Dodaj do ulubionych

choroba psych. jako powód rozwodu

03.11.07, 17:01
tak sobie piszę, bo mnie ta dyskusja do mojego posta o rozstaniu (ten post też
część forumowiczów wzięła za podśmiechujki smile), ale mniejsza, ciężko jest taką
sprawę wyjaśnić komuś, kto nie miał - na szczęście - podobnych problemów)

wiecie co, rok temu pewnie też bym wzruszyła ramionami
trafiłaś na psychola? no to niech idzie do lekarza
1. ciężko jest kogoś zmusić, przekonać, do pójścia do lekarza
to jest punkt jeden i on jest już bardzo ważny
bez lekarza nie ma ozdrowienia, a i ono jest niepewne

bo to ja byłam u psychiatry i opowiedziałam, co i jak i nie mogę nigdzie
oficjalnie twierdzić, że mam męża-paranoika, ale psychiatra daje mi 99%
pewności, bo do 100% potrzebna jest rozmowa z chorym i badanie neurologiczne
ale mój mąż, jak wiele innych chorych psychicznie osób, nie chce iść do lekarza
myślicie, że pomaga argumentacja: a jeśli ja się mylę (bo ja oczywiście mówię
tylko o tym, co czytałam w necie i podręcznikach do psychiatrii), to ja pójdę
do lekarza, więc w czym problem?

facet raz chce, a raz nie chce, od trzech tygodni oficjalnie chce, no ale
kurcze jeszcze tam nie dotarł po skierowanie
a lekarz ma praktykę w tym samym domu, w którym mieszkamy
co za pech!

nie wiem, może jestem niesprawiedliwa, ale ponieważ słyszałam o tysiącach
takich historii, mam wrażenie, że chory psych. wie, co jest grane i tak
terroryzuje
pójdę albo nie pójdę, a ty się męcz
bo dopóki się z psychicznie chorym jest, to on ma kontrolę nad sytuacją

poza tym pierwsze słowa lekarza po jego diagnozie na odległość były ą niech
się pani zastanowi, czy warto kontynuować związek
normalnie myślałam, że facet przesadza, bo co to jest ta paranoja?

z tym że każda choroba psychiczna ma swoje warianty(hehe), a o szczegółach nie
ma sensu pisać, bo każdy przypadek jest inny
i te warianty w życiu codziennym wykańczają, psują humor, trują duszę i ciało

więc ludzie nie piszcie, że to się da wyleczyć
bo się nie da nawet tak łatwo iść do lekarza!
ani że to podli egoiści, co uciekają od wariata
jak się tak męczyłam, co dalej, to się mnie koleżanka zapytała - a czy jesteś
pewna, że on by ci okazał tyle cierpliwości?

i to by było na tyle


PS Tyle że mój paranoik, od kiedy kombinuję nad odejściem i truję otoczenie
żalami nad losem to jak baranek jest, jakbym innego męża dostała w supermarkecie
ale to pewnie cisza przed burzą!
Obserwuj wątek
    • a.niech.to Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 17:34
      Szkoda, że nie masz schizofrenika; miałabyś dwa w jednym, czyli męża
      i kochanka.
      • z_mazur Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 18:19

      • z_mazur Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 18:19

      • z_mazur Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 18:19

        • z_mazur Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 18:22
          Sorry coś mnie się z klawiaturą pokręciło. smile

          A.niech.to komentarz może i zabawny, ale dla autorki chyba jednak mało śmieszny. Ja jej współczuję. Nie chciałbym mieć takich dylematów.
    • kasper254 Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 18:41
      Składnia, frazeologia, interpunkcja, artykulacja enumeracji bez sensu - to
      wszystko świadczy, że masz problemy z sobą. Jeśli jednak już otrzymujesz
      współczujące głosy (z_mazur) - to wszystko przestaje być śmieszne, ale staje
      się żałosne.
      Jeśli jest prawdą, co piszesz (ale dalej nie wierzę, podejrzewam, że to
      prowokacja), to przestań natychmiast. Naruszyłaś wszelkie normy moralne
      ("psychol", "paranoik" itd.), ale także w tym komunikacie - normy prawa
      karnego (przeczytaj sobie rozdz. XXVII - nie będę Ci ułatwiał, o jakie
      przepisy chodzi - oraz część ogólną kodeksu karnego. Za to, co teraz
      napisałaś, krótko mówiąc, grozi po prostu odpowiedzialność karna.
      Jeśli jest prawdą, że tak, jak piszesz, powiedział Ci psychiatra - może
      odpowiadać przed swoimi organami dyscyplinarnymi.
      Jeśli jest prawdą, co piszesz, a ja dalej nie wierzę, to tylko współczuć
      takiej żony, takiego "partnera". Być może mamy tutaj do czynienia z "układem"
      (Ty i psychiatra), a więc może włączy się Kaczyński i CBA? Sądzę, że dalsza z
      Tobą dyskusja to naigrywanie się z człowieka, który, być może leży, z Twojego
      męża.
      • ala0503 Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 18:53
        zbyt łatwo oceniasz ludzi
        • i33 Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 19:59
          uważaj bo ci zajedzie paragrafem i wsadzi do pudła ---za ------------
          -----------------------POLITYCZNĄ PROWOKACJE-------------bo
          przecież życie z chorym psychicznie ociera się o Kaczynskiego, DAWNĄ
          sb i HWDP....
          pracowałam jako opiekunka środowiskowa i miałam do czynienia z
          agresywnym zboczonu\ym staruszkiem do którego musiałam przez okno
          wchodzić dostałam po pysku i byłam brana przez spodnie od tyłu....
          pominmy moje działania
          2 przypadek------tego faceta b. polubiłam iżżyłam się z nim umierał
          mi na rekach i cieszyłam się że to ja go" odprowadzałam"---depresja
          [tylko]zaburzenia afektu dość duże[tylko]000ale tylko dlatedgo można
          było cokolwiek przy nim zrobić że zżerał go rak i był lezacy
          wcześniej robił takie rzeczy że niejeden lekarz nie przypisałby tego
          takim jednostkom chorobowym, ludzie bali się mieszkać---bo nie
          wiedzieli czy którejś nocy nie wybije szyb albo nie spłoną---
          w obu przypadkach....
          niejeden wykonczył zanim wzieli go na leczenie,
          wzystko zależy jaka to choroba jak można z nią funkcjonować
          czy taki człowiek może zagrażać zdrowiu innych
          to nie tak łatwo stwierdzić---wiem bo w tym siedziałam
          nikt nie ma prawa kazać mężowi żonie dać się wykończyć człowiekowi
          choremu psychicznie!!!
          nie sugeruje żadnego rozwodu ani nic podobnego--podzieliłam się
          tylko własnymi przeżyciami
        • wania46 Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 20:01
          Malzenstwo z psychicznie chorym to nie jest malzenstwo,a o tworzeniu rodziny nie
          wspomne- corka schizofrenika
      • i33 Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 20:09
        taki z ciebie grafolog?
        najwięksi psychopaci----miewali wysoki poziom IQ---nie emocjonalnej
        oczywiście, ale tą bada się od niedawna,
        -jeśli zas ty wyrokujesz tylko z pisowni ---nie chciałabym trafić do
        takiego lekarza!!! robisz to samo co rzekomy psychiatra owej żonie o
        mężu---a ciebie tak bulwersuje
        ...
        -stres zwykła depresja spowodowana traumą ciężkim życiem---może
        powodować ogromne zmiany w pisowni---nie tylko dewiacja

        pierwszy raz słysze żeby ORTOGRAFIA ŚWIADCZYŁA O CZŁOWIEKU
        -do oceny b.adekwatne jest pismo odręczne!
        i na koniec-----NIC SOBIE NIE BEDE ROBIĆ Z OCENY MOJEJ WYPOWIEDZI...
        pozdrawiam serdecznie
        • i33 Re: choroba psych. jako powód rozwodu 03.11.07, 20:12
          oczywiście pop wypowiedz do Mr. KASPER była
          • meliot Re: choroba psych. jako powód rozwodu 05.11.07, 08:42
            to prawda, że każdy przypadek choroby psychicznej należy rozpatrywać osobno -
            nie można niczego generalizować! nawet jeśli chorzy mają podobne objawy mogą
            inaczej reagować na środowisko zewnętrzne, znajomych, rodzinę! jeżeli chodzi o
            małżeństwo z taką osobą to rzecz też nie jest taka prosta! miłość już tutaj nie
            wystarczy, rzadko zdarza się miłość bezwarunkowa, poświęcona całkowicie drugiej
            osobie - a takiej miłości wymaga stworzenie rodziny z chorym psychicznie! mnie
            się nie udało..unieważniłam swoje małżeństwo
        • z_mazur Ech dziewczyny, nie przesadzajcie 03.11.07, 20:13
          Przecież zdaniem kaspra nikt nie zajmie się lepiej kilkuletnim dzieckiem niż chory na chorobę afektywną dwubiegunową w fazie maniakalnej, albo depresyjnej, albo jeszcze lepiej schizofrenik. Przecież ważne, żeby dziecko miało rodzinę i małżonkowie byli razem. To jest przecież najwazniejsze, każda inna opcja jest zła.

          smile)))
          • i33 Re:z mazur 03.11.07, 20:25
            dlatego też w sadach zapadają takie wyroki---że psychpoacie daje się
            dziecko pod stałą opiekę,,bo świtnie się kamufluje, a wykończona i
            fizycznie i psychicznie kobieta plątała słowa na rozprawie,
            autentyczne

            a ksiądz proboszcz pogłaszcze po głowie[przynajmniej mój]--taką
            która bedzie krzyż do końca nosić z takim
            a że on go nienosi to nieważne

            powiem jeszcze---znam taką która poroniła 2 razy---takie miał jazdy
            chory mężuś, na szczęście zdążyła odejść i urodzić 1 z innym....


            • ala0503 Re:z mazur 03.11.07, 21:31
              Nikt nie wie jakie dramaty dzieją sie w czterech ścianach. Dla mnie pierwsze
              zderzenie z chorobą męża było wielkim szokiem. Mądry, młody i inteligentny
              człowiek nagle zaczyna mówić, że jest prześladowany, że śledzą go rożni ludzie,
              nie mogłam z nim rozmawiać w domu bo mieliśmy podsłuch. Zwalniał się z pracy,
              ponieważ uważał, że to właśnie tam znajduję się cały mózg szajki, która go
              prześladuje. ja oczywiście współpracowałam razem z nimi, byłam w stałym
              kontakcie z psychologami, którzy kierowali co i jak mam robić i mówić. Przeszłam
              przez okres kiedy zaczęło mnie to śmieszyć, ale kiedy zorientowałam się, że
              zaczęłam wierzyć w te jego paranoje to pojawił się strach. Kiedyś się pociął bo
              nie "chciałam " mu powiedzieć dlaczego jest prześladowany. Innym razem miał się
              wieszać albo truć. Więc Kasprze zanim spalisz mnie na stosie spróbuj wytłumaczyć
              mi jak można stworzyć normalny dom z człowiekiem, którego się boisz?
              • kasper254 Re:z mazur 03.11.07, 21:53
                Wiem coś na temat dramatów - sporo w życiu przeszedłem. Piszesz normalnie, bez
                obrażania, poniżania partnera itd. W Twoich słowach (inaczej w tamtym poście)
                nie ma w ogóle naruszenia ustawowych znamion czynu zabronionego. Działania
                zewnętrzne - słowa i zdarzenia -postrzegane zmysłami - ujmujesz poza działaniem
                norm prawa karnego. Więcej powiem, a jestem w pewnej mierze fachowcem od
                jakichś-tam rzeczy - swoja wypowiedzią w najmniejszym stopniu nie uchybiłaś
                żadnym normom moralnym czy obyczajowym.Nie piszesz więc nic złego. Szanuję Cię
                w związku z taką wypowiedzią.
                Pod stos więc też nie podlegasz (pomijając mój szacunek, bo on nie ma nic
                do rzeczy). Natomiast jeśli pytasz, jak tworzyć normalny dom z człowiekiem,
                którego się boisz, odpowiadam - miłością. Jeśli wyczerpiesz wszystkie środki,
                jeśli nic już nie zostanie poza spaloną ziemią- będziesz uczciwa. Pomyśl - kim
                ten człowiek może być bez Ciebie? Matka Teresa od około 10 lat przed śmiercią
                nie wierzyła w Boga - mimo tego żyła tak, jakby on był. Nie jestem religijny,
                ale wierzę w człowieka, w jego poświęcenie dla drugiego człowieka. Współczuję
                Ci, jednak przecież w jakiejś mierze pozostałaś sobą. Jeśli tak, to spróbuj
                stworzyć ten normalny dom, dopóki siebie nie będziesz się bała.
                • ala0503 Re:z mazur 03.11.07, 22:07
                  Mimo wszystko szanuję mojego jeszcze męża. Rozstajemy sie w sposób kulturalny.
                  Złożyłam pozew bez orzekania o winie, nie mam zamiaru wyciągać jego choroby w
                  sądzie. Najważniejsze że odzyskałam spokój, którego potrzebowałyśmy ja i moja
                  córka. Również tego życzę Tobie
                  • dirtydevil dlaczego zatajasz chorobe meza w sadzie? 04.11.07, 19:40
                    w ten sposob mozesz mu pomoc w decyzji o leczeniu sie
                • dirtydevil przykro mi kasprze, ale nie moge z toba dyskutowac 04.11.07, 18:08
                  twoje zarzuty dotycza mojej osoby, problemow ze skladnia (??) - nawet jesli je
                  mam, nie dotycza one sprawy psychicznie chorego meza

                  slowo psychol nie jest najszczeliwszym okresleniem, ale NIE uzylam go w
                  kontekscie okreslenia mojego meza
                  ale dyskusjaz toba, niestety, nie ma sensu
                  nie wiem, co przezyles i malo mnie to interesuje, szczerze piszac
                  tyle ze twoje przezycia maja wplyw na ocene mojej osoby
                  troche smutne

          • dirtydevil sa rzeczywiscie ludzie, ktorzy ponad wszystko 04.11.07, 19:43
            stawiaja rodzine

            niech sie rodzice kloca, bija, byle byli razem dla dobra dziecka

            jako dziecko rozwiedzonych tej tezy nie potwierdzam, a dodam, ze rodzice
            utrzymjuja ze soba kontakty
            chyba lepiej jest zyc w szczesliwej, nawet niepelniej rodzinie
            • a.niech.to Re: sa rzeczywiscie ludzie, ktorzy ponad wszystko 05.11.07, 08:28
              dirtydevil napisała:

              > chyba lepiej jest zyc w szczesliwej, nawet niepelniej rodzinie
              Z całym przekonaniem mogę Twój sąd potwierdzić.
              Normalna niepełna - to może być prawdą. smile
            • i33 Re: sa rzeczywiscie ludzie, ktorzy ponad wszystko 05.11.07, 10:32
              dirtydevil---ja też tak myśle...
              nie dlatego że tak wygodnie---ale właśnie że doświadczając i widząc
              co dzieje się w mojej rodzinie i jaki wpływ "daleki i głeboki"był i
              jest- zachowania rodziców moich wobec siebie....
              to co w dzieciństwie doświadcza się co się "wrzyna" w psychike
              zasiedla w podświadomości----to odtwarza w przyszłości,,,,jak z
              przyciąganiem, dopiero gdy jednmostka problemu iświadomi sobie że ma
              jakieś błedne przekonania wzorce i one żadzą jego życiem i zrobi coś
              z tym---wtedy można powiedzieć jest panem swego życia...
              inna rzecz
              zostawianie innym do opieki chorych psychicznie i nie tylko jest
              nagminne i okrutne------ale nie zawsze jest podyktowane
              egoizmem,bardzo często bliscy nie umieją zając się fachowo lub jako
              jedyni żywiciele nie mają fizycznie możliwości,,,a choroby bywają
              niestety kosztowne
              bardzo czesto też w swojej pracy spotykałam się z zaharowanymi
              fizycznie i psychicznie opiekującymi się---ci ludzie wygladali
              gorzej jak ten chory---wycieńczeni u kresu---a to nie jedyny problem
              do zajęcia---zazwyczaj cała reszta była na ich głowie...
              do opiekowania się kimś trzeba mieć siły!!!---I ŻYWYM TRZEBA BYĆ
              natomiast nie popieram całkowitego uniemożkliwiania widzenia dziecka
              z chorym rodzicem np tym bardziej jeśli jest na tyle duże że można
              mu dużo wytłumaczyć---dzieci też należy uczyć że nie tylko fajne i
              miłe rzeczy są na świecie....
              pozdrawiam


              ale
              • a.niech.to Re: sa rzeczywiscie ludzie, ktorzy ponad wszystko 05.11.07, 10:57
                i33 napisała:

                > dzieci też należy uczyć że nie tylko fajne i
                > miłe rzeczy są na świecie....
                Nie należy przygotowywać ich do rozwiązywania problemów, co do
                których wiemy, że ich zaistnienia ma śladowe prawdopodobieństwo.
                Gybyśmy chcieli zahartować dzieci na wszystkie trudności, jakie
                przyjdzie im pokonywać w życiu, wychowalibyśmy zapewne przerażonego
                pesymistę. Oszczędźmy im przeżyć/doznań całkowicie wychowawczo
                nieprzydatnych, tzn. bardzo mało prawdopodobnych. Ukazujmy raczej
                pozytywy, przecież dzieciom z robitych rodzin i tak grunt osunął się
                pod stopami, więc uczynić go pewniejszym to pierwszoplanowe zadanie.
      • aron95 Re: choroba psych. jako powód rozwodu 04.11.07, 20:10
        kasper z PIS u jesteś
    • plujeczka Re: współczucie 05.11.07, 08:21
      bardzo Ci wspówłczuje, choroby psychiczne w naszym kraju to wciaz
      temat tabu, ludzie tak naprawdę mało o tym wiedzą, powinnaś szukać
      na internecie osób, które tak jak ty maja ten sam problem, bedzie Ci
      po prostu łatwiej napewno znajdziesz bratnia dusze, pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka