reakcja rodziny na rozwod

26.07.07, 15:33
Witam wszystkich serdecznie!
Jestem tu pierwszy raz, ale wydaje mi sie, ze bede zagladac dosc czesto...
Mam pytanie do Was - jaka byla reakcja waszych bliskich (rodzice, rodzenstwo)
na wiadomosc o tym, ze sie rozwodzicie. Moi rodzice uwielbiaja mojego meza, i
absolutnie nie akceptuja tego, ze ja od niego odeszlam. Meczy mnie to, bo
wiecej martwie sie teraz o nich niz o niego... I boje sie, ze juz do konca
zycia nie uloze sobie z nimi stosunkow... slysze ciagle, ze jestem egoistka,
ze sie zawiedli, ze bede tego zalowac, ze jestem glupia. A ja meza nie kocham
tak jak bym chciala, nasz zwiazek byl przez ostatnie pare lat kumpelstwo,
seksu prawie nie bylo - az ja sie zakochalam na zaboj w kims innym. A ze nie
naleze do osob, ktore potrafia oszukiwac i wiesc podwojne zycia, postanowilam
od meza odejsc. I on jest zdruzgotany, ale akceptuje to, ze innego wyjscia w
takiej sytuacji nie ma. Natomiast moja rodzina mnie niemalze przeklnela.
(Jeszcze w ramach uzupelnienia, dodam, ze nie mamy dzieci, malzenstwem
bylismy 4 lata). Czy tez tak mieliscie?
    • egoistka8 Re: reakcja rodziny na rozwod 26.07.07, 15:36
      jeszcze tylko dodam, ze nie chodzi tu tylko o negatywna reakcje - bo to
      potrafie zrozumiec, ale o wywieranie niekonczacej sie presji i proby ingerencji
      w moja decyzje
    • a.b1 Re: reakcja rodziny na rozwod 26.07.07, 16:00
      nie, nie było tak u mnie, byc może dlatego, ze moi rodzice jednak wiedzieli
      ktonaprawde jest ich dzieckiem i chcieli szczęścia swojego dziecka a nie jakieś
      doczepianej papierem przybłędy...
      tak naprawdę to odetchneli z ulgą kiedy im to powiedziałam, ojciec powiedział
      jedno zdani "mądra dziewczynka!!"
      • egoistka8 Re: reakcja rodziny na rozwod 26.07.07, 16:20
        widzisz a.b1, tez takiej reakcji bym chciala... nie mowie, ze powinni
        zaakceptowac bezkrytycznie, ale ja naprawde teraz jestem szczesliwsza,
        odzylam... a oni tego nawet zobaczyc nie chca. Tylko mnie to boli, bo widac,
        ze - zwlaszcza moja mama - bardziej martwi sie o mojego prawie bylego meza niz
        o mnie...
    • tricolour Dziecko zostawiło zabawki w piaskownicy... 26.07.07, 17:12
      ... i sobie poszło. Zakochało się "na zabój" w jakims facecie i to ma tłumaczyć
      oraz usprawiedliwiać nielojalnośc, brak odpowiedzialności. Także robienie z
      własnej gęby cholewy, bo przysięga okazała się jakaś lipna.
      Nikt nie ma prawa skrytykować takiego zachowania, co jest o tyle zrozumiałe, że
      nie lubisz jawnej krytyki gówniarstwa.

      Teraz należy oczekiwać, że nowy facet też zakocha się w jakiejś lali "na zabój"
      i zostawi Cię wolno - żeby było po równo.
      • sbelatka Re: Dziecko zostawiło zabawki w piaskownicy... 26.07.07, 17:34
        egoistka... no nick taki troche a propos historii, którą streściłaś..

        wiesz, mamusie i tatusie róznie reagują
        porównywanie pewnie niewiele Ci da

        ale tak sobie pomyślalam... jeśli Twoje szczęście obecne u boku nowego faceta
        zacznie więdnąć ( a to sie niestety zdarza az nazbyt często) to przygotuj sie..
        bo to co słyszysz teraz to drobazg w porównaniu z tym co usłyszysz potem..

        toteż dbaj o ten nowy związek z całych sił...

        • egoistka8 Re: Dziecko zostawiło zabawki w piaskownicy... 26.07.07, 17:45
          Tricolor, nie mowie, ze nikt nie ma prawa skrytykowac, nie uwazam, ze zrobilam
          cos, z czego powinnam byc dumna. Ale ta moja decyzja nie byla podjeta w chwili
          uniesienia, probowalam ratowac to, co zostalo z mojego malzenstwa przez ponad
          pol roku - nie wyszlo... Gdybym zostala z mezem, do ktorego nie czuje nic poza
          przywiazaniem i przyzwyczajeniem, jednoczesnie kochajac kogos innego - to
          wlasnie uwazalabym za nielojalnosc i nieodpowiedzialnosc.

          A ze nowy zwiazek moze sie skonczyc nie tak, ze szczescie moze zwiednac, ze
          facet moze mnie zostawic - doskonale zdaje sobie z tego sprawe. Ale
          zdecydowalam, ze wole podjac takie ryzyko niz udawac, ze wszystko jest OK i
          zaakceptowac pustke do konca zycia 'dla papierka'. I rozumiem, ze to nie jest
          popularne (tak tak, ten nick nie jest przypadkowywink), ale boli mnie, ze w
          niektorych przypadkach rowna sie to przekresleniu z gory i na amen.

          • tricolour No i bardzo dobrze... 26.07.07, 18:19
            ... podjęłaś decyzję, a teraz ponoś konsekwecje.

            Do pełnego szczęścia z nowym facetem dołóż nieszczęście exa i krytykę rodziny.
            Nie żal się publicznie, że ktoś ma odmienne zdanie wynikające z własnych
            przekonań i to zdanie jasno wyraża - dla niektórych ludzi małżeństwo to nie jest
            miłośc "na zabój" tylko coś bardziej poważnego.

            Zresztą po kilku latach małżeństwa z najbardziej namiętnej miłości zostają
            nędzne strzępy, a wtedy co zrobisz?
            • custom_babe Re: No i bardzo dobrze... 26.07.07, 19:41
              tricolour napisał:

              > ... podjęłaś decyzję, a teraz ponoś konsekwecje.
              >

              Otóż to. Nie dziw się reakcji rodziców. Jak dla mnie, podchodzą do sprawy bardzo racjonalnie i nie traktują cię jak swojej ukochanej córusi, tylko jak dorosłą kobietę, więc nie oczekuj pochwał i akceptacji, jeśli zachowujesz się jak 8-latka. Rodzice nie siedzą w teojej głowie, nie wiedzą, co czujesz, więc oceniają obiektywne fakty- córka miała kochającego, odpowiedzialnego męża i zostawia go, bo zakochała się "na zabój". Jeśli chcesz ich akceptacji, to musisz im to udowodnić swoim dalszym postępowaniem, a na to trzeba czasu. Nie licz na cuda.
          • notting_hill Re: Dziecko zostawiło zabawki w piaskownicy... 26.07.07, 18:26
            Konsekwencje trudnych decyzji bywają właśnie takie... Skoro jesteś tak pewna,
            że zrobiłaś rzecz najlepszą dla siebie, reakcja otoczenia, nawet Ci
            najbliższego jest tylko niewygodnym do zaakceptowania skutkiem ubocznym.
            Niekiedy tak bywa, trzeba to chyba przyjąć z pokorą i pozwolić działać czasowi.
            W sumie chyba jesteś silną kobietą, mało kogo stać na takie postawienie sprawy.
            Fakt, że wygląda na to, że paskudnie przypadkowo to się zbiegło w czasie z tą
            wielką miłością, co niekiedy może dać powody do nazwania tego "efektem małpy"
            (było, było wcześniej tu na forum), ale tylko Ty wiesz jak było naprawdę i
            tylko to się powinno liczyć. Jeśli możesz sobie codziennie patrzeć bez
            obrzydzenia w twarz w lustrze, to moim zdaniem wszystko jest ok, a cała reszta
            do zaniedbania. W końcu miarą dojrzałości jest fakt, że podejmując życiowe
            decyzje nie boimy się co powiedzą na to rodzice.
        • nangaparbat3 oj, Beatko 26.07.07, 18:26
          Przebiłaś samego Tri.
          I niestety masz chyba rację =
      • czamon Re: Dziecko zostawiło zabawki w piaskownicy... 26.07.07, 19:58
        tricolour napisał:

        > ... i sobie poszło. Zakochało się "na zabój" w jakims facecie i to ma
        tłumaczyć
        > oraz usprawiedliwiać nielojalnośc, brak odpowiedzialności. Także robienie z
        > własnej gęby cholewy, bo przysięga okazała się jakaś lipna.
        > Nikt nie ma prawa skrytykować takiego zachowania, co jest o tyle zrozumiałe,
        że
        > nie lubisz jawnej krytyki gówniarstwa.
        >
        > Teraz należy oczekiwać, że nowy facet też zakocha się w jakiejś lali "na
        zabój"
        > i zostawi Cię wolno - żeby było po równo.


        a wg Ciebie lepiej jest zyć w związku bez miłości, sexu, radości???
        to jest dopiero chore...
      • yoma Re: Dziecko zostawiło zabawki w piaskownicy... 31.07.07, 15:54
        ricolour napisał:

        > ... i sobie poszło. Zakochało się "na zabój" w jakims facecie i to ma tłumaczyć
        > oraz usprawiedliwiać nielojalnośc, brak odpowiedzialności. Także robienie z
        > własnej gęby cholewy, bo przysięga okazała się jakaś lipna.

        Tri - a co, miała czekać z tym seksem, aż jej się wszystko pomarszczy i
        obwiśnie? W przysiędze małżeńskiej, o ile wiem, celibatu się nie ślubuje.
    • tricolour A tak poza tym, to kto jest mężem? 26.07.07, 18:30
      Ten stary jest dalej mężem? No tak o nim mówisz... To ten rozwód był, czy ma być?

      Bo jeśli był, to dalej nazywasz go mężem i to wielokrotnie w krótkich postach?
      • egoistka8 Re: A tak poza tym, to kto jest mężem? 26.07.07, 18:41
        tricolour: nadal jest mezem, formalnosci jeszcze nie zaczelismy zalatwiac...

        notting_hill: brutalnie, ale wiem, ze masz racje. smile W glebi serca czuje, ze
        zrobilam to, co powinnam w takiej sytuacji, ze inaczej bylabym nieszczesliwa -
        ale wyrzutow sumienia nie da sie zagluszyc, i moze to rzeczywiscie kwestia
        czasu. Tylko podeslij mi linka do postu o 'efekcie malpy', bo przez
        wyszukiwarke nie znalazlam.

        Nie wiem, czy na tym forum sa tylko ci porzuceni, ale nie wierze, ze wsrod
        rozwodnikow nie ma nikogo, kto odszedl do kogos innego... A moze tacy ludzie
        boja sie do tego publicznie przyznac, wlasnie ze wzgledu na to, jakie beda
        reakcje?
        • tricolour Nie o to chodzi... 26.07.07, 18:51
          ... chodzi o to, że na forum są ludzie, którzy juz coś przeżyli. Znają gorycz
          rozwodu, która jest przed Tobą. Rozwód, to nie są żadne formalności, tylko jest
          to proces w sądzie, który czasem trwa krótko, ale bardzo często jest
          sprawdzianem miłości "na zabój".

          Na forum panuje przekonanie, że najpierw sie trzeba rozwieść, potem odczekać
          odpowiednio długo, by stać sie pełnowartościuowym materiałem na partnera w nowym
          związku (nie wnosić zaszłości), a dopiero potem budować coś nowego.

          Ty masz postwione rzeczy na głowie i stąd reakcje.
        • tricolour Mówiąc inaczej... 26.07.07, 18:53
          ... jest bardzo prawdopodobne, że zanim się rozwiedziesz, to Twój nowy facet
          znajdzie sobie kobietę, która mniej go bedzie męczyła sprawami rozwodu,
          niepewnością, szarpaniem, podziałem majątku...
          • calineczka2 Re: Mówiąc inaczej... 30.07.07, 18:33
            Tri, wiem, ze panuje przekonanie, ze nalezy rozwiesc sie, odczekac i dopiero
            wchodzic w nowy zwiazek, ale zycie pisze rozne scenariusze. Ja na przyklad
            poznalam nowego partnera pol roku po wyprowadzce. I co, mialam mu powiedziec -
            sorry, ale nie jest to dobry moment, skoro naprawde czulam, ze to wlasnie ten?

            Rozwod byl prawie rok pozniej i nie mialo to wplywu na moj nowy zwiazek ani nie
            zniechecilo mojego obecnego juz malzonka. Teraz jestem poltora roku po slubie i
            jestem bardzo szczesliwa.

            • tricolour Ciesz się swoim szczęściem... 30.07.07, 18:41
              Faktem jest, że życie pisze różne scenariusze - czasem zadziwia nawet swoją
              łaskawościa. Ja osobiście wolę kierować swoim życiem niż liczyć, że coś sie samo
              uda...

              smile)
        • notting_hill Re: A tak poza tym, to kto jest mężem? 26.07.07, 21:19
          No, w sprawie "strategii małpy" to pomyliłam fora smile
          Ale link znalazłam:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=66417678&a=66417678
    • movisz Re: reakcja rodziny na rozwod 26.07.07, 19:52
      Napewno przykro jest jak rodzice w takiej sytuacji obstaja nie po twojej
      stronie.
      Ja tez bym tego oczekiwala od moich rodzicow by murem stali po mojej stronie a
      nie po stronie obcego. Tylko ze w tym wypadku oni dlatego sa po jego stronie
      poniewaz sa swiecie przekonani ze robisz blad a oni niczego nie chca na swiecie
      bardziej niz twojego szczescia. Rodzice zyja dluzej na tym swiecie i duzo
      wiecej napatrzyli sie na nieszczescia tego swiata i wiedza co sie liczy
      najbardziej w zyciu. Moze ten drugi wg nich nie jest materialem na meza.
      Trudno jest zyc z kims jak sie go nie kocha ale ja i ty wiesz ze milosc
      przychodzi i odchodzi. I to samo moze byc z ta nowa miloscia. Jaka masz pewnosc
      ze sie znowu nie odkochasz? Jakies argumenty musza miec twoi rodzice. Na pewno
      nie jedynie dlatego ze ONI lubia twojego obecnego.
      Jezeli jestes calkowicie pewna ze ten drugi to jest wlasnie ten jedyny do konca
      zycia to rob swoje a rodzice z biegiem czasu zmienia stanowisko jak zobacza ze
      jestes szczesliwa. Cale szczescie ze nie macie dzieci.
    • jp66 Re: reakcja rodziny na rozwod 26.07.07, 21:55
      Moi rodzice i siostra przyjęli wiadomość o rozwodzie z pełną akceptacją i
      zrozumieniem, może dlatego tak było, ze znali całą sytuację i sami też
      doświadczyli "miłosci" synowej. mój rozwód jest pierwszym w całej rodzinie ale
      niczego to nie zmieniło. Kiedy po pewnym czasie przedstawiłem im Anię
      zaakceptowali ją bez zastrzeżeń (widzieli, że jestem z nia szczęśliwy)i tak jest
      do tej pory, wszyscy ją bardzo lubia, szanują i traktują jak członka rodziny (ja
      i jej syna)dlatego nie zgadzam się z Tri, że najpierw trzeba zakończyć stare,
      odczekać i dopiero potem wiązać się z kims innym. mój rozwód trwa juz prawie 2
      lata, moja partnerka i ja przyzwyczailismy sie do tej sytuacji, nie rozmawiamy
      nawet o tym- jest sprawa rozwodowa to idę, potem następna, następna nie ma to
      już znaczenia kiedy się to wszystko zakończy ( no może tylko nierozwiązane
      kwestie własności i rozdzielności majatkowej komplikuja troszkę zycie). Uważam,
      że postąpiłas słusznie odchodząc, bo zycie w kłamstwie z kimś kogo sie nie kocha
      jest jeszcze gorszym "przestępstwem" twoje zycie jest tylko twoje i sama wiesz
      co jest dla Ciebie najlepsze.....
    • artemisia_gentileschi Re: reakcja rodziny na rozwod 27.07.07, 08:21
      U mnie tez jest ciezko, moi rodzice znaja i lubia mojego jeszcze niestety meza
      jako dr Jekylla, ja zylam z panem Hyde`m. Poza tym sa bardzo religijni, dopiero
      wyklad jakie mam podstawy do uznania mojego malzenstwa za niewazne troche
      pomogl. No, ale ja rozwodze sie z innych powodow - i odchodze w prozniewink
      • sylwiamich Re: reakcja rodziny na rozwod 27.07.07, 08:43
        Moja mama uważała mojego małżonka za ideał...a ponieważ ja jestem "charakterna"
        często słyszałam ich rozmowy na ten temat jaka zła jestem....dopóki z nami nie
        zamieszkała.Dopiero po 2 latach przyznałą mi rację....mój mąż potrafi się
        sprzedać(dyr.Handlowy)smile))
        Tak więc jak się rozwiodłam to miałąm juz posprzątane.
        Podziwiam Ciebie...za odwagę.Wytłumacz swoim rodzicom że to Twoje życie i jakby
        co Ty dostaniesz w dupę.I że liczysz na ich wsparcie.
        U mnie tak zawsze w rodzinie było.Podejmowałam samodzielnie decyzje i zawsze
        stałą koło mnie mama...
    • rozwodnica Re: reakcja rodziny na rozwod 27.07.07, 10:09
      Rodzice?
      A co byś chciała? Straszenie samobójstwem? Wyzwiska? Uświadamianie, że
      absolutnie wszystko co się złego zdarzy w przyszłości Twojemu mężowi będzie na
      pewno konsekwencją Twojej decyzji?
      Do wyboru do koloru smile

      Nie wiem, czy więcej łez wylałam przez rozejście z mężem czy przez tych
      najbliższych mi ludzi.
      I wiesz co? Żyję! Mało tego - kontaktuję się z nimi regularnie. Przytulam ich a
      oni mnie (no dobra, ojciec nie jest wylewny hehe). Nadal nie pochwalają mojej
      decyzji ale i ja musiałam co nieco zrozumieć. I dać im prawo do braku
      akceptacji.
      Z resztą podobnie jak któraś z dziewczyn - byłam twardzielką,
      z "charakterkiem". Rodzice nigdy nie mieli nawet świadomości, że się
      pokłóciliśmy a mężem. Stworzyłam im iluzję ideału, gdzie administruję twardą
      ręką, bo lubię. W rzeczywistości robiłam to bo musiałam ale skąd mieli
      wiedzieć? Że czuję sie babochłopem, że już nie daję rady... Do kogo więc
      pretensje? Do siebie, tylko i wyłącznie.

      A co do Twojej teorii Tri - zgadzam się w 100%, jest najsłuszniejsza ze
      słusznych. Ale co ma zrobić ktoś kto jednak zboczył ze słusznej ścieżki? Czy
      nie jest najlepszym rozwiązaniem przynajmniej odejść uczciwie?
      Tylko nie mów "trzeba było tego nie robić", bo nie o tę odpowiedź mi chodzi.
      • maarcjanna Re: reakcja rodziny na rozwod 27.07.07, 10:43
        rekcja rodziny? moja - bratowa udostępniła mi pół swojego domu, rodzice pomagali
        i pomagają (wsparcie psychiczne), bracia zastępują mojemu synowi ojca.... a jego
        rodzina - wyzwiska i straszenie, obmawianie, pomawianie, teksty typu
        "zmarnowałaś chłopakowi życie".... dodam jeszcze, że jak wzywałam policję, to za
        nim stali murem, choć to ja miałam siniaki, jak bałam się wracać do domu mówili,
        że coś sobie wymyśliłam, jak mój syn przestał ze strachu spać, mówili, że to
        fanaberie smarkacza, a jak zwróciłam się do nich o pomoc (dużo wcześniej) bo
        zaczął pić, to teść powiedział mi, że to nasze sprawy a teściowa zaczęła się nad
        nim użalać, że jemu tak ciężko..... ja do tej pory jak słyszę zgrzyt klucza w
        zamku, otwieranie drzwi, czy kroki na schodach dostaję "palpitacji serca",
        dopiero po chwili dociera do mnie, ze to już nie on....
      • cien_wiatru Re: reakcja rodziny na rozwod 27.07.07, 10:45
        rozumiem, ze rodzice moga czuc sie zawiedzeni. Oni, tak jak kazdy maja prawo
        miec na ten temat swoja opinie. Wolno im. Natomiast nie zgadzaj sie na
        ingerencje i wywieranie presji. Powiedz im grzecznie i spokojnie, ze taka jest
        twoja decyzja, ze jako osoba dorosla jestes swiadoma konsekwencji i je
        poniesiesz. Podkresl koniecznie, ze do rozwodu zgoda rodzicow nie jest
        potrzebna.
    • emde74 Re: reakcja rodziny na rozwod 27.07.07, 11:30
      też tak miałam. ba, mam do dziś. dopiero jak zerwałam kontakty, to trochę
      spuścili z tonu. nawet pomogli - na początek finansowo (czego nigdy, przenigdy
      nie robili, od 20-tego roku życia radzę sobie sama). teraz kontakty są
      powiedzmy ok. i ja juz innych nie oczekuję, bo nigdy nie umieliśmy ze sobą
      rozmawiać, więc jak mamy porozumieć się teraz? nigdy nie byli podporą i
      pogodziłam się z tym, że nie będą. żyję swoim życiem. ponoszę konsekwencje
      swoich wyborów. wnioskuję. analizuję. i żyję. uważając, że mimo tego, iż Oni są
      starsi, to ja mam więcej doświadczenia życiowego. i dlatego opieram się na
      swoim doświadczeniu, niż na ich opinii.

      myślę, że Twój przypadek jest podobny. żal do rodziców zostaje i czasem trzeba
      specjalisty, by pozbyć się fatalnej samooceny, jaką w Tobie zaszczepiali
      latami, ale z drugiej strony jest też ta empatia, która powoduje, że wiesz iż
      paradoksalnie taki jest wyraz ich troski o Ciebie. a że nie umieją inaczej, to
      już druga strona medalu.

      nie oczekuj, że Cię wyściskają, skoro nigdy tego nie robili. pewnie nigdy nie
      zaakceptują tego w pełni. musisz się po prostu na to uodpornić. trudne, ale
      możliwe.

      sam przykład z Twojego życia to prawie kalka mojego. z jednej strony Cię
      rozumiem, z drugiej mam duże obawy o przyszłość Twojego nowego związku i
      konsekwencji w starym. po tych 3 latach od rozstania z mężem uważam, że
      podjęłam wtedy i potem mnóstwo niesłusznych decyzji, które przyniosły dobry
      rezultat tylko w zmianie samej siebie. dziś 1000 razy bym się zastanowiła, bo
      jak zapewne się domyślasz, mnie nowy związek się nie udał. ale.... też uważam,
      że życie w związku, w którym uczucie wygasło nie ma sensu. ale jak trudno
      odciąć tę przeszłość, to już inna sprawa. mnie prześladuje raczej to drugie. w
      ogóle nie jestem uporządkowana pod względem tematu rozstania, więc na razie
      obserwuję wszystko z różnych stron. raz myślę, że tak miało być, bo wierzę w
      przeznaczenie, innym razem, że jednak mało pracowałam nad związkiem z mężem. a
      że On też nie, to już inna kwestia (tego rodzice nie widzieli). i doszłam do
      wniosku, że po prostu muszę wybaczyć sobie pewne rzeczy, a z innymi się
      pogodzić. jak dojdę do tego etapu, to dopiero ruszę z miejsca.

      Ty jesteś na etapie, że raczej nie cofniesz już swojej decyzji, a nawet jeśli,
      to mąż nie będzie jej w stanie zaakceptować. pozostaje Ci życie w nowym
      związku. mimo, że nie czuję się z tym dobrze do końca, to jednak wypada życzyć
      Ci, by stał się udany. choć - bez owijania w bawełnę - rozwód to trauma. i
      myśli, czy dobrze zrobiłaś, czy nie.

      wiem, że piszę jak osoba, której się nie udało. ale nie życzę nikomu źle. po
      prostu przekazuję moje myśli i obawy w strasznym okresie, jaki przechodziłam i
      jeszcze momentami przechodzę. nieuporządkowane, bo nie mam jeszcze spójnej
      wizji na to wszystko. po prostu życzę Ci, by Cię to wszystko ominęło.
      • rozwodnica Re: reakcja rodziny na rozwod 27.07.07, 12:05
        No widzisz emde pisałaś o kalce...to ja jestem kolejną kserokopią.
        W tej chwili mam całe spectrum "przyjemności" nowego związku.
        Oraz wszelkie wątpliwości, rozpamiętywanie przeszłości, wyrzuty sumienia...i
        przekonanie, że jeśli będzie mi źle teraz to odejdę - ale już bez traumy. Mimo
        wszystko.
    • calineczka2 Re: reakcja rodziny na rozwod 30.07.07, 18:39
      Egoistko, moi rodzice poczatkowo tez mi mowili, ze sie zawiedli, ze ja
      zmarnowalam sobie zycie itp. Nie rozumieli jednak sywtuacji, bo nigdy nie
      rozmawalam z nimi o moich problemach w malzenstwie (co bylo bledem). Kiedy
      zrozumieli, powiedzieli, ze dobrze zrobilam. Niemniej jednak ja nie odchodzilam
      z powodu innego faceta, taka sytuacja jest zawsze kontrowersyjna...
Pełna wersja