma lat teraz 90.
        Na szczęście, dzięki temu, że dostawała te alimenty na siebie ma przyznana
        rentę rodzinną po dziadku, ale strupem na dupie mojej matki była przez
        kilkanascie lat życia dorosłego swojej córki.
        Wiem jak zmarnowała zycie mojej matce, jak "umilała" je swojemu byłemu mężowi,
        a mojemu dziadkowi, wiem jaka nienawiścią karmiła najpierw swoją córkę, a potem
        wnuki (mnie i brata) do faceta który miał śmiałośc "Od niej odejśc" jak to
        nazywała.
        Wiem to wszystko, bo to się na moich oczach rozgrywało.
        Nigdy nie będę miała krzty szacunku do takich bab!
        • kicia031 Re: Żona w domu 13.06.07, 12:40
          Przez jej styly zycia moja matka nie poszła na studia, bo de facto babka nie
          > mogłaby przezyć z tych pieniędzy na nią samą przyznanych.

          A czy to nie byla kwestia tez priorytetow babki? Moja babcia, wdowa bez zadnego
          wyksztalcenia po smierci meza na wojnie nauczyla sie pielegniarstwa, za bardzo
          nedzne dochody wyksztalcila 2 corki. Bo chciala...
          • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:03
            kicia031 napisała:

            > Przez jej styly zycia moja matka nie poszła na studia, bo de facto babka nie
            > > mogłaby przezyć z tych pieniędzy na nią samą przyznanych.
            >
            > A czy to nie byla kwestia tez priorytetow babki? Moja babcia, wdowa bez
            zadnego
            >
            > wyksztalcenia po smierci meza na wojnie nauczyla sie pielegniarstwa, za
            bardzo
            > nedzne dochody wyksztalcila 2 corki. Bo chciala...

            Kicia!
            Moja babka NIE CHCIAŁA iśc do pracy.
            To moja mama po ukończeniu szkoły pielęgniarskiej MUSIAŁA IŚC do pracy,
            chociaż chciała studiować.
            A MUSIAŁA bo jej wtedy czerdziestoparoletnia matka nie PRACOWAŁĄ bo
            była "chora", jak twierdziła.
            Ona miała inne PRORYTETY.
            Twojej babki priorytetem był iśc do pracy i wykształcić córki, a priorytetem
            mojej babki siedzieć w domu i wypominać z sasiadkami, jaki to mój dziadek buc
            bo ja zostawił.
    • m-jak-magi Re: Żona w domu 13.06.07, 12:07
      obiektywnie rzecz biorac siedzaca w domu baba nastoletnich dzieci jest dla mnie
      pasozytem.
      tak jak uwazam ze rozwodzac sie rodzice maja partykularny obowiazek zadbac o to
      by dzieci poniosly mozliwie najmniejsze konsekwencje takiego rozwodu - tak
      uwazam ze naiwnoscia a czasem i bezczelnoscia jest myslec ze rozwod nie zmieni
      drastycznie zycia doroslych w kazdej niemalze sferze ich zycia rowniez
      finansowej.
      uwazam ze dojrzala i zapobiegliwa matka w sytuacji rozwodu ma obowiazek podjac
      prace i zabezpieczyc siebie i swoje dzieci finansowo. musi sie przeciez liczyc
      z faktem iz jej byly malzonek moze nie moc badz po prostu nie chciec wywiazywac
      sie ze swoich obowiazkow alimentacyjnych, co wiecej moze sie okazac ze nawet
      regularnie placone alimenty nie wystarcza.
      w rodzinie pieniadze wydaje sie spontanicznie - jak zaistnieja wydatki to sie
      je po prostu placi - w przypadku alimentow kwoata jest stala i dodatkowe
      wydatki nie sa przez nie finansowane bo alimenty z gumy nie sa.
      zapobiegliwa zatem matka bierze to wszystko pod uwage i probuje uchronic siebie
      i dzieci przed nieprzyjemnymi konsekwencjami.

      to tyle ogolnie i w teorii.
      w twojej lilianko sytuacji mamy jednak do czynienia z umowa i zobowiazaniem
      jakie dobrowolnie zlozyl twoj maz. nie ma tutaj znaczenia czy eksia jest
      nierobem i pasozytem czy nie.
      co wiecej powiem nawet gdyby podjela prace to i tak w/g umowy jaka ma z twoim
      mezem do dodatkowych pieniedzy mialaby ciagle prawo.
      tak czysto po ludzku to ja cie rozumiem - tez wqrwiala by mnie baba ktora
      siedzi na dupie z nastoletnimi dziecmi a ja zmudzona zostawic moje
      kilkumiesieczne dziecko wracam do pracy bo musze utrzymac siebie i dziecko.
      to wszystko prawda ale .............. decydujac sie na zwiazek z facetem z
      przeszloscia musimy sie liczyc z obciazeniami finansowymi, musimy rowniez
      akceptowac ustalenia jakie poczynili owczesni malzonkowie - tak po prostu jest.
      chcac nie chcac zgadzam sie z bet ze jesli juz mamy swiadomosc "dobrodziejstwa
      inwentarza" to albo wrzucamy wsteczny i tyle nas widzieli albo bierzmy zycie
      jakie jest i cierpmy w milczeniu.

      glowa muru nie przebijesz.............
      • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 12:21
        po co tyle teoretyzować , nad tym jak powinno być, bo gdyby miało być tak , jak
        nalezy, świat byłby piękny, a ludzie szczęśliwi.
        Kazdy zyje tak jak chce i jak mu warunki , ambicje na to pozwalają.
        Exia nie pracuje i ma zapewne tysiące argumentów na to dlaczego nie idzie do
        pracy, a koronnym argumentem jest to, ze nie musi, a nie musi, bo ex płacąc jej
        taką sumę jaką płaci zwalnił ją od odpowiedzialności zadbania o swoje
        utrzymanie.
        Amen.
        • mamaika Re: Żona w domu 13.06.07, 13:20
          I tu się tez zgadzam ,ale podobnie jak natasza jeszcze raz podkreślę,że
          niepracujący rodzic , nie mający zasądzonych alimentów na siebie niestety w
          konsekwencji takiego a nie innego stylu życia ląduje na garnuszku u dzieci
          czyli de facto dziecko ponosi konsekwencje takich wyborów . I dla mnie to takie
          same dobrodziejstwo jak synkowie czy córusie żyjące z rent czy emerytur
          rodziców . I z własnego podwórka jak moja eks żyła to jej niepracowanie
          dziewczyn raczej martwiło , najstarsza podrzucała jej ogłoszenia i z tego co
          wiem denerwowała ją bezczynność jej mamy w tym kierunku jak i niemożnośc
          utrzymania się w załatwionej robocie ( tłumaczenie typu bo kierownik miał zły
          humor to umowy nie przedłużył,itp) Co ciekawe one szalenie podkreślają jak to
          mama tu i tu pracowała i tak się zastanawiam teraz bo mnie natchnął ten wątek
          czy dlatego ,ze ja jestem aktywna zawodowo i jeszcze biorę się za różności żeby
          złapać dodatkową kasę czy też one w jakiś sposób może to złe określenie ale nie
          uważały za normalne siedzenie w domu i niepracowanie swojej mamy . Nie
          ukrywajmy,ale model niepracującej kobiety a tzw. przy męzu to raczej niezbyt
          powszechny w naszym kraju i na ogół wiąże się raczej z niemożnością znalezienia
          pracy. Przypuszczam,że zdecydowana większość z nas nawet nie musząc, bo czynnik
          ekonomiczny jest wszak istotnym motorkiem napędowym i tak z pracy by nie
          zrezygnowała , ot może mniej goniła czy ją ograniczyła .
          • natasza39 I o tym piszę właśnie:) 13.06.07, 13:45
            I teraz Twoje pasierbice nie mają po matce renty.
            I hipotetyczna sytuacja.
            Jak będą chciały studiować dziewczyny, to przynajmniej miałyby rentę po mamie,
            a tak spada wszystko na ojca, który np. może się np. rozchorować i sam
            potrzebowac pomocy.
            I znowu to o czym mówię.
            Niepracowanie exi PO ROZWODZIE jest przede wszystkim NIEUCZCIWOŚCIĄ wobec ich
            własnych dzieci.
            Co do pracowania czy niepracowania w małżeństwach się nie wypowiadam.
            Ich sprawa, ale zawsze DO CZASU...
            Wiecie np o tym, że w przypadku, gdy ona nie pracuje tylko on i nagle on ginie
            w wypadku, to wdowie, jak jest zdrowa NIE PRZYSŁUGUJĄ ŻADNE ŚWIADCZENIA z ZUS?
            To następna kwestia, którą warto poruszyć.
    • agamagda Re: Żona w domu 13.06.07, 12:33
      Wiecie co, a ja się pobawię w adwokata diabłasmile
      Bo jednak, trzeba przyznać, że w większości krajów europejskich, nie mówiąc już
      o USA, żona ma zapewnione alimenty na siebie. Wynika to z przyjętego mniemania,
      ze jednak osoba wychowująca dzieci i dbająca o dom, ma też wkład w karierę
      męża.
      Więc moze jednak, te siedzące w domu leniwe babska nie są ąz tak leniwe, a moze
      gdzie indziej się po prostu inaczej zapatruje na pewne sprawy? Zwróćie uwagę,
      ze w Polsce, image kobiety, pracującej, wychowującej i dygającej został
      wykształcony w latach komunizmu, któy deptał jak mógł tradycyjne wartości?
      • kicia031 Re: Żona w domu 13.06.07, 12:45
        Wiesz co, to wszystko prawda. Tylko ze kobieta pracujaca musi de facto
        wykonywac te same obowazki jak niepracujaca, tylko ma na to polowe mniej czasu,
        albo nakreca rynek pracy zatrudniajac niania i sprzataczke...
        Ja mam duzo wsparcia ze strony rodziny, ale uwierz mi, pracujac 8 godzin,
        czasami dluzej i zajmujac sie 2 dzieci nie mam juz czasu na nic, mimo ze
        partner stara sie partycypowac w obowiazkach domowych kiedy tylko nie jest w
        pracy. Dlatego szlag mnie trafia, kiedy slysze o ucisnionych zonach domowych.
        • derena33 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:09
          Ale dlaczego kiciu musimy rownac do gorszego dla nas kobiet?

          Notabene ja tez cale zycie pracujaca, ale czasem uwazam ze zle zrobilam, ze
          moglam nie pracowac jak moje dziecko bylo male i troche wieksze, ze inaczej by
          wygladal wtedy dom i mialabym wiecej czasu dla mlodego. Ze opieka dziadkow (
          tez taka dysponowalam, miedzy innymi dzieki temu, ze moja mama nie pracowala
          zawodowo i mogla mi pomagac) to nie to samo. Zreszta widzialam to na wlasne
          oczy bo moja siostra byla w domu do ukonczenia przez mloda 10 lat i niestety
          porownujac sie z nia zawsze mialam poczucie winy ze nie zawsze moglam tyle
          czasu poswiecic dziecku.
          I tak mysle sobie, za jakie grzechy my kobiety skazujemy sie same na prace na
          dwoch etatach i uwazamy ze to jedyne madre wyjscie z sytuacji i tak czasem
          bezwzglednie krytykujemy kobiety pozostajace w domu i wychowujace dzieci.
        • kasia_kasia13 Re: Żona w domu 13.06.07, 17:12
          kicia031 napisała:

          > Wiesz co, to wszystko prawda. Tylko ze kobieta pracujaca musi de facto
          > wykonywac te same obowazki jak niepracujaca, tylko ma na to polowe mniej
          czasu,
          >
          > albo nakreca rynek pracy zatrudniajac niania i sprzataczke...

          Dlaczego wciaz tak jest? Dlaczego polskie kobiety wciaz tkwia w ukladzie, gdzie
          oboje pracuja zawodowo a wiekszosc obowiazkow domowych spada na kobiete?
          Jesli oboje pracuja na caly etat, zajmowanie sie domowem powinno byc podzielone
          po rowno.
          • kammik Re: Żona w domu 13.06.07, 17:24
            No powinno, oczywiscie. Mnie najbardziej dziwią te już "oswiecone"
            i "partnerskie" związki, gdzie słyszy się "tak, dzielimy się obowiązkami - ja
            sprzątam, gotuję, zmywam, piorę i prasuję a mąż wykonuje wszystkie naprawy i
            wychodzi z psem". Swietny podzial, doprawdy - ona się zarzyna, a on stuknie
            młotkiem dwa razy w roku i przejdzie się na spacer.
            Do niedawna myslalam, ze takie postawy w pokoleniu 30+ należą do przeszłości.
            Szczęka mi opadla, kiedy uslyszalam opowiesc o powrocie żony do domu, z
            delegacji. W domu zostal mąż i dwie córki. Pan mąż KAZAŁ żonie wziąć
            jednodniowy urlop, żeby mogla posprzątać to, co oni nasyfili przez ten tydzień.
            Imaginujcie sobie, że ona to zrobiła. Bez szemrania, bez cienia zastanowienia
            się nad tym, co robi.
          • kicia031 kasiu 13.06.07, 19:36
            Wiesz co, zwykle piszesz sensownie, ale tym razem mnie zwalilas z nog. Poniewaz
            rozmawiamy o zonach, wiec moja wypowiedz ich dotyczyla, co nie znaczy, ze
            uwazam, ze maz powinien byc zwolniony z obowiazkow domowych. Moj partner nie
            jest zwolniony, ale niestetyobowiazkow jest wiecej, niz jestesmy w stanie oboje
            podolac; Zobacz, jak wyglada nasz typowy dzien: ja wracam do domu miedzy 17 a
            17.30 (odkad mam male dziecko, nie zostaje po godzinach) maly jest steskniony, i
            chce byc karmiony piersia. Pol godziny schodzi na moje przebranie sie, karmienie
            i przytulanie. Potem chce isc na spacer albo sie bawic, w zaleznosci od pogody,
            co robimy, jednoczesnie ja zachodze do starszego, chwila rozmowy, sprawdzanie
            lekcji. Potem robie kolacje, daje mlodszemu kolacje, sciele mlodszemu lozko,
            kapiel, do lozka. jest juz na ogol prawie 21. Przez ostatnie 2 tygodnie o tej
            wlasnie porze najwczsniej moj partner wracal do domu. Usypiam mlodszego do 22,
            na ogol starszy przychodzi wtedy troche sie poprzytulac tez do mamy. jesli
            mlodszy zasnie do 22, to wstaje i biore sie do jakiejs pracy - wstawiam pranie,
            wiezam pranie, obiad na nastepny dzien - nie robie tego sama, chlop sie wlacza,
            ale zajecia starczy dla nas dwojga. Ale czesciej maly nie chce zasnac i konczy
            sie to tak, ze zasypiam razem z nim, a potem wstaje o 5, by zrobic to, co
            powinnam zrobic wieczorem, no i powiedziec chlopu pa jak o 5.30 jedzie do pracy.
            Byc moze sa gdzies ludzi, ktorzy pracuja od 8 do 16, a do pracy maja 15 minut,
            ale niestety my do nich nie nalezymy...
            • kasia_kasia13 Re: kasiu 13.06.07, 19:53
              kicia031 napisała:

              > Wiesz co, zwykle piszesz sensownie, ale tym razem mnie zwalilas z nog.
              Poniewaz
              > rozmawiamy o zonach, wiec moja wypowiedz ich dotyczyla, co nie znaczy, ze
              > uwazam, ze maz powinien byc zwolniony z obowiazkow domowych.

              To tak zabrzmialo:

              >Wiesz co, to wszystko prawda. Tylko ze kobieta pracujaca musi de facto
              >wykonywac te same obowazki jak niepracujaca, tylko ma na to polowe mniej
              >czasu,

              Jesli kobieta pracuje to przy sprawiedliwym podziale obowiazkow z mezem powinna
              miec polowe tych obowiazkow niz kobieta niepracujaca.
              Ale mozliwe, ze sie nie zrozumialysmy.


              >niestetyobowiazkow jest wiecej, niz jestesmy w stanie oboje
              > podolac;
              > Usypiam mlodszego do 22,
              > na ogol starszy przychodzi wtedy troche sie poprzytulac tez do mamy. jesli
              > mlodszy zasnie do 22, to wstaje i biore sie do jakiejs pracy - wstawiam
              pranie,
              > wiezam pranie, obiad na nastepny dzien

              >wstaje o 5, by zrobic to, co powinnam zrobic wieczorem, no i powiedziec chlopu
              pa jak o 5.30 jedzie do pracy

              > Byc moze sa gdzies ludzi, ktorzy pracuja od 8 do 16, a do pracy maja 15 minut,
              > ale niestety my do nich nie nalezymy...

              Faktycznie, napiety dzien. Tak to wyglada, jak oboje malzonkowie pracuja wink)))
              • kicia031 Re: kasiu 13.06.07, 22:19
                kasia_kasia13 napisała:

                >
                >
                > Jesli kobieta pracuje to przy sprawiedliwym podziale obowiazkow z mezem powinna
                >
                > miec polowe tych obowiazkow niz kobieta niepracujaca.
                > Ale mozliwe, ze sie nie zrozumialysmy.
                >
                Faktycznie sie nie zrozumialysmy. Bo ja nie uwazam, ze kobieta niepracujaca
                powinna wykonywac 100% obowiazkow domowych. Dlaczego - dlatego ze zajmuja one
                duzo wiecej czasu niz praca zawodowa.
                Ja to widze tak - jeden z partnerwo pracuje w pracy, drugi w domu. Po powrocie z
                pracy partnera pracujacego dziela to, co zostalo do wykonania po rowno, zeby
                kazdy mial troche odpoczynku.
                Juz mialam pokuse,zeby rozpisywac te procenty, ale sie powstrzymalam, bo chyba
                wiadomo o co choodzi?
                • kasia_kasia13 Re: kasiu 14.06.07, 10:46
                  > Faktycznie sie nie zrozumialysmy. Bo ja nie uwazam, ze kobieta niepracujaca
                  > powinna wykonywac 100% obowiazkow domowych. Dlaczego - dlatego ze zajmuja one
                  > duzo wiecej czasu niz praca zawodowa.
                  > Ja to widze tak - jeden z partnerwo pracuje w pracy, drugi w domu. Po
                  powrocie
                  > z
                  > pracy partnera pracujacego dziela to, co zostalo do wykonania po rowno, zeby
                  > kazdy mial troche odpoczynku.

                  Masz 100% racji.

                  > Juz mialam pokuse,zeby rozpisywac te procenty, ale sie powstrzymalam, bo chyba
                  > wiadomo o co choodzi?
                  >
                  Wiadomo wink
      • jowita771 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:04
        w sumie się z Toba zgadzam, "siedzenie" w domu najczęściej z siedzeniem ma
        najmniej wspólnego. ale z drugiej strony - kobiety, które pracują, też w domu
        po pracy nie siedzą. im się pranie samo nie robi, obiady sie same nie gotuja
        itd.
      • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:11
        agamagda napisała:

        > Wiecie co, a ja się pobawię w adwokata diabłasmile
        > Bo jednak, trzeba przyznać, że w większości krajów europejskich, nie mówiąc
        już
        >
        > o USA, żona ma zapewnione alimenty na siebie.

        USA nie jest żadnym dla naszej sytuacji wzorcem.
        W Polsce rodzina, w której oboje pracują ledwie wiąże koniec z końcem, a zatem
        po rozwodzie przeciętny Kowalski, nawet jak mu przyznają z urzędu te alimenty
        na żonę, to będą one na poziomie poniżej przezywalności biologicznej.
        Ponadto z tego co wiem, a znam trochę ludzi w Stanach i to rodowitych
        Amerykanów, te żony z tych alimentów nie żyją jak królowe bynajmniej i
        wcześniej czy później szukają sobie pracy.
        Poza tym traca w momencie rozwodu przywileje np. ubiezpieczenia zdrowotnego,
        które do tej pory były pokrywane w pracy męża, a opłacanie tego w składkach z
        własnych pieniędzy jest wielce kosztowne.

        A ponadto jest wiele sposobów na życie i utrzymanie się.
        Jednym z nich jest "posiadanie męża", ewentualnie "pobieranie alimentó od ex
        męża".
        Jak to dla kogoś szczyt marzeń i ambicji niech tak sobie żyje.
        Byle konsekswencji tych działań nie odczuwały np. dzieci.
        Ja właśnie piszę o tym, że dzieci odczuwają konsekwencje takich działań.
        • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:25
          natasza39 napisała:
          > USA nie jest żadnym dla naszej sytuacji wzorcem.


          Wzorcem jest , tylko ma inne od naszych realia....ale wraz z bogaceniem się
          społeczenstwa i taka sytuacja u nas będzie wystepować.
          Np. Kulczykowa dostała sporo z majątku exa.
          • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:34
            bet66 napisała:
            > Np. Kulczykowa dostała sporo z majątku exa.


            Kulczykowa całe zycie pracowała.
            A do majatku exa czy jest Kulczykiem, czy Kowalskim, co się "dorobił" tylko
            mieszkania komunalnego każda ex żona ma też prawo, a wątek jest nie o podziale
            majątku, tylko o tym czy pracowac, czy nie.
            Kulczykowa może sobie do końca zycia nie pracować i z dywident od majątków żyć.
            Kowalska nie będzie sie utrzymywać z najmu lokalu komunalnego, gdzie głównym
            lokatorem był jej ex Kowlaski.
            Nie zbaczajmy zatem z tematu
          • kicia031 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:35
            Np. Kulczykowa dostała sporo z majątku exa.

            No ale Kulczykowa pracowala i pracuje, ma wlasne dochody i stosownie dzielono
            majatek...
          • mamaika Re: Żona w domu 13.06.07, 13:35
            Przykład niezbyt trafny , o alimenty się nie starała a to niezwykle
            przedsiębiorcza osoba sama w sobie , zaś nie mówimy tu o podziale majątku tylko
            o alimentach czy świadczeniach dobrowolnych na niepracującą żonę. Pani
            Kulczykowa zaś osobą aktywną jest jak najbardziej , ba ona częs tego majątku
            wypracowała i to nie siedzeniem w domu czy towarzyszeniem męzowi na
            przyjęciach. A swoją drogą to uważam ją za świetną babkę .
            • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:47
              mamaika napisała:

              > Przykład niezbyt trafny

              Zalezy , jak się spojrzy.
              Od kiedy to wydawanie pieniędzy męża nazywa sie pracą ?
              Fakt inwestowała np. w dzieła sztuki i te jej zostawił.
              • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:50
                bet66 napisała:

                > mamaika napisała:
                >
                > > Przykład niezbyt trafny
                >
                > Zalezy , jak się spojrzy.
                > Od kiedy to wydawanie pieniędzy męża nazywa sie pracą ?
                > Fakt inwestowała np. w dzieła sztuki i te jej zostawił.


                Weź się bet nie upieraj, bo już obojętnie w co inwestowała a co jej zostawił to
                Kulczykowa nie jest absolutnie wiarygodnym przykładem na to jak się zaczyna żyć
                po rozwodzie wogóle, a w tym akurat wątku to w szczególności ona nie jest takim
                przykładem.

                • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:54
                  sorry, natasza, zapomniałam , ze najlepszym przykładem jest twoja babcia....haha
                  wierz mi, nie chciałam odbierać jej , ani tobie 1. pozycji jakąś tam Kulczykową.
                  • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 14:00
                    bet66 napisała:

                    > sorry, natasza, zapomniałam , ze najlepszym przykładem jest twoja
                    babcia....hah
                    > a
                    > wierz mi, nie chciałam odbierać jej , ani tobie 1. pozycji jakąś tam
                    Kulczykową


                    Dyskusja z tobą, szczególnie przy takiej jak dziś temperaturze, jest z
                    założenia bez sensu, więc pierdziel sobie dalej jak potłuczona o tej
                    Kulczykowej i udowadniaj wszystkim (bo ja to już wiem), że o czym by nie mówić
                    ty zawsze skończysz na jednym.
                    A zatem pisz sobie dalej o czym chcesz.
                    Mądry zawsze głupiemu pola ustępuje co tez czynię niniejszym.
                    • mamaika Re: Żona w domu 13.06.07, 14:05
                      Akurat babcia Nataszy jest cholernie dobrym przykładem , o swojej eksi
                      napisałam powyżej gdzieś i też jest dobrym przykładem . Pomijając wszystko to
                      dla mnie Kulczykowie ,itp to raczej inna bajka niż w większości my bo dla mnie
                      1000 w tą czy w tą to istotna różnica . Ot szaraczek,przeciętniaczek jestem co
                      za szmalem goni ( ale na własnych nózkach i własnymi ręcami w pocie czoła
                      wypracowując smile)
                      • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 14:09
                        a ja uwazam , ze babcia nataszy nie jest najlepszym przykładem, bo nie da się
                        porównać sytuacji sprzed 50 laty z obecną sytacją kobiet w Polsce.
                        • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 14:24
                          bet66 napisała:

                          > a ja uwazam , ze babcia nataszy nie jest najlepszym przykładem, bo nie da się
                          > porównać sytuacji sprzed 50 laty z obecną sytacją kobiet w Polsce.


                          50 lat temu w Polsce nie pracował tylko ten kto nie CHCIAŁ JUZ ZYWCEM.
                          To własnie teraz mozna prędzej wykręcać się dyspozycyjnościami, bezrobociami i
                          innymi takimi.
                          50 lat temu mógł pracować każdy.
                          Matki samotne miały wręcz w pracy FORY!
                          Noja babka miała MATURĘ, a zatem jak na warunki zprzed pół wieku była
                          WYKSZTAŁCONA.
                          Nie pracowała, bo była upierdliwą ex o mentalności podobnej do twojej, bet.
                          Dlatego jest IDEALNYM przykładem na to o czym piszemy!
                          • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 14:37
                            natasza, nie jedź tak na swojej babci, bo nie tylko geny po niej
                            odziedziczyłaś, ale i charakter tez.
                            Dzisiaj tez nie pracuje ten , kto nie chce, a pracować moze kazdy.
                            Różnice w sytuacji kobiet dzisiejszych od tych sprzed 50 lat , to
                            wykształcenie, dązenie do samodzielność i niezależności, mentalność, pozycja w
                            społeczeństwie ...inne czasy, inne obyczaje.
                    • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 14:06
                      prowincjonalną pancią jesteś i taką umrzesz w tym swoim grajdole.
                      Pozdrówka.
                      • mamaika Re: Żona w domu 13.06.07, 14:34
                        Jezeli to do mnie to i owszem z grajdołka aspiracji na warszawkę nie mam . Mi
                        tu dobrze Bet i wiesz mi tak samej w sobie dobrze , a i reszta jakoś tak układa
                        się coraz lepiej wink. Oj byle nie zapeszyć smile . I też serdecznie pozdrawiam .
                        i życzę żeby frustracje Cię nie zabiły
                        • bet66 Re: Żona w domu 13.06.07, 14:39
                          mamaika, pisałam o grajdole nataszy.
                          A co do frustracji, ty najlepiej wiesz co to takiego.
                          • mamaika Re: Żona w domu 13.06.07, 14:53
                            Ja też z grajdołka i mało tego ja cholernie z tych moich Kielc dumna jestem i
                            lubię je smile . A co do reszty Bet wiem co to sa frustracje, doświadczyłam a
                            jakże. Tyle,że ja w nich nie tkwię a wręcz przeciwnie smile.
                            • natasza39 Nie wiem czy tylko ja tak to odbieram, ale.... 13.06.07, 15:10
                              Następny fajny wątek, w który musiała oczywiście wmieszać się trolica ze swoimi
                              moundrościami.

                              Co wogóle robi na takim, jak to forum osoba ponoć:
                              szczęśliwa, zamężna z męźem jedynym i pierwszym.

                              Co na ten temat jaki jest poruszany w tym watku ma osoba, która ponoć:
                              nie ma ani ex, ani next, na dodatek nie pracującejsmile i sama mająca tyle kasy
                              przez siebie zarobionej, że ją stać na kiecki od Armaniego?

                              Chyba przestanę wchodzić na fora gazety, bo nabawię się leków króliczych.
                              Na każdym forum siedzi bet, albo cogita albo noemi etc. itd.
                              Ja nie wiem czy pod moją nieobecność nie zalęgła się już w mojej lodówce, albo
                              w szafce z majtkami.

                              • bet66 Re: Nie wiem czy tylko ja tak to odbieram, ale... 13.06.07, 15:23
                                natasz , rozczuliłaś mnie.....
                                nie udawaj, ze moja obecność jest ci w niesmak,
                                przeciez uzależniłaś się ode mnie ;
                                i nieskromnie dodam...żyć już beze mnie nie możesz.
                                • natasza39 Re: Nie wiem czy tylko ja tak to odbieram, ale... 13.06.07, 15:29
                                  bet66 napisała:

                                  > natasz , rozczuliłaś mnie.....
                                  > nie udawaj, ze moja obecność jest ci w niesmak,
                                  > przeciez uzależniłaś się ode mnie ;
                                  > i nieskromnie dodam...żyć już beze mnie nie możesz.

                                  Jednak muszę po powrocie sprawdzić, czy nie zalęgłaś się w tych moich majtach.
                                  Moje "szczęście" osiągnie wtedy apogeum!
                                  • natasza39 No i fajnie, że cie rozczuliłam.... 13.06.07, 15:33
                                    Moge sobie zaliczyć dziś dobry uczynek na kontosmile
                                    Nie ma nic bardziej wspaniałomyślnego, niz zapewnić trochę szczęścia biednej,
                                    starej, opuszczonej i chorej kobiecie.
                        • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 14:42
                          mamaika napisała:

                          > Jezeli to do mnie to i owszem z grajdołka aspiracji na warszawkę nie mam .

                          Nie do Ciebie mamaika, tylko do mniesmile
                          Bet lubi do mnie pić. Ciśnienie się jej wtedy normujesmile
      • damiri Re: Żona w domu 13.06.07, 18:23
        Z tego co wiem, sady najczesciej przyznaja alimenty czasowe, np na 5 lat aby
        niepracujaca zona po rozwodzie miala czas stanac na nogi. I jezeli nie wykazuje
        zadnych staran w tym kierunku, to alimenty sa znoszone po czasie na jaki
        zostaly przyznane. I uwazam, ze akurat to rozwiazanie jest najzdrowsze: pomoc
        stanac na nogi, zdobyc zawod, skonczyc jakis kurs itp a potem dbac sama o
        siebie. Oczywiscie mowa o zdrowych kobietach zdolnych do pracy.
    • izualla Re: Żona w domu 13.06.07, 13:34
      A ja właśnie siedzę w pracy i łzy mi ciekną. Mam dość. I marze czasem o tym,
      żeby móc zostać z dzieckiem w domu. Ale nie zwolnię się z pracy i nie przejdę
      na utrzymanie męża. Bo tak mi wbito do głowy. Kobieta musi być niezależna
      finansowo, bo co z emeryturą, a może na krem czy perfumy będzziesz żebrała u
      męża. A ja mam juz kuchnia dość!! Po pracy sprzątam, gotuję, piorę, prasuję,
      zajmuję się córką, którą raczj wprawiam w prace domowe, a nie się z nią bawię.
      Jak trzeba to do domu zabieram pracę, zarywam nocki. Ale podwyżkę dostaje
      koleś, ktory pracuje 3 lata krócej niż ja, a to dlatego, że jest bardziej
      dyspozycyjny. Mimo, że wyniki naszej pracy mówią coś innego o wydajności.
      Mam dość! Najchętniej skopałabym dupę feministkom czy komutam, kto wymyslił
      równouprawnienie!! Równouprawnienie, cholera jasna! Tyram na dwa etaty, w domu
      teściowa przy każdej wizycie "delikatnie" komentuje brak ciasta lub gonienie
      syneczka do prasowania sobie koszul. Myślałam, że choć w pracy jako tako mnie
      doceniają. I co?
      Gratulacje dla kolegi przy biurku obok. Ja mam dość.
      • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:39
        izualla napisała:

        > A ja właśnie siedzę w pracy i łzy mi ciekną. Mam dość. I marze czasem o tym,
        > żeby móc zostać z dzieckiem w domu. Ale nie zwolnię się z pracy i nie przejdę
        > na utrzymanie męża.

        Brawo!
        Pochwalam postanowienie. A tak wogóle, to najgorsze jest pierwszych 10 lat
        takiej charówy na dwa etaty, potem to już z górkismile
        A co do reszty wątku...
        Nie od dziś wiadomo, że lepiej być posiadaczem penisa, niż waginy.
        Faceci, generalnie mają lżej w życiu, co by tu nie mówić.
        Temat na osobny wąteksmile
        • izualla Re: Żona w domu 13.06.07, 13:42
          Dziś jestem w takim stanie, ze poproszę o penisa w wyposażeniusad
          Pozdrawiam,
          I
          • natasza39 Re: Żona w domu 13.06.07, 13:47
            izualla napisała:

            > Dziś jestem w takim stanie, ze poproszę o penisa w wyposażeniusad


            E tam... Dynda to między nogami i w sumie nie za ładne jest.
      • izualla Re: Żona w domu 13.06.07, 13:40
        Matko!!
        Przepraszamsad Wpadam jak po ogień, wrzaski urządzam i się nie przedstawiamsad

        Nazywam sie Iza, jestem drugą żoną mojego drugiego męża. Przeczytałam w "mamo
        to ja" o rożnych forach dyskysyjnych na gazeta.pl jakieś 2 tygodnie temu. Od
        tamtej pory podczytuję Was i forum "Ciąża i poród". Dzis, jak przeczytałam ten
        wątek, założyłam sobie konto i napisałam.

        Dzieciata, bez pasierbów na stanie... zaciążona ponowniesmile

        Pozdrawiam,
        Iza
      • mrs_ka Re: Żona w domu 17.06.07, 10:26
        Skop dupę nie feministkom, tylko szowinistycznym bucom, którzy dbają o to, aby
        podwyżkę dostał kolega i aby tak zsocjalizowac dziewczynki, by na starość
        dobijały pracujące synowe pytaniami o niedzielne ciasto.

        Irytują mnie oskarżenia pod adresem feministek. Feministki, owszem, zajmują się
        głoszeniem pewnych haseł i całą otoczką spoleczno-polityczno- obyczajową, ale
        wdrażaniem tych zasad w życie powinnyśmy zajmowac się my, przeciętne kobiety. Co
        sie znaczy: żadna feministka nie opieprzy Ci teściowej i nie powie, aby
        pilnowała własnego nosa. Tak samo żadna feministka niczym super niania nie
        ustawi męza i nie powie "kochanieńki, laba się skończyła- do szmaty i do garów,
        bo ja też mam prawo odpocząć!". Niestety, ale to trzeba robić samemu.
        A kiedy są zbierane podpisy pod obywatelskimi inicjatywami parytetowymi czy
        organizowana jest manifa- to zbieramy się, Moje Miłe, i dokładamy swój głos, a
        nie oczekujemy biernie. Bo własnie takie inicjatywy ( i ich wielość oczywiście)
        uczą pracodawców, że nierozsądnie jest dawać podwyżkę gówniarzowi, który ma
        tylko tę przewagę nad profesjonalistką, że ma penisa, a nie dyskryminowaną
        waginę. Jeden protest przechodzi niezauwazony, tysiąc protestów trafia na
        pierwszą stronę gazety, a dziesięć tysięcy protestów przez dziesięć lat
        kształtuje już spojrzenia i światopoglądy.
        Dlatego róbmy swoje, panie, róbmy swoje.

        Z moich obserwacji wynika, ze to my, kobiety, dobrowolnie wpędzamy się w kanał i
        tak śrubujemy wymagania wobec samych siebie, że a) harujemy jak dzikie świnie b)
        otoczenie nas doceni dopiero po śmierci, a i to dlatego, bo okazuje się, że
        koszula "się" sama nie prasowała.

        Wyjście to odpuścić sobie część zawyżonych wymagań, ustawić otoczenie (IMHO
        jedna z najwazniejszych rzeczy) i nauczyć się bycia dobrą dla siebie samej.
        Osiągnęłam stan, w którym wali mnie brudna łazienka w sobotę wieczór. Odpalam
        sobie romantyczną komedię, otwieram puszkę piwa czy wino i mam głęboko w dupie,
        że lepiej widziane przez kogośtam byłoby poświecenie wolnej chwili na
        uprasowanie prania oraz umycie podłogi w kuchni.
        Aha, jedną z podstawowych zasad pracującej kobiety, ktora chce przetrwać,
        powinno być jasne wyeksplikowanie męzowi, że co dwa tygodnie z jego pensji
        będzie pobierane 80zł na sprzątającą panią, ktora ogarnie cały dom.

        a.
        • natasza39 Re: Żona w domu 17.06.07, 11:14
          mrs_ka napisała:
          > Osiągnęłam stan, w którym wali mnie brudna łazienka w sobotę wieczór. Odpalam
          > sobie romantyczną komedię, otwieram puszkę piwa czy wino i mam głęboko w dupie,

          Osobiście dość długo dochodziłam do takiego stanu.
          Do stanu kiedy owa "brudna łazienka" nie pozwalała mi w pełni relaksować się.
          Teraz kiedy osiągnęłam ten wyższy stan świadomości jest mi o wiele lepiej w życiu.
          żadna feministka nie pomoże nam w tym to my same musimy do tego dojść!
          • pelagaa Re: Żona w domu 17.06.07, 13:03
            > Osobiście dość długo dochodziłam do takiego stanu.
            > Do stanu kiedy owa "brudna łazienka" nie pozwalała mi w pełni relaksować się.
            > Teraz kiedy osiągnęłam ten wyższy stan świadomości jest mi o wiele lepiej w
            > życiu.

            Mi pozostaje Wam tylko zazdroscic uncertain Mi brudna lazienka niestety zdecydowanie
            nie pozwala sie relaksowac sad A na dodtek NIKT, aboslutnie NIKT nie posprzata
            jej lepiej ode mnie sad((( Cholera musze nad soba popracowac uncertain
            • chalsia Re: Żona w domu 17.06.07, 14:00
              no, ja też sprzątam łazienkę najlepiej, fakt. Jednak więcej osobiście zyskuję
              (czas na inne, ważniejsze dla mnie sprawy), gdy sprząta ja pani od sprzątania,
              nawet dodatkowym obok kasy kosztem chwilowego niezadowolenia z jakości tego
              sprzątania.
              Chalsia
          • kicia031 Re: Żona w domu 18.06.07, 09:49
            No to ja na szczescie mam lepiej niz wy - nie musialam do tego stanu dochodzic,
            walilo mnie to od urodzenia do dzic dnia, juz prawie 37 lat wink)
            Sorzeatam tylko to, co moze stanowic zagrozenia dal dzieci, reszte chrzanie
            rowno.
        • bet66 mrs_ka 17.06.07, 14:42
          zgadzam się z tym co napisałaś w 100 % i dlatego nie mam nic przeciwko
          wycyckaniu przez ex zonę swego byłego pana, który świadomie zgadza się na tego
          typu układ ...patrz historia Reksi opisana na macochach.
          Problem reksi i jaonny polega nie na exi, tylko na tym , ze takiego sobie
          faceta wzięły.
          Ale tak oczywista prawda nie wchodzi im do głowy, wg nich lepiej sobie stworzyć
          bajeczkę o złej exi i tym karmic się , az do końca istnienia aktualnego zwiazku.
          • agamagda Re: mrs_ka 18.06.07, 15:28
            Wiesz, Bet, zastanawiam się jaki tor myślenia zaowocował u Ciebie konkluzją,
            że "wycyckiwanie" kogokolwiek tylko dlatego, ze jest niezaradny życiowo czy
            nieudolny, jest postawą słuszną?
            Chyba za dużo naoglądałaś się seriali o Robin Hoodzie.

            Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawe, że mimo, ze uważany jest za bohatera, bo
            okradał bogatych a dawał biednym, to i tak obiektywnie pozostaje on złodziejem.
            • bet66 agamagda 18.06.07, 16:54
              a dlaczego zakładasz ,ze exia wycyckuje exia niesłusznie?
              bo wg niego słusznie i to jest w tym wszystkim najważniejsze, ze płacący
              uwaza , ze powinien płacić.
              • lady_telimena Re: agamagda 18.06.07, 19:35
                Co prawda to do agimagdy, ale zastanawiam się czy można kogoś wycyckować
                słusznie?

                Zresztą tematem jest praca kobiety, a nie sytuacja Lilianki - nie zauważyłaś
                Bet?
                • bet66 Re: agamagda 19.06.07, 08:25
                  lady_telimena napisała:
                  > Zresztą tematem jest praca kobiety, a nie sytuacja Lilianki - nie zauważyłaś
                  > Bet?


                  Zauwazyłem, ze tematem jest niepracująca exia, na którą trzeba płacić, a w
                  takiej sytuacji jest exia Lilianki, co jej b. przeszkadza.
              • agamagda Re: agamagda 18.06.07, 22:15
                Bet, czy nie rozumiesz, że życie na garnuszku u kogoś nie jest żadnym
                rozwiązaniem, ani metodą na życie?

                Zresztą sama użyłaś bardzo pejoratywnego określenia "wycyciwać" , a nie np.
                otrzymywać odszkodowanie, czy zadośćuczynienie. To też dość znamienne, prawda?

                Słusznosć czy niesłuszność nie ma nic do rzeczy - zresztą nie wiem, skad Ci
                przyszło do głowy, że ja uważam, za niesłuszną ugode zawartą między ex
                małżonkami. Nie mi a im to oceniać, a osobiście podobnie jak większosć
                dziewczyn na forum, uważałam że umowę taką należy uszanowac.

                Abstrahując od sytuacji Lilianki, gdzie samo życie potwierdza prawdę zawartą w
                moim pierwszym zdaniu, uważam, że dorosła osoba, mająca dwoje dzieci powinna
                wykazać się odpowiedzialnością i pewną dozą zdrowego rozsądku i mieć inne
                dochody, oprócz "alimentów" na siebie od Ex męża.

                Przecież zresztą jedno nie przeszkadzałoby drugiemu.

                • bet66 Re: agamagda 19.06.07, 08:22
                  agamagda napisała:
                  > Bet, czy nie rozumiesz, że życie na garnuszku u kogoś nie jest żadnym
                  > rozwiązaniem, ani metodą na życie?

                  Dla ciebie nie jest ,a dla innych jest.


                  > Zresztą sama użyłaś bardzo pejoratywnego określenia "wycyciwać"

                  nie napisałam:
                  WYCYCKAĆ
        • nzuri Re: Żona w domu 18.06.07, 04:18
          Ano Mr_ska, bo drzewko nie daje odpowiedzi czy to do mnie było, a coś tak mi
          się zdaje, ja się w pełni z Tobą zgadzam.
          Mój protest dotyczył tego, że sie Lady _ Telimena mieni feministka wskazując
          pracę jako psi obowiązek kobiety a feministki, o ile mi wiadomo takich haseł
          nie głoszą.

          No i dodałabym do tych buców właśnie taki pseudofeminizm - kobieta powinna
          pracować a facet jej w domu POMAGAĆ. Czyli w domu to też jej obowiązki a nie
          faceta...
          Feministkom kopać dupy nie czuję potrzeby bo dzięki nim MOGĘ pracować i
          głosować. Choć ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że praca mi wcale
          do szczęścia nie jest potrzebna (tyle książek czeka smile ino pieniądze.

          Nie wiem czemu odczytałaś moją wypowiedź jako oskarżenia pod adresem
          feministek - ja się ich tam nie mogę dopatrzeć.
          • mrs_ka Re: Żona w domu 18.06.07, 09:37
            Nzuri, nie , to było do Izuallismile))))))


            a.
            • nzuri Re: Żona w domu 18.06.07, 13:44
              To drzewko dość niejasne było smile
            • izualla Re: Żona w domu 18.06.07, 23:16
              mrs_ka napisała:

              > Nzuri, nie , to było do Izuallismile))))))

              Pewnie, że do Izualli, bo to Izualla chciała skopać dupę feministkom. A jak nie
              faministkom, to tym, którzy wymyślili równouprawnieniesmile
              Dziś już nie chcę nikomu nic uszkadzać nożnie. Uspokoiłam się, przemyślałam,
              wcisnęłam sobie standardowe "faceci i tak są poszkodowani, bo..." w kilku
              wariantach i jest mi lepiej. Niesmak pozostaje, ale cóż, z tym nic nie zrobię,
              nie zmienię otaczającej mnie rzeczywistości. Jedyne, co mogłam zrobić zrobiłam -
              zapowiedziałam, że nie będę brała pracy "na wczoraj", a tak w ogóle, to mam
              już rozpisany plan zajęć na jakies 3 miesiące i nic, na prawdę NIC już nowego
              nie wcisnę. Podobno mam focha i trzeba poczekać z tydzień żeby mi przeszło.

              Teściowa też uważa, że mam focha i zachowuję się skandalicznie, bo nie idę na
              zwolnienie z powodu ciąży. Po co miałabym iść na zwolnienie? Otóż po to, żeby o
              jej synka W KOŃCU zadbać. Na szczęście Synek Swojej Mamuni wybuchnął śmiechem,
              kiedy to usłyszał. Wtórował mu Mąż Swojej Żony. Jedynie Córcia Swojej Mamuni
              była oburzona na równi z Mamunią.

              Poza tym znów stwierdziłam, że nie pomyliłam się wychodząc za mąż za tego
              właśnie faceta. Powyklinał z mną na "szowinistycznego gnojka" (Mrs_ka, na pewno
              nie obgadałaś sprawy z moim mężem? bo wygłosił kilka zdań rodem z Twojego
              postusmile Gdyby nie fakt, że było to wcześniej, pomyślałabym, że czyta forumsmile) i
              zajął się organizacją "kogoś do pomocy".

              Pozdrawiam,
              Iza

              PS. Już nie chcę mieć członka. Bo przecież "faceci i tak są poszkodowani, bo..."
              smile
              • natasza39 Re: Żona w domu 19.06.07, 00:11
                izualla napisała:

                > PS. Już nie chcę mieć członka.

                E tam tego, to ja im akurat nie zazdroszczę!
                Generalnie brzydkie to to, pląta sie to to między nogami, można przyciąć sobie
                to to nieopatrznie i rano trudno się tym wysikać.
                My sobie siadamy na kibelku zaspane i heja, a oni....Nie ma czego zazdrościć.

                No i orgazmy...
                My mamy trzy rodzaje: pochwowy, sutkowy i łechtaczkowy, a oni mają zawsze
                tylko..... ten członkowy (w wersji oryginalnej kawału jest dosadniej)
          • agamagda Feministki:-)) 18.06.07, 15:40
            Co do zasady i wg defincji Lady.T to ja jestem feministkąsmile.
            Powiem więcej, jestem im wdzięczna za wywalczenie możliwości narzekania na
            pracę i ubolewania, ze nie mogę siedzieć w domu i pachnieć, czy podcierać
            całymi dniami (mniej elegancko już pachnącej) pupy mojego potomstwa.
            Choć w samym feminizmie chodzi chyba raczej o równouprawnienie płci i danie
            MOŻLIWOSCI wyboru, jak się chce życie sobie ułożyć.
        • lady_telimena Re: Żona w domu 18.06.07, 19:38
          Nie wiem, gdzie wyczytałaś oskarzenia pod adresem feministek.
    • kicia031 Do bet i moderacji 13.06.07, 15:33
      Bet, a czy mozemy sie umowic, ze ty bedziesz sie odzywac sensownie? Bo czasami
      ci sie to zdarza, dlaczego tak nie moze byc zawsze?
      A czy moderacja z kolei maglaby skasowac wpisy odbiegajace od normy
      inteletualnej?
      • pelagaa Re: Do bet i moderacji 14.06.07, 18:00
        Bede kasowac wpisy odbiegajace od normy intelektualnej, TYLKO wtedy, jesli nie
        bedzie pod nimi odpowiedzi wink Chyba, ze zmienie zdanie tongue_out
        No i chyba, ze Telimena zadecyduje inaczej smile
        Milego dnia wszystkim zycze smile
    • joanna9969 Re: Żona w domu 13.06.07, 16:28
      Jesli chodzi o taka sytuacje w pelnym malzenstwie
      to zalezy od charakteru kobiety ,
      jednej nie przeszkadza bycie na laskawym garnuszku u
      pana meza , inna nie mogla by przezyc tego ze nie ma swoich pieniedzy
      ze z kazdego grosza musi sie tlumaczyc , ze musi zebrac o kazdy ektras dla
      siebie .Nie wspominajac juz o tym ze zycie pomiedzy lazieka
      i kuchnia doprowadza ja do szalenstwa.
      I niepowiem ze ciezko jest wracac do pracy jak dziecko jest malutkie . I ze
      chialo by sie je jeszcze troche odchowac ale jesli chce sie pozostac aktywnym
      zawodowo to nie w kazdym zawodzie jest to mozliwe.
      Po rozwodzie natomiast sytuacja jest inna .
      Nie ulega watpliwosci ze rodzice maja obowiazek dbac o utrzymanie dzieci .
      Natomiast o siebie musza sie martwic juz sami , a kobieta ktora
      wiele lat zyje z alimentow i nie szuka pracy sama sobie "strzela w nogi"
      bo jak dzieci sie juz usamodzielnia to czesto na robienie kariery jest juz za pozno.
      I nie ma co tu robic z kobiety siedzacej w domu przed rozwodem sierotke marysie
      bo przeciez ma ona udzial z majatku malzenskim
      zgromadzonym dzieki pracy meza.

      Niektorym moze sie wydawac ze zycie przy facecie ktory ma kase to raj
      a czasem to nic bradziej mylacego .
      Pozwolcie tu ze przytocze pewna historie .
      Siostra mojego tescia , podobnie jak on urodzila sie we Francji ,
      wyszla za maz i urodzila syna , rozwiodla sie , dostala prace w ambasadzie
      Polskiej w Genewie tam poznala Polaka ministra energetyki przy podajze przy ONZ
      i wyszla za jego za maz on mial 2 dzieci z pierwszego malzenstwa , wrocili do
      Polski , on z dozywotnia emerytura 1000$ miesiecznie (a bylo to jakies 60 lat
      temu plus)willa w Warszawie . Kasy mieli jak lodu ona nie pracowala , ale zyla
      jak ptak w zlotej klatce . Nie miala zadnych swoich pieniedzy , na zakupy
      dostawala wyliczone i musiala pokazywac mu rachunki , on zapewinal wszysko ale
      ona nie mogla nic . Swoje dzieci i ich wspolna corke ustawil , natomiast na jej
      syna nigdy nie dal nic . Do tego stopnia ze ona na garnitur dla syna na
      studniowke musiala odkladac drobniaki z reszty po zakupach miesiacami.
      Nie wiem jak wy ale ja bym sie z nia nie zamienila.
      • kasia_kasia13 Re: Żona w domu 13.06.07, 17:16
        joanna9969 napisała:

        > Jesli chodzi o taka sytuacje w pelnym malzenstwie
        > to zalezy od charakteru kobiety ,
        > jednej nie przeszkadza bycie na laskawym garnuszku u
        > pana meza , inna nie mogla by przezyc tego ze nie ma swoich pieniedzy
        > ze z kazdego grosza musi sie tlumaczyc , ze musi zebrac o kazdy ektras dla
        > siebie .

        Wiesz, nie kazda niepracujaca kobieta jest na laskawym garnuszku u meze u musi
        sie tlumaczyc z kazdego grosza. Jesli tak jest, to taka kobiete goraco
        namawialabym do pojscia do pracy, aby miala srodki na odejscie od takiego
        prymitywa.

        >Nie wspominajac juz o tym ze zycie pomiedzy lazieka
        > i kuchnia doprowadza ja do szalenstwa.

        Rozumiem, ze kobieta niepracuja ma zakaz wychodzenia z domu?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka