Dodaj do ulubionych

Do jarkoni

25.02.08, 11:03
Rozwodzę sie i co dalej????Przechodziłam już chyba wszystkie mozliwe etapy
tego stanu ale jeden tkwi przy mnie ciągle - strach - co dalej? Nie poznaję
siebie - ta trauma całkowicie mnie obezwładniła i nie mogę ruszyć z miejsca a
wręcz przeciwnie- czuję że się cofam w rozwoju.Nie potrafię ruszyć z miejsca,
zadbac o siebie,swoją przyszłość,rano budzę się z lękiem - co dalej/ Co zrobic
żeby wreszcie zacząć żyć.Zostałam bez środków do życia, z długami i
bezradnością dziecka .I nie piszcie mi pustych sloganów- wez sie w garść - bo
ja wiem że to powinnam zrobić - pytanie tylko - jak???
Obserwuj wątek
    • hela37 Re: Do wszystkich na forum 25.02.08, 11:57
      Czy możecie pomóc nie wymądrzając się i pisząc puste słowa?
      • tricolour Nie można pomóc... 25.02.08, 12:05
        ... siedząc przed monitorem i czekając aż ktoś coś zrobi. Realna pomoc, to
        zwrócenie się do lekarza (psychiatry, psychologa) i praca pod jego kierunkiem.

        To zupełnie jak z bolącym zębem. Brzmi brutalnie, ale prawda zwykle kole w oczy...
        • stokroteczka721 Re: Nie można pomóc... 25.02.08, 12:27
          Kochana Helu!
          Po kolei:
          1. Lekarz
          2. Alimenty
          3. Praca.

          Tak jak napisał Tri lekarz jest teraz niezbędny, postawi Cię na nogi, pozwoli
          racjonalnie myśleć.

          Zadbaj o środki dla dziecka/dzieci! To nie są pieniądze na Ciebie, to są środki
          potrzebne dla dzieci, nie patrz na exa - to jego zasr... obowiązek!

          Znajdź zajęcie dla siebie, PRACE po pierwsze po to żeby się czymś zająć a po
          drugie, będziesz miała pieniądze na życie. Weźmiesz kredyt, spłacisz długi -
          dasz radę!

          No i przede wszystkim CZAS - daj sobie troszkę czasu żeby ochłonąć; cholercia,
          to właśnie on leczy rany!
          Ściskam!
          • sadaga Re: Nie można pomóc... 25.02.08, 19:42
            zgadam się z przedmówcami. Musisz zacząc od siebie, odbudowac swoje
            ja. Wówczas będziesz miała siłę i chęci by iść do przodu. czas też
            zrobi swoje. wiem ze to slogan....ale się sprawdza. pozdrawiam.
        • hela37 Re: Nie można pomóc... 26.02.08, 08:07
          To nie tak że siedzę i czekam aż ktoś cos zrobi.Staram się życ tak aby dzieci
          miały poczucie bezpieczeństwa i spokój w domu - bo jest im to potrzebne po tych
          wszystkich przejściach.Były świadkami awantur urządzanych przez pijanego ojca,
          zresztą na trzezwo tez potrafił maltretować - psychicznie.Do czasu orzeczenia
          rozwodu uzyskałam zabezpieczenie alimentów ale co z tego - nikt nawet komornik
          nie jest w stanie zmusić go do płacenia - nie ma i koniec - i smieje sie w nos -
          prowadzi działanośc-a nie osiąga dochodu , za to udziela sie społecznie i
          sponsoruje - to jest sztuka!.Złożyłam do MOPS-u o zaliczkę alimentacyjną i
          zobaczymy co dalej.Bolącego zęba albo się leczy albo wyrywa - bolącą głowę można
          tylko leczyć i to robię.Jestem po terapii i tylko to pozwala mi w miare
          normalnie funkcjonować.Ale są dni że bezradność bywa straszna i trudno sobie
          poradzić.W naszym środowisku nie wolno tak jawnie walczyć o swoje- większość
          kobiet przezywa podobne sytuacje i siedzi cicho znosząc ból i upokorzenie
          inaczej jesteś ta zła - bo ,, co to za baba co nie umie chłopa utrzymac przy
          sobie''.,,Prawda nie kole mnie w oczy'' tylko świadomość że jestem zdana tylko
          na siebie i że coraz więcej jest ludzi którzy potrafią wykorzystywać czyjeś
          nieszczęście do osiągnięcia własnych celów.Pomoc- lepiej się nie narażać i
          przyglądać z boku.Niech sobie radzi sama.Pozdrawiam
          • aron95 Re: Nie można pomóc... 26.02.08, 08:23
            Nie będziesz prosić o pomoc -wiec jej nie otrzymasz ,
            nie powiesz jaka sytuacja jest - wszyscy myślą że jest ok .
            Jakiekolwiek środowisko by nie było zawsze sie znajdą ludzie
            którzy pomogą .
            Z byt dużą zwracasz uwagę na to co inni powiedzą , pomyślą .
            No i pytania
            Kto Cię będzie wytykał palcami że chłopa pijaka pogoniłaś ?
            Kto Ci wytknie że Twój Ex na libacje ma a alimenty nie ?
            Jaki to interes na Twoim nieszczęściu i kto, ubije ?
            • hela37 Re: Nie można pomóc... 26.02.08, 08:56
              Dziękuję - uświadomiłeś mi że zbyt dużą wagę przywiązuję do ,,a co ludzie
              powiedzą''.Do tej pory starałam się radzic sobie sama .Nie jest łatwo przełamac
              się i prosić o pomoc ale powoli, powoli...Dobrze jesli jest ktoś ,kto potrafi
              podpowiedzieć coś mądrego . Dziękuje
              • plujeczka Re: Nie można pomóc... 26.02.08, 12:18
                witaj! niestety zyciorysy żon alkoholików są podobne ,żeby nie
                powiedzieć ,identyczne.Z własnego doświadczenia wiem jak strasznie
                trudno jest komukolwiek mówić o tym co sie dzieje we własnym domu a
                juz chwalić sie mężem alkoholikiem jest praktycznie
                nierealne.Poniewaz miałam i mam takie same problemy wiem co czujesz
                ale postaraj się załatwiać sprawy po kolei.Jesli chodzi o alimenty w
                naszym kraju to " bajka" , komornik nie ściągnie bo męzowie nie
                wykazują żadnych dochodów , wykazuja straty i mozna dostać obłędu
                widząć własnegio męża , któremu sie nieźle powodzi a Ty jako matka
                zastanawiasz się czy w Netto kupić dżem za 20 zł czy za 1,50--tego
                nie da się łatwo przeskoczyć ale mozna np. zgłosic do wydziału
                komunikacji aby odebrali mu prawio jazdy jezeli takowe posiada,
                może Ci się uda to juz będzie coś, spróbuj zapytać w Urzedzie
                skarbowym ( aktualnie trwa okres rozliczeniowy PIT) czy można mu
                wejść ( ty lub komornik) na jego rozliczenie z Urzędem
                skarbowym.Jesli chodzi o przemoc psychiczna sama i z młoda jej
                doświadczyłam, cholernie trudno się przed nia obronić,wyzwika,
                inwektywy rania strasznie , spróbuj organizować sobie i dzieciom
                wypady poza dom, na przysłowiowe łono natury, korzystaj z gościny np
                w wekendy zaprzyjaźnionych osób tam gdzie twoje dzieci czują się
                dobrze i bezpiecznie ale przede wszystkim ROZWÓD-bo to podstawa ,
                mozesz wnosić o eksmisje, znecanie się fizyczne i psychiczne są w
                sądzie do tego podstawa.Ja również miałam z tym problem, nie
                wiedziałam jak to udownodnie bo w domu bylismy we trójkę i nie
                zrobiłam tego , dzisiaj jestem mądrzejsza to ON musiałby
                udownonić ,że sie nie zneca a nie ja ,ze tak było a ja sie bałam
                podobnie jak Ty i czułam się bezradna. Pewnie mieszkam w małym
                środowisku lokalnym, trudno jest innym Cie zrozumieć ale pamietaj
                muszą i w takim środowisku znależć się mądrzejsi od innych np.
                nauczycielka, ksiądz, bibliotekarka tacy ludzie mogą cI POMÓC, NIE
                ZAŁAMUJ SIE , wiele z nas to przeszło i przechodzi ale nasza
                bezradnośc tylko ich umacnia w tym co robią. Załóż na policji
                niebieska kartę, zgłaszaj przemoc to bardzo wazny argument w
                sądzie. Zycze Ci powodzenia, przepraszam za literówke, wciaż dla
                mnie takie sytuacje działają jak płachta na byka,sorki
                • hela37 Re: Dzięki plujeczko 28.02.08, 07:39
                  Za wsparcie ,za dobre słowo a zwłaszcza za zrozumienie.
                • tocka33 Re: Nie można pomóc... 28.02.08, 09:55
                  plujeczka napisała:


                  >
                  >
                  >
                  > Jesli chodzi o przemoc psychiczna sama i z młoda jej
                  > doświadczyłam, cholernie trudno się przed nia obronić,wyzwika,
                  > inwektywy rania strasznie , spróbuj organizować sobie i dzieciom
                  > .Ja również miałam z tym problem, nie
                  > wiedziałam jak to udownodnie bo w domu bylismy we trójkę i nie
                  > zrobiłam tego , dzisiaj jestem mądrzejsza to ON musiałby
                  > udownonić ,że sie nie zneca a nie ja ,ze tak było a ja sie bałam
                  > podobnie jak Ty NIE
                  >

                  witaj Plujeczko ,czytam tyle twoich wypowiedzi ,jestes dla mnie
                  baaardzo madra kobieta ,znowu mi dalas podpowiedz ......TO ON
                  MUSIALBY UDOWODNIC,,,czyli ?????


                  pozdrawiam Malgorzata
          • sylwiamich Re: Nie można pomóc... 28.02.08, 08:46
            hela37 napisała:
            W naszym środowisku nie wolno tak jawnie walczyć o swoje- większość
            > kobiet przezywa podobne sytuacje i siedzi cicho znosząc ból i
            upokorzenie
            > inaczej jesteś ta zła - bo ,, co to za baba co nie umie chłopa
            utrzymac przy
            > sobie''.,,Prawda nie kole mnie w oczy''


            To prawda.A najbardziej bezwzględne potrafia byc kobiety które żyją
            w związku małżeńskim i znoszą wszystko z pokorą.Ba!!!Nawet z tego
            robia cnotę.Zobaczysz co się stanie gdy będziesz rozwódkąsmile))
            Dziewczyna która miała panieńskie dziecko za młodu.Studia skończyła
            samodzielnie.Mieszkanie kupiła sobie samodzielnie.Dziecko wychowała
            samodzielnie.Komentarz: Pewnie tatusia szuka dla dzieciara.
            Mój niewyparzony jęzor chroni mnie przed takimi indywiduami
            skutecznie.Małe miasto, wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą....ja
            teżsmile))
    • otylka24 Re: Do jarkoni 28.02.08, 09:20
      Droga Helu. Nie bój się prosić o pomoc i przyjmuj każdą pomoc jaką
      zaoferują ci ludzie. Uwierz mi, że zawsze znajdą się tacy , którzy
      pomogą. Ja też byłam i jestem nadal przerażona co dalej ale znajomi
      uświadomili mi bierz co ci dają oni chcą pomóc. Kiedy szef
      zaproponował mi pomoc prawnika i powiedział, że za wszystko zapłaci
      nie chciałam się zgodzić,bo co? bo nie wypada nie mogę, koleżanka
      powiedziała on chce ci pomóc, pozwól sobie pomóc. Wiesz o dziwo
      zauważyłam, że wszyscy coś mi z siebie dają(nie mówię tu o
      najbliższej rodzinie bo oni pomagają najwięcej, tylko trzeba im o
      wszystkim powiedzieć i nic nie uykrywać)rozumieją, że jest mi
      ciężko.Kiedy moje dziecko zachorowało, znajoma z przychodni
      bezinteresownie załatwiła szybką wizytę u lekarza bez kolejki i
      przychodziła robić zastrzyki do domu i wcale jej o to nie prosiłam.
      Także widzisz samotnym matkom jest ciężko ale samotne matki też
      potrafią osiągnąć bardzo dużo, może więcej niż w związku z facetem
      bo muszą brać sprawy w swoje ręce.
      Helu podpisuję się pod tym co pisali poprzednicy:
      -załóż sprawę o alimenty
      -pójdź do lekarza - to nic złego a pomoże
      -znajdź pracę-musisz wyjść do ludzi, nie możesz siedzieć w domu i
      patrzeć w ściany bo wszystko wraca. Kontakt z innymi jest bardzo
      ważny a gdy będziesz pracowała poczujesz się bardziej wartościowa i
      pewna siebie. Ja bez pracy chyba bym zwariowała
      Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka