Dodaj do ulubionych

Rozwód...i co dalej

07.10.07, 12:17
Właśnie..tyle tutaj wiadomości technicznych, alimenty, adwokat, podział
majatku, zachwyty nad odzyskaną wolnością...strach przed samotnością...
Ja się zastanawiam, co zrobiłam źle i dlaczego...
Mój ex był winien, ale dlaczego go wybrałam, dlaczego wpakowałam się w ten
toksyczny zwiążek?
To bardzo ważne...muszę uświadomić to sobie, by nie było powtórki z rozrywki...
Obserwuję moich znajomych, przyjaciół, oni po rozwodzie zachowują się jakby
znaleźli się na karuzeli, z której boją się zeskoczyć.
Ciagle te same błędy, ciągłe rozmienianie zycia na drobne...
Obserwuj wątek
    • milkachocolate Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 12:23
      ja tez się boję co dalej i nie wiem . nie winię męża za rozpad naszego
      małżenstwa wina zawsze lezy pośrodku. nie wiem jakie błędy popelnilismy za malo
      rozmawialismy ? za mlodzi bylismy? nie śmialismy się razem nie wygłupialiśmy się
      ? nie wiem co bylo źle, nie wiem czy kiedykolwiek znajde odpowiedź na to
      pytanie. Może życie pokaże co nie tak robilsmy dlaczego przestalismy sznanowac
      siebie swoją odrębność swoje uczucia . mam nadzieje że obie znajdziemy
      odpowiedzi na nasze pytania i pozwoli nam to spokojnie i radośnie zyc dalej smile
      • pan_pepe Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 12:43
        A może szukanie odpowiedzi na tak ciężkie pytania może tylko
        bardziej rozhuśtać Wasze życie? Łatwo się pisze, ale od razu się
        przyznam, że sam to robię zadając sobie szybko pytanie: po co? Nawet
        jeśli popełniliśmy jakieś błędy to życie już nas ukarało. Nie ma co
        szukać odszkodowania za to, że ewentualnie się pomyliło. Grzebaniem
        w przeszłości, nawet tej niedalekiej szukamy rozliczenia, mając
        nadzieję, że uda nam się zrzucić winę na drugą osobę. Nic bardziej
        zgubnego. Inteligentni ludzi obwiniają najpierw siebie, głupcy
        najczęściej nic nie widzą i obwiniają cały świat za swoją klęska.
        Oni żyją dalej z uśmiechem niewinności, a my się dołujemy.
        • milkachocolate Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 12:57
          przeciez napisalam ze nie winię nikogo sami jestesmy sobie winni tego ze za
          tydzien spotkamy sie na sali . ludzie i ich wypowiedzi na tym forum pozwolili mi
          zrozumiec , ze moje zycie toczy sie dalej juz bez niego bez wspomnien i to czy
          pozwole sobie na zatruwanie kazdego dnia wspomnieniami pytaniami co by bylo
          gdyby - zalezy tylko odemnie . nie zamierzam rowniez zatruwac zycia jemu , zycze
          mu jak najlepiej sobie rowniez i naszemu synowi aby umial sie odnależć w tym co
          mu zrobilismy sad pozdrawiam cieplusio smile
        • m_niczka Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:01
          Myślę sobie, że pytania zadawać należy, a że czasami trudno znaleźć
          na nie odpowiedź, a czasami nie znajduje jej się wcale, to zupełanie
          inna sprawa. Takie refleksyjne podejście, mimo, że czasem boli
          bardzo, pozwala na uniknięcie błędów w przyszłości i bynajmniej nie
          chodzi tu o zrzucenie odpowiedzialności na partnera... a błędy i tak
          pewnie będę popełniać, mam tylko nadzieję, że już inne i jak
          najmniej...Inna sprawa, że nie należy "utkwić" i zatracić się w
          przeszłości, to uniemożliwia zrobienie kroku do przodu.
        • serganda Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:06
          nie chcę nikogo dołować...ktos powiedział,że uczymy się na błędach..
          Chcę wyciagnąć wnioski, wsadzić do skrzynki i wyrzucić do morza, ale muszę
          wiedzieć dlaczego...już chyba wiem...powiem wam, jak dyskusja się rozwinie.
          Nie jestem już najmłodsza, zachowałam młodzieńczość w wyglądzie i sposobie
          bycia, ale nie jestem już spontaniczna, potrzebuję czasu na poznanie drugiego
          człowieka i jeżeli czuję nacisk uciekam...
          • pan_pepe Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:18
            Wg mnie reagujesz zupełnie normalnie jako osoba stojąca na takim
            zakręcie życiowym. Tylko dlaczego chcesz wyrzucić te wnioski?. Może
            Ci się przydadzą i pomogą ostrożniej kształtować Tobie przyszłość.
            Ja ze Soimi dołkami i pytaniami wylądowałem u psychiatry. Niestety
            jest to męski szowinista i radzi mi to co chcę usłyszeć. Lepszy
            cwaniak...Ale jedną rzecz powiedział dość mądrze: Piotr nie szukaj
            zemsty, nie żyj jej życiem, zadbaj o siebie bo mimo wielu przyjaciół
            zostałeś sam. Popłacz jeśli potrzebujesz, ale potem otrzyj łzy
            izadaj sobie pytanie: po co? Przecież ona nie jest tego warta.
    • crazyrabbit Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:08
      > Ja się zastanawiam, co zrobiłam źle i dlaczego...
      > Mój ex był winien, ale dlaczego go wybrałam, dlaczego wpakowałam
      się w ten
      > toksyczny zwiążek?
      > To bardzo ważne...muszę uświadomić to sobie, by nie było powtórki
      z rozrywki...

      A może nie zastanawiaj się? Spróbuj oddzielić to co było , od tego
      co jest.
      Jeżeli zwiążesz się z kimś nowym , to nie będzie on przecież takim
      samym człowiekiem jak twój ex! Każdy związek jest inny , każdy
      człowiek jest inny i nie można wtłaczać tego w ramy starego i
      zniszczonego obrazu.

      Wiem o czym mówię , sama też mam różne "schizy" po nieudanym
      małżeństwie i jakiś tam życiowych pomyłkach.
      Ciężko wchodzi się w nowy związek z bagażem kiepskich doświadczeń ,
      ale to wszystko jest NOWE I INNE. Daję się ponieść fali , chociaż
      czasem mnie dopada jakieś koszmarne czarnowidztwo...
    • nemezis_nike Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:09
      zrób coś dla siebie. Jakies kursy, basen, zakupy. Cokolwiek.
    • marcin-z-lasu Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:11
      Wina ZAWSZE jest po obu stronach. I zwykle kolejne związki są podobne, to błędne koło, które ciężko przerwać. A odpowiedzi na pytanie dlaczego, należy szukać w dzieciństwie.
    • serganda Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:17
      Wiem od czego zacznę nowe zycie, od przyjażni...jeżeli się ona sprawdzi,
      wszystko inne zagra...
      Tak, jeżeli juz zacznę znowu mysleć o kimś powazniej, spróbuję poznać jego
      rodzinę, jego dzieciństwo...
      Niestety, moje dzieci miały powrórkę z dzieciństwa mojego ex, nie byłam w stanie
      ich uchronić...ale spotkały partnerów z nietoksycznych rodzin...mam nadzieję,że
      to u nich wygra...ta dobra strona
      • pan_pepe Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:28
        Ja też tak próbuje, ale już mam jedną porażkę. Wprawdzie drobną, ale
        to zawsze kolejna, która lekko nadszarpuję wiarę w to, że jest dla
        mnie odpowiedni partnera na tym padole. Człowiek żyjący z żalem ma
        tendencje do generalizowania wszystkiego co złe, a od tego miejsca
        do dołka to już blisko. Sądzę, że nie można zbyt szybko emocjonować
        się drugim człowiekiem, bo tkwi w nas zbyt ogromna potrzeba
        szybkiego poznania kogoś kto przysłoni ból, a najlepiej dostarczy
        nam szczęścia swoją obecnością. W takim amoku możemy wpaść z deszczu
        pod Niagarę. Na razie odpuszczam... Może życie coś sprowokuje.
        • serganda Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:44
          To nie moje doświadczenia, ale moich znajomych...tak silne poczucie samotności,
          że wierzy się w każda bajkę...chwila odlotu a potem jeszcze głębszy dołek...
          Trzeba nuczyć się na nowo lubić samego siebie, zaakceptować, cenic samotność i
          uzywac jej.
          Szczególnie, gdy były partner próbował zniszczyć wszystko, łacznie z
          osobowością, wpoić poczucie winy.
          Uczę się tego i coraz lepiej mi to wychodzi, a mam co nadrabiać...
      • marcin-z-lasu Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:41
        serganda napisała:
        > Tak, jeżeli juz zacznę znowu mysleć o kimś powazniej, spróbuję
        > poznać jego rodzinę, jego dzieciństwo...

        Może najpierw warto poznać własne (dzieciństwo)?
        • serganda Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 13:53
          Miałam cudowne dzieciństwo, wiedziałam,że inne dzieci mają gorzej, ale w pełni
          sobie tego nie uświadamiałam.
          Moi rodzice się kochali i przezyli razem 50 lat.
          Nikt jednak, o co mam żal do rodziców, nie ostrzegł mnie przed tym,ze cos
          takiego istnieje, jak toksyczna rodzina i ma ona tak duży wpływ na życie.
          Teraz czasy sa inne, nłodzi maja szansę poznać się przed ślubem, dużo więcej się
          o tym mówi, pisze.
          Nie ostrzeże to przed wszystkimi błędami, bo "" miłość" bywa ślepa...ale jak to
          się stanie z jedną osobą, to juz sukces.
          • serganda Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 14:01
            miaałam na mysli "nie uchroni"...
          • pan_pepe Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 14:02
            serganda napisała:

            > Miałam cudowne dzieciństwo, wiedziałam,że inne dzieci mają gorzej,
            ale w pełni
            > sobie tego nie uświadamiałam.
            > Moi rodzice się kochali i przezyli razem 50 lat.
            > Nikt jednak, o co mam żal do rodziców, nie ostrzegł mnie przed
            tym,ze cos
            > takiego istnieje, jak toksyczna rodzina i ma ona tak duży wpływ na
            życie.
            > Teraz czasy sa inne, nłodzi maja szansę poznać się przed ślubem,
            dużo więcej si
            > ę
            > o tym mówi, pisze.
            > Nie ostrzeże to przed wszystkimi błędami, bo "" miłość" bywa
            ślepa...ale jak to
            > się stanie z jedną osobą, to juz sukces.

            Z tymi młodymi nie jest tak pięknie. Podlegają innym
            niebezpieczeństwom, które powodują, że popełniają gorsze błędy od
            naszych. Mam syna 17 lat z którym ostatnio łapię co raz lepszy
            kontakt jak facet z facetem (dotychczas było różnie). Dzieje sie to
            dlatego, że mamy podobne problemy: ja rozwodzę się z jego matką, a
            on przezywa rozterki z dziewczyną, z którą chodzi od trzech lat.
            Mimo, że widzę tam mnóstwo toksyny, mimo, że pokazuję jak kumplowi
            przykład naszego nieudanego zwiąku to on uparcie brnie do podobnego
            jak ja zmarnowania sobie czasu i życia w dużym stopniu. Chyba w
            sferze uczuć każdy musi doświadczyć na własnej skórze, żeby potem
            stać się dopiero chłodno kalkulującym "terminatorem". Nie pochwalam
            tego. Wolę związek oparty na miłości i szczerości, kiedy motyle w
            brzuchu podpowiadają co robić. Mimo, że tak powstał mój związek,
            który się zawalił to nadal chyba tak myślę. Pewnie z czasem nabiorę
            dystansu.

    • serganda Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 14:29
      Rozmowa nasza rozwija się w innym kirunku, niz poczatkowo myslałam.
      Mam pytanie, czy znajomi, którzy wiedzą o waszym rozwodzie, z "butami " włażą
      wam do zycia?
      Rozumie przez to.."znajdz sobie kogoś, nie możesz być sama, nie wiesz co
      tracisz, tylu facetów chciałoby się z tobą przespać, marnujesz się, jesteś taka
      ładna, a za chwilę obudzisz się stara i będziesz żałować", itp. itd.
      Boję sie spotkań z mężczyznami, bo mam wrażenie,z nic poza seksem nie widzą...
      Nie jestem z tych, co o tym zapomniały, wręcz przeciwnie, ale nie będę tego
      robić z byle kim i byle gdzie...
      • z_mazur Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 18:09
        > Boję sie spotkań z mężczyznami, bo mam wrażenie,z nic poza seksem nie widzą...
        > Nie jestem z tych, co o tym zapomniały, wręcz przeciwnie, ale nie będę tego
        > robić z byle kim i byle gdzie...

        No to widzisz większośc facetów podchodzi do tego podobnie. smile

        A Ty nie oglądaj się na znajomych tylko rób to co czujesz, że dla Ciebie jest dobre. Chociaż z drugiej strony jeśli wszyscy w koło mówią to samo, to może coś w tym jest... wink
      • pan_pepe Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 19:20
        Mam to szczęście, że moi znajomi ważą słowa i oceny. Choćby nie wiem
        co powiedzieli i tak bym zrobił co to uważam za słuszne i godne. W
        takim dołku łatwo się pogubić i zrobić coś czego będzie się
        sromotnie żałować. Podejrzewam, że w przypadku mojej byłej jest
        zupełnie odwrotnie i ona teraz "korzysta z życia", któremu
        przyglądają się nasze dzieci. Ale to nadal dla mnie powód
        desperackiego poszukiwania drugiej połowy bo niby to pomoże. Wolę
        połkać do poduszki, zamknąć się na całą niedzielę jak dziś, bądż
        wyjeżdżać z miasta. Znajomi a szczególnie wspólni w tej sytuacji
        mogą tylko zaszkodzić. To pewne.
        • pan_pepe Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 19:23
          Ale to nadal nie jest dla mnie powód
          desperackiego poszukiwania drugiej połowy bo niby to pomoże.(mała
          korekta tego zdania)
        • serganda Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 20:19
          Nikt z nas nie jest skazany do zostania samotnym do końca.
          Pewnego dnia zapragniemy wyj?c ze skorupy i spotkać tš bardziej
          wła?ciwš, niz poprzednio, osobę. Tylko trzeba rozliczyć się z
          przeszł?ciš i wiedzieć już co jest ważne w budowaniu nowego zwišzku.
          Własnie to miałam na mysli rozpoczynajšc ten wštek.
          Osoby, które tak oscentacyjnie demonstryja swojš wolno?ć albo nie
          dojrzały do zwišzku, albo cos bardzo chcš ukryć lub zademonstrować.
          Albo sami spapralismy sobie i innym zycie, albo mieli?my pecha
          trafić na takiego partnera, albo było to cos pomiędzy.
          Poczatkowo bylam przerażona, teraz oswoiłam samotno?ć i mozolnie jš
          wypełniam, własnie przed chwilš skończyłam rozmawiać z moimi
          amerykańskimi przyjaciółmi ( uczę się języków).
          • pan_pepe Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 21:00
            Najważniejsze, żeby Przyjaciele byli przez duże P i nie przypominali
            o wspólnej przeszłości z ex. Czasami wydaje mi się, że to im powinno
            się przysięgać "na dobre i na złe". Ja mam tylko jednego...Niestety
            też rozwodnik. Ale gdy się zaprzyjaźniliśmy to nim nie był.
    • nangaparbat3 Re: Rozwód...i co dalej 07.10.07, 21:10
      Rózni ludzie róznie przezywają.
      Nie szukam winy, ani w sobie, ani w exie, uwazam, ze oboje bardzo sie
      staralismy, ale nam nie wyszlo.
      Mniej więcej wiem, dlaczego - ale dopuszczam myśl, ze to tylko moje fantazje i
      racjonalizacje.
      Kiedy powiedziałam mamie, ze maz sie wyprowadzil, usłyszałam: Lepiej teraz niz
      później, bo moze sobie jeszcze ulozysz zycie.
      - Wlaśnie je sobie ulozyłam - .
      Ja akurat nie mialam problemow z oswojeniem samotnosci, wprost przeciwnie,
      odczułam bardzo silnie radość odzyskanej wolnosci, swobody decydowania o sobie i
      swoim zyciu.
      Ani przez chwile nie zalowałam, ze wyszlam za exa, ale tez nie żaluję (i nie
      żalowalam), ze sie rozstalismy.
      Doceniam samodzielność i ciesze sie nią. Jeśli zechcę sie z kimś związać, to
      bedzie to ktoś, dla kogo bedę gotowa POSWIECIC część mojej wolności. To nie
      znaczy, ze oczekuje ideału, absolutnie nie. Ale tej częsci wolnosci musi być wart smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka