Dodaj do ulubionych

Udawanie, ze lubi sie pasierby

01.10.07, 12:44
Od pewnego czasu czytam sobie wasze wywody na tym forum. Nasuwa mi sie takie
pytanie, calkiem serio - Czy nie lepiej jest powiedziec wprost partnerowi, ze
nie lubi sie jego dzieci i nie chce sie miec z nimi kontaktow? Wiele macoch
nie lubi pasierbow, ale nigdy tego nie przyznaja otwarcie przed partnerem. Na
pozor robia dobre miny, usmiechaja sie, sa milutkie a w duchu nienawidza
pasierbow, zlozecza im i licza tylko na to, az im sie noga powinie. Czy nie
lepiej byloby wylozyc karty na stol niz mydlic oczy partnerowi? Moim zdaniem
takie udawanie jest o wiele bardziej nikczemne.
Obserwuj wątek
    • lady_telimena Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 01.10.07, 12:58
      Chyba lepiej dla wszystkich łącznie z przyszłą macochą nie wchodzić
      w taki układ od początku. W końcu po co sobie komplikować życie?
      A dzieci maja to do siebie, że raczej nie znikają, i drogo kosztują;-
      )
    • weronka77 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 01.10.07, 14:13
      Ja powiedziałam wprostwinkBez mydławink ale...potem zmieniłam zdaniewink
      ( a raczej jakies 4 meisiące temu)przynajmniej połowiczniewink
      • macosik Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 02.10.07, 15:41
        Mój Mąż wie co czuję do jego dzieci. Początkowo wręcz mówiłam o
        niechęci ( wynikało to gł. ze stosunku dzieci do mnie i ich
        zachowania, więc nie widziałam powodu by udawać, że je lubię ). Mąż
        wie również, że raczej nie pokocham jego dzieci. Staram się by czuły
        się u nas dobrze ale nie przesadzam z uprzejmością. Wiedzą, że jak
        coś przeskrobią nie będę udawała, że nic nie widzę i nie czuję.
        Powinny się nauczyć po pierwsze, że cały świat nie jest od litowania
        się nad nimi i nadskakiwania im. To z pewnością spowoduje, że
        mniejszy szok odczują zderzając się z rzeczywistością jako dorośli.
        Są ludzie, którzy nas lubią, kochają i są nam obojętni i to normalne
        i tego typu uczuć na pewno nie można wymusić. Trzeba na nie
        zapracować całym sobą.
        O dziwo po wielkich bojach i naprawdę złych czasach z dziećmi, moje
        stosunki z nimi zaczynają wyglądać coraz poprawniej. Zaczynamy się
        interesować sobą nawzajem i być bardziej czuli na wzajemne potrzeby.
        Akceptujemy się, może nawet lubimy. Ale jak pisałam, nic na siłę.
        Ani z jednej ani z drugiej strony.
        Ps. Nie ma co dmuchać i chuchać na dzieci bo świat i tak nie będzie
        się z nimi cackał. Powinny zrozumieć, by być szanowanym i lubianym
        trzeba zasłużyć.
    • kicia031 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 02.10.07, 16:48
      Przede wszystkim mysle, ze warto nayczyc sie pisac gramatycznie.
      Pasierby, tescie, brrr, po jakiemu to jest?

      Po wtore, dziwny wydaje mi sie pomysl uprzedzania sie z gory do
      obcych osob. Ja staram sie podchodzic do nowopoznawanych ludzi z
      sympatia, choc moze sie zdarzyc, ze ktos po prostu nie daje sie
      lubic - trudno, hard luck, zdarza sie.

      Ale jesli mialabym sie z kims wiazac od razu wychodzac z zalozenia,
      ze nie polubie ludzi mu bliskich, to chyba bym sobie darowala na
      wstepie.

      Nie jestem zwolennikikiem udawania sympatii, ale tez uwazam, ze nie
      nalezy sie obnosic ze swoimi antypatiami do krewnych bliskiej osoby,
      bo czemu to ma sluzyc? Ja nie lubie swojej tesciowej, ale swojemu
      partnerowi o tym nie opowiadam, bo byloby mu przykro, a ja nie chce
      mu sprawiac przykrosci. Jak tesciowa sobie nagrabi, to prosze
      partnera o interwencje w tej konkretnej sprawie, ale nie snuje
      opowieci o tym, jak ja jej nie lubie.

      I jeszcze jedno - okazaywanie niecheci dzieciom to bardzo dobry
      sposob by zranic ich rodzicow. Gdyby moj partner wylozyl karty na
      stol w ten sposob, to powaznie rozwazylabym sens kontynuowania
      zwiazku. Ze wzgledu na moje starsze dziecko, i ze wzgledu na moje
      wlasne uczucia.
      • rose25 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 02.10.07, 16:57
        Pasierb to taka kategoria czlowieka, ktorego sie nie lubi za to, ze jest. Bo
        kazdej macosze istnienie jego jest troche nie na reke wink Lepiej, zeby go wcale
        nie bylo wink
        • chalsia Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 02.10.07, 23:22
          > Pasierb to taka kategoria czlowieka, ktorego sie nie lubi za to,
          ze jest. Bo
          > kazdej macosze istnienie jego jest troche nie na reke wink Lepiej,
          zeby go wcale
          > nie bylo wink

          hmmm, taka kategoria człowieka mówisz? To w takim razie zupelnie
          identycznie jak macocha - ktos, kogo się nie lubi za sam fakt, ze
          jest.
        • dyderko Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 03.10.07, 08:23
          Wybacz ale bzdury wypisujesz! To że jednostkowe przypadki chciałyby
          się związać z prawiczkiem a inne jednostkowe przypadki każdą wydaną
          nie na siebie złotówkę traktują jak pieniądze wyrzucone w błoto, czy
          też inne są tak zazdrosne że nie potrafią pogodzić się z tym że
          partner ma inne zainteresowania lub zajęcia poza wielbieniem ich to
          nie znaczy że tak zawsze i z każdym człowiekiem jest...
        • kicia031 rose 03.10.07, 11:01
          rozumiem, ze to ironia byla?
        • tautolog Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 03.10.07, 13:14

          > Pasierb to taka kategoria czlowieka, ktorego sie nie lubi za to, ze jest. Bo
          > kazdej macosze istnienie jego jest troche nie na reke wink Lepiej, zeby go wcale
          > nie bylo wink

          To już prawie 17 więc masz prawo być mocno pijana.
          Następnym razem lalka, wyrzygaj się do sedesu.
          • rose25 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 04.10.07, 07:48
            tautolog napisał:

            > To już prawie 17 więc masz prawo być mocno pijana.
            > Następnym razem lalka, wyrzygaj się do sedesu.

            robie to ptosto tobie w twarz
            smacznego!
            • zonka77 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 04.10.07, 09:50
              rose i tatuolog - jedno i drugie jesteście trochę niesmaczni uncertain

              Co do tematu wątku:
              To nie jest takie proste. U mnie było tak że na początku i potem dosyć długo
              było bardzo dużo sympatii. Mogę chyba powiedzieć że lubiłyśmy się z młodą,
              cieszyłam się i nie miałam nic przeciwko temu żeby spędzała u nas dużo czasu. I
              spędzała, o wiele więcej niż teraz, było jakoś inaczej, m brał ją w dni
              powszednie, nieraz i ja ją odbierałam ze szkoły, kontakt z małą (naszą córką)
              miały super, zresztą sporo pisałam

              A potem...zmieniło się. Młoda przychodzi znacznie rzadziej(nie z naszej niechęci
              tylko sama nie chce/nie ma czasu), bardzo się zmienił jej stosunek do mnie i do
              małej. Dużo się zastanawiałam czy to kwestia dorastania czy czegoś innego, teraz
              sądzę że to nie dorastanie ale nie chcę się rozpisywać. było parę rozmów m z
              młodą, poprawiło się chociaż chyba nigdy nie będzie jak dawniej.
              Ogólnie są chwilę kiedy po prostu ciężko ją lubić. nie jest moim dzieckiem więc
              nie mam dla niej ani takich uczuć ani wyrozumiałości jak dla własnego. Ale
              przecież nie stanę i nie powiem "nie lubię cię"
              Zresztą to byłaby nieprawda. Raczej czuje się czasem źle przy niej i jest mi
              dosyć często przykro, staram się zdysansować i nie przejmować, niektórych rzeczy
              nie zmienię.
              Zawsze to będzie córka m, siostra małej, zawsze będzie mile u nas widziana, a ja
              najwyżej przestanę mieć powoli potrzebę wielkiej sympatii między nami. A może
              jeszcze się to zmieni jak dorośnie - w końcu będzie miała swój rozum i będzie na
              tyle duża że będzie można pogadać szczerze i otwarcie...

              To nie jest takie proste lubić się nawzajem. Sądzę jednak że trzeba mieć dobrą
              wolę i się tolerować. To jest dziecko m i zawsze będzie - napełnianie się
              niechęcią i nakręcanie negatywne jest bez sensu. Lepiej próbować się
              dogadać/ułożyć tak dobre relacje jakie się w danych okolicznościach da a poza
              tym to po prostu się nie ekscytować i nie nakręcać - w końcu to nie ja ją
              wychowuje, to nie ja się nią zajmuję, to działka m i ex, nie moja.
            • tautolog Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 05.10.07, 21:27
              No, lalka imponujesz mi, rzygać o 8 rano.
              Jesteś po czy w trakcie imprezy?
    • trzpjotka Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 05.10.07, 12:59
      Ja niestety tak mam. Moj partner ma corke (8 lat). Nie potrafie jej
      zaakceptowac. Nie moge na nia patrzec, bo przypomina mi exiare. Moj partner
      nawet sie nie domysla, cale szczescie ze rzadko ja musze widywac.
      • tautolog Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 05.10.07, 21:31
        Nie martw się dasz radę.
        Ludzie mają czasami większe kompleksy i udaje im się je pokonać.
        Rozumiem, że jak poznawałaś swojego partnera jego córka mniej przypominała
        "exiare" (cokolwiek to znaczy)?
      • chalsia Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 05.10.07, 23:01
        > Ja niestety tak mam. Moj partner ma corke (8 lat). Nie potrafie jej
        > zaakceptowac. Nie moge na nia patrzec, bo przypomina mi exiare.

        he he he he he he
        a MOJE dziecko, i to na codzień mieszkające ze mną, przypomina mi
        swojego ojca czyli eksa. I patrz - ja to dziecko kocham. Dziwne, nie?
        • chalsia Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 05.10.07, 23:02
          aaa, wyjaśnie jeszcze, że eksa nie kocham.
      • jowita771 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 07.10.07, 11:03
        mi pasierbica eksi nie przypomina, przypomina mi kogoś innego, zupełnie nie z
        rodziny, kogo bardzo lubię. polubiłam ją od pierwszego spotkania. muszę
        przyznać, że eksi kiedys nie znosiłam, wkurzało mnie, że dzwoni do M z
        wyzwiskami i kosmicznymi żądaniami - "przyjedź do mnie, bo chcę porozmawiać"
        (1500km). Ja przy pierwszym kontakcie narzuciłam pewną formę - uparcie zwracałam
        się do niej per pani i rozmawiałam spokojnie i rzeczowo. Eksia się do mnie
        dostosowała. Teraz jest nieźle, do M też przestała rzucać łaciną. Kontakty są
        poprawne, a mnie sie kilka razy zdarzyło pomysleć o eksi ciepło. Nie może być
        potworem kobieta, która ma takie fajne dziecko.
    • trzpjotka Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 06.10.07, 10:48
      tautolog napisał:

      > Nie martw się dasz radę.
      > Ludzie mają czasami większe kompleksy i udaje im się je pokonać.
      > Rozumiem, że jak poznawałaś swojego partnera jego córka mniej przypominała
      > "exiare" (cokolwiek to znaczy)?

      No wlasnie obawiam sie, ze nie dam rady. Okropnie zyc ze swiadomoscia, ze na
      zawsze pozostanie w pewnym sensie zwiazany z tamta kobieta. On tak bardzo kocha
      corke. Ex zawsze bedzie miala nade mna ta przewage - dala mu najwiekszy skarb.
      Ja jakos nie mam na razie ochoty na dziecko.
      Coraz bardziej nie znosze tego dzieciaka.
      • chalsia Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 06.10.07, 12:49
        myślę, że przy takim podejściu bez pomocy psychologa to ani rusz.
        • trzpjotka Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 07.10.07, 11:02
          Po co psycholog? Zebym polubila dzieciaka? Ja nie chce jej polubic. Cale
          szczesacie, ze ona widuje ojca bardzo rzadko. Ostatnio przez 2 miesiace nie
          musielismy jej ogladac. Jak rozmawiala w tym okresie z ojcem przez telefon, to
          po skonczonej rozmowie wchodzila pod lozko plakac, hihihihihi. Dobrze jej tak.
          • chalsia Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 07.10.07, 11:54
            > Po co psycholog? Zebym polubila dzieciaka? Ja nie chce jej
            polubic.

            nie, nie po to, bo lubić nie musisz.

            Po co? Po to, by Ci wyleczył Twoją chorą duszę - kazdym kolejnym
            postem dowodzisz, ze masz poważne problemy emocjonalne.
            • pelagaa Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 07.10.07, 12:31
              Przeciez to podpucha Chalsiu, zadna normalna osoba, nie cieszylaby
              sie z placzu dziecka.
              • chalsia Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 07.10.07, 19:35
                > zadna normalna osoba, nie cieszylaby
                > sie z placzu dziecka.

                no przecież dlatego właśnie napisałam, że jej potrzebna fachowa
                pomoc smile)
          • tautolog Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 07.10.07, 21:12

            > Po co psycholog? Zebym polubila dzieciaka? Ja nie chce jej polubic. Cale
            > szczesacie, ze ona widuje ojca bardzo rzadko. Ostatnio przez 2 miesiace nie
            > musielismy jej ogladac. Jak rozmawiala w tym okresie z ojcem przez telefon, to
            > po skonczonej rozmowie wchodzila pod lozko plakac, hihihihihi. Dobrze jej tak.

            Są tłuki na na tym świecie w przypadku których nawet flekowanie przestaje
            sprawiać przyjemność.
            Oto jeden z nich!
      • tautolog Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 06.10.07, 14:46
        No tak, rozumiem Cię.
        Cholerne dziecko kochane przez własnego ojca.
    • jowita771 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 07.10.07, 10:43
      ja lubię, nie wiem, czy bym powiedziała, gdybym nie lubiła. Pewnie nie, bo wiem,
      że byłoby mu przykro, przyjaciółce też nie mówię, że nie lubię jej dziecka. Sama
      też nie chciałabym czegoś takiego usłyszeć.
      Myslę, że moja macocha za mną nie przepadała, ale nie wiem, czy mówiła coś ojcu.
      Wydaje mi się, że nawet, gdyby powiedziała, to niewiele by wskórała, bo dom był
      ojca i miałam takie samo prawo tam być, jak ich wspólne dzieci.
    • malwina331 Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 10.10.07, 09:02
      Ja swojego pasierba lubię,jest częścią rodziny. Nie wyobrażam sobie
      bym go nie lubiła czy nie akceptowała. Gdyby tak było - nie
      związałabym się z jego ojcem. Gdyby mój NM nie akceptował mojego
      syna - zadziałało by podobnie. Gdyby dzieci się nie lubiły - pewnie
      rozwaliłoby się nam wszystko bardzo szybko. Mój związek opiera się
      na wzajemnej akceptacji wszystkich członków rodziny. Gdyby jej nie
      było - nie wyobrażam sobie jak moglibyśmy żyć. Ale moze to dlatego
      że oboje mieliśmy dzieci gdy się spotkaliśmy i obije wiedzieliśmy że
      jesteśmy w pakietach smile
      • 13monique_n Re: Udawanie, ze lubi sie pasierby 15.10.07, 10:47
        Własnie, ładne zartobliwe okreslenie - "jestem w pakiecie". Z
        dziecmi. Podobnie, jak mój partner. I lubie jego dzieci, a nawet
        więcej. Są mi bliższe niż inne dzieciaki. Ale my się wciąż
        poznajemy. Delikatnie i powoli sie do siebie przyzwyczajaliśmy i
        nadal ten proces trwa. A kiedy widzę jego pozytywne skutki dla nas
        wszystkich, to wiemm, że to właściwe tempo i sposób.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka