Dodaj do ulubionych

To jeszcze o pieniadzach ;-)

04.08.07, 21:48
Czym jest materializm wedlug Was? Czy to zarabianie dla samego zarabiania
kasy? Pieniadzejako cel sam w sobie? Czy fakt, ze kasa daje poczucie komfortu
i bezpieczenstwa juz jest materializmem? Czy fakt, ze ktos chce dwa razy do
roku wyskoczyc na wakacje, chocby i do Hiszpani wink, ze chce normalnie zyc,
bez odmawiania sobie drobnych przyjemnosci, to juz materializm?
Czy jesli nie biore pod uwage jako partnera faceta, ktorego musialabym
utrzymywac (bo co to za partnerstwo???), to juz jestem materialistka? Czy
materialistka jestem w momencie, kiedy wyznaczam, ze nie wiaze sie z gosciem,
ktory mi w zebach nie przyniesie 20 tysiakow miesiecznie?

Dla mnie chore jest utrzymywanie faceta. Ale nie potepiam takich kobiet,
ktorym to odpowiada. Ja po prostu w takich sytuacjach nie wyrabiam
psychicznie. Nie umiem szanowac facetow bedacych na utrzymaniu kobiet, bo dla
mnie pozbawieni sa oni honoru i ambicji. Oczywiscie nie dotyczy to sytuacji
przejsciowych, kiedy facet podejmuje dzialania, aby to zmienic. Ja nie moge
sobie pozwolic na luksus idealizmu, bo idealizmu do garnka nie wloze i na
dupsko dziecku tez nie zaloze. Mi pieniadze sa potrzebne do zycia. Czuje sie
materialistka. Ale mam w dupie pejoratywne znaczenie tego slowa wink
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 04.08.07, 22:47
      IMHO kasa daje czas, a czas to wolność.
      Lecz z drugiej strony zdobywanie kasy tez ten czas zabiera (w większości
      przypadków).
      Czyli problem w wypośrodkowaniu ile czasu chcę poświęcić na to by
      mieć tyle kasy=czasu=wolności, ile chcę/potrzebuję.
    • virtual_moth Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 04.08.07, 22:49
      Materializm to niby przedkładanie wartości pieniężnych nad wartosciami, których za pieniadze kupić nie można. Jednak samą miłością człowiek nie wyżyje, tak jak piszesz. Zresztą szybko się ona ulatnia, gdy widzi się, że nasz partner nie robi NIC, aby zarobić przynajmniej na siebie i wydatki zwiazane ze swoją rodziną (jego dzieci z poprzedniego związku np), MIMO ZE ma możliwości. Nie tylko kobieta wyzwolona, świadoma swojej wartości szybko by wymiękła, myslę, ze tzw. kura domowa wymiękłaby o wiele szybciej, chocby z głodu, jeśli sama by nie zarabiałasmile

      Facetów gołodupców jest coraz więcej. Coraz więcej "tulipanów", którzy wyspecjalizowali się w dojeniu naiwnych. Kobiety jednak, mimo że bardziej wyemancypowane (a moze właśnei dlatego,) dają się nabierać na to tak samo łatwo jak kiedyś i dają sobie wmawiać później materializm.
      Bądźmy wyemancypowane i dajmy facetom prawo do słabości, no ale bez przesady! Muszą być granice dojenia partnera w oczekiwaniu na lepsze czasy i nikt mi nie powie, że materialistą jest ten, kogo dopada frustracja z powodu ciagłego utrzymywania partnera i braku perspektyw na zmiane, zwlaszcza w przypadku, gdy się w rodzinie nie przelewa i nie ma kasy na podstawowe rzeczy (np. wakacje).
      NO CHYBA że się umówili, że jedno z nich nie będzie pracować lub będzie pracę traktować bardziej w wymiarze hobbystycznym.
      • chalsia Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 04.08.07, 23:08
        > owie, że materialistą jest ten, kogo dopada frustracja z powodu ciagłego
        utrzym
        > ywania partnera i braku perspektyw na zmiane, zwlaszcza w przypadku, gdy się
        w
        > rodzinie nie przelewa i nie ma kasy na podstawowe rzeczy (np. wakacje).

        a nawet w przypadku, gdy się przelewa może to bardzo ciążyć, bo to ciąży bardzo
        gdy całokształt finansowej odpowiedzialności za rodzinę spoczywa na jednej
        jedynej osobie (dotyczy to obydwu płci).
        Jedynie wtedy jest to OK, gdy obie strony sobie to EXPLICITE NA WSTEPIE
        usatliły i uzgodniły, że tej/temu jednemu żywicielowi rodziny to NIE
        PRZESZKADZA.
    • magdmaz Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 05.08.07, 06:32
      Dla mnie, jako stricte samodzielnej podstawowy w tym układzie będzie wątek
      zabezpieczenia finansowego WŁASNEGO dziecka. Owszem - jak mam taki humor, to
      mogę sobie zafundować np. kochanka młodszego o dychę i go sobie utrzymywać, bo
      mi się opłaca smile)))). Tylko że moje dziecko nie tylko nie mam prawa odczuć z
      tego powodu żadnego dyskomfortu, ale ma mieć pełne bezpieczeństwo finansowe na
      wypadek, jakby szlag trafił mnie i cała moją Rodzinę. I żeby się nie musiało
      wtedy oglądać na "macocha" - bo pewnie by i tak nic nie wypatrzyło.
      Jeśli układ, o którym mówimy nie daje takich możliwości i związanego z tym
      poczucia bezpieczeństwa - to sorry batory, ale na wielką miłość przyjdzie mi
      czas, jak dzieci wykształcę (żeby umiały na siebie zarobić) i wyposażę na ten
      życiowy start.
      I niech mi nikt nie mówi, ze wtedy będzie za późno. Nie uwierzę.
    • bet66 Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 05.08.07, 08:20
      pelaga , twojego poglądu nie podziela większość nexi, które dofinansowują,
      sponsorują facetów, aby tylko z nimi byli i tworzyli nową rodzinkę.
      • pelagaa Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 05.08.07, 11:38
        Bet to nie ma znaczenia, kto moj poglad na zycie podziela, a kto nie. Jesli
        ktos jest szczeliwy utrzymujac faceta, to jest to jego zycie i ja mu pozycze
        szczescia. Kazdy jest kowalem wlasnego losu.
        Ja pytalam, co poprzez materializm rozumieja rozne osoby, rowniez takie, ktorym
        nie przeszkadza facet, ktorego musza utrzymywac, bo cenia w nim "wartosci
        dodane" i one rekompensuja im to, ile do domu pensji przyniesie.
    • virtual_moth Taki przykładzik 05.08.07, 11:08
      przykładzik myślenia niektórych panów:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=66998993&a=67008468
      Dodajmy, że wypowiedź pana znalazła się w wątku załozonym przez kobietę, której mąż wykrada 5 zł z kieszeni płaszcza i rozlicza ją z kazdej złotowkismile No ale jak to tak, kobieta miałaby miec prawo do własnej kasy i komfortu, nawet jeśli akurat nie pracuje, bo opiekuje się niemowlakiem? Skandal. W drugą stronę jednak wymaga się od kobiet, by "czasowo" niwypłacalnego karmić piersią, inaczej będziemy nieczułymi materialistkami. Albo co gorsza - zostaniemy starymi pannamibig_grinDD
      W tym kontekście nie dziwię się, że jeszcze jest wielu, którzy uważają chęć kobiety do bycia niezależną finansowo i wymaganie od faceta tego samego, a więc którzy uważają to za skutek galopującej, a fuuuuuj, emancypacji, plagi zaszczepiającej w noworodkach plci zeńskiej zepsucie, brak pokory i materializm.
      Na pohybel...
      • pelagaa Re: Taki przykładzik 05.08.07, 11:38
        Koszmar!
        • dominika303 Re: Taki przykładzik 05.08.07, 14:02
          Dla mnie mój materializm w moim pojęciu i wykonaniu - to zarabianie na swoje
          przyjemności i codzienności + możliwość zycia na średnio wyższym poziomie. Ot i
          tyle.
          A że jest to okupione pracą - cóz wole wiecej pracować i móc sobie pozowlic na
          to i owo, niz częściej siedziec na dupsku przed tv i wiecznie narzekac na brak
          pieniędzy np na zakup nowej lodówki lub wyjazd na wymarzone wakacje .

          O utrzymywaniu faceta nie wspomnę, bo to jak dla mnie czysta patologia tongue_out
          Co innego zdarzenie losowe, które spowodowałby taką sytuację( to jestem w
          stanie zrozumieć/zaakceptowac i pomóc mu stanąć na nogi), a co innego ładowanie
          sie w chory układ, a pożniej ujadanie, ze mimo iż knarek jest żółty to smierdzi
          i brudzi........ Tyle, ze ten kanarek od poczatku miał dziwny zapach i nie dabł
          o higienę, ale że mnie się podobał jego kolorek to nadal starma się dostrzegac
          jego pierze, a na resztę nie zważam.Lub jeśli cała otoczka mi doskwiera to ją
          zmieniam i ucze kanarka czystości tongue_out A nie tylko ujadam tongue_out
          • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 05.08.07, 14:48
            dominika303 napisała:

            > O utrzymywaniu faceta nie wspomnę, bo to jak dla mnie czysta patologia tongue_out

            A czym sie rozni utrzymywanie faceta przez kobiete od utrzymywanie kobiety przez
            faceta (gdy oboje ustalili taki uklad)?
            Jak dla mnie, jesli juz uzywamy takich slow, identyczna patologia jest sytuacja,
            gdy kobieta kilkanascie lat jest w domu, a pracuje tylko maz (oczywiscie poza
            ROZSĄDNYM okresem, kiedy matka jest w domu z dzieckiem).
            Wedlug mnie zwiazek to uklad partnerski, w ktorym wszystkie obowiazki i
            przyjemosci dzielimy. Tak wiec zarowno za sprzatanie, jak i zarabianie
            odpowiedzialni sa oboje malzonkowie. Czasami moze byc tak, ze wiecej zarabia
            zona, czasami maz. I jesli ani jedno, ani drugie nie czyje sie wyzyskiwane, to
            jest ok.
            Jesli nierowno dzielimy wklad w jednej sferze zycie, to badzmy konsekwentni i
            nalozmy na siebie wiekszy wklad w innej.
            To mnie wlasnie zadziwia w niektorych kobietach - z jednej strony chca miec
            prawa takie, jak faceci, z drugiej obowiazki juz niekoniecznie smile.
            • dominika303 Re: Taki przykładzik 05.08.07, 14:54
              A czym sie rozni utrzymywanie faceta przez kobiete od utrzymywanie kobiety przez
              faceta (gdy oboje ustalili taki uklad)?



              Gdy oboje ustalają, to zadno nie powinno przynajmniej teoretycznie w
              przyszłosci mieć do drugiego zastrzeżeń w tej kwestii.
              • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 05.08.07, 14:58
                dominika303 napisała:

                > Gdy oboje ustalają, to zadno nie powinno przynajmniej teoretycznie w
                > przyszłosci mieć do drugiego zastrzeżeń w tej kwestii.

                To dlaczego piszesz o ukladzie 'kobieta pracuje na meza' patologia? smile
                • dominika303 Re: Taki przykładzik 05.08.07, 15:12
                  Odniosłam się do postu Palagii
                  "Dla mnie chore jest utrzymywanie faceta. Ale nie potepiam takich kobiet,
                  ktorym to odpowiada. Ja po prostu w takich sytuacjach nie wyrabiam
                  psychicznie"

                  A dla mnie to patologia.
                  I nie ważne czy facet zasuwa na żonę, czy zona na faceta.
                  Taki układ jest dla mnie nie do przyjęcia.




                  • dominika303 Wyjasnienie 05.08.07, 15:15
                    Słowo patologia - bardzo mi się kiedyś spodobało na forum maocochy i trochę go
                    nadużywam - przyznaje się bez bicia - co czesto przysparza mi dodatkowego
                    tłumaczenia i często jestem żle rozumiana, to jakos trudno mi sie rozstać z tym
                    słówkiem- Ale pracuję nad tym smile
                    • e_r_i_n Re: Wyjasnienie 05.08.07, 15:20
                      No chyba tak, skoro w jednym poscie piszesz, ze jak ustalili, to ok, a jednak to
                      patologia smile. Ale juz sie nie czepiam smile.
                      • dominika303 Re: Wyjasnienie 05.08.07, 15:29
                        No bo nawet jak ustalili to dla mnie jest to patologia smile- no jest to dla mnie
                        nie do zaakceptowania i już.

                        Bo co gdy on nagle umrze? ona dostanie rentę rodzinna? sad
                        W druga stronę tak samo.
                        A poza tym praca choćby małopłatna jednak wnosi w życie każdego człowieka coś
                        wartościowego.
            • burza4 Re: Taki przykładzik 06.08.07, 14:34
              e_r_i_n napisała:

              > A czym sie rozni utrzymywanie faceta przez kobiete od utrzymywanie kobiety
              przez> faceta (gdy oboje ustalili taki uklad)?

              z obserwacji wynika, że różni się to zasadniczo tym, że kobieta na utrzymaniu
              faceta bierze na siebie w całości prowadzenie domu/opiekę nad dziećmi.

              w odwrotnym przypadku - jeszcze się nie spotkałam z tym, żeby facet kompleksowo
              się tym zajął, zazwyczaj kończy się na tym, że ona i tak zasuwa.

              > To mnie wlasnie zadziwia w niektorych kobietach - z jednej strony chca miec
              > prawa takie, jak faceci, z drugiej obowiazki juz niekoniecznie smile.

              jeśli prawa mają sprowadzać się do tego, że mam mieć więcej obowiązków - to ja
              osobiście dziękujęsmile, zresztą - o jakich prawach tu mowa? co kobietom daje
              równouprawnienie? kiedyś walka była o MOŻLIWOŚĆ pracy - teraz ma się OBOWIĄZEK
              pracy. Czy kobiety coś na tym zyskały? przy tym jakoś obowiązków domowych im
              nie ubyło, ani też praca w domu nie zyskała na randze. Cała ta walka
              sprowadziła się do tego, że teraz same mamy na siebie zarobić, same siebie
              zapraszać na randki i same za siebie płacić. W domu - bez zmian. Dzięki, ale
              chyba nie zostanę feministką.
              • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 06.08.07, 14:42
                O tym podziale pisalam czysto teoretycznie, nie znam bowiem zwiazku, gdzie
                jedyną pracującą osobą jest kobieta. Znam za to takie, gdzie tylko facet
                pracuje, a kobieta i tak nie poczuwa sie do obowiazkow domowych.

                burza4 napisała:

                > jeśli prawa mają sprowadzać się do tego, że mam mieć więcej obowiązków - to
                > ja osobiście dziękujęsmile, zresztą - o jakich prawach tu mowa? co kobietom daje
                > równouprawnienie?

                Wiesz, mi tez daleko do feministki, szczegolnie w wydaniu polskim.
                Uwazam jednak, ze jesli uzaleznia sie finansowo od faceta, to powinno sie miec
                z tylu glowy, ze daje sie mu wieksze prawo do decydowania o roznych aspektach
                zycia. Jesli natomiast chce sie partnerskiego ukladu, czyli podzialu praw, to i
                sie powinno dzielic obowiazki. Nie widze bowiem spojnosci miedzy podejsciem
                'on ma mi przyniesc kase', a ja bede sterowac.
                • natasza39 Re: Taki przykładzik 06.08.07, 15:37
                  e_r_i_n napisała:
                  > Nie widze bowiem spojnosci miedzy podejsciem
                  > 'on ma mi przyniesc kase', a ja bede sterowac.

                  Chyba żaden post w tym wątku nie był w tym tonie.
                  Raczej chodzi o to, że żadna nie zgodziłaby się na posiadanie misia i to
                  wyleniałego, którego potrzeby w 100%-ach musiałaby zaspokajać z własnej
                  kieszeni.
                  Bo na utrzymanie takiego misia to sobie można pozwolić jak się nie ma własnych
                  dzieci, albo ma się odchowane i ustawione, jest się starą milionerką i
                  utrzymuje się wtedy misia, ale ten miś to musi mieć wtedy walory inne np. młody
                  trener fitness z ciałem Adonisa.
                  Stare wyleniałe misie powinny się natomiast utrzymywac same i nie ma to nic
                  wspólnego z materializmem misiaczkowej, ale raczej ze zdrowym rozsądkiem tejże.
                  No i żeby nie było, że jestem chadra do kwadratu.
                  Jak ten miś się zużyje w praniu własnym (nie pracuje bo los nieszczęsny zesłął
                  mu wypadek), to jest to tzw. dopust boży i należy się z nim pogodzić. W drugą
                  stronę też powinno to działać. W końcu po to jest się na "dobre i złe".
                  Ale utrzymywać wyleniałca, który zęby i włosy w innych łapkach wytarł, tylko po
                  to, żeby jakiekolwiek miśka mieć i jeszcze dorabiać dupie uszy wmawiając, że
                  misiek ma walory inne, niewymierne, za które warto płacić...Takie coś to już
                  nawet dla feministek i piewców równouprawnienia jest za wiele.

                  ---------------------------------------------------------------------
                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                  głupcami.
                  • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 06.08.07, 15:43
                    Moj post nie byl odpowiedzia na konkretną tezę z tego watku smile. Tylko ogólną
                    refleksją na temat 'kobieta, facet i pieniadze'.
                    Z reszta sie zgadzam. Tyle, ze ja rozszerzam ten poglad także na 'misie' płci
                    żenskiej.
                • burza4 Re: Taki przykładzik 06.08.07, 16:39
                  e_r_i_n napisała:

                  > Uwazam jednak, ze jesli uzaleznia sie finansowo od faceta, to powinno sie
                  miec > z tylu glowy, ze daje sie mu wieksze prawo do decydowania o roznych
                  aspektach > zycia. Jesli natomiast chce sie partnerskiego ukladu, czyli
                  podzialu praw, to i> sie powinno dzielic obowiazki. Nie widze bowiem spojnosci
                  miedzy podejsciem > 'on ma mi przyniesc kase', a ja bede sterowac.

                  a ja tam widzęsmile - historycznie rzecz biorąc to się sprawdzało - facet
                  przynosił kobiecie wypłatę w zębach i zostawiał sobie zaskórniaczka na fajki i
                  PKS - i było dobrze. Bo to ona miała dom prowadzić i to ona wie, że kończy się
                  proszek do prania, a dziecko z butów wyrosło. Faceci też w tym układzie mieli
                  powody do zadowolenia - nikt im glowy nie zawracał kwestią domowych decyzji.

                  Partnerski układ nie istnieje w praktyce. Zawsze bardziej kobieta jest
                  ugotowana w domowe sprawy a tzw "partnerstwo" w domu można między bajki włożyć,
                  dlatego też uważam, że walka o partnerstwo spowodowała jedynie dociążenie
                  kobiet, bez żadnych zysków. Nadal facet "pomaga", nawet jeśli oboje pracują.

                  wmawia się nam, kretynkom, że jak się wykażemy, to nam coś skapnie. I tak się
                  wykazujemy, jakie to my zaradne, robotne i przedsiębiorcze - dołożyłyśmy sobie
                  huk obowiązków, za to jakoś nie widać żeby to zostało docenione czy żeby ktoś
                  nam wyszedł naprzeciw, odciążając bez łachy w domu.
                  w pracy zasuwamy, dorównując facetom - a i tak płacą nam mniej niż kolegom na
                  tych samych stanowiskach.

                  staramy się jak głupie i dostajemy figę z makiem. Ciągle za mało...

                  • kicia031 Rece opadaja 06.08.07, 20:26
                    Jak czytam cos takiego, to normalnie rece mi opadaja. To jest wina feministek,
                    ze mezczyzni nie wypelniaja obowoazkow domowych? A moze to wina feministek ze
                    kobiety nie otrzymuja rownego z mezczyznami wynagrodzenia za taka sama prace? A
                    moze to jest wina nas kobiet, zewciaz ujadamy na siebie nawzajem zamiast
                    zjednoczyc sie i wspolnie walczyc o nasze prawa? Moze dlatego tak latwo nas
                    wykolegowac - kobiety, jedyna dyskryminowana WIEKSZOSC, bo zamiast zwalczac
                    system, ktory odbiera nam prawa zajmujemy sie oskarzaniem siebie nawzajem?

                    Przyjmujesz za naturalne przywileje, ktore wywalczyly dla ciebie pokolenia
                    feministek, bez refleksji na temat tego, jak mogloby wygladac twoje zycie, gdyby
                    nie ich poswiecenie. Wiesz co jest "ustawa o prawie wlasnosci kobiet zameznych"?
                    uchwalono jak w Anglii pod koniec XIX w - zanim ja uchwalono, wszysko co
                    posiadala mezatka, lacznie z tym co odziedziczyla po wlasnych rodzicach bylo
                    wlasnoscia jej meza. Gdyby chciala sie rozwiesc, albo nawet chronic swoj majatek
                    przed roztrwonieniem, nie miala zadnych praw do owocow swojej wlasnej pracy i
                    dziedzictwa swej rodziny. jeszcze niedawno nie mialabys prawa prowadzic
                    samochodu, jeszcze w drugiej polowie XX wieku byly w Europie kraje, gdzie nie
                    mialabys prawa glosowac.
                    A wiesz dlaczego o tym wszystkim nie wiesz? Bo historia naszej cywilizacji jest
                    pisana z punktu widzenia mezczyzn i uwzglednia sprawy dla nich wazne.

                    Podzielam twoja frustracje, ze tak malo sie dzieje w tym kraju na polu
                    rownouprawnienia kobiet. Ale obciazanie za to wina jedyna grupe, ktorej wlasnie
                    na tym rownouprawnieniu zalezy ma dla mnie znamiona jakiegos totalnego
                    pomieszania pojec.
                    • m-jak-magi Re: Rece opadaja 06.08.07, 22:14
                      problem polega na tym ze wiekszosci spoleczenstwa feministki kojarza
                      sie z babonami palacymi biustonosze, zyjacymi bez chlopa w oderwaniu
                      od rzeczywistosci. nikt nie pomysli ze o prawa kobiet walcza te
                      ktore empirycznie doswiadczaja niesprawiedliwosci.
                      • virtual_moth Re: Rece opadaja 06.08.07, 22:49
                        No właśnie, i w tym kontekście Burza TEŻ jest feministką, ponieważ nie godzi się na to, aby baba pracująca na rowni z facetem była jedyną odpowiedzialną za sprawy okołodomowe.
                        To jest rzeczywiscie pośrednio "wina" feminizmu, który przyczynił się do tego, aby kobiety mogły pracowac i głosować. Niestety NADAL jest wiele do zrobienia. To o czym pisze Burza to głównie wina kobiet - zresztą usprawiedliwiona. Trudno nagle rozstać się z rolą opiekunki domowego ogniska, mimo że zakłada się już codziennie kostium do pracy i mówi facetm co mają robić.
                        Z moich obserwacji wynika jednak, że coraz więcej jest facetów, którzy uczestniczą, a nie "pomagają". Równolegle co prawda coraz więcej tych, kórzy mają wszystko w dupie, ale to IMHO normalne. Wiadomo, że coraz bardziej wykształcone i świadome swojej wartości kobiety będą unikać facetów, którzy na dźwięk słowa "alimenty" wrzucają dowód osobisty do rzeki, więc sami się wykruszą.
                        Niestety to nie kwestia lat, tylko pokoleń i żałuję, że nie doświadczę skutków zreformowanego feminizmucrying No ale może moja córka?big_grin
                    • virtual_moth kicia 06.08.07, 22:36
                      Dzieki za ten post, nawet jakby mi się chciało po raz kolejny pisać o feminizmie, na 100% nie ujęłabym tego lepiej. Burzę kocham, ale akurat tutaj pieprzy farmazonywink
                    • kicia031 Jeszcze 2 sprawy 07.08.07, 06:37
                      ktokokolwiek chce doswiadczyc rozkoszy zycia w spoleczenstwie patriarchalnym,
                      niech przeczyta w ostanich wysokich obcasach atrykul o tureckich prostytutkach.
                      Naprawde tam jest lepiej?

                      I na koniec: tak, trudno jest brac odpowiedzialnosc za wlasne zycie, tez czasami
                      bardzo bym chciala, by wszystkim zajal sie misio, nawet jesli mialby byc nieco
                      wylinialy, zdejmujac mi z glowy koniecznosc podejmowania decyzji i ponoszenia
                      konsekwencji tych decyzji. A gdybym trafila na fajnego misia, ktory troszczyl by
                      sie o mnie, to moze cale zycie moglabym przezyc jak nieswiadome dziecko...
                      Owszem, czasami kuszaca, ale mimo wszystko tak bym nie chciala, na dluzsza meta
                      wole zyc odpowiedzialnie, sama decydujac o sobie i ponoszac tych decyzji
                      konsekwencje, bo na tym polega dojrzale czlowieczenstwo.
                    • burza4 Re: Rece opadaja 07.08.07, 11:34
                      nie, ja nie mówię, że to wina feministek.

                      Tylko że to one miały ten fajny pomysł na równouprawnienie "pokażmy
                      jakie jesteśmy fajne, bądźmy samowystarczalne, płaćmy za siebie, jak
                      udowodnimy że jesteśmy równie dobre - to wtedy coś dostaniemy
                      rekompensatę". Gówno.

                      Nie ta kolejność po prostu. To się nie sprawdziło. A skutek tego
                      jest taki, że dzięki takim hasłom masa facetów zaczęła mieć znacznie
                      większe oczekiwania, wymagania - nie dając nic w zamian. Wystarczy
                      poczytać męskie posty. Np. "moja żona jest darmozjadem" (nic, że
                      gość palcem w dupie w domu nie kiwnie), "dlaczego ja mam płacić za
                      randkę", . A kto, do cięzkiej cholery???

                      Najpierw wymagać, potem dawać. My naprawdę nic nie musimy
                      udowadniać, i tak robimy więcej. To nie jest kwestia systemu, a
                      tradycji. Niestety - podtrzymywanej ochoczo przez nawet obecne
                      mamuśki.

                      kiedy wchodzisz do znajomych i jest totalny burdel - to kto pomyśli
                      w kategoriach "ależ ten Kazik to fleja"?, nie, automatycznie
                      pomyślisz o Kazikowej, że nie sprząta...

                      ze zdumieniem usłyszałam kiedyś na imprezie, że mama wstaje rano
                      specjalnie żeby zrobić syniowi kanapki. Mężowi nie robi, córce też -
                      robi syniowi. I nadal matki od synów wymagają mniej, "bo to
                      chłopcy". To żony coś zwojują?

                      no ale koniec dygresji, bo to nie ten temat...
                      • agamagda Re: Rece opadaja 07.08.07, 11:55
                        burza4 napisała:

                        > nie, ja nie mówię, że to wina feministek.
                        >
                        > Tylko że to one miały ten fajny pomysł na
                        równouprawnienie "pokażmy jakie jesteśmy fajne, bądźmy
                        samowystarczalne, płaćmy za siebie, jak
                        > udowodnimy że jesteśmy równie dobre - to wtedy coś dostaniemy
                        > rekompensatę". Gówno.
                        >

                        Burza, feministki nie miały pomysłu ""pokażmy jakie jesteśmy fajne,
                        bądźmy samowystarczalne, płaćmy za siebie, jak
                        > udowodnimy że jesteśmy równie dobre - to wtedy coś dostaniemy
                        > rekompensatę".
                        Feministki miały "pomysł" - udowodnijmy, że nie jestesmy gorsze,
                        głupsze, że nie musimy zależeć od mężczyzn i nie oni muszą o nas
                        decydować. Bo zbyt często zapominamy, że to była wyjściowa.
                        Dzisiaj, my musimy o ile chcemy walczyć o to równouprawnienie w
                        kuchni i w szczotce, ale to kwestia tego że z dnia nadzień nie
                        zmieni się mentalnosci. Ale, juz dzis mozemy naszym synom wpajać, ze
                        odkurzacz nie gryzie, ze pralka mimo, ze sama pierze to trzeba ja
                        jeszcze napełnić, że śniadanie czy kolację tez moze ON przygotować a
                        niekoniecznie jego SIOSTRA z racji płci.
                        W pokoleniu naszych rodziców było nie do pomyślenia, zeby facet
                        został w domu z dziećmi, dzis coraz częściej głównie z racji
                        rachunku ekonomicznego to się zdarza i jest akceptowane.
                        I faktycznie drogą do pełnego równouprawnienia jest wymaganie od
                        misiów i to od najmłodszych lat, bo jak ich raz przyzwyczaimy, to w
                        przyszłosci bedzie łatwiej im to zaakceptować.
                        • chalsia Re: Rece opadaja 07.08.07, 12:38
                          > zmieni się mentalnosci. Ale, juz dzis mozemy naszym synom wpajać,
                          ze
                          > odkurzacz nie gryzie, ze pralka mimo, ze sama pierze to trzeba ja
                          > jeszcze napełnić, że śniadanie czy kolację tez moze ON przygotować
                          a
                          > niekoniecznie jego SIOSTRA z racji płci.
                          > I faktycznie drogą do pełnego równouprawnienia jest wymaganie od
                          > misiów i to od najmłodszych lat, bo jak ich raz przyzwyczaimy, to
                          w
                          > przyszłosci bedzie łatwiej im to zaakceptować.

                          Absolutnie się z tym zgadzam. Moje dziecko lat niespełna 6, płci
                          męskiej ma jasno powiedziane:
                          1. mama robi śniadanie dla niego i siebie - syn sprząta całość
                          (=wrzuca resztki, serwetki do śmieci i wstawia wszystkie naczynia do
                          zmywarki/zlewu)
                          2. syn robi dla mamy kawe a dla siebie kakao, mama robi kanapki
                          (albo na odwrót) - każdy sprzata po sobie
                          3. syn robi całe śniadanie - mama sprząta całość.
                          Najpierw był anse na sprzątanie wszystkiego aż raz się porwał na
                          zrobienie całego śniadania. No, nie ważne ile to trwało smile. Miał
                          satysfakcję, że to nie on musi sprzatnąć. Ale potem powiedział, że
                          przygotowanie całego śniadania jest trudniejsze i teraz już
                          własciwie nie sarka na sprzatanie całości. I coraz częściej jest
                          niewymuszona współpraca - czyli opcja nr 2.
                          • dominika303 Re: Rece opadaja 07.08.07, 13:44
                            Oj znam ja takich i to duzych chłopów nawet i po 30ce, co to sobie
                            Misiu kawki nie zrobi - bo nie umie tongue_out
                            Ale kurna piwo potrafi otworzyć a i szklanke do niego czysta
                            oczywiście w szafce zawsze znajdzie tongue_out
                            Ale to szłkło jakoś pózniej bładzi bo do zlewozmywaka trafić nie
                            może - może by takim Misiom mapy domu dawać??? tongue_out

                            A z własnego podwórka- po 2 latach mieszkania z NM nagle po
                            przyjeżdzie nieteściów zobaczyłam, że mamusia musi nakarmić synia
                            lat 33 , bo bidulek głodny, i rano jak wstawaliśmy to był
                            przygotowany talerzyk z kanapkami dla synia i dla jej męża- mnie
                            oczywiście pomijała tongue_out - Przykro mi nie było z tego powodu, ale NM
                            burakiem zapłonął i mamusię usadził tongue_out
                            Ja w zamian za takie miłe powitanie poranu zrobiłam tylko sobie
                            obiadek i ku ogromnemu zdziwieniu i niezadowoleniu nieteściów i NM
                            zjadłam go przed tv, nawet słowem nie pytając czy są głodni.
                            Sytuacja miała miejsce przez 3 kolejne dni, az 4 dnia, nieteściowa
                            nieśmiało zapytała czy mam ochotę przygotowac śniadanie- odparłam a
                            i owszem, ale po mojemu.
                            I nastepnego dnia rano na stół wjechał półmisek wędlin + reszta
                            dodatków i każdy sobie sam robił kanapeczki - ale biedna nieteściowa
                            jakoś od tamtej pory dziwnie na mnie patrzy sad
                            Chyba zmuszam jej synia do nadludzkiego wysiłku i to z samego rana tongue_out
                            • natasza39 A ja jestem wredna matką syńcia:) 07.08.07, 15:18
                              Śniadań i kolacji nie robię od lat!
                              Wyjątek, jak wraca mój synciu bez sił z pracy na działce, a
                              zapieprza tam fizycznie.
                              Jak ja gotuję obiad, to on zmywa. Odkurza chałupę. Umie pralkę
                              nastawić.
                              Jest niestety kaleką kulinarnym. Przypala nawet wodę, ale kotlety
                              schobowe, swoje ulubione umie zrobić, więc w razie co z głodu nie
                              zemrze.
                              A gdybym kiedyś przyjechała do mojego syna mieszkającego z kobitą,
                              to w zyciu nie robiłąbym mu żadnych kanapek. No chyba, że oboje
                              leżeliby w chorobie bez sił. Moze wtedy... A gdyby na środku pokoju
                              leżała kupa to obeszłąbym ją wkoło, bo to ich kupa. Tak sobie kiedyś
                              przyrzekłam, jak moja świeżo upieczona teściowa przyszła do mnie z
                              wizytą i z miejsca zaczęłą zamiatać moją kuchnię z niewidzialnych
                              okruchów.
                              I tak mój syncio nie umie jeszcze paru rzeczy zrobić, ale szkoła
                              życia, jaką teraz przejdzie poza domem myślę, że gop tych rzeczy
                              nauczy.
                              Według babci (mojej mamy)jestem wredna matka, bo jak można
                              kazać "dziecku" zmywać i na dodatek chłopakowi!

                              ---------------------------------------------------------------------
                              Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie
                              jest z głupcami.
                              • chalsia Re: A ja jestem wredna matką syńcia:) 07.08.07, 15:28
                                > I tak mój syncio nie umie jeszcze paru rzeczy zrobić, ale szkoła
                                > życia, jaką teraz przejdzie poza domem myślę, że gop tych rzeczy
                                > nauczy.

                                oby na trwałe.
                                Bo niestety znam i takich mężczyzn, którzy dobrze sobie ze wszystkim
                                radzą (znaczy się i upiorą sobie i posprzatają i ugotują, nawet z
                                żelazkiem sobie poradzą) wtedy, gdy są sami. Ale jak się pojawi
                                jakaś towarzyszka życia, to przestają. Tak po prostu, z automatu. I
                                sami z siebie nie kwapią się do współuczestnictwa w ww. czynnościach.
                                • natasza39 Re: A ja jestem wredna matką syńcia:) 07.08.07, 23:05
                                  Ja tez takich znam. Mało tego!
                                  Ja myślę, że oni a automatu "zapominają" jak tylko jakaś kobitka: matka, żona
                                  czy kochanka pojawi się na horyzoncie. Takie bezradne robaczki się z nich robią
                                  zaraz.
                                  Tym niemniej my kobiety tez umiemy "zapominać".
                                  JA w obecnym związku "zapomniałam" jak się gwoździe wbija, kontakty reperuje,
                                  przestałam się zupełnie przejmować faktem, że coś stuka czy puka w samochodzie.
                                  A po co mi to? Teraz mam od tego Jego!
                                  Gorzej jak on wszystko "zapomni" to co "babskie" a nie umie tego co "męskie".
                                  Wtedy to juz tylko siąść i płakaćsmile

                                  --------------------------------------------------------------------
                                  Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
                                  głupcami.
                        • burza4 Re: Rece opadaja 08.08.07, 12:03
                          agamagda napisała:

                          > Feministki miały "pomysł" - udowodnijmy, że nie jestesmy gorsze,
                          > głupsze, że nie musimy zależeć od mężczyzn i nie oni muszą o nas
                          > decydować.

                          Mówcie co chcecie - ale dla mnie TO JEST CHORE, żeby udowadniać, że
                          nie jesteśmy gorsze, głupsze, same sobie poradzimy itd. JA TO WIEM,
                          i nie daję się wpuścić w maliny udowadniania że zasługuję na to,
                          żeby być traktowana normalnie. Ja się normalnego traktowania domagam
                          POMIMO tego, że nie wykazuję ponadnormatywnych starań.

                          przez to "udowadnianie" - na własną prośbę dokładamy sobie roboty -
                          a efektów nadal nie widać! duża część dziewczyn właśnie na tej
                          chorej zasadzie pracuje jak Bronek Talar "300% normy" - żeby
                          udowodnić, że nie jest gorsza od kolegi. NIE JEST, pracując nawet
                          normalnie, ale WMÓWIONO nam że musimy być ponadprzeciętne żeby
                          łaskawie zauważono że nie jesteśmy jedynie ozdobnikiem w firmie.
                          A mimo to kobieta i tak ma niższą pensję i ją pierwszą wywalą, jeśli
                          firma ma kłopoty. To nie tylko moje zdanie, ale to potwierdzają
                          badania.

                          • e_r_i_n Re: Rece opadaja 08.08.07, 12:14
                            burza4 napisała:

                            > Ja się normalnego traktowania domagam POMIMO tego, że nie wykazuję
                            > ponadnormatywnych starań.

                            To jest dokladnie to, o czym ja pisze - ze nie narzekać, tylko
                            egzekwowac.
                            W mojej terazniejszej pracy wazne stanowiska zajmuja faceci, na
                            szesc osob w zespole jest 4 facetow. Dziewczyny pelnily role
                            asystencko - sekretarskie. Ja przyszlam na duzo wyzsze stanowisko, a
                            i tak jakies tam zakusy, zebym weszla w role dziewczyn byly - typu
                            odbierz telefon, ktory dzwoni na moim biurku. Po wyraznym
                            warknieciu, ze nie jestem sekretarka takie zakusy sie skonczyly.
                          • lady_telimena Re: Rece opadaja 08.08.07, 12:35
                            Burza, jednak pensje kobiet SĄ o 30% srednio nizsze niż pensje
                            męskich kolegów (te same kwalifikacje, to samo stanowisko, to samo
                            doświadczenie).
                            Kobieta cały czas musi udowadniać, ze nie jest gorsza, mimo, ze
                            chyba wiekszosć z nas to wie.
                            Prawdą jest to o czym pisała Kicia i agamagda - to, ze my dzis
                            mozemy same zarabiac, jest wywalczone przez feministki i nie jest
                            chore. Mozesz WYBRAĆ czy chcesz czy nie chcesz pracować, ale masz
                            wybór. Ale cokolwiek nie wybierzesz zawsze, albo jeszcze długi czas
                            póki faktycznie nie wychowamy nastepnego pokolenia tak ze nie trzeba
                            bedzie juz o to walczyc, BEDZIESZ MUSIAŁA JAKO KOBIETA ŻE JESTEŚ
                            RÓWNA FACETOWI, a nie tylko do garów i sprzatania.
                            • burza4 Re: Rece opadaja 09.08.07, 13:21
                              lady_telimena napisała:

                              > Kobieta cały czas musi udowadniać, ze nie jest gorsza, mimo, ze
                              > chyba wiekszosć z nas to wie.

                              chodzi mi o to, że metody walki proponowane przez koleżanki
                              feministki uważam za odwrócenie kota ogonem. Zamiast wymagać - każą
                              się bardziej starać. Czyli - dawać jeszcze więcej, nie dostając nic
                              w zamian. Strategia na miarę kobiecego myślenia, że jak będę
                              grzeczna, to mnie wynagrodzą...

                              > Prawdą jest to o czym pisała Kicia i agamagda - to, ze my dzis
                              > mozemy same zarabiac, jest wywalczone przez feministki i nie jest
                              > chore. Mozesz WYBRAĆ czy chcesz czy nie chcesz pracować, ale masz
                              > wybór.

                              wybór mam, zgoda, tylko trudno nie dostrzec skutków ubocznych.
                              Mianowicie zakorzenionego przekonania części panów, że kobieta
                              pracować powinna/musi na równi z nimi (a przy tym naturalnie
                              prowadzić dom itp.). Paradoksalnie - praca w domu straciła na
                              wartości, niestety część panów niepracujące żony zaczyna postrzegać
                              w kategorii darmozjadów. W związku z tym fakt, że utrzymują rodzinę
                              zaczyna być traktowane w kategorii wielkiej łachy, a nie naturalnej
                              kolei rzeczy.
                  • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 08.08.07, 09:09
                    Nie byłabym az taka pesymistka. Nie lubie sie wypowiadac o ogole, bo
                    wg mnie jednak nie ma jakiejs przewodniej postawy. Powiem tylko tak -
                    moim zdaniem i z mojego doswiadczenia facet w domu pozwala sobie na
                    to, na co my mu pozwalamy. Ja zawsze bylam zwolenniczka dzialania,
                    nie narzekania. I w moim przypadku sie to sprawdza. Moge sobie
                    poczytac, jak podobno moj maz zachowywal sie w poprzednim zwiazku wink
                    i widze, ze wszystko sie rozbija o postawe kobiety.
                    A jesli chodzi o to sterowanie to owszem, kobieta na poziomie
                    operacyjnym decydowala. Ale gdy przychodzilo do kwestii
                    zasadniczych - slyszala, ze ona nic nie ma do gadania, bo ona tu
                    tylko sprzata.
                    • agamagda Re: Taki przykładzik 08.08.07, 11:38
                      e_r_i_n napisała:
                      Powiem tylko tak - moim zdaniem i z mojego doswiadczenia facet w
                      domu pozwala sobie na to, na co my mu pozwalamy

                      Nie wiem, czy celem Twojego postu, jest kąśnięcie Kammik, czy coś
                      innego?
                      Jesli nie, to nie do końca jest logiczne to, co piszesz.
                      Jeśli " facet w domu pozwala sobie na to, na co my mu pozwalamy", a
                      jednocześnie jest się zwolenniczka działania, nie narzekania, to to
                      właśnie oznacza ze sama zrobisz szybciej i lepiej (zresztą ta
                      naprawdę jest z reguły, mój M jak bierze się za sortowanie prania
                      potrafi to robić cały dzień) to, co powinien zrobić lub pomóc Ci
                      Twój maż w sprawach domowych. Widzisz facet z reguły, braku chęci,
                      umiejętnosci, czy czegoś tam robi gorzej i wolniej prace domowe.
                      Chodzi właśnie o to żeby wymóc na gościu, żeby robił je równie
                      dobrze i szybko jak kobieta - jak dojśc do tego bez "narzekania" czy
                      zwracania uwagi na to co robi źle?
                      Wydaje mi się, że właśnie kobieta żeby osiągnąć równouprawnienie,
                      musi narzekać i zmuszać swojego misia do roboty domowej, bo inaczej
                      jako, nosicielki XX jesteśmy genetycznie i społecznie jako
                      uwarunkowane do gierojstwa, matkopolkowania i poświęceń, co prowadzi
                      do zachlastania się na śmierć i zapomnienia o tym co jest naprawdę
                      ważne - vide kosmetyczka, fryzjer i kino lub basensmile))

                      • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 08.08.07, 11:57
                        agamagda napisała:

                        > Nie wiem, czy celem Twojego postu, jest kąśnięcie Kammik, czy coś
                        > innego?

                        Zdecydowanie cos innego. Rzadko ma sie okazje slyszec o tym, jak sie
                        facet zachowywal przy innej kobiecie i widziec, jak sie zachowuje
                        przy nas. Nie wierze w zmiany o 180 stopni, wiec zakladajac ze jest
                        taki sam (ewentualnie troche bardziej w jakichs sprawach
                        doswiadczony, niz byl), a w analogicznych sytuacjach zachowuje sie
                        inaczej, niz zachowywal, to znaczy, ze ma znaczenie 'druga czesc
                        ukladu'. Oczywiscie jest tez opcja, ze ktoras wersja jest
                        nieprawdziwa, ale o to nie smiem posadzac smile.

                        > Jeśli " facet w domu pozwala sobie na to, na co my mu pozwalamy",
                        > a jednocześnie jest się zwolenniczka działania, nie narzekania, to
                        > to właśnie oznacza ze sama zrobisz szybciej i lepiej

                        Opcja ponarzekac, ale zrobic i tak to tylko jedno wyjscie.
                        Drugie to po prostu egzekwowac. Nie wiem, moze ja mam jakies
                        szczescie, ale moj maz po prostu robi to, o co sie go poprosi i to,
                        co jest do zrobienia. Oczywiscie nie jest az tak rozowo, ze
                        codziennie jest blysk w domu wink, ale tego ja nawet od siebie nie
                        wymagam. I moze tez tutaj tkwi 'sukces' - my po prostu do obowiazkow
                        domowych nie przykladamy tak wielkiej wagi, zeby to byl punkt
                        sporny. Nie musi byc blysk, nie musi byc codziennie podany na stol
                        obiad. W zwiazku z tym ja sie nie czuje przytloczona obowiazkami
                        domowymi i nie wkurzam sie, ze mi nikt nie pomaga. I to jest wlasnie
                        dowod na jakis tam partnerski uklad - nikt niczego od drugiej osoby
                        nie moze wymagac, jesli sam tego nie robi. Jakby mi moj maz
                        wypomnial brak obiadu, to moglabym mu odpowiedziec, ze tak samo on
                        moze mi go zrobic. Wiec sobie niczego nie wypominamy smile.


                        > Chodzi właśnie o to żeby wymóc na gościu, żeby robił je równie
                        > dobrze i szybko jak kobieta - jak dojśc do tego bez "narzekania"
                        > czy zwracania uwagi na to co robi źle?

                        Wiele obowiazkow domowych moj maz robi lepiej i szybciej ode mnie,
                        wiec tylko on sie nimi zajmuje. U nas jest podzial czynnosci, nie
                        czasu wykonywania. Ja nastawiam pranie, on wywiesza wink.
                        A powaznie - po prostu ich nie robic i egzekwowac. Jak od dziecka,
                        jesli typ oporny.

                        > Wydaje mi się, że właśnie kobieta żeby osiągnąć równouprawnienie,
                        > musi narzekać i zmuszać swojego misia do roboty domowej

                        I wychodzimy na wiecznie zrzedzące jedze. Nie, dzieki, ja pasuje smile.
                        Jak sobie tak czytam, to wychodzi, ze mimo wszystko calkiem fajnego
                        tego meza mam wink. Albo ja po prostu jestem strasznie stanowcza.
                    • pelagaa Re: Taki przykładzik 09.08.07, 10:29
                      > moim zdaniem i z mojego doswiadczenia facet w domu pozwala sobie
                      > na to, na co my mu pozwalamy.

                      Moja praktyka rowniez wskazuje, ze tak jest, NIESTETY uncertain Czyli
                      kobieta, ta NADRZEDNA ISTOTA musi wyznaczyc granice, aby ULOMNY
                      misio chodzil jak w zegraku, bo jak ich nie wyznaczy, to misio
                      wejdzie na leb. I to slowo - EGZEKWOWAC... Wniosek: faceci to
                      niedojrzale dupki wink

                      > Moge sobie
                      > poczytac, jak podobno moj maz zachowywal sie w poprzednim
                      > zwiazku wink i widze, ze wszystko sie rozbija o postawe kobiety.

                      A ja mysle, ze o wiele wiele innych spraw, np. o to, kto w domu
                      zarabia pieniadze.

                      Swoja droga uwazam przytyk za zupelnie niepotrzebny, jesli dziwia
                      cie przytyki do ciebie.
                      • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 09.08.07, 10:46
                        pelagaa napisała:

                        > Moja praktyka rowniez wskazuje, ze tak jest, NIESTETY uncertain Czyli
                        > kobieta, ta NADRZEDNA ISTOTA musi wyznaczyc granice, aby ULOMNY
                        > misio chodzil jak w zegraku, bo jak ich nie wyznaczy, to misio
                        > wejdzie na leb.

                        Mam inne zdanie na ten temat. Wychodzę z załozenia, że w normalnym
                        związku pewne rzeczy nawet nie tyle sa ustalane, co sie WYPRACOWUJĄ
                        z czasem podczas wspolnego zycia.
                        I oczywiscie stanowcza postawa kobiety jest konieczna, bo faceci
                        robia tylko tyle, ile jest konieczne i trudno na nich wymusic cos, w
                        czym sie ich wczesniej wyreczalo, wiec od poczatku trzeba pokazac,
                        ze sie nie jest gosposia itd. I jak sie taki uklad utrwali, to nie
                        ma klopotu.

                        > A ja mysle, ze o wiele wiele innych spraw, np. o to, kto w domu
                        > zarabia pieniadze.

                        Niekoniecznie. Na te chwile przez wiekszosc mojego malzenstwa ja nie
                        zarabialam (a przynajmniej nie mialam stalej pracy), a niewiele sie
                        zmienilo jesli chodzi o uklady.

                        > Swoja droga uwazam przytyk za zupelnie niepotrzebny, jesli dziwia
                        > cie przytyki do ciebie.

                        Juz napisalam Agamagdzie, ze to_nie_jest_przytyk. Napisalam, ze w
                        jego poprzednij malzenstwie, wg slow bylej zony, bylo INACZEJ, nie
                        gorzej. Sytuacje opisywane (o ile prawdziwe), dla mnie bylyby nie do
                        przyjecia i bym sie z takiego ukladu wymiksowala. Innym moga pasowac
                        i nie znaczy to, ze sa gorsi.
                        • pelagaa Re: Taki przykładzik 09.08.07, 13:25
                          > Napisalam, ze w
                          > jego poprzednij malzenstwie, wg slow bylej zony, bylo INACZEJ, nie
                          > gorzej. Sytuacje opisywane (o ile prawdziwe), dla mnie bylyby nie
                          > do przyjecia i bym sie z takiego ukladu wymiksowala.

                          No to sie byla zona twojego obecnego meza wymikosowala wink
                          • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 09.08.07, 13:28
                            pelagaa napisała:

                            > No to sie byla zona twojego obecnego meza wymikosowala wink

                            A podobno została porzucona i zdradzona. To jak to? wink
                            • nadal_stokrotka Re: Taki przykładzik 09.08.07, 13:56
                              e_r_i_n napisała:

                              To jak to? wink
                              Jedno nie wyklucza drugiego. Gość zmienił wielbłąda, bo jak sama
                              piszesz nie ma zmian o 180 stopni. Zresztą chyba inne problemy też
                              nie zmieniło.
                              • e_r_i_n Re: Taki przykładzik 09.08.07, 14:17
                                nadal_stokrotka napisała:

                                > Jedno nie wyklucza drugiego.

                                No raczej wyklucza. Bo albo jest sie porzucajacym (vel:
                                wymiksowujacym), albo porzucanym (wtedy nie wymiksowujacym smile).
                                • pelagaa Re: Taki przykładzik 09.08.07, 14:38
                                  W tamtym momencie to moze i byla roznica, jak sie wymiksowala, ale
                                  na dzien dzisiejszy liczy sie tylko to, ze osoba niechcaca byc z
                                  danym chlopem sie wymiksowala, a chcaca go miec na stanie go na nim
                                  posiada.
                                  Gdyby mnie chlop zdradzil, tez bym sie wymiksowala z ukladu. A czy
                                  on zdradzil i polecial za kochanka, czy zdradzil i zostal z domu
                                  wywalony, to ja juz jakos nie pamietam, dawno to raczej bylo, jak
                                  jedna strona drugiej stronie udowadniala swoje racje.
                                • nadal_stokrotka Re: Taki przykładzik 09.08.07, 14:38
                                  e_r_i_n napisała:

                                  > nadal_stokrotka napisała:
                                  >
                                  > > Jedno nie wyklucza drugiego.
                                  >
                                  > No raczej wyklucza. Bo albo jest sie porzucajacym (vel:
                                  > wymiksowujacym), albo porzucanym (wtedy nie wymiksowujacym smile).
                                  >
                                  >

                                  Czy ja wiem,
                                  Mozna być zdradzonym (wymiksowanym) ale samemu porzucic nieciekawe
                                  indywiduum, z uwagi na brak dalszego zainteresowania.

                                  Czyli jednak niewyklucza sie wzajemnie
                      • kicia031 Re: Taki przykładzik 09.08.07, 12:45
                        pelagaa napisała:

                        > Moja praktyka rowniez wskazuje, ze tak jest, NIESTETY uncertain Czyli
                        > kobieta, ta NADRZEDNA ISTOTA musi wyznaczyc granice, aby ULOMNY
                        > misio chodzil jak w zegraku, bo jak ich nie wyznaczy, to misio
                        > wejdzie na leb. I to slowo - EGZEKWOWAC... Wniosek: faceci to
                        > niedojrzale dupki wink
                        >

                        Idac tropen tego ci piszesz, jesli kobieta (tak jak ja) nie ma checi
                        i zamiary zaprzatac sobie glowy egzekwowaniem od doroslaego
                        czlwieka, bo wystarczajaco jest upieprzona egzekwujad od dzieci i
                        psa, to nie powinna wchodzic w zwiazek, bo ulomny misio sam nie
                        potrafi zrozumiec jakie sa jego obowiazki i tego zrozumienia
                        przelozyc na praktyke.

                        Czy skoro nie nadaje sie na nadzorce niewolnika, pogromce tygrysow -
                        to zostaje mi tylko byc sama? Bo na sluzaca tez sie raczej nie
                        nadaje.
                        • agamagda Re: Taki przykładzik 09.08.07, 13:08
                          Idac tropen tego ci piszesz, jesli kobieta (tak jak ja) nie ma checi
                          i zamiary zaprzatac sobie glowy egzekwowaniem od doroslaego
                          czlwieka, bo wystarczajaco jest upieprzona egzekwujad od dzieci i
                          psa, to nie powinna wchodzic w zwiazek, bo ulomny misio sam nie
                          potrafi zrozumiec jakie sa jego obowiazki i tego zrozumienia
                          przelozyc na praktyke.

                          Czy skoro nie nadaje sie na nadzorce niewolnika, pogromce tygrysow -
                          to zostaje mi tylko byc sama? Bo na sluzaca tez sie raczej nie
                          nadaje.



                          Niestety, Kiciu, właściwie do tego się sprowadza. W pewnym momencie
                          stajemy przed alternatywą co lepsze bycie samą czy "zapieprzać" jak
                          mały samochodzik.
                          O ile dobrze kojarzę Twój M nalezy właśnie do takich olewająco
                          zlewajacych, czy nigdy nie przeszło Ci przez myśl że nareszcie
                          nadszedł czas dać silnego kopas w dupas, bo łatwiej ii milej być
                          samą?

                          Innym wyjściem z sytuacji jest właśnie wyjście za maż za wspaniałego
                          pracowitego faceta, który zarabia kupę kasy kocha nas i który
                          podpisał cyrograf własną krwią, ze nigdy się nie zmieni,
                          szczególnie po ślubiesmile)))
                          • pelagaa Re: Taki przykładzik 09.08.07, 13:17
                            > Innym wyjściem z sytuacji jest właśnie wyjście za maż za
                            > wspaniałego
                            > pracowitego faceta, który zarabia kupę kasy kocha nas i który
                            > podpisał cyrograf własną krwią, ze nigdy się nie zmieni,
                            > szczególnie po ślubiesmile)))

                            Hehe wink
                        • pelagaa Re: Taki przykładzik 09.08.07, 13:14
                          Dokladnie tak Kiciu, jakos takie mam ostatnio przemyslenia uncertain
                • kasia_kasia13 Re: Taki przykładzik 17.08.07, 16:23
                  e_r_i_n napisała:

                  > O tym podziale pisalam czysto teoretycznie, nie znam bowiem
                  zwiazku, gdzie
                  > jedyną pracującą osobą jest kobieta.

                  Ja znam taki zwiazek. Na dodatek facet przejal na siebie obowiazki
                  domowe oraz wychowanie dwojki dzieci. Nie widze w tym zadnej
                  patologii wink
                  • kai_30 Re: Taki przykładzik 19.08.07, 12:22
                    kasia_kasia13 napisała:

                    > e_r_i_n napisała:
                    >
                    > > O tym podziale pisalam czysto teoretycznie, nie znam bowiem
                    > zwiazku, gdzie
                    > > jedyną pracującą osobą jest kobieta.
                    >
                    > Ja znam taki zwiazek. Na dodatek facet przejal na siebie obowiazki
                    > domowe oraz wychowanie dwojki dzieci. Nie widze w tym zadnej
                    > patologii wink

                    Hehe. Ja też znam taki związek - mój z eksem. Z tym, że różnica polegała na tym,
                    że niepracujący eks nie przejął na siebie żadnych obowiązków - dziećmi i domem
                    zajmowała się opiekunka, a on leżał i pachnął, można by rzec wink

                    Na ironię, akurat jak się wymiksowywałam z tego układu, to eks od dobrego roku
                    miał stałą pracę (tzn wcześniej też pracował, ale po maks kilku miesiącach
                    zostawał wyrzucony albo sam rezygnował, bo coś tam, i pławił się byciem
                    bezrobotnym).

                    Natomiast mimo doświadczeń z eksem myślę, że mogłabym zaakceptować taki układ,
                    że tylko ja zarabiam - pod warunkiem, że rzeczywiście nie musiałabym się martwić
                    o sprawy domowe.
    • natasza39 Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 06.08.07, 08:35

      Wcale nie trzeba mieć kasy, żeby być materialistą. Można być dziadem-
      materialistą i bogatym człowiekiem, dla którego pieniądz są środkiem, a nie
      celem samym w sobie.
      Mam w pracy faceta, który zawsze jęczy, że za mało zarabia, a ma 2-kę dzieci, a
      jego żona ma źle płatną pracę, a matka go w testamencie nie uwzględniła i takie
      tam... Za 2 złote robi awantury. Nigdy sie nie dokłada jak sa jakieś składkowe
      imprezy, ale najchetniej zeżarłby 2 tony i wypił 2 litry na krzywy ryj.
      Jednak na propozycje "dorobienia" odpowiada, że on nie może bo czasu nie ma.
      Wszyscy w pracy mają go dość.
      Kiedyś powiedziałam mu, na jego zwyczajowe jojczenia, wiesz dlaczego ty bez
      przerwy nie masz forsy? Bo ty forsę kochasz. Do pieniędzy trzeba podchodzić z
      przymrużeniem oka. Są to są, a nie ma to nie ma.
      Takim samym materialista jest dziad, który za wszystko każe sobie płacić, jak
      też milioner, który uważa, że dziada każdego można kupić i jest to tylko
      kwestia ceny.
      A co do kwestii utrzymywania chłopa...
      Ja nie potrafiłabym. Dla mnie partnerstwo powinno być w każdej dziedzinie.
      Nie przeszkadzałoby mi, że on mniej zarabia, ale nie że wogóle nie dokłada się
      do życia.
      I to nie ma nic wspólnego z materializmem, ale z partnerstwem.
      Partnerzy w życiu powinni się wspomagać, a nie wisieć jedno na drugim.


      ---------------------------------------------------------------------
      Szarańcza jest plagą, chociaż jeden owad nie stanowi plagi. Podobnie jest z
      głupcami.
    • m-jak-magi kiedys ...................... 06.08.07, 10:35
      naiwnie jako prezna biznesłoman mialam wizje ze nawet jesli w moim zyciu pojawi
      sie potomek to i tak potomkiem zajmie sie maz a ja dalej bede robic swoje
      biznesy. w zasadzie dlugi dlugi czas operowalam takimi pieniedzmi ze utrzymanie
      siebie, partenra i dziecka nie stanowiloby problemu.
      problem sie jednak pojawil kiedy poczulam ze w calym tym ukladzie czuje sie
      zle.
      nie chodzilo nawet o kase ale o podejscie do zycia, wzajemny szacunek i ambicje
      zyciowe.
      coraz trudniej byloby mi przychodzic do domu z wielkim brzuchem widzac jak
      sprawca mojej ciazy spedzil upojnie dzien serfujac w interenecie. nawet
      ugotowany i podany obiad nie poprawial mi nastroju mialam wrazenie ze
      zamienilismy sie rolami i ze moja role coraz trudniej mi grac.
      urodzenie dziecka kompletnie mnie wywrocilo do gory nogami. pomylalam sobie ze
      pieniadze jakie zarabiam powinny byc inwestowane w przyszlosc dziecka a nie
      w "bezrobotnego" sprawce ciazy smile
      szczesliwie dla mnie pan tata zrozumial ze nie tedy droga i zbral sie za
      zarabianie duzych pieniedzy.
      ja niedlugo wracam do pracy a synkiem zajmie sie babcia wspomagana przez
      opiekunke.
      nawet jesli pieniadze nie gwarantuja szczescia to ich brak zdecydowanie
      gwarantuje nieszczescie.
    • agamagda Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 06.08.07, 12:09
      Dla mnie materializm w dzisiejszych czasach jest synonimem zdrowego rozsądku.
      Nie piszę o przegięciach typu praca dla pieniędzy, poświęcenie życia osobistego
      dla pracy, a pracowaniu tylko dla pieniędzy, ale uważam, ze kierowanie i
      zwracanie uwagi na względy materialne pozwala na utrzymanie zdrowej równowagi w
      życiu, a co za tym idzie daje na pewno sporo satysfakcji. Ktoś kiedyś mądry
      powiedział, ze pieniądze nie dają szczęścia, ale za to zapewniają jego
      substytuty. Zgadzam się z tym całkowicie. Pieniądze są środkami do zapewnienia
      sobie milszego życia, a nie celem samym w sobie. Jeśli ktoś nie zrozumie tego w
      miarę wcześnie na pewno narobi sobie dużych kłopotów w życiu.

      A co do utrzymywania chłopa i wymagania, żeby to on zarabiał więcej. .... Nie
      zgadzam się z tym całkowicie. Ja np. należę do tych, co "utrzymują" standard
      domu. , Mój chłop z racji wykształcenia i zawodu, nie ma szans na zarobki
      porównywalne do moich. Jasne, ze mógłby pojechać do Irlandii czy Anglii, gdzie
      osoby z jego wykształceniem i doświadczeniem zarabiają 6 do 7 razy tyle ile w
      Polandzie, ale tego ie chcielibyśmy oboje. Byłby to koniec naszej rodziny, bo
      nie wyobrażam sobie rodziny na odległość, nie chcę tego i wolę być patologiczna
      i dokładać do codziennego życia - mi nie sprawia to problemu. Mój M zarabia
      dobrze jak na polskie warunki, a nawet bardzo dobrze, jak na osobę z jego
      wykształceniem pracuje w tym co lubi i podoba mu się. Czy to jest patologia?
      Nie to kwestia wyboru. Tak jak pisałam wyzej Pieniądze są środkami do
      zapewnienia sobie milszego życia, a nie celem samym w sobie.
      • kicia031 Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 06.08.07, 12:13
        Moja matka mawia, ze Pieniadze szczescia nie daja, ale pozwalaja w godnych
        warunkach przetrwac nieszczescie.

        wink)
        • nzuri Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 06.08.07, 12:50
          Ja znam nieco inną wersję: Pieniądze szczęścia nie dają, ale kiedy sie je ma
          mozna być nieszczęśliwym w komfortowych warunkach wink
        • kasia_kasia13 Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 17.08.07, 16:35
          kicia031 napisała:

          > Moja matka mawia, ze Pieniadze szczescia nie daja, ale pozwalaja w
          godnych
          > warunkach przetrwac nieszczescie.
          >
          > wink)

          Moja mawiala, ze pieniadze szczescia nie daja, ale brak pieniedzy
          tez nie.
    • burza4 Re: To jeszcze o pieniadzach ;-) 06.08.07, 14:53
      normalne jest, że raz na wozie, raz pod wozem i że trzeba się wspierać. Tyle,
      że diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli jedna strona spoczywa na laurach, drugą
      obarczając dodatkowymi obowiązkami - to ta druga bardzo szybko poczuje się
      wykorzystywana.

      pieniądze jako cel sam w sobie to może mieć Kulczyk, a nie przeciętny Kowalski,
      borykający się z tym jak związać koniec z końcem. To nie materializm a walka o
      przetrwanie.

      Kasa jest przejawem pewnego podejścia do życia, albo ktoś jest zaradny i
      ambitny albo nie - i taki mi nie pasuje, stąd też pewnie długo byłam sama.
      Miałam kumpelę, która się temu nadziwić nie mogła i raiła mi różnych
      absztyfikantów, nie mogąc pojąć że dla mnie 30-paroletni monter domofonów
      mieszkający z mamusią nie jest materiałem na partnera. Facet musi mi imponować,
      inaczej nie ma mowy o chemii - i to dotyczy zdaje się większości kobiet. Jeśli
      ja, baba, w dodatku obarczona dzieckiem jestem w stanie zarobić na przyzwoite
      życie - to sorry, ale nie będzie mnie kręcił ktoś, komu wiecznie wiatr w oczy
      wieje i całe życie ma pod górkę.

      Materializm? Też słyszałam takie zarzuty ze strony eksa. Jemu nie
      przeszkadzało to, że przynosi grosze a utrzymanie domu spada na mnie. On się
      nie musiał martwić o rachunki, miał w głębokim poważaniu czy mamy co do gara
      włożyć, za to gębę miał pełną frazesów pt "najważniejsze są uczucia!". Łatwo
      było to mówić, żyjąc z mojej pensji, i nie okazując minimum wysiłku.
    • khaldum moje zdanie 07.08.07, 15:50
      Materializm a materializm

      Materializm mający na celu podnoszenie swojego standardu życia, zapewnienia
      dzieciom odpowiedniego wykształcenia, czy jakiegoś tam luksusu jak najbardziej
      tak. I chodzi tu o zarabianie, ale i umiejętność cieszenia się z tego co się ma.

      Bardzo podoba mi się zdanie wypowiedziane przez królika z Alicji w krainie czarów:

      Lubie to co mam, ale to nie znaczy, że mam to co lubie.

      pracuję po ty by kupić sobie dobre rzeczy, większy dom, pójść na masaż, kupić 3
      kg polędwicy i najeść do mdłości tatara, bo ja to lubię.
      Lubię swój wygodny samochód, i swój sprzęt grający, itd

      Lubię to i w nosie mam, ,że ktoś twierdzi że to porąbane płacić za manicure raz
      w tygodniu, lepiej samemu to zrobić, i za to kupić sobie jakiś ciuch albo
      markowe okulary

      I nie uważam, że jestem materialistką.
      Pożyczę koleżance do 1, i nawet więcej jak potrzebuje na remont czy coś innego.
      Bo mam, bo mnie na to stać, bo mogę, ale szlak mnie trafia jak ktoś rości, że
      muszę mu dać, bo on nie ma a sam na 4 literach siedzi i palcem nie kiwnie żeby mieć.

      Materializm z domieszką snobizmu i prostoty słomianej nowobogackiego...

      NIE i jeszcze raz nie!
      i co z tego, że ma oryginalnego Timexa, czy serwis rossentala, jak stoi to w
      szafie, patrz podziwiaj nie dotykaj, dywany przykrywa gazetą, a na skórzanej
      kanapie kładzie koc, żeby się nie niszczyło?

      i jeszcze podkreśli, że sukienka s Solara, a kupując na allero telefonicznie
      podkreśla, że ja proszę pana podróbek nawet najlepszych nie kupuję, bo to obciach?

      Ja mam w "d" metkę jeśli mogę taką samą torebkę kupić o 400 zł taniej bo jest z
      "ekologicznej skóry" i nie ma wszywki "X"

      mam ciotkę, ma już tyle, że mogła by spokojnie cieszyć się życiem, tymczasem
      zarabia, zarabia, zarabia, chyba po to by do grobu to zabrać, jest zapuszczona,
      zgorzkniała, opuszczona, bo już nikt z nią nie chce przebywać, bo mierzy ludzi
      po tym ile mają, a nie co sobą reprezentują... Na wesela nie jeździ, bo firma,
      na imieniny nie chodzi, bo firma, świąt nie obchodzi, bo firma, na wczasy nie
      jeździ bo firma... ma 60 lat, 15 pracowników, synową wspólniczkę i siedzi za
      biurkiem nawet z temperaturą, bo ją okradną, bo kłamią, bo FIRMA...

      żal na nią patrzeć


      Utrzymywanie partnera.
      Stanowczo mówię, NIE. Mogę pomóc swojemu chłopu jak ma przejściowe problemy, on
      też mi kiedyś pomógł, i dzięki temu teraz ja mogę jemu pomóc. Bo jak miałam
      ciężko on dofinansował mi firmę, teraz ja pomagam mu się podnieść po wyłudzeniu.

      Gdyby siedział w domu i liczył tylko na to, że mu manna z nieba zleci to bym go
      sama na pośredniaku do sprzątania ulic zgłosiła.


      kiedyś gdy byłam nastolatka pytałam ludzi czym jest pieniądz i czym jest życie.
      Jedna odpowiedź utkwiła mi w głowie,

      Życie to ciągła droga do celu, a pieniądz to środek by do tego celu dość. I
      trzeba mieć ich /pieniędzy/ zawsze tyle by brakowało na kolejne marzenie - wtedy
      będziesz się zawsze rozwijać.
    • escribir Utrzymuję swojego faceta! 18.08.07, 00:00
      Ja pracuję zawodowo, mąż prowadzi dom. Pracuję "na trzy fronty" :
      etat, zlecenie, chałtury "domowe". Gdyby on pracował to ja
      musiałabym z części moich zajęć zrezygnowac, a on w zamian
      przyniósłby mi 600 zł- odtego dojąć chociazby miesięczny i opłata
      dla kobitki która przyprowadzałaby mi dzieci ze szkoły. Nie opłaca
      się- to chyba materializm??? wink
      Mąż: robi zakupy, sprząta, gotuje, zmywa, odbiera córki ze szkoły
      (odprowadzamy razem), jeżdzi po dokumenty do moich klientów. Doszło
      do tego że gubię sie na zakupach w Hali Banacha wink. Mogę co
      najwyżej pójść kupić kosmetyki dla siebie i córek.
      Ja w domu jedynie pranie robię, tzn. ładuje i nastawiam pralkę.
      Wywieszam albo ja albo mąż- dzianiny wieszam ja. Acha, no i raz na
      jakiś czas robie generalke w pokoju dziewczynek- w segregacja
      zabawek. Nie moge sobie przypomnieć kiedy ja myłam okna, czy tez
      wieszałam firanki!
      Jedyny zgrzyt był pod koniec zeszłego roku, on położył laskę na
      pewne sprawy ja się z tym nie mogłam zgodzić, więc było mało fajnie-
      teraz jest ok.

      Czy mój mąż jest pozbawiony honoru i ambicji ? Parafrazując "honoru
      i ambicji do garnka nie włożę i na dupsko dziecku też nie założę".
      • pelagaa Re: Utrzymuję swojego faceta! 18.08.07, 11:57
        > Czy mój mąż jest pozbawiony honoru i ambicji ?
        > Parafrazując "honoru
        > i ambicji do garnka nie włożę i na dupsko dziecku też nie założę".

        Wszystko, co nie jest zabronione, jest dozwolone wink Jesli Tobie
        odpowiada taki uklad, to wszystko jest w porzadku. Ja nie
        potrafilabym czegos takiego zaakceptowac. Ale to jest moje prywatne
        zdanie, co nie znaczy, ze jedyne sluszne. Dla mnie po prostu facet
        powienien cos soba reprezentowac i umiec zarobic wiecej niz
        najnizsza krajowa. Ale to chyba ja jestem materialiska, a nie Ty wink
        • lady_telimena Re: Utrzymuję swojego faceta! 18.08.07, 13:11
          Dla mnie po prostu facet
          > powienien cos soba reprezentowac i umiec zarobic wiecej niz
          > najnizsza krajowa. Ale to chyba ja jestem materialiska, a nie Ty

          Wiesz co Pelaga, nie rozumiem Twojego podejscia.
          Bo albo holdujesz tradycji, albo starasz sobie wypracować taką
          sytuację zeby Tobie było dobrze, olewajac to co ci wpoili na temat
          teradycyjnych podziałło na role meskie i zeńskie.
          Kurna, przecież jak facet przejmuje rolę kobiecą ty mozesz się
          rozwijać i realizować.
          Tak bardzo Ci zależy, zeby to on Cię utrzymywał? Po co? Sama zrobisz
          to lepiej, a w domu masz komfort nie słuzenia za kuchte.
          Naprawdę myślisz, ze jak facet przyniesie do domu (nie Tobie -
          faceci żadko kiedy SWOJE pieniądze oddają żonie) powyżej średniej
          krajowej, to bedzie Ci łatwiej zyć, lub będziesz mniej w domu
          pracować??? Nie kotku, wtedy i tak muszisz chodzić do roboty i mieć
          drugi etat w domu.
          • pelagaa Re: Utrzymuję swojego faceta! 18.08.07, 15:48
            Nie wiem wlasciwie jak to wytlumaczyc. Ale ja po prostu psychicznie
            nie akceptuje tego, ze ja mialabym faceta utrzymywac.
            Nie upieram sie, ze mam racje, ze moj sposob na zycie jest jedyny
            sluszny. Akceptuje fakt, ze ktos moze chciec zyc inaczej, ale ja nie
            chce. Nie wyobrazam sobie tez nie chodzic do roboty, bo ja sie w
            pracy realizuje, wiec nie chodzi o to, zeby mnie ktos utrzymywal.
            Po prostu nie umiem szanowac faceta, ktory nie jest zaradny,
            odpowiedzialny za rodzine (w moim rozumieniu wink, ktory nie ma
            ambicji zawodowych.
            Nigdy tez nie sluzylam za kuchte w domu wink I nie wyobrazam sobie
            sluzyc wink
            • escribir Re: Utrzymuję swojego faceta! 19.08.07, 11:06
              Mnie bardzo taki układ odpowiada. Również dlatego, że dzieki temu
              mam luz psychiczny- jak za kilka lat znajdzie sobie jakąś młodą dupę
              (hipotetycznie wink)) albo po prostu będzie miał mnie już dosyć wink
              to nie będę musiał tkwić w tym związku tylko dlatego że nie będę
              miała jak wykarmić dzieci.
        • kicia031 Re: Utrzymuję swojego faceta! 20.08.07, 16:57
          A ja nie umialabym zaakceptowac takiego ukladu, podobnie jak sama
          nie umialabym zostac w domu nawet gdybym miala zaspokojone potrzeby
          materialne. Bo nie o pieniadze jak dla mnie sie rozchodzi, tylko o
          dziwacznosc bycia z osoba, ktrej cale zycie kreci sie wobes sfery
          prywatnej, ktora nic nie wnosi do tego co publiczne, polityczne (w
          greckim sensie polis jako bytu gdzie funkcjonuje sie jako obywatel i
          kontrybuje do dobra spoleczenstwa jako calosci.
          Nie wiem, czy wyrazam sie jasno, ale w skrocie, bycie (z)
          czlowiekiem wylacznie domowym wydaje mi sie strasznie nudne.
          • escribir Re: Utrzymuję swojego faceta! 20.08.07, 21:16
            kicia031 napisała:


            > Nie wiem, czy wyrazam sie jasno, ale w skrocie, bycie (z)
            > czlowiekiem wylacznie domowym wydaje mi sie strasznie nudne.

            Masz rację: wydaje ci się. wink))

            Ja również nie mogłabym tylko "siedzieć" w domu- ale skoro jemu to
            odpowiada a mnie tym bardziej- to wszyscy są zadowoleni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka