Dodaj do ulubionych

starac sie dla drugiej osoby

30.08.07, 22:46
Przeczytałam dziś tekst, z którego mogło poniekad wynikać, ze starać sie dla
drugiej osoby to dbac o siebie, nosic seksowna bielizne, być atrakcyjna
kobietą, bo takiej na kazdym etapie swego zycia potrzebuje mężczyzna.
Jakoś mnie to ruszyło - ale nie wiedziałam sama, o co mi chodzi.
Teraz wracam od rodzicow, starych już, ojciec jest bardzo chory.
Mogę powiedziec, ze oni kochali - kochaja się - do końca. Jak w bajce. Żywa
miłością, kiedy jeszcze po 70 seks jest radością, a pocałunek czyms naturalnym
i codziennym.
Ojciec był bardzo atrakcyjnym, uroczym, błyskotliwym męzczyzna. Zwłaszcza w
towarzystwie, a jakze. Zrobił tak zwaną karierę, zdobył tak zwana pozycję. Na
co dzień - kontakty ze studentkami (wiele małżeństw się o te studentki
rozbiło). W domu był trudny, czasem przykry, choleryk, histeryk, po 40 zacząl
pić. Nie był aniołem - ale kochał.
Mama - o pieknych, łagodnych rysach i fatalnej figurze, na pewno lubiła seks i
na pewno nie nosiła seksownej bielizny. Na pewno nie znała trików z "Cosmo",
chyba nigdy w zyciu nie włozyła szpilek.
Dbała o siebie "normalnie". Czy sie starała? Na pewno nigdy świadomie nie
starała się byc seksowna. A przecież dla niego była, pragnął jej zawsze i nie
ukrywał tego, okazywał czułość, zachwyt, miłość.
Ona po prostu była (i jest, ale tato jest tak chory, że automatycznie
uruchamia mi sie czas przeszły) - była sobą, taka sama w stosunku do niego jak
wobec innych - spokojna, pogodna, łagodna, wyrozumiała. Traktujaca ludzi z
szacunkiem, kim by oni nie byli, jak by sie nie zachowywali. Czasem bardzo
stanowcza, nawet uparta, ale nigdy nie agresywna. Lojalna. Bardzo rzadko
reagowała gniewem - ale jesli, jej gniew mego wybuchowego tate rzucał na kolana.
Mogła go skrytykować, ale nigdy sie od niego nie odwróciła. Popełniał czasem
głupstwa (eufemizm), rzeczy, które dla niej były nie do pomyślenia - zawsze
stała przy nim, po jego stronie, choc jednocześnie nigdy po stronie zła.
Zawsze wiedział, ze moze na nia liczyć - zreszta i ona mogła liczyc na niego.
wybuchowy i krzykliwy, parę razy w zyciu milkł, smutniał i ogarniał go jakis
niezwykły spokój - wtedy wiedziałam, ze mama jest chora i sie o nią boi.
Myślę, że on "po drodze" mógł mieć dziesiatki naprawdę atrakcyjnych kobiet,
obiektywnie dziesiatki razy atrakcyjniejszych od niej. Byc moze kiedys ja
zdradził - nie wiem nic na ten temat.
Ale na pewno teraz, po kilkudziesieciu latach, wciąż ją kocha.
Moja mama jest agnostyczką - nie ma w sobie nic, ale to nic z cierpietnictwa,
a jednocześnie mogłaby byc wzorem chrześcijańskiej żony.
To tyle.
Obserwuj wątek
    • akacjax Re: starac sie dla drugiej osoby 30.08.07, 22:59
      nangaparbat3 napisała:
      Przeczytałam dziś tekst, z którego mogło poniekad wynikać, ze starać sie dla
      drugiej osoby to dbac o siebie, nosic seksowna bielizne, być atrakcyjna
      kobietą, bo takiej na kazdym etapie swego życia potrzebuje mężczyzna.


      Myślę, że przeczytałaś tekst, nazwę to-elementarny.
      Twoi rodzice to półka wyżej. Bez zwykłego zadbania o siebie można zniechęcić do siebie...nawet siebie.
      No i nie wiadomo, czy dla kogoś niewymyślna bielizna nie jest bardziej seksowna, niż to, co autor miał na myśli.

      A poza tym-pieknie piszesz o ich miłości, może nawet z nutką tęsknoty za takim uczuciem. Ale przecież każdy by chciał takiej doświadczyć takiej miłości.
      • nangaparbat3 Re: starac sie dla drugiej osoby 30.08.07, 23:20
        Chodzi mi po głowie, że kazdy chciałby byc tak kochany - a rzecz w tym, by tak
        kochać.
        No i oczywiscie nic, ale to nic nie mam przeciw seksownej bieliźnie - na odwrótwink
        • akacjax Re: starac sie dla drugiej osoby 30.08.07, 23:35
          Rzecz chyba w tym, by najpierw te dwie połowki jabłka się spotkały i jednakowo poczuwały się do odpowiedzialności.
        • turzyca Re: starac sie dla drugiej osoby 30.08.07, 23:35
          "Chodzi mi po głowie, że kazdy chciałby byc tak kochany - a rzecz w tym, by tak
          kochać."
          Ale do tanga trzeba dwojga. I niestety bardzo trudno dobrac sobie partnera, z
          ktorym bedziemy umieli to tango dobrze tanczyc. Ale sie da. smile
        • em120777 Re: starac sie dla drugiej osoby 30.08.07, 23:47
          No i widzisz nango, ja myślałam, że mi waśnie taka miłość była dana - taka
          pomimo wszystko ..... ale jednak nie ... To wielka rzadkość ...
          aż mi się łza w oku kręci ..bo myślę, że nie będzie mnie już stać na coś takiego ..
          • menab Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 07:31
            A ja myślę, że najważniejsze dla nas kobiet to ciągle czuć, że
            jesteśmy piękne dla swoich mężczyzn- piekne fizycznie, ale co
            najważniejsze to wewnętrznie.A ta bielizna to tak naprawdę jest dla
            poczucia naszego piękna przez nas same.Jeśli my siebie akceptujemy
            to jesteśmy również na zewnątrz akceptowane.To taka siła
            autosugestii.I jeśli ciągle widzimy zakochanego mężczyznę, który
            ciągle patrzy na nas zafascynowany, to już czujemy się piękne.
    • z_mazur Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 07:46
      A mnie się w takich sytaucjach zawsze nasuwają takie myśli,
      że jakby moje małżeństwo przetrwało kilkadziesiąt lat zamiast
      kilkunastu to pewnei ktoś mógłby powiedzieć o nim dokładanie coś
      takiego jak pisze nanga.

      Po prostu ze względu na zmiany społeczne teraz jest mniejsza presja
      na pozostanie w związku, ludzie są bardziej mimo wszystko skupieni
      na sobie i na własnym szczęściu. Mają ochotę po prostu spróbować,
      czy ten konkretny wybór był rzeczywiście tym najwłaściwszym. Nie da
      się tego zrobić inaczej jak rozchodząc się, a przynajmniej jest to
      uczciwsze niż prowadzenie wieloletnich romansów. Stąd te rozwody.

      Powiem szczerze, że w tej chwili moja ocena tej sytuacji nie jest
      wcale taka jednoznaczna. Wcale nie uważam, że poświęcanie się to
      jedyna możliwa droga w związku. Starać się trzeba dla siebie, a
      jeśli te starania dla drugiej osoby przy okazji są atrakcyjne, to
      właśnie jest chyba najlepsza droga.
      • menab Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 08:07
        Ale ona poświęciła się niekoniecznie na siłę, pewnie dla siebie
        również.
        • z_mazur Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 08:34
          menab napisała:

          > Ale ona poświęciła się niekoniecznie na siłę, pewnie dla siebie
          > również.

          No właśnie na to starałem się zwrócić uwagę, żeby nie postrzegać
          tego jako poświęcenia dla drugiej osoby, tylko właśnie dla siebie.

          Poświęcanie się tylko i wyłącznie dla kogoś nie jest chyba dobrym
          sposobem na budowanie relacji.

          Poz tym jak patrzymy na te pary, które przetrwały 40-50 lat to
          widzimy ich teraz, nie wiadomo jak wyglądały te związki po 15 latach
          trwania i czy w aktualnej sytuacji przetrwałyby te burze, które
          wtedy nimi targały.
          • menab Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 08:48
            z_mazur napisał:

            > Poświęcanie się tylko i wyłącznie dla kogoś nie jest chyba dobrym
            > sposobem na budowanie relacji.

            Pewnie, że nie, bo w końcu do nas to dotrze i prędzej czy później
            zostanie to skierowane przeciwko nam samym, a zwłaszcza wtedy, gdy
            poświęcenie jest tylko jednostronne.


            > Poz tym jak patrzymy na te pary, które przetrwały 40-50 lat to
            > widzimy ich teraz, nie wiadomo jak wyglądały te związki po 15
            latach
            > trwania i czy w aktualnej sytuacji przetrwałyby te burze, które
            > wtedy nimi targały.

            Ja myślę, że jeśli dziś para po tylu latach darzy się szacunkiem i
            widać między nimi ciągle uczucie to i dużo wcześniej, na początku
            ich drogi tak też było. Te pary które są obojętne i są ze sobą, bo
            już tyle lat byli - tak te pary niewiadomo jakie burze przeżyły.
            Jeśli kobieta jest nadal piękna w oczach swojego mężczyzny to zawsze
            tak było. Tego się nie nabywa z biegiem lat.
            • z_mazur Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 09:53
              > Ja myślę, że jeśli dziś para po tylu latach darzy się szacunkiem i
              > widać między nimi ciągle uczucie to i dużo wcześniej, na początku
              > ich drogi tak też było. Te pary które są obojętne i są ze sobą, bo
              > już tyle lat byli - tak te pary niewiadomo jakie burze przeżyły.
              > Jeśli kobieta jest nadal piękna w oczach swojego mężczyzny to
              zawsze
              > tak było. Tego się nie nabywa z biegiem lat.

              Nie do końca się zgodzę, właśnie wydaje mi się, że czasem tego
              nabywa sie z biegiem lat. Widząc stosunek tej osoby do nas, jej
              zachowanie. I nie chodzi o początek drogi, bo wtedy najczęściej jest
              zakochanie. Chodzi o tą połowę drogi, gdy człowiek trochę zaczyna
              się gubić w życiu, jeśli uda się ten odcinek razem jakoś przejść to
              potem koniec najczęściej jest właśnie taki jak opisany przez nangę.

              Teraz jednak łatwiej w połowie tej drogi się pogubić.

              Jakoś widzimy mnóstwo szczęśliwych wieloletnich związków. Nie chce
              mi się wierzyć, że aż tak pogorszyły się relacje międzyludzkie w
              ciagu ostatnich kilkudziesięciu lat, że teraz te związki właśnie
              kilkunastoletnie są nie do zniesienia (i ludzie się rozstają), a
              kiedyś takie nie były (i ludzie się nie rozstawali). Wydaje mi się,
              że na tym etapie wszystkie związki przechodzą zawirowania, tylko
              teraz presja z zewnątrz na pozostanie w związku jest mniejsza i
              mniejsza determinacja (szczególnie kobiet) na tkwienie w
              niesatysfakcjonującym układzie.

              Być może jest wielu facetów, którzy za kilkanaście lat doceniliby
              to, że kobieta przymykała oko na wiele jego "ułomności" i po
              kilkudziesięciu latach małżeństwa patrzyliby na żonę z czułością i
              miłością, tylko jaka dla kobiety byłaby cena tego spojrzenia?
              • rozwodnica Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 13:09
                Strzał w dziesiątkę moim zdaniem.
              • menab Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 13:23
                Mówiąc o początku miałam na myśli te 15 lat w stosunku do 40 czy 50.
                Jeśli byłyby zgrzyty to wątpię, żeby przymykając oczy po latach
                kilkudziesięciu zrodzi się w nich szacunek i miłość.Wręcz
                przeciwnie, wzmaga w nich niechęć, zgryźliwość. Każdy żyje swoim
                życiem.Są tak naprawdę obok siebie a nie ze sobą.Jeśli natomist
                czuje się bliskość mimo upływu lat, to ona była ciągle. Ja
                oczywiście opieram się na wizerunku moich rodziców i naprawdę u nich
                zawsze było super,ale to mój tata dbał o związek bardzo, a mama
                ciągle czuła się piękna, nawet jak ciężko zachorowała.On ciągle ją
                widział taką samą, a ona nie musiała na nic przymykać oczu. tak
                przeżyć życie jak oni to moje marzenie, ale ja już w połowie tej
                drogi się pogubiłam.I nawet jak dane mi będzie przeżyć coś równie
                pięknego to już nie będzie nigdy to.
                • z_mazur Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 13:42
                  A mnie się wydaje, że idealizujemy w pamięci takie związki,
                  szczególnie dzieci to robią, bo dla nich rodzice, to zawsze rodzice.
                  A to co się dzieje pomiędzy małżonkami wiedzą tylko oni.
                  Gdyby moje małżeństwo przetrwało romans mojej żony, to córka po
                  kilkudziesięciu latach nie miałaby pojęcia, że taki epizod w ogóle
                  był.
                  • menab Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 14:00
                    Ha, mylisz się.Ja widziałam jak się całują, kochają, dotykają - tak
                    samo kiedyś tak samo dziś. I to było zawsze.Spędzaliśmy ze sobą
                    mnóstwo czasu.Poza tym moi rodzice są ludźmi wierzącymi i do dziś
                    razem wieczorem klękają i tak jest codziennie.Dla nich bycie ze sobą
                    to zawsze była przyjemność.Mój tata jak mam zachorowała na raka piął
                    się w górę na ścieżce zawodowej i dokładnie w tym momencie dostał
                    propozycję największego awansu w firmie i zrezygnował, żeby być przy
                    mamie.A wiem jakie to dla niego było ważne. Być może to idealizuję,
                    być może,ale ciągle w ich oczach widzę tą samą miłość.
      • crazyrabbit Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 08:27
        >Starać się trzeba dla siebie, a
        > jeśli te starania dla drugiej osoby przy okazji są atrakcyjne, to
        > właśnie jest chyba najlepsza droga.
        >

        To egoizm w czystej postaci. "Przy okazji" nie zbuduje się nigdy
        trwałego związku , nie ma miejsca na "ja , i tylko i ja" , powinno
        być "my".
        I chyba o tym pisze Nanga.
        • z_mazur Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 08:38
          Ptrząc ze strony mężczyzny w tym związku, o którym pisze nanga, to
          tam jest bardzo dużo jego "ja", "my" jest tak bardziej "przy okazji".
          • i33 Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 09:39
            to mi przypomina moich rodziców--z tym że ona w tym związku
            podporządkowała siebie jemu,dlatego czasem nie moge wytrzymać by nie
            powiedzieć mamie-"myśl sobą nie tatą",wielka lojalna miłość do
            nerwusa przystojnego dotąd zaradnego wszechstronnego faceta, obydwie
            go podziwiamy z tym że mama bezwzględnie a ja z nim notorycznie dre
            koty---i to włąsnie różnica--że ja bym z takim nie wytrzymała, a ona
            umie
            inne charaktery ona lubi jak facet rządzi we wszystkim niemal.pełni
            rolęgospodyni i to jej pasuje, myśle że przez to że zrobiłyśmy sie
            bardziej zaradne ekspansywne--właściwie -wiemy że możemy i podołamy
            rządzić-----nie chcemy się godzić na bycie bardziej"przy" mężczyżnie
            chcemy roli"na rOwni"----myśle że kobiety "pod" faceta---to już
            wymierający gatunek,sama nie wiem czy na tym tracimy czy zyskujemy
            to chyba zależy od charakterów---uległa plus władczy,
            władcza plus uległy,pyskata i zrównoważony,itp itd---nie ma recepty
            na model związku---bo jesteśmy zbyt różi i różne predyspozycje mamy
            to co trzymało naszych rodziców niekoniecznie może pasować nam
    • lilyrush Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 11:16
      Dbam o sibie dla siebie, nawet keidy nie mam faceta i nikt mnie nie
      kocha w tym sensie.
      A tak przy okazji....dla mnie nie ma zstawienia poświecania sie z
      miłoscią. Bo jak kogoś kocham to chce żeby jemu było dobrze. weic
      jak robie cos dla tej osoby to robie to dlatego, ze chce i dlatego,
      ze tą osobę kocham. I wtedy nie ma akji poswiecania sie. Oczywiscie
      mówimy tu o normalnych przypadkach. Nie mówimy o skrajościach typu
      kobieta z damskim bokserem alkoohlikiem....
      Czy powiecie, ze jak kobieta rodzi dziecko to się dla niego
      poswieca? Z załozenia ciaza to niewygody, potem mi brzuich pocieli,
      miłe to nie było. Ale to jakby naturalny proces. czy ja sie
      poświecam dla ojego dziecka wstajac do niego w nocy? Nie, ja to
      zwyczajnei robie bo go kocham, a on akurat tego ode mnie potrzebuje.
      Czy ja sie bede poswiecac, jak od czasu do czasu ubiore sie w
      seksowna bielizne i szpilki i zafunduje mojego facetowi striptiz,
      choc na co dzien wcale sie tak ne ubieram? Nie, bo ja go kocham,
      wiem, ze jemy ise to podoba i zrobie mu przyjemosc.
      Czy jak on wtanie w niediele rano i zorbi mi sniadanie do łżóka to
      ise poświeca? Albo czy jak posprzata mieskzanie choc w sumei tego
      nie lubi to ise poswieca?
      • i33 Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 16:54
        myśle że w każdym nawet dobrym związku kiedy jest miłośc i szacunek
        bywają sytuacje kiedy jedno drugiemu robi ustępstwa, coś zmienia
        wzajemnie--robie to bo ciebie kocham jest to dla ciebie ważne
        potrzebne---ale nie niszczy to mojej osobowości nie jest krzywdą ---
        chce nie musze---chociaż jak wspominasz czasem można to nazwać
        poświęceniem i obowiązkiem w duecie-taka miłość w cierpieniu i
        trudzie, bezwzględna-prawdziwa-oddana i lojalna---nie to samo co
        przywiązanie, uważanie że nie ma innej możliwości--trzeba utrzymać
        związek dla dzieci w obawie przed ludzmi--to jak żywy i martwy
        związek
        • sbelatka Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 17:24
          no cóż..
          zgadzam sie z_mazurem w całej rozciąglości.. w wątku dzisiajeszym
          oczywiście...

          nawet z ustepem (smile, że gdybysmy przetrwali romans ex to dzieci nie
          tylko, ze po latach ale i na bieżąco mogłyby niczego nie zauwazyć..

          gdybyśmy...
          ale to tylko spekulacje..

          pzryznaje jednakże po pzreczytaniu postu Nangi poczułam żal, że
          mnie-nam sie nie udalo...

          i to jest największe zadziwienie w moim życiu
          utrzymujące sie z uporem maniaka w czołówce moich zadziwień...

          • tricolour Bo to jest naturalnie zdziwienie... 02.09.07, 12:45
            ... gdy o związku myśli sie kategoriami "udało".

            Udać to sie może trafić do celu jak sie pierwszy raz strzela. Jak sie trenuje
            strzelanie to albo sie trafia, albo ma się zeza lub kiepski sprzęt - i stąd się
            nie udaje mimo chęci.

            Mówiąc serio: w związku nie ma mowy , że coś sie nie "udaje" - w związku albo
            się wypracuje, albo guzik.
    • nangaparbat3 Re: starac sie dla drugiej osoby 31.08.07, 18:37
      Gwoli wyjasnienia: nigdy, dosłownie nigdy nie miałam poczucia, ze moja mama sie
      dla kogokolwiek poswieca. Nie miała nigdy w sobie nic z kury domowej czy
      cierpietniczej Matki-Polki.
      Za to jej mama a moja babcia poswięcala sie nawet idąc z ukochana wnuczka (czyli
      mną) na sanki.
      I oczekiwała po 30 latach wdzięczności, co procentowalo z mojej strony
      uczuciami, do których nawet przed soba trudno mi sie przyznać.
      To o poswiecaniu sie.
      Pewnie Zmazur ma sporo racji - ale nie calą.
      To znaczy myslę, ze ludzie przywiazują się do tych, z którymi przestają. I że to
      tez jest chemia. I znam takie pary, i mam w rodzinie, jak najbardziej. Ale to
      nie jest opisywany przypadek.
      To o czym pisałam, to jest zywa milość, z seksem, zazdrością, czułością,
      zachwytem. Mama zawsze podziwiała ojca, zawsze jej imponował (mimo ze nikt tak
      dobrze jak ona nie znał jego slabych stron), zawsze go szanowała (ale to dlatego
      - bardzo ważne, moze zasadnicze! - ze ona w ogole szanuje innych ludzi, jako i
      siebie samą). Tata zawsze okazywał jej czulość i namietność, zawsze powtarzał,
      ze jest najśliczniejsza, najcudowniejsza, najwspanialsza. I ona jemu tez
      imponowała, zapewne czym innym niz on jej - tu się uzupełniali - ale podziwiał
      ją i szanował. I zawsze było w nich widac jeszcze cos z zakochania.
      Wiec ja nie mówie o przywiazaniu, ktore przychodzi z latami, tylko o milości,
      która trwa i pozwala przetrwac kryzysy i trudności, których owszem, nie
      brakowało, a ponieważ mieszkalismy zawsze w bloku, słyszałam każde słowo
      rodzinnych awantur. I ja bym z nim ani dnia nie wytrzymała jako zona - ale to
      akurat nie ma nic do rzeczy.
      Teraz, kiedy on nie ma siły siedziec czy podnieść łyżki do ust, ona go
      pielegnuje w domu, oczywiście z pomocą i to fachową, ale widać jak na dłoni, że
      nie robi tego z obowiazku, a z miłosci.
      Być może - jestem przekonana, ze na tym to polega - rzecz jest w typie
      osobowości, oboje zawsze mieli w sobie wiele młodzieńczego idealizmu i czegoś,
      co nazywam wańkowstańkowością, taka zdolność do podnoszenia się z upadku i
      dążenia dalej, a nie rozpamietywania niepowodzeń i błedów.
      Pisze o tym wszystkim, bo czuje, jak bycie swiadkiem odchodzenia taty miele mnie
      na proszek, jak się zmieniam, rewiduję poglady, przekonania. To sie dzieje, i
      byc moze niedługo napiszę jeszcze inaczej.
      • crazyrabbit Re: starac sie dla drugiej osoby 01.09.07, 13:20
        > Wiec ja nie mówie o przywiazaniu, ktore przychodzi z latami, tylko
        o milości,
        > która trwa i pozwala przetrwac kryzysy i trudności

        Tak Nango... wiem o czym pisałas w pierwszym poście...

        I nie podobała mi się wypowiedź Z_Mazura o tym , że w związku trzeba
        byc egoistą a może przy okazji tej drugiej osobie coś
        tam "skapnie"... Bardzo mi się to nie podobało.

        W miłości nie mozna tylko brać , trzeba też dawać. Miłośc to też
        sztuka kompromisu , zrezygnowania czasem ze swoich przyjemności
        przez szacunek dla uczuć tej drugiej osoby...

        Jeżeli człowiek nie nauczy się czerpać radości z dawania , a będzie
        tylko brał , to nie będzie zdolny do stworzenia udanego związku.
        A może nawet skrzywdzi kogoś i bedzie się potem tłumaczył: Bo ja
        chciałem, żeby mi było dobrze.

        Ależ mam refleksyjny nastrój dzisiaj smile
        • anja_pl Re: starac sie dla drugiej osoby 01.09.07, 13:28
          masz rację cwazywabbit wink

          gdzie nie ma miejsca dla potrzeb drugiej osoby, nie ma miłości,
          kazdy taki związek zwrócony na to, aby mi było dobrze, jest
          zwiazkiem mocno egoistycznym i traktuje druga osobe bardzo
          instrumentalnie,
          • crazyrabbit Re: starac sie dla drugiej osoby 01.09.07, 13:37
            Dziekuję Elmew... to jest Anju smile

            I w takim związku nie mam mowy o "poświęceniu" , ponieważ trwanie
            przy kimś w złych chwilach wynika z naszego wnętrza , jest czymś
            naturalnym , konsekwencją miłości.

            Ładnie to opisałaś niedawno , kiedy opowiadałaś o pobycie w
            szpitalu...
        • z_mazur Egoizm :) 01.09.07, 14:00
          Chyba zostałem nie do końca zrozumiany. Jeśli dawanie sprawia mi przyjemność i w związku z tym daję, to czy to nie jest też egoistyczne?

          Czy to nie jest w tym momencie tak, że daję nie tylko po to (a nawet nie przede wszystki po to), żeby druga osoba dostała, ale też po to żeby mieć to przyjemne poczucie radości z tego że dałem i to zostało przyjęte?

          Jeśli to jest egoizm, to rzeczywiście jestem egoistą.
          • crazyrabbit Re: Egoizm :) 01.09.07, 14:24
            Pozwól , że zacytuję:

            >Starać się trzeba dla siebie, a
            >jeśli te starania dla drugiej osoby przy okazji są atrakcyjne, to
            >właśnie jest chyba najlepsza droga.

            Jak dla mnie pisałeś tu zupełnie o czyms innym. I zrozumiałam
            dobrze , bo jestem w miarę inteligentna jak na blondynkę.
            • z_mazur Re: Egoizm :) 01.09.07, 14:54
              > >Starać się trzeba dla siebie, a
              > >jeśli te starania dla drugiej osoby przy okazji są atrakcyjne, to
              > >właśnie jest chyba najlepsza droga.
              >
              > Jak dla mnie pisałeś tu zupełnie o czyms innym. I zrozumiałam
              > dobrze , bo jestem w miarę inteligentna jak na blondynkę.

              W tym momencie pisałem o czymś zupełnie innym.
              Chodziło mi o skupienie się na sobie, a nie na oczekiwaniach drugiej osoby. Wtedy jesteśmy w zgodzie z samymi sobą i nie powoduje to konfliktów wewnętrznych. Nie chodzi przecież o to żeby potem mieć pretensje do drugiej strony "przecież ja to robiłem(łam) dla ciebie". Czyli właśnie robić coś dla siebie i znaleźć osobę, z którą nam najbardziej będzie po drodze.
              • crazyrabbit Re: Egoizm :) 01.09.07, 15:06
                > Chodziło mi o skupienie się na sobie, a nie na oczekiwaniach
                drugiej osoby. Wte
                > dy jesteśmy w zgodzie z samymi sobą i nie powoduje to konfliktów
                wewnętrznych.

                Czyli czysty i wredny egoizm , o którym z Anją właśnie pisałyśmy.
                Tym można bardzo skrzywdzić drugą osobę.
                • z_mazur Re: Egoizm :) 01.09.07, 15:16
                  Czy ja wiem, czy to jest wredny egoizm?

                  Może po prostu zdrowy egoizm?
                  Oczywiście dobrze jest go połączyć z umiejętnością jasnego komunikowania oczekiwań, wobec siebie i drugiej osoby. To pozwala uniknąć skrzywdzenia.
                  • crazyrabbit Re: Egoizm :) 01.09.07, 16:03
                    Dla kogo zdrowy , dla tego zdrowy.
                    Na pewno nie dla kogoś , kogo sie tym egoizmem krzywdzi.
                  • a.niech.to Jeszcze tylko 01.09.07, 20:30
                    znajdź osobnika płci żeńskiej,który będzie reprezentował podobne do
                    Twoich poglądy na temat istoty związku między życiowymi partnerami.
                    Myślę, że nie będzie to szczególnie trudne. Potencjalny duet ma 100%
                    powodzenia.
    • clio11 dementi;) 01.09.07, 15:35
      Podejrzewam, Nangoparbat, że chodziło Ci o moją wypowiedź z
      wątku "Subiektywnie pojadę".
      Cieszy mnie fakt, że użyłaś zwrotu "tekst, z którego mogło
      wynikać" smile)
      Mogło, ale nie wynikało, prawda? Może nie dość precyzyjnie chciałam
      zaakcentować swoje zdanie, że czasem dwoje ludzi jest ze sobą
      dłuuugi czas i po prostu się do siebie przyzwyczaja. Kobieta, kiedy
      partner znajdzie kogoś, kto jest dla niego bardziej atrakcyjny (w
      sensie także-absorbujący pod względem intelektualnym), wpada często
      w panikę i stara się niejako "na skróty" ratować to, czego już po
      prostu nie ma. Jako klasyczny przykład miała posłużyć ta nieszczęsna
      bielizna pojawiająca się ni stąd, ni zowąd pewnego wieczora.
      Podkreślam, że stwierdzenie "seksowna" było cytatem, absolutnie nie
      sugeruję i nie popieram tego sposobu rozwiązywania problemów. Sama
      naszam seksowną bieliznę, ponieważ lubię ładne rzeczy i nie uważam,
      by mój partner nad tym szczególnie ubolewał, widocznie jestem
      prymitywnym typem nie-intelektualistki, która potrzebuje błysku
      podziwu w męskich oczach (dla tych, którzy czytają nieuważnie-w
      męskich, tj. w partnera, nie zadzieram spódnicy w miejscach
      publicznych i nie zdejmuję stanikawink
      Według mnie partnerstwo, by było udane, trzeba pielęgnować, zarówno
      pod względem intelektualnym, jak i fizycznym. Nie widzę nic
      zdrożnego w tym, że chcę podobać się komuś, kogo kocham.
      Błąd zaniedbania jest według mnie dość częstym powodem rozstań.Nie
      sądzę, by założona na palec obrączka upoważniała nas do lekceważenia
      kogokolwiek, do podkreslania swoim zachowaniem i stylem życia, jak
      mało dla nas znaczy.
      To chyba tyle.

      P.S.
      Cosmo? Nie żartujmy sobie, żadna myśląca młoda kobieta nie czyta
      tego badziewia.
      Szpilki? Uwielbiam, choć moje nogi raczej niewink
      • crazyrabbit Re: dementi;) 01.09.07, 15:48
        > Cosmo? Nie żartujmy sobie, żadna myśląca młoda kobieta nie czyta
        > tego badziewia.

        Ja czytam. W supermarkecie wkładam pod Politykę i Newsweeka , ale
        czytam.
        I co? Jestem pusta jak Doda?
        • clio11 Re: dementi;) 01.09.07, 16:35
          Nie mnie Cię oceniać czy oceniać Dodę. Czemuż pod Politykę i
          Newsweeka wkładasz to nieszczęsne Cosmo w takim raziewink
          • crazyrabbit Re: dementi;) 01.09.07, 17:40
            To taki mały dżołk był tongue_out
            Trenuję przed imprezą big_grinDDDDDDDDD

            Czytam , ale jakos niespieszno mi zeby ktos ze znajomych zobaczył
            buchachacha
            • nangaparbat3 Re: dementi;) 01.09.07, 21:35
              crazyrabbit napisała:

              > To taki mały dżołk był tongue_out
              > Trenuję przed imprezą big_grinDDDDDDDDD
              >
              > Czytam , ale jakos niespieszno mi zeby ktos ze znajomych zobaczył
              > buchachacha
              Tez czasem czytam, własnie ostatnio sobie kupiłam. I nie chowam - a co mi! Bedę
              czytać, co tylko zechcę smile
              Nie wiem, czy jestem myślacą kobietą, ale na pewno potrzebuje czasem przestac
              mysleć, choć na chwilę smile))
              • sylwiamich Re: Teoria z_mazura.Żona egoistka 01.09.07, 22:47
                Jesli dobrze zrozumiałam....jest również moja.Na przykładzie:
                Prasowałam mojemu biznesowemu mężowi koszule.Robiłam to z
                przyjemnością....dla siebie.Bardzo lubiłam patrzeć gdy rano wkłada
                ją czystą, pachnącą .Czułam się dobrą, spełnioną żonąsmile))
                Do momentu. Pewnego dnia powywalał wszystkie koszule na kanapę i
                wyprasował inną.Przestałam mu prasować koszule...to byłoby
                poświęcenie.A ja się nie poświęcam....robię tylko z miłości.Dlatego
                teraz nikt nie usłyszy odemnie, że zrobiłam dla męża wszystko, że
                dla niego się poświęciłam.Nigdy nie poświęciłam się dla
                niego...wszystko co odemnie dostal, dostał z mojego egoizmu.Byłam
                dobrą żoną...mąż po 3 latach od rozwodu nadal czeka...jak to
                określił w dzisiejszym sms...że pozwolę mu wrócić do domu.

                Żona-egoistka
                • z_mazur Re: Teoria z_mazura.Żona egoistka 02.09.07, 10:52
                  No właśnie mniej więcej o to mi chodziło. smile))
                • tricolour Zabawa słowami, czy skrajności... 02.09.07, 11:09
                  ... które niszczą?

                  - ja się nie poświęcam,
                  - robie TYLKO z miłości,
                  - NIKT nie usłyszy ode mnie,
                  - NIGDY nie poświęciłam się dla niego...

                  ... no i była dobrą żoną - na sam koniec. Co to znaczy być "dobrą żoną" kiedy
                  się tą żoną od lat nie jest?
                  • z_mazur Re: Zabawa słowami, czy skrajności... 02.09.07, 11:48
                    Była we własnej ocenie, czas przeszły.

                    A to, że według męża już taką żoną nie była, to bardziej jego, a nie jej problem.

                    Ja też uważałem się za dobrego męża. W tym punkcie jednak różniliśmy się z żoną w ocenie, stąd nie jesteśmy już małżeństwem.

                    Następnym razem postaram się o to, żeby osoba, z którą będę, podzielała moją opinię co do bycia dobrym mężem.

                    Uważam w tej chwili, że bez sensu jest bycie z osobą, która ma na ten temat bardzo odmienne zdanie i próbwanie zmieniania się pod oczekiwania tej osoby.
                    • tricolour To tu się nie zgadzamy... 02.09.07, 11:55
                      ... bo jeśli ktoś uważa, że jest się dobrą żoną, mąz uważa inaczej - to nie jest
                      to tylko męża problem.

                      W ogóle takie zdanie o sobie (po rozwodzie) to nadużycie.
                      • z_mazur Re: To tu się nie zgadzamy... 02.09.07, 12:25
                        Nie napisałem "tylko", ale "bardziej".

                        Tak samo jak gdy w ocenie męża "dobry mąż" musi przylać od czasu do czasu żonie, to też bardziej problem żony niż męża.
                        • tricolour Dalej się nie zgadzamy... 02.09.07, 12:30
                          ... jak mąż musi przylać żonie, to ma bardzo poważny problem ze sobą. Nawet
                          karany sądownie.

                          Żona ma odczuwa "tylko" konsekwencje związku z chorym gościem.
                    • crazyrabbit Re: Zabawa słowami, czy skrajności... 03.09.07, 00:08
                      > Ja też uważałem się za dobrego męża. W tym punkcie jednak
                      różniliśmy się z żoną
                      > w ocenie, stąd nie jesteśmy już małżeństwem.
                      >

                      No skoro robiłeś tylko SOBIE dobrze... I w TWOIM pojęciu byłeś
                      dobrym mężem...
                      SOBIE można dobrze zrobić na osobności... hehehe
                  • sylwiamich Re: Zabawa słowami, czy skrajności... 02.09.07, 14:56
                    tricolour napisał:

                    > ... które niszczą?
                    >
                    > - ja się nie poświęcam,
                    > - robie TYLKO z miłości,
                    > - NIKT nie usłyszy ode mnie,
                    > - NIGDY nie poświęciłam się dla niego...
                    >
                    > ... no i była dobrą żoną - na sam koniec. Co to znaczy być "dobrą
                    żoną" kiedy
                    > się tą żoną od lat nie jest?


                    Dobrą żoną byłam...tralala.To opinia mojego męża który nadal chce
                    wrócić do mnie.I ja też nieskromnie przyznaje sie do
                    tego.Byłam...nie jestem.Chociaż mogę być...choćby jutro.Ale po co?
                    Ale teoria z_mazura ma swój sens.Mój mąż nie był DLA MNIE dobrym
                    mężem.Moze dla innej kobiety byłby dobry...dla mnie nie był.Nie
                    potępiam go...nie mam do niego żalu...A TY Tri co się czepiasz?
                    Certyfikat Ci mam dać? Referencje?
                    • tricolour Czepiam się z natury rzeczy... 02.09.07, 21:00
                      ... gdy czytam niespójne lub wręcz sprzeczne wypowiedzi.

                      Jak choćby tak, że dobrą "żoną możesz byc choćby od jutra". Toż to mrzonka i
                      ssanie z palca oraz myślenie życzeniowe...
                      • sylwiamich Re: Czepiam się z natury rzeczy... 02.09.07, 21:15
                        Od przysłowiowego jutra to ja mogę być żoną...ale czy dobrą?Kto wie?
                        Nadal uważam że się czepiasz...czytasz wybiórczo i udajesz że nie
                        rozumiesz.To ja odeszłam od męża...on zawsze uważał mnie za dobrą
                        żonę....ciągle chce wrócić...Zresztą tri...winko mam
                        dobre...wermucik...i nastrój niebojowysmile)))
                • nangaparbat3 Re: Teoria z_mazura.Żona egoistka 02.09.07, 12:19
                  Tak myslę nad tymi koszulami...
                  I wymysliłam, ze w zwiazku, który miałby szanse na przetrwanie w miarę chociaz
                  przyzwoite, zona powiedzialaby mezowi, ze przykro jej, kiedy on tak rozwala
                  prasowane przez nią koszule, a on by po ludzku przeprosił, powiedział, ze nie
                  pomyślał, i koniecznie PRZYTULIł. Ona by dalej z przyjemnoscia te koszule
                  prasowała, a on by więcej nie rozwalał.
                  • a.niech.to Re: Teoria z_mazura.Żona egoistka 02.09.07, 12:33
                    Przytulanie to już zbędne fanaberie jak na tak drobną okoliczność.
      • nangaparbat3 Clio 01.09.07, 21:23
        Pisałam juz, ze nie mam nic przeciwko tej przyslowiowej juz seksownej bieliźnie,
        na odwrot, doceniam. Podonie nie ma nic złego w checi podobania się i
        ukochanemu, i innym mezczyznom.
        To jest wszystko i normalne, i dobre, i w porzadku.
        Mnie chodzi o to, ze to stanowczo za mało - nawet atrakcyjność intelektualna nie
        wystarczy.
        Bo to w ogole nie chodzi o atrakcyjność - niezbedna na początku, bez watpienia i
        potem - ale potem absolutnie nie wystarczajacą.
        Był o tym taki piekny film Polańskiego - Gorzkie gody.
        • nangaparbat3 PS 01.09.07, 21:33
          Poza strona intelektualna i fizyczna zwiazku jest jeszcze emocjonalna,
          komunikacyjna i etyczna - i na dłuzśzą metę to one decysdują, jestem tego pewna.

          a co do:
          • a.niech.to Re: PS 02.09.07, 09:51
            Nanga napisała:
            > jestem tego pewna

            1. strona intelektualna - luuzik
            2. fizyczna - Jezu,jeszcze jak
            3. komunikacyjna - nie ma o czym mówić
            4. etyczna - przyzwoitość chadza różnymi drogami

            Dzięki, Nanga! Zamiast spędzać noce na mailowaniu, podejmę
            wolontariat u brata Alberta.
            -------------------------------
            • tricolour Dlaczego... 02.09.07, 10:33
              ... strony: intelektualna, fizyczna i komunikacyjna są opisane przez Ciebie
              jednoznacznie pozytwnie, a strone etyczna ma różne oblicza?

              Dlaczego tylko przyzwoitośc może chadzać różnymi drogami?
              • a.niech.to Re: Dlaczego... 02.09.07, 11:16
                tricolour napisał:

                > strone etyczna ma różne oblicza?
                Człowiek jest skomplikowaną istotą, zaplątaną w sobie
                niejednokrotnie po uszy. Podejmuje decyzje w wyniku analizy bądź pod
                dyktad różnych uwarunkowań. Dekalog ma 10 przykazań. Gdyby komuś
                uadało się żyć bez ich naruszania, byłby aniołem. Dopuszczam więc,
                że wystarczająco etycznym człowiekiem może być przeciętny grzesznik
                o pospolitej gębie.
                >
                > Dlaczego tylko przyzwoitośc może chadzać różnymi drogami?
                Nie rozumiem pytania. Nie tylko przyzwoitość przebija się różnymi
                szlakami, przecież to oczywiste.
                • tricolour Widać nie jest takie oczywiste... 02.09.07, 11:52
                  ... jesli piszesz, że strona intelektualna, fizyczna i komunikacyjna są w
                  najlepszym porządku, a etyczne może nie być.

                  O to mi chodziło - o zgodę na to, by etycznośc mogła być byle jaka.
                  • a.niech.to Re: Widać nie jest takie oczywiste... 02.09.07, 12:37
                    tricolour napisał:

                    > O to mi chodziło - o zgodę na to, by etycznośc mogła być byle jaka.
                    Moralność musi być wystarczająco etyczna, aby dało się ją
                    zaakceptować. Bez tego ani hu hu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka