Witajcie!Niezłe forum,prawdę mówiąc widziałam już wiele róznych
tematycznych,ale z tematem wyżej wymienionym się nie spotkałam.Ale
co do mnie...Ojciec odszedł jak miałam 7 l.wcześniej też rzadko
przebywał w domu,więc nie miałam okazji jakoś się do niego
przywiązać.Małżeństwo z moją mamą to był związek na odległość,on
pochodził z drugiego krańca PL i obietnice wspolnego zamieszkania
razem na dłuzszy okres koonczyły sie tylko na obietnicach z jego
strony.W miedzyczasie przyszla rowniez na swiat moja siostra,jego 2
corka.Niewazne,w kazdym badz razie rozstali się.Po rozwodzie byłam u
niego tylko raz,potem o nas zapomniał...Uwierzycie,że przez przeszlo
20 l.nie mial z nami kontaktu?Mama była dumna,nie chciala go prosić
o kontakt,cierpiala samotnie.To tak w skrocie...Bo musialabym dlugo
opisywac moje uczucia przez caly ten czas.I muszę w tym miejscu
oddac oddac hołd mojej rodzinie(mamie,dziadkowi,babci)choc zabrzmi
to pewnie patetycznie,ale starali się jak mogli by zapewnić nam
wsparcie,opiekę itd.Pól roku temu ojciec niespodziewanie się
odezwał,zadzwonił jakby nigdy nic do mamy,numer znalazl w ksiazce
tel,to z tych czasów gdzie były oficjelnie podawane.Zapytał jak się
maja jego corki,miedzy innymi prosił o namiar do mnie.Nigdy nie
przezylam czegosc takiego jak uczucia przed 1 szą rozmową z nim po
tak długim czasie...Nie tłumaczyl się za bardzo,powiedział ze to
rozmowa nie na telefon,ze jak sie spotkamy wyjasnimy sobie
wszystko.Bardziej byl ciekawy co u mnie,chcial fotek,opowiadania mu
o moim obecnym zyciu,pracy itd.Od tamtego czasu mam z nim regularny
kontakt,są maile,telefony,smsy.Ale są to rzeczy bieżace,nie jestem w
stane wykrzyczec mu swojej złosci,zalu,rozgoryczenia trzymanych
przez te wszystkie lata...On nie porusza tego tematu,tlumaczy sie ze
pozniej i ja rowniez nie poruszam.Nie poznaję siebie,wczesniej jak
myslalam o takiej sytuacji ze spotkamy sie jeszcze kiedykolwiek
mialam przygotowany scenariusz powiedzenia mu o wszystkich swoich
żalach itd.Zdobylam sie tylko zeby zadac mu pytanie czemu akurat
teraz się odezwał,mowil o zawale o pobycie w szpitalu,o przemysleniu
sobie pewnych rzeczy,ale nie chcial rozwijac tematu.Obecnie siedzi
za granicą,przylatuje na wiosnę,x razy od pierwszego telefonu chcial
mi bukowac bilet zebym do niego przyleciala,ale jakos nie chcę na
razie...Chyba potrzeba mi jeszcze troche czasu,zeby dojsc z tym
wszystkim do ładu.Nadmienie że ozenil sie powtornie,mam 20 letniego
brata,ktory szuka ze mna kontaktu,pisze smsy,maile itd.Obiektywnie
stwierdzam ze to fajny chlopak,chociaz 1 reakcja na sms z jego
strony byla max negatywna i dlugo nie odpisywałam.Czulam chyba
zazdrosc i zal ze on mial ta mozliwosc wychowac sie z ojcem,ja
nie...Konczac ten moj nudny zapewne dla niektorych elaborat chce
powiedziec,ze chyba w kazdym z nas jest jednak potrzeba relacji z
ojcem,badz matką mimo ze kiedys nas odrzucili...Ja nie podejrzewalam
siebie o taka reakcję i mimo ze mowilam inaczej przez cale zycie bez
niego,to chyba gdzies w glebi brakowalo mi bardzo po prostu zwyklego
ojca.Dzieki za wyrzucenie wszystkiego.Wiem chociaz ze wiekszosc wie
o co kaman w tym poscie

Pozdrawiam