Nigdy bym nie pomyślała,że kiedyś znajdę się na takim forum.Mój mąż jeszcze jak ze sobą chodziliśmy to lubił sobie wypić ,ale wiadomo młodość,imprezy itd.Zaszłam w ciążę i wzięliśmy ślub.Raz było lepiej,raz gorzej,ale jakoś całkiem ok.Urodziłam potem drugie dziecko i zaczęłam widzieć pewne rzeczy,dostrzegałam je już wcześniej ale nie umiałam się do tego przyznać

Ja jestem osobą,która jest odpowiedzialną mamą,nie piję,nie szlajam się,odprowadzam starsze dziecko ze szkoły,godzinami siedzę z nim przy lekcjach,staję na rzęsach,żeby było w domku fajnie.Jestem bezrobotna,zajmuję się domem,sprzątam,gotuję itd. Mąż nawet nie wie co się dzieje w szkole,nigdy nie zajrzał mu do zeszytów,po pracy wraca i jest wiecznie zmęczony,bo on był w pracy a ja przecież siedzę w domu.Załamka,ale to pikuś... Najgorsze jest to,że on ma pociąg do alkoholu i nie ma umiaru w piciu.Jak już pije to aż padnie.Jak jesteśmy np na imieninach u rodziców,to on zawsze wychodzi niedopity i z tego powodu niezadowolony i wymyśla powody,żeby iść gdzieś i się dopić,albo zaprasza kogoś do nas.Wcale się wtedy ze mną nie liczy,Jestem w szoku jakim innym człowiekiem się wtedy staje;ubliża mi,chce mnie i dzieci wyrzucać z domu(mieszkamy w mieszkaniu po jego babci),przeklina itd.Dziś znów była taka akcja,wróciliśmy od rodziców,bo mały marudził,to zaczął się wydzierać do starszego synka,że to wina jego głupiej matki,że mały marudzi,że jesteśmy poj....,że zaraz nas wyjeb.... z domu itd.Starszy syn bardzo płakał(młodszy na szczęście nic jeszcze nie rozumie)po czym ubrał się i poszedł gdzieś się dopić.Syn jeszcze długo płakał,że tatuś położy się po pijanemu na ulicy i go samochód przejedzie.Płakałam razem z nim,bo mi serce pęka,że moje dzieci muszą to znosić

podjęłam decyzje,że muszę to skończyć i rozwieść się,chociaż boję się zostać sama.Poza tym wiem,że on jak wytrzeźwieje,to będzie skruszony gadał,że jest głupi,kocha nas i to się nie powtórzy a ja wtedy mięknę.On twierdzi,że nie jest alkoholikiem,bo nie pije codziennie i że ja robię z niego potwora.
Nawet nie wiem,czy go jeszcze kocham....
Wiem,że nikt tu nie zadecyduje za mnie,ale musiałam się gdzieś wyżalić