wiona11
23.07.07, 15:36
Pozwoliłam sobie z wątku JA_KOBIETA44 wyjąć ten oto cytat:
"Nie wiem czy to typowe u wszystkich „rozwódek”- a tak o sobie myślę, że cały
świat składa się z samych szczęśliwych rodzin, par gdzieś razem
wyjeżdżających, ich wspólnych zakupów itp. Uświadomiłam sobie niedawno, że
wokół mnie jest coraz większa pustka. Wspólni znajomi jakoś o mnie
zapominają, a nawet jak sama się przypominam zapada niezręczna cisza. Czy ja
do cholery jestem trędowata? To, że jestem sama, nie znaczy wcale, że mam
zamiar hurtowo rozbijać czyjeś związki!"
Koniec cytatu.
I tak sobie pomyślałam, że to również moja sytuacja. Niezręczna cisza,
spotkania ze znajomymi z "pełnych rodzin" odkładane na "przy okazji" i na "no
to się koniecznie zdzownimy". Kobiecie44 zajmuje ten stan już trzy lata. Mi -
półtora roku i jeśli jeszcze przed rokiem liczyłam na to, że coś się zmieni,
narazie się rozczarowuję.
Nie wiem, jak faceci- rozwodnicy, ale kobiety- rozwódki niestety często tak
właśnie mają.
Mam kilku znajomych facetów, zwłaszcza dużo młodszych ode mnie, dla których
atrakcyjna rozwódka to egzotyczny łakomy kąsek, ale znajomość miałaby
ograniczyć się do tajnych raczej spotkań. A to nie dla mnie.
Wokół same miłe, kochane przyjaciółki... wszystkie samotne z dziećmi. Cały
mój świat.
I może powiecie "wyjdź do ludzi, otwórz się", a to nie takie proste! Nie
każdy ma taki charakter, który pozwala na łatwe zaprzyjaźnianie się. Z resztą
z kim? Z kolejnymi rozwódkami i rozwodnikami?
Swoją drogą przez półtora roku nie udało mi sie spotkać żadnego rozwodnika...
Z wyjątkiem mojego exa.
I przez to wszystko chyba zamotałam się w całkiem nieprzewidywalną i raczej
niezdrową sytuację...
Ale o tym - kiedy indziej. Nie znacie mnie, nie widzieliście mnie nigdy i
pewnie nie zobaczycie, a nawet Wam ciężko się przyznać...