migrant1 Re: Dziś był Dzień Ojca 27.06.07, 12:51 Był, był. 15 lat temu też był. Wtedy to uchlany Ojciec mój ŚP zaserwował taki show z koleżkami od wódeczki w chacie, że zaczęła się zaraz potem procedura rozwodowa. Rodzice przez kolejne 2,5 roku mieszkali razem, a ja z nimi. Ojciec psychicznie odchodził powoli, ale z determinacją. Po jego wyjeździe donikąd (nic nie powiedział), nie szukałem go nawet. To był grudzień 1995. W marcu 1997 popełnił samobójstwo wieszając się w mieszkaniu jakiegoś kumpla, u którego kątem mieszkał. Co ciekawe, tatuś był mgr inżynierem, jeśli to kogoś ciekawi. Ech, życie, życie ... Odpowiedz Link
barbra25 Re: Dziś był Dzień Ojca 28.06.07, 13:49 migrant1 napisał: Co ciekawe, tatuś był mgr inżynierem, jeśli to kogoś ciekawi. Wykształcenie nie ma nic do nałogu... Odpowiedz Link
migrant1 Re: Dziś był Dzień Ojca 28.06.07, 19:21 Tak, oczywiście. Jest natomiast taki przykry dysonans, polegający na tym, że sympatyczny, bystry i do rany przyłóż na codzień pan inżynier staje się w ciągu paru godzin istnym potworem i dnem. Ta ciągła schizofrenia. Taka refleksyjka. Pozdrawiam, Barbra. Odpowiedz Link
barbra25 sympatyczny, bystry i do rany przyłóż na codzień 02.07.07, 13:14 Wiem coś o tym. Mój jest taksówkarzem i ma świetny kontakt z otoczeniem (w przeciwieństwie do mnie), jest dokładnie: sympatyczny, bystry i do rany przyłóż ale nie dla mnie. Potrafi urzec sąsiadki, sprzedawczynie w sklepie, znajomych...i zawsze kiedy ma gest lub chce się pokazać że jest takim dobrym "tatusiem" bierze świadka (najczęściej kogoś z rodziny)i udaje! Odpowiedz Link
migrant1 Re: sympatyczny, bystry i do rany przyłóż na codz 08.07.07, 12:27 To ciekawe: piszesz: jest dokładnie: sympatyczny, bystry i do rany przyłóż > ale nie dla mnie." U mnie to akurat było tak, że do pewnego czasu rozdzielałem ojca uchlanego i trzeźwego bardzo dokładnie. To znaczy wydawało mi się, że uchlany to ktoś inny i w ogóle nie uważałem, że to jakiś problem - zresztą całe moje wychowanie polegało na spychaniu tego problemu, tak jakby go w ogóle nie było: typowe współuzależnienie nas wszystkich. I właśnie jak był trzeźwy (pijany był do kilku razy w miesiącu, a czasami jeden raz lub w ogóle) to uważałem go za swojego "właściwego" ojca. Więc właściwie moja ocena była pozytywna cały czas. Dosyć chore, przyznasz, ale to był jakiś podświadomy "ratunek" dla samego siebie w takiej sytuacji. "...i zawsze kiedy ma gest lub chce się pokazać że jest takim dobrym > "tatusiem" bierze świadka (najczęściej kogoś z rodziny)i udaje!" Ha. Właśnie. Otóź na ok. pół roku przed jego wielką wyprowadzką z domu w geście protestu, że jesteśmy "tacy dla niego niedobrzy", bo nie chcemy z nim spędzać Świąt, przestałem już go uważać za kogoś bliskiego. W zasadzie był jak jakiś obcy gość, który szwęda się po domu i mnie głównie wkurza: zacząłem się z nim straszliwie kłócić o wszystko, a chodziło właśnie o to udawanie tak naprawdę, czego punktem kulminacyjnym było przywiezienie przez niego jakiegoś wiadra jabłek i stwierdzenie, że "może bym je zabrał, to mama z nimi coś zrobi". Odpowiedziałem mu wtedy: "O, dziękuję wielce. Dobry tatuś daje synkowi jabłuszka" i oczywiście ich nie wziąłem. Od tej pory był dla mnie już tylko Tym Obcym ... ...i zawsze kiedy ma gest lub chce się pokazać że jest takim dobrym > "tatusiem" bierze świadka (najczęściej kogoś z rodziny)i udaje! Odpowiedz Link