nangaparbat3
02.09.07, 16:24
Kiedy córka moja za nic nie chciała sie urodzić, a ja biegalam przez dwa
tygodniu wokol klombu podwórza kliniki połozniczej, dwie lub trzy panie,
leżące ze mna na patologii ciazy (ale na podtrzymaniu) zaczęly mi sie ni stad
ni zowąd zwierzać, ze w domu rodzinnym nigdy nie widziały czulosci miedzy
rodzicami.
Nie wiem, dlaczego akurat wtedy i akurat mnie sie zwierzały, ale pamietam, że
mowiły o jakimś niezwykle bardzo ważnym braku.
Pamietam też na wegrzech, uderzył mnie widok par w njrózniejszycm wieku,
trzymajacych sie za ręce, okazujacych sobie dotykiem CZULOść (publicznie, ale
jak najbardziej w granicach).
a niech to napisała, ze przytulanie to fanaberia. Nie wiem, czy zartowałam czy
pisała serio. Ale to nieistotne - mam wrażenie, że my Polacy jestesmy bardzo
malo dotykalscy - a dobry dotyk to wiecej niz dobre słowo.
A jak to było w Waszych malzeństwach? Czy była fizyczna czułość, niezwiazana z
seksem? Taka codzienna i bez powodu innego niz cheć okazania czulości właśnie,
doswiadczenia chwili bliskości, wyrażenia radości, pocieszenia, pogodzenia sie?