Dodaj do ulubionych

jak długo

29.07.07, 21:59
Czesć,jak długo dochodziliście do siebie po rozwodzie,tzn jak długo byliscie
w fazie euforii potem refleksji a co dalej nie wiem?Jestem rozwiedziony od
1.5 miesiąca wszysto trwało pięć miesięcy pomijając okres gdzie zaczeło się
psuć.Zastanawiam się kiedy bedę mógł układać sobie życie na nowo bez poczucia
czego ja właściwie szukam,czegoś co utraciłem czy uczucia do bycia z kimś na
zawsze.Nadmieniam,że szybko wracam do normy,może tak mi sie wydaje.
Obserwuj wątek
    • ivone7 Re: jak długo 29.07.07, 22:04
      mysle, ze kazdy inaczej...
      ja nigdy nie bylam w euforii po rozwodzie..lekkie uczucie ulgi owszem, euforii
      nie bylo..
      rozwod trwal dlugo, ponad 2 lata..juz 1,5 roku jestem po..i dopiero niedawno
      zaczelam czuc ze jestem gotowa na cos nowego..
      tu nie ma zadnych regul..
    • pomimo1 Re: jak długo 29.07.07, 22:05
      Juz przez chwile myslalam,ze napisal moj byly mazsmile
      te 1.5 mca jednak nie pasuje, bez obaw.
      Piotrze, to zalezy... ostatecznie bedzie lepiej.
      Moja przyjaciolka ma fajna teorie, ze rozwod to ofiara.
      Ofiara zlozona w imie lepszego nastepnego zwiazku, zeby sie nauczycsmile
      Zastanow sie, co bylo nie tak z Twojej strony, przetraw to
      w czasie swojej "zaloby" , a potem czeka cie naprawde fajne zycie.
      bedzie dobrze. Bardzo dobrze! zobaczyszsmile
    • szydlo_z_worka Re: jak długo 29.07.07, 22:10
      Oj, to rozwiodles sie szybciorem... Ja caly czas czekam na wyznaczenie terminu pierwszej rozprawy, a leci juz piaty miesiac od zlozenia pozwu. Moj "maz" zdazyl juz nawet w tym czasie zawrzec potajemny slub ale to chowamy do szuflady z glupotami wink
      U mnie okres euforii juz minal (bardzo chcialam sie od niego uwolnic), okres ... i co dalej? powoli czuje zaczyna mnie opuszczac. Jestem gotowa na poznanie kogos, moze nawet na stworzenie zwiazku smile
      Jezeli rzeczywiscie szybko powracasz do rownowagi, to zaufaj swojej intuicji. Uczucia czesto przychodza gdy sie ich najmniej spodziewamy smile No, oczywiscie o ile z poprzednim sie uporasz...
      • m_niczka Re: jak długo 29.07.07, 22:39
        oj to u mnie też było szubciutko... w grudniu wyprowadzka, w lutym pozew, a w
        kwietniu rozprawa... i koniec... bez euforii... raczej z poczuciem porażki, że
        tak szybko, bez walki, tak prosto (no może poza drobnym szczegółeem, że eks
        spóźnił się na rozprawę, co nieco podniosło adrenalinę smile

        Co do sedna wątku, tak jak poprzednicy, każdy ma inaczej i zależy to od wielu
        różnorodnych czynników, są osoby świetnie radzące sobie z nową sytuacją i
        szybko adoptujące się do nowych warunków, a osobiście znam takie, które od
        dwóch lat od rozstania nie są gotowe na nic nowego.
        Tobie Piotrze życzę, abyś szybko wrócił do normy!
        M.
    • misbaskerwill Re: jak długo 29.07.07, 22:22
      > 1.5 miesiąca wszysto trwało pięć miesięcy pomijając okres gdzie zaczeło się
      > psuć

      To zależy właśnie od tego "okresu, gdzie zaczęło się psuć".
      Jeśli rozwód był tylko formalnością, a małżeństwo było całkiem "zepsute" przez
      ostatnie lata, to masz prawo czuć, że jest ok. Jeśli ledwie pół roku jedna
      strona nagle stwierdziła, że to koniec, to pewnie jeszcze nie jest okwink.

      Zależy to od Twojej psychiki.
      Dla niektórych rozwód to taka życiowa stłuczka (vide ludzie zawierający więcej
      po 5-8 małżeństw). Dla innych to życiowa katastrofa.
      Wiadomo, że psychoterapia przebiega różnie w tych przypadkachsmile.
      • misbaskerwill Re: jak długo 29.07.07, 22:28
        > Dla niektórych rozwód to taka życiowa stłuczka (vide ludzie zawierający
        > po 5-8 małżeństw)

        miałem na myśli nie jednocześnie, lecz po kolejnych rozwodachsmile
    • lilyrush Re: jak długo 30.07.07, 12:57
      Dokladnie to zależy od tego ile sie psuło i jak.
      U mnie sie psuło tak długo i tak porzadnie ,ze jak powieidzalam w
      kwietniu "papa" to ulga przyszla natychmiast.
      I Zyje z nia od tego czasu. W sobote w knajpie zdizewczynami wyszalaąłms ie an
      maksa. Totany luz i spokoj. Moj jeszcze maz, poza kwestia kontaktu z dizecmi
      obchodiz mnie tyle zc ozeszloroczny snieg. A formalnie mam dopoero zlozony
      wnioske o spearacje....
    • der1974 Re: jak długo 31.07.07, 00:01
      Najpierw ulga, potem euforia, potem rozwód, potem refleksja. Co dalej dopiero
      się pojawia. Warto się zastanowić dłużej nad tym co dalej. Żeby nie popełnić
      błędów z przeszłości. Ta faza trwa długo. Ja dochodzę do siebie od roku, a nie
      da się ukryć, że związek zaczął się walić na długo przed rozwodem. Ja myślę
      sobie, że jakieś dwa lata przed, ale przyjaciel mi powiedział, że od pięciu lat
      marudziłem o rozstaniu. Więc mądrych nie ma. Na pewno rok jest potrzebny na
      przeżycie pierwszej traumy, pewnie drugi na uporządkowanie się. To jest chyba
      minimum.
      • alexdelpierrro Re: jak długo 31.07.07, 05:32
        der1974 napisał:

        > Najpierw ulga, potem euforia, potem rozwód, potem refleksja. Co dalej dopiero
        > się pojawia. Warto się zastanowić dłużej nad tym co dalej. Żeby nie popełnić
        > błędów z przeszłości. Ta faza trwa długo. Ja dochodzę do siebie od roku, a
        nie
        > da się ukryć, że związek zaczął się walić na długo przed rozwodem. Ja myślę
        > sobie, że jakieś dwa lata przed, ale przyjaciel mi powiedział, że od pięciu
        lat
        >
        > marudziłem o rozstaniu. Więc mądrych nie ma. Na pewno rok jest potrzebny na
        > przeżycie pierwszej traumy, pewnie drugi na uporządkowanie się. To jest chyba
        > minimum.


        co do tej kolejności to lekko bym ja uzupełniłsmile

        Najpierw ulga, potem euforia, potem rozwód, potem refleksja, następnie nowa
        kobieta, nowe szczęście, nowe spojrzenie na życie, jak sie okazuje ta jedna
        jedyna to bajka a przy tej następnej moze byc równie cudowniesmile
        • misbaskerwill tja.... 31.07.07, 08:43
          > Najpierw ulga, potem euforia, potem rozwód, potem refleksja, następnie nowa
          > kobieta, nowe szczęście, nowe spojrzenie na życie, jak sie okazuje ta jedna
          > jedyna to bajka a przy tej następnej moze byc równie cudowniesmile

          I z każdą kolejną coraz lepiej...
          Buehehehehe.
        • tricolour Bracie, szesnastego lipca... 31.07.07, 11:13
          ... a więc czternaście dni temu napisałeś: "czy to oznacza ze juz
          się przy Niej nigdy nie obudze, nigdy juz nie podam Jej śniadanka, nigdy z
          Nią nie zasnę, nie zatańcze, nie przytulę,nie rozśmiesze, nie pójde na spacer
          i nie będe oglądał jej cudnego usmiechu...". Piszesz także o "totalnych dołach"

          Wiesz o czym napisał Der? O tym, że potrzeba czasu, by zacząć żyć normalnie, a
          nie mieć "totalnych dołów", nie skowyczeć do księżyca za utraconą miłością i nie
          REKOMPENSOWAĆ utraty zabawą z kolejną kobietą.

          No chyba, że właśnie w takim rozumieniu mówisz o życiu "gra" - żeby bawić się
          ludźmi.
          • alexdelpierrro Re: Bracie, szesnastego lipca... 31.07.07, 12:28
            tricolour napisał:

            > ... a więc czternaście dni temu napisałeś: "czy to oznacza ze juz
            > się przy Niej nigdy nie obudze, nigdy juz nie podam Jej śniadanka, nigdy z
            > Nią nie zasnę, nie zatańcze, nie przytulę,nie rozśmiesze, nie pójde na spacer
            > i nie będe oglądał jej cudnego usmiechu...". Piszesz także o "totalnych
            dołach"
            >
            > Wiesz o czym napisał Der? O tym, że potrzeba czasu, by zacząć żyć normalnie, a
            > nie mieć "totalnych dołów", nie skowyczeć do księżyca za utraconą miłością i
            ni
            > e
            > REKOMPENSOWAĆ utraty zabawą z kolejną kobietą.
            >
            > No chyba, że właśnie w takim rozumieniu mówisz o życiu "gra" - żeby bawić się
            > ludźmi.


            tri ale oczywiście ze trzeba czasu, ja tego nie neguje, wiem ze jeszcze długo
            będę rozpamietywał to co było.

            Ja jedynie zaczynam rozumiec zasady tej głupiej gry.

            Miałem wrażenie ze to ta jedna jedyna, "tyś jedna na milion na całe zycie" tak
            jej śpiewałem jak frajerzyna, a czy to prawda?

            GUZIK prawda, wcześniej w to wierzyłem teraz wiem ze jest inaczej, KAŻDY
            zdołowany utrata tej niby jednej jedynej pozna w końcu inną kobietę i szybko
            przekona się ze NIE MA TEJ JEDNEJ JEDYNEJ

            pozdrawiam
        • z_mazur Re: jak długo 31.07.07, 12:10
          A mnie się wydaje, że po refleksji dobrze jest najpierw spojrzeć z innej
          perspektywy na życie, zanim zacznie się na nie patrzeć z perspektywy bycia z
          kimś innym.
      • jasminowo Re: jak długo 31.07.07, 09:11
        Na pewno rok jest potrzebny na
        > przeżycie pierwszej traumy, pewnie drugi na uporządkowanie się. To jest chyba
        > minimum.

        Nie ma reguł... choć wydaje mi się, że jeżeli ktoś w miesiąc podjął decyzję o
        rozstaniu, a w miesiąc po już jest gotowy do nowego związku - to nie jest
        gotowy i boże broń przed takimi... Każda żałoba ma swój czas.
        • mpiotr75 Re: jak długo 31.07.07, 11:05
          Decyzja o rozstaniu nie była moją decyzją i uważam ją za zbyt pochopną,po kilku
          miesiącach walki o małżeństwo doszedłem do wniosku,że nic sie nie da już
          zrobić.Pogodziłem się z tym i rozwód był już dużą ulgą,jestem 1.5 miesiąca po
          rozwodzie a decyzja zapadła parę miesięcy wczesniej jasminowo.
          • jasminowo Re: jak długo 31.07.07, 11:16
            mpiotr75 - mam nadzieję, że nie odebrałeś mojej wypowiedzi jako oceny swojego
            życia?? Tak nie miało być. Ja też w mojej opinii walczyłam o swoje małżeństwo.
            Nie jestem święta ale pewnych rzeczy nie da się tolerować w nieskończoność. U
            mnie w efekcie wyglądało to tak, że on siedział na kanapie z piwem w dłoni i
            czekał aż sie rzucę mu do stóp. I to wcale nie ja to wymyśliłam - sam to
            powiedział już po rozstaniu. Szarpałam się długo. Wydawało mi się, że każdy
            związek da się uratować. Ale muszą robić coś dwie strony. Szkoda, że nie chciał
            skorzystać ze wsparcia terapeuty. Może szarpalibyśmy się jeszcze a może udałoby
            się nam dojść do porozumienia. Szkoda ze względu na dziecko. Szkoda ze wzgledu
            na niewykorzystaną szansę. Ale teraz patrząc na niego - czuję ulgę. Nie cieszę
            się, że sie nam nie udało bo nie ma z czego. Ale w takim wydaniu jakie było to
            małżeństwo nie miało racji bytu. Powtarzam więc - nie było to ocenianie broń
            boże Ciebie. Pozdrawiam.
          • alexdelpierrro Re: jak długo 31.07.07, 12:32
            mpiotr75 napisał:

            > Decyzja o rozstaniu nie była moją decyzją i uważam ją za zbyt pochopną,po
            kilku
            >
            > miesiącach walki o małżeństwo doszedłem do wniosku,że nic sie nie da już
            > zrobić.Pogodziłem się z tym i rozwód był już dużą ulgą,jestem 1.5 miesiąca po
            > rozwodzie a decyzja zapadła parę miesięcy wczesniej jasminowo.

            mpiotr75... choć moze teraz trudno Ci w to uwierzyć...za pewien czas, zapewne
            zupełnie przypadkiem poznasz inna kobietę przy ktorej odżyjesz, znowu poczujesz
            szczescie, znowu będziesz kochany, cudowny, jedyny.

            Wtedy własnie dociera do nas ze z inna kobietą tez moze być super hiper extra i
            ta za ktora płakalismy, tęsknilismy była nas poprostu nie warta,

            pozdrawiam
          • julka1800 Re: jak długo 31.07.07, 13:00
            mpiotr75 napisał:

            > Decyzja o rozstaniu nie była moją decyzją i uważam ją za zbyt pochopną,po
            kilku
            >
            > miesiącach walki o małżeństwo doszedłem do wniosku,że nic sie nie da już
            > zrobić.Pogodziłem się z tym i rozwód był już dużą ulgą,jestem 1.5 miesiąca po
            > rozwodzie a decyzja zapadła parę miesięcy wczesniej jasminowo.

            Dzizis

            ja zupełnie nie rozumiem o czym Wy mowicie. jak dlugo? odpowiedz jest prosta:
            tak dlugo az ososba sama stanie na nogi, i nie jest tu istotne czy zostawila
            czy byla zostawiona. Wszystko jest subiektywne.
            Sama oznacza, ze nie przy pomocy drugiej osoby, wiszac jej na szyi i ciagnac w
            dol.

            Sorry, Piotrze (mam duzy sentyment do tego imienia wiec napisze lagodnie),
            jesli myslisz po 1,5 miesiaca od rozwodu o ukladaniu sobie zycia na nowo,
            niezaleznie czy decyzja zapadla kilka miesiecy temu, to zastanawiam sie jaka to
            byla ...milość.
            Ktos tu juz napisal zaloba trwa dlugo, dlugo trwa stawanie na nogi..
      • lilyrush Re: jak długo 31.07.07, 10:50
        der1974 napisał:

        > Najpierw ulga, potem euforia, potem rozwód, potem refleksja. Co dalej dopiero
        > się pojawia. Warto się zastanowić dłużej nad tym co dalej.

        Dokładnie o tym sobie wczoraj gadałam z moim psychologiem.
        U mnie ulga trwała 2 m-ce. Teraz mam euforie. Na koejne spotkanie umówiliśmy
        ise na połowe pażdizernika-jak juz sobie sam pożyje, pomieszakm i lato is
        eskończy. Październik jest ogólnie mocno depresyjny...no zobaczymy. W każdym
        bądz razie nie odstawiam leków do pażdiernika...
    • scriptus Re: jak długo 31.07.07, 15:58
      Ja do siebie chyba już doszedłem, choć się jeszcze nie zacząłem rozwodzić.
      Pogodziłem się z tym, że żonę mam tylko na papierze, z tym, że jeśli będzie
      rozwód, to też tylko papierkowa kwestia. Formalnie wprawdzie jestem żonaty,
      praktycznie od jakiegoś czasu singiel. Żałobę po związku już chyba przeszedłem,
      przestałem liczyć na cokolwiek, mieć nadzieję, przestałem mieć katastrofalne
      doły. Po prostu na luzie wywiązuję się z obowiązków w pracy i w domu, a poza
      tym żyję sobie swoim życiem. Nie wiem, czy jeszcze będa jakieś kobiety w moim
      życiu, pewnie jeszcze będą, jeśli dojdzie do rozwodu, bo jednak jestem
      mężczyzną i kobiety uwielbiam. Wiem jednak, że na jakikolwiek trwały związek
      (czytaj małżeństwo) się już w życiu nie zdecyduję.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka