Dodaj do ulubionych

rozwód czy separacja?

20.06.07, 10:58
Kochani doświadczeni, poradźcie. Szykuję sie do rozstania ze zdradzającym
meżem. Myślę o rozstaniu z orzekaniem o winie. Poradźcie, czy lepsza będzie
separacja, czy rozwód? Czy na sprawy o separację czeka się równie długo jak
na sprawy rozwodowe? Jesteśmy w Warszawy, a tu zdaje się tłok duży...
Obserwuj wątek
    • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 11:16
      Trochę za mało informacji.
      Poczytaj inne wątki, nawet wczoraj był założony identyczny z Twoim, jak nasuną
      się jakieś bardziej szczegółowe pytania to napewno ktoś udzieli Ci informacji.

      A co do tego co będzie lepsze to już Ty powinnaś to wiedzieć, bo to od Ciebie
      zależy co chcesz osiągnąć.
      • muszetozrobic Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 11:28
        Masz rację, źle się wyraziłam. Co byłoby dla mnie lepsze, to na razie nie wiem.
        Sądzę, że separacja, bo nie chcę jeszcze tej bramy na głucho zatrzasnąć, na to
        nie jestem gotowa, a i potrzeby takiej nie mam. Pytanie, czy separacja z
        orzekaniem o winie trwa tak samo długo jak rozwód, czy jednak krócej?
        • 13monique_n Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 11:46
          zastanów się tylko, czy warto z orzekaniem o winie. Sam rozwód (separacja) to
          wystarczające przeżycie emocjonalne, nawet, kiedy już po miłości została
          pustka. A przy orzekaniu o winie wszystko przeżywasz na nowo. Zastanów się,
          nikt nie ma nerwów ze stali i to nie dzieje się bez skutków dla Ciebie.
          • muszetozrobic Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 12:01
            Wiem o tym. Ale przy orzeczeniu winy jest prawo do alimentów na współmałżonka,
            a moja obecna sytuacja zawodowa jest bardziej niż chwiejna. Dysponuję paroma
            dowodami jak złoto (fotka męża całującego się z kochanką, filmik z ich wspólnej
            podróży gdzie, kretyni, gadają do kamery co to zaraz nie zrobią i jak sie
            kochają), kopia przelewu kasy.... Wiem, że sąd może tak czy śmak uznać mnie za
            współwinną, ale sądzę, że jakie takie szanse mam.
            Pytanie w technologii: czy separacja ma szansę pójść szybciej niż rozwód, czy
            nie.
            • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 12:07
              Patrząc obiektynie to postępowanie dowodowe trzeba by przeprowadzić takie samo,
              więc najprawdopodobniej czas trwania sprawy będzie podobny.
              • muszetozrobic Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 12:14
                Terminy tez pewnie w jednej kolejce? Cholera.
                • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 12:37
                  Pewnie tak
                  Rozwód z orzekaniem winy w Warszawie to co najmniej 1 - 1,5 roku od złożenia
                  pozwu.
                  • toman5 Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 13:29
                    Przepraszam że sie wtrącam, ale jak to liczysz? Składam pozew 1 lipca, jak
                    szybko proces zaczyna się toczyć? Kiedy pierwsza sprawa? Bo dalszy tok zdarzeń
                    wiadomo, może byc różny. Świadkowie, kontrświadkowie, etc...
                    • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 14:54
                      Od złożenia pozwu do pierwszej rozprawy, w zależności od tego czy opłata jest
                      wniesiona od razu, jaka jest reakcja drugiej strony, czy jest konieczność
                      zrobienia wywiadu przez kuratora sądowego itp. 3-5 miesięcy, potem każda
                      kolejna rozprawa mniej więcej co 3 miesiące. W zależności od ilości rozpraw
                      (przy orzekaniu o winie 3 co najmniej) rachunek jest prosty.
        • joy44 Szara strefa 21.06.07, 10:03
          Witam,
          Separacja to ślepa uliczka.
          Ani żona, ani rozwódka.
          Nie uwierzysz jak szybko będziesz potrzebowała rozwiązania.
          Chcesz wybaczyć?
          Zapomnisz???
          j.
    • lilyrush Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 13:35
      abstrahujac od czasu...ja nie bardoz rozumiem idee separacji z orzekaniem o
      winie w Twoim przypadku, zwłaszcza jeśli piszesz o aimentach od męża? czy po
      takim postępowaniu z dowodami i swiatkami będize ejszcze istniaja jakakolwiek
      opcja powrotu do siebie????
      • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 14:58
        Muszetozrobic chyba lczyła na to, że w przypadku separacji da się to zrobić
        szybciej.
      • akacjax Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 17:00
        Separacja(zamiast rozwodu) nie wynika tylko z nadziei powrotu do siebie. Ma również inne przesłanki. Na pewno też znaczy, ze nie chce się zawierać ponownego ślubu. Poza tym separacja bez orzekania winy daje obowiązek obu stronom pomocy wzajemnej do końca życia, nie jak rozwód bez orzekania-5 lat(lub do ślubu..)
    • majkel01 Re: rozwód czy separacja? 20.06.07, 18:36
      procedura jest praktycznie taka sama.
      Jesli masz zamiar sie w przyszlosci zejsc z mezem to lepiej wniesc o separacje
      (pozniej mozna ja zniesc i wrocic do malzenstwa). Jesli ktos nie chce sie
      rozwodzic np. ze wzgledow religinych niech sobie lepiej tez wniesie o separacje.
      Ale jesli nie masz zmiaru wrocic w przyszlosci do meza ani nie czujesz oporow
      przed podjeciem decyzji o rozwodzie lepiej odrazu sie rozwiesc.
      Dodam jeszcze ze sprawa alimentacji przy sepracji jest troszke inna niz przy
      rozwodzie. W gre wchodzi bowiem dodatkowo art. 61 (4) § 3 kodeksu rodzinnego
      ktory mowi o obowiazku wzajemnej pomocy w przypadku g wymagaja tego wzgledy
      slusznosci.
    • akacjax Re: rozwód czy separacja? 21.06.07, 07:15
      Jeżeli nie macie dzieci ugoda separacyjna-100 zł.
      • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 21.06.07, 07:25
        Taki wniosek nie może być z orzekaniem winy, a jakoś tak czuję, że autorce
        wątku bardzo na tym zależy.
        • muszetozrobic Re: rozwód czy separacja? 21.06.07, 09:36
          A zależy, zależy. Jak pisałam, chodzi m.in. o alimenty na mnie. W czasie
          naszego małżeństwa przez jakieś 50 procent czasu ja zarabiałam więcej i
          znacznie więcej od męża, ale od czasu urodzenia dziecka mam dołek finansowy, a
          m.in. względy metrykalne skłaniają mnie do obaw, że ten dołek może trwać. Nie
          widzę powodu - żadnego, kochani - aby facet którego kochałam do zwariowania,
          któremu ufałam ślepo, który cynicznie zdradzał mnie i okłamywał nie miałby
          ponieść konsekwencji finansowej swoich działań. Do finalnego rozwodu/separacji
          mnie osobiście nie goni, bo nie wyobrażam sobie kolejnego związku. Poczekać na
          wyrok mogę ostatecznie dłużej. Chcę za to uzyskać profity finansowe. Powiedzmy
          w wysokości 10 procent jego dochodów.
          • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 21.06.07, 09:44
            Ja to doskonale rozumiem.

            Jeśli mogę coś zasugerować, nie wspominaj mu teraz nic o alimentach, bo zacznie
            walczyć jak lew o uznanie winy obu stron. Proces rozwodowy niewiele ma
            wspólnego ze sprawiedliwością (np. nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś odpowiadał
            za składanie fałszywych zeznań w kwestii np. własnego romansu), dlatego Twoje
            przekonanie o własnej niewinności sąd niekoniecznie musi podzielić.
            • muszetozrobic Re: rozwód czy separacja? 21.06.07, 09:48
              Dziękuję za życzliwą uwagę i sugestie. Czy jednak alimentów nie muszę wpisać od
              razu w pozew? Tylko co? Potem dorzucić mimochodem?
              Wiem, oczywiście o teorii 1 procentowej winy. Jak sie trafi sędzia zwolennik -
              trudno, pech. Mogę tez oczywiście zażądać wyrażenia zgody na przyznanie sie do
              winy i zagrozić mężowi różnymi paskudztwami: że przeciągnę kochankę przez błoto
              na sali, że wniosę o puszczanie filmików nieco prywatnych i osobiście wyślę
              zaproszenia na tę rozprawę wszystkim eks kolegom i koleżankom z pracy, etc. ALe
              nie chciałabym uciekać się do podłości.
              • z_mazur Re: rozwód czy separacja? 21.06.07, 10:04
                IMHO taktycznie lepiej byłoby od razu o alimentach nie wspominać i nie pozywać
                o nie od razu w pozwie rozwodowym. W przypadku korzystnego wyroku (uznania
                wyłącznej winy męża) będziesz mogła wnieść o alimenty. Poczekasz parę miesięcy
                dłużej ale z punktu widzenia taktyki procesowej myślę, że to rozsądniejsze.
                • tricolour Na dziecko trzeba od razu... 21.06.07, 10:09
                  ... na siebie nie trzeba, ale przez ten czas do wniesienia o alimenty trzeba z
                  czegoś żyć, co może facet wykorzystać podczas procesu.

                  Poza tym nie tylko facet ma "możliwości zarobkowe" przy ustalaniu alimentów.
                  Obowiązuje to także drugą stronę, bez względu na metryki...
                  • z_mazur Re: Na dziecko trzeba od razu... 21.06.07, 10:21
                    Ależ oczywiście, ale dyskusja chyba dotyczy alimentów na Muszetozrobic.
                    O alimentach na dziecko, nawet jakby nie wspomniała w pozwie, to i tak sąd ma
                    obowiązek je ustalić.

                    A co do możliwości zarobkowych to oczywiście, ale to dotyczy tylko alimentacji
                    dziecka. Co do alimentów na "siebie" chyba nieistotne są możliwości zarobkowe.
                    Liczy się sam wpływ rozwodu na sytaucję finansową osoby niewinnej rozpadu
                    pożycia.
          • tricolour Profity finansowe to sie osiąga... 21.06.07, 09:56
            ... z własnej pracy, a nie z faktu, że sie kiedyś było żoną - to tak gwoli
            wyjasnienia co się z czego bierze.

            Poza tym żeby dostać alimenty trzeba udowodnić wyłączną winę męża, ale nawet
            wtedy do pracy warto chodzić choćby ze względu na ubezpieczenie i emeryturę/
            rentę. Nawet bank chetniej patrzy na pracującego, a nie pobierającego alimenty
            w jakiejś śmiesznej kwocie.

            No i na koniec - alimenty to nie podatek ustalany procentowo od zarobków, ale
            wyliczany na podstawie potrzeb.
            • muszetozrobic Re: Profity finansowe to sie osiąga... 21.06.07, 10:15
              Drogi trójkolorowy, a czemuż tak na mnie najeżdżasz? Prawp jest prawem, kochany.
              Pozwól, że wyjaśnię, co następuje.
              Mam 40 lat, w małżeństwie od 12. Pierwszych sześć lat pracowałam zarabiając od
              2 do - nioestety tylko w porywach - pięciokrotności zarobków męża. Po urodzeniu
              dziecka zarobki mi siadły - przez rok zarabiałam tyle co on, ale nie było to
              bardzo wiele, teraz - jeszcze mniej. Mój miły zdrajca wyciąga obecnie około 20
              tys. pln miesięcznie.
              Prawo, o ile wiem, mówi, że jeżeli jedna strona jest wyłącznie winna to ma
              obowiązek alimentowania strony niewinnej, jeżeli tej się w efekcie pogorszy.
              Pogorszy mi się z pewnością, a czuję się niewinna (jak koledze coś w związku
              przestało pasować, to mógł ciągnąć mnie na terapię, gadać i gadać, albo też
              wnieść o rozwód za porozumieniem, a nie brać sobie kochankę). Czemóż więc nie
              miałabym skorzystać z możliwości, którą prawo mi daje?
              Nie bój się, pracować będę nadal. Lubię.
              • muszetozrobic Re: Profity finansowe to sie osiąga... 21.06.07, 10:25
                A, skoro już tak intymnie o kasie, to dodam jeszcze, że forsę, której nam w
                ubiegłych latach zbywało inwestował mój miły mąż i pechowo znaczną większość
                trafił przy tej okazji szlag. Nie żebym o to akurat miała pretnesje, tylko dla
                finansowej jasności to wyjaśniam. Innymi słowy dochody jako stadło mamy obecnie
                spore, oszczędności - niestety, niewielkie, jego dochody wysokie i z tendencją
                wzrostową, moje niskie. Pisze to, żeby uniknąć wrażenia, że jestem wściekłą
                milionerką dyszącą zemstą.
              • tricolour Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 10:26
                Podstawą jest ustanie więzi emocjonalnych, gospodarczych itp. Jeśli te więzi
                nie ustały, to z rozwodu nici.

                Poza tym jeśli widziałaś, że jest w zwiazku źle, to sama mogłas ciągnąć na
                terapię... mówiąc inaczej - udowodnienie komus WYŁACZNEJ winy jest trudne
                jeśli ten nie jest alkoholikiem, narkomanem, nie stosuje przemocy itp.
                • tricolour A tak na marginesie, to podoba mi się... 21.06.07, 10:31
                  ... jasne stawianie sprawy, że zależy Ci na kasie.
                  • muszetozrobic Re: A tak na marginesie, to podoba mi się... 21.06.07, 10:40
                    Proszę uprzejmie. Zależy mi na kasie, dlaczego nie? Chłop sam wie, że się swoim
                    postępowaniem zeszmacił, sam się aktualnie (przejdzie mu, wiem) uważa za
                    wyłącznie winnego, więc tu komfort psychiczny pt. moje na wierzchu mam.
                    Za moje cierpienie mu i tak nie zapłacę bo to się nie da. No chyba żebym go na
                    paski cięła i solą sypała, ale ja podłości nie lubię.
                    A dlaczegóż nie miałabym walczyć o to, co jest zgodne z prawem i być może dla
                    mnie osiągalne? Będę, czemu nie.
                    Wiesz, ja bym kiedyś przysięgała, że on nigdy mnie nie skrzywdzi. Nie popełni
                    wobec mnie podłości, niegodziwości, że sobie prędzej rękę odrąbie. Teraz wydaje
                    mi się, że moglibyśmy dogadać sie finansowo po dobroci. Ale ja już nie ufam.
                    Ufałam wcześniej, i zostałam - wybacz, jeżeli masz dużą wrażliwość językową -
                    przecwelowana w każdą stronę.
                • muszetozrobic Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 10:34
                  Wiem, że mogę nie wygrać tej sprawy, oczywiście. To pewna szansa, która wydaje
                  mi się aktualnie wartą wypróbowania opcją. Zastanawiam się nad nią i pewnie
                  pozastanawiam jeszcze jakiś czas, zanim zacznę uruchamiać tryby i trybiki.
                  O więzach wiem, ale będę musiała pogadać z prawnikiem jak to rozegrać. Bo gad
                  twierdzi, że mnie kocha (emocje) ale jednocześnie lata do kochanki (emocje smile.
                  Kasa jak była wspólna tak i jest. Tylko że mi się od tego nóż w kieszeni
                  otwiera. Bo sytuacja - wybacz - plugawa jest i tyle.I wcześniej czy później
                  walnie w małego. A jestem naiwną osobą lubiącą proste drogi i etyczne wybory.
                  • tricolour A rozmawiałas jasno z mężem? 21.06.07, 10:37
                    Że jak nie zmieni postepowania i przestanie zdradzać, to będzie wojna i rozwód?

                    Bo jeszcze gad wymysli, że o kochance wiedziałaś i nie przeszkadzało... a
                    rozwodzisz się tylko dla kasy.
                    • muszetozrobic Re: A rozmawiałas jasno z mężem? 21.06.07, 10:46
                      Ja szukam lepszej pracy. Czegoś, co da mi oparcie, choćby finansowe, do walki.
                      Naprawdę, kobieta pracująca jestem, roboty się nie boję, dziecko już też
                      podrośnięte. Ale mam teraz strasznie słabą pozycję przetargową: grosze
                      zarabiam, mieszkanie jego... I oczywiście nieszczęśliwa jestem strasznie, boli
                      jak cholera, świata się teraz boję, łajdaka wciąż chcę kochać i
                      rozumieć....Gadam z terapeutą, trochę mi to pomaga, ale wciąż słaba jestem
                      emocjonalnie jak noworodek.
                      Argument o rozwodzie dla kasy nie ma sensu, bo nie rozwodząc się mamy po 33
                      procent łącznych zarobków na łeb, a po rozwodzie - nawe z moją "wygraną" ja i
                      dziecko będziemy miec po ile? 15 proc? 20? A wydatki oczywiście większe z uwagi
                      na podwójne gospodarstwo.
                  • ivone7 Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 10:39
                    to zacznij od dzis...
                    nie gotuj mu, nie pierz..pieniadze ktore od niego dostajesz zapisuj..i ze to na
                    dziecko..
                    od loza odstaw..
                    nie kupujcie nic razem, nie jedzcie razem..zanim wyznacza wam termin pierwszej
                    rozprawy juz troszke tych wiezi bedzie pozrywanych..
                    • z_mazur Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 10:50
                      Tu ivone pisze bardzo istotną rzecz. Do rozwodu rzeczywiście te więzy powinny
                      być pozrywane.
                • ivone7 Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 10:35
                  a jesli nie widziala ze w zwiazku jest zle?..on nic nie mowil, ze cos nie
                  tak..a jej wszystko pasowalo?
                  nie zawsze tri ta druga strona widzi ze cos tamtej nie pasuje...to trzeba
                  wyartykuowac..a nie kazdy to potrafi..
                  • muszetozrobic Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 11:06
                    Ano, nie wiedziałam, że między nami robi sie źle. Że trochę gorzej, tak, ale
                    przypisywałam to zewnętrznym okolicznosciom. Mówię, kochałam całym sercem, miał
                    pełną lojalność, kompletną wierność - nie tylko seksualną, duchową. Ja tak
                    pojmuję - pojmowałam małżeństwo. Jako decyzję o lojalności i uczciwości. To sie
                    kiedyś sienkiewiczowsko nazywało "dozgonny przyjaciel".
                    • ivone7 Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 11:24
                      no coz moge powiedziec...takich jak my jest tutaj wiecej..idealistow i
                      romantykow..
                      czyli jednym slowem siadla komunikacja...
                      rozumiem twoj bol i twoja wscieklosc..i rozgoryczenie
                      a on teraz wie, ze ty wiesz o kochance? wyraza skruche itd..?
                      bo z tego co piszesz ty nadal go kochasz..a moze najpierw zaczac ratowac, zanim
                      zdecydujesz sie na rozstanie..
                      • muszetozrobic Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 11:56
                        A, to wszystko pokręcone jakieś i pokrętne. Wie, że wiem. Skruchę wyraża. Mówi,
                        że sie miota ale chce ratowac. Ale nie w słowach przecież rzecz, a w czynach,
                        prawda? A czyny są jakie są. Ja już nie jestem ufna, ja obserwuję i wiem, po
                        prostu. Tzn wiem, co robi, a co czuje, to się nie podejmuję określić. przerasta
                        mnie to.
                        • akacjax Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 12:38
                          Nie jest tak łatwo dostać dużo...
                          Jeżeli m. nie doklada do utrzymania rodziny teraz-mozesz wystąpić o zabezpieczenie utrzymania rodziny-nie wystepując na razie o rozwód, czy separację-to zupełnie inna sprawa. Oprócz tego alimenty na dziecko.
                          Gdy będziecie mieć rodzielność możesz wystąpić o podział majątku.
                          Ale nie licz, że jak sąd orzeknie jego winę, to dostaniesz niebotyczne alimenty-to nie jest takie łatwe. On weźmie dobrego adwokata...

                          Czy obecnie jest tak-że po prostu odciął Cię swoich od dochodów? I do tego udaje, że chce naprawiać...?
                          • muszetozrobic Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 13:45
                            Akacja, nie doceniasz pokrętności sytuacji.... Skąd, finansowo nic sie nei
                            zmieniło: jest wspólna kasa do której lecą jego i moje zarobki. Nikt nikogo nie
                            odciął, skąd. On twierdzi, że chce naprawiać, ale ciumka przez telefon i bzyka
                            na boku.
                            Że weźmie adwokata i mogę przegrać to ja wiem. Tylko to nie powód, żeby nie
                            grać, prawda?
                        • ivone7 Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 12:56
                          wiesz co..na poczatek postrasz go ze odejdziesz..i namow go na
                          terapie..oczywiscie ze musi skonczyc te kontakty z inna pania..
                          ale ja to czuje przez skore, ze go bardzo kochasz i zalezy Ci zebyscie byli
                          razem..
                          moze wyprowadz sie z dzieckiem na jakis czas i to podziala jak zimny
                          prysznic..?
                          a na decyzje zawsze bedziesz miala czas..wazne zebys miala przekonanie ze
                          zrobilas wszystko zeby uratowac to wasze malzenstwo...
                          • muszetozrobic Re: Zdrada nie jest podstawą do rozwodu. 21.06.07, 13:49
                            Pewnie, że kocham, pewnie, że chciałabym cofnąć czas i zmienić bieg wydarzeń...
                            Ale się nie da. I nie mam pomysłu na ukrócenie kontaktów z tzw. inną panią poza
                            wykonaniem lobotomii... Ale ja nie jestem chirurgiem, więc to tylko teoretyczna
                            możliwość... Żartuję sobie, bo już mi tak ciężko, że nie wiem. Chce zrobić coś -
                            zapoczątkować proces formalnego odejścia, bo zwyczajnie nie znoszę tej upiornej
                            sytuacji, tej dwulicowości jakiejś. No coś mi sie robi po prostu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka