Dodaj do ulubionych

Wiem trzeba czasu, tylko ile?

11.11.07, 17:04
Kurcze niby juz nie płaczę. To ja w koncu podjęłam decyzję o rozstaniu
ostatecznym, ale zostałam do tego zmuszona. I najgorsze jest to, że jak sie go
pytam to mówi, że mnie kocha i chce byc ze mną, ale się zmieniłam. Mówi, ale
nic nie robi aby miedzy nami się ułożyło. Boi się powiedzieć, że nie chce mnie
i to boli najbardziej. Że po tylu latach bycia razem nie ma odwagi być szczery
wobec mnie i funduje mi taką jazdę psychiczną. Czy on chce w moich oczach
stracic resztki godnosci? Ale najgorsze jest to, że nawet teraz nie potrafię
przestac go kochać. Musiałam Wam potruć bo mam lepsze i gorsze momenty. Dzis
jest ten gorszy. Ile to potrwa kilka miesiecy, rok? Rozprawę pewnie będziemy
mieć w okolicach Świąt - będzie trudniej sad(
Obserwuj wątek
    • cosmopszczolka Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 11.11.07, 17:42
      Ty go kochasz, on cie kocha no i ....rozwód. Moze powinniście to
      jakoś inaczej jeszcze spróbować rozwiązać. Musisz byc do swojej
      decyzji przekonana, a nie tak ze zostałaś przymuszona.
      • mary171 Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 11.11.07, 18:47
        A co ja mam robić. Męczę się paychicznie. On chyba sam nie wie czego chce. Dałam
        mu 2 tyg. przez weekend nie odzywał się nawet do syna nie zadzwonił. Nie
        pisałam, nie dzwoniłam - dzis przysłał sms "tęsknię za Wami". Tylko k..wa tęskni
        jak jest dalego, ale razem z nami nie potrafi budować związku. Zostałam
        zmuszona, bo ta jazda wyniszcza mnie, a muszę mieć siły dla synka i zabrać się w
        garść. Ta jazda trwa od marca, kiedy dowiedziałam się o zdradzie. Raz kocha,
        potem się nie odzywa i nie jest pewien (ale kocha). Przecież on jest poplątany
        kompletnie. Niech sobie sam poradzi ze sobą. ja już nie mam sił i nie chcę w tym
        dłużej tkwić. Przecież kilku z was też zostało do rozwodu zmuszonych przez
        męża/żonę.
        • sylwiamich Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 11.11.07, 18:56
          Ja też tak miałam...kurwa...i nie potrafię mu wybaczyć że NIGDY nie
          powiedział mi że to koniec...zawsze kochał i wracał....żyć bezemnie
          ni mógł i chudł w oczach.Powinnam napisac że to skur...stwo.Ale
          szkoda mi go.Normalnie szkoda.Cieszę się że mnie juz to nie
          dotyka.BO na dłuższą metę było to nie do wytrzymania.
          • mary171 Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 11.11.07, 19:00
            Więc mnie rozumiesz... Jak się męczę. Dla mnie to proste, jak się kocha to się
            buduje związek, a nie robi to co mój mąż.
        • samaosia Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 11.11.07, 21:10
          Rozwód to ostatecznośc. Może odpocznijcie od siebie trochę (sama nie wierzę w to
          co piszę), dajcie sobie czas na przemyslenia. Albo rozmawiajcie, rozmawiajcie i
          jeszcze raz rozmawiajcie. Moze terapia małzenska?
          Rozwód to ostatni krok, z tego co piszesz jesteście jeszcze daleko od tego
          kroku, tak sądzę. Nie wiem, ja bym jeszcze nie myslała o rozwodzie skoro sie
          oboje kochacie i to deklarujecie.
          • mary171 Samaosiu 11.11.07, 22:12
            czytam twoj wątek. Ja popełniłm ten błąd, ze nie potrafiłam dac mu luzu (może on
            tez nie chciał). I właśnie "walczyłam" a jak pisał Marek to ie moze być walka.
            Czytając Twoje wątki, widzę, ze robiłam podobnie, Nie potrafiłam odpuścić.
            Wszystko wg. tego czego ja chcę. Do niczego to nie doprowadziło. Boli mnie mysl
            o rozstaniu, ale chyba nie mogę inaczej. Seperacja słowna nie zdała egzaminu, bo
            i tak wracaliśmy so siebei, po czym mąż znowu sie oddalał a ja chciałam na siłe
            aby było tak jak kiedyś. Teraz wiem, że nie można. Postawiłam mu warunek (po tym
            co zrobił musiałam, bo do tej pory widział, ze ja cały czas czekam, toleruję i
            wybaczam). jak go nie speni to separacja ( na razie nie rozwód) ale sądowa.
            Nawet teściowa powiedziała, ze mnei podziwia, bo powinnam go juz dawno zostawic.
            A ja głupia nie potrafię. Ale muszę. Boli jak cholera ale naprawdę nic wiecej
            nie zrobię. Jak mamy byc razem to moze kiedyś będziemy, jak nie to lepiej
            rozstac sie teraz niż później.
            • samaosia Re: Samaosiu 11.11.07, 22:25
              sad boże, jakie to smutne wszystko...
              • mary171 Re: Samaosiu 11.11.07, 22:34
                Posłuchaj ludzi z form. Ja też czytałam a i tak robiła wg. siebie. Nadal mam
                ochotę, ale wiem ze już nie mogę. Popełniłam masę błędów, ale on najważniejszy.
                Nie docenił mojego starania się. Teraz (przyznaję wbrew sobie) odpuszczam. Bo
                wiedział, że zawsze będę na jego skinienie, zawsze mu pomogę. Ja tej pomocy nie
                miałam kiedy potrzebowałam najbardziej. Boli, ale czuję jakąś ulgę. Rozumiem
                Cię, że trudno myśleć o sobie, gdy miłość i związek się wali. Ale staram się bo
                nie ma innego wyjścia. Mamy 6 letniego synka, on cierpi bo nie rozumie. Ale mi
                daje siłę. Mój kochany mały szkrab smile
                • samaosia Re: Samaosiu 11.11.07, 22:49
                  Ja bedę walczyć dopóki starczy mi sił. To nie on wszystko spieprzył,
                  spieprzylismy oboje, ba, powiem więcej, bo szklanka grzańca zrobiła swoje,
                  gdybym tylko była inna, gdybym była normalna bylibysmy nadal szczęśliwym
                  małżenstwem, nadal albo w końcu, on nie potrzebował wiele....to jest dobry
                  człowiek, i moim psim obowiązkiem jest walka o naprawienie tego co sie zepsuło,
                  co zepsuło sie z mojej winy. Nie wiem jak to zrobię, ale zrobię to, bo inaczej
                  moje życie nie ma sensu. Nie ma sensu, bo wiem, że mogłam cos zrobić a tego nie
                  zrobiłam w odpowiednim czasie. Wiem, ze on nadal mnie kocha, muszę w to wierzyć,
                  w przeciwnym razie moje życie straciłoby sens. Widzę jak na mnie patrzy, widzę
                  jaki stara sie być pomocny, wiem, że jesli tylko naprawię siebie to uda mi sie
                  go odzyskać, nie bedzie to litośc ani poczucie winy tylko odrodzenie miłosci. Bo
                  jesteśmy dla siebie stworzeni i musimy być razem.


                  A jutro jak wytrzezwieje to przeczytam to i sie rozpłaczę. (czasmai warto nie
                  jesc prawie nic przez 2 tygodnie, bardzo ekonomicznie sie człowiek wtedy upija)
                  • mary171 Re: Samaosiu 11.11.07, 23:01
                    Rozumiem Cię naprawdę. Kryzys w naszym zwiazku też nie był tylko z jego winy. I
                    to, że mnie zdradził. Może jego wina, ale może ja na jego miejscu tez bym tak
                    zrobiła. Ale nie walcz. Sama nie dasz rady. ja nie dałam. Musicie razem walczyć
                    o związek. Ale wiem, do mnie też to nie docierało i myslałam, ze jak mnie kocha
                    i mówi, ze chce być ź z nami i wraca to moja dobroć pomoże. Nie jestem przeciwko
                    Tobie, mam nadzieję, ze Wam się uda, naprawdę. Ale jak czytam twoje posty to
                    widzę siebie wcześniej i teraz też. Ale już tego nie robię. Dałam mężoi sznasę
                    na pokazanie, że mu na nas zależy. Bo ja sama tego związku nie uciagnę i Ty też
                    nie. Ale na to trzeba czasu kochana. mam nadzieję, że Twój mąż bardziej doceni i
                    uszanuje twoje starania niż mój. Naprawdę. Oni chyba też sie pogubili i ja
                    myślałam, że mu pomogę się odnaleźć. Ale nie, sami muszą. Tak uważam z własnego
                    doświadczenia. I nie masz pojęcia jak Cie rozumiem. Przytulam bo wiem jak się
                    czujesz.
                    • samaosia Re: Samaosiu 11.11.07, 23:07
                      Tak bardzo go kocham, tak bardzo za nim tęsknię.
                      On chce isc ze mną na terapię, mimo ze nawet nie wierzy w jej powodzenie. To
                      dobry znak, musi sie udać. Musi!!
                      • a.niech.to Re: Samaosiu 12.11.07, 08:15
                        Nie motywuj się zbyt mocno, bo dotknie Cię paraliż.
                      • z_mazur Re: Samaosiu 12.11.07, 08:22
                        Samaosiu, jednego czego się nauczyłem poprzez ostatnie przejścia, to
                        właśnie tego, że nic nie musi. Ty nic nie musisz, on nic nie musi,
                        wam obojgu też nic się nie musi. Za to jak najbardziej Ty wiele
                        możesz, on wiele może, i wam też może...

                        Im szybciej zdasz sobie z tego sprawę, tym lepiej dla Ciebie.
                      • a.niech.to Re: Samaosiu 12.11.07, 08:58
                        A gdyby Twój małżonek wziął i wyciągnął nogi? Jak zachowałabyś się w
                        tkiej sytuacji? Czy niewątpliwie ogromne cierpienie by Cię
                        biologicznie zabiło? Doznałabyś pomieszania zmysłów, że tylko w
                        kaftanik i przykuć do ściany?
                        Tak mi się nasunęło w związku z pewną lekturą. Pomyśl o tym, gdy się
                        tak bardzo zapierasz, że MUSI.

                  • a.niech.to Re: Samaosiu 12.11.07, 08:14
                    Najlepiej spruj się jak znoszony sweterek i przerób na inny wyrób,
                    MOŻE wtedy będzie zadowolony. Tylko staraj się, żeby nowe było
                    według jego gustu, bo jak nie trafisz, stracisz siebie, a jego i tak
                    nie pozyskasz. Staram się być trochę złośliwa, żebyś otrzeźwiała.
              • a.niech.to Re: Samaosiu 12.11.07, 08:08
                Nie wartościuj. Bierz sprawy takimi jakimi są, po prostu. Oznaczanie
                in plus - in minus Tobie tylko zaszkodzi.
    • cosmopszczolka Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 11.11.07, 23:10
      Juz sama nie wiem co lepsze, usłyszeć nagle, że przestał cie kochać
      i to koniec a czułaś się jedyna i kochana, czy słyszeć dalej kocham
      cie ale czyny świadczą coś innego?!
      • a.niech.to Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 12.11.07, 08:20
        Zawsze najcenniejsza jest prawda, choćby nie wiem jak przykra i
        niewygodna. W oparciu o nią zbudujesz, co zechcesz i co będzie
        realne w Twojej sytuacji. Jeśli wziąć jedno i drugie pod uwagę,
        powinno być dobrze. Piszę "powinno", bo życie niesie różne
        niespodzianki, nie zawsze przyjemne. Ten ma znaczną szansą sobie
        poradzić, kto stoi nogami na twardym gruncie, czyli prawdzie.
        • mary171 Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 12.11.07, 08:25
          Właśnie, tylko ja już nie wiem co jest prawda. Może on sam nie wie.
          Mówi co innego robi co innego. Wczoraj wysłał sms "tęsknię za Wami,
          caluje was". Cholera przeciez sam nie wrócił do domu na weekend.
          Chce przemyśleć sam niech myśli, ale po co te sms - rozkladają mnie.
          • a.niech.to Re: Wiem trzeba czasu, tylko ile? 12.11.07, 09:04
            Zwróć uwagę na czyny. Słowa są bardzo tanim, ogólnodostępnym
            towarem, o czym dobitnie świadczy to Forum i inne. Otwórz oczy i
            patrz tak, żeby widzieć. Daruj sobie interpretacje jego głębi
            psychicznej. Jeśli masz jakąś osobę, którą darzysz zaufaniem,
            zapytaj, jak ona widzi Twoją sytuację. Coby nie powiedziała, będzie
            w tym część prawdy, może nawet samo sedno Twojego problemu.
            • mary171 a.niech.to 12.11.07, 09:16
              Mam przyjaciółka, powiernica moich problemów. Wspierała mnie,
              liczyła, że będzie ok. A teraz pomogła napisac mi pozew o separację
              i uważa, że źle robię dając mu jeszcze dwa tygodnie. On tylko mówi
              nic nie robi, a ja tak z tego nic nie zrozumiem. Nie wiem czy już
              chce to rozumieć - bo i po co. Muszę żyć dla siebie samej i synka.
              Choć łatwo nie będzie, najgorsze mam już chyba za sobą (kilka m0cy
              temu nie wyobrażałam sobie życia bez niego).
              • a.niech.to Re: a.niech.to 12.11.07, 13:13
                mary171 napisała:

                > On tylko mówi
                > nic nie robi, a ja tak z tego nic nie zrozumiem. Nie wiem czy już
                > chce to rozumieć - bo i po co. Muszę żyć dla siebie samej i synka.
                > Choć łatwo nie będzie, najgorsze mam już chyba za sobą (kilka m0cy
                > temu nie wyobrażałam sobie życia bez niego).
                Dobrze, że zdajesz sobie sprawę, co czeka Cię po rozwodzie. Tylko
                niektórym udaje się wskoczyć w sielankę, większość musi zabeczeć
                wielkim głosem. W najtrudniejszych momentach mów sobie: To minie.
                Prosta prawda, lecz bardzo pomaga. Szczęście, że masz przy sobie
                kogoś, na kim możesz się wesprzeć. Minie czas i będzie dobrze.
                • mary171 Re: a.niech.to 12.11.07, 15:02
                  Coś Ty, wiesz ile już się wypłakałam, ile alkoholu wypiłam, aby
                  ukoić ból i zlość. I nie łudzę się, jeszcze sobie popłaczę, tylko
                  czuję sie lepiej i wiem, że to nie potrwa wiecznie. nagorsze, że on
                  znów jakies sms wysyła, że tęskni. Wolałabym aby rozstac sie na
                  chłodno, a nie kocham Cię, ale.... no właśnie. Czytalam Was długo i
                  wiem, że po rozstaniu(w mojej sytuacji na razie separacja) jest
                  życie i nie chcę cały czas płakać w żalu tylko jak najszybciej
                  stanąć na nogi i układać sobie życie.
                  • a.niech.to Re: a.niech.to 12.11.07, 15:40
                    Jak widzę, jesteś odpowiednio wyposażona. Życzę, aby skrobanie się
                    pod górę poszło szybko i sprawnie, że nie da się bezboleśnie, to już
                    sama wiesz.smile
                    • ada9611 Re: a.niech.to 13.11.07, 11:25
                      witam,czy ja sie moge wlaczyc do dyskusji?moja bliska osoba wlasnie
                      to przezywa,i ja wiem ze to boli,i bedzie bolec,ze ona go kocha ,ze
                      czeka na iskierke nadziei ale to na nic ,on nie chce juz byc z nia,i
                      basta,ze dzieci sa to go wali,jest separacja,ale mieszkaja na razie
                      razem osobno spia,serce mi sie kraje ,naprawde ,najmlodsza strasznie
                      to przezywa,pisze listy ,,jeli tatus nie kocha mamy to i nas nie
                      kocha,,czy kiedys bedzie mniej bolec?jesli on dwa tygodnie temu
                      ustalil kwote ile bedzie jej dawal na zycie a teraz juz sie
                      wycofuje,jesli wiem ze on ma kogos na boku a on nic a nic sie nie
                      przyznaje,to ma byc rozwod bez orzekania o winie?ja przepraszam ze
                      zadaje tyle pytan,ale dla mnie to jest srasznie trudne,a co dopiero
                      dla niej.mam nadzieje ze moge tu wiecej pytan zadac.
                      • a.niech.to Re: a.niech.to 13.11.07, 16:06
                        Uporządkuj pytania i załóż nowy wątek.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka