nangaparbat3
30.08.07, 22:46
Przeczytałam dziś tekst, z którego mogło poniekad wynikać, ze starać sie dla
drugiej osoby to dbac o siebie, nosic seksowna bielizne, być atrakcyjna
kobietą, bo takiej na kazdym etapie swego zycia potrzebuje mężczyzna.
Jakoś mnie to ruszyło - ale nie wiedziałam sama, o co mi chodzi.
Teraz wracam od rodzicow, starych już, ojciec jest bardzo chory.
Mogę powiedziec, ze oni kochali - kochaja się - do końca. Jak w bajce. Żywa
miłością, kiedy jeszcze po 70 seks jest radością, a pocałunek czyms naturalnym
i codziennym.
Ojciec był bardzo atrakcyjnym, uroczym, błyskotliwym męzczyzna. Zwłaszcza w
towarzystwie, a jakze. Zrobił tak zwaną karierę, zdobył tak zwana pozycję. Na
co dzień - kontakty ze studentkami (wiele małżeństw się o te studentki
rozbiło). W domu był trudny, czasem przykry, choleryk, histeryk, po 40 zacząl
pić. Nie był aniołem - ale kochał.
Mama - o pieknych, łagodnych rysach i fatalnej figurze, na pewno lubiła seks i
na pewno nie nosiła seksownej bielizny. Na pewno nie znała trików z "Cosmo",
chyba nigdy w zyciu nie włozyła szpilek.
Dbała o siebie "normalnie". Czy sie starała? Na pewno nigdy świadomie nie
starała się byc seksowna. A przecież dla niego była, pragnął jej zawsze i nie
ukrywał tego, okazywał czułość, zachwyt, miłość.
Ona po prostu była (i jest, ale tato jest tak chory, że automatycznie
uruchamia mi sie czas przeszły) - była sobą, taka sama w stosunku do niego jak
wobec innych - spokojna, pogodna, łagodna, wyrozumiała. Traktujaca ludzi z
szacunkiem, kim by oni nie byli, jak by sie nie zachowywali. Czasem bardzo
stanowcza, nawet uparta, ale nigdy nie agresywna. Lojalna. Bardzo rzadko
reagowała gniewem - ale jesli, jej gniew mego wybuchowego tate rzucał na kolana.
Mogła go skrytykować, ale nigdy sie od niego nie odwróciła. Popełniał czasem
głupstwa (eufemizm), rzeczy, które dla niej były nie do pomyślenia - zawsze
stała przy nim, po jego stronie, choc jednocześnie nigdy po stronie zła.
Zawsze wiedział, ze moze na nia liczyć - zreszta i ona mogła liczyc na niego.
wybuchowy i krzykliwy, parę razy w zyciu milkł, smutniał i ogarniał go jakis
niezwykły spokój - wtedy wiedziałam, ze mama jest chora i sie o nią boi.
Myślę, że on "po drodze" mógł mieć dziesiatki naprawdę atrakcyjnych kobiet,
obiektywnie dziesiatki razy atrakcyjniejszych od niej. Byc moze kiedys ja
zdradził - nie wiem nic na ten temat.
Ale na pewno teraz, po kilkudziesieciu latach, wciąż ją kocha.
Moja mama jest agnostyczką - nie ma w sobie nic, ale to nic z cierpietnictwa,
a jednocześnie mogłaby byc wzorem chrześcijańskiej żony.
To tyle.