Dodaj do ulubionych

Małżeństwo?

06.10.07, 10:16
Dziwnie się czuję. Jestem ze swoim NM,mieszkamy razem, wychowujemy
wspólnie jego i mojego syna, mamy wspólne dziecko. Dotąd wydawało mi
się że nasz związek jest oparty na solidnych podstawach,że planujemy
wspólną przyszłość. W związku z tym że odczuwam niedogodność
spotykając się z nauczycielkami mojego pasierba, przedstawiając się
jako - no właśnie kto? Formalnie jestem dla niego osobą obcą. Głupio
mi też gdy mówię że mojego syna zabierze z przedszkola czy z jakiś
urodzin - no właśnie kto? Mówię mój partner, mój przyjaciel...
Zaczełam więc z moim NM rozmowę że może weźmiemy ślub. Ułatwi to
relacje zewnętrzne, poza tym dzieci poczują bardziej że jesteśmy
rodziną. Wydawało mi się to naturalne, w końcu jesteśmy ze sobą,
mamy dziecko, oboje przeżyliśmy rozpad rodzin i miałam wrażenie że
cenimy sobie swój związek, rodzinkę zrekonstrouwaną. I co
usłyszałam ? Tysiąc argumentów na nie, z których jakąkolwiek logikę
miał argument o samotnym rozliczaniu się z dzieckiem - dla obojgu
podatkowo korzystniejsze. Ale naczelnym powodem miałoby być to że
mój NM zniechęcił się do instytucji małżeństwa. Jakiej instytucji,
cholera?! Małzeństwo to zwiazek dwojga ludzi. Uświadomiłam sobie że
on po prostu nie chce się ze mną ożenić. A to oznacza że chce sobie
zachowac jakąś furtkę na wypadek gdyby nie wyszło. Jak moze wiec
wyjść jak od razu tak zakłada. Czy schizuję myśląc że gdyby mnie
kochał, chciał przeżyć ze mną życie - to też chciałby ze mną być ,
także formalnie? Jest mi z tym strasznie źle. Wydaje mi się że jak
facet kocha kobietę to chce by była jego żoną. Wnioski więc nasuwają
mi się same. Mam tysiac myśli w głowie. Kim ja dla niego jestem -
kucharką, opiekunką dzieci? Czy jest jakiś błąd w moim myśleniu, że
jak ludzie są ze sobą, kochają się, mają dzieko i stworzyli dom
dwojgu innym dzieciom, planują wspólnie przyszłość - to nie powinno
stanowić problemu pobranie się? A jeśli dla jednego z partnerów
stanowi to jest coś nie hallo w relacjach?
Obserwuj wątek
    • pelagaa Re: Małżeństwo? 06.10.07, 15:42
      Moim zdaniem nie schizujesz.
      • lady_telimena Re: Małżeństwo? 07.10.07, 10:36
        Masz rację i nie schizujesz, ale czy wytłumaczyłaś mu w rozmowie, na
        spokojnie to wszystko tak jak nam tutaj?
        Kładąc nacisk na stabilność, na pewność na Wasze wzajemne uczucia, a
        nie na kwestie wygody, tego jak odbieraja WAs ludzie z zewnątrz
        (przedszkole itp)?
        Bo faceci nie do końca odbierają na tych samych falach, a agrument
        rozliczeniowo-podatkowy jest bardzo silnym konkretnym argumentem
        przeciw legalizowaniu zwiazków - ukłony w stronę polityków od haseł
        prorodzinnych.
    • kicia031 Re: Małżeństwo? 08.10.07, 10:47
      Jesli mezczyzna kocha kobiete i planuje spedzic z nia reszte zycia,
      to nie powinno byc problem potwierdzenie tego zobowiazaniem na
      papierku.

      Wiem, bo sama zyje w "konkubinacie" - z mojego wyboru i wiem, ze nie
      zdecydowalam sie na malzestwo, poniewaz nie chce tego zobowiaznaia
      podjac, chce miec te furtke.
    • z_lasu Re: Małżeństwo? 08.10.07, 11:31
      Czyli to wszystko co stworzyliście i tak pięknie funkcjonowało przez
      tyle lat nie ma żadnego znaczenia? Nie ma znaczenia Twoje poczucie
      bezpieczeństwa, to, że stworzyliście dom trojgu dzieciom, to, że
      wszyscy (?-zgaduję) czuli się dobrze w tym układzie? A więc to
      wszystko o kant rozbić, bo on nie chce wziąć ślubu, czyli nie chce
      niczego zmieniać? Gdzie tu logika? Myślę, że on Cię szczerze kocha i
      chce przeżyć z Tobą życie, ale JUŻ WIE (z doświadczenia), że
      niezależnie od siły chcenia i kochania to się MOŻE nie udać. Nie
      zakłada, że to się nie uda. Nie zakłada, że przestanie chcieć. WIE
      tylko, że to JEST MOŻLIWE, a trudne do przewidzenia. I przekonał
      się, że ślub niczego nie ułatwia, a wiele może utrudnić.

      Dla mnie osobiście małżeństwo to tylko i wyłącznie rodzaj umowy
      cywilnoprawnej, które ma regulować różne sprawy prawno-majątkowe.
      Można iść do notariusza i spisać inną umowę, a można wziąć ślub i
      nie martwić się, czy przewidzieliśmy wszystkie możliwe sytuacje.
      Wziąć ślub jest prościej. Albo nie, jeśli są "twoje, moje, nasze
      dzieci" i duże różnice w dorobku. Ale to są dylematy natury
      finansowej, a nie emocjonalnej.

      Podsumowując: myślę, że schizujesz. Przeceniasz znaczenie aktu
      małżeństwa.
      • kicia031 Re: Małżeństwo? 08.10.07, 12:22
        Ja tez do niedawna tak myslam, zreszta, troche nadal mysle o
        malzenstwie jako formalnosci.
        Tym niemniej: nawet malzenstwo cywilne, jest jakims zobowiazaniem,
        obietnica. I jak jedna ze stron nie jest gotowa takiej obietnicy
        zlozyc, to jednak cos to mowi o zwiazku, czy tez o stosunku, jaki
        sie do niego ma.
        Niestety.
        • z_lasu Re: Małżeństwo? 08.10.07, 12:47
          A czy to nie jest tak, że jeśli się buduje wspólnie życie, dom,
          także dla dzieci, a zwłaszcza gdy jest się "po przejściach", a więc
          kiedy człowiek już wie, w co się pakuje i że nie będzie lekko, jeśli
          się podejmuje ten ogromny wysiłek, to to nie jest deklaracja
          dalszego wspólnego życia? Przecież całe zachowanie mężczyzny
          Malwiny331 utwierdza ją w przekonaniu, że wszystko jest w porządku,
          że wszystko wygląda tak, jak powinno wyglądać w kochającej się
          rodzinie. Więc dlaczego mu nie ufa? Być może on traktuje ślub
          podobnie jak ja i dlatego nie widzi zupełnie problemu w tym, że
          ślubu nie ma. A co do deklaracji wprost: wiele razy deklarowaliśmy
          sobie z moim M, że "w zdrowiu i chorobie, szczęściu i nieszczęściu
          itd." i te deklaracje nie były dla nas mniej wiążące przez to, że
          odbyły się bez świadków. Bez świadków, za to w sytuacjach, które
          świadczyły, że nie są to puste deklaracje. Moim zdaniem to wszystko
          jest więcej warte niż "akt".
          • kicia031 Re: Małżeństwo? 08.10.07, 12:52
            z_lasu napisała:

            Być może on traktuje ślub
            > podobnie jak ja i dlatego nie widzi zupełnie problemu w tym, że
            > ślubu nie ma.

            Ale w takim razie co za problem ten slub, tak niewazny akt, wziac,
            by uszczesliwic ukochana kobiete, dla ktorej jest on wazny.
            Moj partner ma slubu stosunek podobny, ale tym niemniej deklaruje,
            ze jakby mi to bylo potrzebne do szczescia, to on moze wziac, w
            sumie, czemu nie...

            Brak slubu jest OK, jesli obu stronom jest z tym dobrze. Jesli jedna
            pragnie formalnego zwiazku, a druga strona nie chce, to niestety
            mamy problem, niezaleznie od tego, jak dobrze byloby w innych
            dziedzinach zycia.
            • z_lasu Re: Małżeństwo? 08.10.07, 13:15
              kicia031 napisała:

              > Ale w takim razie co za problem ten slub, tak niewazny akt, wziac,
              > by uszczesliwic ukochana kobiete, dla ktorej jest on ważny.

              Jak wspomniałam - on już wie, że ślub niczego nie zmienia na lepsze,
              a "w razie wojny" może powodować dodatkowe problemy. Chociaż może
              macie rację, że jak się kocha, to się zakłada, że wojny nie będzie.
              Myśmy w końcu ten ślub wzięli (przy pewnych oporach z mojej strony)
              i jakoś nie myśleliśmy o tym, że to może "coś utrudnić", bo nikt nie
              brał pod uwagę, że jakieś "coś" mogłoby nastąpić. Ale zakładanie, że
              złe rzeczy przytrafiają się tylko innym, to jednak jest idealizm,
              czyż nie? smile Zwłaszcza, jeśli "taka rzecz" juz nam się przytrafiła.
          • pelagaa Re: Małżeństwo? 08.10.07, 13:30
            > kiedy człowiek już wie, w co się pakuje i że nie będzie lekko,

            Nikt nie obiecywal, ze bedzie lekko. Sadze jednak, ze nieformalne
            zwiazki latwiej sie zrywa bez walki, nawet jesli sa wspolne dzieci.
            Sadze tez, ze jesli sie kogos naprawde kocha i chce sie z nim byc
            NIE BOI sie tego "nic nieznaczacego" aktu.
    • malwina331 Re: Małżeństwo? 08.10.07, 14:03
      Widzicie, oboje wiemy że ślub nie jest gwarancją uczucia, wspólnego
      życia. Oboje przeżyliśmy rozwody. Wiemy że sa małżeństwa bez uczuć i
      wielkie miłości bez papierka. Ale... Dotąd zgadzałam się że jesteśmy
      ze sobą i jest nam dobrze. Czy mamy ślub czy nie. Najważniejsze że
      się kochamy i że dzieciom jest dobrze. Tylko w kontaktach ze światem
      zewnętrznym pojawiały się problemy z okresleniem kim jesteśmy dla
      siebie wzajemnie. Dość irytujące. Kwestie różnych nazwisk itp. Poza
      tym żyjemy jak małżeństwo. Pomyślałam że jednak dobrze byłoby sie
      pobrać. Ułatwiłoby to relacje ze światem zewnętrznym, uporządkowało
      tez widzenie dzieci - bo do nas zwracają się po imieniu. Ale gdy idę
      po pasierba do szkoły albo odbieram go z jakiś imprez - pojawia się
      problem. Wiecie jak idiotycznie brzmi : jestem partnerka ojca ....?!
      Mnie to męczy. Zastanowiłam się tez jak pasierb mówi o mnie swoim
      kolegom - kim jestem? Ciocią przecież nie. Mój syn też tworzy jakieś
      dziwne konstrukcje słowne. To sa takie drobiazgi. Ale źle mi z nimi.
      I źle że nie moge o swoim facecie powiedzieć mąż. Dla mnie poza
      tytulaturą nic się nie zmieni.Nie wyobrażam sobie żebyśmy teraz
      cokolwiek by sie nie stało - odważyli się zburzyć dzieciom ich
      spokojny świat. Oboje przeżyliśmy to raz, nie powtórzymy na pewno
      drugi. Bo dorośli zawsze sobie poradzą. W sumie by ułatwić nam życie
      zaczęłam rozmowę o ślubie. Wydawało mi się to takie oczywiste od
      zawsze, że kiedyś się pobierzemy. A okazało się że to oczywiste
      tylko dla mnie. Że mój partner jednak chce mieć furtkę. Czyli co?
      Nie chodzi o kwestie majątkowe, zawsze można spisać intercyzę. Nie
      ma to dla mnie znaczenia. Oboje zarabiamy mniej więcej tak samo,
      mamy swoje mieszkania, jesteśmy finansowo niezależni.Nie ma innych
      przeszkód by sformalizować nasz związek. A jednak on tego nie chce.
      Czyli coś jest w jego głowie o czym nie pomyślałam. Czego nie wiem.
      Właśnie - chce mieć jakąś furtkę. I to mnie zasmuca.
      • chalsia Re: Małżeństwo? 08.10.07, 14:16
        > przeszkód by sformalizować nasz związek. A jednak on tego nie
        chce.
        > Czyli coś jest w jego głowie o czym nie pomyślałam. Czego nie
        wiem.
        > Właśnie - chce mieć jakąś furtkę. I to mnie zasmuca.

        a może on po prostu nie uważa powodów, które wymieniłaś za
        wystarczające do tego, by wziąć ślub? Może jest takim człowiekiem,
        który nie chce działać z powodów tzw. "bo co ludzie powiedzą ..?" A
        innych argumentów de facto nie masz i sama piszesz, że poza tym
        wszystko jest OK.

        Dla mnie to jest sytuacja porównywalna do mojej - nie chrzciłam
        dziecka, choć jako niewierzącej winno by mi zwisać polanie wodą
        głowy dziecka przez osobę w stule, a rodzinie "zrobiłabym dobrze"
        tym chrztem, no i dziecku w życiu byłoby przeciez łatwiej ...
      • z_lasu Re: Małżeństwo? 08.10.07, 16:03
        "Partnerka ojca" rzeczywiście brzmi idiotycznie, ale nie bardzo
        rozumiem dlaczego nie możecie być po prostu macochą i ojczymem? Ja
        byłam od początku przedstawiana jako macocha, mimo, że nie mieliśmy
        ślubu, ani nawet zamiaru go brać. Czy rzeczywiście w relacjach z
        dziećmi i otoczeniem dzieci ten ślub jest taki istotny? Czy nie
        mając ślubu nie jesteś dla tego dziecka macochą? W sensie relacji
        prawnych z owym dzieckiem ślub i tak nie ma znaczenia (chyba, że
        chcesz wystąpić o opiekę).
        • kubowa Re: Małżeństwo? 08.10.07, 17:45
          ja też uważam, że jeśli to tylko kwestia nomenklatury, to po prostu przyjmijcie
          oboje, że będziecie o sobie trzecim osobom mówić 'żona', 'mąż'. a 'macocha' i
          'ojczym' nie są jakimiś egzotycznymi słowami, żeby nie dało się ich powiedzieć
          np w szkole. mój mąż nie jest oficjalnie ojczymem syna, bo nie ma żadnych praw,
          ale jak idzie do szkoły w jego sprawie, to mówi 'jestem jego ojczymem'. nikt się
          już nie dziwi, nie te czasy (smutne to).
          ale jeśli problem tkwi w czymś innym, to po prostu daj mu trochę czasu, ale nie
          rezygnuj ze swoich planów. jeśli chcesz być jego żoną to staraj się go przekonać
          do tego. może faktycznie potrzebuje trochę czasu, może ma niezłą traumęuncertain
          trzymam kciuki!
      • kicia031 Re: Małżeństwo? 09.10.07, 15:47
        My w kontatach z obcymi mowimy o sobie "zona" i "maz" zeby nie
        komplikowac sprawy wyjasnieniami. W moim srodowisku znajomo-
        zawodowym mowi sie "partner (ka)" i tak mowimy.

        O rolach rodziciels[kich mowuimy macocha / ojczym albo maz matki,
        zona ojca, w zaleznosci od kontekstu.

        Samo nazewnoictwo nie jest chyba dobrym powodem, zeby brac slub. Ale
        zakladam, ze sa tez inne. Dla mnie dobrym powodem jest to, ze
        ukochany czlowiek tego potrzebuje do szczescia...
    • malwina331 Re: Małżeństwo? 10.10.07, 08:42
      Na razie temat przycichł. Odbyliśmy jeszcze jedną rozmowę, na
      spokojnie. On przyznał że nie ma racjonalnych powodów by nie brać
      ślubu ale też uważa że nie ma takowych by go brać. I koniec. Nie
      bardzo wiem co dalej. Jak zacznę naciskać - poczuje się zmuszany i
      na pewno zaprze jak osiołek. Jak nie będę wracać do tematu istnieje
      niebezpieczeństwo że uzna że to był mój kaprys i nie ma sprawy. Ja
      jestem tradycjonalistką. Nie chcę mówić mój mąż, skoro nim nie jest.
      U mnie też mówi się partner/partnerka i w środowisku zawodowym nie
      mam z tym problemu. Irytuje mnie to w relacjach rodzinnych. Poza tym
      mieszkamy z ex na jednym osiedlu, poznaję coraz więcej osób które
      znały NM i EX jako małżeństwo, stykają się z nimi nadal i ... Źle
      też z tym się czuję. NM rozstał się ze swoją żoną z powodu zdrady i
      jej następstw. Ale oczywiście jak każdy facet - wstydził się do tego
      przyznać i nikomu nie mówił o prawdziwych powodach rozstania. W
      efekcie pozwolił mówić o tym Exi a ta co oczywiste rozpowszechniała
      opinie które uznała za korzystne dla niej. Długi czas to była
      różnica charakterów. A gdy ja się pojawiłam, mimo że sporo po ich
      rozstaniu, a potem nasze wspólne dziecko - opowiada że rozstali się
      ale jak przemyslała to chciała ratować małzeństwo ale ja się
      pojawiłam i ona biedna już nic zrobić nie mogła. Dochodzą do mnie
      takie teksty - nie ma w tym ani słowa prawdy no ale takie plotki
      rozsiewa EX. Wszystko dlatego że mężczyzna jej życia dla którego
      rozwaliła rodzinę - poszedł w siną dal. A że dyskretna była,
      spotykali się w hotelach, może o nim nie wspominać. Dotąd mi to
      zwisało. Ale moje dziecko wkracza w wiek szkolny, jego koledzy są z
      osiedla, matki znają ex i... Kurcze, może to głupie ale wolałabym
      być żoną niż konkubiną. Znam swojego chłopa - jak się zaprze nie ma
      szans. To on musi podjąć decyzję i koniec. O głupie firanki i
      zasłonki które dla mnie "robią " nastrój w domu walczyłam 6 miesięcy
      i udało mi się tylko częściowo sad No ale kocham tego osiołka, jest
      dobrym facetem. Jestem z nim szcześliwa i czuję się bezpiecznie.
      Jest mi przykro i boli mnie że tak postawił sprawę, ale w sumie nie
      jest to kwestia życia czy śmierci. Może kiedyś zrozumie jak mi źle z
      tym i ... A jak nie, trudno. W konkubinacie też można żyć smile
      • chalsia Re: Małżeństwo? 10.10.07, 10:57
        no to rzeczywiście nie ma racjonalnych powodów do slubu, bowiem
        Twoje powody wynikają z Twoich uprzedzeń.
        Wydaje mi się, że mniejsze potencjalnie szkody dla związku spowoduje
        to, że się zmusisz do mówienia o nim "mąż" bez ślubu, niz jak on się
        zmusi do ślubu.
        • malwina331 Re: Małżeństwo? 10.10.07, 11:55
          Moje uprzedzenia są dla mnie ważne smile Nikt mojego osiołka do ślubu
          nie zmusi. Jak będzie sam chciał - to tak. ALe nie ma siły do czegos
          go przekonać do czego przekonania nie ma. To takie... męskie. Takie
          życie. Nie będę o nim mówić mąż, dopóki mężem nie będzie. Pozostanę
          przy partnerze.
          • burza4 Re: Małżeństwo? 10.10.07, 22:33
            Dla mnie ślub jest naturalną konsekwencją bycia razem, kolejnym
            etapem rozwoju dobrego związku. Nie trafia do mnie argument o złych
            doświadczeniach. I ja i mój obecny - takowe mieliśmy, dla nas obojga
            to drugie małżeństwo. Może nawet on miał gorsze - a jednak ślub był
            dla niego czymś oczywistym.

            nie wyobrażam sobie posiadania dzieci z kimś, kto mi do końca nie
            ufa, kto do końca nie wierzy w ten związek. Chcę tworzyć rodzinę, a
            nie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Pomijam już względy
            techniczne, organizacyjne. To nie jest sprawiedliwy układ dla
            kobiety.

            jakie są racjonalne powody do jego braku ślubu, tym bardziej jeśli
            się układa? albo ma się przekonanie, że się chce z kimś spędzić
            resztę życia albo nie. Proste jak budowa cepa.
            • malwina331 Re: Małżeństwo? 11.10.07, 08:18
              No właśnie... Dobrze powiedziane. Pewnie to dla mnie też jest tak
              oczywiste a że dla niego nie - to wynajduję tysiace innych powodów :-
              ( Boo ja też tak czuję. Że tak powinno być. No ale to ja czuję sad
            • ataner30 Re: Małżeństwo? 11.10.07, 11:43
              > To nie jest sprawiedliwy układ dla kobiety.

              Burza mozesz to rozwinac? Dlaczego niesprawiedliwy? I dlaczego dla kobiety?
              • burza4 Re: Małżeństwo? 13.10.07, 13:38
                bo kobieta ponosi konsekwencje układu wygodnego przede wszystkim dla
                faceta. Ona ma dziecko = nie zarabia jakiś czas, daje z siebie
                inwestując w rodzinę, bezzwrotnie, bo facet zachowuje pełną swobodę
                i nic nie musi. Nie musi się dzielić w razie rozstania (a siłą
                rzeczy skoro ona rodzi dziecko, ma mniejszy dorobek), nie ma
                zobowiązań względem niej.

                są tacy, którzy nie oglądają się na kwestie finansowe, ale śmiem
                sądzić że w mniejszości - moja kumpela jest z facetem, który np.
                inwestuje w jej mieszkanie, ale on akurat chce się żenić, to ona ma
                oporysmile

                zazwyczaj jeśli facet nie chce ślubu, to i chucha na zimne w
                kwestiach finansowych, wszystko pod siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka